PDA

View Full Version : Książka i jej filmowe adaptacje


ksawon
01-16-2009, 13:43
Czy zauważyliście, że z reguły jest tak, że trudno prześcignąć oryginał i często fabuła świetnej książki traci po przełożeniu na język filmu? Rzadko się mówi, że film był lepszy od książki, dużo częściej słyszymy, że nie dorównywał. Moje pytanie brzmi - czy możecie wymienić adaptacje (np. filmowe właśnie), które bardziej Wam się podobały, niż książka, na podstawie której powstały?

Mufka
01-16-2009, 13:58
Pierwsze skojarzenie to Ken Kessey i jego "Lot nad kukułczym gniazdem". Każdy kto czytał (jest ktoś kto nie??) wie, że książka jest świetna i poruszająca. Ale jest jeszcze genialny film Formana z najlepszą rolą Nicholsona. I jest sztuka teatralna, którą widziałam jeszcze w LO, wystawiana w Teatrze Nowym w Poznaniu.
Kolejność poznawania była taka: sztuka, książka, film.
Najbardziej poruszyła mnie sztuka, potem film, na końcu dopiero książka. Mogę więc odpowiedzieć, że ja znam adaptacje lepsze od pierwowzoru.

michalina
01-16-2009, 14:51
Zdecydowanie "Czekolada", a także "Pod słońcem Toskanii" lepsze jako film niż powieść, z polskiej literatury jakoś nieźle ogląda mi się "Noce i dnie" a książki nie trawiłam w ogóle. Podobnie "Nad Niemnem".

Tom z Sopotu
01-16-2009, 18:07
Akurat w przypadku "Lotu nad kukułczym gnizadem" i ksiażka, i adaptacja wydają mi się porównywalne jakościowo, nie umiałbym ocenić, że jedno z nich jest lepsze od drugiego. Zresztą, adaptacja jest bardzo wierna oryginałowi, co nieczęste. Ale mam przykłady adaptacji lepszych od książek.
"Imię róży". Oczywiście, film wymagał pewnych uproszczeń, dokonano nawet zmian w fabule, ale książka mnie zmęczyła. Przez tę całą niepomierną erudycję Eco, czytało mi się to mozolnie, historyczne i religioznawcze dygresje odciągały uwagę zbyt daleko od osi fabularnej, wątki się przez to rwą i gmatwają niepotrzebnie, a pamięć czytelnika nie nadąża z przetwarzaniem danych. Natomiast film, odzierając to co naprawdę istotne ze zbędnej nadbudowy, przy wszystkich swoich wadach, pozostaje dziełem znakomitym, które po raz piętnasty jestem dziś w stanie oglądać z przyjemnością.
"Władca pierścieni". Żadna książka mnie tak nie wkurzyła, żadna! Dobrnąłem do końca, nienawidząc jej coraz bardziej, tylko dlatego, że uważam, iż z klasyką i ikonami popkultury należy być na bieżąco, choćby po to, żeby rozumieć odniesienia w innych ksiązkach, filmach itd. A we "Władcy" mamy postaci, które zachowują się w sposób irytujący, do których zresztą autor ma subiektywny stosunek, nadając im cechy pozytywne lub negatywne nieadekwatnie do ich czynów, kretyńskie piosenki dla dzieci na siłę wtłoczone w akcję, ewidentne błędy w rysowaniu fabuły, niepotrzebne wątki, nielogicznie i niekonsekwentnie poprowadzone losy bohaterów, całkowicie zbędne postaci, nudne opisy, raz dłużyzny, innym razem bezsensowne przeskoki, drętwe dialogi, styl pisania pozbawiony lotności i co najgorsze, autor masturbujący się tworzeniem kolejnych, dramaturgicznie nieistotnych warstw świata przedstawionego. Film pozbywa się większości (nie wszystkich) tych wad, co wychodzi całej historii na lepsze, jest bardziej spójna, mniej się rozłazi.
I może jeszcze przykład z kategorii dzieł o mniejszym ciężarze gatunkowym: "Polowanie na Czerwony Październik". Tak samo, film pozbywa się większości wad książki, np. pomija antyrosyjskie fobie i stereotypy, których mnóstwo nawciskał do swej książki Clancy. A i jeszcze - niedawno kupiłem sobie w antykwariacie coś lekkiego na podróż. Z racji moich dziecięcych zainteresowań, wybór padł na "Park jurajski". Film jest wyraźnie lepszy, jeśli chodzi o konstrukcję fabuły (chodzi o część pierwszą).
Ach i jeszcze jedno - ale tutaj naprawdę nie jestem pewien. "Pachnidło". Książka podobała mi się, film zaś bardzo mi się podobał. Różnice fabularne są spore, zwłaszcza liczne detale są odmienne, ale kto wie, czy to też na korzyść filmu nie przemawia. Więcej jest w nim konsekwencji i porządku. Chociaż z drugiej strony, adaptacja traci wiele smaczków z powieści. Sam nie wiem. Na pewno jednak nie zgodzę się z twierdzeniem, że film jest od książki gorszy.

Ale, tak poza tym, to ten temat powinien się chyba znaleźć w innym dziale - co to ma wspólnego z tłumaczeniami literackimi?

solenero
01-17-2009, 14:49
Ale, tak poza tym, to ten temat powinien się chyba znaleźć w innym dziale - co to ma wspólnego z tłumaczeniami literackimi?

Może Ksawonowi chodziło o przetłumaczenie języka książki na język filmu:)? Potraktujmy to metaforycznie.

NoOne3
01-17-2009, 18:03
Podzielam twoje nastawienie co do "Władcy..." chociaż nie uważam go za film idealny (na przykład nie udało się uniknąć hollywoodzkiego "humoru filmów akcji", oraz różnych kwiatków techniczno-wizualnych). Książkę przeczytałem raz, z zapartym tchem, ale po lekturze stwierdziłem, że "nigdy więcej". Obietnicę złamałem dopiero jak wpadło mi w ręce nieco szmatławe wydanie oryginału (z fotosami z filmu na okładce), wtedy przemogłem się żeby dowiedzieć się "jak to wszystko brzmiało naprawdę".

"Parku Jurajskiego" nie czytałem, ale "I.T." w wersji filmowej był familijny, natomiast w książkowej ciężkostrawny. Tutaj też obcięcie szczegółów i otoczki głównego wątku wyszło fabule na dobre.

Mufka
01-17-2009, 20:33
Z Tolkienem mam podobne odczucia. Kumple się zaczytywali, więc aby wiedzieć o czym mówią z trudem przebrnęłam przez lekturę trylogii i ja :(. Co innego film, byłam pod wrażeniem (nie tylko dlatego, że grał tam Viggo:D) - !
A z filmów lepszych od lit. pierwowzorów - "Smażone zielone pomidory" bardziej mi się podobały na ekranie.

adam
01-18-2009, 12:28
Głupie, ale... "Czterej pancerni i pies" ;)

NoOne3
01-18-2009, 13:08
Czemu od razu głupie. Byle nie uważać filmu za źródło rzetelnej wiedzy.

Swoją drogą szukałem ostatnio Przymanowskiego i zdaje się że biblioteki (sprawdzałem w dwóch osiedlowych) nie przyznają się do jego prozy.

aina
01-21-2009, 13:37
Wracając do tematu...
Dla mnie taką adaptacją są "Wyznania Gejszy". Co prawda długi film, ale...
Książkę czytałam w oryginalne, naprawdę z zapartym tchem i wydaje mi się, że film nie tylko nie zubożył książki, a może nawet ją wzbogacił. Powiedziałabym, że wzajemnie się uzupełniają :)

magda.d
01-21-2009, 13:59
Wszystko zalezy od wizji reżysera i sposobu adaptacji ksiązki. Ciekawie jest, gdy ekranizacja nas nieco zaskakuje i pozwala spojrzeć na dzieło z nieco innego punktu widzenia.

jadwiga
01-21-2009, 15:44
Wszystko zalezy od wizji reżysera i sposobu adaptacji ksiązki. Ciekawie jest, gdy ekranizacja nas nieco zaskakuje i pozwala spojrzeć na dzieło z nieco innego punktu widzenia.

Tak...w ten oto sposób zaskoczyła mnie adaptacja "Samotności w sieci"... Dziękowałam Opatrzności, że książkę czytałam przed filmem, bo zakończenie filmu nieco mnie wkurzyło...

NoOne3
01-21-2009, 15:47
A w kwestii "Wyznań" bym się wtrącił, ale książki nie czytałem, więc nie mogę porównywać. Film jednakże wydał mi się skrajnie niejapoński, głównie zdaje się przez grę aktorską (obsada!). Pewnie za dużo się naoglądałem Kurosawy i innych japońskich reżyserów. "Zawieście czerwone latarnie" było jakieś takie, spójniejsze...

Edit:
No i nic dziwnego, "Czerwone latarnie" nie mówią nic o Japonii... ech... pamięć już szwankuje. Nie te lata...

ksawon
01-26-2009, 21:16
A trochę z innnej beczki, tzn. z drugiej strony, bo te Poterry mnie natchnęły - jakie filmy uważacie za sprofanowanie oryginału? Bo tu moim zdaniem dobrym przykładem jest każda z adaptacji Rowling. No i może jeszcze beznadziejna filmowa wersja "Opowieści z Narnii".

Tom z Sopotu
01-27-2009, 14:14
A trochę z innnej beczki, tzn. z drugiej strony, bo te Poterry mnie natchnęły - jakie filmy uważacie za sprofanowanie oryginału? Bo tu moim zdaniem dobrym przykładem jest każda z adaptacji Rowling. No i może jeszcze beznadziejna filmowa wersja "Opowieści z Narnii".

Profanacja wszechczasów: film "Wiedźmin". :)

Mufka
01-27-2009, 20:20
Może nie na taką skalę jak ww. "Wiedźmin" ale mnie rozczarował "Kod Leonarda da Vinci". I to już na etapie odtwórcy głównej roli.

mala_z_Aarhus
01-27-2009, 21:25
Co sądzicie o ekranizacjach filmów S.Kinga? Ja jakoś nie przepadam za jego proza - sadze, ze płacą mu od strony - ale filmy na podstawie jego książek często oglądam.
Jedynym wyjątkiem była książka "Komórka" (po ang. "The Cell"), chociaż i tu miałam ochotę na wycięcie ostatniego rozdziału. Czekam kto odważy się tę pozycję z dorobku Kinga sfilmować.

michalina
01-27-2009, 21:31
Może nie na taką skalę jak ww. "Wiedźmin" ale mnie rozczarował "Kod Leonarda da Vinci". I to już na etapie odtwórcy głównej roli.

Miałam to samo odczucie względem "Kodu". A już totalna beznadzieja to adaptacje trylogii Sienkiewicza.

Mufka
01-27-2009, 21:41
Co sadzicie o ekranizacjach filmow S.Kinga? Ja jakos nie przepadam za jego proza - sadze, ze placa mu od strony - ale filmy na podstawie jego ksiazek czesto ogladam.
Jedynym wyjatkiem byla ksiazka "Komorka" ( po ang. "The Cell"), chociaz i tu mialam ochote na wyciecie ostatniego rozdzialu. Czekam kto odwazy sie ta pozycje z dorobku Kinga sfilmowac.

Jak się nad tym zastanawiam, to wychodzi mi, że lepiej się Kinga ogląda niż czyta. "Skazani na Shawshank" był rewelacyjny, podobnie jak "Carrie", "Lśnienie" czy "Misery". Może wynika to stąd, że proza Kinga miała szczeście zarówno do reżyserów (by wymienić B. De Palmę) po rewelacyjnych odtwórców głównych ról - Spacek, Nicholson, Robbins, Bates).

NoOne3
01-28-2009, 00:07
Pottery? Nic nie mam do filmowych Potterów. Raz, że chociaż serię lubię i mam nawet komplet po ichniemu, to nie uważam, żeby to było arcydzieło, ani żeby ekranizacje były jakimiś szczególnymi profanacjami. Zwłaszcza trzecia była według mnie całkiem przyjemna.

Narnia? No tu już trudniej, ale też nie uważam książki za arcydzieło. Dla dzieci trochę przyciężkawa, dla dorosłych z lekka nudna. Nigdy nie potrafiłem się nią rozkoszować, była Tolkienem mojego dzieciństwa. Film uważam za nietragiczny, i tyle.

Kod Leonarda? Łoj, film zakrawający na gniota, a książce nie dałem rady, pewnie dlatego, że wziąłem się za nią po obejrzeniu filmu. Trochę nie moja filiżanka herbaty.
Trylogia? Czytałem ją dawno, ale całą, nie z przymusu, a i filmy oglądałem bez wstrętu... oprócz ostatniej produkcji. "Ogniem i mieczem" był najsłabszy i wyłaziły z niego różne mankamenty obecnego polskiego "wielkiego kina" (świeć Panie nad jego duszą). Ale powtarzany co wakacje Potop i Pan Wołodyjowski to pozycje w mojej rodzinie znane i lubiane, podobnie jak Krzyżacy Forda.

Co do Kinga, to wiem o czym mówisz, Mała, ale nie odbieram tego jako interesowność. Nie jestem maniakiem znającym na pamięć wszystko co wydał, ale podoba mi się to co robi, ot bawi się konwencjami w zakresie swojej własnej formy (doszło nawet do tego, że rozpoznałem jego rękę w jednym filmie, i jednym opowiadaniu, które wyszło spod jego ręki, nie znając wcześniej autora). Lubię te jego zabawy, a filmy zazwyczaj wydają mi się po prostu inne. Punkt widzenia nie jest już do końca taki Kingowski, ale z tego co oglądałem większość była strawna, albo nawet dobra (Lśnienie z Nicholsonem było genialne, nawet jeśli nie trzymało się punktu widzenia książki).

Wiedźmin... BUAHAHAHA ! ! !
Kamień milowy polskiej kinematografii :D Planuję w wakacje zrobić w któryś weekend "Maraton płycizny" i obejrzeć go z kumplami jeszcze raz (serial). Po prostu polskie kino klasy B. Powinni go z napisami wysłać do Tarantino, z pozdrowieniami z dalekiego wschodu :P.
Naprawdę, ten film, bijący dodatkowo sam siebie w wersji serialowej, bo dłuższy, przechodzi przez "zły" na wylot i wychodzi z drugiej strony. Obowiązkowy dla wszystkich wielbicieli Sagi z poczuciem humoru.

szerlok
01-28-2009, 13:37
Co sadzicie o ekranizacjach filmow S.Kinga? Ja jakos nie przepadam za jego proza - sadze, ze placa mu od strony - ale filmy na podstawie jego ksiazek czesto ogladam.
Jedynym wyjatkiem byla ksiazka "Komorka" ( po ang. "The Cell"), chociaz i tu mialam ochote na wyciecie ostatniego rozdzialu. Czekam kto odwazy sie ta pozycje z dorobku Kinga sfilmowac.

Znalazłem ranking ekranizacji Kinga:
http://www.popcorner.pl/popcorner/1,81588,4645322.html

Tom z Sopotu
01-28-2009, 14:19
Znalazłem ranking ekranizacji Kinga:
http://www.popcorner.pl/popcorner/1,81588,4645322.html

Miałbym sporo zastrzeżeń do kolejności i zawartości tej dziesiątki, ale każdy może mieć swoje oceny.

Notabene, sam King ponoć nie był zadowolony z kubrickowskiej adaptacji "Lśnienia" - później powstała kolejna ekranizacja, ponoć bardziej odpowiadająca wizji pisarza, acz jakoś nie mam ochoty jej obejrzeć.

daphne
01-28-2009, 15:50
Cóż, ranking jest subiektywny - mam np. zupełnie odmienne zdanie nt. "Lśnienia" - nie wiem dlaczego autor rankingu uznał film za słaby i nudny. A poza tym paru filmów mi tu brakuje.

solenero
01-31-2009, 18:59
Świetnie mi się czytało wszystko, co napisał Denis Lehane. Nie zawiodłam się też na żadnej z ekranizacji jego powieści, aż do słabej "Gdzie jesteś Amando" (Gone baby gone).

michalina
01-31-2009, 21:20
Świetnie mi się czytało wszystko, co napisał Denis Lehane. Nie zawiodłam się też na żadnej z ekranizacji jego powieści, aż do słabej "Gdzie jesteś Amando" (Gone baby gone).

Nie, no tytuł przetłumaczyli "wiernie"...

mala_z_Aarhus
01-31-2009, 22:01
Obejrzałam The Mist... Straciłam około 2 godz. ze swojego życia. Ale to pewnie mniej niż w przypadku książki.

Czy w każdej książce S.Kinga występują następujące elementy: złowroga armia amerykańska, która bardzo nieudolnie przeprowadza eksperymenty, obsesja religijna (najczęściej występuje u kobiet), ojciec chroniący dziecko (Bóg zapłać, ze mamy do wyboru dwie płcie, wiec syn lub córka) itd.

NoOne3
02-01-2009, 02:43
Eee, film rzeczywiście jakiś taki przetegowany był. I za długi, i za dosłowny, i zhollywoodzony za bardzo, ale w formie opowiadania "Mist" mi się podobał, zwłaszcza że był to tylko fragment zbioru dłuższych i krótszych "horrorków". Armia tam była ledwie wspomniana i to zaledwie w domysłach, obsesja religijna rzeczywiście, jako antagonista pojawia się u Kinga, choć na pewno nie zawsze, a i ojciec, lub analogiczna figura występuje w różnych wariantach, ot specyfika Kingowskiej sztampy. Ja go za to lubię. Bo póki co za każdym razem budując fabułę na takich samych postaciach zawsze potrafi mnie czymś zaskoczyć i to w najmniej spodziewanym miejscu (pamiętam, jak się rozczarowałem w połowie "The Stand" myśląc, że autor zdradził zakończenie, a potem na koniec się okazało, że to była podpucha, bo choć rzeczywiście zdradził, to czytelnik pomyślał z miejsca zupełnie co innego niż miało się okazać).
Ostatnie "Kingi" na srebrnym ekranie były zdecydowanie nieszczególne. "1408" i "Mist" zawiodły moim zdaniem na całej linii.

Tom z Sopotu
02-01-2009, 03:35
Obejrzalam The Mist....Stracilam okolo 2 godz. ze swojego zycia. Ale to pewnie mniej niz w przypadku ksiazki.

Czy w kazdej ksiazce S.Kinga wystepuja nastepujace elementy: zlowroga armia amerykanska, ktora bardzo nieudolnie przeprowadza eksperymenty, obsesja religijna (najczesciej wystepuje u kobiet), ojciec chroniacy dziecko (Bog zaplac, ze mamy do wyboru dwie plcie, wiec syn lub corka) itd.

No słuchajcie - obejrzałem ten film i wkurzałem się przez 95% czasu, że taki banał. Ale ostatnie sekwencje (odkąd Lisa Gerrard zaczyna śpiewać), wizualnie i dramaturgicznie mnie powaliły. Zmęczeni całością tego gniota, wraz z moją życiową partnerką na koniec przyznaliśmy, że warto było wytrwać to półtorej godziny bez mała, żeby taką końcówkę zobaczyć. Ten film jest w 5 procentach perfekcyjny - w swoich ostatnich 5. ;)

mala_z_Aarhus
02-01-2009, 10:54
Obejrzałam wczoraj "Gone Baby Gone". W Danii większości tytułów angielskojęzycznych filmów się nie tłumaczy, no oprócz animacji, ale i to nie jest pewne.
Tak się zaczęłam zastanawiać, a jak przetłumaczyć ten tytuł filmu, aby wiernie oddać sens? "Gdzie jesteś Amando?" nie wydaje się być taki najgorszy, choć osłabia wymowę filmu, bo wielu bohaterów traci swój "baby".
Jakieś propozycje?

eufrozyne
09-06-2011, 20:58
"Fight Club" i obecnie przeze mnie czytane "Requiem dla snu". Najpierw widziałam filmy, potem dopiero dorwałam się do książek, ale są to utwory z tak fantastycznymi zdjęciami i ogólnym klimatem, że robią na mnie o wiele większe wrażenie niż książki. No i przynajmniej w przypadku "Requiem..." język jest prostszy, bez zbędnych udziwnień i nowomowy. Tu dużą zasługę ma tłumacz napisów, które są nieporównywalnie lepsze niż to co mam w książce.

legowisko
09-06-2011, 21:47
Jak już ktoś dużo wcześniej wymienił - "Władca Pierścieni" rzeczywiście się udał. Książka była dobra, bardzo dobra, ale nie taka łatwa do czytania, trochę się męczyłam z przebrnięciem przez nią. A film był właśnie taki oglądywalny i dość przystępny. Odbiło się to nieco na podobieństwie do oryginału, trzeba było opuścić albo spłycić parę wątków, ale myślę, że nic złego się przez to nie stało.

Aga12
09-06-2011, 23:00
Czy zauważyliście, że z reguły jest tak, że trudno prześcignąć oryginał i często fabuła świetnej książki traci po przełożeniu na język filmu? Rzadko się mówi, że film był lepszy od książki, dużo częściej słyszymy, że nie dorównywał. Moje pytanie brzmi - czy możecie wymienić adaptacje (np. filmowe właśnie), które bardziej Wam się podobały, niż książka na podstawie której powstały?

Wiele hałasu o nic, cudowna ekranizacja Kennetha Branagha sztuki Szekspira. ( W przeciwieństwie do okropnej ekranizacji Zemsty przez Wajdę ( jak z pełnej życia sztuki można było zrobić takie ponuractwo)

julia_m
09-07-2011, 11:22
"Smażone zielone pomidory" rzeczywiście były lepsze w wersji filmowej
"Imię róży" - i książka, i film robią duże wrażenie
"Władca pierścieni" - kocham tę książkę, ale film także wyszedł dobry, nie ma się co czepiać, jak mam zły dzień to jest idealny do obejrzenia, zagłębienia się w hobbicką rzeczywistość i poprawienia sobie humoru :)
"Wiedźmin" - bez komentarza... W wersji książkowej to przeciętne czytadło (wiem, że wiele osób się oburzy i mnie zje, ale w ogóle mnie Sapkowski nie rusza...), a film... żenada
"Lot nad kukułczym gniazdem" - najpierw czytałam książkę, później widziałam film i tak jak w przypadku "Imienia róży" obie wersje akceptuję ;)

A z takich lżejszych rzeczy np. "Dziennik Bridget Jones" - książka jak dla mnie raczej nudna, przekartkowałam ją, film zabawny głównie dzięki Renée Zellweger i jej zmaganiom z mężczyznami, jedzeniem i papierosami ;)

Teraz zbieram się żeby obejrzeć rosyjski serial "Mistrz i Małgorzata", trochę się boję, bo ta książka to książka mojego życia... Jak już przebrnę przez 10 h filmu, dam znać co sądzę. No chyba że ktoś widział i poleca lub odradza???

kasiabz
09-07-2011, 23:03
Ja traktuje adaptacje filmowe jako zupełnie odrębne 'teksty'. Tak, powstają na bazie książek, ale nie mogą być im wierne, gdyż zupełnie zmienia się sposób i forma przekazu ( z pisanego na wizualny). Film wymaga zmian, nie da się tego uniknąć. To, że tak często adaptacje są krytykowane, jest pewnego rodzaju ignorancją tego faktu. Zgadzam się, są próby lepsze i gorsze w oddaniu utworów i opinie swoją można mieć, ale warto wziąć pod uwagę, dlaczego tak się dzieje.
Interesujące pytanie z tym, kiedy adaptacja wywołuje lepsze wrażenie..
Nie przychodzi mi do głowy film, który by znacznie większe wrażenie wywołał na mnie niż książka, choć pewnie takie były, ale mam porównywalne odczucia co do dwóch utworów.
Zupełnie nie zawiodła mnie adaptacja Dumy i Uprzedzenia na potrzeby BBC (6-odcinkowy serial). Wiadomo, że troszkę różni się od oryginału, ale wydaje mi się, że wdzięcznie oddaje utwór, gra aktorska jest dobra i jednak dużo wątków z powieści, jako że to taki mini serial :)
I kolejna moja ulubiona książka Mechaniczna pomarańcza - film Kubrick'a równie pozytywnie mnie 'rozwala' jak książka choć może troszkę inny jest jego wymiar.

leva
09-08-2011, 00:03
Jeśli chodzi o 'Władcę Pierścieni', to dołączam do grona fanów zarówno książki jak i filmu :)

Uważam również, że lepiej traktować książki i ich adaptacje jak oddzielne kategorie estetyczne. Wiadomo, że kiedy czytamy i oglądamy odbieramy bodźce zupełnie innymi zmysłami i musimy to wziąć pod uwagę oceniając, jak również to, czy czytamy najpierw książkę, czy oglądamy film. Każde z nich ma za zadanie spełniać inne oczekiwania, więc to chyba dobrze, że zazwyczaj się różnią... Ogólnie jestem jednak zdania, że książki mają za zadanie przetransportować czytelnika w zupełnie inny świat, więc to, co czasem wydaje się przydługie i niepotrzebne, tak naprawdę jest niezbędne do stworzenia klimatu - mam wrażenie, że tak było np. zarówno we 'Władcy Pierścieni', jak i w 'Imieniu róży'.

Na szczęście są takie książki, których filmowe wersje były równie dobre, np. "Ojciec chrzestny". Marlon Brando, Al Pacino pokazali kunszt równy Mario Puzo, tylko w ich dziedzinie. Jak dla mnie nic dodać nic ująć.

A, i co ciekawe, 2 część "Ojca chrzestnego" ("Godfather Returnes") jako film była równie dobra jak pierwsza (moim skromnym zdaniem) jednak książka - napisana już nie przez Puzo - wypadła słabieńko... Prawdopodobnie dlatego, że napisana była na podstawie filmu.

Joli
09-11-2011, 22:01
Nieśmiało podejmę jeszcze temat tak zw. klasyki:) Z adaptacji ogromne wrażenie zrobiła na mnie adaptacja "Oniegina" w reżyserii Marthy Fiennes i "Hamlet" w reżyserii Kennetha Branagha. A przy okazji adaptacji Szekspira jestem ciekawa, która adaptacja Wam najbardziej przypadała do gustu?

gokuba
09-12-2011, 14:01
Cóż, wydaje mi się, że dzieje się tak dlatego, że czytając książkę mamy więcej do powiedzenia (wyobrażenia), jeśli chodzi o dany utwór różnie możemy go odbierać. Ekranizacje przedstawiają nam punkt widzenia reżysera, który może nam niekoniecznie odpowiadać.
Moim wyjątkiem potwierdzającym regułę jest "Kariera Nikodema Dyzmy" Dołęgi-Mostowicza wraz ze wspaniałą rolą Romana Wilhelmiego, od dziecka uwielbiam tą książkę, a mimo tego serial w pewien sposób ją przewyższa. Wielce zawiodłem się natomiast Czarkiem Pazurą i jego "NIKOSIEM".

leva
09-26-2011, 15:28
Z Tolkienem mam podobne odczucia. Kumple się zaczytywali, więc aby wiedzieć o czym mówią z trudem przebrnęłam przez lekturę trylogii i ja :(. Co innego film, byłam pod wrażeniem (nie tylko dlatego, że grał tam Viggo:D) - !
A z filmów lepszych od lit. pierwowzorów - "Smażone zielone pomidory" bardziej mi się podobały na ekranie.

Muszę przyznać, że ten wątek zainspirował mnie do obejrzenia i przeczytania "Smażonych zielonych pomidorów" i zgadzam się, że film jest świetny, a książka - jestem aktualnie jakoś w połowie - niestety tylko dobra. Może na moje odczucia ma wpływ fakt, że najpierw widziałam film, ale książka choć jest fajna, to nie porywa.

bravenewworld
12-07-2011, 16:42
Wracając do Kinga, "Lśnienie" w reżyserii S. Kubricka. Przez książkę udało mi się przebrnąć, ale historia w niej opisana nie wzbudziła mego zainteresowania. King, jako mistrz poruszania struny wyobraźni, powinien był się bardziej postarać. Jeśli chodzi o adaptacje filmowe, które są lepsze od książek, polecam "Godziny", "Wyspę tajemnic", "Brick Lane" oraz "Sylvię". W przypadku ostatniej ekranizacji, mówimy o zbiorze książek, które posłużyły do stworzenia tego wyjątkowego filmu. Być może to kwestia wyobraźni bądź jej braku, ale te obrazy przemawiają do mnie o wiele głośniej niż książki. Jeśli chodzi o "Brick Lane", trzeba pokusić się o wersję oryginalną. Ten film ukazuje odmienną kulturę słyszalną w akcencie bohaterów i widzialną w ich sposobie zachowania oraz w ubiorze. Wyobcowanie imigrantów w nowym środowisku potęguje właśnie siła obrazu i dźwięku.

Agasmarz
12-07-2011, 17:39
"Podziemny krąg" Chucka Palahniuka podobał mi się o wiele bardziej w filmowej adaptacji Davida Finchera. Film ma w sobie dużo lekkości i humoru. Książka jest toporna, ciągnięta na tą samą nutę. I jeszcze przykład z dzieciństwa: "Awanturę o Basię" (zarówno wersję starą i nową) można było oglądać non stop, książkę w podstawówce ciężko było przełknąć.

Aglarwen
12-07-2011, 18:05
Ja za to załamuję ręce nad kolejnymi "adaptacjami" takich klasyków jak "Trzej Muszkieterowie" czy "Hrabia Monte Christo". Co kilkanaście lat serwuje się nam nową wariację na temat przygód dzielnych Francuzów - chociażby tegoroczną, z latającymi statkami (litości!), dziwacznymi intrygami - d'Artagnan mający romans z królową i jako ojciec książąt (to akurat wersja z 1998 roku). Naprawdę, biedny pan Dumas musi się przewracać w grobie. ;)

karooola
12-13-2011, 14:27
Ja nie byłam w stanie przebrnąć przez książkę "Milczenie owiec"... Nudziła mnie niesamowicie i nie dotrwałam do końca. Natomiast film to co innego. Wracam do niego do tej pory:)

Arienette
12-17-2011, 17:36
Jak dla mnie "Wywiad z wampirem" to świetny przykład adaptacji filmowej, która o niebo przewyższa książkę. Film widziałam przed przeczytaniem książki, ale nie sądzę, żeby to wpłynęło jakoś na moją ocenę. Książka była mocno taka sobie.
Ktoś jeszcze wspominał tu o "Pachnidle". O ile książka nawet mi się podobała, to film zdecydowanie bardziej przypadł mi do gustu.

Iverling
11-17-2012, 17:48
"Opowieści z Narnii" trzeba czytać w dzieciństwie, ja zabrałam się za to na studiach, pod wpływem filmów... no i nie wchodzi, nudne i namolne... filmy lepsze.
Dodam jeszcze, że pierwszy film z niesławnej sagi "Zmierzch" też jest lepszy niż książka, bo zajmuje się tym, co w tej historii kluczowe... abstrahując do tego, że historia jest skopana:)
Co do porażek: "Złoty kompas" na podstawie powieści Pullmana. Książka świetna, film taki sobie.

kazan
11-17-2012, 19:34
Kiedyś trafiłem w bibliotece na książkę "Indiana Jones i Świątynia Zagłady". Od razu ją wypożyczyłem bo w tamtym okresie byłem zachwycony całą filmową wersją. Okazało się, że książka to straszna kicha. Obawiam się jednak, że w tym przypadku najpierw powstał film a potem ktoś napisał książkę. Efekt bardzo mizerny.

gosiawnuk
11-19-2012, 11:30
Przykłady filmów, według mojej oceny, dorównujących literackim wzorom: "Kanał", "Eroica", "Młodego warszawiaka zapiski z urodzin", "Pułkownik Kwiatkowski". Oczywiście ogromna tu zasługa współpracy reżyserów z autorem tekstów Jerzym Stefanem Stawińskim.

KarolinaT
12-07-2012, 18:11
Mnie się bardzo podobały adaptacje dwóch pozycji literatury brytyjskiej: "Orlando" (Virginia Woolf) y "Atonement" (Ian McEwan), czyli po polsku "Pokusa". Ciekawe jest to, jak reżyserzy radzą sobie z nowelami, które są trudne do "przełożenia" na ekran. W wypadku "Orlando" dzieje się tak dlatego, że nie ma chronologii wydarzeń, główna postać podróżuje w czasie i przestrzeni. "Atonement" natomiast napisany jest z punktu widzenia 13-tki, która okazuje się być mało wiarygodnym narratorem. Zachęcam was do obejrzenia tych dwóch filmów i przyjrzeniu się jak te kwestie zostały w nich rozwiązane.

Daeron
12-07-2012, 19:24
Nieco tylko wyżej od książkowego "Fight Clubu" Palahniuka stawiam jego filmową adaptację, choć może to być spowodowane tym, że z powieścią zapoznałem się już po obejrzeniu filmu oraz tym, że z trudnością przychodzi mi krytyka Finchera.
Za to zaadaptowane przez BBC powieści o inspektorze Wallanderze biją na głowę literackie pierwowzory autorstwa Henninga Mankella. Styl Szweda jest suchy, ciężki i męczący, akcja ciągnie się niemiłosiernie, a przedstawiana przez niego rzeczywistość szara i przytłaczająca. Tymczasem mini-serial jest przepięknie sfilmowany (nie tracąc jednocześnie ponurego ducha powieści), muzyka potrafi zagrać na emocjach, zaś Kenneth Branagh nadaje swojej postaci nieco głębi, melancholii, autentycznego niezrozumienia otaczającego go świata. Choć niektórzy mogą stwierdzić, że po prostu "hamletyzuje".

UnflinchingMan
12-08-2012, 13:24
'The Social Network' jest doskonałym filmem, a przeczytanie książki 'Accidental Billionaires' Bena Mezricha (również doskonałej) pozwala jednak docenić film jeszcze bardziej - szczególnie pracę scenarzysty Aarona Sorkina. Tak jak często irytują mnie zmiany, jakie scenarzysta poczynił względem oryginału, tak tutaj byłem pełen podziwu dla pracy, jaką wykonał Sorkin, aby stworzyć taką perełkę i zamknąć ją w dwóch godzinach.

minnaloushe
12-08-2012, 18:49
Podobało mi się tylko adaptacja "Miejsca bez granic" Jose Donoso.

Toolek
12-19-2012, 22:19
Jako młody chłopak dużo czytałem rożnego rodzaju literatury. Pamiętam jak przeczytałem "Władcę Pierścieni", który zrobił na mnie ogromne wrażenie. Parę lat później dowiedziałem się, że Amerykanie zamierzają sfilmować dzieło i na cale szczęście nie zawiodłem się. Moje wyobrażenia z książki znalazły odzwierciedlenie na ekranie, także bywa, ze adaptacje dorównują dziełu. A w druga stronę, przeczytałem książkę "Dzieci z dworca ZOO" - książka która robi wrażenie, gdyż przedstawia mroczny świat ulicy. Postanowiłem obejrzeć film na podstawie książki, niestety to nie to samo, nuda, nie było tych emocji jakie przezywa się w trakcie czytania książki. A na sam koniec, czy ktoś czytał Irwina Welsha i jego "Trainspotting" - książka dobra, ale czy ktoś widział adaptacje filmowa? Jak dla mnie film - arcydzieło. Widziałem go już pewnie z kilkanaście razy i dalej mogę oglądać, to jest dopiero genialna adaptacja. Tak że odpowiadając na pytanie: bywają adaptacje słabe, dobre i bardzo dobre, wszystko zależy od twórców.

Lonai
12-19-2012, 22:57
Baaardzo rzadko zdarza się, że film podoba mi się bardziej niż książka. Niemniej parę razy się zdarzyło, że dorównywał:
* "Pachnidło"
* "Władca Pierścieni" - czytałam z zainteresowaniem, ale niestety nie jest to książka, do której się wraca. Co innego film...

Na pewno jedna adaptacja filmowa podobała mi się znacznie bardziej niż książka: "Anioły i demony". Trzymający w napięciu, dużo akcji, a przede wszystkim pominięto niektóre "naciągane"(delikatnie mówiąc) elementy fabuły. Nie zrażajcie się "Kodem", "Anioły" warto obejrzeć.

DDorota
12-10-2015, 10:38
...Moje pytanie brzmi - czy możecie wymienić adaptacje (np. filmowe właśnie), które bardziej Wam się podobały, niż książka, na podstawie której powstały?

Dla mnie filmowa wersja "Milczenia owiec" jest o wiele bardziej wciągająca niż sama powieść Thomas Harrisa.

justynawu
12-24-2015, 01:05
Moim zdaniem jest to możliwe, przykładem jest "Czekolada" i "Pod słońcem Toskanii".

kabanos
05-08-2016, 21:51
Mniw bardzo podoba się adaptacja serii powieści George'a R.R. Martina ,,Pieśń lodu i ognia". Serial "Gra o tron" robi teraz furorę zarówno u młodzieży jak i dorosłych. Ja na początku obejrzałam serial, później dopiero zaczęłam czytać książki. Dwie pierwsze części powieści bardzo dobrze odzwierciedlają fabułę w serialu, czytając książkę czasami odtwarzałam sobie w pamięci sceny z ekranizacji. Od 3 sezonu jednak serial już odchodzi od oryginału, wiele wątków zostaje pominiętych, a niektóre postacie tracą swój charakter, obecnie serial wybiega dalej niż książka, więc w sumie nie wiadomo co autor zrobi z tym fantem, czy napisze po swojemu, czy będzie opierał się na serialu. Mimo wszystko, dla mnie zarówno książka jak i serial są arcydziełami i z chęcią w wolnej chwili sięgam po jedno albo drugie.

papie
05-14-2016, 12:27
Film "If I stay" był zdecydowanie lepszy od jego książkowego oryginału. Sądzę tak dlatego, ponieważ w końcu mogłam ujrzeć i usłyszeć głos bohaterów. Dodatkowo, muzyka, która pojawiła się w filmowej adaptacji, ujęła mnie za serce. :)

Slawistka
05-17-2016, 21:38
Ja ostatnio trafiłam na film "Diuna" w reżyserii Davida Lyncha i muszę przyznać, że film zniechęcił mnie do sięgnięcia po książkę, której jeszcze nie czytałam. I nie, nie chodziło o mierne efekty specjalne, choć fakt, iż przy nich mechaniczny Yoda ze starszych części "Gwiezdnych wojen" zupełnie nie razi. Film jest zwyczajnie nudny, a jeśli akcja w książce też toczy się tak powoli, to chyba niewiele straciłam, nie czytając jej. ;)

Valgaaf
05-18-2016, 18:49
Ja ostatnio trafiłam na film "Diuna" w reżyserii Davida Lyncha i muszę przyznać, że film zniechęcił mnie do sięgnięcia po książkę, której jeszcze nie czytałam. I nie, nie chodziło o mierne efekty specjalne, choć fakt, iż przy nich mechaniczny Yoda ze starszych części "Gwiezdnych wojen" zupełnie nie razi. Film jest zwyczajnie nudny, a jeśli akcja w książce też toczy się tak powoli, to chyba niewiele straciłam, nie czytając jej. ;)

Niestety, "Diuna" Herberta jest bardzo ciężka do zekranizowania - za dużo płaszczyzn i wątków do przedstawienia: filozofia, psychologia, ekologia, akcja, romans, polityka, wojskowość. Jest to niesamowite dzieło, najprawdopodobniej porównywalne jedynie z WP. Bardzo żałuje, że "Silmarillion" nie doczeka się żadnej adaptacji; syn Tolkiena wkurzył sie o WP i Hobbita i zapowiedział, że nie sprzeda już żadnych praw do twórczości ojca, a szkoda, bo gdyby zrobić coś w stylu serialu jak "Gra o tron", to zmiotłoby konkurencję. Jeśli chodzi o nieudane adaptacje, to "Eragon" był tragiczny - najgorzej wydane 19 zł w życiu

Agasto
06-06-2016, 12:45
Może nie przytoczę całego filmu ale przynajmniej fragment. Tak jak książki z serri "Harry Potter" podobają mi się generalnie bardziej niż filmy (chociaż filmy też są ok), to uważam, że scena końcowa w piątej części, w "Zakonie feniksa" była w filmie zrobiona genialnie, tzn. kiedy Harry został na chwilę opętany przez Voldemorta. Muszę przyznać, że gdy najpierw czytałam tę scenę w książce nie zrobiła ona na mnie absolutnie żadnego wrażenia, natomiast jeśli chodzi o film, jest to mój ulubiony fragment z całej serii.

RePe
09-11-2016, 14:16
Moim zdaniem "Kwiat pustyni" jest naprawdę dobrą adaptacją.

Rendaria544__
09-11-2016, 17:38
A mi przyjemnie się oglądało "Służące", po przeczytaniu książki. Wspaniały dobór aktorek, niczego nie zmieniłabym w tym filmie.

IzaJ
09-11-2016, 22:38
Jak do tej pory spotkałam się z tylko jednym filmem, który uznałabym za lepszy od książki- Władca Pierścieni: Drużyna Pierścienia. Moim zdaniem Jackson wyłowił z książki wszystko, co najlepsze, a mniej interesujące fragmenty wyciął, dzięki czemu cała opowieść dużo zyskała.

magzloc
09-17-2017, 12:38
Dla mnie chyba jedynym wyjątkiem od reguły, że książka zawsze jest lepsza niż jej ekranizacja jest Lśnienie. Książka była dość dobra, ale nie tak genialna jak film (a mówi to zagorzała fanka Kinga :) ). Ta ekranizacja jest dla mnie zniewalająca. Jack Nicholson jest niezastąpiony, a w połączeniu z całym klimatem tego filmu i tą estetyką... kocham.
I dodam chyba jeszcze Nędzników z 2012 roku. Victor Hugo jest jedyny w swoim rodzaju, ale film ten obejrzałam przed przeczytaniem książki i rozkochał mnie w sobie dużo bardziej. Możliwe, że przez piosenki i Eddiego Redmayne'a :D Lubię wszystkie ekranizacje tej powieści, ale wersja z 2012 była według mnie niesamowita.

AniaNowak
09-29-2017, 17:12
Najśmieszniejszą adaptacją, która zniesmaczyła moją mamę (fankę ,,Dumy i uprzedznia") jest ,,Duma i uprzedzenie i Zombie". Z mężem śmialiśmy się, że ten film łączy nasze odmienne gusta - moje do komedii romantycznych, jego do filmów o zombie:)

michalxstatic
09-29-2017, 19:11
Nie da się zekranizować książki na tyle dobrze, by film był choć w połowie tak dobry. Problemem jest czas, to w jaki sposób część rzeczy trzeba przedstawić (to co czytamy bardzo różni się od tego co widzimy). Jeśli już mówimy o jakkolwiek dobrej adaptacji to tylko w wypadku serialu, który zwyczajnie ma dużo czasu na rozłożenie książki na części i chociaż odrobinę odwzorowanie tego co czytaliśmy. Można jednak przytoczyć bardzo popularną "Game of Thrones" która pomimo, że przez większość czasu bazowała na książce to miała wiele rozbieżności i część zagorzałych fanów nie była zadowolona z ekranizacji.

MiSt22
10-01-2017, 22:23
Filmy są bardzo ograniczone czasowo, dlatego mało który w teorii nie dorównuje książce. Jeśli chodzi o film, który bardziej podobał mi się od książki to jest to "Skazani na Shawshank". Widać parę, a może i sporo różnic między książką a filmem ale jednak film jest takim majstersztykiem, że przebija to opowiadanie w mojej skromnej opinii.

darkagor
10-02-2017, 15:11
Most do Terabithi - film jest bardziej wzruszający :)

admil
10-02-2017, 20:05
Kiedyś byłam zdania, że film nigdy nie może być lepszy od książki. Jednak zmieniłam je gdy wzięłam się za lekturę książek Helen Fielding o Bridget Jones. Przeczytałam dwie części i muszę przyznać, że książka nie umywa się do filmu. Dużo uroku w filmie dodaje akcent głównej bohaterki i jej sposób bycia, który trudno sobie wyobrazić czytając książkę. Poza tym film został wzbogacony o zabawne sceny i wątki, których brakowało w książce.

KasiaGr
10-02-2017, 23:30
Mi bardzo podobała się ekranizacja "Pokuty" (Ian McEwan). Nie powiedziałabym, że film był lepszy od książki, ale dorównywał poziomem, a to i tak ogromna sztuka.

ulam
03-11-2018, 22:45
"Igrzyska śmierci: W pierścieniu ognia" - mimo, że książka była bardzo dobra, to film wstrząsnął mną dużo bardziej.

monikaamm
04-06-2018, 23:16
Może nie film, lecz serial - "13 Reasons Why" poruszyło mnie bardziej niż jego książkowy pierwowzór.

Abellanar
04-07-2018, 21:08
Ostatnio obejrzałam Solaris w reżyserii Andrieja Tarkowskiego i muszę przyznać film robi wrażenie....
Oczywiście książka ukochanego Lema jest mi ogromnie bliska - jedno z piękniejszych ujęć spotkania Człowieka z Nieznanym. Jednak film Tarkowskiego ma też niesamowity ładunek, wierny treści książki, ale piękne zdjęcia nadają mu jakiś poetycki wymiar. Podsumowując- i książke i film podziwiam.

karolajn92
04-15-2018, 21:59
Moim zdaniem filmowe adaptacje, jak "Dziewczyna z pociągu", "Zanim się pojawiłeś"czy "Gwiazd naszych wina" są tak samo dobre jak książki.

agatap
04-16-2018, 11:44
The Last Song

dariasoltan
09-02-2018, 19:06
"Nietykalni", ten film ma po prostu niesamowity klimat.

izabelapoz
09-02-2018, 19:34
Moim zdaniem filmowe adaptacje, jak "Dziewczyna z pociągu", "Zanim się pojawiłeś"czy "Gwiazd naszych wina" są tak samo dobre jak książki.

Co do "Dziewczyny z pociągu" się nie zgodzę - najpierw czytałam książkę i bardzo mnie wciągnęła. Zastosowano w niej ciekawą perspektywę i dobrze zarysowano główną bohaterkę. Oglądając film byłam dość rozczarowana, nie pasował mi wybór głównej bohaterki (inaczej ją sobie wyobrażałam) a kilka wątków zostało uproszczonych ;)
Nie podobała mi się też ekranizacja "Pachnidła"...książkę czytałam z zapartym tchem, mimo że były w niej czasem długie opisy. Film za to bardzo mnie irytował - główny bohater był odrażający i z trudem dotrwałam do końca :)

pantofel102
09-05-2018, 14:52
Jeśli chodzi o ekranizacje dzieł literackich które zdołały zachować zarówno klimat jak i treść oryginału warto wspomnieć o filmie "Of Mice and Men" na podstawie noweli Johna Steinbecka (John Malkovich mistrzowsko odegrał jedną z głównych ról). Byłam także pod wrażeniem rozwiązań zastosowanych w ekranizacji "As I Lay Dying" Faulknera, jako że książka to eksperymentalne dzieło modernistyczne, które wydawałoby się, ciężko przełożyć na formę filmową.

linfei
09-09-2018, 20:45
Rzeczywiscie niewiele jest takich filmow, ale zdarzaja sie. Dla mnie najlepszym przykladem jest Forrest Gump. Ksiazka byla, moim zdaniem, troche przekombinowana, dlatego uproszczenie fabuly w filmie wyszlo na dobre. Niezla adaptacja ksiazki jest tez serial "Big little lies". Co prawda w serialu dodano kilka pobocznych watkow, ale mimo to film oddawal klimat powiesci i trzymal poziom.

Iwona1986
09-10-2018, 01:24
„Psychoza” ( z kultową sceną pod prysznicem), „Mechaniczna pomarańcza” ( książka ze względu na swoją formę może być dla wielu czytelników trudna do przyswojenia), „Milczenie owiec” (niesamowita gra aktorska Anthony’ego Hopkinsa)...

koko007
09-10-2018, 12:44
Rzadko się zdarza, że i książka i film podobają mi się tak samo, ale jeśli chodzi o "Nie mów nikomu" Harlana Cobena, byłam wniebowzięta zarówno po przeczytaniu książki jak i po obejrzeniu filmu :) Polecam!

WhiskeyJack
09-16-2018, 20:51
Będę mało oryginalny, ale moją ulubioną ekranizacją jest "Władca Pierścieni", który uważam za co najmniej tak dobry jak książka. Film "Imię Róży" też jest rewelacyjny, niestety ksiazki nie czytałem więc nie mam porównania jak wypada na tle książki. Natomiast, jak dla mnie jedną z najgorszych jest ekranizacja "Gry Endera". Film kompletnie nie oddaje klimatu książki, napięcia i genielnych postaci, typowe Hollywódzkie spłycenie tematu do w sumie paru marnych efektów specjalnych i niespecjalnie trzymającej w napięciu akcji.

elak
09-17-2018, 12:01
Ja też uważam, że "Władcę pierścieni" i "Hobbita" ogląda się rewelacyjni, ale z czytaniem to różnie bywało

BangtanGirl
09-17-2018, 15:48
Rzeczywiście, książki zazwyczaj są o wiele, wiele lepsze od ich filmowych adaptacji. Jest naprawdę niewiele wyjątków w tej kwestii, co przyznaję z żalem, ponieważ większość moich ulubionych powieści przeniesionych na wielki ekran okazało się filmową beznadzieją i trudno się na nie patrzyło (mam tu głównie na myśli chociażby bestseller Cassandry Clare pt. "Miasto Kości", na której adaptacje czekałam od lat, a powstały na podstawie książek serial "Shadowhunters" wcale nie jest lepszy od filmu) :( Jeśli chodzi o adaptacje filmowe, które okazały się dla mnie lepsze od książki, to najważniejszym wyjątkiem w tej kwestii jest dla mnie film "Szkoła uczuć" z 2002 roku. To jest przykład adaptacji filmowej, która w 100% jest dla mnie lepsza od powieści, na bazie której powstała, czyli od "Jesiennej miłości" autorstwa Nicholasa Sparksa. Pewnie dostanę tutaj po głowie za to co teraz napiszę, ale uważam również, że adaptacja filmowa powieści Jane Austen pt. "Mansfield Park" (ta z 2007 roku) jest lepsza od książki.

mkruczek
09-17-2018, 17:28
Dla mnie zawsze najlepszym przykładem będzie Tolkien. Ja wiem, że przekład przekładowi nierówny, ale jednak... Wciąż uważam, że choć kreacja świata była genialna i należy się pisarzowi chapeau bas, że coś takiego stworzył, to jednak dla mnie to jest "nieczytable". A za ekranizacje... Trylogia to absolutne mistrzostwo, a Hobbit jest po prostu dobry, bo jednak bardzo, bardzo rozwleczony.

mw123
09-17-2018, 21:23
Mnie zachwyciły Lśnienie i Skazany na Shawsank. Książki były znakomite,a filmy zrobiły na mnie jeszcze większe wrażenie.

OlaChrapek
09-20-2018, 23:03
Stowarzyszenie Umarłych Poetów! Wiem, że to w ogóle trochę inna sytuacja, bo to książka powstała na podstawie filmu, ale obie wersje bardzo lubię i tak samo dobrze mi się czytało, co oglądało ;)
I jest jeszcze jeden film, który bardziej (minimalnie, ale jednak) spodobał mi się od książki - mianowicie japoński "Villain". W założeniu cała historia ma być przytłaczająca, dość powolna, budująca napięcie, dająca poczucie wszechogarniającego smutku, ale czytając książkę momentami miałam wrażenie, że wszystko jednak idzie trochę za wolno... Chociaż mimo to bardzo mi się podobała.

EPinkiewicz
09-21-2018, 01:23
Wydaje mi się że faktycznie nieczęsto zdarza się aby filmowa adaptacja była lepsza od książkowego oryginały, ale jeden taki przypadek zam - film Godziny w reżyserii Stephena Daldry był moim zdaniem dużo ciekawszy niż powieść Michaela Cunninghama.

Aleksandra333
09-21-2018, 11:27
Książki zazwyczaj są lepsze od filmów, fabuła w książkach jest szczegółowo opisana, jednak film ma trochę inne przeznaczenie. Nie wszystko w filmie jest możliwe do pokazania na tym samym poziomie. Przede wszystkim czas jest ograniczony, filmy trwałyby bardzo długo, gdyby miały dokładnie ekranizować wszystkie książki.

bolly_wood
09-22-2018, 12:48
,,Wichrowe Wzgórza'' lepiej mi się oglądało niż czytało - chodzi mi o wersję z Juliette Binoche.

paulina14
10-01-2018, 20:59
Mam taką teorię, że bardziej podoba mi się to, co widziałam/czytałam pierwsze. Tzn. jeśli najpierw obejrzę film, "przyzwyczajam" się do wizji i zazwyczaj trudno przestawić mi się na tę przedstawioną w książce. I vice versa.

"Poradnik pozytywnego myślenia" - film kocham, książkę już dużo mniej. Film widziałam wcześniej.
"Okruchy dnia" - książka była pierwsza. Film jej nie dorównał.

Przykłady można by mnożyć ;)

jjoshaa
10-06-2018, 20:48
Mam taką zasadę, że zawsze czytam książkę zanim obejrzę film. Mój zakres zainteresowań skupia się raczej na książkach z gatunku Young Adult, a więc filmy też były to raczej młodzieżowe. Udało mi się natknąć na jedynie dwa takie filmy, które były lepsze od swojego papierowego wzorca, a są nimi: "Perks of being a Wallflower" i "Catching Fire" - te filmy zrobiły na mnie zdecydowanie o wiele większe wrażenie niż same książki.

hyvyys
10-07-2018, 01:51
Mnie zachwyciła ekranizacja "Koloru purpury" i do dzisiaj jest to jeden z moich ulubionych filmów. Czytałem oryginał, jednym z jego uroków, czasem nieco utrudniających lekturę, było zastosowanie dialektu — narratorka jest czarnoskórą mieszkanką południowych Stanów na początku XX wieku. Film oczywiście ograniczył trochę ilość tego środka stylistycznego — w końcu oglądając, mamy mniej czasu na zastanowienie się, co właśnie ktoś powiedział, więc myślę że zabieg uzasadniony.

Z kolei ostatnio głośny w niektórych kręgach film "Twój Simon" zrobił na mnie jak najgorsze wrażenie. Oryginalna książka to w zasadzie powieść epistolarna, więc sam ten fakt utrudnia znacznie możliwość przeniesienia historii, w tym myśli i odczuć bohatera, na srebrny ekran. Ale pomijając ten fakt, twórcy zupełnie nie oddali klimatu książki, która była pełna emocji i rozterek okresu dojrzewania, a film to zlepek hipsterstwa, pyszałkowatości i udawania, że jest się cool. Narracja nie trzyma się kupy — nie wiedziałem zupełnie, co się dzieje na ekranie... ale może to kwestia tego, że miałem jakiś obraz zbudowany lekturą, i nie widząc jego realizacji na ekranie poczułem się zagubiony.

marcin84
10-10-2018, 22:54
Posłużę się serialem na podstawie książki. "Dexter" jest o wiele lepszy od swojego papierowego pierwowzoru.

nowicka.marta
10-11-2018, 17:16
Mi bardziej się podobała adaptacja "Władcy pierścieni", przez książki nie udało mi się przebrnąć. I jeszcze według mojego osobistego odczucia adaptacja "Harrego Pottera" :)