View Full Version : Historia translacji (initial theory)
By móc lepiej zrozumieć współczesne trendy w translacji, powinniśmy najpierw skupić się na jej historii. To właśnie historia translacji, razem z literaturą i studiami nad kulturą, pomagają nam lepiej zrozumieć rolę, jaką pełni przekład w dzisiejszym świecie. Translacja była praktykowana od dawien dawna (ale bez przesady;)), choć nie zawsze wiadomo było co tak naprawdę jest praktykowane. Badania nad przekładem zaczęły się w latach 60-tych ubiegłego stulecia, a powstałe wtedy teorie były oparte głównie na lingwistyce, gdzie poszczególne systemy językowe zamiast zostać porównane, były indywidualnie opisywane.
Chciałbym, żebyśmy omówili dwóch (wg. mnie najważniejszych) przedstawicieli owego okresu - Chomsky ("Syntactic Structures" 1957; "Aspects of the Theory of Syntax" 1965) i Nida (Message and Mission" 1960; "Toward a Science of Translatig" 1964) - i ich poglądy przedstawione w w/w pracach.
Małgorzata Lewandowska
02-10-2009, 21:47
Więc może zacznę od Chomskiego jako że napisane przez niego „Syntactic Structures” wywołało burzliwą dyskusję wśród lingwistów. W swojej pracy przedstawił stworzony przez siebie nowy sposób analizy gramatyki wspólnej dla wszystkich języków. Twierdził, że podstawowy system gramatyczny jest cechą wrodzoną ludzi. Chomsky przedstawił również podział uwzględniający 4 klasy gramatyk i 4 klasy języków formalnych. Co więcej, zdefiniował on język jako nieskończony zbiór zdań, tworzonych dzięki skończonej liczbie reguł i słów. W tej pracy możemy znaleźć jego znane zdanie : „Colorless green ideas sleep furiously.”, które jest pozbawione sensu a jednak poprawne gramatycznie. Autor chciał w ten sposób udowodnić, że słowa to tylko znaki o określonych właściwościach, które funkcjonują w odpowiednim kontekście semantycznym.
Obie te postaci są rzeczywiście podstawą jeśli chodzi o teorię tłumaczenia i pewnie każdy kto miał choć trochę do czynienia z teorią translacji oba te nazwiska zna doskonale.
Wydaje mi się, że najszybsze skojarzenia z tymi osobami to w przypadku Noama Chomskiego - podstawowy system gramatyczny determinujący umiejętność przyswojenia języka (oraz jego działalność polityczna, ale to raczej nie dotyczy tematu), a w przypadku Eugene Nidy - formal equivalence (lub później, formal correspondence) i dynamic equivalence oraz badania nad przekładem Biblii.
O ile, zapewne, prace obu panów znacząco wpłynęły na rozwój lingwistyki i teorii tłumaczenia, to wydaje mi się że z prace Nidy dają więcej wiedzy którą można wykorzystać w praktyce przy tłumaczeniach i zacznę od omawiania jego poglądów.
Więc może zacznę od Chomskiego jako że napisane przez niego „Syntactic Structures” wywołało burzliwą dyskusję wśród lingwistów.
O przepraszam, jednak nie zacznę a dodam. Nie zauważyłam postu :)
To teraz czas na pana Nidę.
Eugene Nida uważany jest za jednego z pionierów w dziedzinie teorii translacji i lingwistyki. Jego badania opierały się głównie na analizowaniu języka biblijnego i przekładów Biblii. Za najważniejsze osiągnięcie uważa się opracowanie teorii polegającej na rozróżnieniu ekwiwalencji dynamicznej - Dynamic Equivalence (znanej też jako ekwiwalencja funkcjonalna - Functional Equivalence) - i ekwiwalencji formalnej - Formal Equivalence (inaczej Formal Correspondence).
Ekwiwalencja formalna polega na dosłownym tłumaczeniu, gdzie każdy element języka docelowego to najwierniejszy odpowiednik słowa z języka źródłowego. Nida podkreślał, że nie zawsze istnieją idealne ekwiwalenty w dwóch danych językach. Taki sposób tłumaczenia może być czasem niekorzystny, jako że tłumaczenie może nie być zrozumiałe dla odbiorców. Nida twierdził też, że tłumaczenie za pomocą ekwiwalencji formalnej, może zniekształcać gramatyczne i stylistyczne reguły języka docelowego i tym samym zniekształcać informację zawartą w przekazie, i wpływać na złe zrozumienie przekazu przez odbiorce tekstu.
Ekwiwalencja dynamiczna polega na tłumaczeniu sensu zawartego w tekście źródłowym, w taki sposób aby przekład oddziaływał na odbiorców docelowych w taki sam sposób jak oryginał oddziałuje na odbiorców oryginału. W takim wypadku często dochodzi do zmiany formy tekstu źródłowego, ale sens jest zachowany i wiernie, dokładnie przekazany.
Nida był zwolennikiem tej drugiej metody, uważał ją za skuteczniejszą. Jako teoretyk tłumaczenia biblijnego zainteresowany był tym jak tekst wpływa na odbiorców. Mimo że jest zaliczany do grona teoretyków tłumaczenia badających tekst od strony lingwistycznej, liczył się dla niego semantyczny aspekt tekstu, dobrze przekazana treść i niczym niezakłócony sens.
Małgorzata Lewandowska
02-11-2009, 14:52
Wprowadzone przez Nidę pojęcie ekwiwalencji dynamicznej ma definitywnie większy wpływ na teorię translacji obecnie. Użycie dynamicznych ekwiwalentów jest jedną z technik niezbędnych do uzyskania dobrego tłumaczenia. Stąd też z pewnością więcej osób zna pracę wydaną przez Eugene Nidę w przeciwieństwie do „Syntactic Structures” Chamskiego.
Przemilenka
02-11-2009, 19:13
Ja żadnej z tych prac nie czytałam, ponieważ historia językoznawstwa nie za bardzo mnie interesuje. Chomsky kojarzy mi się tylko z jego rewolucyjnym podejściem do gramatyki i struktury języka, czyli mniej więcej z tym, o czym napisałyście:)
ewakrawiel
02-11-2009, 21:37
Ja też nie miałam przyjemności czytać żadnych z powyższych książek. Jedynie teoria ekwiwalencji dynamicznej jest mi bliższa, gdyż pisałam o niej w mojej pracy licencjackiej jako o metodzie odpowiedniej do tłumaczenia slangu i języka kolokwialnego.
ewakrawiel
02-11-2009, 23:05
Widzę, że dyskusja nie za bardzo nam idzie;) Może jest to związane z tym, że temat jest dosyć trudny i obszerny, wymaga dużej wiedzy z dziedziny historii translacji, a temat ten nie jest zbyt dogłębnie poruszany w czasie studiów, przynajmniej jeśli chodzi o lingwistykę stosowaną.
ewakrawiel
02-12-2009, 08:10
Zastanawiam się też, czy dogłębne rozważania nad historią translacji mogą pomóc nam w praktycznym tłumaczeniu na co dzień. Wydaje mi się, że niekoniecznie. Ale jestem jeszcze młoda i niedoświadczona, i mogę się mylić;)
Wspomniane już zostało, że Nida zajmował się przekładami Biblii i właśnie na podstawie takich badań sformułował pojęcia ekwiwalencji dynamicznej i formalnej. W swoich pracach podaje ciekawe przykłady użycia tych sposobów tłumaczenia, np.:
W tłumaczeniu Biblii dla odbiorców eskimoskich "Baranek Boży" został zamieniony na "Fokę Bożą", ponieważ w tamtejszej kulturze baranek nie jest symbolem niewinności. W tym przypadku tłumaczenie dosłowne (ekwiwalencja formalna) byłoby złym rozwiązaniem, ponieważ tekst przetłumaczony "słowo w słowo" nie miałby wartości symbolicznej dla odbiorców, czyli sens nie zostałby przekazany.
Kolejny przykład - wyrażenie „pozdrowienie świętym pocałunkiem” z "Listów do Rzymian" zostało przetłumaczone przez J.B. Philipsa jako „przekazywanie serdecznego uścisku dłoni”.
O błędach w tłumaczeniu biblii można przeczytać choćby na Wikipedii, pod koniec artykułu:
http://pl.wikipedia.org/wiki/Przek%C5%82ady_Biblii
Ciekawa wydaje się również książka autorstwa Nidy, szeroko opisująca jego doświadczenia z badań przekładów Biblii, tutaj podaje link do recenzji w języku angielskim:
http://linguistlist.org/issues/15/15-495.html#1
Sama recenzja jest interesująca i podaje przykłady niezgodności w różnych wersjach językowych Biblii od Chińskiego po języki Ameryki Łacińskiej.
ot choćby dwa przykłady:
"For example, in the Sudan,
the expression for ''forgiveness'' is ''to spit on the ground in front
of someone,'' a traditional sign in the adjudication of disputes.
Clearly, however, such a cultural accommodation would be problematic
for many translators rendering scriptural passages."
"Another challenge was the translation into indigenous (Latin America) languages. The
apostle Paul was considered a brujo (sorcerer) because the text of
Acts speaks of him ''breathing out threats and death against the
disciples,'' apparently characteristic behavior of sorcerers."
Małgorzata Lewandowska
02-12-2009, 09:56
Zastanawiam się też, czy dogłębne rozważania nad historią translacji mogą pomóc nam w praktycznym tłumaczeniu na co dzień. Wydaje mi się, że niekoniecznie. Ale jestem jeszcze młoda i niedoświadczona, i mogę się mylić;)
Zgadzam się zupełnie. Moim zdaniem w pracy tłumacza doświadczenie liczy się bardziej niż znajomość teorii translacji.
Zgadzam sie, ze doswiadczenie jest ważniejsze, jednak chyba jest jakiś sens w przekazywaniu tych teorii, skoro są omawiana na językoznawstwie, semantyce i tanslacji.
martula191
02-14-2009, 17:36
Naida bez wątpienia włożył wiele wysiłku w rozwoj teorii tłumaczenia. Zaczynając jako pastor i pracując także przez pewien czas wśrod Indian zauważył jak bardzo treść Biblii zmieniała się w zależności od tłumaczenia. To skłoniło go do dalszych badań nad jej tłumaczeniami. Badał nie tylko język, ale przede wszystkim wpływ kultury na niego. Pokazywał, gdzie bardzo poprawne słownikowo tłumaczenia, pomimo swojej formalnej ekwiwalentności nie są dynamicznym odpowiednikiem tzn, efekt na czytelniku tłumaczenia nie jest taki sam jak na czytelniku oryginalnego tekstu.
Ulamiaz86
02-14-2009, 22:02
W uzupełnieniu mogę dodać, że wg Nidy tłumaczenie nastawione na odzwierciedlenie formalnych cech oryginalnego tekstu jest uzasadnione tylko w specjalnych przypadkach, np. w badaniach etnolingwistycznych. Zgadzam się z tym postulatem, bo takie teksty brzmią sztucznie i mogą być niezrozumiałe. Zdaniem Nidy by przedkład brzmiał "naturalnie" powinien być on adekwatny do tekstu źródłowego pod względem pragmatycznym i powinien stanowić możliwie "najbliższy naturalny ekwiwalent" komunikatu wyjściowego.
martula191
02-14-2009, 23:04
Nida podczas swoich licznych badań w Afryce i Ameryce Południowej zauważył, że dla zrozumienia tekstu Biblii przez tubycow najskuteczniejsze okazuje się przekazanie treści utworu w jak najprostrzy sposob z zachowaniem ekwiwalencji dynamicznej. Dzieki badaniom Nidy w całej Europie i Ameryce Polnocnej podjęto proby opracowania jednolitych wersji Biblii w miarę zrozumiałym języku. Jego projekt zakończył się sukcesem..., miliony ludzi kupilo te publikacje a teoretyczne podejscie Nidy stało się wytyczną do tłumaczeń...
Ulamiaz86
02-15-2009, 10:16
Ponad to Eugene Nida wyróżnił 2 rodzaje tłumaczenia opartego na zasadzie ekwiwalencji dynamicznej:
1. zorientowane na treść poznawczą utworu
2. nastawione na wywołanie określonej reakcji emocjonalnej u odbiorców.
Wg Nidy jeżeli treść tekstu wyjściowego związana jest ze specyficznym tłem historycznym, wtedy tłumacz powninien zastosować pierwszy z wymienionych rodzajów tłumaczenia. W innym wypadku tłumacz powinien umożliwić odbiorcy finalnemu zinterpretowanie treści komunikatu lub umożliwić mu emocyjny odezw na ten tekst.
arek.mikrut
02-15-2009, 21:56
A ja dodam coś od siebie: ostatnio tłumaczyłem text o tym, że Hermes jest bogiem tłumaczy (:) ) i że już w czasach prehistorycznych zawód ten był znany ludziom. Podobał mi się nawet epitet określający nasza profesję jako drugi najstarszy zawód świata. A to dlatego, że już panowie uganiający się z maczugami za mamutami musieli się jakoś porozumiewać z innymi panami ganiającymi z dzidami na przykład. Dlatego też wybierano kilku z plemienia, którzy uczyli się mowy (o ile dźwięki yyy i aaarghhh można nazwać mową :) ) obcego plemienia, by móc być mediatorami pomiędzy dwiema grupami. Mogę również dodać, że Hermes oznacza po grecku właśnie mediator, swat, tłumacz, mówca i co tam jeszcze chcecie:)
martula191
02-16-2009, 10:08
Ważny wkład do językoznawstwa wniosł Noam Chomsky. Uważał, że język jest to nieskończona liczba zdań, ktorą wytwarzamy przy pomocy skończonej liczby reguł i słow. Wskazywał na to, że oprocz poszczegolnych reguł gramatycznych semantyka jest tym, co wiąże wszystko w logiczną całość.
Moim zdaniem Nida wniósł wiele doteorii translacji, szczególnei w kwestii tłumaczenai Biblii. Mianowicie, aby dotrzec do odbiorcy język tluamczenia Biblii powinien być zorientowany na komunikacje za pomocą prostego jezyka i struktur. nida opracowal ta teorie na podstawie wyżej wymienionych badań na Indianach.
Chomsky swoją teorią także w znaczny sposób przyczynil sie językoznawstwu. Z zajęć pamietam jego absurdalne zdanie : Bezbarwne zielone idee wściekle śpią (ang. Colorless green ideas sleep furiously), które jest poprawne gramatycznie. Chomsky chciał w ten sposób uwidocznić, że składnia nie tworzy podstawowej struktury języka. Wskazuje na słowa jako znaki o określonych właściwościach, które funkcjonują w odpowiednim kontekście semantycznym.
Ulamiaz86
02-16-2009, 14:25
Ekwiwalencja formalna polega na dosłownym tłumaczeniu, gdzie każdy element języka docelowego to najwierniejszy odpowiednik słowa z języka źródłowego. Nida podkreślał, że nie zawsze istnieją idealne ekwiwalenty w dwóch danych językach. Taki sposób tłumaczenia może być czasem niekorzystny, jako że tłumaczenie może nie być zrozumiałe dla odbiorców.
...chyba że tłumacz celowo dąży do osiągnięcia ekwiwalencji formalnej (np. dla celów etnolingwistycznych). Oderwane przykłady formalnie ekwiwalentnych odpowiedników można znaleźć w tekstach, gdzie np. marszałek(Sejmu) tłumaczy się na ang. jako Marshal zamiast Speaker (choć ten termin nie ma żadnych zastosowań parlamentarnych).
arek.mikrut
02-17-2009, 13:02
opierając się na teorii Chomsky'ego można chyba śmiało stwierdzić, że aby komunikować się w danym języku nie trzeba znać gramatyki czy składni. Wystarczą pojedyncze słowa, aby móc wyrazić podstawowe potrzeby czy móc rozumieć co do nas mówią w danym języku :)
joannamitula
02-18-2009, 17:15
Mi postać Chomsky'ego bardziej kojarzy się z badaniami nad samym językiem, jego strukturą, produkcją i "pochodzeniem", bo z tego, co pamiętam, miał swoją teorię na temat przyswajania języka (ojczystego i tego, którego się uczymy). O wiele bardziej, jako teoretyk translacji, przemawia do mnie Nida, którego poglądy miały i mają do tej pory wielkie znaczenie dla tłumaczy.
arek.mikrut
02-19-2009, 08:10
Do mnie tez bardziej przemawia Nida, ponieważ w pełni zgadzam się z jego stwierdzeniami, iż tłumacz musi nie tylko tłumaczyć słowo w słowo. Musi też postrzegać tekst "na nieco wyższym poziomie", czyli rozumieć idiomy i różne odniesienia, przekładając je w taki sposób, aby tekst był zrozumiały dla target audience. I tu mamy zastosowanie tej teorii we współczesnych filmach dubbingowanych (dla dzieci), jak Shrek czy Asterix i Obelix.
joannamitula
02-19-2009, 14:01
Wydaje mi się, że dynamic equivalence częściej używa się "w życiu", czyli takim codziennym tłumaczeniu, i dlatego ta teoria jest tak ważna, bo przecież gdyby każdy tłumacz konsekutywny chciał tłumaczyć słowo w słowo i sens w sen jednocześnie, to nic by nie przetłumaczył.
Do mnie tez bardziej przemawia Nida, ponieważ w pełni zgadzam się z jego stwierdzeniami, iż tłumacz musi nie tylko tłumaczyć słowo w słowo. Musi też postrzegać tekst "na nieco wyższym poziomie", czyli rozumieć idiomy i różne odniesienia, przekładając je w taki sposób, aby tekst był zrozumiały dla target audience. I tu mamy zastosowanie tej teorii we współczesnych filmach dubbingowanych (dla dzieci), jak Shrek czy Asterix i Obelix.
Też zgodzę się, że trafniejsza z mojego punktu widzenia jest teoria Nidy. Tłumaczenie słowo w słowo w większości przypadków jest niepożądane i często wiąże się z absurdem. Jak napisał Arek, postrzeganie tekstu z "wyższego poziomu" i wychwytywanie lingwistycznych niuansów jest kluczem do dobrego tłumaczenia. Myślę, że ekwiwalencja formalna we współczesnym tłumaczeniu nie ma zastosowania.
Mi postać Chomsky'ego bardziej kojarzy się z badaniami nad samym językiem, jego strukturą, produkcją i "pochodzeniem", bo z tego, co pamiętam, miał swoją teorię na temat przyswajania języka (ojczystego i tego, którego się uczymy).
Mnie również Chomsky najbardziej kojarzy się właśnie z teorią dotyczącą przyswajania języka. O ile sobie dobrze przypominam, to chodziło o to, że języka nie przyswaja się na zasadzie warunkowania i każde dziecko posiada wrodzone kompetencje językowe, które są taką uniwersalną podstawą do nauki języka. Wtedy w zależności od tego, z jakim językiem dziecko ma kontakt, na wpływ jakiego jest "wyeksponowane", to taki sobie przyswoi. Pamiętam, że po raz pierwszy usłyszałam o tym kiedyś na wykładach ze wstępu do językoznawstwa i wtedy też po raz pierwszy zaczęłam się zastanawiać jak to w rzeczywistości jest z tym przyswajaniem języka, bo okazało się, że to całkiem ciekawy temat.
Mnie również Chomsky najbardziej kojarzy się właśnie z teorią dotyczącą przyswajania języka. O ile sobie dobrze przypominam, to chodziło o to, że języka nie przyswaja się na zasadzie warunkowania i każde dziecko posiada wrodzone kompetencje językowe, które są taką uniwersalną podstawą do nauki języka. Wtedy w zależności od tego, z jakim językiem dziecko ma kontakt, na wpływ jakiego jest "wyeksponowane", to taki sobie przyswoi. Pamiętam, że po raz pierwszy usłyszałam o tym kiedyś na wykładach ze wstępu do językoznawstwa i wtedy też po raz pierwszy zaczęłam się zastanawiać jak to w rzeczywistości jest z tym przyswajaniem języka, bo okazało się, że to całkiem ciekawy temat.
Mi też teoria Chomskiego najbardziej kojarzy się z terminem language acquisition. Termin ten odnosi się do przyswajania języka ojczystego przez dzieci, oraz do przyswajania języka obcego zarówno przez dzieci jak i dorosłych. Chomsky powołuje się na istnienie tzw. universal grammar i wrodzonych umiejętności do nauki konkretnego języka (LAD). Jest to bardzo ciekawa teoria, która była dość rewolucyjna.
Z najnowszych badan psychologicznych wynika, ze dzieci ucząc się języka ojczystego do pewnego wieku aktywizują zupełnie inny rejon mózgu, niż dzieci starsze i dorośli uczący się później języków obcych. Fakt ten sprawia, ze nie jesteśmy w stanie opanować 2 języka w tak zaawansowanym stopniu jak języka ojczystego, gdy nauka nie przebiegała równocześnie. Gdy dziecko od małego uczone jest języka ojczystego i obcego, aktywizowany jest ten sam ośrodek w mózgu, który sprawia, ze nauka j. obcego przebiega jak ojczystego, jest dużo szybsza i efektywniejsza.
To taka mała dygresja na marginesie, ale uważam ze warto o tym wiedzieć;)
A ja dodam coś od siebie: ostatnio tłumaczyłem text o tym, że Hermes jest bogiem tłumaczy (:) ) i że już w czasach prehistorycznych zawód ten był znany ludziom. Podobał mi się nawet epitet określający nasza profesję jako drugi najstarszy zawód świata. A to dlatego, że już panowie uganiający się z maczugami za mamutami musieli się jakoś porozumiewać z innymi panami ganiającymi z dzidami na przykład. Dlatego też wybierano kilku z plemienia, którzy uczyli się mowy (o ile dźwięki yyy i aaarghhh można nazwać mową :) ) obcego plemienia, by móc być mediatorami pomiędzy dwiema grupami. Mogę również dodać, że Hermes oznacza po grecku właśnie mediator, swat, tłumacz, mówca i co tam jeszcze chcecie:)
Nigdy bym nie pomyślała, że zawód tłumacza sięga aż do czasów prehistorycznych...A tu proszę! Być może warunki pracy, wynagrodzenie, techniki i strategie tłumaczeniowe były nieco odmienne, ale sam fakt istnienia takowej funkcji pozostaje niezaprzeczalny. Cywilizacja rozwija się dzięki tłumaczeniu.
A kontynuując temat Chomskiego, to dygresja, którą dodała opek rzeczywiście ciekawa i warto coś wiedzieć na ten temat. Po pierwsze przyswajanie języka ojczystego każdy z nas ma już za sobą i chyba nikt z nas nie zdawał sobie sprawy, że taki proces akurat miał miejsce. Po drugie jest to całkiem interesujący temat, zwłaszcza, że nie wiemy jeszcze zupełnie wszystkiego w tej kwestii.
Nigdy bym nie pomyślała, że zawód tłumacza sięga aż do czasów prehistorycznych...A tu proszę! Być może warunki pracy, wynagrodzenie, techniki i strategie tłumaczeniowe były nieco odmienne, ale sam fakt istnienia takowej funkcji pozostaje niezaprzeczalny. Cywilizacja rozwija się dzięki tłumaczeniu.
tez tłumaczyłam ten sam tekst:p rzeczywiście, zawód tłumacza istnieje tak długo, odkąd ludzie potrafią mówić. Radzono sobie dużo wcześniej, zanim powstały naukowe koncepcje Chomskiego i innych. Pogrubione przeze mnie stwierdzenie ujmuje idealnie istotność funkcji tłumacza - bez nich świat nie byłby w stanie się rozwijać, a nasza wiedza np. kulturowa byłaby bardzoooo uboga. Kto by pomyślał;)
Nigdy bym nie pomyślała, że zawód tłumacza sięga aż do czasów prehistorycznych...A tu proszę! Być może warunki pracy, wynagrodzenie, techniki i strategie tłumaczeniowe były nieco odmienne...
odmienne było również podejście do translacji - w XIX w. język był postrzegany jako system odrębny i indywidualny. Wielu lingwistów, np. Humboldt uważało, że translacja dawała tłumaczowi dwa sposoby tłumaczenia:
1. pierwszy prowadził do języka i kultury źródłowej;
2. drugi do języka i kultury docelowej.
Wszystko co znajdowało się pomiędzy - było ignorowane (praktycznie nie istniało):
"All translation seems to me simply an attempt to solve an impossible task. Every translator is doomed to be done in by one of two stumbling blocks: he will either stay too close to the original, at the cost of taste and the language of his nation, or he will adhere too closely to the characteristics peculiar to his nation, at the cost of the original. The medium between the two is not only difficult, but downright impossible." (Wilss, 1982: 35)
Wilss, Wolfram. 1999. Translation and Interpreting in the 20th century: focus on German. Amsterdam: John Benjamins.
Rzeczywiście należy przyznać, że było to dosyć sztywne i drastyczne podejście do tłumaczenia i ogólnie takie widzenie z góry zakładało, że osiągnięcie kompromisu i stworzenie dobrego przekładu jest niemożliwe.
Ale rozwój myśli na temat przekładu chyba ogólnie zawsze był związany z rozwojem językoznawstwa, więc im więcej dowiadywano się na temat samego języka, to pojawiało się więcej rozwiązań dotyczących przekładu.
Ta wiedza usystematyzowała się ok. XX wieku, rozpoczęła się dyskusja o języku, jego strukturze. Wcześniej przyjmowano, że reguły języka można wytłumaczyć na podstawie rozwoju historycznego.
ostrmonika
02-23-2009, 21:22
odmienne było również podejście do translacji - w XIX w. język był postrzegany jako system odrębny i indywidualny. Wielu lingwistów, np. Humboldt uważało, że translacja dawała tłumaczowi dwa sposoby tłumaczenia:
1. pierwszy prowadził do języka i kultury źródłowej;
2. drugi do języka i kultury docelowej.
Wszystko co znajdowało się pomiędzy - było ignorowane (praktycznie nie istniało):
"All translation seems to me simply an attempt to solve an impossible task. Every translator is doomed to be done in by one of two stumbling blocks: he will either stay too close to the original, at the cost of taste and the language of his nation, or he will adhere too closely to the characteristics peculiar to his nation, at the cost of the original. The medium between the two is not only difficult, but downright impossible." (Wilss, 1982: 35)
Wilss, Wolfram. 1999. Translation and Interpreting in the 20th century: focus on German. Amsterdam: John Benjamins.
Z Twojego postu, bartku, wynika, że nie było możliwe osiągnięcie "złotego środka" pomiędzy egzotyzacją a udomowieniem. Chociaż to może właśnie idealna równowaga byłaby w większości przypadków najbardziej pożądana. Tutaj najbardziej problematyczna wydaje się być kwestia tłumaczenia tekstów głęboko osadzonych w kulturze i odwieczne pytanie: "Egzotyzować czy domestykować?". Może więc dziś teoria tłumaczenia jest już na tyle rozwinięta, aby tworzyć perfekcyjne 50 na 50?Tylko czy na pewno byłoby to idealne rozwiązanie?
Z Twojego postu, bartku, wynika, że nie było możliwe osiągnięcie "złotego środka" pomiędzy egzotyzacją a udomowieniem. Chociaż to właśnie idealna równowaga byłaby w większości przypadków najbardziej pożądana. Tutaj najbardziej problematyczna wydaje się być kwestia tłumaczenia tekstów głęboko osadzonych w kulturze i odwieczne pytanie: "Egzotyzować czy domestykować?". Może więc dziś teoria tłumaczenia jest już na tyle rozwinięta, aby stworzyć perfekcyjne 50 na 50?Tylko czy na pewno zawsze byłoby to idealne rozwiązanie?
No wlasnie sama tez sie nad tym zastanawialam, czy istnieje cos w stylu wspomnianego 50 na 50. Mysle, ze to wszystko zalezy od tlumcza, tekstu a przede wszystkim odbiorcy i jego oczekiwan. Osobiscie opowiadalabym sie za udomowieniem abu uczynic teksty przyjazny czytelnikowi, ale egzotyzacja tez ma swoje plusy. Sama nie wiem, a wy jak myslicie?
ostrmonika
02-24-2009, 21:18
No wlasnie sama tez sie nad tym zastanawialam, czy istnieje cos w stylu wspomnianego 50 na 50. Mysle, ze to wszystko zalezy od tlumcza, tekstu a przede wszystkim odbiorcy i jego oczekiwan. Osobiscie opowiadalabym sie za udomowieniem abu uczynic teksty przyjazny czytelnikowi, ale egzotyzacja tez ma swoje plusy. Sama nie wiem, a wy jak myslicie?
Tak jak napisałaś, mnie się wydaje, że wszystko zależy właśnie od tekstu i może tego na ile kultura, w której osadzony jest tekst źródłowy jest uniwersalna. A co do Twojego pytania, to ja za Hejwowskim postawiłabym raczej na egzotyzację. Pozwala ona zasmakować obcej kultury, poznać ją, dowiedzieć się czegoś więcej, ale także otwiera na odmienność i uświadamia nam ją. Udomowienie często jest trochę "naciągane" i stwarza niepotrzebną sztuczność. Oczywiście nie twierdzę, że jest to strategia niemająca swoich plusów. Wyrażając swoją opinię skupiłam się na tekstach, w których kultura odgrywa kluczową rolę, ponieważ uznaje strategie domestykacji i egzotyzacji za strategie tłumaczenia głównie właśnie takich tekstów.
Zgadzam się co do tego, że dokonując wyboru pomiędzy egzotyzacją a udomowieniem trzeba mieć na uwadze odbiorce, jego oczekiwania i przede wszystkim sam tekst. Ja z kolei, podobnie jak ostrmonika, skłaniam się bardziej ku egzotyzacji i tłumaczeniu, które daje czytelnikowi docelowemu wgląd w kulturę języka źródłowego i w pewien sposób oswaja z jej odmiennością. Oczywiście wszystko w granicach zdrowego rozsądku.
A odnosząc się do wspomnianego 50 na 50 w tłumaczeniu, dla mnie taka równowaga polega na pewnych kompromisach. Czyli stosowaniu czasem egzotyzacji, czasem udomowienia w obrębie tego samego tekstu i unikaniu sztywnego trzymania się jednej metody. Z tym, że takie podejście wymaga od tłumacza dobrego wyczucia i należycie przemyślanych decyzji, żeby przypadkiem nie powstał przekład-dziwadło. A wy jak widzicie taki "złoty środek"?
A odnosząc się do wspomnianego 50 na 50 w tłumaczeniu, dla mnie taka równowaga polega na pewnych kompromisach. Czyli stosowaniu czasem egzotyzacji, czasem udomowienia w obrębie tego samego tekstu i unikaniu sztywnego trzymania się jednej metody. Z tym, że takie podejście wymaga od tłumacza dobrego wyczucia i należycie przemyślanych decyzji, żeby przypadkiem nie powstał przekład-dziwadło. A wy jak widzicie taki "złoty środek"?
Jeśli chodzi o powyższy temat "mieszać techniki, czy nie", to chyba w którymś z wątków już wcześniej powstała na ten temat dyskusja.
Myślę, że wszystko zależy tak naprawdę od tego, co tłumaczymy i jaki ma być docelowy odbiorca, a przede wszystkim jaki ma być cel samego tłumaczenia.
Jeśli chodzi o rozważanie teoretyczne, to zgodzę się z ostrmoniką, że stosowanie egzotyzacji podczas procesu tłumaczenia stanowi większe wyzwanie dla tłumacza, a do tego tłumaczenie zachowuje o wiele więcej z treści oryginału, niż tekst przetłumaczony za pomocą techniki udomowienia.
Myślę, że pewnie nie da się uniknąć mieszania obu tych technik podczas tłumaczenia. I dobrze. Jednak nie oznacza to, że mamy iść na łatwiznę, i za każdym razem, kiedy nie wychodzi nam tłumaczenie za pomocą na przykład egzotyzacji, to od razu "przerzucamy się" na udomowienie. Któraś z technik powinna przeważać nad inną, nawet jeśli w małym stopniu, to jednak. Powinniśmy obrać technikę wiodącą. Przede wszystkim dlatego, żeby nie powstał nam właśnie taki "przekład-dziwadło", jak wcześniej wspominała Agoonia.
Jeśli zaś chodzi o Nidę i Chomsky'ego, obaj są lingwistami, jednak każdy z nich tak naprawdę zajmuje się dosyć odmiennymi dziedzinami, które jednak w pewien sposób się przenikają. Wiadomo, większość otaczających nas rzeczy ma mniejszy lub większy związek z językiem. Jednak Nida skupia się na postrzeganiu języka z punktu widzenia tłumacza i być może dlatego jego poglądy w pewien sposób wydają się dla nas bliższe i znajdują większe zastosowanie w naszych pracach. Chomsky natomiast zajmuje się badaniami nad rozwojem języka człowieka od najmłodszych lat jego życia. Skupia się na całym mechanizmie powstawania i kształtowania się języka. A do tego stara się określić jak język wpływa na nasze życie i postrzeganie rzeczywistości.
Do prac Nidy sama podchodzę raczej z praktycznej strony, natomiast Chomsky dla mnie wykracza daleko poza dziedzinę językoznawstwa. Jego teorie związane właśnie z tą dziedziną mają podwaliny filozofii. Prace Chomsky'ego to nie tylko źródło wiedzy, ale i powód, by spojrzeć na nasz język (z pozoru wydający się być "tylko" językiem) z zupełnie innej strony i zdać sobie sprawę, jak jest to nieprawdopodobnie złożony system służący komunikacji.
ostrmonika
02-25-2009, 14:30
Myślę, że pewnie nie da się uniknąć mieszania obu tych technik podczas tłumaczenia. I dobrze. Jednak nie oznacza to, że mamy iść na łatwiznę, i za każdym razem, kiedy nie wychodzi nam tłumaczenie za pomocą na przykład egzotyzacji, to od razu "przerzucamy się" na udomowienie. Któraś z technik powinna przeważać nad inną, nawet jeśli w małym stopniu, to jednak. Powinniśmy obrać technikę wiodącą. Przede wszystkim dlatego, żeby nie powstał nam właśnie taki "przekład-dziwadło", jak wcześniej wspominała Agoonia.
Zgadzam się z Tobą, anko. Moim zdaniem, w tłumaczeniu nie chodzi o proporcje i liczby, a raczej o zdrowy rozsądek i konsekwencja. Wyobraźmy sobie np. książkę, którą przekładamy z polskiego na angielski i np. dla telenoweli "Klan" (której, załóżmy, tytuł się tam pojawia) dobieramy odpowiednik jakiejś popularnej, brytyjskiej telenoweli, a kiedy kilka rozdziałów dalej pada nazwisko jednego z aktorów, grających głównego bohatera w przekładzie zostawiamy je bez zmiany (bo wg mnie dobieranie odpowiednika do nazwiska jest zwykle dość nieuzasadnionym rozwiązaniem) wpędzamy się w kozi róg, a czytelnika w dezorientację. Dlatego też z jednej strony zgadzam się, że należy względnie trzymać się jednej strategii, ale nie uważam zarazem, że to co jest pomiędzy jest z góry złe. Często niemożliwym jest po prostu rozwiązywanie każdego problemu tłumaczeniowego jedną metodą.
Więc może zacznę od Chomskiego jako że napisane przez niego „Syntactic Structures” wywołało burzliwą dyskusję wśród lingwistów. W swojej pracy przedstawił stworzony przez siebie nowy sposób analizy gramatyki wspólnej dla wszystkich języków. Twierdził, że podstawowy system gramatyczny jest cechą wrodzoną ludzi. Chomsky przedstawił również podział uwzględniający 4 klasy gramatyk i 4 klasy języków formalnych. Co więcej, zdefiniował on język jako nieskończony zbiór zdań, tworzonych dzięki skończonej liczbie reguł i słów. W tej pracy możemy znaleźć jego znane zdanie : „Colorless green ideas sleep furiously.”, które jest pozbawione sensu a jednak poprawne gramatycznie. Autor chciał w ten sposób udowodnić, że słowa to tylko znaki o określonych właściwościach, które funkcjonują w odpowiednim kontekście semantycznym.
Jeśli mogłabym jeszcze wspomnieć o "Syntactic Structures", to muszę stwierdzić, że bardzo spodobał mi się sposób postrzegania struktury zdania przez Chomsky'ego na dwóch poziomach: powierzchownym i głębokim.
Struktura powierzchniowa (SP) to budowa zdania przedstawiona w kategoriach stosunków dających się bezpośrednio obserwować. Nie oddaje ona stosunków gramatycznych mających wartość semantyczną. Oznacza to, że skupiamy się tylko na składnikach zdania, czyli morfemach, wyrazach itp. bez dogłębnej interpretacji.
Natomiast struktura głęboka (SG) jest niedostępna bezpośredniej obserwacji; odkrywana jest drogą analizy lingwistycznej. To jest to głębsze znaczenie zdania.
Niby jest to oczywisty podział i możemy wysnuć logiczne wnioski nasuwające się z analizy powyższego, to jednak zdałam sobie sprawę, że tworzenie z pozoru prostego zdania to jednak proces nie tylko związany z umiejętnością opanowania gramatyki, czy też słownictwa w ojczystym/obcym języku, ale przede wszystkim skomplikowane procesy umysłowe, tworzenie i interpretowanie struktur, umożliwiających komunikację i wzajemne zrozumienie między ludźmi. Na co dzień się na tym nie zastanawiamy, a przecież jednak to wspaniała umiejętność gatunku ludzkiego.
Z najnowszych badan psychologicznych wynika, ze dzieci ucząc się języka ojczystego do pewnego wieku aktywizują zupełnie inny rejon mózgu, niż dzieci starsze i dorośli uczący się później języków obcych. Fakt ten sprawia, ze nie jesteśmy w stanie opanować 2 języka w tak zaawansowanym stopniu jak języka ojczystego, gdy nauka nie przebiegała równocześnie. Gdy dziecko od małego uczone jest języka ojczystego i obcego, aktywizowany jest ten sam ośrodek w mózgu, który sprawia, ze nauka j. obcego przebiega jak ojczystego, jest dużo szybsza i efektywniejsza.
To taka mała dygresja na marginesie, ale uważam ze warto o tym wiedzieć;)
Rzeczywiście ciekawe spostrzeżenie i warto o takich rzeczach wspominać. Zawsze mówi się i jest to oczywiście zauważalne, że starsze dzieci, młodzież i dorośli uczą się drugiego języka inaczej, przyswajają go w wolniejszym tempie i nie jest to już tak efektywna nauka jak w przypadku języka ojczystego. Więcej informacji na ten temat znajduje się w wątku „Dwujęzyczność”:)
Eugene Nida uważany jest za jednego z pionierów w dziedzinie teorii translacji i lingwistyki. Jego badania opierały się głównie na analizowaniu języka biblijnego i przekładów Biblii. Za najważniejsze osiągnięcie uważa się opracowanie teorii polegającej na rozróżnieniu ekwiwalencji dynamicznej - Dynamic Equivalence (znanej też jako ekwiwalencja funkcjonalna - Functional Equivalence) - i ekwiwalencji formalnej - Formal Equivalence (inaczej Formal Correspondence).
W odniesieniu do tłumaczenia Biblii i teorii ekwiwalencji stworzonej przez Nidę i chciałabym jeszcze polecić artykuł
http://www.translationdirectory.com/articles/article1718.php
krótki, ale zawiera sporo odnośników do innych stron, a do tego ukazuje, które wersje Biblii zostały przetłumaczone według ekwiwalencji dynamicznej, a jakie według ekwiwalencji formalnej, a które zostały przetłumaczone w oparciu o obie te teorie.
ostrmonika
02-26-2009, 11:33
Rzeczywiście ciekawe spostrzeżenie i warto o takich rzeczach wspominać. Zawsze mówi się i jest to oczywiście zauważalne, że starsze dzieci, młodzież i dorośli uczą się drugiego języka inaczej, przyswajają go w wolniejszym tempie i nie jest to już tak efektywna nauka jak w przypadku języka ojczystego. Więcej informacji na ten temat znajduje się w wątku „Dwujęzyczność”:)
Chyba wspominał o tym także właśnie Chomsky, mówiąc o language acquisition u dzieci. Nawiązując do tego, co napisały moje poprzedniczki, Language Acquisition Device ("czarna skrzynka" w mózgu) musi być aktywowane przed pewnym okresem, zwanym okresem krytycznym (wg Critical Period Hypothesis), który zwykle pokrywa się z okresem dojrzewania. Hipoteza ta dotyczy głównie nauki wymowy. Po przekroczeniu tego krytycznego momentu, uczący się języka nie jest już w stanie opanować wymowy w stopniu takim jak native speaker lub właśnie dziecko, które od małego uczy się języka. Tak więc jest to glottodydaktyczne uzasadnienie tego, co napisała opek.
A wracając do Chomsky'ego, to kojarzy mi się on właśnie raczej z przyswajaniem języka i szeroko pojętą lingwistyką, niż z translacją, choć na pewno jego teorie pełnią kluczową rolę w rozwoju teorii tłumaczenia.
Nida natomiast i jego formal i dynamic equivalence, to dla mnie takie teorie przełomu, podsumowujące dotychczasowe odkrycia, ale jednocześnie rewolucyjne. Formal equivalence to właściwie tłumaczenie słowo po słowie, czyli odniesienie do "prehistorycznych" poglądów na teorię tłumaczenia. Dynamic equivalence to już branie pod uwagę funkcji, jaką tekst ma pełnić (związek z teoria skopos) i odbiorcy. Strategia, szeroko stosowana przez tłumaczy po dzień dzisiejszy.
Zastanawiam się też, czy dogłębne rozważania nad historią translacji mogą pomóc nam w praktycznym tłumaczeniu na co dzień. Wydaje mi się, że niekoniecznie. Ale jestem jeszcze młoda i niedoświadczona, i mogę się mylić;)
Z jednej strony masz rację, że zbytnie zagłębianie się w teoretyczno-filozoficzne rozważania samo w sobie nie przynosi wymiernych efektów w procesie tłumaczenia. Jednakże myślę, że dobre podwaliny teoretyczne mogą być bardzo pomocne w momencie, gdy tłumacz staje przed poważnym dylematem w realnym kontekście tłumaczeniowym, np odnośnie ogólnej, całościowej strategii, którą powinien podjąć w danym zleceniu. Przynajmniej minimalna świadomość tego, jakie możliwości zostały już odkryte i opisane, jakie wybory uznaje się za uzasadnione oraz jakie argumenty można przytoczyć za i przeciw pewnym rozwiązaniom może dostarczyć tłumaczowi nieodzownych narzędzi w walce ze słowem i z kulturą :)
Wieloaspektowe rozważania Nidy mogą być np. ważnym orężem dla tłumacza w walce z tymi, którzy zarzucają mu (zakładam, że niesprawiedliwie i z braku wiedzy- ale przecież i tacy zleceniodawcy się zdarzają) odbieganie od oryginału.
Myślę, że wiedza na temat teorii translacji jest istotna i zasadna. Wypadałoby wiedzieć, jak na przestrzeni wieków zmieniały się podejścia do przekładu. Kto miał jakie argumenty w danej epoce i czym były one uzasadniane. Wiedza taka wpływa na to, jakie postawy dominują w obecnym świecie.
Muszę jednak przyznać, że sama nie mam wystarczającej wiedzy na temat teorii translacji, aby móc spokojnie dyskutować na w/w temat. Na studiach więcej czasu poświęca się jednak na praktyczne przekazanie wiedzy, niż zajmowanie się dogłębnym analizowaniem dzieł teorii.
Jeżeli chodzi o domestication/ foreignisation to myślę, że warto powołać się na innego teoretyka, który zajmował się tą problematyką - Friedricha Schleiermachera. To właśnie ten niemiecki filozof i teolog jako pierwszy wspomniał o dwóch podejściach:
1) “a translator disturbs the writers as little as possible and moves the reader in his direction” – the conception later on known as foreignisation, or
2) “a translator disturbs the readers as little as possible and moves the writer in his direction” – the later domestication concept (Friedrich Schleiermacher, “On the Different Methods of Translating 1813 translated by Robinson 1997).
Sam Schleiermacher opowiadał się za egzotyzacją.
Jeżeli chodzi o domestication/ foreignisation to myślę, że warto powołać się na innego teoretyka, który zajmował się tą problematyką - Friedricha Schleiermachera. To właśnie ten niemiecki filozof i teolog jako pierwszy wspomniał o dwóch podejściach:
1) “a translator disturbs the writers as little as possible and moves the reader in his direction” – the conception later on known as foreignisation, or
2) “a translator disturbs the readers as little as possible and moves the writer in his direction” – the later domestication concept (Friedrich Schleiermacher, “On the Different Methods of Translating 1813 translated by Robinson 1997).
Sam Schleiermacher opowiadał się za egzotyzacją.
Czyli, wg słów samego Schleiermachera, "the translator's way's dichotomy"-" reader-to-author approach" lub "author-to-reader approach". Do których zresztą odwoływał się Venuti (The translator's invisibility. A history of translation, London/ New York, Routledge, 1995)
Moim zdaniem, nie można wybrać sobie jednej postawy (reader-to-author approach albo author-to-reader approach) i trzyma się jej kurczowo. Tak jak zostało już wcześniej przedyskutowane, tłumacz powinien być elastyczny i umieć dopasować przekład do realiów tłumaczeniowych, a więc m.in. kim jest odbiorca docelowy czy jaki tekst trzeba przetłumaczyć, aby był zrozumiały dla odbiorcy.
TomsiaPiotr
03-11-2009, 18:52
Eh eh, znow ten Nida i Taber, oraz Chomsky... Przeciez jest tyle innych znakomitych osobistosci. Nie wydaje mi sie tez, by historia translacji byla az tak potrzebna tlumaczom. Chcialem spytac: dlaczego wg was jest ona tak wazna? Zgodze sie z Monisz, ktora mowi iz tlumacz musi byc elastyczny. Czym jest domestication i forejnajzejszyn w dzisiejszych czasach, gdy chełpimy sie globalizacja itd? Wydaje mi sie, iz dzisiaj nic nie jest tylko biale lub czarne, techniki oraz teorie czesto sie rozmywaja, zbiegaja, przeplataja i 10 innych podobnych wyrazów opisujacych wzajemnie przenikanie sie.
Moim zdaniem teoria jest potrzebna. Każdy, kto ma coś wspólnego z językiem obcym, tłumaczeniem, nauką powinien przynajmniej kojarzyć takie nazwiska jak Nida czy Chomsky. A dlaczego jeszcze teoria jest ważna? Żeby napisać pełną pracą dyplomową (licencjacką, magisterską, doktorską czy inną) - przecież podstawowy podział takiej pracy to: wstęp, część TEORETYCZNA, część analityczna, zakończenie:)
TomsiaPiotr
03-11-2009, 18:59
Z calym szacunkiem, ale nie przekonalas mnie:). Okej, moze przesadzilem, nie jest niepotrzebna, to fakt. Ale wiele z "dzieł" napisanych jeszcze 50 lat temu jest juz dzisiaj najprosciej mowiac nieaktualna. Dlatego szukajmy gdzies blizej! :)
marlenaww
03-11-2009, 22:48
Zastanawiam się też, czy dogłębne rozważania nad historią translacji mogą pomóc nam w praktycznym tłumaczeniu na co dzień. Wydaje mi się, że niekoniecznie. Ale jestem jeszcze młoda i niedoświadczona, i mogę się mylić;)
No cóż, ja chyba jeszcze bardziej niedoświadczona jestem, bo dla mnie to totalny bełkot!! Zresztą mam uprzedzenie do teorii translacji, tekstologii itp, niektórzy wiedzą dlaczego ;)
marlenaww
03-11-2009, 22:51
Moim zdaniem teoria jest potrzebna. Każdy, kto ma coś wspólnego z językiem obcym, tłumaczeniem, nauką powinien przynajmniej kojarzyć takie nazwiska jak Nida czy Chomsky. A dlaczego jeszcze teoria jest ważna? Żeby napisać pełną pracą dyplomową (licencjacką, magisterską, doktorską czy inną) - przecież podstawowy podział takiej pracy to: wstęp, część TEORETYCZNA, część analityczna, zakończenie:)
Ok, zgadzam się, że podstawy powinien znać każdy, przynajmniej tak dla przyzwoitości. Ale do tej inteligentnej dusputy się nie dołączę merytorycznie, bo tak jak już wspomniałam i zresztą bardzo dobrze skwitowała to monisz, teoria jest potrzebna...do pisania części teoretycznej pracy mgr, ew. lic. Tyle :)
marlenaww
03-11-2009, 23:04
Chyba wspominał o tym także właśnie Chomsky, mówiąc o language acquisition u dzieci.
Jeśli chodzi o badania nad nauka dzieci języków obcych, to rzeczywiście musimy przyznać Panu Chomskiemu order. Był w ten dziedzinie niewątpliwym pionierem i to między innymi dzięki niemu mamy dzisiaj te wszytkie wspaniałe systemy do nauki małych dzieci. To naprawdę działa!!
marlenaww
03-11-2009, 23:06
Pozwolę sobie jeszcze zauważyć, nie odkrywając tym samym Ameryki, że Panowie Ci za bardzo jak dla mnie skupiaja się na tej swojej teorii a za mało mówią o wprowadzeniu jakichś praktycznych działań. Jestem typowym theory opponent.
TomsiaPiotr
03-12-2009, 08:02
Marlenaw: tez na poczatku jak zaczalem pisac stwierdzilem ze po co komu teoria. Teraz jednak wydaje mi sie, ze to nie do konca tak. Inna sprawa ze te podane tutaj sa oklepane jak... brak mi porownania:).
Ja żadnej z tych prac nie czytałam, ponieważ historia językoznawstwa nie za bardzo mnie interesuje. Chomsky kojarzy mi się tylko z jego rewolucyjnym podejściem do gramatyki i struktury języka, czyli mniej więcej z tym, o czym napisałyście:)
http://books.google.pl/books?id=a6a_b-CXYAkC&dq=chomsky+syntactic+structures&printsec=frontcover&source=bn&hl=pl&ei=SOK4SaeeOI-O_gaG_vWkBg&sa=X&oi=book_result&resnum=4&ct=result#PPA26,M1
http://books.google.pl/books?id=bjt_rsexg2IC&printsec=frontcover&dq=nida+message+and+mission&ei=AeO4Sc6cFojWNqmUleoL#PPR13,M1
http://books.google.pl/books?id=u0ksbFqagU8C&printsec=frontcover&dq=Aspects+of+the+Theory+of+Syntax+chomsky&ei=QuO4SY6oCIXAMtjW8OUL#PPA3,M1
http://books.google.pl/books?id=YskUAAAAIAAJ&printsec=frontcover&dq=Toward+a+Science+of+Translating&ei=luO4SY_mI46yMJqN-aUL
Może jednak warto poczytać; chociaż zapewne mnóstwo jest 'oklepanych' teorii, to jednak po co wyważać otwarte drzwi, warto przez to przebrnąć, bo przecież obecne trendy nie wzieły się z nikąd; podobie jak z historia w ogóle, należy chyba pokornie przyznać, że ciężko jest zrozumieć w pełni obecnie zachodzące procesy bez znajomośi wcześniejszych wydarzeń, no chyba, że ktoś rzeczywiście urodził się z jakimś niezwykłym darem i ma umiejętność znajdowania uniwersalnych jedynych słusznych rozwiązać, w przeciwnym razie warto chyba poznać prace innych, chociażby po to żeby móc się z nimi nie zgodzić albo przybliżyć się do ukrytego pewnie gdzieś pomiędzy tymi wszystkimi teoriami, złotego środka.
vBulletin v3.7.2, Copyright ©2000-2012, Jelsoft Enterprises Ltd.