PDA

View Full Version : Czy błędny oryginał powinno tłumaczyć się z błędami?


aina
01-30-2009, 13:56
Witam :)

Właśnie robię tłumaczenie i nie mogę przestać się frustrować ilością błędów, jakie pojawiają się w oryginalne! Wiadomo, że to ludzka rzecz mylić się, ale zastanawiam się co w takim razie powinien robić tłumacz?
Co gorsze, wiem, że tekst, który tłumaczę jest przepisywaniem książki (dostępnej nawet online po angielsku)...ale nawet to przepisanie zawiera błędy! I nie chodzi tylko o błędy gramatyczne, ale o nie do końca przeklejone zdania :> oraz brak logiki...
Co w takim razie z tekstem tłumaczenia? Czy rolą tłumacza powinno być łatanie niedostatków autora?

szerlok
01-30-2009, 14:55
Z jednej strony praca tłumacza nie polega przecież na korekcie, redagowaniu czy pisaniu od nowa tekstu. A z drugiej strony wiem, że czasem aż trudno się opanować, aby takiego tekstu przy tłumaczeniu automatycznie nie poprawić. Tylko że płacą nam za tłumaczenie tekstu, nie jego poprawę. A jeśli okaże się, że klient c h c i a ł mieć tłumaczenie z błędami?

aina
01-30-2009, 15:04
Heh...tylko co zrobić, jeśli zdanie (przepisane z netu!! :eek:) jest błędnie przepisane (opuszczony fragment, wynikiem czego powstają takie hybrydy jak: "they do not following text are easy") i nic nie znaczy po angielsku? :confused:
Przecież tego chyba nawet z błędami nie da się przetłumaczyć :P

A z drugiej strony zgadzam się, że tłumacz to nie korektor...
Tylko czy można oddać coś co jest niegramatyczne, nielogiczne?

solenero
01-30-2009, 17:32
Też uważam, że to spory problem i nie wymyśliłam jeszcze lepszego rozwiązania niż sporządzanie dwóch wersji :p
Jedna jest dosłowna, druga poprawna. Można dojść do sporej wprawy i naprawdę zabiera to ciut więcej czasu. A klient z reguły jest zadowolony - najpierw prezentujemy mu wersję, której sobie życzył, a potem ( na zasadzie wyciągania królika z kapelusza, takie czary-mary) informujemy, że troszkę wyszliśmy przed szereg, gdyż sporządziliśmy również tłumaczenie z już poprawną redakcją tekstu. Klient na ogół (!) wybiera drugą wersję i... wraca do nas :D.

aina
01-30-2009, 18:30
Hehe...solenero, ciekawe rozwiązanie ;) Może też go spróbuję :D Dzięki :)

solenero
01-30-2009, 21:26
Nie ma za co - najlepsze są najprostsze rozwiązania;).

michalina
01-31-2009, 20:44
Czy podobna dyskusja nie miała juz gdzieś miejsca na tym forum?

Tom z Sopotu
02-01-2009, 02:07
Czy podobna dyskusja nie miała juz gdzieś miejsca na tym forum?

Miała. Poszukajcie lepiej.

Przemilenka
02-11-2009, 19:18
Też uważam, że to spory problem i nie wymyśliłam jeszcze lepszego rozwiązania niż sporządzanie dwóch wersji :p
Jedna jest dosłowna, druga poprawna. Można dojść do sporej wprawy i naprawdę zabiera to ciut więcej czasu. A klient z reguły jest zadowolony - najpierw prezentujemy mu wersję, której sobie życzył, a potem ( na zasadzie wyciągania królika z kapelusza, takie czary-mary) informujemy, że troszkę wyszliśmy przed szereg, gdyż sporządziliśmy również tłumaczenie z już poprawną redakcją tekstu. Klient na ogół (!) wybiera drugą wersję i... wraca do nas :D.

pewnie się to sprawdza, o ile tekst nie ma kilkudziesięciu stron:)

szczepek
02-11-2009, 19:36
Nie wydaję mi się, żeby można było znaleźć jednoznaczną odpowiedź na to pytanie. Czasem błędy są umyślne i tutaj sprawa jest oczywista - tłumaczyć z błędami. W tłumaczeniu ustnym może się zdarzyć, że nadawca powie "poszłem" zamiast "poszedłem" i wtedy chciałoby się przetłumaczyć to jako "I goed", by oddać jego braki w wykształceniu, ale jednak powiemy "I went", bo jesteśmy prawie pewni, że nasz klient życzyłby sobie tego.

W Twoim przypadku chyba najprościej jest zadzwonić do zleceniodawcy :)

Hm, teraz rzuciła mi się myśl, że jeśli mam jednoznacznie jednak odpowiedzieć na to pytanie - tłumacz powinien tłumaczyć zgodnie z intencjami autora.

Ulamiaz86
02-14-2009, 22:08
tłumacz powinien tłumaczyć zgodnie z intencjami autora.

... a przy okazji mieć też na uwadze odbiorców, dla których tekst powinien być zrozumiały :)

NoOne3
02-15-2009, 10:43
Odbiorcy to trochę osobna sprawa.
W momencie, kiedy jest podejrzenie błędu w oryginale powinno się według mnie przede wszystkim skontaktować ze zleceniodawcą, a jeszcze lepiej właśnie autorem, w celu wyjaśnienia, czy na pewno jest to pomyłka, czy jest to na przykład zgodne z jego ówczesnym stanem wiedzy (błędy rzeczowe). Poza tym ten właśnie błąd może być istotnym elementem pierwotnej pracy, na przykład w momencie gdy inne opracowania się na niego powołują, jako na błąd właśnie.
W przypadku jakichś oczywistych pomyłek można już sobie pozwolić na pewną własną interpretację, ale dobrze też zgłosić przynajmniej zaobserwowanie zjawiska, żeby nie być później posądzonym o samowolkę i zarozumiałość tłumacza, albo nie poprawić jakiegoś zamierzonego zabiegu stylistycznego.

Przemilenka
02-15-2009, 21:10
Odbiorcy to trochę osobna sprawa.
W momencie, kiedy jest podejrzenie błędu w oryginale powinno się według mnie przede wszystkim skontaktować ze zleceniodawcą, a jeszcze lepiej właśnie autorem, w celu wyjaśnienia, czy na pewno jest to pomyłka, czy jest to na przykład zgodne z jego ówczesnym stanem wiedzy (błędy rzeczowe). Poza tym ten właśnie błąd może być istotnym elementem pierwotnej pracy, na przykład w momencie gdy inne opracowania się na niego powołują, jako na błąd właśnie.
W przypadku jakichś oczywistych pomyłek można już sobie pozwolić na pewną własną interpretację, ale dobrze też zgłosić przynajmniej zaobserwowanie zjawiska, żeby nie być później posądzonym o samowolkę i zarozumiałość tłumacza, albo nie poprawić jakiegoś zamierzonego zabiegu stylistycznego.

No tak, ale ważne jest właśnie jaki to jest rodzaj tekstu- teksty fachowe, literatura.. wiadomo że w przypadku tekstów fachowych należy być bardzo ostrożnym w takich sytuacjach i najlepiej takie przypadki konsultować, a nie zdawać się na intuicję.

ewakrawiel
02-17-2009, 18:14
Pomysł z dwoma wersjami tłumaczenia bardzo mi się podoba, choć jeśli błędów jest sporo może okazać się on dosyć pracochłonny.
Wydaje mi się, że tłumacz może i powinien poprawiać błędy, jeśli jest na 100% pewny że są to właśnie błędy.
Reszta wymaga konsultacji, a jeśli konsultacja nie jest możliwa, to kwestie niepewne przetłumaczyłabym tak jak jest w oryginale.

tmx
02-17-2009, 21:31
No cóż ja moge powiedzieć tylko jak ja to robie. W zasadzie wszystkie tłumaczenie jakie mi sie trafiają są to teksty fachowe z dziedziny mi pokrewnej a kierunek tłumaczenia PL->ANG.
Problem polega na tym że często choć zdanie jest zrozumiałe po polsku to jego przetłumaczenie bliskie orginałowi oznacza stworzenie potworka. Potworka który choć bedzie przetłumaczony zgodnie z orginałem to bedzie kaleki i słabo zroumiały. Kieruje sie zawsze zasadą oddania treści prawdziwej. Z 1 zdania czasem otrzymuje 3 angielskie. Zdarza sie że znajduje błędy rzeczowe - np jednostki nie pasują do tego co jest tematem zdania - zaznaczam wtedy to miejsce dodając info o znalezionym błędzie.
Jednak wynika to też z tego, że tak zostało to uzgodnione ze zleceniodawcą.
Myśle że w razie wątpliwości należy skątaktowac sie z osoba zlecająca albo przedstawiać 2 wersje. Niemniej o ewentualnych zmianach należy poinfomować zlecającego.

Przemilenka
02-18-2009, 09:28
Pomysł z dwoma wersjami tłumaczenia bardzo mi się podoba, choć jeśli błędów jest sporo może okazać się on dosyć pracochłonny.
Wydaje mi się, że tłumacz może i powinien poprawiać błędy, jeśli jest na 100% pewny że są to właśnie błędy.
Reszta wymaga konsultacji, a jeśli konsultacja nie jest możliwa, to kwestie niepewne przetłumaczyłabym tak jak jest w oryginale.

Bardzo pracochłonny może się okazać kiedy masz bardzo dużo nie tyle błędów, co samego tekstu, w takim przypadku na pewno nie robiłabym dwóch wersji tłumaczenia, bo to bez sensu.

ewakrawiel
02-18-2009, 15:59
Ale jeśli na przykład w 40-stronicowym tekście są 3 błędy, wtedy wcale nie jest trudno stworzyć dwie wersje. Wydaje mi się, że w tym przypadku ilość błędów, a nie długość tekstu jest decydująca. Jeśli jeden konkretny błąd pojawia się ciągle, np. błąd w nazwisku, można zastosować opcję "zamień na".

ewakrawiel
02-18-2009, 22:09
Przyszła mi jeszcze do głowy taka myśl: trzeba uważać, żeby nie doprowadzić do tego, że nasz zleceniodawca/autor dojdzie do wniosku, że skoro i tak tłumacz wszystko poprawi, to w sumie tekst który on daje do tłumaczenia wcale nie musi być super dopracowany. Ciągłe poprawianie błędów może doprowadzić do rozleniwienia autora;)

Małgorzata Lewandowska
02-19-2009, 12:28
Zgadzam się, nie byłoby miło potem pracować nad tekstem jako tłumacz i korektor..

Małgorzata Lewandowska
02-19-2009, 12:31
Z drugiej strony nie ma jednoznacznej odpowiedzi na to pytanie. Osoba, ktorej tekst tłumaczymy moze sobie nie zyczyc tego abysmy go poprawiali.Nigdy nie wiadomo jaka bylaby reakcja zlecajacego takie tłlumaczenie.

Małgorzata Lewandowska
02-19-2009, 12:33
Też uważam, że to spory problem i nie wymyśliłam jeszcze lepszego rozwiązania niż sporządzanie dwóch wersji :p
Jedna jest dosłowna, druga poprawna. Można dojść do sporej wprawy i naprawdę zabiera to ciut więcej czasu. A klient z reguły jest zadowolony - najpierw prezentujemy mu wersję, której sobie życzył, a potem ( na zasadzie wyciągania królika z kapelusza, takie czary-mary) informujemy, że troszkę wyszliśmy przed szereg, gdyż sporządziliśmy również tłumaczenie z już poprawną redakcją tekstu. Klient na ogół (!) wybiera drugą wersję i... wraca do nas :D.

Moim zdaniem ta opcja jest zdecydowanie najlepsza i w miare mozliwosci to byloby najlepszym wyjsciem:)

Przemilenka
02-19-2009, 13:00
Ale jeśli na przykład w 40-stronicowym tekście są 3 błędy, wtedy wcale nie jest trudno stworzyć dwie wersje. Wydaje mi się, że w tym przypadku ilość błędów, a nie długość tekstu jest decydująca. Jeśli jeden konkretny błąd pojawia się ciągle, np. błąd w nazwisku, można zastosować opcję "zamień na".

No dobrze, ale jeśli są 3 błędy (albo tak jak mówisz ciągle pojawia się ten sam błąd), to tym bardziej nie ma sensu robienie dwóch wersji... Wystarczy ustalić ze zleceniodawcą, co w tej sytuacji zrobić.

Kubolski
04-03-2009, 09:52
O ile błędy w tłumaczonym tekście nie są umyślne, tłumacz powinien poprawić tekst w przekładzie. Dotyczy to zwłaszcza literówek oraz błędów, których jesteśmy pewni. Jeśli nie jesteśmy pewni, czy dana fraza jest błędna, lepiej nie poprawiać na siłę.

katarzynaz
04-06-2009, 09:55
Heh...tylko co zrobić, jeśli zdanie (przepisane z netu!! :eek:) jest błędnie przepisane (opuszczony fragment, wynikiem czego powstają takie hybrydy jak: "they do not following text are easy") i nic nie znaczy po angielsku? :confused:
Przecież tego chyba nawet z błędami nie da się przetłumaczyć :P

A z drugiej strony zgadzam się, że tłumacz to nie korektor...
Tylko czy można oddać coś co jest niegramatyczne, nielogiczne?

A nie prościej po prostu odesłać i zapytać jak masz tłumaczyć? Czy to jest celowo z błędami czy nie. I jeśli nie to niech poprawią bo Ty jesteś tłumaczem a nie korektorem.

katarzynaz
04-06-2009, 09:59
pewnie się to sprawdza, o ile tekst nie ma kilkudziesięciu stron:)

Też mi się tak wydaje... Jeśli masz mnóstwo tłumaczeń do zrobienia "na teraz" to nie wiem czy jest czas na robienie dwóch wersji... A jak wtedy wygląda cena takiego tłumaczenia? Według mnie powinna być wyższa, ale może się nie znam... W końcu tłumacz zrobił dwa razy tyle niż powinien.
A druga wada tej metody, która nasuwa mi się na myśl, to sytuacja gdy klient przyzwyczaja się, że może tłumaczowi przysłać tekst z błędami, bo ten i tak poprawi... I co wtedy? Tłumacz sam się wpakuje w kłopoty..

marlenaww
04-06-2009, 10:26
Tylko że płacą nam za tłumaczenie tekstu, nie jego poprawę. A jeśli okaże się, że klient c h c i a ł mieć tłumaczenie z błędami?

Odnosząc się do wypowiedzi Szerloka potwierdzam, że czasem naprawdę klienci stawiają nas przed nie lada dylematem: poprawić czy nie??
Bywają przypadki, że nie da się zrobić nic innego, jak poprawić, ale ja akurat bardzo się przed tym bronię. Bo rzeczywiście może być tak, że tekst jest "specjalnie" błędny i co wtedy?? Najbezpieczniejszą opcja jest po prostu skontaktowanie się ze zleceniodawcą i przedyskutowanie kwestii problemowych. Wtedy będziemy wiedzieć, czy mamy się wtrącać, czy też nie.

marlenaww
04-06-2009, 10:28
Jeszcze ostrożniejszym należy być w tekstach specjalistycznych, np. prawniczych czy gospodarczych. Nasza poprawka może kosztować nas...dużo pieniędzy. Nie jesteśmy prawnikami i choć czasem coś może wydawać nam się nielogiczne, to może być poprawne.

ddrruu
04-06-2009, 11:06
Pomysł z dwoma wesjami wydaje mi się bez sensu, jednorazowo ok, żeby pozyskać klienta, albo kiedy nie mamy możliwości zapytać jakiej wersji się od nas oczekuje... ale jeśli będziemy mieli 'szczęście' do takich tekstów... nikt nam za dwie wersje nie zapłaci, więc już chyba lepiej ruszyć głową, pobawić się w korektora... i pytać pytać pytać...

katarzynaz
04-07-2009, 21:40
Jeszcze ostrożniejszym należy być w tekstach specjalistycznych, np. prawniczych czy gospodarczych. Nasza poprawka może kosztować nas...dużo pieniędzy. Nie jesteśmy prawnikami i choć czasem coś może wydawać nam się nielogiczne, to może być poprawne.

Ważna kwestia, której nikt wcześniej nie poruszył:) Ale, rzeczywiście, masz rację, to, że czegoś nie rozumiemy czy że jest to dla nas dziwne nie znaczy, że jest niepoprawne. W końcu nikt nie jest doskonały i całe życie się uczymy:)

eagle10
04-07-2009, 22:20
no dobra, ja jednak uważam, że jeśli jesteśmy czegoś w 100 procentach pewni, to powinniśmy to poprawić, żeby sami -jako tłumacze nie być posądzonymi o brak kompetencji

ddrruu
04-08-2009, 22:09
Zgadzam się. Chociaż trochę mnie martwi, że czasami poprawiając też możemy zostać posądzeni o brak kompetencji...

ddrruu
04-10-2009, 16:24
Najbezpieczniejszą opcja jest po prostu skontaktowanie się ze zleceniodawcą i przedyskutowanie kwestii problemowych. Wtedy będziemy wiedzieć, czy mamy się wtrącać, czy też nie.

Zgadzam się w stu procentach, to zleceniodawca powinien decydować o tym, jak ma wyglądać tłumaczenie...

ddrruu
04-10-2009, 16:26
Ale jeśli na przykład w 40-stronicowym tekście są 3 błędy, wtedy wcale nie jest trudno stworzyć dwie wersje. Wydaje mi się, że w tym przypadku ilość błędów, a nie długość tekstu jest decydująca. Jeśli jeden konkretny błąd pojawia się ciągle, np. błąd w nazwisku, można zastosować opcję "zamień na".

Jeśli chodzi o ewidentne literówki, to poprawialabym je, bez kontaktowania się ze zleceniodawcą.

magdalenajurczak
04-11-2009, 12:55
O ile błędy w tłumaczonym tekście nie są umyślne, tłumacz powinien poprawić tekst w przekładzie. Dotyczy to zwłaszcza literówek oraz błędów, których jesteśmy pewni.

Zgadzam się z powyższym. Literówki, ortografia --błędy natury technicznej (że tak to ujmę) nie wymagają konsultowania się ze zleceniodawcą/autorem, tak myślę. Jeśli natomiast szwankuje logika, merytoryka, to może jednak warto. W miarę możliwości.

magdalenajurczak
04-11-2009, 13:05
W przypadku poważniejszych błędów, trzeba koniecznie wziąć pod uwagę rodzaj tekstu/dokumentu. No i oczekiwania ze strony klienta. Nic tylko dowiadywać się:)

magdalenajurczak
04-11-2009, 13:12
A do sporządzania 2 wersji mam jakąś awersję:D Chociaż taki system może działać, kiedy mamy ograniczony kontakt ze zleceniodawcą i ewentualnie przy krótkich dokumentach.

eagle10
04-13-2009, 22:36
Też myślę, że jesli tekst jest krótki, albo gdy poprawek jest mało, to można zrobić 2 wersje

kasiaw
04-15-2009, 14:09
Przyznaję się od razu, że nie do końca przejrzałam wypowiedzi moich poprzedników, ale mnie na studiach zawsze uczono, że nawet jeśli oryginał jest zły, to tłumacząc należy go poprawić. Z drugiej jednak strony, jeśli chodzi o dokumenty prawne to chyba bym si e trochę obawiała poprawiania ich, bo nigdy nie wiadomo, czy przez przypadek nie zmieni się pewnych treści.

kasiaw
04-15-2009, 14:14
Z tego co widzę, niektórzy proponują też sporządzenie dwóch egzemplarzy tłumaczenia. Z jednej strony jest to dobre rozwiązanie, ale nikt za dwie wersje nam nie zapłaci, ani za dwa razy więcej czasu, który poświęcamy. Może to zabrzmi w sposób, no nie wiem, troszkę egoistyczny i zachłanny, ale w końcu żaden tłumacz nie pracuje charytatywnie. Może dobrym rozwiązaniem byłby kontakt z autorem, jeśli jest taka możliwość, a jeśli nie to zawsze można poprosi c o radę doświadczonego tłumacza, który miał już do czynienia z takim problemem. Nic innego nie przychodzi mi chwilowo do głowy.

kasiaw
04-15-2009, 14:40
Trzeba wziąć poda uwagę jeszcze jeden problem, poruszony już wcześniej. Zależy jakie błędy mamy poprawiać. Może się zdarzyć, że będzie to błąd w nazwie, albo w nazwisku czy imieniu na przykład. Chociaż tez zawsze trzeba to dokładnie sprawdzać, bo może się okazać, że to my "poprawimy" na złą wersję :/ Potwierdza się po raz kolejny, że praca tłumacza to ciężka sprawa i duuużo odpowiedzialnych decyzji.

eagle10
04-15-2009, 15:23
No właśnie mnie też zawsze na studiach uczono żeby poprawiać błędy, więc tu się z Tobą zgadzam...natomiast jeśli chodzi o kwestie 2 wersji to Twój argument (o tym, że tłumacz nie pracuje charytatywnie) bardzo mnie nie przekonuje, bo myślę że kwestii spornych zazwyczaj jest mało, więc przy tworzeniu drugiej wersji chodzi zazwyczaj jedynie o edycję tej pierwszej:) takie jest moje zdanie. Oczywiście wymarzoną sytuacją byłaby możliwość konsultacji ze zleceniodawcą lub z "jakąś zaufaną osobą" z danej dziedziny, ale zdaję sobie sprawę, ze nie zawsze istnieje taka możliwość

kasiaw
04-15-2009, 15:48
Oczywiście zgadzam się z Tobą, jeśli to tylko edycja to jest to żaden problem, ale jeśli tworzenie od nowa zupełnie innej wersji to ja już bym się lekko zdenerwowała :p

agatagrzybowska
04-15-2009, 22:49
A do sporządzania 2 wersji mam jakąś awersję:D Chociaż taki system może działać, kiedy mamy ograniczony kontakt ze zleceniodawcą i ewentualnie przy krótkich dokumentach.

Dla mnie podobnie, 2 wersje to lekka przesada... a poza tym, kiedy goni nas jakiś deadline ciężko robić dwie wersje... jak dla mnie, lepiej poprawiać.

agatagrzybowska
04-15-2009, 22:55
no dobra, ja jednak uważam, że jeśli jesteśmy czegoś w 100 procentach pewni, to powinniśmy to poprawić, żeby sami -jako tłumacze nie być posądzonymi o brak kompetencji

zgadzam się :D ktoś potem będzie czytał tekst podpisany naszym nazwiskiem i złapie się za głowę...:eek:

eagle10
04-16-2009, 08:41
A więc nie pozostaje nam wszystkim nic innego jak liczyć na zlecenia z dziedzin na których "się znamy/będziemy się znali":p

annajurys
04-16-2009, 14:34
A do sporządzania 2 wersji mam jakąś awersję:D

właśnie, do każdej wersji można sporządzić awersję:p

w przypadku tej książki, przetłumaczyłabym wersję z internetu, upewniwszy się, że zleceniodawca chce przetłumaczyć oryginał książki a nie dowód na niekompetencję przepisującego. Jeśli zleceniodawca nie zna angielskiego i nie wie, jak nielogiczny był tekst wyjściowy, to nam obetnie wypłatę.

annajurys
04-16-2009, 14:40
Gorzej chyba, kiedy np film tłumaczy się z angielskiego, choć oryginał jest np chiński. Jeśli ktoś "spaprze" wersję angielską, można na głowie stawać, a nic nie zdziałamy. W wypadku filmów można czasem coś zmyślić patrząc na to, co na ekranie, ale "papierki", dokumenty?

W każdym razie wszystkim polecam ubezpieczenie OC. Skutecznie-bezpiecznie:)

katarzynaz
04-17-2009, 13:18
Hehe, z tym ubezpieczeniem do dobra sprawa. Niby się wydaje, że nas nic złego nie spotka, a może się okazać, że będzie bardzo nieprzyjemnie...

katarzynaz
04-17-2009, 13:20
Tak się jeszcze zastanawiam, co do tych dwóch wersji... Na co dzień nie jest to zbyt "urzekające" rozwiązanie, ale w z drugiej strony, wszystko co robimy, robimy dla siebie, po to żeby być lepszymi tłumaczami:) więc jeśli są wątpliwości i mamy możliwości i czas, to myślę, że nie zaszkodzi "poszperać" i poszukać lepszych wersji, albo po prostu poprawnych.

agatagrzybowska
04-17-2009, 14:49
właśnie, do każdej wersji można sporządzić awersję:p

prawda to, ja mam awersje do każdej sporządzonej wersji :rolleyes:

aknapinska
04-23-2009, 15:22
Ja także uważam, iż sporządzanie dwóch wersji to zadanie pracochłonne i często szybka konsultacja z klientem mogłaby rozwiać pewne wątpliwości. Jednak rozważając wszystkie "za" i "przeciw" trzeba po prostu podzielić błedy na gramatyczne i merytoryczne i w przypadku tych drugich skontaktować się z klientem. Nie bardzo wyobrażam sobie inne rozwiązanie.

shivaree
04-27-2009, 22:30
Myślę, że wszystko zależy od rodzaju błędów. Jeśli chodzi tylko o "potworki stylistyczne", których niestety pełno, wtedy po prostu tłumaczę tak jakby to zdanie brzmiało poprawnie i nie pytam wcześniej klienta.
Jeżeli natomiast w grę wchodzą błędy merytoryczne wtedy zawsze lepiej skonsultować to ze zleceniodawcą (który zazwyczaj jest zupełnie nieświadomy popełnionych błędów).
Dwóch wersji nie robię nigdy.

KarolinaK
01-30-2012, 13:08
Hej,

Ja dopiszę się do wątku... Zastanawiam się co w przypadku błędów rzeczowych, czy poprawiać takie błedy czy zostawić. Wiadomo najlepiej się skontaktować z klientem, ale co w przypadku gdy nie ma takiej możliwości, a goni nas czas?

natashqa
02-06-2012, 12:32
Popieram pomysł, że w przypadku błędów merytorycznych konieczny jest kontakt z klientem.

angis
02-06-2012, 17:07
poprawić absolutnie chyba że błąd jest intencjonalny, bo inaczej odpowiedzialność spadnie na tłumacza

Tranesfc
02-07-2012, 22:32
Uważam, że rola tłumacza nie zamyka się jedynie w maszynowym tłumaczeniu, bez dogłębnej analizy tekstu, z jakim się zmaga. Konieczne jest połączenie roli z zacięciem polonisty. Uzyskanie połączenia - tłumacz-korektor jest złotym środkiem, który pozwala na uniknięcie błędów w tłumaczeniu. Jak powszechnie wiadomo - nie autor lecz tłumacz odpowiada za jakośc wykonanego przekładu, nawet jeśli w oryginale istniały błędy.

DaguMarowa
03-05-2012, 22:48
Na pewnych zajęciach moja wykładowczyni przedstawiła nam problem pewnego listu, który dostała do tłumaczenia. Była to korespondencja w zamierzeniu oficjalna. Niestety, tylko w zamierzeniu. List był napisany tragiczną polszczyzną, jednym tchem, bez podziału na akapity, nawet bez istotnej ilości kropek i przecinków, trudny do zrozumienia. Miał być wysłany do Strasburga jako zażalenie... Najgorsze było to, że autor był święcie przekonany, że pisze bezbłędnie i jeśli ktoś go poprawia, inaczej planuje paragrafy i w ogóle ingeruje w jego cudowne dzieło, działa na jego szkodę. I co teraz zrobić? Nie da się tego poprawić tak, by człowiek tego nie zauważył, ale jednocześnie list spełnił swoją rolę i był zrozumiały dla odbiorcy. Zastanawialiśmy się długo, jak go przekonać, że "po angielsku są inne reguły pisania listów", żeby to choć trochę ulepszyć.

Wkrótce pośród własnych zleceń znalazłam podobny przypadek. Nie znałam celu tekstu, ale był po prostu źle napisany. Serce mi się kroiło, gdy tłumaczyłam tego potworka. Niestety, nie mogłam napisać całego eseju od nowa, bo to nie moja praca, by ulepszać oryginał merytorycznie. Wielka szkoda, ale trzeba się hamować w swoich poprawczych zapędach;)

ewelinawaw
03-05-2012, 23:55
Tak kątem mojego doświadczenia z tłumaczeniem strony www. Teksty zawarte na stronce były napisane tak nie po polsku, że aż oczy szczypały. Myśl autora dało się zrozumieć po kilkukrotnym przeczytaniu danego zdania. Jako, że kontaktował się ze mną pośrednik pośrednika od pośrednika, darowałam sobie próby jakiegokolwiek wyjaśniania, że najpierw to miło byłoby, gdyby ktoś od polskiego się za to wszystko wziął. Przetłumaczyłam tak, jak rozumiałam. Trudno tłumaczyć dosłownie trzyzdaniowe akapity na stronie www. Reklamacje nie wpłynęły. To była jednak jednorazowa sytuacja, takie szybkie zlecenie. Myślę, że drążyłabym temat, gdyby miało by to być coś poważniejszego.

Lad
03-06-2012, 14:28
Nie, nie powinno się tłumaczyć z błędami. Oczywiście chodzi mi o błędy składniowe lub ortograficzne. Bo o błędach rzeczowych możesz co najwyżej wspomnieć w przypisie.

lichi
03-07-2012, 09:13
Po pierwsze kontakt z klientem. Jeśli niemożliwy lub klient nieprzyznaje się do błędów, to w mojej ocenie nie poprawiać. W sumie to my tylko tłumaczymy, jesteśmy autorem tłumaczenia, które jest tekstem wtórnym do oryginału.

lucjangwarda
03-13-2012, 12:01
Zawsze można ostatecznie odwołać się do jednej z zasad Eugene'a Nida, tzn. tłumaczenie powinno wywołać efekt u odbiorcy języka docelowego, taki jak oryginał u odbiorcy języka źródłowego.

skara
03-13-2012, 13:37
Wg mnie bez zastanowienia trzeba poprawiać błędy ortograficzne, interpunkcyjne, stylistyczne i logiczne (wynikające ze stylistyki). Absolutnie nie poprawiałabym bez konsultacji z autorem błędów rzeczowych. Jeśli zaś nie ma możliwości konsultacji przetłumaczyłabym zgodnie z oryginałem dodając przypis.

NatiGaby
03-13-2012, 17:55
Błędy ortograficzne, interpunkcyjne, stylistyczne i logiczne (wynikające ze stylistyki) z pewnością należy poprawić, o ile nie wynikają ze specyfiki książki (ostatnio tłumaczyłam taką, której autor wyraźnie zaznacza, że są celowe ;)).

Innym przypadkiem jest np. napisanie (celowe?) "Emilio Zapata", który nazywał się Emiliano :D co napisałam w przypisie.

Pamiętam na zajęciach z przekładu fragment Corazón tan blanco, gdzie napisanie błędnej nazwy jednej ze stolic było celowym zabiegiem autora. Błędu, oczywiście, nie poprawiliśmy, ale był spory dylemat :)
Ale na nich opiera się zawód tłumacza wymagający nieustannego podejmowania niełatwych decyzji.