View Full Version : Stres
Piszę właśnie pracę z psychologii na temat stresu. Część pracy chciałbym poświęcić na stres związany z zawodem tłumacza, jako że jest to bardzo wymagający i wyczerpujący zawód. Zauważyłem, że niewiele można znaleźć w sieci materiałów dotyczących stresu związanego z wykonywaniem zawodu tłumacza ustnego. Przypadkiem znalazłem ciekawą pracę dotyczącą stresu w tłumaczeniu symultanicznym - oto link:
http://www.openstarts.units.it/dspace/bitstream/10077/2472/1/03.pdf
Co myślicie o rodzajach stresu, mechanizmach obronnych, i technikach radzenia sobie ze stresem podczas tłumaczenia symultanicznego? Może macie jakieś ciekawe doświadczenia z pracy?
O pracy tłumacza symultanicznego trochę już rozmawialiśmy w wątku
http://forum.mlingua.pl/showthread.php?t=46&highlight=symultaniczne
Może Ci się przyda?
tomek36, link który zamieściłeś jest dość dobrą syntezą tego, co dotyczy stresu w tłumaczeniu.
Osobiście byłabym w stanie powiedzieć więcej o stresie w tłumaczeniu konsekutywnym (w ramach specjalizacji translatorskiej mamy taki przedmiot i miałam też okazję tłumaczyć dla publiczności szerszej niż grupa uniwersytecka).
Wydaje mi się, że jeśli myśli się o stresie w pracy tłumacza ustnego trzeba rozważyć parę elementów:
1. ogólną wiedzę tłumacza (w tym znajomość języka, tematu, ogólnych realiów)
2. umiejętności (czyli jak radzić sobie ze słowami, których się nie zna, które wypadły z głowy, których się nie dosłyszało, etc. oraz pamięć, którą przecież należy ćwiczyć, a takze koncentracja)
3. no i stres....a w zasadzie te elementy zachowania tłumacza, które zdradzają stres (czyli język ciała, kontakt wzrokowy, etc.)
Im lepsze są pierwsze dwa elementy, tym stres mniejszy. Im lepiej tłumacz jest w stanie sobie z nimi poradzić, tym bardziej może pomyśleć o technikach opanowywania stresu.
Chyba nie jest to novum, że "praktyka czyni mistrza", więc liczy się doświadczenie i jeszcze raz doświadczenie.
Poza tym dodakowymi czynnikami stresogennymi (poza obawą "jak się wypadnie", czy się sprosta zadaniu) mogą być też czynniki zewnętrzne, takie jak: sposób prowadzenia dyskursu przez mówcę (logiczność jego wypowiedzi i język - wymowa, może znajomość konkretnego dialektu) lub też zakłócenia (szmery publiczności, elementy odwracające uwagę od wypowiedzi, utrudniające koncentrację)
No i na koniec odniosę się jeszcze do robienia notatek. Może wydawać się, że jak robi się notatki to reszta już jest łatwa. A w zasadzie bywa odwrotnie - nieumiejętnie zrobione notatki mogą utrudnić tłumaczenie, albo nawet uniemożliwić przekaz i jeszcze bardziej wzmóc stres! Trzeba wiedzieć co i jak notować.
Ostatnia uwaga to, że tłumaczenie ustne jest rodzajem performance'u. Trzeba przekazać wiadomość tak, aby być przekonywującym, a objawy stresu i niepewność tłumacza są sygnałem dla publiczności, że "coś jest nie tak".
salamandra
01-16-2009, 17:55
W zupełności zgadzam się z ainą. Tak jak ona nie mam doświadczenia w tłumaczeniu symultanicznym (trochę w konsekutywnym ale tylko w niewielkim zakresie), za to wpojono nam już co nieco teorii na ten temat.
Stres jest i sądzę, że będzie nieodłącznym towarzyszem tłumacza, ale jest to potwór, z którym można nauczyć się walczyć. Przede wszystkim liczy się tu wyćwiczenie pewnych technik niezwykle pomocnych podczas tłumaczenia a także redukujących stres. Myślę, że najwięcej nerwów dostarcza obawa przed popełnieniem błędu oraz przed 'zgubieniem' jakiejś treści. Wtedy przydają się techniki uproszczania składni, streszczania, opuszczania zbędnych treści a skupiania się na głównej myśli.
Dodatkowo niezwykle istotna jest wiele zdradzająca mowa ciała (może nie tyle podczas tłumaczenia symultanicznego, kiedy to tłumacze są raczej niewidoczni dla publiczności bo znajdują się w kabinach); należy nauczyć się panować głównie nad swoimi dłońmi (nie zaciskać nerwowo pięćci, nie wykonywać przesadnych gestów, nie dotykać swoich włosów, szyi czy nosa) oraz mimiką (nerwowy uśmiech, błądzący wzrok, wykrzywianie ust, kiwnięcie głową na znak zrozumienia tekstu). I mimo że wydaje się to być może trudne, to rzeczywiście jest możliwe.
Przydatne są też techniki prawidłowego i relaksacyjnego oddychania oraz rozluźnienie mięśni twarzy przed rozpoczęciem tłumaczenia.
Podam również przykład przytoczony przez pewną doświadczoną tłumaczkę. Podczas którejś konferencji wypadło jej tłumaczyć pana wyglądającego bardzo groźnie, co dodatkowo wzmagało jej stres. Zastosowała więc techikę nieocenioną także w wielu innych sytuacjach: wyobraziła go sobie w sytuacji, w której wyglądał śmiesznie i nie wzbudzał już lęku. Od tego momentu tłumaczenie szło jej dużo lepiej a na jej twarzy pojawił się dyskretny uśmiech :)
No a o tym, że istnieją co najmniej dwa rodzaje stresu - paraliżujący i motywujący, nie trzeba chyba pisać :)
Warto dorzucić jeszcze te elementy stresogenne, które wynikają nie tyle z pracy tłumacza, ile z naszego postrzegania siebie, czyli obawy np. czy dam radę, jak wypadnę, czy się sprawdzę, jak wyglądam, jak ocenią mnie inni, itp.
Anetadan
01-18-2009, 11:49
Jeśli chodzi o sam poziom stresu, zależy on z pewności od stresora- czyli czynnika wywołującego uczucie stresu i podwyższającego poziom adrenaliny. Skoro tak, to logicznie konsekwentym działaniem jest umniejszenia wartości stresora. Innymi słowy, w dużej mierze od nas samych jako tłumaczy zależy, do jakiego stopnia dana sytuacja będzie nas stresować. Dobrą techniką antystresową jest wyobrażanie sobie stresora w sytuacji bardziej familiarnej, śmiesznej lub po prostu pozbawionej formalności i powagi.
Z autopsji wiem, że taka strategia jest skuteczna. Pozwala nam odpręzyć się, dyż nabieramy zdrowego dystansu do otoczenia i sytuacji do tego stopnia, by móc maksymalnie efektywnie wykonać zadanie tłumaczeniowe.
Polecam, naukowcy też polecają :))
Zgadzam się z wypowiedzią Anetadan. Często bywa tak, że demonizujemy sytuację, a przez to też spada nasza samoocena (wielokrotnie niesłusznie).
A te elementy, o których pisał adam pojawiają się nie tylko w pracy tłumacza - oczywiście mogą być obecne, ale w ten sam sposób może stresować się prelegent wygłaszający mowę, którą tłumacz musi przełożyć. Obawy związane z oceną innych, wyglądem, etc. dotyczą każdego na co dzień, czy to w pracy, czy w środowisku znajomych, więc też łatwiej jest nad nimi pracować.
Anetadan
01-18-2009, 12:04
Zgadzam się również z powyższymi postami, że bardzo istotne jest pewność siebie. Miałam przyjemność tłumaczenia konsekutywnego w auli kongresowej, która wywoływała wrażenie "bycia na muszce". Kilkaset osób obserwujących nasza pracę i wsłuchujących się w najmniejszą wpadkę językową może deprymować. Oczywiście dopóki nie uświadomimy sobie, że to my kreujemy nasz swój wizerunek.
Dlatego nie warto zwracać nadmiernej uwagi na reakcje słuchaczy, może to jedynie dekoncentrować. Najważniejsze jest skupić się na wykonywanym zadaniu i zrobić to maksymalnie profesjonalnie. Reakcje zewnętrzne mogą tylko pogorszyć jakość naszej pracy. Oczywiście istotne jest wychwytywanie sytuacji zakłóceń komunikacyjnych, ewidentnych sygnałów braku zrozumienia przekazywanej treści. Trzeba być wrażliwym na jakość własnej pracy, nie warto natomiast stresować się "a priori" ;))
Anetadan
01-18-2009, 12:14
Dopowiem coś jeszcze. W wykonywaniu tłumaczeń ustnych niezwykle ważne jest nawiązanie wcześniejszego kontaktu z naszym klientem- osobą, którą będziemy tłumaczyć. Daje to niesamowity komfort psychiczny, gdyż umożliwiamy sobie zwykłą, nawet krótką, rozmowę z osobą, której myśli później będziemy interpretować. Oczywiście warto też zaznajomić się z klimatem imprezy, w której będziemy brać udział w roli tłumacza (formalna, nieformalna, odbiorcy, sala, wystrój, kod językowy). Nie trzeba dodawać, że tematyka spotkania powinna być znana odpowiednio wcześniej, żebyśmy mogli sie z nią zapoznać, poczytać. Warto też (chociaż to w dużej mierze zależy od tematyki) wyrobić sobie własny pogląd na omawianą kwestię. Zawsze będziemy czuli się pewniej, mając swiadomość, że sami, niezależnie od klienta, mamy coś do powiedzenia na dany temat- dodaje pewności siebie i poczucia, że jesteśmy na właściwym miejscu :)
salamandra
01-18-2009, 13:11
w dużej mierze od nas samych jako tłumaczy zależy, do jakiego stopnia dana sytuacja będzie nas stresować
Bardzo trafna uwaga. Ktoś kiedyś powiedział: "Problem jest problemem tylko wówczas, gdy myślisz,że nim jest." Uważam, że to idealnie odzwierciedla twierdzenie, że to głównie od nas samych zależy, jak trudna wydaje się dana sytuacja. Jeśli podejdziemy do niej pełni obaw i z drżącymi rękami, dużo trudniej będzie nam efektywnie sobie z nią poradzić; co innego, gdy wytłumaczymy sobie, że tak naprawdę nie ma w niej nic strasznego i że jesteśmy w stanie sobie z nią (dobrze) poradzić.
Druga sprawa, którą przywołała Anetadan, to kwestia możliwości nawiązania kontaktu z osobą, którą będziemy tłumaczyć zanim zaczniemy to robić. To wiele ułatwia. Wiadomo, że łatwiej się pracuje z osobą, o której przekonaliśmy się, że tak jak my, jest z krwi i kości i wcale nie chce naszej porażki ;)
Jak już wspomniałam wcześniej, stres jest nieodłącznym towarzyszem tłumacza, więc dobrze byłoby zrobić z niego swojego sprzymierzeńca lub przynajmniej oswoić się z nim na tyle, by nie krępował nam gardeł :)
król Julian
01-18-2009, 18:20
Moim zdaniem, tak jak juz zostalo wczesniej wspomniane, najwieksza przyczyna stresu jest obawa, ze cos moze nam sie nie udac: nie zrozumiemy tekstu czy nie bedziemy w stanie znalezc odpowiednikow w jezyku docelowym.Poza tym presja czasu rowniez podnosi stres. Tlumacz ma czasami jedynie kilka sekund, zeby wybrnac z problemu, wiec jest to naprawde niewiele. Dodatkowo swiadomosc odpowiedzialnosci, jaka sie ponosi jest rowniez stresujaca. Kazdy dobrze wie, ze nawet niewielki blad moze wywolac afere na skale miedzynarodowa. :eek: Zeby byc tlumaczem trzeba byc odpornym na stres i nie przejmowac sie krytyka, bo zawsze znajdzie sie ktos kto bedzie wiedzial od nas lepiej. Uwazam, ze doswiadczenie, odpowiednie przygotowanie sie do zadania, tzn. zaznajomienie sie z temtyka, ktora mamy zamiar tlumaczyc oraz przygotowanie doglebnych glosariuszy moze naprawde pomoc;). Swiadomosc, ze jest sie dobrze przygotowanym napewno zminimalizuje poziom stresu. Dodatkowo warto poswiecic troche czasu na jakiekolwiek cwiczenia lagodzace stres, ktore pomoga nam sie "zresetowac" po ciezkiej pracy :)
król Julian
01-18-2009, 18:34
O pracy tłumacza symultanicznego trochę już rozmawialiśmy w wątku
http://forum.mlingua.pl/showthread.php?t=46&highlight=symultaniczne
Może Ci się przyda?
Link umieszczony przez Klempicza w zacytowanym watku napawa mnie podziwem dla Witolda Skowronskiego, zwlaszcza sposob w jaki poradzil sobie z przetlumaczeniem anegdoty o rzodkiewce:p Trzeba miec naprawde niesamowita wiedze niemal w kazdej dziedzinie, znac roznice kulturowe i byc niesamowicie pomyslowym,zeby wybrnac z nieprzewidzianych sytuacji:cool: Ponadto trzeba "trzezwo myslec" caly czas o tym co sie mowi i nie tlumaczyc pewnych rzeczy mechanicznie, poniewaz w zaleznosci od kontekstu i miejsca w jakim sie znajdujemy, cos co wydaje sie nam oczywiste, wcale nie musi takie byc. Po raz kolejny jest to doskonaly przyklad umiejetnosci panowania nad wlasnym stresem;).
król Julian
01-18-2009, 19:19
Piszę właśnie pracę z psychologii na temat stresu. Część pracy chciałbym poświęcić na stres związany z zawodem tłumacza, jako że jest to bardzo wymagający i wyczerpujący zawód. Zauważyłem, że niewiele można znaleźć w sieci materiałów dotyczących stresu związanego z wykonywaniem zawodu tłumacza ustnego. Przypadkiem znalazłem ciekawą pracę dotyczącą stresu w tłumaczeniu symultanicznym - oto link:
http://www.openstarts.units.it/dspace/bitstream/10077/2472/1/03.pdf
Co myślicie o rodzajach stresu, mechanizmach obronnych, i technikach radzenia sobie ze stresem podczas tłumaczenia symultanicznego? Może macie jakieś ciekawe doświadczenia z pracy?
Bardzo ciekawa ta praca. Spodobal mi sie fragment mowiacy, ze stres jest bardzo subiektywny i zalezy od tego jak oceniamy dana sytuacje. Nie wszystko jest tak samo stresujace dla kazdego z nas. Tlumaczenie ustne wiec sa odpowiednie na ludzi, ktorych wystapienia publiczne i ocenianie przez innych nie stresuja az tak bardzo. Poza tym tlumacz musi byc odporny na dlugotrwaly stres, zeby w przyszlosci nie odbil sie on na jego zdrowiu;) Takze tlumaczenia ustne to ciagly stres, jednak jesli nauczymy sobie z nim radzic, bedzie on tylko i wylacznie pozytywny i motywujace nas do jak najlepszej pracy:cool:.
Zdecydowanie zgadzam się z powyższymi opiniami. To prawda, decydując się na ten zawód, poniekąd na własne życzenie aplikujemy sobie sporą dawkę stresu. Dlatego tak ważne jest, aby móć sobie z nim poradzić w czasie samego tłumaczenia konsekutywnego. Stając twarzą w twarz, zarówno z producentem tekstu wyjścioweo jak również jego odbiorcą wtórym, pragniemy wypaść profesjonalnie oraz przekonująco. Co zrobić zatem, kiedy stres sprawia, iż zaczynają nam drżeć kolana lub głos, dotąd opanowany, zaczyna drżeć?
Czy macie jakies własne opanowane techniki radzenia sobie w takich sytuacjach?
salamandra
01-19-2009, 18:02
Najlepszy jest chyba głęboki wdech i skupienie się na kolejnych porcjach tekstu niż na ewentualnych pomyłkach popełnionych wcześniej. Chyba że mamy okazję je później porawić. Z takiej okazji bezwzględnie należy skorzystać (oczywiście jeśli byliśmy świadomi błędu i dopiero po chwili przyszło nam do głowy prawidłowe rozwiązanie). Dobre jest też moim zdaniem 'odkaszlnięcie' - to przywołuje głos do porządku i zrzuca poniekąd winę za jego bunt nie na stres ale na jakiś problem gardłowo-oddechowy ;)
Myślę, że najważniejsze jest nastawienie psychiczne - to, o czym wcześniej była już mowa - odpowiednia postawa, oddemonizowanie nieuzasadnionych lęków i spokojne podejście do sprawy. Trzeba czuć się naturalnie i naturalnie przyjąć nawet ewentualne błędy - każdy człowiek ma prawo do pomyłki i nie trzeba wpadać w panikę, gdy taka się pojawi.
Ciekawą radą na stresowe "yyy" (jakże psujące całe tłumaczenie) jest nawyk pilnowania ust - a konkretnie pilnowania, by w chwilach zastanowienia je zamknąć ;) (wtedy nawet mimowolne yyy nie wydostanie się).
Zgadzam się też z salamandrą co do oddechu - stres nie może sprawić, zebyśmy zaczęli się dusić! A dobrze dotleniony mózg sprawniej pracuje ;)
Dobrą techniką antystresową jest wyobrażanie sobie stresora w sytuacji bardziej familiarnej, śmiesznej lub po prostu pozbawionej formalności i powagi.
Z autopsji wiem, że taka strategia jest skuteczna. Pozwala nam odpręzyć się, dyż nabieramy zdrowego dystansu do otoczenia i sytuacji do tego stopnia, by móc maksymalnie efektywnie wykonać zadanie tłumaczeniowe.
Polecam, naukowcy też polecają :))
Stosuję. Moja koleżanka tłumaczka też stosowała. Do czasu. Kiedyś wyobraziła sobie pewnego mało sympatycznego pana, którego spojrzenie denerwowało ją podczas tłumaczenia, w sytuacji iście plażowej- w kąpielówkach, na leżaczku, sączącego drinka z palemką... Tak ją ten widok rozbawił, że wybuchnęła śmiechem w najmniej oczekiwanym momencie, a potem z szerokim uśmiechem na ustach tłumaczyła wypowiedź na temat światowego kryzysu energetycznego ;)
W radzeniu sobie ze stresem znakomicie pomaga medytacja i ćwiczenia jogi. Sama ćwiczę (niestety nieregularnie) i zauważam że joga pozwala łatwiej skupić sie i wyeliminować czynniki zewnętrzne (szepty na sali, harmider). Znam przykład tłumaczki, której w trakcie każdego tłumaczenia ustnego, pod wpływem stresu, pojawiały się czerwone plamy na twarzy. Po kilku miesiacach ćwiczenia różnych asan, problem znikł a ona poczuła się dużo pewniej "w świetle reflektorów".
Chyba nie jest to novum, że "praktyka czyni mistrza", więc liczy się doświadczenie i jeszcze raz doświadczenie.
Chyba tylko Ania wspomniała na forum o tym, jak ważne jest zdobywanie doświadczenia. Według mnie ma to kluczowe znaczenie w procesie redukowania stresu.
Niestety nawet w miarę zdobywania doświadczenia popełniamy błędy. Często taki błąd na początku tłumaczenia pewnego fragmentu przemowy znacznie potęguje stres. Tu pojawia się ogromna obawa, że "płożymy" resztę tłumaczenia (co jest nierzadko wysoce prawdopodobne). W takim wypadku chyba najlepiej przypomnieć sobie trudną sytuację ( tłumaczeniową oczywiście ), "z której wyszliśmy cało". :) Ciekawa jestem czy macie jakieś doświadczenia w takich sytuacjach ?
Z wypowiedzi niektórych użytkowników forum niebezpośrednio wynika, że odpowiednie przygotowanie do tematu za jakiego będziemy tłumaczyć czy też rozległa wiedza ogólna i oczytanie mogą sprawić, że tłumaczenie ustne stanie się mniej stresujące. Chyba nie do końca mogę zgodzić się z tą opinią. Wiele osób, choć świetnie przygotowanych, nadal odczuwa silny stres ( nie tylko podczas tłumaczenia ale np. podczas egzaminów, klasówek). Zapewne wynika to z faktu, że nie jesteśmy w stanie racjonalnie ocenić stopnia naszego przygotowania. Ile razy zdarzyło Wam się mówić „nic nie umiem”? A potem piątka ! ! ! :)
W radzeniu sobie ze stresem znakomicie pomaga medytacja i ćwiczenia jogi. Sama ćwiczę (niestety nieregularnie) i zauważam że joga pozwala łatwiej skupić sie i wyeliminować czynniki zewnętrzne (szepty na sali, harmider).
Dzięki za tą radę. Chyba właśnie tego mi trzeba. Wypróbuję na pewno ! ! ! :)
Wracając do doświadczenia o, którym wspomniała Ania to oczywiście jest to niezmiernie ważny komponent redukcji stresu, ale pamiętajmy o tym, że wszyscy zaczynamy jako tłumaczeniowa ''tabula rasa", a doświadczenie przychodzi z czasem i kolejnymi zleceniami. Dlatego tak ważne jest, aby nawet jako początkujący tłumacz umieć pokonać stres przynajmniej na takim poziomie by móc spokojnie dokonywać transferu, a zamiast ciemności widzieć przed sobą twarze odbiorców wtórnych, którzy z zainteresowaniem słuchają naszego tłumaczenia.
Rozmawiałam ze znajomą, która zawodowo zajmuje się tłumaczeniem ustnym, na temat jej technik radzenia sobie ze stresem. Potwierdziła, że w stresujących sytuacjach również stara sobie wyobrazić widownię lub mówcę w samej bieliźnie...lub bez;) Stwierdziła również, że wielu jej kolegów stara "radzić sobie" ze stresem przy pomocy alkoholu - oczywiście nie w pracy, tylko już po zakończonym zleceniu "piją na umór". Co sądzicie na ten temat i czy spotkaliście się już z takim problemem?
Rozmawiałam ze znajomą, która zawodowo zajmuje się tłumaczeniem ustnym, na temat jej technik radzenia sobie ze stresem. Potwierdziła, że w stresujących sytuacjach również stara sobie wyobrazić widownię lub mówcę w samej bieliźnie...lub bez;) Stwierdziła również, że wielu jej kolegów stara "radzić sobie" ze stresem przy pomocy alkoholu - oczywiście nie w pracy, tylko już po zakończonym zleceniu "piją na umór". Co sądzicie na ten temat i czy spotkaliście się już z takim problemem?
Nie polecam... najkrótsza droga do alkoholizmu :) A co do wyobrażania sobie widowni w bieliźnie... pisałem o tym powyżej...
Wiecie, zdradzacie tutaj sekrety zawodu.
Jeśli jakiś europoseł tu wpadnie, to szybko powstanie nowa definicja tłumacza:
Tłumacz - ktoś kto w pracy wyobraża sobie wszystkich swoich klientów w bieliźnie.
:]
Ewidentnie we wszystkich wypowiedziach powtarza się wniosek, że stres w zawodzie tłumacza ustnego jest OGROMNY. Można sobie z nim radzić lepiej lub gorzej, ale nie ma wątpliwości co do tego, że to jeden z najbardziej stresujących zawodów. Przeczytałam kiedyś, że plasuje się w tej kategorii na drugim miejscu zaraz za kontrolerem lotów...To niezbyt zachęcające:]
Najwięcej osób jednak wypowiadało się na temat tłumaczenia konsekutywnego, pewnie dlatego, że większość z nas tłumaczenie symultaniczne zna tylko z teorii i opowieści... A tam przecież nie ma znaczenia ani postawa, ani kontakt wzrokowy, ani dociekliwe spojrzenia publiki. Liczy się tylko UMYSŁ, który musi przecież prezentować nadzwyczajne właściwości i umiejętności. Z pewnością nie każdy nadaje się do tego typu tłumaczeń. Trzeba mieć niesamowitą zdolność koncentracji, podzielność uwagi i "długodystansowy" umysł, wytrzymujący długi wysiłek. Zautomatyzowane ekwiwalenty językowe, podpierane wiedzą merytoryczną i sprawnością językową PLUS nienaganna wymowa to oczywistość, bez której z pewnością tłumacz uciekłby z kabiny po minucie. Na pewno doświadczenie i budowanie pewności siebie zmniejszają stres, ale czy można go zredukować do zera? Nie wydaje mi się.
Moim zdaniem, choć nie mam za dużego doświadczenia, tłumacząc konsekutywnie zaczęłabym od wyobrażenia sobie, że pełna aula ludzi, czyli 100, 200, 500 a może nawet i więcej osób, to nie jednostki, tylko jedna całość, pewna "masa". A zatem nie patrzy na mnie ileśset par oczu, co może być czynnikiem najbardziej stresogennym, tylko powiedzmy jest to jedna osoba siedząca na środku. Owa osoba nie rozumie nic, co mówi nasz prelegent, więc naszym zadaniem, jako tłumacza, a może w tym przypadku lepiej 'pośrednika' jest rozmowa z tą jedną osobą, przekazanie jej, i tylko jej danej wiedzy. Do takiego obrazu owej jednej osoby siedzącej na środku auli dodałabym fakt, iż jest to na przykład osoba podoba do nas, lub jakiś nasz znajomy/ przyjaciel.
Innym ważnym aspektem, co zostało już przytoczone w dyskusji jest praktyka. "Ćwiczenie czyni mistrza" wiadomo, ale nie można przekroczyć pewnej granicy i popaść w rutynę. Będąc tłumaczem zawsze stykamy się z nową, inną sytuacją, z innymi osobami, z innymi warunkami etc. A więc jedna technika, która powiedzmy sprawdza się w 80% przypadków, może się okazać zupełnie nie na miejscu w pozostałych 20% przypadkach. A więc jak zwykle zdrowy rozsądek i wyczucie powinny przyświecać każdemu, nawet doświadczonemu tłumaczowi.
I może jeszcze jedna uwaga. Z doświadczenia wiem, i to nie tylko tego związanego z pracą tłumacza;), że najgorszy a zaraz najważniejszy jest początek, zaczęcie, 'rozkręcenie się'. Jeśli uda nam się opanować emocje związane z "wystąpieniem", nowymi ludźmi, naszą pozycją i przeświadczeniem, często równie paraliżująco-obezwładniającym;) że od nas dużo zależy, jeśli zrobimy krok dalej i rzeczywiście już się "rozkręcimy", to wszystko powinno pójść z górki;p A stres odpłynie, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki;p bo trzeba sobie uświadomić, że współpracujemy i rozmawiamy z ludźmi, którym też czasem zdarza się pomyłka czy działają pod wpływem silnych emocji, =stresu;p Grunt to pozytywne myślenie i optymistyczne podejście do sprawy:))
Jeśli chodzi o ćwiczenia pomagające w redukcji stresu podczas samego tłumaczenia, odnoszące się głównie do dykcji i zapamiętywania jak największej ilości informacji, bo wiadomo, że w tłumaczeniu czy to konsekutywnym, czy symultanicznym trzeba liczyć się z pewnymi nieuniknionymi ale dopuszczalnymi stratami, to sugerowałabym np: 'shadow listening' czyli niejako mówienie do siebie;p czyli powtarzanie szeptem tego co słyszymy w radiu czy w telewizji, podczas oglądania wiadomości lub jakiegoś programu publicystycznego czy rozrywkowego. Najpierw można zacząć od powtarzania w języku ojczystym. Potem, gdy wyćwiczymy sobie pewne tempo mówienia osób publicznych, można przejść poziom wyżej i zacząć "mruczeć" sobie pod nosem w języku obcym, tłumacząc tekst wyjściowy. Ćwiczenie niezwykle trudne, przynajmniej na początku, ale bardzo skuteczne. Pomaga wyćwiczyć sobie pewne schematy przekazywania komunikatu, wypowiedzi czy referatu i wtedy łatwiej będzie podczas rzeczywistego tłumaczenia przewidzieć, przynajmniej w pewnym stopniu, o czym będzie mówił prelegent co powinno wpłynąć na zmniejszenie poczucia dyskomfortu i stresu:)
Czyli tutaj pojawia się zagadnienie "probabilistic prognostication", czyli przewidywanie tego, co za chwilę powie mówca na podstawie formy jego wypowiedzi, używanych przez niego struktur oraz doświadczenia samego tłumacza. Propabilistic prognostication to już szkoła jazdy chyba najwyższa z możliwych, tłumacze, którzy stosują tę technikę osiągają podobno najlepsze efekty w tłumaczeniu. Z pewnością w wielu sytuacjach może ona znacznie zredukować stres, oczywiście pod warunkiem, że jest właściwie stosowana- tłumaczowi nie wolno dopuszczać się nadinterpretacji!
Wydaje mi się, że o 'wpadaniu w rutynę' w przypadku tłumaczy ustnych nie może być mowy. Nawet jeżeli dany tłumacz ma za sobą lata praktyki nigdy nie może być pewnym tego, co może się wydarzyć. W takich nagłych wypadkach bardzo ważną rolę odgrywa 'zaplecze' jakie ,moim zdaniem, powinien mieć każdy tłumacz, czyli gruntowna wiedza na dany temat, najczęściej stosowane w przemówieniach 'formułki' (każde przemówienie ma mniej więcej podobną konstrukcję) itd.
Moim zdaniem, choć nie mam za dużego doświadczenia, tłumacząc konsekutywnie zaczęłabym od wyobrażenia sobie, że pełna aula ludzi, czyli 100, 200, 500 a może nawet i więcej osób, to nie jednostki, tylko jedna całość, pewna "masa". A zatem nie patrzy na mnie ileśset par oczu, co może być czynnikiem najbardziej stresogennym, tylko powiedzmy jest to jedna osoba siedząca na środku. Owa osoba nie rozumie nic, co mówi nasz prelegent, więc naszym zadaniem, jako tłumacza, a może w tym przypadku lepiej 'pośrednika' jest rozmowa z tą jedną osobą, przekazanie jej, i tylko jej danej wiedzy. Do takiego obrazu owej jednej osoby siedzącej na środku auli dodałabym fakt, iż jest to na przykład osoba podoba do nas, lub jakiś nasz znajomy/ przyjaciel.
Nigdy tak na to nie spojrzałam, ale podoba mi się takie podejście do stresu, wypróbuję na pewno i to nie jako tłumacz, bo nim zawodowo nie jestem, a jako nauczyciel. Zresztą pomyślcie, jak musi sie denerwować ten, kto przemawia, wykłada, a kogo Wy jedynie tłumaczycie. Lepiej? :)
TomsiaPiotr
01-26-2009, 18:27
Podoba mi się pomysł Jadwigi, można wyobrazić sobie tłum jako jedną całość. Baa, można wyobrazić sobie jakieś śmieszne potwory (jak w Potwory i Spolka), zwierzęta, stowry (wedle uznania) i nawet lekko się uśmiechnąć. Wszystko po to, by zredukować stres.
Anetadan dobrze wcześniej pisała, że stres może wpływać na zaniżenie naszej samooceny a w efekcie bardzo utrudniac prace. Wiara we własne możliwości, bycie pewnym siebie jest bardzo ważne w tłumaczeniach ustnych. Zawsze na widowni znajdzie się ktoś kto uważa, że gdyby jemu dać mikrofon, zrobiłby to stooo razy lepiej.
Innym aspektem jest to, iż na niektórych stres wpływa pobudzająco, chca pokazać swoje możliwości, od razu układaja im się w głowie niektóre rzeczy. Dobrze wiemy, że ludzie różnie reagują na adrenaline.
Pomysł o wyobrażaniu sobie tłumu jako całości podałam ja [monisz], tak gwoli wyjaśnienia i jasności;)
Zgadzam się też z Piotrem, moim przedmówcą, że trzeba wierzyć we własne siły. Wiara czyni cuda, serio!;)
A teraz może mały przepis:
Zmieszaj trochę optymistycznego podejścia ze szczyptą przyjemnych wspomnień, dodaj garść wiary we własne możliwości, dopraw szczyptą uśmiechu i poczucia humoru, a zmniejszenie stresu i spektakularny sukces gwarantowany! (Tak przynajmniej obiecują najstarsi górale w dalekiej himalajskiej wiosce......;p)
A teraz może mały przepis:
Zmieszaj trochę optymistycznego podejścia ze szczyptą przyjemnych wspomnień, dodaj garść wiary we własne możliwości, dopraw szczyptą uśmiechu i poczucia humoru, a zmniejszenie stresu i spektakularny sukces gwarantowany! (Tak przynajmniej obiecują najstarsi górale w dalekiej himalajskiej wiosce......;p)
świetny przepis:)
jednak wydaje mi się, że aby oswoić stres (nieodłączny w pracy tłumacza symultanicznego czy konsekutywnego) potrzeba po prostu praktyki i doświadczenia. myślę, że dla większości debiut w występowaniu przed publicznością był strasznie stresujący i średnio przyjemny ;). Niedawno przeczytałam poradę pewnej aktorki odnośnie tremy przed wyjściem na scenę, powiedziała, że zawsze stara się znaleźć choć chwilę przed rozpoczęciem przedstawienia, aby w spokoju zastanowić się i skupić na zadaniu, które ma do wykonania. Myślę, że w przypadku tłumaczy sprawa ma się podobnie.
solenero
01-26-2009, 22:53
Z pewnością przyda się również kilka sztuczek w stylu: znajomość mowy ciała, tego jak nas widzą i odbierają, ćwiczenia głosowe- chociażby panowanie nad tembrem głosu, czyli autoprezentacja.
TomsiaPiotr
01-27-2009, 08:17
Monisz - zwracam honor odnosnie tlumu, jeszcze raz przejrzalem temat, tym razem dokładniej.
A co do gestykulacji podczas tłumaczenia - każdy na swój sposób rozładowuje stres i napięcie, niektórzy właśnie przez gestykulowanie. Inną sprawą jest to czy powinno się gestykulować czy stać na baczność. Można tez bawić się długopisem lub ściskać mocno ręce. Moze ktoś zna jeszcze inne sposoby?
Wspomnieliście już wcześniej o tym, że nie należy przejmować się za bardzo krytyką ze strony innych osób, bo zawsze wśród odbiorców znajdzie się ktoś, kto uważa, że wykonałby tłumaczenie lepiej. To dobra rada ale co jeśli znajdziemy się w sytuacji kiedy taka krytyka kierowana jest w naszą stronę publicznie? Jedna z osób zajmujących się tłumaczeniem opowiedziała mi jak w czasie jednej konferencji osoba z widowni zaczęła ją głośno poprawiać, bo nie podobał jej się pewien ekwiwalent. I co wtedy? Taka sytuacja musi być naprawdę stresująca i przede wszystkim denerwująca, bo dekoncentrujemy się a ktoś dodatkowo próbuje ośmieszyć nas i nasze umiejętności. A więc i na takie sytuacje musi być przygotowany tłumacz, szczególnie w dzisiejszych czasach kiedy coraz więcej ludzi swobodnie posługuje się m.in. językiem angielskim.
A może zaproponować takiemu krytykantowi, żeby sam stanął przed publicznością i zaczął tłumaczyć cały tekst, a nie tylko jeden ekwiwalent, który mu się nei spodobał... Może myśli, że jest lepszy, bo siedzi w tłumie ludzi i tak naprawdę nikt go nie zauważa. A przecież przedyskutowaliśmy już fakt, że stanie przed publicznością jest stresujące. A może ta osoba krytykująca, to właśnie jakiś tłumacz, który został zwolniony, bo np używał ekwiwalentów, które innym się nie podobały... Moim zdaniem, jeśli ktoś tak reaguje na pracę innego tłumacza, to ma albo zaniżone poczucie własnej wartości i kompleksy, albo zazdrości po prostu osobom, którym sztuka tłumaczenia idzie gładko.
A co do gestykulacji. Kiedyś ktoś powiedział, że podczas tłumaczenia należy zachowywać się naturalnie. Jeśli czyimś zwyczajowym tikiem jest gestykulowanie rękami, to czemu to ograniczać i stać sztywno, jak by ze szczotką w .... plecach... to wygląda nienaturalnie i burzy obraz autoprezentacji, który jak już wspomniano też jest ważny. Nie należy oczywiście przesadzać z tym machaniem czy pstrykaniem długopisem, ale jeśli to w jakiejś mierze ogranicza stres tłumacza i pomaga osobie mówiącej/ występującej to czemu nie ułatwiać sobie życia?:)
Do Piotra - nie ma sprawy:) przynajmniej miałeś okazję jeszcze raz przeanalizować dokładnie omawiany topik:)
pozdrawiam:)
Zaproponować osobie krytykującej, żeby sama zaczęła tłumaczyć tekst?:)To chyba byłoby pierwszym i najlepszym rozwiązaniem jakie przyszłoby każdemu do głowy:) no ale trzeba zareagować jakoś kulturalnie..może starać się w ogóle nie zwracać uwagi na takiego osobnika? ale z drugiej strony musi być to trudne, skoro głośno komentuje nasze poczynania….miejmy jednak nadzieję, że nie ma dużo takich osób a inni, nawet jeśli coś im się w naszym tłumaczeniu nie podoba, zachowają to dla siebie lub ewentualnie porozmawiają z nami o tym np. po wykonanym tłumaczeniu…
A co do różnych ćwiczeń to zdecydowanie popieram to zaproponowane przez Monisz czyli shadow listening wspomagające dykcję i zapamiętywanie dużej ilości informacji. Sama wypróbowałam:) Świetne ćwiczenie, na początku rzeczywiście trochę trudne ale praktyka czyni mistrza:)
Chyba nikt jeszcze nie wspomniał o tym, że stres niekoniecznie musi kojarzyć się nam z czymś negatywnym. Pewne napięcie jest bardzo ważne,wręcz niezbędne, dla sprawnego funkcjonowania. Sytuacje wywołujące napięcie mogą pobudzać do działania, a radzenie sobie z nimi uczy nas pokonywać trudności i ma pozytywny wpływ na naszą samoocenę i ogólny rozwój.
TomsiaPiotr
01-27-2009, 20:15
Chyba sie juz pojawilo, sam cos wspomnialem nawet. Oczywiscie zgadzam sie w 100%! Stres i adrenalina nas pobudzaja w pewien sposob.. hmm Dodson i jeszcze jakis inny psycholog o tym mowili. Wg nich, do pewnego momentu stres wplywa na nas bardzo pozytywnie i motywujaco.. niestety im dluzej trwa sytuacja stresowa tym bardziej organizm sie meczy az do momentu w ktorym osiaga punkt krytyczny.
Prawo Yerkesa- Dodsona? :) Chyba faktycznie rzecz w tym, żeby stres potrafić obrócić na swoją korzyść i coraz dalej przesuwać tę granicę przełomową, kiedy powoduje on spadek naszych zdolności poznawczych. Na pewno wiele, a nawet bardzo wiele da się wyćwiczyć. Mi osobiście w skupieniu pomaga budowanie w myślach pewnych ciągów skojarzeniowych, za pomocą których zapamiętuję tekst. Po prostu wyobrażam sobie jakby czystą kartkę papieru, na której "rysuję" sobie wypowiedź mówcy, jakieś obrazki, strzałki, daty. Jako że jestem typowym wzrokowcem, takie "mind maps" dobrze się sprawdzają. A przy okazji tak zajmują moją wyobraźnię, że nie ma ona miejsca na myślenie o stresie:) Muszę tylko uważać żeby nie robić zbytnio zamyślonej miny;)
A zastanawiał sie ktos może jak stres i adrenalina wpływają na sportowców? Czy oni np zwracają uwagę na doping kibiców czy to ten pozytywny i kulturalny, czy też mniej na korzyść na danej drużyny;) oglądałam ostatnie 10min meczu Polska - Norwegia w piłkę ręczną i ... cóż to były za emocje! Nie jestem pewna, czy takie emocje, a po części stres uaktywniają się podczas tłumaczenia.....hm..... A wyobrażacie sobie co przeżywali zawodnicy? ta presja, nadzieja na przemian z chwilami zwątpienia, aż tu nagle, nawet po tak wielkiej dawce adrenaliny, sukces. Tak jak w tłumaczeniu. Czasem strach ma wielkie oczy ale nie taki diabeł straszny jak go malują;) myślę, że udany 'występ' jako tłumacza, nawet uwzględniając drobne potknięcia i problemy, ale ten sukces i podziękowania, czyiś uśmiech za dobrą pracę, potrafią zrekompensować włożony trud i stres:)
Adrenaliny w sporcie na pewno nie należy rozpatrywać jednoznacznie negatywnie. Bywa bardzo mobilizująca. Czy potrafi pobudzić do działania umysł? Podobno tak, ale czy pomaga w konstruktywnym myśleniu, to już nie jestem pewien. To jednak trochę inne sytuacje.
Małgorzata Lewandowska
01-30-2009, 19:45
Jedną z rzeczy, nad którymi warto popracować jest mowa ciała. Świadomość, że jesteśmy w stanie nad nią panować i ukryć stres przed publicznością może okazać się bardzo pomocna. Przede wszystkim pozwoli nam to czuć się pewniej i skupić się na samym tłumaczeniu a nie myśleć o tym jak bardzo widać, że się denerwujemy. Przy czym opanowanie nie oznacza całkowitego spokoju i stania na baczność. Wszystko zależy od tego jak dana osoba zachowuje się na co dzień.
ewakrawiel
02-01-2009, 18:52
Trafna uwaga. Jeśli tłumacz ustny już się stresuje, dobrze by było żeby był on jedynym, który o tym wie, czyli musi on trzymać swoje emocje na wodzy.
Wydaje mi się, że znajomość tematyki danego tłumaczenia plus pogodzenie się z tym, że co byśmy nie zrobili to i tak nie jesteśmy wszechwiedzący (oczywiście jeśli już wszystko co możliwe zrobiliśmy żeby być jak najbliżej bycia wszechwiedzącym;)) są najlepszymi lekarstwami na stres.
Przemilenka
02-02-2009, 12:06
Chyba nikt jeszcze nie wspomniał o tym, że stres niekoniecznie musi kojarzyć się nam z czymś negatywnym. Pewne napięcie jest bardzo ważne,wręcz niezbędne, dla sprawnego funkcjonowania. Sytuacje wywołujące napięcie mogą pobudzać do działania, a radzenie sobie z nimi uczy nas pokonywać trudności i ma pozytywny wpływ na naszą samoocenę i ogólny rozwój.
Dokładnie! Była to pierwsza rzecz, jaka przyszła mi do głowy, kiedy zaczęłam czytać ten wątek: najlepiej oswoić stres, nie próbować całkiem go wyeliminować, ponieważ to niemożliwe. A taka dawka adrenaliny może działać naprawdę mobilizująco i pomóc. Kiedy ktoś skupia się wyłącznie na swoim strachu, stresie, może go to zupełnie przerosnąć, sparaliżować. Trzeba mieć świadomość tego, że ten stres należy obrócić na swoją korzyść- chociaż nie jest to łatwe.
kkosciukiewicz
02-02-2009, 16:09
Mówicie, że należy obrócić stres na swoją stronę. Nie mogę powiedzieć, że się nie zgadzam, tylko niech ktoś powie mi jak to zrobić... Ja w sytuacjach stresowych się trzęsę i szczerze mówiąc nie wiem jak miałoby to korzystnie wpłynąć na moje wystąpienie. No chyba, że akurat ktoś potrzebowałby np. trzęsący się głos do nagrania... :)
Małgorzata Lewandowska
02-02-2009, 16:33
Padło już wcześniej kilka pomysłów na to jak sprawić żeby sytuacja wydawała się mniej straszna. Myślę jednak, że każdy musi dojść do tego co jemu pomaga opanować stres...Do tego potrzebne jest doświadczenie. Wydaje mi się, że z czasem każdy jest w stanie przyzwyczaić się do takiej dawki stresu i nie powoduje ona stale trzęsącego się głosu i przyspieszonego bicia serca. Taką mam przynajmniej nadzieję:)
Przemilenka
02-03-2009, 11:03
Mówicie, że należy obrócić stres na swoją stronę. Nie mogę powiedzieć, że się nie zgadzam, tylko niech ktoś powie mi jak to zrobić... Ja w sytuacjach stresowych się trzęsę i szczerze mówiąc nie wiem jak miałoby to korzystnie wpłynąć na moje wystąpienie. No chyba, że akurat ktoś potrzebowałby np. trzęsący się głos do nagrania... :)
Właśnie chodzi o to, żeby wypracować sobie własne sposoby oswojenia tego stresu, zminimalizowania go do tego poziomu, aby był motywujący. Jedna rzecz to lęk przed publicznym wystąpieniem, druga - to stres, który wynika z niewystarczającego przygotowania merytorycznego. Fakt, że z tym drugim łatwiej sobie poradzić... Ja się kiedyś bałam panicznie publicznych wystąpień, wydawało mi się, że wszyscy widzą jaka jestem zdenerwowana i zestresowana. Teraz wiem, że to po prostu strach- ma wielkie oczy. To co pomaga mi się opanować, to myśl, że ten stres jest tylko we mnie, nikt go nie widzi, nikt nie wie, jak szybko mi bije serce i podnosi się adrenalina:) Jak sobie zdasz z tego sprawę, to łatwiej jest to opanować, nawet drżący głos.
kkosciukiewicz
02-03-2009, 11:32
Fakt, nad trzęsącym głosem da radę zapanować, i efekt jest dość niezły. Puls też jakoś da się uspokoić, trzęsące ręce można czymś delikatnie zając i wszystko jest ok. Jednak są takie objawy stresu czy tzw. strachu przed wystąpieniem publicznym, na które człowiek nie ma wpływu i których w żaden sposób nie da się wykorzystać pozytywnie ani też nie mobilizuje to ani trochę (wręcz przeciwnie!). Znam osoby, które na stres reagują purpurowymi wypiekami na twarzy, a tego niestety nie zatuszuje nawet najciemniejszy podkład i człowiek nie ma na to wpływu. Wiem co mówię z własnego doświadczenia... :) jakieś porady na takie coś? :)
ewakrawiel
02-03-2009, 18:07
wypieki na twarzy to rzeczywiście ciężka sprawa..można zwalić na słabą klimatyzacje w pomieszczeniu;) no a tak poważnie to serio nie wiem. trzeba w pewnym sensie "oszukać" swoje ciało, ale jak to dokładnie zrobić to nie mam pojęcia:( myślę, że wtedy pozostaje nam tylko duuuuuużo ćwiczyć i mieć nadzieję, że w pewnym momencie będziemy się czuć tak pewnie, że stres nie będzie aż takie obezwładniający.
Małgorzata Lewandowska
02-03-2009, 18:40
Niestety chyba nie ma recepty na to żeby przestać się czerwienić:( Wydaje mi się jednak, że faktycznie ilość ćwiczeń może tu pomóc. Myślę, że po większej ilości "występów" musi być lepiej. Trzeba mieć nadzieję, że organizm przyzwyczai się z czasem do takiej dawki stresu:)
kkosciukiewicz
02-04-2009, 11:48
ja zawsze jak sie zaczerwienie to zwalam wine na to, ze jest za goraco :) albo ze za suche powietrze wiec ciezko oddychac :P ale obawiam sie, ze organizm nie przywyknie do stresu do tego stopnia, zeby przestac sie czerwienic....
Przemilenka
02-04-2009, 13:13
Trudno powiedzieć, jak temu zaradzić i czy w ogole można:/ Ja tylko mówię na swoim przykładzie, że stres da się kontrolować, chociaż łatwe to nie jest.
ewakrawiel
02-04-2009, 15:44
hmm..jeśli chodzi i mój przykład to jeśli jest coś moim zdaniem dla mnie za stresujące to po prostu tego nie robię;) i nie traktuję tego jako "poddawanie się", po prostu praca powinna też nam sprawiać przyjemność a nie tylko dostarczać nieprzespane noce. ale jeśli się czegoś baaaaardzo chce, wtedy jestem pewna, że nawet z wypiekami na twarzy można sobie poradzić;)
ja zawsze jak sie zaczerwienie to zwalam wine na to, ze jest za goraco :) albo ze za suche powietrze wiec ciezko oddychac :P ale obawiam sie, ze organizm nie przywyknie do stresu do tego stopnia, zeby przestac sie czerwienic....
Kkosciukiewicz, skoro czerwienisz się za każdym razem, to problem nie jest aż tak wielki, bo po prostu za każdym razem będziesz wyglądała tak samo i nikt się nie zorientuje :). Jeśli masz czarne włosy to mogą Cie nawet wziąć za Indiankę ;)
A tak na poważnie, to wracając do różnych wypowiedzi - rzeczywiście stres może oddziaływać na nas pozytywnie, może również nas kompletnie oszałamiać. Wiadomo, że każda osoba inaczej reaguje na daną sytuację, dla każdego stresorem może być coś innego, i każdy w innym stopniu jest w stanie sobie poradzić ze stresem.
Prawdą jest również to, że do wszystkiego można się przyzwyczaić, a dla większości ludzi to właśnie nowe, nieznane sytuacje są najbardziej stresujące.
Ja jestem przykładem osoby, która bardzo łatwo się stresuje, często z błahych powodów i kiedyś myślałam, że tłumaczenie ustne w moim przypadku zupełnie odpada ze względu na poziom stresu właśnie. Ale nauczyłam się w jakiś sposób z nim radzić, i mimo że nadal stresuję się tłumacząc, zauważyłam że ten stres zaczął na mnie inaczej wpływać. Teraz nie mam zupełnej pustki w głowie, ale czuję, że mój mózg mobilizuje wszystkie szare komórki do działania na jak najwyższym poziomie, jestem w pełni skoncentrowana i przychodzą mi do głowy sformułowania na które "na lajcie" bym nie wpadła...Pochłania to wiele energii, ale przynajmniej korzystniej wpływa na to co robię.
Jeśli chodzi o ćwiczenia na stres to wydaje mi się, że aktywność fizyczna działa lepiej i szybciej niż ćwiczenia relaksacyjne. Pewnie też zależy to od osoby, ale dla mnie nie ma lepszej rzeczy niż porządne "zmachanie" się. Chyba jestem za mało cierpliwa, żeby czekać aż wdech i wydech, wdech i wydech przyniesie rezultat.
Tłumaczenia to duży wysiłek dla umysłu, dlatego warto zadbać i o jego kondycję. Przed takim wysiłkiem można zachęcić mózg do lepszego funkcjonowania pewnymi ćwiczeniami. Ważne aby aktywować obie półkule mózgowe, wtedy mózg ma się najlepiej :). W tym celu można np.: wziąć kredki w obie ręce i rysować obiema rękami to samo w tym samym czasie. Można robić lekkie ćwiczenia fizyczne które opierają się na symetrycznym wykonywaniu czynności np. robienie ósemek złączonymi przed sobą rękoma, lub stojąc, dotykać za sobą lewą ręką prawej pięty i odwrotnie na przemian. Super jest też żonglowanie - ćwiczenie i dobra zabawa naraz.
Gdy czujemy się zmęczeni, mamy problemy z koncentracją w trakcie występu (lub nauki, sprawdzianu, egzaminu etc.) można natrzeć sobie samej/samemu uszu :) - trzeba przez chwilę masować, ugniatać czy też trzeć uszy (szczególnie górne skrzydełko) aż staną się czerwone. Może brzmi śmiesznie, ale warto spróbować. Mi pomaga.
Bardzo trafna uwaga. Ktoś kiedyś powiedział: "Problem jest problemem tylko wówczas, gdy myślisz,że nim jest." Uważam, że to idealnie odzwierciedla twierdzenie, że to głównie od nas samych zależy, jak trudna wydaje się dana sytuacja. Jeśli podejdziemy do niej pełni obaw i z drżącymi rękami, dużo trudniej będzie nam efektywnie sobie z nią poradzić; co innego, gdy wytłumaczymy sobie, że tak naprawdę nie ma w niej nic strasznego i że jesteśmy w stanie sobie z nią (dobrze) poradzić.
:)
Brzmi to nieźle ale moim zdaniem prawdziwy stres polega właśnie na tym że nie da się go tak łatwo pozbyć przez racjonalne wytłumaczenie że to nic takiego. Najgorszy jest ten irracjonalny stres, kiedy możemy sobie wmawiać lub kompletnie rozumiemy że nie ma powodu do stresowania i zamartwiania się, a jednak to czujemy i nie możemy się tego pozbyć. A poczucie, że nie powinniśmy się aż tak przejmować może jeszcze pogorszyć sytuację. W takim wypadku to chyba właśnie doświadczenie i przyzwyczajenie się do pewnej czynności może pomóc. A jak wiadomo, warunki pracy tłumacza ustnego są raczej zmienne, więc każda sytuacja jest w pewnym sensie nowa, i zawsze występuje element niepewności.
aknapinska
02-05-2009, 10:17
Fakt, nad trzęsącym głosem da radę zapanować, i efekt jest dość niezły. Puls też jakoś da się uspokoić, trzęsące ręce można czymś delikatnie zając i wszystko jest ok. Jednak są takie objawy stresu czy tzw. strachu przed wystąpieniem publicznym, na które człowiek nie ma wpływu i których w żaden sposób nie da się wykorzystać pozytywnie ani też nie mobilizuje to ani trochę (wręcz przeciwnie!). Znam osoby, które na stres reagują purpurowymi wypiekami na twarzy, a tego niestety nie zatuszuje nawet najciemniejszy podkład i człowiek nie ma na to wpływu. Wiem co mówię z własnego doświadczenia... :) jakieś porady na takie coś? :)
Dokładnie wiem o czym mówisz :D Ja niestety też reaguję na stres wypiekami na twarzy i oprócz strachu zwiazanego z tłumaczeniem posiadam taki dodatkowy czynnik stresujący.
Co do technik radzenia sobie ze stresem to wydaje mi się, że tak jak już wspominaliście, bardzo ważna jest mowa ciała. Przede wszystkim dlatego, że dzięki wypracowaniu sobie umiejętności kontrolowania swojego zachowania, a co ważniejsze własnego głosu, zyskujemy bardzo ważną broń. Mam na myśli to, że gdy tłumacz potrafi modulować głos tak aby brzmiał na pewny siebie i silny to nawet jeśli słuchacze rozumieją source language, nie zauważą drobnych pomyłek. Wiele razy zetknęłam się z ludźmi, którzy np. na egzaminie mogli wygadywać bzdury, ale używali takiej intonacji i tak dobierali słowa, iz w efekcie dostawali najlepsze oceny.
kkosciukiewicz
02-05-2009, 12:56
Jeszcze tylko dodam, że w kwestii czerwienienia się, takich typowych wypieków, najgorsze jest to, że jak już sobie człowiek uświadomi, że "puścił buraka" to efekt jest wręcz podwójny... Czyli robisz się jeszcze bardziej czerwony :D dlatego nie należy na to zwracać uwagi. Czasem to pomaga i ten rumieniec szybciej znika. :)
Tom z Sopotu
02-05-2009, 14:28
Jeszcze tylko dodam, że w kwestii czerwienienia się, takich typowych wypieków, najgorsze jest to, że jak już sobie człowiek uświadomi, że "puścił buraka" to efekt jest wręcz podwójny... Czyli robisz się jeszcze bardziej czerwony :D dlatego nie należy na to zwracać uwagi. Czasem to pomaga i ten rumieniec szybciej znika. :)
Z liczby wpisów na ten temat wnoszę, że to nad wyraz powszechny problem i bez mała jeden z głównych problemów tłumacza. ;) Naprawdę tak notorycznie Wam się to zdarza?
aknapinska
02-16-2009, 22:49
Z liczby wpisów na ten temat wnoszę, że to nad wyraz powszechny problem i bez mała jeden z głównych problemów tłumacza. ;) Naprawdę tak notorycznie Wam się to zdarza?
Mi osobiście niestety tak. Chociaż czasami mam wrażenie, iż wraz z wiekiem i nabywaniem doświadczenia nie przydarza mi się to już tak często jak kiedyś. Wszystko zależy od nastawienia i od praktyki. Czerwienienie się to reakcja organizmu, ale fundamentem jest psychika, nad którą można przecież popracować, a przynajmniej próbować...;)
aknapinska
02-16-2009, 23:01
Natomiast co do technik radzenia sobie ze stresem to uważam, iż bardzo ważną rzeczą jest uświadomienie sobie, że nawet jeśli popełnimy błąd lub nie będziemy zdolni do kontynuowania tłumaczenia to (w większości sytuacji tłmaczeniowych) świat się nie zawali, a my będziemy dalej żyli. Nie chodzi mi bynajmniej o lekceważenie powierzonego zadania, ale o zdrowe podejście do własnego zawodu.
Uważam również, iż fundamentalną rolę odgrywa kolega/koleżanka z którym tłumaczymy w przypadku tłumaczeń kabinowych. Jeśli ma się świadomość, iż w razie problemu mamy kogoś kto może nas wspomóc i przejąć tłumaczenie w trudnym momencie to żadne wyzwanie nie powinno być nam straszne:D
Przemilenka
02-23-2009, 13:20
Natomiast co do technik radzenia sobie ze stresem to uważam, iż bardzo ważną rzeczą jest uświadomienie sobie, że nawet jeśli popełnimy błąd lub nie będziemy zdolni do kontynuowania tłumaczenia to (w większości sytuacji tłmaczeniowych) świat się nie zawali, a my będziemy dalej żyli. Nie chodzi mi bynajmniej o lekceważenie powierzonego zadania, ale o zdrowe podejście do własnego zawodu.
Uważam również, iż fundamentalną rolę odgrywa kolega/koleżanka z którym tłumaczymy w przypadku tłumaczeń kabinowych. Jeśli ma się świadomość, iż w razie problemu mamy kogoś kto może nas wspomóc i przejąć tłumaczenie w trudnym momencie to żadne wyzwanie nie powinno być nam straszne:D
Myślę, że ta świadomość że obok jest ktoś kto zawsze może pomóc, jest trochę pocieszająca, z drugiej strony jednak wydaje mi się, że dla mnie np. byłoby to dołujące, że nie potrafię sobie z czymś poradzić, a ktoś, kto jest takim samym tłumaczem jak ja i znajduje sięw takiej samej sytuacji- potrafi to zrobić lepiej. Pewnie przez resztę tłumaczenia porównywałabym się do tej osoby i nie wiem czy pomogłoby mi to zredukować stres:)
Myślę, że ta świadomość że obok jest ktoś kto zawsze może pomóc, jest trochę pocieszająca, z drugiej strony jednak wydaje mi się, że dla mnie np. byłoby to dołujące, że nie potrafię sobie z czymś poradzić, a ktoś, kto jest takim samym tłumaczem jak ja i znajduje sięw takiej samej sytuacji- potrafi to zrobić lepiej. Pewnie przez resztę tłumaczenia porównywałabym się do tej osoby i nie wiem czy pomogłoby mi to zredukować stres:)
Uważam, że wiele zależy od tego, jak dobrze takiego partnera kabinowego znamy, czy mamy nie niego zaufanie i dystans do samego siebie. Porównując się z daną osoba w takiej sytuacji, za bardzo możemy skupić sie na zaimponowaniu koledze czy koleżance niż na tłumaczonym tekście. Każdy z nas chciałby w takej sytuacji wypaść jak najlepiej, ale czasami kiedy stres jest z byt duży, a tekst zaczyna zlewac się w niezrozumiałą całośc, może warto zdać się na pomoc partnera i przekazać mu pałeczkę.
Dla mnie najciezszy byl pierwszy stres - och, az milo wspomniec:D - kazda wolna chwile spedzalam ze slownikiem. Ale dalam sobie rade - i od tej pory, jesli zaczynam miewac watlipwosci - czy sobie poradze, to przypominam sobie "moj pierwszy raz" - od razu mi lepiej:)
Dorota Sałata
10-30-2009, 15:54
[QUOTE=tomek36;7088
Co myślicie o rodzajach stresu, mechanizmach obronnych, i technikach radzenia sobie ze stresem podczas tłumaczenia symultanicznego? Może macie jakieś ciekawe doświadczenia z pracy?[/QUOTE]
Ja na razie nie mam zbyt dużego doświadczenia w tłumaczeniach konsekutywnych, tylko tyle co na zajęciach na uczelni uda się poćwiczyć. Mimo iż zwykle "występuję' tylko przed moją grupą, którą dobrze znam to ciężko mi jest opanować stres, a szczególnie uczucie ścisku w żołądku, który powoduje, że łamie mi się głos.
Staram się nad tym panować i moim sposobem jest np. zakaszlnąć przez chwilkę, wtedy puszcza mnie to napięcie w brzuchu.
Polecam także śmiech na rozładowanie stresu, oczywiście jeśli już stoimy przed publicznością to odradzam, ale zanim jeszcze wyjdzie się przed publikę i czuje się stres w brzuchu to można przez chwilkę się zaśmiać :)
joanna8606
11-11-2009, 23:48
Myslę,że zdrowe podejscie do zawodu (jak wspomniano powyzej) jest kluczowe. Nie mozna rozpamietywac porazek - to tylko poteguje stres i demotywuje. Oczywiscie nalezy uczyc sie na bledach i je analizowac, ale nigdy nie popadac w czarna rozpacz, bo cos poszlo nie tak:)
JoannaPietrak
11-14-2009, 09:18
Wiadomo, że porażek nie można brać sobie tak bardzo do serca ale mimo wszystko złe wystąpienie gdzieś tam w podświadomości człowieka zostaje. Dla mnie osobiście najgorsza jest sytuacja kiedy od samego początku nie jestem w stanie zrozumieć albo zapamiętać wszystkich ważnych informacji przekazanych przez mówcę. Jeśli taki zły początek mi się przytrafi bardzo trudno mi później całkowicie o tym zapomnieć i skupić się tylko i wyłącznie na poprawnym tłumaczeniu kolejnego fragmentu.
tomaszmalecki
12-27-2011, 14:25
Nawet najlepsi tłumacze nie są pewni tego, co robią, czasem do tego stopnia, że sprawdzają w słownikach to, co, jak się im zdaje, już wiedzą. Stres to czy niepewność tudzież profesjonalizm - wydaje się, że nie ma cienia bez światła.
projektzmiana
04-02-2012, 16:09
Witaj, jeżeli borykasz się, z jakimś problemem, lub chciałbyś robić coś szybciej, lepiej, czy bardziej efektywnie, to świetnie trafiłeś!
Jeżeli sen z powiek spędza Ci, któryś z poniższych problemów:
- fobia
- lęk przed wystąpieniami publicznymi
- silne negatywne emocje
- depresja
- nieśmiałość, czy brak pewności siebie
- kompleksy
- nawykowe lub kompulsywne zachowania, jak jedzenie słodyczy, obgryzanie paznokci, czy inne
- silny stres
- poczucie winy
lub towarzyszy Tobie inny problem, albo jest obszar, w którym chciałbyś / -abyś lepiej funkcjonować - skorzystaj z wielkiej okazji DARMOWEJ SESJI zmiany osobistej.
Wypełnij formularz, który znajdziesz tutaj: www.nafnaf.pl/formularz.doc i prześlij go na adres: projektzmiana@nafnaf.pl
*Sesje prowadzone są przez doświadczonych coachów, psychologów i terapeutów.
** Klient nie ponosi żadnych kosztów.
*** Sesje nagrywane są na kamery, a Klient podpisuje zgodę na wykorzystanie zebranego materiału audio i video.
**** Ze względu na duże zainteresowanie oraz możliwość wzięcia udziału w projekcie przez ograniczoną liczbę osób zastrzegamy, że skontaktujemy się z wybranymi osobami, które zostaną zaproszone do udziału w przedsięwzięciu.
Zespół Grande Cru sp. z o.o.
InkyBlack
04-20-2012, 02:54
Natomiast co do technik radzenia sobie ze stresem to uważam, iż bardzo ważną rzeczą jest uświadomienie sobie, że nawet jeśli popełnimy błąd lub nie będziemy zdolni do kontynuowania tłumaczenia to (w większości sytuacji tłmaczeniowych) świat się nie zawali, a my będziemy dalej żyli.
Ważne jest, by z błędów wyciągać konsekwencje. Wiem, to trudne - mylenie się może być dołujące i demotywować, ale wielkiego tłumacza poznać po tym, że do swoich błędów podchodzi w sposób konstruktywny. Jeśli raz zdarzy nam się wpadka, można to traktować jako doświadczenie i postarać się nie popełnić jej następnym razem. Przy takim podejściu stres może być mniejszy. Natomiast w sytuacji, gdy o pomyłkach myślimy tylko w kategoriach naszego braku kompetencji, powoduje to tylko, że stres z każdym kolejnym tłumaczeniem narasta.
Małgorzata
05-10-2012, 17:07
Oto link do odpowiedzi na pytanie w tytule http://interpreting.info/questions/598/how-can-interpreters-cope-with-stress-in-extreme-situations
Artykuł nt. jak zmiejszyć poziom stresu dla tłuamczy w służbie zdrowia i nie tylko http://www.imiaweb.org/uploads/docs/InterpreterStress_Julie_Burns.pdf
Tu można sprawdzić swój poziom stresu http://www.mystressmanagementskills.com/
vBulletin v3.7.2, Copyright ©2000-2012, Jelsoft Enterprises Ltd.