Odpowiedz
 
Narzędzia wątku Wygląd
  #1  
Stary 07-03-2009, 22:01
Yasminne Yasminne jest offline
Kumotr
 
Zarejestrowany: Jul 2009
Posty: 6
Domyślnie tlumaczenia do oceny

Chciałabym żeby osoby które znają dobrze angielski oceniały moje prace(tłumaczenia), a ktoś kto nie zna języka(nie wiem czy są tu takie osoby, ale pewnie tak, bo nie każdy w końcu tłumaczy w angielskim) - może napisać czy piszę płynnie, a nie teksty w stylu 'kali chcieć jeść', 'napój był wypity', etc.
I proszę pamiętać - mam 12 lat dopiero, więc myślę że i tak dobrze sobie radzę z angielskim jak na ten wiek. Tto po prostu moja pasja i tłumaczenie sprawia mi przyjemność ;] Oczywiście zawsze będę podawała źródła z których tłumaczę. Nnie ukrywam że prawie zawsze będą to fanficki jakichś książek, gdyż po prostu nie mam innych źródeł i pomysłów. No i póki co łatwiej mi tłumaczyć rzeczy o których mam pojęcie - np. w tłumaczeinu drugim są wyrazy typu High Lord, co wcale nie oznacza Wysoki Władca, ale Wielki Mistrz, i jest to postać występująca w pewnej serii książek. Poniższe tłumaczenie jest fanfickiem na podstawie tych książek właśnie, ale prosiłabym jednak nie oceniać O CZYM jest tekst, bo wiadomo, że jednemu się spodoba a drugiemu nie. Chciałabym poznać Wasze opinie, i czy dobrze sobie radzę z językiem jak na te moje 12 lat i naukę od 5. ;]

[URL=http://www.fanfiction.net/s/5134439/1/You_Are_My_Snow_White]źródło.[/URL]
Dorrien mógł zobaczyć wspaniałe budynki Gildii, gdy jego koń przejechał ostatni zakręt. Przed nim wznosiły się bramy Gildii. Zobaczył swojego ojca stojącego tam by go powitać, i to sprawiło że musiał się uśmiechnąć.
- Dorrien - powiedział i uśmiechnął się - w końcu. Tęskniłem za tobą, synu.
- Ja za tobą też. - Dorrien zeskoczył ze swojego konia i uścisnął krótko Rothena. Wydawał się być szczęśliwy; zmizerniały, ale szczęśliwy.
- Jak się miewasz? - zapytał Dorrien, idąc u boku Rothena ku mieszkaniom magów.
- Dobrze - odpowiedział - a ty? Nie widziałem cię od... 10 lat. Co robiłeś przez ten czas?
- Było mnóstwo roboty - odparł Dorrien - Przybyłbym wcześniej, ale nie chciałem opuścić mojej wioski.
- Jesteś głodny? Spragniony? - zapytał Rothen, gdy przybyli do jego mieszkania.
- Nie, dziękuję. - odpowiedział.
Był żądny porozmawiania o Sonei. Nie widział jej przez 10 lat i chciał ją zobaczyć, by sprawdzić, czy wszystko u niej dobrze. Kiedy wspomniał o niej, uśmiech Rothena stał się wymuszony.
- Wszystko w porządku. Rozmawiałem z nią wczoraj i jest doskonale szczęśliwa. Nie widzę powodu, żebyś powinien odwiedzić ją właśnie teraz. Dlaczego nie poczekasz do jutra, kiedy Administrator i inni Wielcy Magowie przybędą by cię powitać?
Dorrien wzruszył ramionami. "W porządku." Nie chciał przyciągnąć uwagi ojca do swoich palących pytań, od kiedy pragnął dowiedzieć się, jak się ma Sonea. Słyszał że stała się znakomitą Uzdrowicielką i pracowała w slumsach by pomagać biedniejszym ludziom. Dorrien podziwiał ją za to, za chęć wrócenia w taką nędzę, zaniedbując inne dzielnice miasta.

Następnego ranka Dorrien przyłapał się siedzącego na ławce i pozwalającego słońcu błyszczeć na jego twarzy. Nie miał szansy na porozmawianie z Soneą wczoraj, więc pragnął zobaczyć ją dziś. Rothen powiedział swojemu synowi, że zwykle chodzi do miasta wcześnie rano, a więc Dorrien zdecydował złapać ją przed jej wyjściem.
Wszystkim, co mógł teraz zobaczyć, było kilkoro nowicjuszy śpieszących się na Uniwersytet i paru magów cieszących się słońcem tak jak on. Lecz nagle usłyszał dziecięcy głos, piszczący: "Za ile lat też będę mogła tu przychodzić?"
Dorrien uśmiechnął się, wyobrażając sobie małe dziecko chcące wiedzieć, ile lat jeszcze minie zanim on lub ona pójdzie na wykłady.
Ale odpowiedź go zmroziła. - Kochanie, pytasz o to już chyba 20 raz. Musisz poczekać kilka lat.
Dorrien znał ten głos. Damski głos - i należał do Sonei. Wstał i rozejrzał się, ale wszystkim co widział była rodzina znajdująca się 200 metrów od niego - dwójka dorosłych i dwójka dzieci. Nikogo więcej tu nie było.
- Ile? - zapytało dziecko. Głos pochodził od rodziny. Ale to nie mogło być...
- 10, kochanie - Tym razem odpowiedział męski głos. Brzmiał znajomo, ale Dorrien nie mógł powiedzieć do kogo należał.
Rodzina podeszła bliżej i spojrzał na twarz kobiety. Jakiś głos wyszeptał: To ona... Wyszła za mąż... Zapomniała o tobie... Jest teraz z kimś innym... Wyszła za mąż...
Dorrien potrząsnął głową rozpaczliwie i próbował znaleźć powód, dlaczego Sonea chodziłaby z mężczyzną u boku i dwójką dzieci przed nimi. Nagle zaczął rozważać, kim może być ten mężczyzna. Może był to Cery, jeden z najstarszych przyjaciół Sonei... nie poślubiłaby go, oczywiście...
Ale mężczyzna przy niej miał na sobie szaty. Czarne szaty. Szaty Wielkiego Mistrza. Szaty Akkarina.
Wyszła za Akkarina.
Dorrien ostro wciągnął powietrze i wolno je wypuścił.
Dziecko - dziewczynka - krzyknęła: - Więc chodźmy gdzieś, proszę. Mozemy odwiedzić Cery'ego - proszę, mamo, tato.
Inne dziecko, chłopiec, około rok starszy od swojej siostry, odpowiedział: - Sicily, przestać się drzeć. Denerwujesz mnie.
- Mako, bądź miły - rzuciła ostro kobieta - Sonea. - Nie jest denerwująca.
Sicily zaśmiała się wesoło. - Więc chodźmy. Pójdźmy do Gerry i Timme.
- Harrien i jego rodzina są na wakacjach, kochanie. - odrzekła Sonea. Dorrien nadal nie mógł w to uwierzyć.
Ale nie było żadnych wątpliwości. Byli nie więcej niż 20 kroków dalej i rozpoznał jej twarz. Wyglądała szczęśliwie. Więcej niż szczęśliwie. Wydawała się błyszczeć. Promieniała tak, jakby była najszczęśliwszą osobą na świecie.
Jest... jest matką. Nie możesz zniszczyć tego uczucia. Straciłeś ją w momencie, gdy opuściłeś Gildię, by troszczyć się o swoją wioskę.
Sonea podniosła wzrok i jej oczy napotkały jego. Dorrien szybko się obrócił i zaczął wracać drogą którą przyszedł. Chciał usłyszeć, jak ona krzyczy jego imię, ale nic nie usłyszał. Ona go nie pamiętała.
Co się stało? Jak miał ją zabrać od niego?
Dorrien nie mógł przestać iść, dopóki nie stanął w drzwiach mieszkania Rothena. Nie kłopotał się pukaniem, po prostu wszedł i rzucił się na swoje łóżko.
Wyszła za mąż...
Zdawało się, że to koniec. Definitywnie.
Ale czy rzeczywiście?
Mógł sprawić, że znowu się w nim zakocha. Bo w końcu kochała go. Był tego pewien.
Ale czy naprawdę chciał zniszczyć życie które sobie stworzyła? Jej rodzinę?
Nie mógł jej tego zrobić. Chciał, żeby była szczęśliwa.
Ale czy nie chciał być też sam szczęśliwy?
Musiał dowiedzieć się, co się wydarzyło. Jak ją stracił.
I musiał dowiedzieć się, co zatem jeśli on nadal jej pragnie.
Odpowiedź z Cytowaniem
  #2  
Stary 07-06-2009, 21:16
NoOne3's Avatar
NoOne3 NoOne3 jest offline
Podszyszkownik
 
Zarejestrowany: Jan 2009
Posty: 159
Domyślnie

W drugiej linijce mówi to ojciec bohatera, [URL="http://www.angielskie.republika.pl/translator.html"]po angielsku[/URL] jest to bardziej oczywiste, więc po polsku wypadałoby napisać: "powiedział ojciec i uśmiechnął się".
Cytat:
Był żądny porozmawiania o Sonei
Trochę stylistycznie nie tak. Może po prostu bardzo chciał o niej porozmawiać.
Cytat:
jest doskonale szczęśliwa
trąci kalką, jeżeli nie "bardzo szczęśliwa" to może "jest zupełnie szczęśliwa", chociaż to ostatnie nie brzmi chyba dużo lepiej.
Cytat:
za chęć wrócenia w taką nędzę, zaniedbując inne dzielnice miasta.
Znów stylistyka, a dodatkowo pułapka, ja bym napisał: "za chęć powrotu do biedniejszych, zaniedbanych dzielnic miasta."
Cytat:
Następnego ranka Dorrien przyłapał się siedzącego na ławce i pozwalającego słońcu błyszczeć na jego twarzy.
Łoj! To "found himself" to bardziej bardziej zwrot "znalazł się", ale też nie należy tego używać na siłę. Bardzo "kalkowe" zdanie Ci wyszło.

Może na razie tyle, znajdę jutro parę chwil, to jeszcze se poczytam.

Acha... chyba nie myślisz, że ktoś tu uwierzy, że masz 12 lat... :P

Ostatnio edytowane przez NoOne3 : 10-26-2012 o 15:57.
Odpowiedź z Cytowaniem
  #3  
Stary 07-07-2009, 17:12
Yasminne Yasminne jest offline
Kumotr
 
Zarejestrowany: Jul 2009
Posty: 6
Domyślnie

Dziękuję bardzo za opinie.
Cytat:
Zamieszczony przez NoOne3 Pokaż post

Acha... chyba nie myślisz, że ktoś tu uwierzy, że masz 12 lat... :P
Tak właśnie myślę, ale dlaczego ktoś miałby nie uwierzyć? ;]
Odpowiedź z Cytowaniem
  #4  
Stary 07-07-2009, 18:48
NoOne3's Avatar
NoOne3 NoOne3 jest offline
Podszyszkownik
 
Zarejestrowany: Jan 2009
Posty: 159
Domyślnie

Cytat:
Lecz nagle usłyszał dziecięcy głos, piszczący: "Za ile lat też będę mogła tu przychodzić?"
Dorrien uśmiechnął się, wyobrażając sobie małe dziecko chcące wiedzieć, ile lat jeszcze minie zanim on lub ona pójdzie na wykłady.
No to natykasz się na jedną z raf rozsianych po oceanach tłumaczeń :P
Bo w [URL="http://www.angielskie.republika.pl/slownik.html"]angielski[/URL]m płeć osoby zacytowanej w tekście jest bardzo często nieznana, w efekcie jeżeli bohater usłyszał głos dziecka nie mógł jeszcze rozpoznać, czy to chłopiec czy dziewczynka i stąd użycie warunkowo obydwu zaimków. Po naszemu to nie działa, więc pozostaje albo zgadnąć lub wybiec w przyszłość i sprawdzić, wtedy opuszczamy całkowicie element niepewności w drugim zdaniu, albo szukamy jakiegoś fortelu.
Na przykład dzieciak mógłby spytać: "A kiedy mogę zacząć tu chodzić?" O ile oczywiście nie uznasz, że zmienia to za abrdzo sens, lub gubi jakiś podtekst, czy inne ukryte głębiej wrażenie.

Two hundred paces trochę niepotrzebnie zamieniłaś na dwieście metrów. Tekst i realia są archaizowane więc trzeba by się tego trzymać, spokojnie możesz użyć "dwieście kroków".

Cytat:
Dorrien ostro wciągnął powietrze i wolno je wypuścił.
Trochę zbyt dosłownie. Wciągnął gwałtownie, szybko, nagle, więc szukasz odpowiednika po naszemu.

Cytat:
Byli nie więcej niż 20 kroków dalej i rozpoznał jej twarz.
"Dalej" znów lekko kalkuje. Może "Byli oddaleni o nie więcej niż dwadzieścia kroków".

Cytat:
Wyglądała szczęśliwie. Więcej niż szczęśliwie. Wydawała się błyszczeć.
"Wyglądała na szczęśliwą. Więcej niż szczęśliwą. Zdawało się, że bije od niej blask (<- to rozpaczliwa próba, wiem :P)." Za to "promieniała" jest dalej bardzo na miejscu.

Cytat:
Co się stało? Jak miał ją zabrać od niego?
Nie tak. Jak ON mu ją odebrał.

Cytat:
Bo w końcu kochała go.
Bo przecież niegdyś była w nim zakochana. Różnica w sumie niewielka, ale "była zakochana" zmienia wymowę. Wypada też podkreślić czas przeszły przez "niegdyś", bo po inaczej można by to różnie interpretować.

Cytat:
I musiał dowiedzieć się, co zatem jeśli on nadal jej pragnie.
Też nie tak. "I chciał zorientować się (albo "musiał zastanowić się"), czy wobec tego on wciąż jej pragnie."

Cytat:
Tak właśnie myślę, ale dlaczego ktoś miałby nie uwierzyć? ;]
Ja nie wierzę. Na pewno kończysz liceum i masz co najmniej FCE :P A poważniej to jestem pod wrażeniem.
Acha, wszystkie moje uwagi co do tekstu są bardzo subiektywne, nie wszystkie decyzje jestem w stanie merytorycznie obronić, wiem że dużo zależy od mojego osobistego "wyczucia", więc nie traktuj ich jako wyroczni, a jeżeli masz inne zdanie dyskutuj.
Uważaj też na tekst oryginalny. Jest w nim parę niewielkich błędów i dziwnie w moich uszach brzmiących zdań. Moim przypuszczeniem jest, że dla autora angielski nie jest językiem ojczystym, albo ze względu na pośpiech był z nim troszeczkę na bakier.

Ostatnio edytowane przez NoOne3 : 10-26-2012 o 15:56.
Odpowiedź z Cytowaniem
  #5  
Stary 07-08-2009, 15:22
Yasminne Yasminne jest offline
Kumotr
 
Zarejestrowany: Jul 2009
Posty: 6
Domyślnie

Dziękuję za poprawy, wcale mnie to nie dziwi, że błędnie interpretuję tyle zdań
Cytat:
Zamieszczony przez NoOne3 Pokaż post

Ja nie wierzę. Na pewno kończysz liceum i masz co najmniej FCE :P A poważniej to jestem pod wrażeniem.
Idę dopiero do gimnazjum. ;] Ale to bardzo miłe słowa, dziękuję.

[URL="http://www.fanfiction.net/s/5121984/1/An_Innocent_Prisoner"]źródło[/URL]

„Niewinny więzień”
Piorun huknął na tle zaciemnionego nieba, powodując że zatrzęsłam się i przewróciłam na moim brudnym, niepościelonym łóżku. Moja ręka zwisała na skraju materaca, dotykając czegoś miękkiego, zrobionego z materiału. Był to mój stary, wypchany jeleń, którego miałam od dziecka.
Jego futro i rogi były zniszczone i rozpadały się. Podniosłam go z podłogi i zaczęłam się bawić. Moje ręce wzniosły się w powietrze, gaworzenie dochodziło z mych ust. Rozejrzałam się po mojej małej, więziennej celi ; okno było zabezpieczone silnymi, żelaznymi prętami. Wolno odłożyłam jelenia i dotknęłam dłońmi ceglanej ściany za maleńkim łóżkiem. Moje palce wolno wyznaczały linie cegieł ułożonych według jakiegoś wzoru.
Nagle drzwi mojej celi otworzyły się, wywołując głośne skrzypienie, które wypełniło całą celę. Osobą, która weszła, był mój psycholog – Dr. Freeman.
- Jesteś tu żeby spróbować mnie znowu uporządkować? – wyrzuciłam z siebie sarkastycznie. Odkąd byłam skazana na pobyt w areszcie dla małoletnich, on ciągle próbował zmusić mnie do przyznania się do przestępstwa, którego nie popełniłam.
- Panno Williams, opisz konfrontację twoich rodziców tej nocy, której twój ojciec został zamordowany.
Westchnęłam ciężko, ale odpowiedziałam zgodnie z prawdą. – To było bardzo przykre. Był bardzo zadowolony że ona to wie, i chciał rozwodu.
- Jaka była jej reakcja? – zapytał mnie łagodnie.
- Powiedziała, że mu go nie da. – próbowałam stłumić ziewanie, gdy mówiłam.
- „Prędzej zobaczę cię w piekle niż z inną kobietą” - To są słowa, których użyła twoja matka, Daisy, stosownie do zeznań waszych sąsiadów – Jego głos był coraz stawał się coraz bardziej stanowczy, tak jak jego brwi się marszczyły. [wiadomo, że chodzi o to, że jego głos stawał się coraz bardziej stanowczy na równi, w tym samym czasie, jak jego brwi się marszczyły, ale nie za bardzo wiedziałam jak to ubrać w słowa]
- Jeśli tak powiedzieli. Naprawdę nie pamiętam. Ja także byłam zdenerwowana – moje palce drżały niczym gęsia skórka biegnąca w dół mojej posiniaczonej ręki.[?]
- Co się stało, kiedy twoi rodzice skończyli dyskutować?
- Tata się spakował, żeby wyprowadzić się do pani Dawes.
- Rebecca Dawes, bardzo znana aktorka, która, jak odkryła twoja matka, była kochanką twojego ojca. Śledziłaś go?
Skinęłam głową wolno. - Zaraz jak mama poszła spać, wzięłam wiatrówkę, którą zostawiła w szufladzie i pojechałam do domu pani Dawes. Nie było ich w domu, więc zaparkowałam na podjeździe[?] i czekałam.
- Z jakim zamiarem? – zapytał doktor Freeman.
- Nie jestem pewna. Byłam zdezorientowana i zmęczona. Myślę, że chciałam ich głównie przestraszyć.
Doktor Freeman zatrzymał się przy stołku i usiadł naprzeciw mnie.
- Kiedy przybyli, weszłaś do domu i zamordowałaś ich – Potrząsnęłam głową szybko. – Zastanów się, Daisy. Biorę pod uwagę to, że to nie była bezmyślna zbrodnia pod wpływem chwilowych uczuć. Rozważ to: rewolwer oddał 6 strzałów, nie 8. To by oznaczało, że strzelałaś dopóki pociski się nie skończyły, i wtedy przerwałaś żeby przeładować broń.
Gniew zawrzał w mojej krwi kiedy niespodziewanie poderwałam się z łóżka. - Mylisz się! – Porwałam stos jego dokumentów ze stołka i zaczęłam drzeć je na maleńkie strzępy. - Jestem niewinna, ty ciemniaku! - Wyrzuciłam resztki papierów na zewnątrz , czułam dachówki [?] pod moimi nagimi stopami.
- Cóż, sądzę, że na dziś wystarczy – Wstał cicho i pozbierał papiery, których nie zdążyłam zniszczyć, a następnie opuścił moją ciemną celę. Podeszłam do ogromnych stalowych drzwi i zaczęłam w nie walić. Stłumione głosy dochodziły z mojego gardła, ale nie mogłam nic powiedzieć płacząc bądź śmiejąc się.[?] Obróciłam się i oparłam się o drzwi, chowając głowę w kolanach. Ukryłam moją twarz w dłoniach, gorące łzy spływały po moich policzkach.
Nic nie rozumiałam. Wiedziałam, że nie zamordowałam mojego ojca i pani Dawes. Nikt w sądzie mi nie wierzył, nawet moja matka. Sędzia oświadczył, że mój powód do morderstwa mógłby być zrozumiany, o ile nie wybaczony. Powiedział, że to była zemsta o wiele bardziej nieludzkim charakterze. Widocznie wywarłam na nim wrażenie jako szczególnie lodowata i pozbawiona wyrzutów sumienia kobieta: ja, Daisy Williams. To zupełnie zmieniło jego spojrzenie na mnie.[?]
A więc, poprzez to, że moje stanowisko umocniło go w jego stanowisku, nakazał mi poświęcać swój czas dla każdej z moich ofiar. Byłam tu, w Areszcie dla nieletnich Dufresne , ale potajemnie w nocy kopałam tunel mający stać się moją drogą ucieczki.
Moje narzędzia były ukryte pod koją, która zawierała młotek skalny, narzędzie które było podobne do miniaturowego kilofa. Para moich więziennych kolegów pomogła mi przemycić je do celi. Potrzebowałam też czegoś, co przykryłoby tunel w ścianie. Jeden z moich przyjaciół dał mi ogromny plakat z Clarkiem Gable’em, jednym z najpopularniejszych gwiazd filmowych dekady.
Teraz mój mały sekret istniał pomiędzy mną a moim popularnym facetem. [?] Niewielu wiedziało, czym naprawdę był mój plan…
Zerknęłam na małe okno, które oddzielało mnie od świata zewnętrznego. Piorun błysnął na prawo od prętów, rażąc mnie w oczy. Poruszając się na kolanach, uklękłam pod łóżkiem i zabrałam swój młotek skalny i małą latarkę.
Wolno zdjęłam ze ściany plakat, odsłaniając dziurę, która była wystarczająco duża by wcisnęła się w nią dziewczyna mojej postury. Włożywszy narzędzia do mojego kufra, pełzałam przez tunel. Po około dziesięciu minutach stałam przy zewnętrznym murze więzienia, żelazne bramy otaczały budynek ze wszystkich stron.
Nie było takiej możliwości, bym pozwoliła jakiejś żelaznej bramie zablokować moją ścieżkę do należnej mi wolności. Rozglądając się za strażnikami, ostrożnie podpełzłam do ogrodzenia, podczas gdy potok deszczu nadal moczył mój uniform i włosy.
Kiedy tylko poczułam miękką trawę po drugiej stronie muru, zaczęłam biec tak szybko jak mogłam. Moje ręce same się podniosły i rozprułam górę uniformu. Moja koszula leżała teraz na ziemi, uniosłam ręce, zamykając oczy w uczcie wolności, jakiej szukałam przez ostatnie trzy lata.
Czułam zimno, gdy deszcz przemoczył mój stanik, ale nie dbałam o to. W zewnętrznym świecie byłam uczciwą osobą, ale musiałam przybyć do więzienia, by stać się oszustką. Teraz byłam wolną kobietą, zaczynającą życie na nowo w chłodnym, mglistym deszczu.
Oczyszczona z brudnego więziennego życia, na jakie mnie skazano.
Odpowiedź z Cytowaniem
  #6  
Stary 07-08-2009, 18:03
NoOne3's Avatar
NoOne3 NoOne3 jest offline
Podszyszkownik
 
Zarejestrowany: Jan 2009
Posty: 159
Domyślnie

Cytat:
Thunder rumbled
"Huknął" jest tutaj trochę zbyt gwałtowne i zbyt krótkie. "A rumble" to odgłos podobny do brzmienia tego słowa (onomatopeja), trwający nieco dłużej. Ja bym dał "Odgłos gromu przetoczył się na zewnątrz po pociemniałym niebie."

Łóżko było "coverless", nie było więc niepościelone. nie było przykryte przykryciem, typu "bed cover", czyli czymś w rodzaju narzuty. Ja bym się skłaniał w stronę "nie przykryte", ale obecna jest też sugestia jakiegoś zaburzonego porządku, łóżko przez brak narzuty staje się trochę dysfunkcyjne :P Wiem, że bredzę.
[URL="http://srebrne.w.interia.pl/monety1998.html"][/URL]
Cytat:
My fingers slowly traced along the lines the bricks made with their patterns.
nie tyle jakiś wzór, co wzór według którego ułożono cegły. "Moje palce wodziły powoli wzdłuż linii wyznaczonych przez układ cegieł"

"He was glad", to bardziej, że odczuł ulgę, niż że był zadowolony, w tym kontekście przynajmniej.

Na razie skończę, ale intryguje mnie coś w tekście.

Otóż bohaterka miała wziąć z szuflady broń, z dalszej rozmowy wynika, że jest to sześciostrzałowy rewolwer, natomiast po raz pierwszy jest ona nazwana "the shotgun". Interpretowałbym to jako śrutową strzelbę, którą z kolei ciężko byłoby trzymać w szufladzie. Myślę że to niedopatrzenie autora.

Ostatnio edytowane przez NoOne3 : 10-26-2012 o 15:54.
Odpowiedź z Cytowaniem
  #7  
Stary 07-08-2009, 18:58
Yasminne Yasminne jest offline
Kumotr
 
Zarejestrowany: Jul 2009
Posty: 6
Domyślnie

dziękuję bardzo. ;]
Cytat:
Zamieszczony przez NoOne3 Pokaż post
Interpretowałbym to jako śrutową strzelbę, którą z kolei ciężko byłoby trzymać w szufladzie. Myślę że to niedopatrzenie autora.
w sumie też to zauważyłam, ale zielonego pojęcia nie mam o broni. Tak więc byłam bardziej skłonna obwiniać własne złe zrozumienie tekstu, niż błąd autorki. Aż sprawdziłam w słowniku, ale to mi tylko bardziej namieszało w głowie.
Odpowiedź z Cytowaniem
Odpowiedz


Narzędzia wątku
Wygląd

Zasady pisania postów
Możesz wysyłać nowe wątki
Możesz wysyłać odpowiedzi
Możesz wysyłać załączniki
Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
EmotikonyWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Przejdź do forum




Powered by: vBulletin Version 3.7.2
Copyright ©2000 - 2020, Jelsoft Enterprises Ltd.