Wyświetl Pojedyńczy Post
  #4  
Stary 01-10-2012, 00:30
frytex frytex jest offline
Nadszyszkownik
 
Zarejestrowany: Jul 2011
Posty: 537
Domyślnie

Święty Justyn na placu Heldena
IGNACY RUTKIEWICZ
Redakcjom Discovery i Planete dedykuję
Żeby nie być posądzonym o stronniczość, zacznę jednak od TVP, która w swoim czasie emitowała film "Genealogia zbrodni" w reżyserii Raoula Ruiza. "Największą cnotą jest największa zbrodnia", taką złotą myśl przypisał tłumacz (ściślej: tłumaczka) świętemu Justynowi, a telewidzowie usłyszeli jako motto tego filmu. Gdyby nie tekst francuskiego oryginału widoczny na ekranie, do dziś zachodziłbym w głowę, co to za święty, który głosił podobne poglądy. W istocie autorem tego okrutnego paradoksu był... Saint-Just, osławiony teoretyk i praktyk terroru w czasie rewolucji francuskiej! Notabene po francusku św. Justyn to nie Saint-Just, lecz saint Justin.
Rzecz zdarzyła się bodaj przed rokiem i nie wracałbym do niej, gdyby nie ilustrowała ona pewnego szerszego zjawiska, mianowicie jakości tłumaczeń tekstów filmowych w telewizji. Traduttore - traditore (dosłownie: tłumacz to zdrajca, może lepiej: kłamca), ta kąśliwa gra słów nieraz przychodzi mi na myśl, gdy oglądam skądinąd interesujące i wartościowe programy dokumentalne na kanałach Discovery i Planete. Liczba błędów popełnianych przez autorów tłumaczeń i, co gorsza, najwidoczniej niedostrzeganych przez redakcję, jest doprawdy zastraszająca. Nieznajomość geografii i historii, zwłaszcza najnowszej, ignorancja terminologiczna, ślepe kopiowanie nazw i pojęć używanych tylko w języku angielskim - dowody i przykłady można mnożyć. A wydawałoby się, że nie tylko o słowniki, lecz także o tematyczne leksykony, wreszcie o tych, którzy wiedzą i doradzą, nie jest dziś trudno. Po któryś raz trzeba powtórzyć za profesorem Hugonem Steinhausem, że najgorsi są ci, którzy nie wiedzą, że nie wiedzą.
Wiedeński Heldenplatz, czyli dosłownie plac Bohaterów, tłumacz filmu dokumentalnego o Hitlerze przemianował na plac Heldena. Inny, południowoamerykańską rzekę La Plata, po hiszpańsku Rio La Plata, nazwał niedawno River Plata. Sławetny lapsus tłumacza, który fińskiego bohatera narodowego marszałka Mannerheima, mianował hitlerowskim feldmarszałkiem, obiegł prasę już dawno.
Mylą się tłumaczom pojęcia, zdawałoby się, powszechnie znane. W niedawno nadawanym filmie o papieżu wobec komunizmu polskie słowo ekskomunika zostało zastąpione językowym dziwolągiem ekskomunikacja (angielskie excommunication). Wywoływanie duchów, co prawda, wyszło z mody, ale tłumacz chyba zapomniał, że angielskiemu słowu spiritism odpowiada w języku polskim spirytyzm, a nie spirytualizm, które oznacza kierunek filozofii i nie ma nic wspólnego z wirującymi stolikami i "ciałami astralnymi". Podobnie wypada chyba wiedzieć, że linię frontu przekraczają pod białą flagą nie emisariusze i nie parlamentarzyści, lecz parlamentariusze.
Wojskowa terminologia to w ogóle szczególnie słaby punkt tłumaczeń. Dziwacznie brzmi żywcem przejęty z języka niemieckiego tytuł głównodowodzący armią (jako związkiem operacyjnym korpusów i dywizji, a nie całością wojsk lądowych), zamiast po prostu dowódca. Jeszcze dziwniej - posługiwanie się terminem przeciwpancerne działo pancerne, gdy mowa o samobieżnych działach lub działach pancernych (czołgach z nieruchomą wieżą) lub nazywanie dywizji pancernej dywizją opancerzoną (z angielskiego armoured). Bez sensu jest mówienie o działku flak, skoro flak to niemiecki skrót dla określenia działa przeciwlotniczego: Fliegerabwehrkanone.
Niestety, częstotliwość mylenia pojęć dywizja i dywizjon, eskadra i szwadron, okręt i statek jest już tak duża, że przestaliśmy na to zwracać uwagę. Ale właśnie słowo "niestety" coś znaczy. I jeśli w filmie o walkach o Stalingrad czy pod Kurskiem słyszymy zwrot w rodzaju "niestety Niemcom nie udało się", choć z kontekstu wynika, że autor bynajmniej nie sympatyzuje z Hitlerem, to trudno oprzeć się wrażeniu, że tłumacz ma kłopoty nie tylko z terminologia fachową, ale nawet z językiem polskim na poziomie elementarnym.
Zapewne są to przysłowiowe łyżki dziegciu w beczce miodu, ale mając do czynienia z ciekawym, niekiedy wręcz rewelacyjnym materiałem filmowym, chciałoby się, by towarzyszący mu tekst zawsze był równie przedniej jakości. Nadto, by był nienagannie czytany. A często tak nie jest.
Nagminnie lektorzy nie zadają sobie fatygi, by - jeśli nie znają danego języka, o co trudno mieć pretensję - zasięgać rady w kwestii poprawnej wymowy. Nic tedy nie tłumaczy lektora, który niemiecki termin dowództwa frontowego Ober-West czyta z angielska ober-uest, kryptonim inwazji na Rosję z roku 1941 "Barbarossa" wymawia jako "barbaroza", a nazwę gór Aures w Algierii czy francuskich miast Caen i Bayeux zniekształca nie do poznania, a raczej powszechnie znane słowo attache akcentuje nie - jak należy - na sylabie ostatniej, lecz na środkowej, co w uchu nawet średnio wykształconego słuchacza musi zabrzmieć, powiedzmy, oryginalnie.
Ale i tak długo nikt nie przebije brawurowej wymowy pewnej dziennikarki z TVP, która wypisane na samolocie prezydenta Busha wyrazy "Air Force One" przeczytała dokładnie tak, jak brzmiałyby po polsku... gdyby były to wyrazy polskie.
Odpowiedź z Cytowaniem