PDA

View Full Version : MUZYKA - Nosowska/Osiecka


szerlok
12-16-2008, 17:29
Ciekaw jestem Waszego zdania nt. nowej płyty Nosowskiej? Mnie jej "Osiecka" powaliła! "Na całych jeziorach ty" czy "Jesień na Saskiej" to cudeńka. I płyta już po dwóch tyg. platynowa, myślę że zasłużenie!

Mufka
12-16-2008, 18:01
Jestem tą płytą zachwycona! Wydaje mi się nieco trudniejsza w odbiorze niż podobny projekt Raz, dwa, trzy, ale warto się wsłuchać. Trochę mnie tylko drażni sposób zaśpiewania "Uciekaj moje serce". To dla mnie wciąż pozostanie piosenka zjadliwa jedynie w wykonaniu Seweryna.

Monia z Po-nia
12-16-2008, 18:19
To już zacieram ręcę ;-). Ta płyta to jedyna rzecz, o jakiej pomyślałam, gdy się mnie "Gwazdor" zapytał, co chcę pod choinkę ;-)

Z tego, co słyszałam w Trójce - największe wrażenie zrobiła na mnie piosenka "Kto tam u Ciebie jest?". Jakoś nie kojarzę tego z żadnych wcześniejszych wykonań...

szerlok
12-16-2008, 18:42
To już zacieram ręcę ;-). Ta płyta to jedyna rzecz, o jakiej pomyślałam, gdy się mnie "Gwazdor" zapytał, co chcę pod choinkę ;-)

Z tego, co słyszałam w Trójce - największe wrażenie zrobiła na mnie piosenka "Kto tam u Ciebie jest?". Jakoś nie kojarzę tego z żadnych wcześniejszych wykonań...

Ja kojarzę ja w wykonaniu Ewy Błaszczyk.

solenero
12-17-2008, 10:31
Nosowska - OK!
A zobaczcie ile się tego ostatnimi czasy porobiło. Artyści biorą się za rzeczy, które już były, robią je na nowo. Żeby przypomnieć tylko Raz, dwa, trzy z Osiecką , a potem z Młynarskim, Habakuka i Strachy śpiewające Kaczmarskiego, teraz Osiecka w wykonaniu Nosowskiej.

Tom z Sopotu
12-17-2008, 12:43
A zobaczcie ile się tego ostatnimi czasy porobiło. Artyści biorą się za rzeczy, które już były, robią je na nowo. Żeby przypomnieć tylko Raz, dwa, trzy z Osiecką , a potem z Młynarskim, Habakuka i Strachy śpiewające Kaczmarskiego, teraz Osiecka w wykonaniu Nosowskiej.

Widać autorzy przestali mieć ostatnimi czasy oryginalne pomysły i wobec braku weny wzięli się na potęgę za przerabianie pomysłów cudzych a sprawdzonych... ;) Być może w tym kierunku zmierza postmodernistyczna sztuka, w końcu np. Hollywood w coraz większym stopniu działa na tej właśnie zasadzie. :p

Mufka
12-17-2008, 18:12
Widać autorzy przestali mieć ostatnimi czasy oryginalne pomysły i wobec braku weny wzięli się na potęgę za przerabianie pomysłów cudzych a sprawdzonych... ;) Być może w tym kierunku zmierza postmodernistyczna sztuka, w końcu np. Hollywood w coraz większym stopniu działa na tej właśnie zasadzie. :p

Coś w tym jest, a z drugiej strony - trudno mi posądzać takich tekściarzy-wyjadaczy jak Nowak czy Nosowska (właśnie czytam książkę o jej warsztacie pisarskim) o brak weny i oryginalnych pomysłów.

Tom z Sopotu
12-17-2008, 22:01
Coś w tym jest, a z drugiej strony - trudno mi posądzać takich tekściarzy-wyjadaczy jak Nowak czy Nosowska (właśnie czytam książkę o jej warsztacie pisarskim) o brak weny i oryginalnych pomysłów.

Też RACZEJ nie posądzam (chciałem tylko jak zwykle wsadzić kij w jakieś mrowisko), acz im też mogą się zdarzyć słabsze okresy. :)

Tom z Sopotu
12-17-2008, 22:17
A swoją drogą - nie sądzicie, że może być jeszcze trochę za wcześnie na naukowe analizy twórczości literackiej Nosowskiej? Tzn. oczywiście, można analizować wszystko, wedle upodobań, nawet teksty Dody (i od razu, żeby mi potem nikt nie imputował: NAWET NIE ZAMIERZAM PORÓWNYWAĆ wypocin Rabczewskiej do tekstów Nosowskiej!), ale jakąż wartość merytoryczną może mieć analiza - ilu tekstów, kilkudziesięciu? - napisanych w ciągu raptem kilkunastu lat? Toż to fragmencik twórczości pisarskiej dopiero, jeszcze wiele może się w niej - oraz w życiu autorki - zmienić i skompromitować te niewczesne rozważania. Naukowa ich jakość na tym etapie wydaje mi się z góry wątpliwa - acz a) mogę się, rzecz jasna, mylić, zwłaszcza że wyrażam opinię niczym posłowie LPR, nie przeczytawszy; b) z czasem dzisiejsze przypuszczenia autorów mogą się potwierdzić, tyle że to będzie bardziej przypadek niż ich cecha immanentna. Być może i ta Nosowska kiedyś literackiego Nobla dostanie ;), ale nie dzisiaj o tym komukolwiek sądzić, bo za mało na to materiału po prostu.

Na dziś wydaje mi się to po pierwsze sprytnym zabiegiem marketingowym, chwytem PR, a po drugie cwanym fortelem osób, które chcą zaliczyć publikacje naukowe w sposób w dwójnasób łatwy: 1) pisząc o rzeczach, których po prostu lubią słuchać, więc można to zrobić w przyjemniejszej atmosferze niż analizując jakiegoś ponurego poetę piszącego rzeczy trudniejsze, oraz 2) o rzeczach, które trudno dziś jeszcze zweryfikować, więc cokolwiek się napisze, może wydawać się mądre i nie ma nawet komu tego sprawdzić. ;)

Monia z Po-nia
12-18-2008, 10:48
(właśnie czytam książkę o jej warsztacie pisarskim)

No właśnie - i jakie wrażenia z lektury?

A propos wypowiedzi Toma:

Owszem - zapewne "to fragmencik twórczości pisarskiej dopiero", możliwe że jest to "sprytny zabiegi marketingowy", itd.

Ale:
1. Dlaczego analiza tekstów w tej chwili miałaby być gorsza niż analiza z perspektywy czasu? Co takiego wymaga tu weryfikacji? Mnie się wydaje, że właśnie lepiej robić to na żywca, będąc świadkiem czasów, w których utwory te powstawały.

2. Pisanie o rzeczach, których się po prostu lubi słuchać (i których inni lubią słuchać), jest zazwyczaj o wiele ciekawsze, niż pisanie o czymś, co dla autora (i odbiorcy) jest odległe.

3. Możliwe, że większość tych tekstów nie przetrwa próby czasu i ich analiza zainteresuje tylko dzisiejszych wielbicieli Nosowskiej. Albo inaczej - dzisiejsze opracowanie stanie się cennym źródłem dla badaczy w przyszłości.

4. Marketing to nie jest znowu taka godna potępienia sprawa. Dlaczego nie pisać o tym, co zainteresuje odbiorców? Ja to bym nawet mogła przeczytać analizę takiego zjawiska medialnego, jakim jest Doda, gdyby była ona zrobiona w inteligentny sposób. Albo analizę co niektórych pseudopoetyckich tekstów kiczowatych artystów estrady. Słyszeliście w Trójce Katarzynę Kłosińską rozbierającej na części teksty np. zespołu Ich troje? Wyborne!

Mufka
12-18-2008, 11:05
Ja nie sądze, że za wcześnie.
Nosowska swoim nazwiskiem promuje większość tekstów, które znalazły się na płytach Heya czy jej solowych. A pierwszą płytę z Heyem wydała w 1993! Płyt było jeszcze ok. 11 plus 4 solowe ("Osieckiej" nie liczę) plus regularnie pisywane feleitony. Tych tekstów do analizy jest kilkaset, nie kilkadziesiąt!Zgodzić się mogę jedynie z jednym Twoim stwierdzeniem, że
" to fragmencik twórczości pisarskiej dopiero, jeszcze wiele może się w niej - oraz w życiu autorki - zmienić".
No i nikt tu nie mówi o Noblu.
Zabieg marketingowy, chwyt PR? Całkiem możliwe - tym bardziej, że ostatnio o Heyu i Nosowskiej głośno (Unplugged, spora trasa, solowa płyta) i być może ktoś postanowił wykorzystać moment. Ale absolutnie nie mogę się zgodzić, że to fortel "osób, które chcą zaliczyć publikacje naukowe w sposób w dwójnasób łatwy". Też tak kiedyś bym pomyślała, a nawet- myślałam. Lubię słuchac Kaczmarskiego, więc pomyśłałam, że napiszę na temat jego twórczości pracę magisterską, bo to będzie łatwe. Nic bardziej mylnego! Poczynając od faktu, że praktycznie nie mogłam zbudowac bibliografii, bo o Kaczmarskim sie nie pisało (miałam tylko doktorat Gajdy, jeden wywiad-rzekę, wstęp do Antologii i parę prasowych artykułów) po niechęć promotora do mojego pisania o bardzie.
A poza tym osobiście znam część osób - autorów rozdziałów omawianej tu książki i trudno mi sobie wyobrazić, żeby np. prof. Kiec ( z tego co się orientuję- kobieta, która jako jedna z najmłodszych otrzymała tytuł prof. na UAM) potrzebowała i chciała "zaliczyć publikacje naukowe w łatwy sposób".

Mufka
12-18-2008, 11:13
Powyższe dotyczy wypowiedzi Toma, z którą się nie mogę zgodzić.
Monia - no właśnie, ujęłaś to krótko a treściwie :). Co do samej książki - miejscami mnie rozczarowała, ale mimo wszystko uważam, że takie pozycje są nawet nie niezbędne - one są poszukiwane i cieszę się, że książka powstała. A w ciągu następnych 15. lat aktywności Nosowskiej pewnie powstanie takich jeszcze sporo, a każda opisywać będzie jej pisartwo z różnej perspektywy, nie tylko czasowej.

Tom z Sopotu
12-18-2008, 13:11
Nic mnie bardziej nie cieszy, jak ożywiona dyskusja, czasem więc warto ją sprowokować dla samego sportu choćby. Ja Nosowską lubię, choć może bardziej przez sentyment, bo jej tekstów nie analizowałem. Niemniej:

1. Dlaczego analiza tekstów w tej chwili miałaby być gorsza niż analiza z perspektywy czasu? Co takiego wymaga tu weryfikacji? Mnie się wydaje, że właśnie lepiej robić to na żywca, będąc świadkiem czasów, w których utwory te powstawały.

No właśnie tu się całkiem nie zgodzę. Będąc świadkiem czasów, jesteśmy bardziej ich zaangażowanym osobiście uczestnikiem niż bezstronnym obserwatorem. Dystans jest potrzebny po to, żeby a) ulotnił się stosunek emocjonalny analizującego do przedmiotu analizy, b) ujawnił się pełen kontekst kulturowy, w którym osadzony jest tekst - dziś, jako uczestnicy zdarzeń, nie jesteśmy zazwyczaj w stanie spojrzeć w sposób ogólny na mechanizmy, które nimi rządzą, a inni ich uczestnicy (w tym także autorzy tekstów) często ukrywają z rozmaitych pobudek - i bywa, że skutecznie - swoje prawdziwe motywacje, inspiracje, ba! Cżęsto sami sobie z nich jeszcze sprawy nie zdają. Pewne sprawy można prawidłowo ocenić WYŁĄCZNIE z dystansu. To, co dziś jest dla nas niejasne lub tylko wydaje nam się jasne, dla naszych dzieci będzie całkiem jasne, ale okaże się, że faktyczne przyczyny zjawisk były inne niż nam się wtedy zdawało.
Sam miałem kilkuletni okres regularnego pisania felietonów w jednej z gazet. Kiedy czytam je dzisiaj, widzę że teraz bym ich w ten sposób nie napisał. Zmienił się mój styl pisania, niektóre obserwacje - jak się po latach okazało - trafiły kulą w płot, inne były za słabe lub za mocne. A minęło tylko parę lat!

2. Pisanie o rzeczach, których się po prostu lubi słuchać (i których inni lubią słuchać), jest zazwyczaj o wiele ciekawsze, niż pisanie o czymś, co dla autora (i odbiorcy) jest odległe.

Ale rodzi ryzyko, że będąc zbyt blisko nie ogarniemy całości. I że emocje przesłonią nam fakty. Jak rozumiem, w książce jest mowa o analizie tekstów. Ale my, znając choćby muzykę, w jakiej te teksty zostały osadzone, tak naprawdę nie będziemy się w stanie do końca uwolnić od dodatkowych, pozaliterackich znaczeń i uczuć, jakie narzuca nam melodia. Ten sam tekst ujęty w inne ramy muzyczne, nawet tylko zaśpiewany, zinterpretowany przez wykonawcę inaczej, może znaczyć całkiem co innego! Tym bardziej, że Nosowska nie jest autorką muzyki do wszystkich swoich tekstów. Żeby znów wrócić na swoje podwórko (po prostu znam je najlepiej, to nie "chwyt marketingowy" ;)) - pisuję też teksty piosenek, które np. obecna tu Monia zna. Prawdę mówiąc, kiedy oddaję je zespołowi, nie wiem, jaka piosenka, nie tylko formalnie, ale i treściowo, z tego na końcu wyniknie - zależy to od tego, który z członków zespołu weźmie się za muzykę, od tego, czy wziął się za nią miesiąc temu czy 15 lat temu (bo przez ten czas JEGO umiejętności muzyczne się zmieniły), a nawet od tego, jaki ma w danym momencie humor. Kilka razy zdarzyło się, że muzykę do jednego tekstu napisały dwie, a nawet trzy osoby - i w każdym wypadku jest to inna piosenka, można nawet powiedzieć, że o czym (o kim?) innym. Dlatego analiza tekstu z narzuconą nam interpretacją muzyczną tylko zaciemnia obraz sytuacji i ryzyko błędnej interpretacji drastycznie rośnie. Tak naprawdę, analizę TEKSTÓW piosenek (w odróżnieniu od piosenek jako całości) bez takiego zwiększonego ryzyka mogliby podjąć tylko ludzie, którzy nie słyszeli tych piosenek, jako utworów muzycznych. Sądzę więć, że jeśli praca naukowa na temat tekstów ma być rzetelna, to LEPIEJ nie słuchać tych piosenek. To, że rzecz będzie dla nas trudniejsza, prędzej wpłynie pozytywnie na jakość merytoryczną tej pracy niż negatywnie.

3. Możliwe, że większość tych tekstów nie przetrwa próby czasu i ich analiza zainteresuje tylko dzisiejszych wielbicieli Nosowskiej. Albo inaczej - dzisiejsze opracowanie stanie się cennym źródłem dla badaczy w przyszłości.

I to jest pewien argument. Ale czy uzasadnia powstanie tego rodzaju dysertacji naukowej?

4. Marketing to nie jest znowu taka godna potępienia sprawa. Dlaczego nie pisać o tym, co zainteresuje odbiorców? Ja to bym nawet mogła przeczytać analizę takiego zjawiska medialnego, jakim jest Doda, gdyby była ona zrobiona w inteligentny sposób. Albo analizę co niektórych pseudopoetyckich tekstów kiczowatych artystów estrady. Słyszeliście w Trójce Katarzynę Kłosińską rozbierającej na części teksty np. zespołu Ich troje? Wyborne!

Myślałem o czym innym. Nie chodzi o to, że autorzy tej pracy wstrzelili się w rynek - były już lepsze momenty w karierze Nosowskiej na takie wstrzelenie się w sprzedaż. Z drugiej strony, takie żerowanie na cudzej popularności też mi się wydaje kontrowersyjne etycznie, ale co tam - etyka jest fakultatywna, nie musimy wyznawać tych samych wartości. Zrodziło się jednak we mnie podejrzenie, że to jest zabieg marketingowy wydawców płyt Nosowskiej czy Heya - książka z pewnością napędzi sprzedaż wydawnictw, być może nie idącą już tak jak przed laty. Pod pozorem naukowej analizy otrzymujemy zatem tylko sprytnie ukrytą reklamę. ;)

Tom z Sopotu
12-18-2008, 13:17
Ja nie sądze, że za wcześnie.
Nosowska swoim nazwiskiem promuje większość tekstów, które znalazły się na płytach Heya czy jej solowych. A pierwszą płytę z Heyem wydała w 1993! Płyt było jeszcze ok. 11 plus 4 solowe ("Osieckiej" nie liczę) plus regularnie pisywane feleitony. Tych tekstów do analizy jest kilkaset, nie kilkadziesiąt!Zgodzić się mogę jedynie z jednym Twoim stwierdzeniem, że
" to fragmencik twórczości pisarskiej dopiero, jeszcze wiele może się w niej - oraz w życiu autorki - zmienić".
No i nikt tu nie mówi o Noblu.
Zabieg marketingowy, chwyt PR? Całkiem możliwe - tym bardziej, że ostatnio o Heyu i Nosowskiej głośno (Unplugged, spora trasa, solowa płyta) i być może ktoś postanowił wykorzystać moment. Ale absolutnie nie mogę się zgodzić, że to fortel "osób, które chcą zaliczyć publikacje naukowe w sposób w dwójnasób łatwy". Też tak kiedyś bym pomyślała, a nawet- myślałam. Lubię słuchac Kaczmarskiego, więc pomyśłałam, że napiszę na temat jego twórczości pracę magisterską, bo to będzie łatwe. Nic bardziej mylnego! Poczynając od faktu, że praktycznie nie mogłam zbudowac bibliografii, bo o Kaczmarskim sie nie pisało (miałam tylko doktorat Gajdy, jeden wywiad-rzekę, wstęp do Antologii i parę prasowych artykułów) po niechęć promotora do mojego pisania o bardzie.
A poza tym osobiście znam część osób - autorów rozdziałów omawianej tu książki i trudno mi sobie wyobrazić, żeby np. prof. Kiec ( z tego co się orientuję- kobieta, która jako jedna z najmłodszych otrzymała tytuł prof. na UAM) potrzebowała i chciała "zaliczyć publikacje naukowe w łatwy sposób".

Jeśli tekstów jest kilkaset, to już bardziej OK, pod warunkiem jednak, że wszystkie one zostały rzeczywiście wzięte pod uwagę podczas przygotowywania tej analizy.

Swoją drogą, felietonów Nosowskiej nie znam - są gdzieś dostępne w sieci?

Co zaś się tyczy Kaczmarskiego, to nie porównywałbym trudności w pisaniu pracy na jego temat i na temat Nosowskiej - to były inne czasy, inne realia. Ale dziś już bez większego trudu jesteś w stanie znaleźć w miarę pełną bibliografię, liczne komentarze, recenzje, inne prace naukowe. I dlatego też właśnie - c.b.d.u. - lepiej takiej analizy literackiej jego twórczości dokonać teraz, z dystansu, niż nawet przed kilkunastu laty, kiedy była ona bardziej obciążona politycznie i emocjonalnie. :)

Mufka
12-18-2008, 13:37
Jeśli tekstów jest kilkaset, to już bardziej OK, pod warunkiem jednak, że wszystkie one zostały rzeczywiście wzięte pod uwagę podczas przygotowywania tej analizy.

Swoją drogą, felietonów Nosowskiej nie znam - są gdzieś dostępne w sieci?

Co zaś się tyczy Kaczmarskiego, to nie porównywałbym trudności w pisaniu pracy na jego temat i na temat Nosowskiej - to były inne czasy, inne realia. Ale dziś już bez większego trudu jesteś w stanie znaleźć w miarę pełną bibliografię, liczne komentarze, recenzje, inne prace naukowe. I dlatego też właśnie - c.b.d.u. - lepiej takiej analizy literackiej jego twórczości dokonać teraz, z dystansu, niż nawet przed kilkunastu laty, kiedy była ona bardziej obciążona politycznie i emocjonalnie. :)

1. Nie ma znaczenia ile tych tekstów jest!!! Nawt gdyby napisała 1 (jeden) tekst to i tak można by robić analizę filologiczną jej twórczości.
2. Felietony Nosowskiej można przeczytać w Filipince, Muzie, Zwierciadle. Nie wiem, czy w sieci.
3. Inne czasy, inne realia??? Ja nie mam 40 lat, Tom. Od napisania mojej magisterki upłynęło ich zaledwie 5 (już 5?!) i od tego czasu nie przybyło znacząco tekstów na temat twórczości Kaczmarskiego. Wiem co mówię, bo wraz ze środowiskiem kaczmarofilów śledzę pilnie te sprawy.
4. Zawsze jest dobry moment na przeprowadzanie analiz! To na tym polega, aby robić analizy twórczości zarówno za życia, jak i po śmierci autora. Zyskujesz wtedy różne perspektywy!

Tom z Sopotu
12-18-2008, 13:58
1. Nie ma znaczenia ile tych tekstów jest!!! Nawt gdyby napisała 1 (jeden) tekst to i tak można by robić analizę filologiczną jej twórczości.
2. Felietony Nosowskiej można przeczytać w Filipince, Muzie, Zwierciadle. Nie wiem, czy w sieci.
3. Inne czasy, inne realia??? Ja nie mam 40 lat, Tom. Od napisania mojej magisterki upłynęło ich zaledwie 5 (już 5?!) i od tego czasu nie przybyło znacząco tekstów na temat twórczości Kaczmarskiego. Wiem co mówię, bo wraz ze środowiskiem kaczmarofilów śledzę pilnie te sprawy.
4. Zawsze jest dobry moment na przeprowadzanie analiz! To na tym polega, aby robić analizy twórczości zarówno za życia, jak i po śmierci autora. Zyskujesz wtedy różne perspektywy!

1. Oczywiście, że można zrobić analizę i jednego tekstu (napisałem już zresztą w pierwszym swoim poście na ten temat, że można), tylko jaki to ma sens? Siłą rzeczy będzie to analiza cząstkowa, a więc ułomna, a więc de facto błędna.

2. Jak raz, nie czytuję powyższych pism, ale poszukam.

3. Po pierwsze - tak, bo skoro przez większy okres twórcczości Kaczmara nie było prac na jej temat, a po upadku komuny straciła ona na znaczeniu (z pewnością był już wtedy Kaczmarski mniej popularny od Nosowskiej), to właśnie wskutek tego, że apogeum jego znaczenia przypadło na owe "inne czasy i inne realia", to i nadal trudniej o napisanie czegoś o Kaczmarskim niż o Nosowskiej, o której CAŁEJ twórczości można było pisać na bieżąco i bez problemów - i pisało się, wielu krytyków z pism muzycznych i niemuzycznych zużyło na to tusz w drukarkach.
Ale:
Po drugie - nie jest AŻ TAK źle z tą bibliografią Kaczmara. Niemal cała jego twórczość została wydana w sposób kompletny, sam niedawno kupiłem w antykawriacie książkę wydaną krótko przed jego śmiercią, w której nie zauważyłem żadnego braku, jeśli chodzi o teksty, a być może po śmierci pojawiło się jeszcze wydanie uzupełnione. Do samodzielnej analizy literackiej zaś nie są Ci specjalnie potrzebne cudze prace. Ja sam np. napisałem swoją magisterkę tak, żeby jak najmniej korzystać ze źródeł - wymyśliłem sobie w miarę nową koncepcję, o której mało kto przede mną pisał i po niezbędnym a nudnym rzuceniu jej na szersze tło, mogłem się już swobodnie oddać własnym teoretycznym rozważaniom, bez ograniczającego ruchy oglądania się na cudzy dorobek w tej mierze.

4. Momenty te nie są jednakowo dobre, moim zdaniem. Co do analizowania bez dystansu wszystko już chyba wyjaśniłem wyżej. Dodam jeszcze tylko jedno - za bardzo mi analizowanie czyjejś twórczości w jej punkcie odległym od końca przypomina budowanie pomników za życia. Jakoś mnie takowe mierzi, że na koniec użyję emocjonalnego argumentu.

Mufka
12-18-2008, 14:16
Tom,
Ad 1. Nie odpowiada mi taki wywód: analiza cząstkowa= błędna. I cząstkowa może być prawidłowo i ciekawie przeprowadzona.
Ad 3. :D Myślałam, że pisząc "inne czasy, inne realia" masz na myśli, że JA pisałam swoją magisterkę w tamtych czasach i poczułam się staro.

Tom z Sopotu
12-18-2008, 14:31
Ad 1. Nie odpowiada mi taki wywód: analiza cząstkowa= błędna. I cząstkowa może być prawidłowo i ciekawie przeprowadzona.

Może masz rację. Założyłem, że w owej inkryminowanej książce (bo o niej wciąż mówimy) dokonuje się całościowej analizy twórczości literackiej Nosowskiej, a być może chodzi tylko o fragmentaryczną analizę kilku wybranych tekstów. W takim wypadku mój wywód nie ma sensu. Jeśli jednak praca pretenduje do analizy całości dokonań literackich autorki - podtrzymuję swoje zdanie; z jednego (czy nawet kilku) nie da się sądzić o wszystkim.

Ad 3. :D Myślałam, że pisząc "inne czasy, inne realia" masz na myśli, że JA pisałam swoją magisterkę w tamtych czasach i poczułam się staro.

A, to przepraszam! :)

Mufka
12-18-2008, 14:41
Może masz rację. Założyłem, że w owej inkryminowanej książce (bo o niej wciąż mówimy) dokonuje się całościowej analizy twórczości literackiej Nosowskiej, a być może chodzi tylko o fragmentaryczną analizę kilku wybranych tekstów. W takim wypadku mój wywód nie ma sensu. Jeśli jednak praca pretenduje do analizy całości dokonań literackich autorki - podtrzymuję swoje zdanie; z jednego (czy nawet kilku) nie da się sądzić o wszystkim.



A, to przepraszam! :)

Książka, o której wciąż mowa, ma 11 autorów, a każdy z nich omawia inny aspekt twórczości K. N. Np. świat przedstawiony w jej utworach, pojęcia i wartości w felietonistyce. Pojawiają się rozważania o cielsności śmierci czy nt. wizualizacji słów na przykładzie okładek płyt.
Zatem- w pewnych aspektach jest to analiza całości, w innych autor skupia się nad poszczególnym tekstem.

ps- niezamaco. Kobieca próżność przez mnie przemówiła (wydarła się).

Monia z Po-nia
12-18-2008, 16:26
Kilka razy zdarzyło się, że muzykę do jednego tekstu napisały dwie, a nawet trzy osoby - i w każdym wypadku jest to inna piosenka, można nawet powiedzieć, że o czym (o kim?) innym.

Hehe ;-). Tu nie mogę się nie zgodzić ;-)


Dlatego analiza tekstu z narzuconą nam interpretacją muzyczną tylko zaciemnia obraz sytuacji i ryzyko błędnej interpretacji drastycznie rośnie. Tak naprawdę, analizę TEKSTÓW piosenek (w odróżnieniu od piosenek jako całości) bez takiego zwiększonego ryzyka mogliby podjąć tylko ludzie, którzy nie słyszeli tych piosenek, jako utworów muzycznych.

Ale co to jest "błędna interpretacja"? Sprzeczna z tym "co autor miał na myśli"?. Póki Nosowska żyje, można się jej o to przynajmniej zapytać ;-). A jednak w szkole mnie uczyli, że przy interpretacji np. wiersza w zasadzie nie jest aż tak ważne co autor miał na myśli, tylko jakie uczucia i skojarzenia wzbudza tekst w danym odbiorcy. (Wracając do tekstów Kaczmara, czasem lepiej nie wiedzieć, co miał na myśli, gdy pisał dany utwór, bo okaże się np., że utwór był napisany z myślą o ówczesnych politykach, a obecnie odczytywany jest jako uniwersalne dzieło).

Tak czy owak - cóż to jest obiektywna analiza tekstu? Zawsze zależy ona od konkretnych ludzi, od czasów, w których jest dokonywana. Nigdy nie jest więc do końca obiektywna...Za to ciekawie jest zobaczyć, jak odbierają dany tekst np. rówieśnicy, miłośnicy Nosowskiej, a jak pokolenia starsze, młodsze, albo ludzie, którzy jej po prostu nie lubią.

W moim odczuciu nie ma to nic wspólnego z budowaniem pomników za życia.


Sądzę więć, że jeśli praca naukowa na temat tekstów ma być rzetelna, to LEPIEJ nie słuchać tych piosenek. To, że rzecz będzie dla nas trudniejsza, prędzej wpłynie pozytywnie na jakość merytoryczną tej pracy niż negatywnie.


Właśnie! A czy ta książka ma ambicję bycia "pracą naukową"? Nie widziałam jej, więc się po prostu pytam?
Bo dla mnie o wiele ciekawsze jest subiektywne spojrzenie niż sucha, pozbawiona emocji analiza...

Mufka
12-18-2008, 16:52
Właśnie! A czy ta książka ma ambicję bycia "pracą naukową"? Nie widziałam jej, więc się po prostu pytam?
Bo dla mnie o wiele ciekawsze jest subiektywne spojrzenie niż sucha, pozbawiona emocji analiza...

Odpowiem tekstem z okładki:

"Książka "Nosowska. Piosenka musi posiadać tekst" jest rezultatem przekonania autorów o wybitnych wartościach artystycznych dokonań tej jednej z najpopularniejszych polskich wokalistek.
Próbą ich opisania i zinterpretowania. Autorzy uznają, że twórczość Katarzyny Nosowskiej to nie tylko przejaw współczesnej kultury popularnej, tzw. rocka, lecz także kultury literackiej, oraz tzw. kultury kobiecej. To indywidualny głos artystki, wnikliwej, krytycznej i współczującej zarazem obserwatorki rzeczywistości, kreującej własny niepowtarzalny świat. Twórczość Nosowskiej jest dowodem na to, że także w dziedzinie piosenki możliwe jest osiągnięcie statusu sztuki wysokiej. Pośrednio - świadczy o tym, że wyznacznikiem granicy między tym, co wysokie, a tym, co niskie, nie jest gatunek.
Drugi cel, jaki przyświecał niniejszej publikacji, to próba udowodnienia, iż badacze wywodzący się z kręgów akademickich, wyposażeni w profesjonalne narzędzia analizy i interpretacji sztuki, chcą i mogą uczestniczyć w opisywaniu zjawisk kultury popularnej. Że wiedza nie jest przeszkodą w emocjonalnym (fanowskim) odbiorze, że żargon naukowy nie jest nieodzowny podczas formułowania badawczych tez i przemyśleń. Że namysł nad dominującą kulturą współczesności nie może omijać sal uniwersyteckich."

Tom z Sopotu
12-18-2008, 19:39
A jednak w szkole mnie uczyli, że przy interpretacji np. wiersza w zasadzie nie jest aż tak ważne co autor miał na myśli, tylko jakie uczucia i skojarzenia wzbudza tekst w danym odbiorcy.

Oj, z tym to się już baaardzo nie zgadzam i od lat staram się tępić podobne podejście. Mam argumenty, ale chwilowo brak czasu na wyłuszczenie - jeśli nie zapomnę, wrócę do tego później.

Mufka
12-18-2008, 19:41
Mam argumenty, ale chwilowo brak czasu na wyłuszczenie - jeśli nie zapomnę, wrócę do tego później.

He, he. Dobre.

Monia z Po-nia
12-18-2008, 21:11
To ja chętnie póżniej o tym przypomnę ;-)

daphne
12-19-2008, 10:06
Jaka dyskusja! Widziałam książkę poświęconą Nosowskiej i myślę, że przede wszystkim trzeba jasno powiedzieć dla kogo ta książka jest: dla fanów i dla studentów polonistyki, którzy zdecydują się pisać o niej prace.
Dlatego zgodzę się, że ktoś dobrze maketingowo wykorzystał moment, gdy Hey i sama Nosowka są na fali, inaczej ta książka na pewno gorzej by się sprzedawała.

szerlok
12-19-2008, 18:07
A jednak w szkole mnie uczyli, że przy interpretacji np. wiersza w zasadzie nie jest aż tak ważne co autor miał na myśli, tylko jakie uczucia i skojarzenia wzbudza tekst w danym odbiorcy.

Z grubsza tego samego i mnie w szkole uczono.

Tom z Sopotu
12-21-2008, 14:24
Z grubsza tego samego i mnie w szkole uczono.

Sorry za opóźnienie, ale przez parę dni byłem odcięty od kompa. Argumenty wyłuszczam:

Nie wiem, kto i czego Was uczył w szkole, ale ja tam na wiarę takich nauk nigdy nie przyjmowałem. Opisana przez Was filozofia interpretacyjna jest dla mnie tanim wytrychem, przydającym na siłę rzekomej głębi i wielowarstwowości dziełom znacznie de facto płytszym.

Moja filozofia poezji jest taka, że autor powinien mieć władzę nad całością swego dzieła, inaczej nie byłoby to JEGO dzieło. Im lepszy poeta, tym precyzyjniej kieruje sposobem odbioru wiersza przez czytelnika, nie pozwala mu na luz interpretacyjny. W swojej koncepcji wiersza zawiera WSZYSTKIE (no dobra, to być może nieosiągalny ideał), a w każdym razie wszystkie mające sens sposoby jego interpretacji, z rozmysłem umieszcza w nim dokładnie tyle warstw, ile można w nim później odczytać, przewiduje przynajmniej większość znaczeń, jakie może w nim znaleźć odbiorca. Nie chodzi o to, że całość ma być łopatologiczna i koniecznie przejrzysta od pierwszego wejrzenia, ale o to, że jak długo byśmy nie analizowali wiersza, to znajdziemy w nim - od razu, albo po latach rozmyślań nad nim - tylko i wyłącznie to, co świadomie zawarł w nim autor. Jeśli tak nie jest, to znaczy, że dzieło wymknęło się autorowi, przerosło go. Dzieło żyjące własnym życiem, poza koncepcją autora, nie jest do końca jego dziełem. Jeśli czytelnik znajduje w wierszu treści lub emocje, których poeta nie chciał w nim zawrzeć, to znaczy że de facto staje się współautorem tego wiersza - dodaje mu bowiem znaczeń, których w nim nie miało być. Uważam, że najlepsi, najinteligentniejsi poeci w sposób doskonały kierują myślami i emocjami czytelników i nie zostawiają im pola do nadinterpretacji. Ci, którzy tego nie potrafią, są w mojej opinii poetami gorszymi. Oczywiście, zawsze znajdzie się ktoś, kto odbierze dzieło w sposób nieprzewidziany przez autora, bo - dajmy na to - budzi w nim ono osobiste skojarzenia, o jakich poeta nie mógł mieć pojęcia. Ale to już jest właśnie owa nadinterpretacja i nie znajduje ona pokrycia w faktycznej konstrukcji wiersza, tej treści tam po prostu NIE MA, a więc jest to interpretacja błędna i nieistotna. Jeśli twórca nie umieścił z premedytacją jakiegoś znaczenia w swym dziele, to go tam zwyczajnie brak, więc dopatrywanie się go w nim jest zwyczajnym nadużyciem.

Tak ja widzę poezję i dlatego najwyżej cenię sobie poetów intelektualnych, jak Szymborska, która myśli nad każdym przecinkiem w swoim wierszu, a zupełnie mnie nie jarają poeci, którzy z góry godzą się na chaos interpretacyjny i piszą na tyle abstrakcyjnie, że każdy może sobie wsadzić w ich wiersz niemal dowolną treść. To dla mnie nie jest w ogóle poezja - moim zdaniem, poeta ma być świadomym twórcą, od początku do końca, ma być jedynym i niepodzielnym władcą całości swojego dzieła, a nie tylko twórcą ramy obrazu, który maluje ktoś zupełnie inny, odbiorca mianowicie. Ktoś, kto swoją twórczość traktuje w ten sposób, wydaje mi się hochsztaplerem - idzie po prostu na łatwiznę, pisząc byle co, po to żeby kto inny wzbogacił jego utwór, dodał mu nieistniejącej w rzeczywistości głębi, uczynił mądrzejszym od samego autora. To jest tanie oszustwo.

kamil
12-21-2008, 18:06
Witam po przerwie... tak mnie zaintrygowała płyta Nosowskiej (niemoja bajka, nie moje klimaty, ale ja inne pokolenie jestem), że postanowiłem kupić ją mojej siostrzyczce pod choinkę :) Mam nadzieję, że mnie nie przeklnie... choć Osieckiej płyty gdzieś wśród jej płyt widziałem, więc może jednak w tym roku trafię z prezentem ;)

michalina
12-21-2008, 21:09
Ciekaw jestem Waszego zdania nt. nowej płyty Nosowskiej? Mnie jej "Osiecka" powaliła! "Na całych jeziorach ty" czy "Jesień na Saskiej" to cudeńka. I płyta już po dwóch tyg. platynowa, myślę że zasłużenie!

A wiesz, że jeszcze nie słuchałam... ale zachęciliście mnie swoimi opiniami :)

Mufka
12-23-2008, 13:03
Płyta z każdym przesłuchaniem lepsza :)!

michalina
12-24-2008, 09:07
Płyta z każdym przesłuchaniem lepsza :)!

Jezu, nadal nie mam szczęścia jej przesłuchać... zaczynam się niecierpliwić :)

kamil
12-25-2008, 20:17
Witam po przerwie... tak mnie zaintrygowała płyta Nosowskiej (niemoja bajka, nie moje klimaty, ale ja inne pokolenie jestem), że postanowiłem kupić ją mojej siostrzyczce pod choinkę :) Mam nadzieję, że mnie nie przeklnie... choć Osieckiej płyty gdzieś wśród jej płyt widziałem, więc może jednak w tym roku trafię z prezentem ;)

Soistra się normalnie prawie poryczała ze szczęścia, jak tylko zobaczyła płytę. Miła była aż do pasterki. Potem jej przeszło. Widać po północy zwierzęta zaczęły mówić ludzkim głosem, ona wręcz przeciwnie ;)

michalina
12-27-2008, 18:09
Jezu, nadal nie mam szczęścia jej przesłuchać... zaczynam się niecierpliwić :)

No... i przesłuchałam... no i bez większych wrażeń. Za długo czekałam chyba i zdążyłam sobie wyobrazić Bóg wie co... wolę w oryginale :)