Wyświetl Pojedyńczy Post
  #23  
Stary 02-09-2018, 10:43
bfree bfree jest online
Nadszyszkownik
 
Zarejestrowany: Nov 2017
Posty: 644
Domyślnie dzisiejszy artykuł odnośnie sprawy Olewnika

Wiedza dwóch osób mogła być kluczowa, by dotrzeć do morderców Krzysztofa Olewnika tuż po jego zabójstwie. Policja, zamiast skorzystać z ich pomocy, zrobiła wszystko, by zmusić ich do milczenia. System prawny pozbawił ich wolności, złamał kariery, skazał na wieloletnie batalie sądowe. Komu na tym zależało?
Ranek 22 marca 2006 roku. Marcin Popowski wychodzi ze swojego mieszkania w bloku w okolicy Komendy Głównej Policji w Warszawie. Idzie do auta. Jest, jak na tę porę dnia, dziwnie cicho i pusto.
1.
– Za cicho i za pusto. Kiedy to zrozumiałem, było już za późno – powie potem.
Wsiada do auta. Dopiero teraz spostrzega, że przednia szyba jest całkiem zaszroniona. Otwiera drzwi, żeby ją przetrzeć. Kątem oka widzi absurdalny obrazek: ubrany na czarno, zamaskowany mężczyzna podbiega ze zbijakiem do szyb. Nagle ktoś łapie go za rękaw i wyciąga z samochodu.
Krzyk, zamieszanie, wykręcanie rąk. Mocne uderzenie w bok i ciemność przed oczami. Antyterroryści właśnie połamali mu żebra, chociaż ani przez moment nie stawiał oporu.
Ten doświadczony detektyw, który sam prowadzi szkolenia dotyczące zachowania się w sytuacjach kryzysowych, wie, że w takich chwilach aktywna obrona to najgorsze, co można zrobić.
Dopiero potem dowie się, skąd ta brutalność: antyterroryści dostali informację, że Popowski jest szczególnie niebezpieczny i uzbrojony. – Gdybym wtedy poczuł się źle i dajmy na to złapał za serce, antyterroryści mogliby to potraktować, jak sięgnięcie po broń. Wtedy wszystko mogłoby się zdarzyć – mówi.
Akcja zaskakuje go tak samo, jak wielu z tych, którzy ją przeprowadzają. – Stary, myśleliśmy, że idziemy po jakiegoś gangstera, a nie po ciebie – mówi mu znajomy antyterrorysta, prowadząc do policyjnego busa.


Foto: materiały policyjne / Materiały prasowe
Podczas zatrzymania antyterroryści połamali Marcinowi Popowskiemu żebra. Granaty, które miały być dowodem w sprawie okazały się atrapami, których detektyw używał podczas szkoleń
2.
W tym samym momencie, ledwie pięćdziesiąt metrów dalej, na terenie Komendy Głównej Policji dochodzi do zatrzymania funkcjonariusza Centralnego Biura Śledczego Mirosława G. Koledzy aresztują tego doświadczonego policjanta z pasmem sukcesów na koncie z kulturą i szacunkiem. Kultura i szacunek szybko się jednak kończą. Zanim dotrze do aresztu, ktoś poinformuje osadzonych, że "wiozą psa".
Dlaczego doświadczony policjant i ceniony przez policję detektyw trafiają do aresztu?

Mobbing i molestowanie w żandarmerii. Ostatnia sprawa podporucznik Marii

Zobacz więcej
3.
Historia, która zaprowadziła ich w to miejsce, zaczyna się 26 października 2001 roku w liczącym niespełna 3 tysiące mieszkańców miasteczku Drobin na północnym Mazowszu. W domu Włodzimierza Olewnika, zamożnego biznesmena z branży mięsnej, trwa przyjęcie z udziałem miejscowych policjantów. Związki między lokalnym biznesem a policją nie są dla nikogo tajemnicą. Przy tak dużych pieniądzach, jakimi obraca rodzina Olewników, warto mieć dodatkową ochronę.
W imprezie bierze udział syn biznesmena, 25-letni Krzysztof. Po niej odwozi jednego z policjantów do domu. To ostatni raz, kiedy rodzina widzi go żywego. Dwa dni później Olewnikowie otrzymują telefon od porywaczy z żądaniem okupu.
4.
Policyjne poszukiwania to od samego początku seria błędów, która będzie kosztować życie Krzysztofa Olewnika.
Ze śledztwa nie wyłączono policjantów, którzy brali udział w imprezie u Olewników. Uczestnicy imprezy zostają przesłuchani dopiero po kilku tygodniach, a człowiek, który widział Krzysztofa ostatni – na samym końcu. Śledztwo prowadzi prokurator z prowincjonalnego Sierpca bez żadnego doświadczenia w sprawach porwań. Choć czynności operacyjne są prowadzone w Płocku, kierownik grupy stacjonuje w Radomiu, więc policjanci jeżdżą po 400 km w obie strony tylko po to, aby podpisać dokumenty dotyczące kolejnych czynności operacyjnych. Szef prowadzącej śledztwo policji z Płocka, Maciej Książkiewicz, uwikłany jest w wiele podejrzanych interesów, m.in. to on proponował wcześniej Olewnikowi przejęcie zakładów mięsnych na Służewcu.
Czas ucieka, lecz mimo błędów, policji sprzyja szczęście. Jeden z porywaczy, Sławomir Kościuk, kontaktuje się z rodziną Olewników w sprawie okupu. Dzwoni ze specjalnie przeznaczonej do rozmów z Olewnikami karty telefonicznej. Jednak po kolejnym z kontaktów, omyłkowo zostawia kartę w telefonie. Dzwoni z niej do innego z porywaczy, Wojciecha Franiewskiego, do Centrum Zdrowia Dziecka, a nawet do komendy policji w Słubicach, gdzie toczy się związana z jego osobą sprawa.
Policja ustala jego personalia i identyfikuje najbliższe otoczenie. Jednak z niewiadomych powodów nie zostaje zatrzymany. To moment, kiedy wciąż można uratować Krzysztofa Olewnika. Mężczyzna będzie żył jeszcze przez trzy miesiące.
5.
Tymczasem 24 lipca 2003 roku, dwa lata od porwania, w końcu dochodzi do przekazania okupu porywaczom. Rodzina dostaje polecenie zrzucenia torby z 300 tys. euro w gotówce z mostu Grota-Roweckiego w Warszawie, w konkretnym miejscu, gdzie uprzednio porywacze wywiercili dziurę w ekranie dźwiękochłonnym. Torba spada na ulicę Gwiaździstą i zostaje natychmiast przejęta przez nieznaną osobę. Okup dociera do porywaczy, lecz Krzysztof Olewnik nie wraca do domu.
Jeszcze we wrześniu udaje się nawiązać z nim kontakt. Jak później ustalono, jeszcze w tym samym miesiącu zostaje uduszony za pomocą foliowej torby. Sprawcy zakopują jego zwłoki w lesie. Jednak ta informacja wyjdzie na jaw dopiero trzy lata później.
Odpowiedź z Cytowaniem