PDA

View Full Version : Problem tlumaczenia bajek/ksiazek dla dzieci


monstermania
12-29-2008, 11:37
Witam, jakie sa wedlug was problemy w tlumaczeniu bajek dla dzieci? Moze macie dostep do jakichs materiae wdzeiczny za low, linkow na ten temat? Bede strasznie wdzieczny za wszelka pomoc

michalina
12-29-2008, 12:46
Zaczęłabym od tłumaczenia imion i nazw własnych w ogóle. Na przykład takie bajki- powiastki Beatrix Potter. Tłumaczenia imion dość wierne w polskiej wersji, podobają mi się. Nie tracą swego uroku po polsku (nazwiska znaczące). W Kubusiu Puchatku już inaczej...Choć to kwestia akceptacji społecznej i recepcji na przestrzeni lat. Dyskusyjne wydaje mi sie natomiast pozostawiania oryginalnych imion i nazw własnych w ogóle, zwłaszcza w bajkach dla małych dzieci.

monstermania
12-29-2008, 12:52
dziekuje za ciekawy punkt widzenia, czy moze ktos zna jakas literature, po angielsku badz polsku ktora dala by mi podstawy teoretyczne do pray magisterskiej, tak zebym mogl to wlasnie jakas literatura podepszec?

Tom z Sopotu
12-29-2008, 13:16
dziekuje za ciekawy punkt widzenia, czy moze ktos zna jakas literature, po angielsku badz polsku ktora dala by mi podstawy teoretyczne do pray magisterskiej, tak zebym mogl to wlasnie jakas literatura podepszec?

W "Ocalonym w tłumaczeniu" Barańczaka jest cały artykuł o specyfice przekładów bajek dla dzieci. Ale to pewnie wiesz.

adam
12-29-2008, 19:50
Jak właściwie dokładnie brzmi temat Twojej pracy? Gdybyś dookreślił pole swoich zainteresowań, to może łatwiej byłoby nam podać namiary na literaturę? Interesuje Cię tłumaczenie na polski z konkretnego języka (instynktownie wszystkim nasuwa się chyba angielski)? Na forum było też o Andersenie i braciach Grimm :)

adam
12-29-2008, 20:09
A, przypomniało mi się... było też o tłumaczeniu Alicji w Krainie Czarów...

mstep
01-12-2009, 21:52
Na temat tłumaczenia Kubusia Puchatka jako świetnego, ale też dosyć sztampowego przykładu problemów w tłumaczeniu tekstów dla dzieci możesz znaleźć informacje w artykule "O polskich tłumaczeniach Winnie-the-Pooh A.A. Milne'a" w Przekładając nieprzekładalne I, Wyd. Uniwersytetu Gdańskiego, Gdańsk 2000.
Problemów tłumaczeniowych można się tu doszukać naprawdę wiele, z czego na pierwszy plan wysuwają się koncepcje urodzimienia i uinnienia, które to ścierają się w tej dziedzinie, doprowadzając do często kontrowersyjnych, ale też nierzadko bardzo kreatywnych rozwiązań. Z jednej strony przecież należy bronić nierozerwalności kulturowo- jezykowej oryginału i jego prawa do bycia przetłumaczonym jak najwierniej się da, z drugiej jednak, nasuwa się myśl, że to odbiorca (w tym wypadku dziecko) i jego predyspozycje kognitywne determinują ostateczny kształt tekstu. A skoro stawiamy odbiorcę na 1 miejscu, to automatycznie nawiązujemy do pojęcia [I]skoposu[I]- czyli Reiss & Vermeer.
Oprócz tego jeszcze cała masa innych zagadnień: jak tłumaczyć neologizmy językowe? (tu z pomocą przyjść może Garcarz), a jak zdrobnienia i spieszczenia, problem nazw własnych oczywiście też- kiedy można a nawet powinno się spolszczać/ zmieniać a kiedy nie ma to uzasadnienia? Jaką przyjąć strategię tłumaczeniową w przypadku gier słownych, kalamburów, rymowanek?
Istnieje wiele możliwości tłumaczeniowych i każdą należy analizować kontekstowo, ale na pewno zawsze trzeba bronić przede wszystkim KONSEKWENCJI w obrębie danej bajki, tak jak zresztą z innymi rodzajami tekstów... Co niekoniecznie jest zawsze respektowane przez tłumaczy... Tym bardziej punktów zaczepienia do analizy w pracy dyplomowej na pewno nie zabraknie:)

monisz
01-14-2009, 10:49
Polecam i zgadzam się z przedmówcą co do pozycji "Przekładając nieprzekładalne". Jest to zbiór bardzo ciekawych artykułów różnych autorów, zajmujących się różnymi problemami tłumaczeniowymi. Do tematu warto się oczywiście odwołać do wspomnianego artykułu.
Osobiście uważam, że dziecko jest wyjątkowym odbiorcą docelowym. Z tego względu tłumacz powinien wejść w świat wyobraźni małego czytelnika. Przez chwilę spojrzeć na świat, tak jak widzi go kilkulatek. Oprócz przekazu treści należy zwrócić szczególną uwagę na formę, a więc wszelkie nazwy własne, które będą łatwo przyswajalne i łatwo zapamiętane przez dziecko. Należałoby zatem, dokonać urodzimienia bajek, gdyż w takiej formie będą one łatwiej dostępne do świadomości dziecka. Moim zdaniem, im bardziej ciekawe i kreatywne tłumaczenie, a więc zbliżone w stopniu maksymalnym do rzeczywistości, w której żyje dziecko, tym lepiej:)

Tom z Sopotu
01-14-2009, 11:06
Oprócz tego jeszcze cała masa innych zagadnień: jak tłumaczyć neologizmy językowe?

A to są jakieś inne jeszcze? ;)

Więc mówicie, że "Przekładając nieprzekładalne", to cenna pozycja? Kurczę, muszę się zatem w nią gdzieś zaopatrzyć, jeśli to jeszcze możliwe - tym bardziej, że mój macierzysty uniwerek ją wydał.

monisz
01-15-2009, 10:19
Cenna cenna:D i warto się w nią zaopatrzyć i poszukać info nie tylko w w/w temacie ;)

jadwiga
01-15-2009, 13:57
Ciekawa bibliografia : https://www.usosweb.uj.edu.pl/kontroler.php?_action=actionx:katalog2/przedmioty/pokazPrzedmiot(prz_kod:WF.KUNESCO.I.9)

jadwiga
01-15-2009, 13:57
A to są jakieś inne jeszcze? ;)

Więc mówicie, że "Przekładając nieprzekładalne", to cenna pozycja? Kurczę, muszę się zatem w nią gdzieś zaopatrzyć, jeśli to jeszcze możliwe - tym bardziej, że mój macierzysty uniwerek ją wydał.

Trzeci tom dostępny bez problemu, drugi rzadziej, z pierwszym chyba mogą być problemy :)

BasiaS
01-15-2009, 19:16
Osobiście uważam, że dziecko jest wyjątkowym odbiorcą docelowym. Z tego względu tłumacz powinien wejść w świat wyobraźni małego czytelnika. Przez chwilę spojrzeć na świat, tak jak widzi go kilkulatek. Oprócz przekazu treści należy zwrócić szczególną uwagę na formę, a więc wszelkie nazwy własne, które będą łatwo przyswajalne i łatwo zapamiętane przez dziecko. Należałoby zatem, dokonać urodzimienia bajek, gdyż w takiej formie będą one łatwiej dostępne do świadomości dziecka. Moim zdaniem, im bardziej ciekawe i kreatywne tłumaczenie, a więc zbliżone w stopniu maksymalnym do rzeczywistości, w której żyje dziecko, tym lepiej:)
W zupełności zgadzam się z przedmówczynią. Jak wiadomo, dzieci mają niesamowicie rozwiniętą wyobraźnię, więc tłumacz zajmując się takim tekstem musi niejako sam 'stać się' dzieckiem. Myślę, że im bardziej kreatywne, a czasem dziwne (szczególnie z perspektywy dorosłych) ekwiwalenty tym lepiej jako, że dzieci często mają tendencję do tworzenia swoich własnych, zrozumiałych tylko dla nich, słów. tak więc, to co nam (dorosłym) może wydawać się dziwnym, dzieciom zazwyczaj się podoba. a chyba o to chodzi w przypadku bajek :)

michalina
01-15-2009, 21:57
[QUOTE=monisz;6976
Osobiście uważam, że dziecko jest wyjątkowym odbiorcą docelowym. Z tego względu tłumacz powinien wejść w świat wyobraźni małego czytelnika. Przez chwilę spojrzeć na świat, tak jak widzi go kilkulatek. Oprócz przekazu treści należy zwrócić szczególną uwagę na formę, a więc wszelkie nazwy własne, które będą łatwo przyswajalne i łatwo zapamiętane przez dziecko. Należałoby zatem, dokonać urodzimienia bajek, gdyż w takiej formie będą one łatwiej dostępne do świadomości dziecka. Moim zdaniem, im bardziej ciekawe i kreatywne tłumaczenie, a więc zbliżone w stopniu maksymalnym do rzeczywistości, w której żyje dziecko, tym lepiej:)[/QUOTE]

Z życia wzięte: moja znajoma zadręczała się niejednokrotnie, jak wytłumaczyć dziecku kwestię teletubbies. Zadręczała też znajomych pytaniami, czy to odmieniać, wymawiać w oryginale czy spolszczać. Popularna bajka dla bardzo małych dzieci pozbawiona została tłumaczenia imion własnych jej bohaterów, a te... brzmią dziwnie dla małego Polaka ;)

jadwiga
01-16-2009, 10:33
Z życia wzięte: moja znajoma zadręczała się niejednokrotnie, jak wytłumaczyć dziecku kwestię teletubbies. Zadręczała też znajomych pytaniami, czy to odmieniać, wymawiać w oryginale czy spolszczać. Popularna bajka dla bardzo małych dzieci pozbawiona została tłumaczenia imion własnych jej bohaterów, a te... brzmią dziwnie dla małego Polaka ;)

Nie zgadzam się, dzieci nie mają problemów z przyswojeniem tych imion, są dla nich tak samo trudne/łatwe jak rodzime. Może problem powstaje, kiedy zaczynają pisać, przy wymowie niekoniecznie.

monisz
01-16-2009, 12:06
Z życia wzięte cd.: Jako że mam kilkuletnią chrześnicę czasem oglądam z nią bajki w telewizji. Jakiś czas temu oglądałyśmy dobranockę o koniach. Jedna z bohaterek miałam na imię Miodowłosa. Osobiście uważam, że imię jest bardzo trafione. Oczywiście wiąże się z kolorem grzywy klaczy;) Mojej chrześnicy też się spodobało to imię, zapamiętała je i później nawet we wspólnej zabawie używała tego imienia:)
A co powiedziecie na tłumaczenie imion bohaterów bajki "Fifi Niezapominajka"? Prymulka, Fiołeczka, Trzmielik, szerszeń Żądełko, Ślimaczek. W wersji angielskiej występują: Fifi, Violet, Primrose, Bumble, Stingo, Slugsy.
Moim zdaniem, tłumacz świetnie wpasował się w świat dziecka. Maluchy często używają zdrobnień, jak też rodzice czy inni dorośli często mówimy do dzieci zdrobnieniami. Myslę, że przytoczone przykłady można uznać za dobrą pracę tłumacza:)

BasiaS
01-16-2009, 17:25
przypomniał mi się jeszcze program dla dzieci, który kiedyś uwielbiałam: 'Ulica Sezamkowa' . Z tego co pamiętam imiona bohaterów nie były tłumaczone na j.polski, ale była to wersja z lektorem. Natomiast w wersji dubbingowanej niektóre z nich zastąpiono polskimi imionami np. Bert-pol. Hubert, Ernie-pol.Emil, Elmo -pol. Bodzio, Count von Count-pol. Liczyhrabia, a Prairie Dawn nazwano Basia :). Moim zdaniem, nie ma nic 'złego' w pozostawieniu oryginalnych imion jeżeli jest to program/bajka o charakterze edukacyjnym i skierowany(a) jest do nieco straszych dzieci, które najczęściej mają już kontakt z j. angielskim.

annajurys
01-16-2009, 18:34
czy moze ktos zna jakas literature, po angielsku badz polsku ktora dala by mi podstawy teoretyczne do pray magisterskiej, tak zebym mogl to wlasnie jakas literatura podepszec?

Przede wszystkim: podepRZeć!!

A teraz do rzeczy:
Tłumaczenie literatury dla dzieci i jakiekolwiek badania nad tym procesem to relatywnie nowe zjawisko. Zarys badań nad przekładem dla dzieci znajdziesz w artykule M.Borodo "Children's Literature Translation Studies?" w Przekładańcu 1/16. W ogóle cały ten tom jest poświęcony tłumaczeniu dla dzieci z najróżniejszych języków.Jeśli chodzi o kompendium analizy porównawczej przekładów angielsko-polskich, zajrzyj do "Polskie tłumaczenia angielskiej literatury dziecięcej. Problemy krytyki przekładu" M.Adamczyk-Garbowskiej. To jak dotąd jedyne tak obszerne i dokładne porównanie różnych przekładów klasyki, jak Winnie the Pooh, Alice in Wonderland czyThe Rose and the Ring.

I jeszcze jedno: należy pamiętać, że w dzisiejszych czasach bajki czy baśnie nie są kierowane tylko do dzieci (patrz większość współczesnych kreskówek, poczynając od Shreka). Dlatego ekstremalne udomowienie (domestication) nie musi być w 100% uzasadnione. Odniesienia do kultury oryginału w kreskówkach i ich przekład skierowany nie tylko dla dzieci, ale też dorosłych, może być ciekawym wyzwaniem i kolejną kategorią do Twojej pracy.

jenoty
01-16-2009, 22:43
Wyżej wspomniana książka pani Adamczyk-Garbowskiej liczy sobie już trochę lat i była chyba jedną z pierwszych pozycji opisujących dość obszernie problem tłumaczenia literatury dziecięcej w Polsce. Książka na pewno przyda się przy pisaniu pracy na temat takich tłumaczeń (wiem, bo sama pisałam).

Potwierdzam też słowa przedmówczyni - w Przekładańcu, również można znaleźć kilka bardzo przydatnych i bardziej współczesnych artykułów na ten temat. Dość trudno było mi zdobyć ten numer ale opłaciło się.

Kolejną książką która mi bardzo pomogła jest - Children’s Literature in Translation. Challenges and Strategies. (edytorzy: Jan Van Coillie and Walter P. Verschueren). Znajdziesz tam wiele artykułów, z których dla mnie najciekawszy i najprzydatniejszy był Jana Van Coillie'go właśnie, pt. “Character Names in Translation. A Functional Approach."

Co do nazwisk związanych z ta dziedziną to ważni są:
Göte Klingberg, który popiera dużą wierność w stosunku do oryginału w tłumaczeniach dla dzieci (coś na zasadzie foreignisation). Taki pogląd popierają np.: Stolt, Zohar Shavit i Bravo-Villasante.
Odwrotne podejście promuje Riitta Oittinen (domestication), a wraz z nią m.in: Tina Puurtinen, Maria Nikolajeva, Cay Dollerup.

Pozdrawiam

jenoty
01-16-2009, 22:58
Trzy wspomniane tu rzeczy skłoniły mnie do jeszcze jednego postu: Winnie-The-Pooh, Monika Adamczyk-Garbowska i przekład imion.

Myślę, że warto wspomnieć tu o jeszcze jednym tłumaczeniu:
Monika Adamczyk-Garbowska jest autorką alternatywnego tłumaczenia Winnie-The-Pooh pt. Fredzia Phi-Phi. Przekład ten często jest krytykowany, myślę że głównie z powodu silnego przyzwyczajenia się do Kubusia Puchatek Ireny Tuwin, który to jest przekładem o wiele mniej wiernym (trudno tu wręcz mówić o przekładzie, bardziej adekwatnym sformułowaniem jest adaptacja). Oryginał Milne'a nie jest przesłodzoną książeczką o misiaczku, kłapouniu, krzysiu etc., skierowany jest zarówno dla dzieci jak i dorosłych.

Fredzia to przekład wierniejszy i moim zdaniem lepszy. Zachowana jest tu ta dwupoziomowość humoru i bardziej "surowy,"nieco filozoficzny klimat, który w oryginale może zachwycić, a w Kubusiu moim zdaniem przepadł. Przekłady różnią się nie tylko ilością użytych zdrobnień (których u I. Tuwim jest aż zadziwiająco dużo) ale też tłumaczeniem piosenek (duża niezgodność u Tuwim), zachowaniem lub nie gier słownych (wiadomo co u kogo). Dodatkowo I. Tuwim pominęła kilka fragmentów książki, które nie pasowały do koncepcji jej tłumaczenia tytułu/imienia głównego bohatera.

Polecam zainteresowanym porównanie tłumaczeń. Książki są krótkie i szybko się czyta, więc nie zajmie to wiele czasu ;)

mstep
01-17-2009, 12:55
Patrząc na problem z trochę szerszej perspektywy, osobiście nie skłaniałabym się ku osądom, który ze skrajnych przypadków przetłumaczenia "Winnie-the-Pooh", czy też tłumaczenia bajek w ogóle jest lepszy/ gorszy. Oczywiście można i powinno się analizować wszystkie dane o odbiorcy docelowym: wieku dziecka, jego potencjalnej znajomości angielskiego, rozwoju kognitywnym, a także o autorskim celu napisania bajki oraz wszystkie inne czynniki kształtujące "dobre" tłumaczenie. Jednakże to właśnie mnogość propozycji końcowej wersji produktu zbliża nas do poszukiwanego przez wszystkich złotego środka, który dla każdej odrębnej sytuacji jest inny.
W przypadku "Ulicy Sezamkowej" urodzimienie może sprawdzać się idealnie, ale już np. w "Teletubisiach" niekoniecznie- a może bajka jest spopularyzowana w wersji angielskiej POZA telewizją (gazety, gadżety, reklamy, gry komputerowe, itp- tzw "spin-offs") tak silnie, że tłumaczenie na polski nazw własnych wprowadzi tylko dziecko w zagubienie?
Pamiętam z własnego doświadczenia, że kiedy po obejrzeniu filmu "Władca Pierścieni" sięgnęłam do książki, tłumaczenie Marii Skibniewskiej (mocno wykorzystujące urodzimienie) odrzuciłam ze złością, bo fantastycznie dla mnie brzmiące oryginalne imiona bohaterów i nazwy krain zostały tam zastąpione polskimi neologizmami. No ale może dla czytających tę pozycję przed powstaniem filmu to właśnie ta wersja była bardziej czytelna...

solenero
01-17-2009, 14:09
Polecam zainteresowanym porównanie tłumaczeń. Książki są krótkie i szybko się czyta, więc nie zajmie to wiele czasu ;)

Wielu znas już to zrobiło:D. Swego czasu wątek poświęcony Puchatkowi był na forum dość burzliwie omawiany.

BasiaS
01-18-2009, 11:46
Nie zgadzam się, dzieci nie mają problemów z przyswojeniem tych imion, są dla nich tak samo trudne/łatwe jak rodzime. Może problem powstaje, kiedy zaczynają pisać, przy wymowie niekoniecznie.
Myślę, że w przypadku "Teletubbies"- bajki skierowanej do bardzo małych dzieci, pozostawienie oryginalnych imion bohaterów nie stanowi dla dzieci żadnej różnicy, ani też nie wydaje się dziwnym. Zwłaszcza, że dzieci na tym etapie nie mają na tyle rozwiniętej świadomości językowej i nie odbierają te imiona jako obcojęzyczne.

adam
01-20-2009, 20:32
przypomniał mi się jeszcze program dla dzieci, który kiedyś uwielbiałam: 'Ulica Sezamkowa' . Z tego co pamiętam imiona bohaterów nie były tłumaczone na j.polski, ale była to wersja z lektorem. Natomiast w wersji dubbingowanej niektóre z nich zastąpiono polskimi imionami np. Bert-pol. Hubert, Ernie-pol.Emil, Elmo -pol. Bodzio, Count von Count-pol. Liczyhrabia, a Prairie Dawn nazwano Basia :). Moim zdaniem, nie ma nic 'złego' w pozostawieniu oryginalnych imion jeżeli jest to program/bajka o charakterze edukacyjnym i skierowany(a) jest do nieco straszych dzieci, które najczęściej mają już kontakt z j. angielskim.

Jak z Elma można było zrobić Bodzia ?!!!! Stanowczo zabraniam tłumaczenia imion w Ulicy Sezamkowej, no może z wyjątkiem Liczyhrabi i Ciasteczkowego Potwora :)

Tom z Sopotu
01-20-2009, 20:35
Pamiętam z własnego doświadczenia, że kiedy po obejrzeniu filmu "Władca Pierścieni" sięgnęłam do książki, tłumaczenie Marii Skibniewskiej (mocno wykorzystujące urodzimienie) odrzuciłam ze złością, bo fantastycznie dla mnie brzmiące oryginalne imiona bohaterów i nazwy krain zostały tam zastąpione polskimi neologizmami.

Oj, to chyba nie było tłumaczenie Skibniewskiej, tylko właśnie TO DRUGIE, od czci i wiary odsądzane. Skibniewska niewiele nazw własnych przetłumaczyła, zdecydowana większość została bez zmian.

mstep
01-21-2009, 10:12
Faktycznie, chyba pomyliłam te tłumaczenia, to "odsądzane od czci i wiary" to musiało być Łozińskiego w takim razie :) Tak czy siak, na długo nabrałam wstrętu do wszelakich objawów urodzimiania nazw własnych. No bo jaki sens zamieniać "Frodo Baggins" na "Frodo Bagosz"? Nie sądzę, żeby ta druga wersja wnosiła szczególnie dużo do charakterystyki postaci.
Co innego z Ciasteczkowym Potworem, w tym przypadku imię stało się już kultowe i zasłużenie ;)

Tom z Sopotu
01-21-2009, 12:18
Faktycznie, chyba pomyliłam te tłumaczenia, to "odsądzane od czci i wiary" to musiało być Łozińskiego w takim razie :) Tak czy siak, na długo nabrałam wstrętu do wszelakich objawów urodzimiania nazw własnych. No bo jaki sens zamieniać "Frodo Baggins" na "Frodo Bagosz"? Nie sądzę, żeby ta druga wersja wnosiła szczególnie dużo do charakterystyki postaci.

O możliwych motywach, jakimi mógł się (ale wcale nie musiał) kierować Łoziński, pisałem już w dziale "Tłumaczenia literackie", w wątku o imionach, nazwiskach i nazwach własnych, str.2, post nr 30:
http://forum.mlingua.pl/showthread.php?t=40&page=2

jadwiga
01-21-2009, 14:51
Trzy wspomniane tu rzeczy skłoniły mnie do jeszcze jednego postu: Winnie-The-Pooh, Monika Adamczyk-Garbowska i przekład imion.

Myślę, że warto wspomnieć tu o jeszcze jednym tłumaczeniu:
Monika Adamczyk-Garbowska jest autorką alternatywnego tłumaczenia Winnie-The-Pooh pt. Fredzia Phi-Phi. Przekład ten często jest krytykowany, myślę że głównie z powodu silnego przyzwyczajenia się do Kubusia Puchatek Ireny Tuwin, który to jest przekładem o wiele mniej wiernym (trudno tu wręcz mówić o przekładzie, bardziej adekwatnym sformułowaniem jest adaptacja).

Polecam zainteresowanym porównanie tłumaczeń. Książki są krótkie i szybko się czyta, więc nie zajmie to wiele czasu ;)

Odsyłam do wątku, który został już na forum podjęty: http://forum.mlingua.pl/showthread.php?t=759

magda.d
03-07-2009, 20:54
Poszukując w internecie polskich baśni dla siostrzenicy, pos opisem książki napotkałam interesujący cytat. Tak oto tłumaczono niegdyś baśnie Andersena:

Jako że konwencja literacka rygorystycznie domagała się podniosłości - wszystko, co według tłumaczy nie pasowało do konwencjonalnych wyobrażeń - zmieniano. I tak na przykład okrzyk króla w Krzesiwie brzmiący: "Ja nie chcę", zostaje zastąpiony przez tłumacza Charlesa Bonera zwrotem: "Jego Królewska Mość nie życzy sobie", a Andersenowska "mała syrenka" staje się "filigranową małą syrenką".

Upiększanych bywało wiele detali utworów, przez to często niosły one przesłanie odwrotne do zamierzonego. Wielokrotnie dodawano szczęśliwe zakończenie albo usuwano drastyczne fragmenty. Raz po raz wtrącano komentarze świadczące o tym, że tłumacz nie czuje Andersenowskiego humoru i brnie, próbując wyjaśnić czytelnikowi sens baśni. Na przykład w Słowiku Słowik prawdziwy i sztuczny ptak śpiewają razem, ale nie idzie im dobrze. Nadworny muzyk broni sztucznego ptaka, wolą go też dworzanie. Alfred Wehnert w swoim przekładzie z 1861 roku nie może w to uwierzyć i gubi satyryczny charakter baśni, dodając od siebie: "wyrobione ucho muzyka łatwo mogłoby wyłapać zgrzytliwy ton mechanizmu. Czytelnik musi jednak pamiętać, że byli to Chińczycy."

I co o tym myślicie?

kkosciukiewicz
04-07-2009, 15:39
Trzeci tom dostępny bez problemu, drugi rzadziej, z pierwszym chyba mogą być problemy :)

Drugi tez dostepny a co najlepsze do drugiego dodaja (nie wszedzie) malutkie CD z tomem I :)

kkosciukiewicz
04-07-2009, 15:46
wiem, ze ten watek juz sie pojawil na forum, jednak ma to sporo wspolnego z tym rowniez. Mianowicie wszystkie tlumaczenia Alicji w Krainie czarow. Wystarczy porownac dwa ze wszystkich tlumaczen i tu mam na mysli Morawska z 1927 i Slomczynskiego z 1965 zeby zauwazyc roznice miedzy tlumaczeniem strikte dla dzieci a takim odpowiednim dla dzieci i doroslych.

W ksiazkach dla najmlodszych nie jest to problemem, jednak jesli wezmiemy pod uwage ksiazki po ktore rownie chetnie siegaja dzieci starsze jak i dorosli, zasadniczym problemem staje sie tzw double addressee. No bo trzeba sprowadzic jezyk do "odpowiedniego poziomu" a nie zawsze jest to latwe.

MateckiM
11-01-2009, 15:49
Co do tłumaczenia bajek - to dość skomplikowany temat... kiedyś próbowałem sam się za niego zabrać, ale był paskudnie dużo trudności z idiomami i zwrotami charakterystycznymi dla języka angielskiego - muszę przyznać, że nie dałem rady sam. Pomogli mi ludzie z http://tlumaczenia-biuro.pl/ - po krótkiej konsultacji od razu się dogadaliśmy, i efekty przeszły najśmielsze oczekiwania... Sam byłem zaskoczony, jak ładnie wyszło.

jola
11-25-2009, 21:58
witam, mam prośbę potrzbuję pomocy przy zorganizowaniu na rozdzialy i podrozdzialy pracy magisterskiej o literaturze dzieciecej, nazwacg wlasnych w tej literaturze i jakichs przykladowych utworow. ogolnie potrzebuje pomocy na ten temat