![]() |
|
|
Narzędzia wątku | Wygląd |
|
||||
|
||||
|
Cytat:
![]() |
||||
|
||||
|
||||
|
Wracając do doświadczenia o, którym wspomniała Ania to oczywiście jest to niezmiernie ważny komponent redukcji stresu, ale pamiętajmy o tym, że wszyscy zaczynamy jako tłumaczeniowa ''tabula rasa", a doświadczenie przychodzi z czasem i kolejnymi zleceniami. Dlatego tak ważne jest, aby nawet jako początkujący tłumacz umieć pokonać stres przynajmniej na takim poziomie by móc spokojnie dokonywać transferu, a zamiast ciemności widzieć przed sobą twarze odbiorców wtórnych, którzy z zainteresowaniem słuchają naszego tłumaczenia.
|
||||
|
||||
|
||||
|
Rozmawiałam ze znajomą, która zawodowo zajmuje się tłumaczeniem ustnym, na temat jej technik radzenia sobie ze stresem. Potwierdziła, że w stresujących sytuacjach również stara sobie wyobrazić widownię lub mówcę w samej bieliźnie...lub bez
Stwierdziła również, że wielu jej kolegów stara "radzić sobie" ze stresem przy pomocy alkoholu - oczywiście nie w pracy, tylko już po zakończonym zleceniu "piją na umór". Co sądzicie na ten temat i czy spotkaliście się już z takim problemem? |
||||
|
||||
|
||||
|
Cytat:
A co do wyobrażania sobie widowni w bieliźnie... pisałem o tym powyżej... |
||||
|
|||||
|
|||||
|
Wiecie, zdradzacie tutaj sekrety zawodu.
Jeśli jakiś europoseł tu wpadnie, to szybko powstanie nowa definicja tłumacza: Tłumacz - ktoś kto w pracy wyobraża sobie wszystkich swoich klientów w bieliźnie. |
|||||
|
||||
|
||||
|
:]
Ewidentnie we wszystkich wypowiedziach powtarza się wniosek, że stres w zawodzie tłumacza ustnego jest OGROMNY. Można sobie z nim radzić lepiej lub gorzej, ale nie ma wątpliwości co do tego, że to jeden z najbardziej stresujących zawodów. Przeczytałam kiedyś, że plasuje się w tej kategorii na drugim miejscu zaraz za kontrolerem lotów...To niezbyt zachęcające:] Najwięcej osób jednak wypowiadało się na temat tłumaczenia konsekutywnego, pewnie dlatego, że większość z nas tłumaczenie symultaniczne zna tylko z teorii i opowieści... A tam przecież nie ma znaczenia ani postawa, ani kontakt wzrokowy, ani dociekliwe spojrzenia publiki. Liczy się tylko UMYSŁ, który musi przecież prezentować nadzwyczajne właściwości i umiejętności. Z pewnością nie każdy nadaje się do tego typu tłumaczeń. Trzeba mieć niesamowitą zdolność koncentracji, podzielność uwagi i "długodystansowy" umysł, wytrzymujący długi wysiłek. Zautomatyzowane ekwiwalenty językowe, podpierane wiedzą merytoryczną i sprawnością językową PLUS nienaganna wymowa to oczywistość, bez której z pewnością tłumacz uciekłby z kabiny po minucie. Na pewno doświadczenie i budowanie pewności siebie zmniejszają stres, ale czy można go zredukować do zera? Nie wydaje mi się. |
||||
|
||||
|
||||
|
Moim zdaniem, choć nie mam za dużego doświadczenia, tłumacząc konsekutywnie zaczęłabym od wyobrażenia sobie, że pełna aula ludzi, czyli 100, 200, 500 a może nawet i więcej osób, to nie jednostki, tylko jedna całość, pewna "masa". A zatem nie patrzy na mnie ileśset par oczu, co może być czynnikiem najbardziej stresogennym, tylko powiedzmy jest to jedna osoba siedząca na środku. Owa osoba nie rozumie nic, co mówi nasz prelegent, więc naszym zadaniem, jako tłumacza, a może w tym przypadku lepiej 'pośrednika' jest rozmowa z tą jedną osobą, przekazanie jej, i tylko jej danej wiedzy. Do takiego obrazu owej jednej osoby siedzącej na środku auli dodałabym fakt, iż jest to na przykład osoba podoba do nas, lub jakiś nasz znajomy/ przyjaciel.
Innym ważnym aspektem, co zostało już przytoczone w dyskusji jest praktyka. "Ćwiczenie czyni mistrza" wiadomo, ale nie można przekroczyć pewnej granicy i popaść w rutynę. Będąc tłumaczem zawsze stykamy się z nową, inną sytuacją, z innymi osobami, z innymi warunkami etc. A więc jedna technika, która powiedzmy sprawdza się w 80% przypadków, może się okazać zupełnie nie na miejscu w pozostałych 20% przypadkach. A więc jak zwykle zdrowy rozsądek i wyczucie powinny przyświecać każdemu, nawet doświadczonemu tłumaczowi. I może jeszcze jedna uwaga. Z doświadczenia wiem, i to nie tylko tego związanego z pracą tłumacza , że najgorszy a zaraz najważniejszy jest początek, zaczęcie, 'rozkręcenie się'. Jeśli uda nam się opanować emocje związane z "wystąpieniem", nowymi ludźmi, naszą pozycją i przeświadczeniem, często równie paraliżująco-obezwładniającym że od nas dużo zależy, jeśli zrobimy krok dalej i rzeczywiście już się "rozkręcimy", to wszystko powinno pójść z górki;p A stres odpłynie, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki;p bo trzeba sobie uświadomić, że współpracujemy i rozmawiamy z ludźmi, którym też czasem zdarza się pomyłka czy działają pod wpływem silnych emocji, =stresu;p Grunt to pozytywne myślenie i optymistyczne podejście do sprawy ) |
||||
|
||||
|
||||
|
Jeśli chodzi o ćwiczenia pomagające w redukcji stresu podczas samego tłumaczenia, odnoszące się głównie do dykcji i zapamiętywania jak największej ilości informacji, bo wiadomo, że w tłumaczeniu czy to konsekutywnym, czy symultanicznym trzeba liczyć się z pewnymi nieuniknionymi ale dopuszczalnymi stratami, to sugerowałabym np: 'shadow listening' czyli niejako mówienie do siebie;p czyli powtarzanie szeptem tego co słyszymy w radiu czy w telewizji, podczas oglądania wiadomości lub jakiegoś programu publicystycznego czy rozrywkowego. Najpierw można zacząć od powtarzania w języku ojczystym. Potem, gdy wyćwiczymy sobie pewne tempo mówienia osób publicznych, można przejść poziom wyżej i zacząć "mruczeć" sobie pod nosem w języku obcym, tłumacząc tekst wyjściowy. Ćwiczenie niezwykle trudne, przynajmniej na początku, ale bardzo skuteczne. Pomaga wyćwiczyć sobie pewne schematy przekazywania komunikatu, wypowiedzi czy referatu i wtedy łatwiej będzie podczas rzeczywistego tłumaczenia przewidzieć, przynajmniej w pewnym stopniu, o czym będzie mówił prelegent co powinno wpłynąć na zmniejszenie poczucia dyskomfortu i stresu
![]() |
||||
|
||||
|
||||
|
Czyli tutaj pojawia się zagadnienie "probabilistic prognostication", czyli przewidywanie tego, co za chwilę powie mówca na podstawie formy jego wypowiedzi, używanych przez niego struktur oraz doświadczenia samego tłumacza. Propabilistic prognostication to już szkoła jazdy chyba najwyższa z możliwych, tłumacze, którzy stosują tę technikę osiągają podobno najlepsze efekty w tłumaczeniu. Z pewnością w wielu sytuacjach może ona znacznie zredukować stres, oczywiście pod warunkiem, że jest właściwie stosowana- tłumaczowi nie wolno dopuszczać się nadinterpretacji!
|
||||
|
||||
|
||||
|
Wydaje mi się, że o 'wpadaniu w rutynę' w przypadku tłumaczy ustnych nie może być mowy. Nawet jeżeli dany tłumacz ma za sobą lata praktyki nigdy nie może być pewnym tego, co może się wydarzyć. W takich nagłych wypadkach bardzo ważną rolę odgrywa 'zaplecze' jakie ,moim zdaniem, powinien mieć każdy tłumacz, czyli gruntowna wiedza na dany temat, najczęściej stosowane w przemówieniach 'formułki' (każde przemówienie ma mniej więcej podobną konstrukcję) itd.
|
||||