Wróć   mLingua | Forum Tłumaczy > Rynek tłumaczeń
Zarejestruj się| Translator | Sklep | Użytkownicy | Oznacz fora jako przeczytane
Odpowiedz
 
Narzędzia wątku Wygląd
  #21  
Stary 03-14-2012, 14:06
Lynx85's Avatar
Lynx85 Lynx85 jest offline
Nadszyszkownik
 
Zarejestrowany: Jun 2011
Posty: 847
Domyślnie

Oczywiście, że można - pytanie tylko, czy jest to w ogóle zgodne z etyką tłumacza, bo moim zdaniem dalece to odbiega od wszelkich zasad rządzących tym zawodem... No ale to tylko tacy pasjonaci języków obcych jak my zwracają uwagę na takie "drobiazgi"
__________________
"The only place where success comes before work is in the dictionary." Vidal Sassoon
Odpowiedź z Cytowaniem
  #22  
Stary 03-14-2012, 14:58
skara's Avatar
skara skara jest offline
Szyszkownik
 
Zarejestrowany: Feb 2012
Miejscowość: Murcja (Hiszpania)
Posty: 256
Domyślnie

Cytat:
Zamieszczony przez Lynx85 Pokaż post
czy jest to w ogóle zgodne z etyką tłumacza, bo moim zdaniem dalece to odbiega od wszelkich zasad rządzących tym zawodem...
Pokuszę się o stwierdzenie, że w naszym zawodzie nie ma żadnych zasad i żadnej etyki. Brakuje gildii tłumaczy, która by ujednolicała stawki, brakuje jasnych zasad i organu, który by nas reprezentował jako grupę społeczną. Dopóki to się nie zmieni będziemy mieć dumpingowe stawki i śmieciowe traktowanie.
Odpowiedź z Cytowaniem
  #23  
Stary 03-18-2012, 07:20
adziazk adziazk jest offline
Kumotr
 
Zarejestrowany: Feb 2012
Posty: 23
Domyślnie

Cytat:
Zamieszczony przez skara Pokaż post
Pokuszę się o stwierdzenie, że w naszym zawodzie nie ma żadnych zasad i żadnej etyki. Brakuje gildii tłumaczy, która by ujednolicała stawki, brakuje jasnych zasad i organu, który by nas reprezentował jako grupę społeczną. Dopóki to się nie zmieni będziemy mieć dumpingowe stawki i śmieciowe traktowanie.
Calkowicie się zgadzam. Brak jest nam jakiejś organizacji, organu, który by nas reprezentował. Ja odnoszę wrażenie, że coraz częściej chodzi tylko o cenę. Podobnie, jak wiele osób tutaj, myślę że nie powinniśmy zgadzać się na tłumaczenie za wszelką cenę, bo w ten sposób sami sobie szkodzimy i prz okazji innym.
Odpowiedź z Cytowaniem
  #24  
Stary 04-10-2012, 14:43
dragunov37 dragunov37 jest offline
Starszy Kumotr
 
Zarejestrowany: Feb 2012
Posty: 72
Domyślnie

Tak ale z drugiej strony czy jest jakieś wyjście? Jakieś państwowe instytucje nie chronią tłumaczy? Nie ma jakichś przepisów które regulują takie rzeczy?

Mam na myśli określanie stawek i jakaś kontrole w sektorze tłumaczeń

Ostatnio edytowane przez Alessandra : 10-15-2019 o 15:44.
Odpowiedź z Cytowaniem
  #25  
Stary 04-10-2012, 17:22
Pietrann Pietrann jest offline
Podszyszkownik
 
Zarejestrowany: Mar 2012
Posty: 119
Domyślnie

Ktoś powyżej powiedział że "w naszym zawodzie nie ma żadnych zasad i żadnej etyki". Myślę, że to nie do końca prawda, a sprawa jest nieco bardziej złożona. My - mam tu na myśli prawdziwych profesjonalnych tłumaczy - nigdy nie zgodzilibyśmy się na śmieciowe stawki, bo mamy świadomość, że to najlepszy sposób na zepsucie rynku i podcinanie gałęzi na której wszyscy siedzimy. Szkopuł w tym, że zleceniodawcom rzadko zależy na jakości i jeśli mają do wyboru profesjonalistę, który żąda odpowiedniego wynagrodzenia za ciężką i rzetelną pracę oraz amatora, który pracuje głównie z translatorem, w dodatku za pół darmo, to wybiorą niestety tego drugiego. Zwróciliście uwagę, że zanim pada pytanie o kwalifikacje i doświadczenie bardzo często pojawia się kwestia stawki? W naszym pięknym kraju panuje wyzysk i prawo dżungli, wygrywa ten kto poda niższą cenę, bo to on z reguły dostaje zlecenia. Podobnie jest w wielu innych branżach, wystarczy wspomnieć o ustawianych przetargach i wszechobecnym kumoterstwie. Nie ważne jak, ważne żeby było tanio i szybko, albo żeby robótkę dostał znajomy. Niech sobie chłopaczyna zarobi. Słyszałam wiele historii, na przykład o ledwie dukających po angielsku maturzystach, którzy tłumaczą listy dialogowe do seriali, bo tatuś ma akurat znajomego w danej telewizji, o koleżankach redaktorów w wydawnictwach, którzy oddają do redakcji teksty nadające się wyłącznie do wyrzucenia. Przykłady można by mnożyć. Tłumacz nie ma żadnych praw, nie chroni go kodeks pracy, nie istnieje związek zawodowy, który mógłby o jego czy jej prawa walczyć. Tłumaczeniami zajmują się często dyletanci, ludzie, których w ogóle nie wypada nazywać tłumaczami, a którzy swoją postawą i jakością pracy psują opinię tłumaczom z prawdziwego zdarzenia. W bankach i innych dużych firmach dokumenty tłumaczą pracownicy, bo po co zatrudniać biuro tłumaczeń, skoro ktoś może zrobić tę samą robotę w ramach etatu? Ponadto panuje dość powszechne przekonanie, że tłumaczyć potrafi właściwie każdy, kto jako tako zna język obcy. Można i trzeba próbować z tym walczyć, żądać większych stawek, tyle tylko że rozmowa wygląda zazwyczaj tak: Nie podoba się pani/panu wynagrodzenie? Trudno. Take it or leave it. Znajdę sobie innego jelenia. Przepraszam za ten ponury ton, ale jestem świeżo po lekturze Raportu o sytuacji tłumaczy literackich w Polsce. Włos się na głowie jeży. Po blisko dekadzie tłumaczenia tekstów literackich zostałam bezpowrotnie pozbawiona złudzeń. Żal... jak mówią moi uczniowie z gimnazjum Swoją drogą polecam przeczytanie owego raportu i życzę nam wszystkim, aby nasza żmudna praca była nieco bardziej doceniana


Raport o sytuacji tłumaczy literackich w Polsce Sławomira Paszkieta można znaleźć na stronie STL (Stowarzyszenie Tłumaczy Literatury)

[url]http://www.stl.org.pl/lektury/[/url]
Odpowiedź z Cytowaniem
  #26  
Stary 04-11-2012, 02:11
idontlikemondays idontlikemondays jest offline
Podszyszkownik
 
Zarejestrowany: Oct 2009
Posty: 150
Domyślnie

A mnie zastanawia to, jak bardzo zleceniodawcom brakuje zwykłego instynktu samozachowawczego. NIGDY W ŻYCIU nie poszłabym do dentysty, który robi plomby za 5 zł. W życiu nie kupiłabym kiełbasy po 2 zł kg. Nigdy nie wybrałabym się do biura podróży, oferującego 2 tygodniowe wczasy za 250 zł. Co więc, u licha, ciągnie zleceniodawców do "tłumaczy", tłumaczących za 4 zł od strony??? To, co się dzieje na rynku, to jakiś absurd. Zresztą dotyczy to nie tylko tłumaczeń. Mój ojciec jest architektem. Opowiadał, że kilka lat temu brał udział w przetargu na jakiś tam projekt. No i jedno biuro oferowało 300 tyś. za projekt, inne 320, jeszcze inne 290. Normalka. A jeden człowiek wychylił się z UŁAMKIEM tej kwoty. Oczywiście wygrał, co jeden z projektantów skwitował słowami: Panowie, spotkamy się tu za rok. I się spotkali, bo się okazało, że zwycięzca nie wywiązał się ze zobowiązania. Podobnie jest z tłumaczeniami. Będąc w Kijowie kupiłam kiedyś naprawdę ładnie wydaną książkę o mieście. Dość gruba, fajny papier, dużo zdjęć. Zrobiłam błąd, bo nie przeczytałam, co też siedzi w środku. A w środku... ANI JEDNEGO zdania, które byłoby poprawne. Konstrukcje w stylu: "wieża jest w 200 metrów wysoka", kupa błędów gramatycznych, leksykalnych itd. Cóż, ktoś sobie widocznie oszczędził na tłumaczu. Nie wiem, kiedy zleceniodawcy w końcu zaskoczą, że absurdalnie zaniżona cena = gwarancja kiepskiej jakości. Póki co jest tak, jak napisała przedmówczyni - nikt się nie pyta o umiejętności, doświadczenie itd. Pierwsze pytanie, jakie się słyszy, brzmi: ILE. Po nim ewentualnie następuje drugie: a czemu tak dużo. No ludzie...

Ostatnio edytowane przez idontlikemondays : 04-11-2012 o 14:10.
Odpowiedź z Cytowaniem
  #27  
Stary 04-11-2012, 09:04
Aga12 Aga12 jest offline
Nadszyszkownik Kilkujadek
 
Zarejestrowany: Aug 2011
Posty: 2 755
Domyślnie

Cytat:
Zamieszczony przez idontlikemondays Pokaż post
A mnie zastanawia to, jak bardzo zleceniodawcom brakuje zwykłego instynktu samozachowawczego. NIGDY W ŻYCIU nie poszłabym do dentysty, który robi plomby za 5 zł. W życiu nie kupiłabym kiełbasy po 2 zł kg. Nigdy nie wybrałabym się do biura podróży, oferującego 2 tygodniowe wczasy za 250 zł. Co więc, u licha, ciągnie zleceniodawców do "tłumaczy", tłumaczących za 4 zł od strony??? To, co się dzieje na rynku, to jakiś absurd.
Bo ludzie nie zdają sobie sprawy, że to nie jest takie łatwe. Ot po prostu siedzisz sobie i przepisujesz po polsku to co jest napisany po angielsku. Tak samo jak z pracą nauczyciela, siedzi sobie w klasie, coś tam pogada do dzieci, ma wycieczki za darmo. Wiedza nie jest dla ludzi towarem, to czego nie można dotknąć, włożyć do torebki lub worka się nie liczy.
Odpowiedź z Cytowaniem
  #28  
Stary 04-11-2012, 14:21
idontlikemondays idontlikemondays jest offline
Podszyszkownik
 
Zarejestrowany: Oct 2009
Posty: 150
Domyślnie

Cytat:
Zamieszczony przez Aga12 Pokaż post
Bo ludzie nie zdają sobie sprawy, że to nie jest takie łatwe. Ot po prostu siedzisz sobie i przepisujesz po polsku to co jest napisany po angielsku. Tak samo jak z pracą nauczyciela, siedzi sobie w klasie, coś tam pogada do dzieci, ma wycieczki za darmo. Wiedza nie jest dla ludzi towarem, to czego nie można dotknąć, włożyć do torebki lub worka się nie liczy.
No właśnie, i to jest bardzo przykre. Niektórzy zleceniodawcy są skrajnie krótkowzroczni i nie widzą tego, że np. tłumaczenie strony www ich firmy jest ich wizytówką. I MUSI być zrobione doskonale, by ktokolwiek zechciał traktować takiego klienta serio. Że mail, który wysyłasz do potencjalnego partnera biznesowego MUSI wzbudzać zaufanie. Że przewodnik po mieście, przetłumaczony z bykami, zamiast promować, będzie jedynie wzbudzać śmiech. I że byle Kasia po pół roku zmywania garów w Anglii NIE JEST W STANIE tego zrobić tak, jak to powinno być zrobione.
Ale z drugiej strony wielu "naszych" również wykonuje branży krecią robotę, udowadniając zleceniodawcom, że po co szukać dobrego tłumacza, skoro pierwszy lepszy desperat zrobi to samo za batonika. Może gdybyśmy sami nie godzili się na niewolniczą pracę, to rynek sam by się uregulował. A tymczasem zapraszam na Oferię, albo na zlecenia.przez.net. Co druga oferta pochodzi od "tłumacza" po politechnice, z 20 letnim imponującym doświadczeniem, który gotów jest tłumaczyć ekspresem tekst techniczny za 10 zł brutto od strony, chociaż z palcem w nosie mógłby zażądać 10-krotności tej kwoty. Ale nie żąda, bo widocznie lubi zasuwać 24/7 za garnek zupy.
Odpowiedź z Cytowaniem
  #29  
Stary 05-02-2012, 22:05
karolineusz karolineusz jest offline
Podszyszkownik
 
Zarejestrowany: Mar 2012
Posty: 116
Domyślnie

Ośrodek Rozwoju Edukacji ogłosił przetarg na tłumaczenie symultaniczne seminariów w Instytucie Yad Vashem w Izraelu.
12 dni tłumaczenia, 8 godzin dziennie.
"Zamawiający nie zabezpiecza transportu."
"Wymaga" jednego tłumacza przez te wszystkie dni.

Całe ogłoszenie: [url]http://www.bip.ore.edu.pl/index.php?app=przetargi&nid=248&y=2012&status=1[/url]

Najgorsze że tłumacze się zgłaszali....

No i jak to mówili nam na uczelni - If you are NOT a monkey, don't work for peanuts!

Ostatnio edytowane przez karolineusz : 05-02-2012 o 22:24.
Odpowiedź z Cytowaniem
  #30  
Stary 05-07-2012, 11:36
MWiszniewska MWiszniewska jest offline
Podszyszkownik
 
Zarejestrowany: Mar 2012
Miejscowość: Warsaw
Posty: 165
Domyślnie

Jak ktoś płaci mało to znajdzie tylko tłumaczy z małym doświadczeniem i dostanie odpowiednią jakość.
Odpowiedź z Cytowaniem
Odpowiedz


Narzędzia wątku
Wygląd

Zasady pisania postów
Możesz wysyłać nowe wątki
Możesz wysyłać odpowiedzi
Możesz wysyłać załączniki
Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
EmotikonyWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Przejdź do forum




Powered by: vBulletin Version 3.7.2
Copyright ©2000 - 2019, Jelsoft Enterprises Ltd.