Wyświetl Pojedyńczy Post
  #24  
Stary 02-09-2018, 10:45
bfree bfree jest online
Nadszyszkownik
 
Zarejestrowany: Nov 2017
Posty: 579
Domyślnie cd.

6.
Tymczasem śledztwo stoi w miejscu. Na początku 2004 roku, na prośbę ówczesnego posła Jerzego Dziewulskiego, Popowski dzwoni do Włodzimierza Olewnika z propozycją pomocy. Olewnik wykazuje daleko posuniętą nieufność w stosunku do prywatnych detektywów.
Dopiero co zerwał w atmosferze kłótni współpracę z detektywem Krzysztofem Rutkowskim, którego oskarżył o oszustwo na milion złotych. Jednak oferta Popowskiego pozytywnie go zaskakuje: "Mnie troszeczkę zdziwiła jedna rzecz u pana, że nie chciał tych pieniędzy, no, jakiejś zaliczki, no, absolutnie to nie chciał, tylko jak sprawę rozwikła" – powie sejmowej komisji śledczej ds. Krzysztofa Olewnika pięć lat później.
Popowski, który nie może wówczas narzekać na brak zleceń, nie kieruje się motywem finansowym. Wie, że przy sprawie Olewnika zbierze unikatowe materiały do pracy doktorskiej z zakresu kryminalistyki, którą wówczas pisze. Liczy też na uzyskanie mocniejszej pozycji na swoim rynku pracy.
Ma duże doświadczenie detektywistyczne, a w dodatku jest świeżo po wizycie na Florydzie, gdzie poszerzał swą wiedzę na temat porwań i przetrzymywania zakładników w rozmowach ze specjalistami z FBI i funkcjonariuszami departamentu sprawiedliwości USA.
Popowski pracuje wielowątkowo, nie wyklucza żadnej z możliwości: "od personalnej zemsty, przez samouprowadzenie, wątek niejasnych interesów prowadzonych przez miejscowy establishment SLD, po wątek doprowadzenia zakładów Olewnika do upadłości i wrogie ich przejęcie oraz wątek wprowadzania do masarni padliny".
Nieustannie przymierza sprawę Olewnika do innych porwań dla okupu. Pozostaje w ścisłym kontakcie z Włodzimierzem Olewnikiem, który udziela mu wszelkich możliwych informacji. Choć początkowo Popowski obstaje przy założeniu, że Krzysztof Olewnik sfingował własne porwanie z powodu problemów w interesach, stopniowo zmienia zdanie. Wie, że ojciec jest w stanie spłacić dowolny dług syna. Poza tym dobrowolne ukrywanie się nie pasuje do profilu psychologicznego Krzysztofa, bon vivanta kochającego luksusy i towarzystwo.
7.
Kolejny przełom w sprawie następuje w czerwcu 2004 roku. Policja zatrzymuje Sławomira Kościuka, lecz nie udaje się wydobyć z niego informacji. Prokuratura nie występuje do sądu o areszt. Po 48 godzinach mężczyzna wychodzi na wolność.
Kilka dni później do prokuratury w Warszawie zostają wezwani policjanci z Płocka, aby odebrać akta sprawy. Korzystając z wizyty w stolicy, jadą na przesłuchanie kolejnego świadka autem Daewoo Nubira, co będzie miało pewne znaczenie w tej sprawie. Kiedy wychodzą od świadka, samochodu nie ma, a wraz z nim akt. Zarówno auto, jak i akta nigdy się nie odnalazły.
8.
Latem 2004 roku w CBŚ powstaje specgrupa operacyjno-dochodzeniowa. Ma odnaleźć Krzysztofa Olewnika. Jej powstaniu towarzyszy spory szum medialny. Ówczesny komendant policji gen. insp. Leszek Szreder zapowiada wykorzystanie najnowocześniejszych środków operacyjnych i najlepszych specjalistów.
Dziś przyznaje, że nie śledził szczegółowo tamtego śledztwa. – Jako komendant miałem pełno takich spraw – mówi. – Podpisałem rozkaz o powstaniu nowej grupy. Ale ze mną nikt wcześniej na ten temat nie rozmawiał. Może to błąd. Może to by inaczej wyglądało.
Włodzimierz Olewnik wiąże wtedy z grupą duże nadzieje. Popowski sprawdza dla niego, jakiej klasy specjaliści wchodzą w jej skład.
Analiza detektywa jest druzgocąca: wśród 12 znajdujących się w niej policjantów nie ma ani jednego dochodzeniowca, a doświadczenie w zakresie porwań ludzi ma tylko jedna funkcjonariuszka, Grażyna B., lecz nawet ona wydaje się osobą wątpliwą: minął zaledwie rok od strzelaniny w Magdalence, w której zginęło dwóch antyterrorystów, a Grażyna B. była jedną z dowodzących tej przeprowadzonej nieudolnie akcji.
Nie lepiej prezentuje się szef grupy Grzegorz K., który wcześniej był naczelnikiem wydziału kryminalnego oraz ds. narkotyków w prowincjonalnej Łomży.
Szumnie zapowiadane środki oddane do dyspozycji grupy okazują się mizerne. Cała grupa pracuje w jednym pokoiku w siedzibie warszawskiego CBŚ przy ul. Okrzei. Szafę pancerną do przechowywania dokumentacji dzieli z inną grupą, co w oczywisty sposób narusza niejawność postępowania.
Analiza jest smutną lekturą dla Włodzimierza Olewnika. Równie smutna musi być też dla członków specgrupy.
Niemniej Olewnik lojalnie uprzedza Popowskiego, że przekazuje szefowi grupy wszelkie informacje ze źródeł zewnętrznych. Z detektywem bez przerwy kontaktują się też posłowie, którzy pytają go o postępy prac w śledztwie. – To właśnie moje kontakty z posłami i ten raport mogły być dla mnie pocałunkiem śmierci – mówi po latach Popowski.


Foto: materiały policyjne / Materiały prasowe
Zdjęciem z ujęcia Marcina Popowskiego media przez kolejne lata ilustrowały zatrzymania przestępców wszelkiego rodzaju – od pedofili po handlarzy narkotyków
9.
Detektyw, mimo wszystko, stara się pomóc. Spore nadzieje upatruje w członku specgrupy, którego zna z jego wcześniejszych dokonań. Mirosław G. nie jest przypadkowym człowiekiem.
Nie licząc szefa grupy, jest najwyższy stopniem. To podinspektor w Centralnym Biurze Śledczym z 20-letnim doświadczeniem, wielokrotnie nagradzany przez komendanta głównego i ministra za realizację ważnych spraw.
Jest jedną z kluczowych postaci stojących za rozbiciem siatki gangów napadających na TIR-y pod koniec lat 90. i na początku 2000. Rozpracowaniem gangów zajmowały się wtedy dwa policyjne zespoły. Mirosław G. był szefem jednego z nich i zastępcą w drugim. Działa na terenach jednoznacznie kojarzących się z mafiami lat 90. – Wołomin, Pruszków, Mokotów. Kiedy rozpoczynał pracę w "grupie tirowskiej", proceder ten był prawdziwą plagą: rocznie dochodziło do około 200 napadów, z czego około 40 proc. na obcokrajowców. Strzałem w dziesiątkę w walce z gangami okazało się wyeliminowanie przecieków z policji.
– Policjanci informowali nas wtedy o wszystkim, głównie o tym, z jakich rejonów znikną patrole, żebyśmy mogli swobodnie zatrzymywać TIR-y – mówi anonimowo jedna z centralnych postaci ówczesnego gangu mokotowskiego. – Zresztą, niektórzy z nich działali razem z nami. Zatrzymywali TIR-y. Wtedy my wchodziliśmy do akcji.
Mirosław G. zaczął jednoosobowo kontrolować policyjne bazy danych, by wyeliminować przecieki. Metoda okazała się skuteczna. Policyjna grupa nie zaliczyła żadnej wpadki podczas prac operacyjnych. W efekcie policjanci doprowadzili do całkowitego zaniku procederu.
– To był wyjątkowy, zaangażowany policjant – wspomina go osoba, która w tamtym czasie prowadziła akcję społeczną skierowaną przeciwko napadom i wyłudzeniom w transporcie drogowym, lecz nie chce ujawniać nazwiska ze względu na delikatną naturę swojej obecnej pracy. – Napady na TIR-y kilkanaście lat temu były ogromnym problemem. Moje ówczesne badania wskazywały, że nawet 75 procent firm spedycyjno–transportowych co najmniej raz było dotkniętych tym procederem. Zgłosiliśmy się do Komendy Głównej Policji z prośbą o współpracę. Mirek był tym policjantem, który zaangażował się najbardziej. Analizował każdy zgłoszony przypadek wyłudzenia towaru albo napadu, wskazując, gdzie zostały popełnione błędy ze strony firmy przewozowej, albo spedycyjnej i jak je eliminować. Dzięki temu przedsiębiorcy zaczęli skutecznie bronić się przed fałszywymi przewoźnikami i rozbojami. Myślę, że zrobił wówczas kawał dobrej roboty w eliminacji tego rodzaju przestępstw w Polsce. Był świetnym policjantem.
Mirosław G. po merytoryczną pomoc w zakresie porwań zwraca się do Popowskiego, do którego wszechstronnych kompetencji nie raz już się pozytywnie przekonał. Detektyw pomagał mu w pracy nad tirowskimi gangami w zakresie połączeń telefonicznych. To on podpowiedział zespołowi operacyjnemu, aby namierzać telefony poprzez BTS, wyłapywanie połączeń krzyżowych czy korzystanie z billingów.
– Często to Marcin ustalał abonentów telefonów, które występowały na miejscach wielu zdarzeń, bo ówczesna policyjna technika leżała i kwiczała – mówi Mirosław G.
Popowski dostarcza też Mirosławowi G. konkretnych informacji operacyjnych. Ma nosa do wyszukiwania istotnych informacji w najzwyklejszych miejscach. Raz dzwoni do policjanta z informacją, że na bazarze chodzi tanio Nutella, poniżej połowy ceny, warto to sprawdzić. Faktycznie, była kradzież dużego transportu. Innym razem policjanci poszukiwali skradzionego TIR-a ze sprzętem RTV AGD. Po trzech dniach Popowski zadzwonił, wskazując konkretną posesję pod Pruszkowem. Na miejscu policjanci zaskoczyli bandytów podczas przeładowywania nie tylko sprzętu RTV, ale także słodyczy, dżinsów i chemii gospodarczej.


Foto: Krzysztof Wojda/REPORTER / East News
Gdyby policja skorzystała z analiz Marcina Popowskiego, Krzysztof Olewnik mógłby żyć, a sprawcy jego porwania zostaliby szybko ujęci
10.
Popowski chętnie pomaga znajomemu. Nad sprawą Olewnika pracuje już od pół roku. Dzieli się z Mirosławem G. swą dotychczasową wiedzą i przypuszczeniami. Jako jednego z porywaczy typuje niejakiego Roberta Pazika, co okaże się strzałem w dziesiątkę. Podpowiada wątek pomyłki z kartą telefoniczną Sławomira Kościuka, drugiego z porywaczy.
Mirosław G. sporządza z rozmowy notatkę służbową i przekazuje ją szefowi. Gdyby w grupie zainteresowano się nią, sprawę można było zakończyć jeszcze w tym samym miesiącu. Popowski prawidłowo wskazał w niej obu porywaczy.
Ale zamiast pójść tropem notatki, członkowie specgrupy zaczynają przyglądać się znajomości Popowskiego z Mirosławem G. – Ta znajomość nie była w policji żadną tajemnicą. W połowie pokojów na komendzie wisiały kalendarze od Marcina, które im przynosiłem – mówi Mirosław G. – Sam Popowski często bywał w Komendzie Głównej u znajomych.
Odpowiedź z Cytowaniem