Odpowiedz
 
Narzędzia wątku Wygląd
  #1  
Stary 01-26-2018, 20:52
miguelito miguelito jest offline
Kumotr
 
Zarejestrowany: Jan 2018
Miejscowość: Warszawa
Posty: 7
Domyślnie Tłumaczenie książki z gatunku fantasy

Drodzy forumowicze,

Szukam tłumacza, który podjąłby się przetłumaczenia książki z gatunku Fantasy o objętości 565.000 znaków (ze spacjami).

Od paru lat piszę dla przyjaciół książki. Od premiery pierwszej z nich intensywnie namawiają mnie oni na publikację, a ci, którzy nie znają polskiego - na tłumaczenia. Z różnych powodów nie jestem w stanie samodzielnie żadnej z nich przetłumaczyć.

Jestem w stanie jednak ocenić jakość tłumaczenia na język angielski i hiszpański, a z pomocą przyjaciół także na francuski i niemiecki - zatem interesują mnie tylko te języki.

Osoby zainteresowane proszę o kontakt - prywatną wiadomość na tym forum. Chętnie udostępnię fragment do próbnego tłumaczenia - wszystkim ten sam, stanowiący 9-10 stronę książki, czyli 2 rozdział (nie zamierzam żerować na "próbnych tłumaczeniach").
Odpowiedź z Cytowaniem
  #2  
Stary 01-27-2018, 07:23
miguelito miguelito jest offline
Kumotr
 
Zarejestrowany: Jan 2018
Miejscowość: Warszawa
Posty: 7
Domyślnie

oto ten fragment:

Lamet oparł się o kamień graniczny. Od południa widniał na nim wizerunek wiszumińskiego boga, od północy wykuto wizerunek siedmiookiego bóstwa strzegącego ziemi balińskiej, oba częściowo zatarte przez czas. Lubił ten prastary, omszały kamień. Ojciec twierdził, że ustawiono go w tym miejscu ponad dwa tysiące lat temu. Wieleset lat później trakt z Wiszumi do Balinu przesunięto dalej na wschód. Ustawiono przy nim nowy, większy kamień graniczny, stary pozostawiając wśród pól.

Ziemia wiszumińska nie należała do rozległych, jednak tutejsze gleby były żyzne, toteż jej mieszkańcy uprawiali każdy nadający się do tego spłachetek. W rezultacie lasów było niewiele, zachowały się tylko te należące do księcia oraz święte kręgi leśne otulające wiejskie świątyńki i inne uświęcone miejsca.

Spojrzał na południe. Zaraz za polem, które właśnie skończył orać, znajdowała się kępa drzew, a w niej niewielki domek w towarzystwie drewnianej stodoły i murowanego chlewika. Chlewik był jego najnowszym powodem do dumy. Chociaż urodził się obywatelem, dzieciństwo miał równie trudne, co wiejska czeredka wypasająca kilka kóz w rowie biegnącym wzdłuż drogi. Ojciec służył w straży wiszumińskiego zamku, matka z babką dbały o obejście i kilka warzywnych poletek wokół. Matka rodziła samych synów i miała ich już siedmiu, gdy ojciec spadł z zamkowych murów w niewyjaśnionych okolicznościach. Każdy z synów, osiągnąwszy dwunasty rok życia, najmował się do pracy w polu u zamożniejszych sąsiadów, a po osiągnięciu pełnoletniości, to jest w wieku lat szesnastu, szedł na służbę wojskową. Lamert nie poszedł do wojska. Urodził się z jedną nogą krótszą, toteż pracując najemnie u sąsiadów dostawał często mniejsze wynagrodzenie, niż zwykli wieśniacy. Kiedy zmarła babka zaczął pomagać matce w polu. Tej zimy matka odeszła do bogów, a Lamert został z całym gospodarstwem na własnej głowie.

Biedny i kaleki nie miał szans na żonę z rodziny obywateli, jednocześnie nie chciał skazywać swoich dzieci na los pozbawionego praw obywatelskich popychadła, odrzucał więc wszelkie małżeńskie propozycje od panien z okolicznych wiosek. Co jakiś czas nachodziły go obawy o własny los. Teraz był jeszcze młody, mógł pracować w polu, zajmować się świniami, kozami, reperować dom, ale kiedyś się zestarzeje. Bez żony i dzieci czeka go długotrwały głód, a na koniec najprawdopodobniej zamarznięcie przy nierozpalonym piecu, w domu z dziurawym dachem. Wśród bezdzietnych wieśniaków taki los nie należał do niezwykłych. Jedynym jego pocieszeniem był fakt, że jako obywatel miał prawo głosu na corocznych wiecach.

Obywatele zamieszkujący ziemię wiszumińską nie mieli zbieżnych interesów. Na kolejnych wiecach obserwował jak cztery główne stronnictwa biorą się za łby. Kmiecie, żołnierze, kupcy i rzemieślnicy. Choć teoretycznie Lamert należał do kmieci, to nie czuł żadnego związku z tą garstką bogaczy najmujących dziesiątki wieśniaków i posiadających setki Enlokinów. Pragnął całą duszą głosować wspólnie z żołnierzami, w końcu miał wśród nich tylu braci, ale ostatecznie wsparł kupców. To nieliczne stronnictwo było jednocześnie najbogatszym i nieraz potrafiło przeforsować swoje interesy, nawet wbrew trzem pozostałym.

Kupowanie głosów biedoty należało do zwyczajnych wiecowych procedur. Siedem głosowań na ostatnim wiecu oznaczało siedem okazji do zarobku. Po każdym głosowaniu Lamert obracał w dłoni nowego miedziaka jednak sprawa wydłużenia czasu otwarcia bramy po zmroku należała do najdelikatniejszych, toteż, podobnie jak inni biedacy, sprzedał swój głos wyjątkowo drogo. Jeszcze raz spojrzał na murowany chlewik – Ludzie mówią, że idzie wojna... – pomyślał. Kolejne wiece będą coraz bardziej burzliwe. Kupcy będą płacić coraz więcej za prawo utrzymania otwartych bram do miasta. Pamiętał zawód w oczach braci, gdy wrzucił czarny kamień do urny, jednak oni nie utrzymają go na starość, a zadbane obejście, murowane zabudowania gospodarcze i wygodny dom mogą mu wreszcie otworzyć drogę do zaręczyn z obywatelką i własnej gromadki zdrowych dzieci z prawem głosu.
Odpowiedź z Cytowaniem
  #3  
Stary 03-08-2018, 09:08
Biuro.Tlumaczen.Polglish's Avatar
Biuro.Tlumaczen.Polglish Biuro.Tlumaczen.Polglish jest offline
Podszyszkownik
 
Zarejestrowany: Feb 2018
Posty: 208
Domyślnie

Witam serdecznie,

Czy zlecenie jest jeszcze aktualne?
Odpowiedź z Cytowaniem
Odpowiedz


Narzędzia wątku
Wygląd

Zasady pisania postów
Możesz wysyłać nowe wątki
Możesz wysyłać odpowiedzi
Możesz wysyłać załączniki
Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
EmotikonyWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Przejdź do forum




Powered by: vBulletin Version 3.7.2
Copyright ©2000 - 2018, Jelsoft Enterprises Ltd.