View Full Version : Jak prawidłowo powiedzieć/napisać, czyli wątpliwości językowe
Tom z Sopotu
03-19-2008, 12:03
Nowe zasady naszego języka w tym względzie doprowadzają mnie do szału. Działalność Rady Języka Polskiego, która prymitywizuje nasz język, dostosowując go do potrzeb półanalfabetów, jest karygodna (znów kłania się Orwell i jego nowomowa). Rozumiem, że uzus wymaga od nas pewnej elastyczności, ale uważam że powinniśmy się cofać przed naporem barbarzyńców dopiero kiedy obrona stanie się bezcelowa, a nie oddawać im pola od razu, bez walki. Nie wolno na po prostu "równać w dół", beztrosko obniżając standardy. Wcale nie czułem aż takiej presji społecznej w kwestii mówienia "pisze" zamiast "jest napisane" - moich znajomych jakoś jednak dało się nauczyć poprawnej wersji, nie trzeba było od razu wywieszać białej flagi i uznawać "pisze" za poprawne. Nie byliśmy jeszcze pod ścianą. Na tej zasadzie lada dzień ktoś gotów uznać za poprawne "poszłem" zamiast "poszedłem".
Stawiam tym działaniom obywatelski opór. Jako dziennikarz nadal piszę "nie" z imiesłowami według zasad logicznych, a nie w czambuł łącznie w każdej sytuacji (niestety, redakcyjna korekta równie uparcie mnie poprawia). Uważam, że pisanie "zawsze łącznie" ogranicza nam pole manewru, zawęża potencjalny zakres logiczny wypowiedzi, pozbawia możliwości użycia pewnych znaczeń (Orwell, Orwell!). Mam też głębokie przekonanie (acz dobrego przykładu wciąż nie znalazłem), że są wypadki, kiedy pisanie "nie" z imiesłowem razem lub oddzielnie w sposób ewidentny zmienia sens całego wyrażenia, a przynajmniej zaburza inne reguły gramatyczne, logiczne czy stylistyczne. Zaburzając jeden element, możemy wywołać lawinę - zasady języka nie są zawieszone w próżni i nie wolno pochopnie, bezmyślnie naruszać wspólzależności między nimi.
Ciekawym, jakie jest Wasze zdanie w tej kwestii. Wywieszać białą flagę, uznając władzę niegramotnego tłumu nad językiem, czy walczyć o jego wysoki standard do upadłego? Że tak zasugeruję pytaniem odpowiedź... ;)
Mnie też zmiana tej zasady nie zachwyciła, ale kiedy redakcyjne koleżanki (zwłaszcza te starsze stażem) uparcie poprawiały po mnie imiesłowy z "nie", po prostu skapitulowałam. Po staremu piszę tylko w tekstach prywatnych.
Możemy zahamować tendencje do uproszczenia języka, ale ich nie zatrzymamy, a tym bardziej nie cofniemy. Poza tym język stara się nadążyć za wzrastającym tempem życia. Jeśli zatrzymamy ten proces, to w pewnym momencie polszczyzna stanie się ogólnie tak archaiczna, że może zostać zagrożona przez inne języki, które uwzględnią różne zmiany. Najważniejsze, żeby w nowinkach nie pójść za daleko, a wydaje mi się, że kwestia imiesłowów jeszcze jest do przełknięcia.
Tom z Sopotu
03-27-2008, 11:41
Możemy zahamować tendencje do uproszczenia języka, ale ich nie zatrzymamy, a tym bardziej nie cofniemy. Poza tym język stara się nadążyć za wzrastającym tempem życia. Jeśli zatrzymamy ten proces, to w pewnym momencie polszczyzna stanie się ogólnie tak archaiczna, że może zostać zagrożona przez inne języki, które uwzględnią różne zmiany. Najważniejsze, żeby w nowinkach nie pójść za daleko, a wydaje mi się, że kwestia imiesłowów jeszcze jest do przełknięcia.
Tu kwestia imiesłowów, ówdzie akceptacja powszechnych błędów, i tak małymi kroczkami powstaje nowomowa. Zaraz ktoś jeszcze faktycznie uzna, że zbędne jest równoległe używanie "rz" lub "ż", czy "ó" i "u", skoro wystarczy jedna z tych liter i dopiero będzie pasztet - także dla osób tłumaczących, bo znikną ułatwiające kojarzenie analogie i pokrewieństwa między naszym językiem a innymi.
A polszczyzna, podobnie jak w ogóle większość języków, jest zagrożona i tak. W dobie postępującej globalizacji, kiedy tak naprawdę wystarczy dosłownie kilka języków, żeby się dogadać niemal w dowolnym miejscu na świecie (angielski, hiszpański, arabski, chiński, może jeszcze hindi, ale tu już nie byłbym pewien, bo w Indiach - poprawcie mnie, jeśli się mylę - angielski nadal jest chyba językiem urzędowym), inne stają się zbędne. Oczywiście, nadal mnóstwo ludzi nie mówi w żadnym z tych języków, ale z czasem będą oni już żyli pewnie tylko w enklawach odciętych dżunglą. To nie nastąpi za naszego życia, ale za 200-300 lat, kto wie? A za 500 lat po polsku będą mówić tylko skrajni tradycjonaliści oraz paru historyków i lingwistów.
A po 1000 lat na podobieństwo Słowaków zrekonstruujemy nasz język na podstawie szczątków literatury ;).
Z tym będnym np. ó czy u to już była na tym forum wspomniana osoba, która propaguje "nową polszczyznę". Zap ierwszym razem z ciekawości przeczytałam jej wypowiedź... nie, raczej przebrnęłam przez gąszcz nie wiadomo czego, żeby zrozumić połowę sensu... brrr... nigdy więcej!
O ile dobrze pamiętam, to statystycznie najwięcej osób mówi po hiszpańsku, potem jest chiński, a dalej angielski albo francuski, ale to taka ogólnikowa statystyka :)
Tom z Sopotu
04-03-2008, 15:55
O ile dobrze pamiętam, to statystycznie najwięcej osób mówi po hiszpańsku, potem jest chiński, a dalej angielski albo francuski, ale to taka ogólnikowa statystyka :)
Z tym francuskim to jakaś propaganda chyba, rozpuszczana przez samych Francuzów, którym się wydaje że nadal są takim mocarstwem, że cały świat powinien znać ich język (naprawdę, NIGDZIE nie miałem takich kłopotów z dogadaniem się z tubylcami, jak we Francji - oni najprostszych wyrażeń - typu "where is...?" - w żadnym obcym języku, z angielskim włącznie, nie rozumieją, bo uważają że nie muszą). A gdzież to niby ta francuskojęzyczna ludność w takiej liczbie żyje? We Francji, trochę w Szwajcarii, trochę w Belgii i paru pomniejszych państewkach, sporo w Afryce, w Gujanie Francuskiej i na Haiti, gdzieś tam w Oceanii, no i jeszcze Quebec w Kanadzie. Pamiętajmy jednak, że np. w tych afrykańskich krajach francuskim posługuje się zdecydowana mniejszość ludności, więc nie można liczyć wszystkich mieszkańców np. Kongo jako francuskojęzycznych. A odsetek ludzi, dla których to nie jest język ojczysty czy państwowy, ale którzy uczą się go jako hobby lub dla celów zawodowych, też jest coraz mniejszy - to juz od dawna nie jest "modny" język. Jak się z tego wszystkiego uzbiera (w niezafałszowanej statystyce) 100 mln. ludzi NAPRAWDĘ mówiących po francusku, to będę zdziwiony. Z czym do ludzi? Jestem pewien, że po angielsku mówi wielokrotnie więcej ludzi na świecie niż po francusku i prawie pewien, że po arabsku również więcej. Jeśli chodzi o angielski, twierdzę że w ogóle zna go (jako język ojczysty lub obcy) najwięcej ludzi na świecie - więcej niż hiszpański czy chiński.
O te statystyce językowej miałam z 5 lat temu na językoznawstawie, ale z hiszpańskim jestem pewna, bo byliśmy tak samo zaskoczeni, że angielski nie jest na pierwszym miejscu. Pod określeniem "hiszpański" kryły się języki wywodzące się z niego w Ameryce Południowej. A co do Chińczyków, to nie da się ukryć, że to liczebny naród ;). Swoją drogą, ciekawa jestem co jaki czas i na jakiej podstawie opracowywane są takie statystyki.
Chęć Francuzów do nauki języków obcych, a tym bardziej do dogadania się w nich, to osobny temat. Nie wiem, jak w innych regionach, ale w samym Paryżu nie dość, że po angielsku trudno się dogadać, to jeszcze jeśli kobieta wejdzie do sklepu z mężczyzną, to jest ingorowana przez obsługę sklepu. Na początku myślałam, że coś źle zrozumiałam/powiedziałam, ale znajome mieszkające tam od lat potwierdziły, że to normalne zachowanie :mad: .
Tom z Sopotu
04-07-2008, 12:58
O te statystyce językowej miałam z 5 lat temu na językoznawstawie, ale z hiszpańskim jestem pewna, bo byliśmy tak samo zaskoczeni, że angielski nie jest na pierwszym miejscu.
Jeśli chodzi o "język ojczysty", zgadzam się, że więcej ludzi mówi po hiszpańsku niż angielsku, jednak odkąd angielski stał się światowym językiem "uniwersalnym", liczba osób nim się potrafiących w mniejszym lub większym stopniu posługiwać, gwałtownie rośnie. Gdzieś czytałem szacunki, że angielski mogą znać na świecie nawet 2 miliardy ludzi. Nie sądzę, by hiszpański mógł się z tą liczbą równać (nawet z lokalnymi mutacjami). Po drugie, jeszcze raz podkreślam, że nie należy mechanicznie zliczać ogólnej liczby mieszkańców danego kraju, w którym obowiązuje jakiś język jako urzędowy, jako liczby osób posługujących się tym językiem. O ile te liczby mogą się w dużym stopniu pokrywać w Europie, to już z pewnością nie w Ameryce Pd. czy tym bardziej Afryce. Większość mieszkańców afrykańskiej dżungli zapewne nawet nie liznęła francuskiego, choć oficjalnie w ich państwie może ten jezyk obowiązywać, podobnie jak mnóstwo południowoamerykańskich Indian nadal nie zna z pewnością hiszpańskiego czy portugalskiego, mimo że to języki urzędowe w Ameryce Łacińskiej.
I tu dygresja: słyszałem kiedyś informację (nie wiem jednak, na ile wiarygodną), że napływ imigrantów z Polski do Argentyny był w pewnym okresie (zapewne tym "gombrowiczowskim") tak intensywny, że zaczęto rozważać, czy nie dodać polskiego do tamtejszych języków urzędowych. Niestety, nie stało się tak - a szkoda. Jak miło by było pogadać w ojczystym jezyku na drugim końcu świata! :-) Kiedyś ponoć dało się podróżować po Izraelu posługując się wyłącznie polskim.
słyszałem kiedyś informację (nie wiem jednak, na ile wiarygodną), że napływ imigrantów z Polski do Argentyny był w pewnym okresie (zapewne tym "gombrowiczowskim") tak intensywny, że zaczęto rozważać, czy nie dodać polskiego do tamtejszych języków urzędowych.
Może zaproponować to władzom Wielkiej Brytanii i Irlandii? :p
Tom z Sopotu
04-16-2008, 11:11
Może zaproponować to władzom Wielkiej Brytanii i Irlandii? :p
Z czasem przegłosuje się to w referendum - władze nie będą miały nic do powiedzenia. ;-)
Jak jest prawidłowo: Nowe życie wstąpiło w imbryk czy w imbryka?
Długo to rozważałam i twierdzę, że w imbryk.
Proszę o odpowiedź
Jak jest prawidłowo: Nowe życie wstąpiło w imbryk czy w imbryka?
Długo to rozważałam i twierdzę, że w imbryk.
Proszę o odpowiedź
To nie jest żart?
Rozważałem to krótko, ale odpowiedź jest jedna - obojętnie czy chcesz to napisać czy powiedzieć - w imbryk.
Bogate w treści to zdanie...
To jest rzeczownik rodzaju męskiego, III grupy deklinacyjnej, w bierniku rzeczowniki nieżywotne (a imbryk takmi jest, co nie?)z tej grupy maja formę jak w mianowniku. Inaczej jest z żywotnymi, ale... to inna bajka ;)
Dzięki za szybki odzew.
Mieliśmy to dzisiaj na lekcji j.polskiego(jestem w pierwszej klasie gimnazjum) i doszło do dyskusji między mną a panią, bo ja twierdziłam, że w imbryk, a pani, że w imbryka.
Nie dawało mi to spokoju, więc napisałam i cieszę się, że otrzymałam tak szybką odpowiedź.
Tłumaczę to tak, że przecież nie mówimy w wazona tylko w wazon, w telewizora tylko w telewizor czy w kubka tylko w kubek.
Ale w końcu napisaliśmy: Nowe życie wstąpiło w bohatera.
Dzięki za szybki odzew.
Mieliśmy to dzisiaj na lekcji j.polskiego(jestem w pierwszej klasie gimnazjum) i doszło do dyskusji między mną a panią, bo ja twierdziłam, że w imbryk, a pani, że w imbryka.
Nie dawało mi to spokoju, więc napisałam i cieszę się, że otrzymałam tak szybką odpowiedź.
Tłumaczę to tak, że przecież nie mówimy w wazona tylko w wazon, w telewizora tylko w telewizor czy w kubka tylko w kubek.
Ale w końcu napisaliśmy: Nowe życie wstąpiło w bohatera.
Bardzo podoba mi się pointa:D
A tak na poważnie - możesz nam napisać, gdzie chodzisz do szkoły? Nie poślę tam swoich dzieci. W zasadzie nie masz wyjścia chyba z takiej sytuacji, prawda? Wiadomo, że nauczyciel zawsze wie lepiej:(
michalina
09-30-2008, 21:28
Dzięki za szybki odzew.
Mieliśmy to dzisiaj na lekcji j.polskiego(jestem w pierwszej klasie gimnazjum) i doszło do dyskusji między mną a panią, bo ja twierdziłam, że w imbryk, a pani, że w imbryka.
Nie dawało mi to spokoju, więc napisałam i cieszę się, że otrzymałam tak szybką odpowiedź.
Tłumaczę to tak, że przecież nie mówimy w wazona tylko w wazon, w telewizora tylko w telewizor czy w kubka tylko w kubek.
Ale w końcu napisaliśmy: Nowe życie wstąpiło w bohatera.
Jezu! Przerażające, że w polskim szkolnictwie pracują TACY poloniści.
A tak na marginesie: ten imbryk to z Andersena, czy jak?
Tom z Sopotu
09-30-2008, 22:52
A tak na marginesie: ten imbryk to z Andersena, czy jak?
Hahaha! :D Ładna pointa innej dyskusji.
Dzięki za szybki odzew.
Mieliśmy to dzisiaj na lekcji j.polskiego(jestem w pierwszej klasie gimnazjum) i doszło do dyskusji między mną a panią, bo ja twierdziłam, że w imbryk, a pani, że w imbryka.
Nie dawało mi to spokoju, więc napisałam i cieszę się, że otrzymałam tak szybką odpowiedź.
Tłumaczę to tak, że przecież nie mówimy w wazona tylko w wazon, w telewizora tylko w telewizor czy w kubka tylko w kubek.
Ale w końcu napisaliśmy: Nowe życie wstąpiło w bohatera.
A ja się zastanawiam, co pani miała na myśli, dyktując dzieciom zdanie:"Nowe życie wstąpiło w imbryk/imbryka"? Bo o co tu chodzi??? To zdanie wygląda na żywcem zaczerpnięte z Andersena, gdzie przedmioty, jak wszyscy wiemy, ożywały na potęgę.
michalina
10-01-2008, 12:19
A ja się zastanawiam, co pani miała na myśli, dyktując dzieciom zdanie:"Nowe życie wstąpiło w imbryk/imbryka"? Bo o co tu chodzi??? To zdanie wygląda na żywcem zaczerpnięte z Andersena, gdzie przedmioty, jak wszyscy wiemy, ożywały na potęgę.
Cytat z Andersena (baśń "Imbryk"):
Napełniono mnie ziemią (...), ale do ziemi ktoś włożył cebulkę kwiatu (...). Cebulka leżała w ziemi, leżała we mnie, stała się moim żywym sercem, a nigdy przedtem nie miałem serca. Wstąpiło we mnie życie i siły..."
Cytat z Andersena (baśń "Imbryk"):
Napełniono mnie ziemią (...), ale do ziemi ktoś włożył cebulkę kwiatu (...). Cebulka leżała w ziemi, leżała we mnie, stała się moim żywym sercem, a nigdy przedtem nie miałem serca. Wstąpiło we mnie życie i siły..."
A więc o to chodziło pani od polskiego! A już sie bałam, że zdanie nie ma zbyt wiele sensu:) Teraz rozumiem, jak w imbryk mogło wkroczyć życie. Dzięki, michalina:)
Tak, ten imbryk to z Andersena.Jeszcze raz dziękuję za odzew!
michalina
10-01-2008, 19:44
Polecamy się na przyszłość! Oczywiście w ramch naszych kompetencji ;)
Tak, ten imbryk to z Andersena.Jeszcze raz dziękuję za odzew!
Komuś, kto tak twardo:) potrafi bronić swoich racji, zawsze chętnie pomożemy!
matra ccc
10-15-2008, 18:33
witam mam mały problem czy mógł by mi ktoś odmienić słowo ogród przez przypadki z góry wielkie dzięki
michalina
10-15-2008, 18:47
M.ogród
D.ogrodu
C.ogrodowi
B.ogród
N.ogrodem
Msc. ogrodzie
W. ogrodzie!
M.ogrody
D.ogrodów
C.ogrodom
B.ogrody
N.ogrodami
Msc.ogrodach
W.ogrody!
Rodzaj męski,grupa deklinacyjna IV
Tom z Sopotu
10-16-2008, 11:40
Nie bardzo rozumiem, na czym polegała trudność... :confused:
michalina
10-16-2008, 17:34
Ja też nie, ale nie wnikam :)
Ale się ubawiłam! Właśnie tu zajrzałam i przez chwilę miałam zaćmienie - o co chodzi?
Tom z Sopotu
10-24-2008, 15:08
Może był to mini-konkurs mający na celu wyłonienie użytkowników forum o IQ przekraczającym 80? ;)
michalina
10-24-2008, 17:01
Może był to mini-konkurs mający na celu wyłonienie użytkowników forum o IQ przekraczającym 80? ;)
Załapaliśmy się? ;)
Tom z Sopotu
10-24-2008, 21:37
Załapaliśmy się? ;)
Nie mam pojęcia, nie ja pytałem. :) Oby pytający miał powyżej 80 IQ...
Może był to mini-konkurs mający na celu wyłonienie użytkowników forum o IQ przekraczającym 80? ;)
O, to bardzo śmieszne! :)
michalina
10-25-2008, 21:39
Nie mam pojęcia, nie ja pytałem. :) Oby pytający miał powyżej 80 IQ...
Chodzi o tego, który postawił pytanie nastepującej treści: Może był to mini-konkurs mający na celu wyłonienie użytkowników forum o IQ przekraczającym 80? ??? Innego "pytającego" rodzaju męskiego w tym wątku nie widzę :)
Tom z Sopotu
10-25-2008, 21:53
Chodzi o tego, który postawił pytanie nastepującej treści: Może był to mini-konkurs mający na celu wyłonienie użytkowników forum o IQ przekraczającym 80? ??? Innego "pytającego" rodzaju męskiego w tym wątku nie widzę :)
No tak, sam jestem sobie winien. Może mam jednak poniżej 80...
michalina
10-27-2008, 13:47
No tak, sam jestem sobie winien. Może mam jednak poniżej 80...
Czyżby samokrytyka? Jakiś obiektywizm względem własnej osoby? Budujące ;)
Tom z Sopotu
10-27-2008, 14:12
Czyżby samokrytyka? Jakiś obiektywizm względem własnej osoby? Budujące ;)
No co Ty, nic z tych rzeczy. To tylko żarcik taki! ;)
michalina
10-27-2008, 19:28
No co Ty, nic z tych rzeczy. To tylko żarcik taki! ;)
No nie ,no po prostu "załamka" ;) w każdym razie- ręce opadają...
No wyczuwam jakieś iskrzenie :confused:. Czy coś mnie ominęło?
Tom z Sopotu
10-28-2008, 12:50
E, nic ciekawego nadmiernie... :)
Tom, jest nadmiernie skromny! Ale ja służę :D wiedzą -chodzi o polemikę na temat poczucia humoru, która swego czasu poróżniła cz. forum:
http://forum.mlingua.pl/showthread.php?t=329&page=4
michalina
10-28-2008, 15:52
No wyczuwam jakieś iskrzenie :confused:. Czy coś mnie ominęło?
Ok, ok... postaram się wyłączyć funkcję ironia i sarkazm w moim laptopie i zacznę być przyjemniejsza ;)
Ok, ok... postaram się wyłączyć funkcję ironia i sarkazm w moim laptopie i zacznę być przyjemniejsza ;)
Łeeeee. Nuda.
michalina
10-28-2008, 15:58
Łeeeee. Nuda.
??? Nuda, że wyłączam, czy jak? Bo nie rozumiem. No, jeśli mam nadal rozbawiać towarzystwo... ;)
??? Nuda, że wyłączam, czy jak?
Tak. Nie wyłączaj :).
michalina
10-29-2008, 18:15
Tak. Nie wyłączaj :).
Normalnie rozdarta wewnętrznie jestem ;) Czasem będę włączać :) (taki kompromis- wredna, ale ludzka?)
Najważniejsza jest równowaga ;)
Caoimhin
12-05-2008, 20:42
Witam.
Wiem, że w języku włoskim liczbą mnogą od słowa cappuccino jest "cappuccini". Zastanawia mnie jednak, czy w Polsce również się tego używa? A może jednak powinno się mówić "cappuccina" czy "espressa"?
Jedno cappuccino, dwa cappuccini/dwa cappuccina? Co jest poprawne/poprawniejsze?
michalina
12-05-2008, 21:01
Wg mnie, tak jest też w słowniku języka polskiego PWN, słowo cappuccino w języku polskim jest nieodmienne.
Tom z Sopotu
12-06-2008, 01:26
Z tymi włoskimi wyrazami, których trochę w polskim przejęliśmy, w ogóle bywa ciężko, kiedy się wychodzi poza najczęściej używaną formę. Np. generalnie "paparazzi" występują u nas w liczbie mnogiej, przeważnie mowa o nich, jako pewnej grupie. Ale wyodrębniony, pojedynczy "paparazzo" prawie nie funkcjonuje. Polacy mówią na niego "ten paparazzi". :mad:
Ja osobiście nie spotkałam się z wyrazem "cappucina" czy 'espressa". Wydaje mi się że w Polsce mówi się po prostu filiżanka, dwie, trzy its. cappuccino czy espresso.
salamandra
01-16-2009, 18:22
Ja widać miałam więcej szczęścia/nieszczęścia bo słyszałam już kilkakrotnie ludzi zamawiających w kawiarni 'dwa espressa' co brzmi iście potwornie. Sprawa słowa 'pizza', choć podobna jest jednak inna. Bo jest to też przecież słowo żywcem przejęte z włoskiego, a mimo to odmieniamy je dość swobodnie: "poproszę pizzę/dwie pizze", "najadłam się tą pizzą", "nie ma już pizzy/(pizz??). A możliwość taką stworzył fakt, że słowo to kończy się na jakże podatną na odmianę samogłoskę.. :)
annajurys
01-16-2009, 18:56
Ja zawsze mówię "dwa razy cappuccino/espresso", bo wiem, że to słowa nieodmienne, ale jakoś mi nie brzmi "dwa cappuccino". większość ludzi wzoruje się na odmianie wg rodzaju nijakiego (cf krzesło, lustro etc). Ale już z np z kiwi nie ma tego problemu: "dwa kiwi", "dwóch kiwi". Choć może to faktycznie: primo- kwestia czasu i oswojenia się kulturowo z danym słowem, a duo- samogłoski końcowej, gdzie "i" brzmi bardziej obco i jest mniej skłonne odmieniać się przez przypadki niż "o".
Ulamiaz86
02-11-2009, 16:30
Ja widać miałam więcej szczęścia/nieszczęścia bo słyszałam już kilkakrotnie ludzi zamawiających w kawiarni 'dwa espressa' co brzmi iście potwornie. Sprawa słowa 'pizza', choć podobna jest jednak inna. Bo jest to też przecież słowo żywcem przejęte z włoskiego, a mimo to odmieniamy je dość swobodnie: "poproszę pizzę/dwie pizze", "najadłam się tą pizzą", "nie ma już pizzy/(pizz??). A możliwość taką stworzył fakt, że słowo to kończy się na jakże podatną na odmianę samogłoskę.. :)
Właśnie sprawdziłam w słowniku poprawnej polszczyzny PWN - forma "pizz" jest dopuszczalna, choć dla mnie brzmi ona śmiesznie i nienaturalnie...
Witam,
To mój pierwszy post tutaj. Powtarzam zagadnienia, dotyczące interpunkcji i natknąłem sie na 3 przykłady, co do których mam wątpliwości. Oto one:
1. "Bez wątpienia stwór był kiedyś czarodziejem, zapewne wystarczająco zdolnym, do przygotowania dla siebie pośmiertnego życia jako licz."
W tym zdaniu nie moge się połapać. "zapewne wystarczająco zdolnym" - czy ktoś mógłby mi wyjaśnić dlaczego ten element jest w przecinkach, jak wtrącenie? Na dzień dzisiejszy, rozumiem to tak:
Zdanie nadrzędne (Bez wątpienia stwór był kiedyś czarodziejem) połączone bezspójnikowo ze zdaniem podrzędnym (zapewne wystarczająco zdolnym). Stąd przecinek. Natomiast zdanie "zapewne wystarczająco zdolnym" jest nadrzędne w stosunku do zdania podrzędnego (do przygotowania dla siebie pośmiertnego życia jako licz).
Innymi słowy, Bez wątpienia stwór był kiedyś czarodziejem (jakim?), zapewne wystarczająco zdolnym (do czego?), do przygotowania dla siebie pośmiertnego życia jako licz. Czy tak należy to rozumieć?
2. "Przywykła do wielowarstwowych intryg swojej rasy nie mogła uwierzyć, że potwór działa wyłącznie, dzięki instynktowi i z powodu głodu."
Nie rozumiem użycia przecinka po słowie 'wyłącznie'. Najpierw mamy zdanie nadrzędne, połączone z podrzędnym za pomocą spójnika 'że'. Natomiast nie potrafie rozgryźć użycia tego drugiego. Czy ktoś wyjaśni mi tę sytuację?:)
3. "Nagle nie mogła się zdecydować, czy wezwać do siebie bóstwo swych pramatek."
Mam wątpliwości odnośnie przecinka przed 'czy'. Na moje oko jest to zdanie współrzędnie złożone (1. Nie mogła się zdecydować; 2. wezwać bóstwo swych pramatek), co oznacza, że przecinka tam być nie powinno. Czy to błąd? Jeżeli nie to poproszę o wyjaśnienie, dlaczego nim nie jest. Wiem, że w przypadku, gdyby 'czy' wprowadzało zdanie podrzędne (określające) to użycie przecinka miałoby sens. Jednak nie widzę tu takiej możliwości.
Byłbym wdzięczny za pomoc w wyżej opisanych przykładach. Czasami rzut "świeżego" oka potrafi znacznie przyśpieszyć pracę i rozwiać wątpliwości :)
Z góry dziękuję za pomoc,
Madtrax
Tom z Sopotu
06-26-2009, 12:59
Co do dwóch pierwszych zdań, to są raczej błędy. Według mojego głębokiego przekonania, tam przecinków być nie powinno.
Dzięki za odpowiedź. Potrzebuje jednak uzasadnienia. Czy ktoś mógłby podać mi linka do innego forum związanego z językiem polskim?
Witam
"The Old World peoples were invaded and conquered"
--- Czy "Old World" napisalibyście po polsku dużą czy małą?
szczepek
10-09-2009, 12:56
Stary Świat napisałbym wielką literą.
Również pozostałbym przy zapisie wielką literą.
Która waszym zdaniem wersja "odnośnie" jest poprawna?
Odnośnie pracy czy odnośnie do pracy? Forma odnośnie jest częściej stosowana, ale czy to znaczy, że jest poprawna?
Przyznam, że odnośnie do pracy brzmi raczej dziwnie. :p
JoannaGawron
10-15-2009, 11:20
Julio masz rację :) jeśli dana konstrukcja jest często używana to istnieje prawdopodobieństwo, iż jest ona błędna.
Odnośnie czegoś nie cieszy się dobrą opinią. Ta rozpowszechniona forma uważana jest za rusycyzm a większość językoznawców oraz słowniki poprawnej polszczyzny uważają ją za błąd.
Aby mieć 100% pewności mów i pisz "odnośnie do pracy" lub zastosuj jeden z poniższych synonimów:
w związku z czymś, w stosunku do czegoś, co do czegoś lub jeśli chodzi o coś.
Zgadzam się z Koleżanką.Jeżeli chcesz zachować pełną poprawność, używaj "odnośnie do"
Szczegółowy opis problemu znajdziesz w artykule: http://obcyjezykpolski.interia.pl/?md=archive&id=57
JoannaGawron
10-29-2009, 14:15
Która forma jest poprawna: "wysyłać sms POD numer ..." czy "wysyłać sms NA numer...".
Pytam, ponieważ sms to tekst pisany, a listy wysyła się na ... natomiast telefonuje się pod numer.
poprawna forma to wysyłać listy na czyjś adres, chociaż czasem można spotkać się także z formą pod czyimś adresem - używana rzadko. Z drugiej jednak strony, telefonujemy POD numer XXX. Pomimo tego, że sms to tekst pisany (elektroniczny) pozostałbym tu przy POD - wysyłać smsy POD numer XXX.
JoannaGawron
10-29-2009, 15:13
dzięki, taki mi się wydawało ale wolałam się upewnić :D
Krzysiek
12-21-2009, 19:44
Forum przyjaciół języka polskiego: http://www.polszczyzna.fora.pl/
A ja polecałabym jednak tą stronę: http://so.pwn.pl/zasady.php?id=629734. Jeśli klikniesz na znaki interpunkcyjne, znajdziesz dokładny opis stosowania każdego ze znaków i ewentualnej możliwości ich zamiany.
Słownik języka polskiego podaje takie uzasadnienie dla problemu: Jednowyrazowe i wielowyrazowe nazwy własne państw, regionów, prowincji, stanów, miast, osiedli, wsi, przysiółków, jak również wyrazy pospolite używane w znaczeniu nazwy własnej piszemy wielką literą.
Słownik języka polskiego podaje takie uzasadnienie dla problemu: Jednowyrazowe i wielowyrazowe nazwy własne państw, regionów, prowincji, stanów, miast, osiedli, wsi, przysiółków, jak również wyrazy pospolite używane w znaczeniu nazwy własnej piszemy wielką literą.
Dokładnie, tez postawiłabym na dużą literę.
agnieszkak
12-28-2009, 13:59
Mi się wydaje, że obie formy są poprawne (?) Chociaż skłaniałabym się do opcji "POD numerem telefonu"
ewelinchen
12-29-2009, 16:27
Jak jest poprawnie, można zaczynać zdanie od : "więc" czy nie mozna? jak to jest pod względem gramatycznym? Pamiętam nauczycielka w szkole zawsze nas strofowała, że nie należy tego robić, ale czy nie wydaje wam się że wszystko zależy od kontekstu?
ewelinchen
12-29-2009, 16:33
To jest tak, jakbyśmy chcieli napisać " odnosząc się DO pracy " , nie napiszemy " odnosząc się pracy" , czyli w tym momencie wersja pierwsza, czyli z "DO" jest poprawna. WIęc tak samo będzie z :odnośnie do pracy , mimo że faktycznie , dziwnie brzmi. Ogólnie, wersja " odnośnie czegoś" jest bardzo rozpowszechniona, ale tym samym nie wiem, czy jest poprawna. Ale skoro mówicie, że nie jest, to zdaję się na waszą wiedzę :)
ewelinchen
12-29-2009, 16:35
Trzymajmy się oryginału, skoro napisane jest wielką literą, napiszmy w przekładzie też wielką literą.
darkliquoredeyes
12-29-2009, 16:43
Na stronie poradnia.pwn.pl znalazłam takie porady ekspertów w tym zakresie:
Niewiele jest wyrazów, od których nie wolno zacząć zdania.(...)
Zdanie można podzielić na dwie części niemal w dowolnym miejscu, aby wyeksponować myśl zawartą w drugiej z nich (...)
Co z tego wynika? Że a więc nie jest wcale gorszym początkiem zdania niż wiele innych wyrazów, w szczególności spójników. Nie wyłączając spójnika że, który otwiera poprzednie zdanie tej porady, a o którym też krążą legendy, że nie powinien nigdy stać na początku.
— Mirosław Bańko, PWN
A tu całość: http://poradnia.pwn.pl/lista.php?id=7843
Wciąż jednak nawet na studiach powtarzają nam, żeby eliminować zaczynanie zdania po polsku od "więc" czy "tak więc". Cóż... Chyba rzeczywiście wszystko zależy od tego co i w jakim kontekście mówimy. "Więc" jest spójnikiem wynikowym, pokazuje skutek jakiegoś działania bądź wprowadza podsumowanie myśli. Jeśli chcemy zacząć od tego spójnika zdanie gdzieś w środku przemowy i będzie jasne do czego to konkretne "więc" się odnosi, to wydaje mi się, że jego użycie powinno być OK. Raczej na pewno nie będzie razić. Jeśli jednak tłumaczymy konsekutywnie i zaczynamy kolejny fragment przemówienia od tego spójnika, to słuchacze mogą nie zorientować się w logice przyczynowo-skutkowej, bo pewne informacje z poprzedniej części mogły już zostać przez nich zapomniane.
JoannaBielecka
12-29-2009, 16:53
Pewnie, że zależy od kontekstu. Czasami trzeba powiedzieć słowo na "w", grunt, żeby nie stało się ono słowem w...ytrychem, które wciskamy wszędzie, gdzie nie wiemy jak zacząć, lub chcielibyśmy powiedzieć yyyy...
witam,
ostatnio doszedlem do wniosku, ze mam problem z odpowiednim doborem wspomnianych literek. Zastanawiam sie czy istnieje regula, ktora pozwoli nie miec watpliwosci kiedy cos jest Skonstruowane a nie Zkonstruowane?
pjotroos
11-11-2010, 16:45
Witam. Zastanawiam się, która forma jest poprawna. Weźmy na przykład zdanie Michał co rok/co roku naprawia samochód. Z góry dziękuję.
O ile się nie mylę, zasada jest całkiem prosta: przed głoską dźwięczną "z", przed bezdźwięczną "s".
Wyjątkami są "s" i "sz", bo "ssunąć" i "sszyć" nawet wyglądają głupio (pewnie ma to jakieś głębsze uzasadnienie...).
"H" jest oczywiście ze względów etymologicznych traktowana jako dźwięczna ("zhierarchizować").
Mam nadzieję, że pomogłam.
Z pozdrowieniami,
A.P.
justynagy
12-14-2010, 14:19
http://so.pwn.pl/zasady.php?id=629344 to jest link do poradni językowej wydawnictwa naukowego PWN z odpowiedzią na Twoje pytanie :)
njczyziu
12-23-2010, 18:15
Witam,
która forma jest poprawna?
Pozdrawiam
prinzessin05
03-29-2011, 22:47
Mysle, ze poprawna forma jest "co roku" :)
Tom z Sopotu
03-30-2011, 14:29
A moim zdaniem obie są poprawne - istnieje między nimi tylko jakaś drobniutka różnica znaczeniowa, która sprawia, że w pewnych zdaniach lepiej użyć jednej formy, a w innych drugiej.
justynagy
04-12-2011, 12:29
poradnia językowa daje odpowiedź :):
http://poradnia.pwn.pl/lista.php?id=10233
Zastanawiam się, która forma jest poprawna: „choroba dotyka osób” czy „choroba dotyka osoby”.
kathe1987
05-23-2011, 21:49
Moim zdaniem poprawną formą jest forma w bierniku: "choroba dotyka osób" (dotyka kogo? co?)
A ja myślę, że właśnie 'choroba dotyka osoby' brzmi naturalniej. Np. w zdaniu: Choroba ta najczęściej dotyka osoby powyżej 40 roku życia. Wydaje mi się, że być może obydwie możliwości są poprawne? Nie jestem przekonana.
kathe1987- może jakiś przykład na to, że forma w bierniku jest poprawna?
Właśnie kogo? co?, czyli "osoby", to byłoby w bierniku. "Osób", czyli kogo? czego?, jest w dopełniaczu.
climhazzard
05-25-2011, 18:49
Tytuł wątku w zasadzie w zupełności oddaje to, o co mam zamiar zapytać. Pytam z kolei dlatego, iż zetknąłem się do tej pory z obydwiema formami, przy czym, że z "nadwerężyć" raz w życiu. Myślicie, że obie formy są poprawne? Jeśli tak, dlaczego jedna z nich, i dlaczego akurat ta, używana jest znacznie częściej?
Czasem zdarza mi się oglądać program profesora Miodka i kiedyś poruszył ten temat :) Właśnie wbrew pozorom to forma "nadwerężyć" była tą poprawną, pierwotną. Żeby nie skłamać, powiem że CHYBA pochodzi od jakiegoś słowa rosyjskiego, no ale ręki sobie uciąć nie dam. W każdym razie profesor twierdził, że tak wielu ludzi przekręcało "nadwerężyć" na "nadwyrężyć", że w końcu ta oboczność została uznana za poprawną i dziś można używać obu form z takim samym skutkiem.
Swoją drogą, to dość zabawne, że o wiele częściej spotykane jest "nadwyrężyć" - czyli paradoksalnie ta "niepoprawna".
To podobna sytuacja jak ta, gdy za poprawną uznano niedawno "poszłem", bo wielu tak mówi. Choć mi i tak zawsze włosy dęba stają gdy to słyszę ;)
Dokładnie, to tak naprawdę chyba kwestia odmiany przez przypadki a nie poprawności językowej i bez kontekstu ciężko jest uzasadnić, która forma jest poprawna.
Ja również jestem za formą w bierniku "choroba dotyka osoby", gdyż po pierwsze jest ona najczęściej stosowana, a po drugie w moim subiektywnym odczuciu jest o wiele bardziej poprawna niż forma w dopełniaczu.
A ja dość często słyszę wypowiedzi w stylu "choroba ta dotyka osób po czterdziestce" itp. Chociaż na początku byłam pewna, że poprawną formą jest "choroba dotyka osoby", teraz zaczęłam się zastanawiać i mam coraz więcej wątpliwości. :)
kathe1987
05-26-2011, 21:32
Oczywiście, że macie racje, mój błąd (i wydało się, ze nie znam przypadków i w ogóle ;) ).
W związku z tym poprawiam się i optuję za: "choroba dotyka osoby". Za to "choroba może dotyczyć osób". Taką mam koncepcję.
A może po prostu używa się obu w zależności od kontekstu?
Moim zadaniem używa się obu, ale nie tyle w zależności od kontekstu co od własnego wyczucia stylu. Podobnie się sprawa ma z czasem przyszłym złożonym gdzie obie formy odmiany czasownika, tj. z imiesłowem przeszłym i bezokolicznikiem są poprawne, przy czym ta druga jest powszechnie uznawana za nieco lepszą ze względu na jej większą precyzję i wartość znaczeniową.
bottomless
05-28-2011, 14:22
Jeśli się nie mylę, to chodzi tu o osoby, liczba mnoga? W takim przypadku "choroba dotyka osoby" brzmi moim zdaniem trochę dwuznacznie, bo może to być i w dopełniaczu (kogo, czego: osoby) wtedy wychodzi liczba pojedyncza, i w bierniku (kogo,co: osoby), co daje liczbę mnogą.
Rzeczywiście, samo wyrażenie „choroba dotyka osoby” wydaje się być dwuznaczne, lecz zazwyczaj zaraz po nim następuje imiesłów w liczbie mnogiej, który skutecznie eliminuje tę dwuznaczność.
Zgadzam się z Kol5, że faktycznie jest to chyba przede wszystkim kwestia wyczucia.
Blue_moon
05-29-2011, 15:48
"Choroba dotyka osób, które są długotrwale leczone sterydami."
"Choroba dotyka osoby, które są długotrwale leczone sterydami."
Między tymi dwoma opcjami ciężko jest mi ocenić, która mogłaby być niepoprawna. Skłaniałabym się jednak ku pierwszej.
Jeśli "dotyka" zastąpimy "dotyczy," to wtedy jasne jest, że poprawne będzie "osób".
Blue_moon
05-29-2011, 15:57
Uważam, że jeśli w zdaniu podany jest wiek, to lepsze będzie użycie "osób".
"Choroba dotyka osób młodych", " choroba dotyka osób w różnym wieku", "Choroba dotyka osób po 50. roku życia".
Witam.
Moim zdaniem czasownik dotknąć łączy się z biernikiem lub dopełniaczem w zależności od kontekstu. Jeżeli mamy na myśli dotykanie jako czynność fizyczną, np. dotknąć stołu, wówczas łączymy z dopełniaczem. Natomiast jeżeli myślimy o dotykaniu w sensie przenośnym, psychicznym, np. kryzys dotknął firmę, wówczas łączymy z biernikiem.
bottomless
05-29-2011, 19:20
No cóż, rzeczywiście bez kontekstu chyba już tu więcej nie zdziałamy, jednak w obliczu jego braku ja intuicyjnie stawiam na "choroba dotyka osób".
Blue_moon
05-29-2011, 19:27
Poprawne jest sformułowanie "stanął na nogi" , "stanął na nogach" czy też, być może, oba są poprawne?
Blue_moon
05-29-2011, 19:43
Niekiedy zdarza się, że nawet znając kontekst ciężko jest zadecydować, które sformułowanie jest właściwe. Dlatego być może w pewnych sytuacjach oba są dopuszczalne?
bottomless
05-29-2011, 20:32
Albo oba są niewłaściwe. Wprawdzie język polski nie jest tak bogaty w zwroty synonimiczne jak język angielski, ale rzadko nie da się przemodelować zdania na kilka sposobów. Przyznaję, że jeśli w grę wchodzi żargon medyczny lub techniczny może to być nie lada wyzwaniem, ale w takich sytuacjach jak ta warto spróbować. "Na chorobę narażone są osoby" czy ewentualnie coś precyzyjniejszego moim zdaniem załatwiłoby sprawę
W przeciwieństwie do bottomlessa optuje za choroba dotyka osoby, ponieważ została tu użyta przenośnia - choroba nie może niczego fizycznie dotknąć.
Po namyśle zastanawia mnie jeden przypadek.
Tzn. związek wyrazowy dotknąć kwiatu.
Chociaż jest tutaj użyty dopełniacz to wyrażenie to brzmi dla mnie dość dziwnie.
"Choroba dotyka osób, które są długotrwale leczone sterydami."
"Choroba dotyka osoby, które są długotrwale leczone sterydami."
Między tymi dwoma opcjami ciężko jest mi ocenić, która mogłaby być niepoprawna. Skłaniałabym się jednak ku pierwszej.
Te dwa zdania można zmienić w ten sposób:
"Choroba dotyka osób długotrwale leczonych sterydami."
"Choroba dotyka osoby długotrwale leczone sterydami."
I tak naprawdę z tego wynika, że obie formy są poprawne. A na początku byłam pewna, że tylko jedna może być. :)
Słownik poprawnej polszczyzny podaje, że obie wersje są poprawne w znaczeniach "zerwać się szybko, wstać" i "dźwignąć się z niedostatku, poprawić swoją sytuację finansową" (byle nie "na własnych nogach" i nie w znaczeniach "poprawić swoją sytuację, wydostać się z (jakichkolwiek) kłopotów" oraz "wyzdrowieć, nabrać sił" :)
Blue_moon
06-05-2011, 21:40
Dziękuję za odpowiedź:)
To podobna sytuacja jak ta, gdy za poprawną uznano niedawno "poszłem", bo wielu tak mówi. Choć mi i tak zawsze włosy dęba stają gdy to słyszę ;)
Nie strasz... Naprawdę???!!! A może to kolejna kaczka dziennikarska?
Witam,
czy sformułowanie 'pierwszym jakim kiedykolwiek' jest poprawne ?
np.
pierwszą płytą jaką kiedykolwiek kupiłem była...
pierwszym filmem jaki kiedykolwiek obejrzałem był...
Pozwolę sobie "wskrzesić" wątek, bo widzę tu błąd. ;)
Listy (także elektroniczne) w języku polskim wysyła się "POD ADRES", a nie "na adres". Zapytałam kilku polonistów i wszyscy potwierdzili. Jest to bardzo częsty błąd. Podobnie jest z numerem telefonu: dzwoni się "POD NUMER".
Zatrzymałabym się jeszcze przy kwestii wysyłania listów oraz e-maili :) Według źródeł poprawnościowych należy je wysyłać "pod adresem" lub "na adres", ale nie "pod adres".
kamilajka
07-05-2011, 14:25
Mnie forma "pod adres" razi. I proszę, poradnia językowa PWN potwierdza:
http://poradnia.pwn.pl/lista.php?id=659
Jakiś czas temu czytałam wywiad z jednym z uczestników Kongresu Języka Polskiego w Katowicach, w którym przytoczone zostały wyniki ankiety na temat tego, co najbardziej Polaków denerwuje we współczesnej polszczyźnie i oczywiście jednym z najczęściej wymienianych irytujących zjawisk było użycie anglicyzmów. Dokładnych liczb teraz sobie nie przypomnę, a nie mogę też nigdzie znaleźć tego wywiadu, ale pamiętam, że bardzo zdziwiło mnie, jak wielu Polaków chciałoby, żeby zamiast słowa "weekend" propagować użycie polskiego odpowiednika. Wśród propozycji padały: popiątek, zapiątek, sobniedz. Jak dla mnie jest to bardzo sztuczne i, choć też nie popieram inwazji angielskiego do polszczyzny, ciężko jest jednak na siłę wykorzeniać słowo, które już weszło do polskiego na dobre, jak "weekend". Jakie jest Wasze zdanie na ten temat?
NightMonkey
07-07-2011, 12:18
Czy część osób (kto dokładnie nie wiadomo:P) chce, abyśmy zachowali "czystość językową".Moim zdaniem więcej w tym polityki i nacjonalizmu lub po prostu zwykłej nachalności niż uzasadnionej 'troski' o język. Pamiętam, że Francja ma specjalną radę językoznawców, którzy wymyślają francuskie odpowiedniki takich słów jak "internet". Pogódźmy się z tym, że niemal każdy język korzysta z tysięcy zapożyczeń z różnych języków. Z czasem, tylko językoznawcy będą pamiętać, że dane słowo wywodzi się z innego, obce języka, a reszta populacji będzie używać tego słowa, nie interesując się jak, kiedy i dlaczego używamy takiego słowa/określenia. Język jest żywym tworem, a globalizacja ma się całkiem dobrze.Moim zdaniem nie ma niczego złego w 'weekendzie" i bez racjonalnej argumentacji nie ma sensu tego zmieniać. Jak nie podoba się komuś dany wyraz to niech go nie używa.
Moim zdaniem słowo "weekend" jest w porządku, jest już całkiem zakorzenione w polszczyźnie, wszyscy wiedzą co ono oznacza; jest pod tym względem precyzyjne, oznacza bowiem sobotę, niedzielę i ewentualnie piątkowe popołudnie. Jednym z powodów, dla których obce słownictwo znajduje miejsce w polszczyźnie, jest brak w niej lepszych odpowiedników, które nazywałyby określone zjawiska czy przedmioty. Nie wyobrażam sobie, żeby teraz zamiast komputera, czy chociażby peceta, mówiło się o osobistej maszynie liczącej. To samo jest z krawatem, na przykład. Pojawiały się próby wymyślenia polskiego słowa oznaczającego krawat, ale kończyło się to na "zwisach męskich".... Nic na siłę :P
Trochę przypomina mi to sytuację językową w Chorwacji. Tam z kolei swojego czasu, aby na siłę odróżnić się od Serbów, wymyślano neologizmy typu: zamiast serbsko-chorwackiego "prijateljica" (przyjaciółka) - "frendica". Teraz z kolei doszedł do tego trend podobny jak u nas, tylko tam, w przeciwieństwie do Polski, nie traktowany z pobłażaniem, ale zupełnie serio. Organizowane są ogólnonarodowe konkursy na najlepszy chorwacki odpowiednik niechorwackiego słowa - np ostatnio wygrał zamiennik słowa "emotikon" - "osjećajnik" (od "osjećati" - czuć, czyli w wolnym tłumaczeniu byłby to zapewne po polsku jakiś "odczuwalnik") :)
listopadowa
07-07-2011, 13:54
jw. oraz wszelkie pochodne. Jak poprawnie?
Conejo_en_la_luna
07-08-2011, 00:03
W tym przypadku lepiej powiedzieć mu prawdę.
W tym wypadku zgięły dwie osoby.
Jednak to wszystko nie jest takie jednoznaczne. Mirosław Bańko w "Słowniku wyrazów kłopotliwych" zwraca uwagę na utarte związki wyrazowe, które nie zawsze można wytłumaczyć logicznie, np. poprawne jest użycie obu słów z "w najlepszym.......", jak "w ........ zatrucia", ale mówimy tylko "na wszelki wypadek", a nie "na wszelki przypadek".
Ot, uroki naszej pięknej polszczyzny;)
Tak, są w naszym języku zapożyczone słowa, które trudno byłoby zastąpić, ale oprócz nich zauważyłam, a dzieje się to głównie wśród młodych ludzi, że zamiast dobrego polskiego słowa szukają obcojęzycznych odpowiedników zupełnie niepotrzebnie. Myślę, że jest to chęć "zaszpanowania" znajomością danego języka obcego. W ten sposób po jakimś czasie zapominają jak to słowo w rzeczywistości brzmi w naszym języku. Duży wpływ na to zjawisko mają też reklamy.
Są też takie zapożyczenia,które można by z powodzeniem zastąpić "naszym" odpowiednikiem np.recycling. Na co dzień mam styczność z dziećmi i gimnazjalistami i zauważyłam, że niektórzy z nich nie wiedzą co to jest ten cały recycling. A gdybyśmy używali słowa "przetwarzanie"czy nie byłoby prościej??
Zgadzam się , że kwestia imiesłowów to jeszcze nie największa tragedia. Chociaż rzeczywiście godzenie się na zmiany zbyt pochopnie, argumentując to faktem, że Polacy tak właśnie języka używają, może doprowadzić w przyszłości do absurdalnych sytuacji. Młodsze pokolenia wychowane, że tak to ujmę, na komputerach, bardzo małą wagę przykłada do kwestii językowych. Szerzy się językowe niedbalstwo. Dobrze, że na szczęście są tacy, którzy jeszcze o ten poprawny język walczą :)
Co do statystyk językowych, angielski w Indiach jest językiem urzędowym w Indiach, ale głównie jest to wynik wcześniejszego kolonializmu Brytyjczyków i tym, że Indie są wielojęzykowym tworem, który musi mieć jakiś język "uniwersalny", który ułatwia zarządzanie, a że dużo papierów już było wygenerowanych w angielskim to też tak zostało. Tak naprawdę w Indiach po angielsku mówi może więcej ponad 10% ludności. Dzieciaki uczą się tego języka w szkołach, tak jak języka hindi, który w wielu przypadkach jest ich 2 językiem. I Tom niestety masz rację duża część języków jest zagrożona przez angielski, bo nie wszyscy jak szaleni francuzi tak chronią swój język przed zapożyczeniami itp.
Słownik poprawnej polszczyzny zaznacza, że jeśli kiedykolwiek wprowadza zdanie podrzędne, wymaga użycia przecinka, czyli: Pierwszą płytą, jaką kiedykolwiek kupiłam, jest...
wiedziemka
07-13-2011, 21:04
A tak a propos wiecie, że były jeszcz pomysły zastąpienia "weekendu" opcją "sobniedź" lub takim cudnym, swojskim "zapiątkiem", zapiątek mi się osobiście bardzo podoba, jak zapiecek i niesie w sobie takie ciepełko :)
wiadomo też, że nie będę tego używać, bo znajomi niefilolodzy kompetnie nie będą wiedzieli o co chodzi :) do słowa weekend nic nie mam, za to opcja (w transkrypcji) "fenks" trochę mnie irytuje, skoro mamy takie piękniebrzmiące dziękuję
opcja (w transkrypcji) "fenks" trochę mnie irytuje, skoro mamy takie piękniebrzmiące dziękuję
A Polacy już sobie skontaminowali polskie i obce, z czego wyszło im "dzięks" ;)
'zapiątek' brzmi bardzo swojka i ciepło, zgadzam się w wiedziemką, ale 'zapiątek', podobnie jak 'popiątek' znaczny co innego niż weekend :) tak jak 'poniedziałek' oznacza dzień po niedzieli, tak też 'po/zapiątek' oznacza sobotę.
a weekend to kawałek piątku, sobota i niedziela.
co ciekawe, samo słowo 'weekend' ma w sobie - w mojej opinii - koncepcję tygodnia tygodnia nie wiem skąd. bo Żydzi w niedzielę (szabat jest ostatnim dniem tygodnia), ten pomysł przejęli chrześcijanie w swoim kalendarzu. muzułmanie zaczynają tydzień w sobotę, po piątkowym dniu odpoczynku.
a weekend opisuje jako początek tygodnia - poniedziałek ;)
mwojtowicz
07-20-2011, 17:34
Myślę, że poprawniej i korzystniej brzmiałoby:
Pierwszą książką, którą kiedykolwiek kupiłam było "Quo Vadis"
Aha, czyli znów zmiany... jakoś to wszędobylskie "na" mnie razi, ale skoro tak jest w najnowszej normie... :confused:
Niestety musimy się pogodzić z tym, że rozwój języka rządzi się swoimi prawami. Od wielu lat wielbiciele mowy polskiej próbują wymyślać polsko brzmiące neologizmy, które zastąpiłyby te obcobrzmiące. Niestety ciężko jest "wyplenić" coś co zdążyło się już zakorzenić. Kiedyś próbowano wymyślić słowo, które zastąpiłoby obcobrzmiący krawat, dziś są tacy którzy walczą z wszechobecnym weekendem oznaczającym koniec tygodnia. Takie jest znaczenie tego neologizmu i funkcjonuje w mowie polskiej, ale o ile łatwiej, szybciej i bardziej ekonomicznie jest powiedzieć weekend niż koniec tygodnia.
Bardzo podoba mi się słówko popiątek, dziwi mnie czemu jeszcze nie padło takie słówko jak potydzień, a może popracek.
Dobrze się kojarzą w przeciwieństwie do np. zwisu męskiego, który nie miał szans na popularyzację.
A może nakręcimy jakiś spot reklamowy popularyzujący popiątek, namówimy jakiś kabaret, który wymyśli dobry skecz, nakręcimy dobry film o tym tytule? Może się przyjmie?
Zaintrygowało mnie pochodzenie słowa weekend i poszperałam trochę w różnych źródłach internetowych.
Pierwotnie w kulturze anglosaskiej weekend oznaczał okres czasu rozpoczynający się w sobotę w południe i trwający aż do poniedziałku. Pierwsze użycie tego słowa datuje się na lata 30-ste siedemnastego wieku, natomiast zaczęto je powszechnie używać pod koniec XIX w. (etymonline.com).
Słowo weekend jest popularnie używane również przez Holendrów, Duńczyków, Włochów (en.wiktionary.org) i Francuzów (chyba też Rosjan?) (ling.pl)
Czy spotkaliście się z użyciem tego terminu w innych językach? (Podejrzewam, że jest globalne ...)
Określenie długi weekend również wygląda na zapożyczenie z języka angielskiego, a nie na nasz polski wynalazek. Zapraszam na stronę dictionary.cambridge.org.
Tak na wesoło ...
-Dlaczego Pan nic nie robi? - strofuje szef pracownika.
-Przecież szef zawsze powtarza, że "co masz zrobić jutro, zrób dziś", a jutro zaczyna się weekend.
(humor.nf.pl)
Moim zdaniem słowo "weekend" jest w porządku, jest już całkiem zakorzenione w polszczyźnie, wszyscy wiedzą co ono oznacza; jest pod tym względem precyzyjne, oznacza bowiem sobotę, niedzielę i ewentualnie piątkowe popołudnie. Jednym z powodów, dla których obce słownictwo znajduje miejsce w polszczyźnie, jest brak w niej lepszych odpowiedników, które nazywałyby określone zjawiska czy przedmioty. Nie wyobrażam sobie, żeby teraz zamiast komputera, czy chociażby peceta, mówiło się o osobistej maszynie liczącej. To samo jest z krawatem, na przykład. Pojawiały się próby wymyślenia polskiego słowa oznaczającego krawat, ale kończyło się to na "zwisach męskich".... Nic na siłę :P
To prawda, "weekend" zakorzenił się w polskim na dobre, i to w dwóch odmianach fonetycznych: "łikend" i "łykend". Gdy słyszę drugą wersję, zaczynam zastanawiać się, czy jednak nie powinniśmy wymyślić jakiegoś innego określenia na te dwa dni.:p
W ewolucję języka wpisane są zapożyczenia i niepojętym jest dla mnie usilne ich odrzucanie lub (co gorsza) próbowanie usunąć te, które już na dobre wkradły się do naszego języka. Słowo weekend zostało z nami najpewniej z braku polskiego odpowiednika. Po co mówić, sobota i niedziela, jeśli można to zastąpić jednym słowem? Zadziałało tu najprawdopodobniej ludzkie dążenie do upraszczania sobie życia i w naturalnym procesie słowo to przeniknęło do naszej kultury.
fergee13
08-01-2011, 20:39
Inka ma rację :)
Słowo weekend niewątpliwie stało się częścią naszego języka ojczystego. Swego czasu słyszałam o propozycji, abyzastąpić je słowem kontyg (koniec + tygodnia). Jak się Wam podoba?
Warto wspomnieć jeszcze o słowie parasol, które zadomowiło się w naszym języku. Dawniej przed deszczem chronił nas deszczochron. Słowo parasol oznacza dosłownie "ochrone przed słońcem". W języku angielskim występuje słowo "umbrella" oznaczające sprzęt chroniący wyłącznie przed deszczem oraz słowo "parasol" odnoszące się do sprzętu chroniącego przed słońcem.Może warto byłoby więc zabrać ze sobą deszczochron na spacer w deszczu?:)
A nie można zamiast "weekend" powiedziec "koniec tygodnia"? Choć "zapiątek" brzmi rzeczywiscie ciepło :)
BlueMoon
08-05-2011, 13:48
Język się cały czas rozwija i zmienia, czesto czerpiąc zapożyczenia z innych języków. Niewiele osób byłoby w stanie zrozumieć język naszych przodków - Slowian sprzed 1000 lat.Wydaje mi się, że tworzenie słów typu "zapiątek" to desperackie próby powstrzymania zmian, które i tak są nieuchronne.
kasia.foj
08-05-2011, 22:38
problem tkwi w tym, że aby w języku polskim określic coś precyzyjnie, często trzeba użyc wielu słów. Na podobnej zasadzie jak "weekend", na dobre przyjęło się u nas słowo "bestseller". Wygodniej w księgarni zrobic tabliczkę: Lista bestsellerów niż Lista najlepiej sprzedających się książek ;)
Mnie na co dzień nie denerwuje obecnośc angielskich zapożyczeń, wręcz przeciwnie, czasem są przydatne. Studiuję informatyczny kierunek i biorąc pod uwagę, że zdecydowana większośc dobrych podręczników w tym temacie jest pisana w j. angielskim, nie wyobrażam sobie spolszczenia każdego urządzenia, funkcji czy języków programowania. A tak, jest to uniwersalny język, dzięki któremu informatycy w każdej części świata są pewni, że mówią dokładnie o tej samej rzeczy.
Z drugiej zaś strony, nie znoszę gdy zamienia się polskie, naładowane emocjonalnie przepraszam na zdawkowe sorry i inne, podobne w tym temacie
Zastanawiam się, czy tak jak polski "zapiątek", macie jakieś pomysły na zastąpienie słowa taxi?
Można jeszcze powiedzieć taryfa, ale to raczej pejoratywne określenie. Słowo taxi używane jest na całym świecie, zastępowanie go polskim odpowiednikiem byłoby w sumie bezsensowne.
Myślę, że takie słowa jak weekend i taxi są już od tak dawna częścią naszego języka, że wszelkie próby zastąpienia ich polskobrzmiącymi wyrazami są z góry skazane na niepowodzenia.
Uważam jednak, że musimy dbać o czystość języka i zachować umiar w przyjmowaniu obcych słów. Jestem przerażona, gdy z ust dziennikarza w głównym serwisie informacyjnym wychodzą "stwory" takie jak: "samolot doleciał do swojej destynacji" czy "akceleracja procesów". Brrr....
Według Słownika poprawnej polszczyzny forma "odnośnie" - w stosunku do kogoś, do czegoś; w sprawie kogoś, czegoś; w odniesieniu do kogoś, do czegoś. Odnośnie do kogoś, do czegoś ( nie: kogoś, czegoś), np. Uwagi odnośnie do ostatniego punktu (nie: odnośnie ostatnigo punktu) , lepiej: co do ostatnieggo punku.
Jak tłumaczyć angielski zaimek osobowy 'you'? Czy jako 'ty' czy raczej jako 'pan/pani'? Z pewnością zależy to od kontekstu, ale czy spotkaliście się w swojej pracy z problemami dotyczącymi 'you'?
dziwne pytanie, aczkolwiek ostatnio zauważyłam, że w mediach a także tłumaczeniach (raczej tych nieprofesjonalnych) często pojawia się forma 'ciebie' zamiast 'cię'. osobiście bardzo mnie to drażni, zwłaszcza jak widzę złożenia 'kocham ciebie', 'potrzebuję ciebie', 'przytulę ciebie' czy podobne.
której formy Wy używacie? jak odbieracie użycie "ciebie" zamiast "cię?
zapraszam do dyskusji :)
Markowski mówi: ;)
Formy "ciebie, tobie" mają samodzielny akcent - mogą być używane na początku i na końcu zdania oraz po przyimkach, natomiast formy "cię, ci" w takich pozycjach nie występują; używane są najczęściej po czasowniku.
Aczkolwiek można podać kilka wyjątków od tej reguły ;)
Mam ten sam problem. Nie uważam się za osobę wrażliwą na błędy stylistyczne lub gramatyczne, ale jak słyszę niepoprawnie użytą formę ciebie... śmiać mi się chce. Brzmi komicznie. To samo z "mnie" i "mi". Nie są zamienne, a ja często słyszę "mi się podoba", albo jeszcze gorzej ... "podoba mnie się ten pomysł". Uszy bolą. A zasada prosta: "mi" nie może występować na początku. Najbardziej przeraża mnie użycie złych form w mediach, w gazetach (kryzysowe oszczędności na korektach?).
no właśnie. uszy więdną i oczy mnie bolą, gdy widzę "kocham ciebie". gdy zwróciłam na to uwagę osobie, która tłumaczyła tekst (tłumacz nieprofesjonalny) stwierdził, że mu się tak podoba i będzie tak robił. ręce opadają...
też się zastanawiam, czy to oszczędność czy niedbalstwo (nie mówię tu konkretnie o korektorach). czasem mam wrażenie, że to drugie. już nawet pomijam błędne użycie tych form w tłumaczeniach, ale coraz częściej słychać je w wywiadach i różnych programach. brrrr....
Istnieją odpowiednie reguły, które przywołał Tomasz. Nawet jeśli pewne formy zaimków osobowych wydają nam się śmieszne lub sztuczne w niektórych użyciach które są normatywnie poprawne, musimy się z tym pogodzić. Możemy oczywiście liczyć na polonistów językoznawców, którzy uaktualniają normy naszego języka, może nastąpią zmiany w tej kwestii...
jasiek_barca
08-09-2011, 16:29
Według mnie to bardzo relatywna kwestia. Z tego, co wiem, to w krajach anglojęzycznych tylko w listach używa się jakichś oficjalnych zwrotów, a tak to wszyscy są ze sobą na 'you' ;) w naszej kulturze jest to nieco inna kwestia. Pan/pani to zwrot grzecznościowy, 'ty' jest już bardziej bezpośrednie. Zależy od kontekstu i relacji między rozmówcami (wokół których figuruje to całe 'you), ja osobiście nie miałem problemu z tym słówkiem :)
kate1230
08-09-2011, 17:20
Które formy są poprawne mimo to czy pomimo to? Obie formy są bardzo często używane ale która z nich tak na prawdę jest poprawna?
Jak tłumaczyć angielski zaimek osobowy 'you'? Czy jako 'ty' czy raczej jako 'pan/pani'? Z pewnością zależy to od kontekstu, ale czy spotkaliście się w swojej pracy z problemami dotyczącymi 'you'?
W istocie zależy wszystko od kontekstu. Poza tym "you" nie precyzuje liczby - równie dobrze może oznaczać "wy" lub "państwo". Często jest też używane w języku angielskim bezosobowo, np.: Nie powinno się palić w ciąży możemy przetłumaczyć jako: You shouldn't smoke when you are pregnant.
Myślę, że "you" nie jest zbyt problematyczne ;) Jest sporo możliwości, żeby sobie z nim poradzić :)
jasiek_barca
08-10-2011, 11:41
Ten artykuł może rozwiać pewne wątpliwości:
http://obcyjezykpolski.interia.pl/?md=archive&id=389
:)
wydaje mi się, że mimo to i pomimo tego... :confused:
Obydwie formy są poprawne. Ale, np. Poszła tam pomimo deszczu./ Mimo twoich starań. -> mamy w tych zdaniach dopełniacz, nie biernik.
no właśnie. uszy więdną i oczy mnie bolą, gdy widzę "kocham ciebie". gdy zwróciłam na to uwagę osobie, która tłumaczyła tekst (tłumacz nieprofesjonalny) stwierdził, że mu się tak podoba i będzie tak robił. ręce opadają...
też się zastanawiam, czy to oszczędność czy niedbalstwo (nie mówię tu konkretnie o korektorach). czasem mam wrażenie, że to drugie. już nawet pomijam błędne użycie tych form w tłumaczeniach, ale coraz częściej słychać je w wywiadach i różnych programach. brrrr....
Zdecydowanie niedbalstwo a wręcz błąd moim skromnym zdaniem
Mój wykładowca gramatyki kontrastywnej skomentował zamienne stosowanie tych form, stwierdzają, że pewnie niedługo będziemy pytali: "Jest mi zimno, a ci?"
mongoloid
08-15-2011, 02:03
Przerażają mnie murale, lub graffiti z wpisem "Kocham ciebie..."
wojciech.sawala
08-15-2011, 10:40
Jak zostało powiediane: istnieją reguły. "ciebie" i "tobie" to normalne poprawne słowa, a ich użycie po prostu zmienia nieco sens zdania: akcentuje. "Kocham Cię" -> główną informacją jest "kocham", natomiast "Kocham Ciebie" = "Kocham właśnie Ciebie" (~wiadomo, że kogoś kocham, a nową informacją, jest obiekt). W hiszpańskim identyczna różnica zostałaby wyrażone przez "Te quiero" i "Te quiero a ti". Zastępowanie bez potrzeby formy nieakcentowanej formą akcentowaną wydaje mi się przejawem hiperpoprawności ("ą, ę")
pzdr
RedActor
08-15-2011, 10:45
Której formy używacie? Ja z uporem maniaka trzymam się drugiej, bo lubię spolszczać, co się da, przez co juz przeżyłem niejedną kłótnię ;)
Dodam, że słownik języka polskiego dopuszcza obie formy
rapariga
08-15-2011, 12:28
Co sądzicie o tworzeniu form żeńskich i ich popularyzacji? Mnie momentami rażą te formy, generalnie jednak widzę zasadność ich funkcjonowania w języku. Taki wewnętrzny dysonans.
Socjolożka :) Brzmi zabawnie, ale uważam, że w szerszym kontekście kulturowym jest wyznacznikiem naszych czasów :)
rapariga
08-15-2011, 13:59
Właśnie, to jest to, czego się obawiam w stosowaniu tych form, w niektórych kontekstach brzmią infantylnie. Jednocześnie w związku z sytuacją kobiet i staraniu o miejsce w przestrzeni publicznej, pokonanie szklanych sufitów itd. jak najbardziej uzasadniona forma.
finchmeister
08-15-2011, 14:14
Czy komuś się to podoba czy nie, poprawność polityczna zaleca stosowanie właśnie takich form, jak np. "socjolożka"
magdatoots
08-15-2011, 14:21
Socjolożka, psycholożka... Te formy, z punktu widzenia słowotwórstwa, brzmią okropnie, właśnie" infantylnie". Oczywiście, popieram równouprawnienie, samodzielność kobiet i tak dalej, ale osobiście uważam, że sformułowanie "pani psycholog" brzmi o wiele bardzie poważnie i z pewnością nie odbiera kobiecie jej autorytetu. Ale to już jest wkraczanie na tereny daleko wybiegające poza bezpieczne dywagacje gramatyczno-językowe. Zresztą tendencja do tworzenia form żeńskich jest widoczna też w innych językach fleksyjnych, więc niejako musimy to zaakceptować, niekoniecznie ze względu na poprawność polityczną.
:D Miałam zamiar wprowadzić ten wątek.
Problem z "Cię" i "Ciebie" wynika chyba z tego, że niektóre osoby uważają, że "Ciebie", "Tobie" to jedyne poprawne formy, a "Ci", "mi" to te niepoprawne. Chcą brzmieć w sposób bardziej "wyrafinowany", ale efekt jest przeciwny do zamierzonego. :D
Stąd takie wypowiedzi:
"Genia, a zapodaj MNIE tę taśkem";
"proszem CIEBIE bardzo, Zdzichu";
Oprócz "Cię/Ciebie" intryguje mnie też nadmierne używanie "się" - wszędzie, gdzie się da, np.:
"ja się do ty roboty nie dotykom" (np. "dotykać się do czegoś"). :)
rapariga
08-16-2011, 23:29
W ten oto sposób wkraczamy na interesujące mnie pole socjolingwistyki. Język kształtuje z pewnością naszą świadomość społeczną. Fakt, że niektóre nazwy zawodów będące żeńskimi odpowiednikami, utworzonymi od stosowanych powszechnie form męskich, brzmią śmiesznie, deprecjonująco jest silnie powiązany z funkcjonowaniem w społeczeństwie patriarchalnym. Ich stosowanie to nie tylko spełnianie feministycznych postulatów, ale też próba poprawy sytuacji kobiet w przestrzeni publicznej.
Denerwuje mnie używanie niepoprawnej odmiany liczebników z tytułu do rzeczownika. Zasada przecież jest prosta. Trafiliscie na podobne błędy?
doraetlabora
08-17-2011, 08:34
Denerwuje mnie używanie niepoprawnej odmiany liczebników z tytułu do rzeczownika. Zasada przecież jest prosta. Trafiliscie na podobne błędy?
Prawidłowo powinno być półtora metra i łyżki.
Wygląda na to, że dopuszczalne są trzy formy: http://kariera.pb.pl/2370058,60882,prof-miodek-manager-menedzer-czy-menadzer, http://portalwiedzy.onet.pl/140739,,,,menedzer_menadzer_manager_menazer,haslo. html
Osobiście uzyłabym "menadżer" lub "menedżer", bo też lubię spolszczać. Poza tym słowo to jest juz na tyle powszechne w języku polskim i przyswojone, że myślę, że spolszona pisownia jest tu jak najbardziej na miejscu.
gosiat1985
08-17-2011, 09:16
Osobiście używam pierwotnej formy - "manager", ale dodam, że poprawną formą jest też "menadżer" :) pozdrawiam
harmata.hanna
08-17-2011, 09:29
Ja też wolę formę oryginalną. Zapożyczenia pisane zgodnie z zasadami polskiej pisowni zawsze dziwnie dla mnie wyglądają. To nie są polskie słowa, więc nie przerabiałabym ich "na siłę" :)
harmata.hanna
08-17-2011, 09:44
W ten oto sposób wkraczamy na interesujące mnie pole socjolingwistyki. Język kształtuje z pewnością naszą świadomość społeczną. Fakt, że niektóre nazwy zawodów będące żeńskimi odpowiednikami, utworzonymi od stosowanych powszechnie form męskich, brzmią śmiesznie, deprecjonująco jest silnie powiązany z funkcjonowaniem w społeczeństwie patriarchalnym. Ich stosowanie to nie tylko spełnianie feministycznych postulatów, ale też próba poprawy sytuacji kobiet w przestrzeni publicznej.
Z jednej strony jak najbardziej się z Tobą zgadzam, ale jednocześnie taka refleksja mnie nachodzi:
Bycie tak strasznie "PC" wydaje mi się czasem bardzo "na siłę". Osobiście mam alergię na patriarchat, a mimo to żeńskie odpowiedniki nazw zawodów często wydają mi się śmieszne. Znacznie bardziej (przynajmniej w niektórych przypadkach) wolę formę typu "pani socjolog" aniżeli "socjolożka". Wydaje mi się, że dużą rolę odgrywa tu radykalny, walczący feminizm, który - z całym szacunkiem - nie raz i nie dwa okazuje się idiotyzmem. Język jak najbardziej kształtuje świadomość społeczną; wydaje mi się jednak, że bardziej kształtują ją kobiety, które potrafią być i socjologami, i psychologami, i wszystkim innym - bez dziecinnego upierania się, że forma musi mieć żeńską końcówkę.
Sama spotykam się często z tym problemem, ponieważ jestem muzykiem. Muzykiem, nie muzyczką - muzyczkę to można sobie w telefonie ustawić, żeby dzwoniło ;)
Jeden z moich wykładowców upierał się zawsze, że forma " idzie mi o to, że..." jest lepsza i bardziej górnolotna od formy "chodzi mi o to, że...".Co o tym sądzicie? Ja mam watpliwości...
alekssandra
08-17-2011, 11:36
Ja również jestem „wyczulona” na wszelkie niepoprawne formy. Do powyższych przykładów dorzucam: „Źyczę Tobie wszystkiego najlepszego” :(
Apaczonka
08-17-2011, 11:49
Prawdę mówiąc bardzo rzadko słyszę taką formę, dlatego wydaje mi się ona udziwniona lub wręcz niepoprawna. Jednak wpisując podaną frazę w wyszukiwarkę natrafiłam na sporo takich wypowiedzi. Więc może to faktycznie zwykła (no właśnie - raczej zwykła niż 'górnolotna') forma? Na pytanie o różnicę stylistyczną między "idzie mi o..." a "chodzi mi o..." znalazłam taką odpowiedź:
Konstrukcja (komuś) idzie o coś jest nacechowana jako wielokrotnie rzadsza, częściej mówimy (komuś) chodzi o coś. Oba zwroty są prawdopodobnie pochodzenia niemieckiego (es geht (jemandem) um etwas), ale ich obcości nie odczuwamy. Innych różnic między nimi nie widzę. Warto uważać na ich potoczny odpowiednik komuś rozchodzi się o coś – w wydawnictwach normatywnych oceniany jako niepoprawny.
— Mirosław Bańko, Uniwersytet Warszawski
źródło: http://poradnia.pwn.pl/lista.php?kat=6&szukaj=potoczny
To ciekawy temat. Zgadzam się, że formy typu "socjolożka" mogą odejmować powagi danemu zawodowi, ale z drugiej strony wiele jest dyskryminacji w warstwie języka. Może trzeba czasu, żebyśmy się z takimi formami obyli i żeby wydawały się nam zupełnie naturalne. Swoją drogą ciekawe, że w angielskim bywa odwrotnie, "actress" podobno uważane jest za niepoprawne politycznie, bezpieczniej jest powiedzieć po prostu "actor".
RedActor
08-17-2011, 23:29
Osobiście używam pierwotnej formy - "manager", ale dodam, że poprawną formą jest też "menadżer" :) pozdrawiam
Obydwie formy są dopuszczalne pszem pani:
http://sjp.pwn.pl/slownik/2567492/menedzer
:P
Bardzo ubolewam nad losem żeńskim form zawodów i stanowisk w języku polskim... Zauważyłam, że kobieta i kariera to w Polsce i w języku kłopotliwa sprawa. Nazwy żeńskie albo wydają się infantylne, albo uważa się je za mniej prestiżowe, brzmią niepoważnie, albo mają już formę żeńską która znaczy zupełnie coś innego :) (wspomniany już muzyk i muzyczka, marynarz i marynarka, pilot i pilotka, kierowca i kierownica) itd. itd..... Ja osobiście wolałaby, aby nazywano mnie tłumaczką, nie tłumaczem. Moim zdaniem w naszym języku brakuje wypracowanie jednoznacznych norm i zasad stosowania i tworzenia takich nazw. Powinny być one z góry ustalone, przynajmniej dla większości zawodów. Ale nawet my feministki mamy różne propozycje, brakuje spójności. Trudno się w tym odnaleźć. Sama stosuję jednak formy żeńskie, bo mam nadzieję, że w przyszłości nie będą budzić już takiego zdziwienia czy wątpliwości. Brakuje mi kobiet w języku :) Polecam też artykuł na ten temat:
http://www3.uj.edu.pl/alma/alma/82/10.pdf
A tutaj kolejny, o językowym seksizmie, ale raczej dla osób bardziej zainteresowanych tematem:
http://www.filg.uj.edu.pl/StudiaLinguistica/pdf/12505-Dabrowska.pdf
Liczebnik oznaczający jeden i pół to "półtora" dla rzeczowników rodzaju męskiego i nijakiego, a "półtorej" dla rzeczowników rodzaju żeńskiego: półtora tortu; półtora jajka; półtorej strony.
gosiat1985
08-18-2011, 09:14
Manager czy menedżer? Której formy używacie? Tak brzmiało pytanie. Moja odpowiedź to - manager.
Jednak do w/w form chciałam dodać trzecią poprawną formę - menadżer. Wszystkie trzy są poprawne.
Proszę dokładnie czytać posty.
Osobiście bardziej preferuję "manager" - ale to ta sama kwestia jak w przypadku wyboru pomiędzy gentleman oraz dżentelmen. Jednak te spolszczone wersje dziwnie wyglądają dla mojego oka :)
Dokładnie tak, wszystkie trzy są poprawne: http://sjp.pwn.pl/szukaj/menad%C5%BCer
Ja osobiście preferuję "menadżera". Z moich obserwacji wynika, że mamy tendencję do spolszczania i to tylko kwestia czasu, gdy wszystkie obcojęzyczne słowa będziemy tak zapisywać, np. piszemy już "diler", ale ciągle jeszcze (moim zdaniem tylko póki co) "leasing", choć chodzi o te same głoski "ea". Takie "nowotwory" wyglądają z początku dziwnie, ale potem już każdy już przyzwyczaja się do "interfejsu" chociażby. Ewolucja to naturalna cecha języka i uważam, że nie powinniśmy jej na siłę hamować.
To nawet nie jest kwestia hamowania na siłę rozwoju języka - to raczej kwestia osobistych preferencji. Są przecież słowa i wyrażenia stosowane z określoną manierą przez znaczną część społeczeństwa, ale inna jego część już będzie stosowała to "po swojemu", bo tak się kiedyś nauczyli, tak im pozostało i nie widzą powodu dla którego mieliby cokolwiek w tym zakresie zmieniać :)
Moi znajomi z Poznania i okolic w ogóle nie używają formy ,,półtorej", twierdząc, że jest ,,wieśniacka i nikt normalny tak nie mówi". ,,Spotkajmy się za półtora godziny" - nikogo tam nie dziwi takie zdanie, niestety.
RedActor
08-18-2011, 23:02
Manager czy menedżer? Której formy używacie? Tak brzmiało pytanie. Moja odpowiedź to - manager.
Jednak do w/w form chciałam dodać trzecią poprawną formę - menadżer. Wszystkie trzy są poprawne.
Proszę dokładnie czytać posty.
Yup. Masz rację. Umknęło mi "też" w twojej wypowiedzi. Przepraszam.
Ja też wolę formę oryginalną. Zapożyczenia pisane zgodnie z zasadami polskiej pisowni zawsze dziwnie dla mnie wyglądają. To nie są polskie słowa, więc nie przerabiałabym ich "na siłę" :)
E tam. Nie zgodzę się. Jest wiele słów, które przyjęły się i dziwnie nie wyglądają. Np. mecz, klub, dżentelmen, biznes, gol i wiele innych. Akurat w polskim wyraźna jest tendencja do spolszczania często używanych słów i jak dla mnie to raczej naturalne. Oczywiście można przegiąć i w druga stronę, ale wiele rzeczy weryfikuje tzw. uzus.
RedActor
08-18-2011, 23:53
Nazwy żeńskie albo wydają się infantylne, albo uważa się je za mniej prestiżowe, brzmią niepoważnie, albo mają już formę żeńską która znaczy zupełnie coś innego :)
Mnie nie wiedzieć czemu strasznie bawi np. słowo "sędzina". Niby nazywa się tak sędziów w wydaniu żeńskim, ale równocześnie jest możliwe pejoratywne znaczenie "kiepski albo godny politowania sędzia" - utworzone analogicznie, jak np. "piłkarzyna" albo "psina".
Może to kwestia czasu i przyzwyczajenia się do takich form...Mi też nie bardzo podobają się formy "psycholożka" itp ale może z upływem czasu bedą coraz częściej używane a nie uważane za infantylne. Póki co chyba te formy nie wzbudzają zbyt dużego entuzjazmu.
magdalenka
08-19-2011, 14:25
Uważam, że tworzenie żeńskich odpowiedników nazw zawodów jest robione "na siłę" i zupełnie niepotrzebne.
Wynikiem tych prób są idiotyczne, ośmieszające twory kojarzone z przedmiotami (jak już ktoś wcześniej wspomniał). Zmiany nie są konieczne, więc po co je wprowadzać?
W tytułowaniu pań mających kwalifikacje w zakresie socjologii i psychologii zdecydowanie pani socjolog, pani psycholog.
- Czy jest już pani psycholog Rapacka?
Chyba, że mamy do czynienia z sytuacją nieoficjalną, a wyrazić emocje jakoś trzeba...:rolleyes:
- Byłem u tej psycholożki od siedmiu boleści.
Moim zdaniem psycholożka czy socjolożka jest nacechowana pejoratywnie.
Ale to przyszłość zweryfikuje użycie tych wyrazów.
"Potrzebnych jest kilka..." czy "potrzebne jest kilka"? Wydaje mi się, że pierwsza opcja, ale już sama nie wiem...
Proszę o podpowiedź, która forma jest poprawna:
wydaje się "interesujące" czy "interesującym".
W zdaniu jest to tak:
Interesującym wydaje się dokonanie analizy porównawczej...
Z góry dziękuję za odpowiedź.
legowisko
08-19-2011, 21:49
Myślę, że interesujące. To jest przydawka, więc pytanie brzmi: "jakie?", a nie dopełnienie, żeby pytać "kim? czym?" Tak mi się wydaje, ale nie dałabym głowy.
silviabroom
08-19-2011, 22:15
Też uważam, że 'interesujące.'
asia Rozszczypała
08-19-2011, 23:52
Ja też myślę, że powinno być "interesujące wydaje się ...".
Można odwrócić szyk zdania i będzie ono brzmiało "dokonanie analizy porównawczej wydaje się interesujące".
Forma "interesującym" byłaby poprawna np. w takim zdaniu: "Interesującym wydaje się fakt dokonania analizy porównawczej".
Mam nadzieję, że to co napisałam ma jakiś sens...:)
tak, bo fakt jest interesującY a dokonanie analizy jest interesującE:)
Od interesujący możemy przejść do intersującYM (chyba, że ktoś poda mi konkretną teorię, że nie możemy;) a od interesującE już trochę gorzej..;)
Ja także optuję za "managarem".
skskgolf
08-20-2011, 03:11
Myślę, że interesujące. To jest przydawka, więc pytanie brzmi: "jakie?", a nie dopełnienie, żeby pytać "kim? czym?" Tak mi się wydaje, ale nie dałabym głowy.
Myślałem, że tak, ale czuję też inne!
Bardzo interesująca dyskusja, zwłaszcza, że ostatnio natknęłam się na ciekawą informację. Polacy, którzy posługują się językiem angielskim w pracy są odbierani przez native speaker'ów jako zbyt bezpośredni, albo źle wychowani. W języku polskim istnieje forma Pan/Pani, w języku angielskim wszystkich adresujemy you. Zapominamy jednak o intonacji i jednym szczególe. Mówiąc do kogoś formalnie you, dobrze jest wspomnieć jego imię w wypowiedzi.
Na przykład pytając zwierzchnika:
"- John, can you pass me that book, please?"
Wyczytałam to w "Successful Polish-English Translation" A. Korzeniowskiej i P. Kuhiwczak str. 53-54. Książka skupia się na różnicach kulturowych. Polecam.
meluzyna
08-21-2011, 09:28
Interesujące - też to ostatnio sprawdzałam, bo dawna składnia dopuszczała narzędnik w orzeczniku.
Tu jest lista podpowiedzi http://poradnia.pwn.pl/lista.php?kat=4&szukaj=przymiotnikowy.
Bardzo dobrze spostrzeżenie. Jest to zwłaszcza istotne dla tłumaczy ustnych. Ucząc się języka obcego faktycznie zapominamy że 'you' nie zawsze znaczy 'ty' bądź 'wy'. Nawet dobrze znający język angielski mają z tym problem bądź po prostu zapominają o tej drobnej ale jakże ważnej różnicy.
magda2507
08-21-2011, 15:37
Ja nigdy nie miałam problemu ze słówkiem 'you'. Wszystko zależy od kontekstu oczywiście. No i faktycznie trzeba na to słówko uważać podczas tłumaczenia.
klamka88
08-21-2011, 19:28
W języku szwedzkim też istnieje ten problem, na większą nawet skalę. Dzieci np. nie tylko zwracają się do rodziców na ty, ale też mówią do nich po imieniu. W tłumaczeniu wszystko zależy od strategii - czy chcemy udomowić tekst i postawić na jego przyswajalność czy też pokazać ten specyficzny element obcej kultury. W większości jednak dostosowuje się tłumaczenie do polskich norm kulturowych, żeby nie raziło czytelnika :)
lingwistka2011
08-21-2011, 20:51
Mnie nie wiedzieć czemu strasznie bawi np. słowo "sędzina". Niby nazywa się tak sędziów w wydaniu żeńskim, ale równocześnie jest możliwe pejoratywne znaczenie "kiepski albo godny politowania sędzia" - utworzone analogicznie, jak np. "piłkarzyna" albo "psina".
Tu akurat nie mogę się z Tobą zgodzić, bo kobieta przewodnicząca rozprawie na sali sądowej, to sędzia. Sędzina, to żona sędziego (choć to określenie wychodzi już z użycia w związku z emancypacją kobiet).
finchmeister
08-21-2011, 21:04
Myślę, iż w większości sytuacji, tłumacząc na język polski, można wywnioskować z kontekstu, jak przetłumaczyć ten zaimek. Owszem, na pewno będą sytuacje sporne, jednak będzie to tylko i wyłącznie margines pośród całej reszty
Dlatego język angielski jest moim „ulubionym” językiem, W zdaniach angielskich wszystko zależy od kontekstu.
W języku szwedzkim też istnieje ten problem, na większą nawet skalę. Dzieci np. nie tylko zwracają się do rodziców na ty, ale też mówią do nich po imieniu. W tłumaczeniu wszystko zależy od strategii - czy chcemy udomowić tekst i postawić na jego przyswajalność czy też pokazać ten specyficzny element obcej kultury. W większości jednak dostosowuje się tłumaczenie do polskich norm kulturowych, żeby nie raziło czytelnika :)
Nie słyszałam nigdy o tym - to ciekawe :) Czy to, że dzieci mówią do rodziców po imieniu, to efekt zmian kulturowych i rozluźnienia więzi, czy było tak od dawna?
A w kwestii zaimków osobowych, to w języku czeskim używa się formy "vy" w przypadku, kiedy nie jesteśmy z kimś na Ty. W tłumaczeniu więc nie ma aż takich problemów, zwłaszcza, że ciężko jest także pomylić "Pana/Panią" z liczbą mnogą, bo czasownik następujący po zaimku ma już odpowiednią formę, np.:
Vy jste si něco přal? - Życzył Pan sobie czegoś?
Vy jste si něco přali? - Życzyliście (życzyli państwo) sobie czegoś?
Na początku nauki tego języka i w początkach kariery tłumacza języka czeskiego warto jednak zachować czujność - czasem jedna literka na końcu zmieniająca cały sens może łatwo ulecieć ;)
Studiowałam psychologię i mogę powiedzieć, że dla mnie osobiście słowo psychlożka jest jakimś dziwnym "nowotworem językowym" - tak w naszych psychologicznych kręgach na to mówiliśmy ;) I gdybym tym psychologiem w końcu została, to obrażałabym się na każde tytułowanie mnie tym dziwnym mianem psycholożki. Kiedyś mojemu znajomemu przyszła na myśl gra słów psycho-loszka, co miało podkreślać jakieś tam stereotypy dotyczące dziewcząt studiujących psychologię... Podsumowując - krew się we mnie gotuje, jak słyszę coś takiego ;) Uważam, że miano "pani psycholog" brzmi profesjonalnie i w żaden sposób nie odzwierciedla spychania kobiet na dalszy plan na rynku pracy, o co tak krzyczą feministki. To tyle z mojej strony :)
PS. Podpisuję się pod postem rusałki.
Bardzo ubolewam nad losem żeńskim form zawodów i stanowisk w języku polskim... Zauważyłam, że kobieta i kariera to w Polsce i w języku kłopotliwa sprawa. Nazwy żeńskie albo wydają się infantylne, albo uważa się je za mniej prestiżowe, brzmią niepoważnie, albo mają już formę żeńską która znaczy zupełnie coś innego :) (wspomniany już muzyk i muzyczka, marynarz i marynarka, pilot i pilotka, kierowca i kierownica) itd. itd..... Ja osobiście wolałaby, aby nazywano mnie tłumaczką, nie tłumaczem. Moim zdaniem w naszym języku brakuje wypracowanie jednoznacznych norm i zasad stosowania i tworzenia takich nazw. Powinny być one z góry ustalone, przynajmniej dla większości zawodów. Ale nawet my feministki mamy różne propozycje, brakuje spójności. Trudno się w tym odnaleźć. Sama stosuję jednak formy żeńskie, bo mam nadzieję, że w przyszłości nie będą budzić już takiego zdziwienia czy wątpliwości. Brakuje mi kobiet w języku :) Polecam też artykuł na ten temat:
http://www3.uj.edu.pl/alma/alma/82/10.pdf
A tutaj kolejny, o językowym seksizmie, ale raczej dla osób bardziej zainteresowanych tematem:
http://www.filg.uj.edu.pl/StudiaLinguistica/pdf/12505-Dabrowska.pdf
. Faktycznie brakuje nam kobiet w języku
Bardzo nie lubię tej niby pro-kobiecej nowomowy. Jak już ktoś pisał - formy żeńskie tworzone "na siłę" nie kojarzą się z wyrażaniem szacunku, przecież "reżyserka" to miejsce, w którym siedzi światłowiec i dźwiękowiec w teatrze, a "pilotka" to czapka...
Poza tym, gramatyka naszego pięknego języka jest na tyle bogata i pojemna, że nie ma potrzeby tworzenia takich form. Nie potrzeba też dodawać słowa "pani" przed nazwą zawodu. Wystarczy właściwa odmiana słowa.
Parę przykładów:
1/ Poseł taka-a-taka przemawiała dzisiaj w Sejmie.
2/ Reżyser kowalska nakręciła nowy film.
3/ Czarek kiepsko sypiał, więc udał się do psycholog.
I tak dalej.
Jeszcze kwestia "sędziny" i "królowej" - "królowa" to żona króla (kobieta-król też jest królem, nie królową), a "sędzina"? Co to w ogóle jest?
jasiek_barca
08-21-2011, 23:47
U mnie na socjologii jedna feministka, która wykładała pewien przedmiot związany z filozofią, mówiła o tym 'genderyzowaniu' (ech, co za twór) języka i nadawaniu tytułów. Dla mnie również socjolożki, filolożki i psycholożki to bardzo dziwne wytwory i brzmią trochę nienaturalnie. Możliwe, że tak to odczuwam, bo jest to stosunkowo nowe zjawisko - może się jeszcze zakorzeni w języku. Ale oby się nie przyjęło, dla mnie sprawa wygląda tak, jak to opisała Kati.
ladyalpineblue
08-21-2011, 23:48
Oczywiście, popieram równouprawnienie, samodzielność kobiet i tak dalej, ale osobiście uważam, że sformułowanie "pani psycholog" brzmi o wiele bardzie poważnie i z pewnością nie odbiera kobiecie jej autorytetu.
Należy się jedynie zastanowić, dlaczego tak się dzieje. Czy formy te nie brzmą poważnie tylko dlatego, że ludzie podświadomie uważają, że temu, co przynależy do męskiego świata należy się większy szacunek? Czy kobieta musi lingwistycznie upodobnić się do mężczyzny, by być traktowana poważnie?
A tak na marginesie, zawsze przedstawiam się jako filolożka.
Sfeminizowane nazwy zawodów brzmią groteskowo chyba dlatego, że kojarzymy je ze zdrobnieniami. Stąd, odbieramy je nie całkiem poważnie.
Wiecie może czy forma "odnośnie czegoś" jest również poprawna? Słyszałam już kilkakrotnie głosy przeciwne, które twierdziły, że jedyną poprawną formą jest ODNOŚNIE DO CZEGOŚ. Co Wy na to?
edzik167
08-22-2011, 00:22
A mi kiedyś zwrócono uwagę, że poprawne są formy: manager i menedżer. Z kolei forma menadżer nie jest poprawna. Sama już nie wiem... Ja ogólnie używam tych dwóch pierwszych (manager i menedżer).
panna-marchewka
08-22-2011, 01:19
Ej, nie wydaje mi się, żeby na tę kwestię trzeba było się aż tak najeżać. Nie wydaje mi się, żeby "psycholożka" była w jakiś sposób uwłaczająca, choć rzeczywiście brzmi trochę obco i w pewien sposób kojarzy się ze zdrobnieniem. W końcu na "lekarkę", "tłumaczkę" i "nauczycielkę" nikt się nie oburza, nie obrusza i nie wzdraga, a tu naraz takie fochy? ;)
Myślę natomiast, że przed pewną feminizacją języka nie uciekniemy, bo coraz więcej kobiet pojawia się w przestrzeni publicznej (i dobrze, bo nie dyskutowałybyśmy tutaj). Skoro forma "psycholożka" wydaje się z różnych względów nieodpowiednia, można próbować tworzyć inne formy ("psychologa" nie jest już zdrabniające, a "magistra" to zupełnie poprawna forma - więc może w tym kierunku?). Niestety, język polski nie ma jednej konkretnej końcówki czy innego środka słowotwórczego tworzącego formę żeńską, stąd pilotki i kierowczynie. Z jednej strony rozumiem argument, że w sytuacjach oficjalnych należy używać nazw oficjalnych, które obecnie są głównie męskie. Z drugiej natomiast nie rozumiem oburzenia, które budzą postulaty o rozszerzenie katalogu oficjalnych określeń.
Argument o tym, że nie ma potrzeby wprowadzania nowych form, uważam za nietrafiony - język odzwierciedla sytuację społeczną, a ponieważ ulega ona zmianie, język również powinien się zmieniać. Podobnie jak nie uważam, żeby pani psycholog była odpowiednikiem "psychologa" - może być co najwyżej odpowiednikiem pana psychologa, co samo w sobie jest nieoficjalne i funkcjonuje głównie w bezpośrednich zwrotach. Dziwi mnie, że ludzie uważają za rozsądniejszą i bardziej dogodną sytuację, w której muszą użyć formy nieodmiennej (która dopiero brzmi nienaturalnie - "Źle się czujesz? Idź do lekarz!") albo opisowej ("Może idź do pani lekarz?"), bronią się natomiast rękami i nogami przed utworzeniem nowego słowa, bo im to uwłacza.
A poza tym - rusałko, to bardzo dobrze, że masz wyrobioną opinię w danej kwestii, ale naprawdę nie ma potrzeby tego powiększać i pogrubiać. Na forum chyba wszyscy radzą sobie z czytaniem, nie musisz "podnosić głosu", żeby zostać dostrzeżoną ;)
Argument o tym, że nie ma potrzeby wprowadzania nowych form, uważam za nietrafiony - język odzwierciedla sytuację społeczną, a ponieważ ulega ona zmianie, język również powinien się zmieniać. Podobnie jak nie uważam, żeby pani psycholog była odpowiednikiem "psychologa" - może być co najwyżej odpowiednikiem pana psychologa, co samo w sobie jest nieoficjalne i funkcjonuje głównie w bezpośrednich zwrotach. Dziwi mnie, że ludzie uważają za rozsądniejszą i bardziej dogodną sytuację, w której muszą użyć formy nieodmiennej (która dopiero brzmi nienaturalnie - "Źle się czujesz? Idź do lekarz!") albo opisowej ("Może idź do pani lekarz?"), bronią się natomiast rękami i nogami przed utworzeniem nowego słowa, bo im to uwłacza.
Jeśli chodzi o "formy nieodmienne", to nie myślałam o nich, w sensie musienia, a raczej ułatwienia - już istnieją, są w naszym języku od dawna, co w nich nienaturalnego czy niedogodnego? Jasne, że język się zmienia, ale pewne formy zastępowane są nowymi, świeżo-powstałymi z powodu niewiedzy, nieznajomości bogactwa już istniejących. Tak uważam i tym tłumacze sobie popularność "posłanek", "sędzin", "reżyserek" i "pań psycholożek".
panna-marchewka
08-22-2011, 07:24
@Aurelia: Owszem, same słowa istnieją w języku polskim z całą pewnością dłużej niż ich tworzone ostatnio żeńskie odpowiedniki, na pewno jednak nie funkcjonują długo w swojej formie nieodmiennej, określającej kobietę. Chociażby dlatego, że kobiety mają wiele możliwości od niedawna. Dlatego, skoro i tak trzeba dokonać przesunięcia semantycznego i dopisać im nową warstwę znaczeniową ("kobieta wykonująca zawód"), można równie dobrze zrobić to wyrazom dawnym, które w swoim podstawowym znaczeniu ("żona wykonawcy danego zawodu") praktycznie już nie funkcjonują, albo utworzyć zupełnie nowe słowa, a właściwie klucze tworzenia nowych słów. Poza tym, nawet dla celów zawodowych, wolałabym mieć normalnie poddające się fleksji słowa, które w sposób jasny określają "kobietę wykonującą dany zawód" - zyskuje na tym zwięzłość wypowiedzi, klarowność i bogactwo językowe. Bo ja myślę, że od nowych form - byle tworzonych poprawnie i z głową - język robi się lepszy, a nie gorszy. Prawdę rzekłszy, dla mnie gorszym od "psycholożki" zaśmiecaniem słownika nazw zawodów są "managerowie" i "accountanci", którzy też brzmią obco i dla mnie dość śmiesznie, ich znaczenie jest niejasne, a jakoś nie budzą powszechnej zgrozy ;)
gosiat1985
08-22-2011, 10:11
http://kariera.pb.pl/2370058,60882,prof-miodek-manager-menedzer-czy-menadzer
Skłaniam się raczej ku "menedżerowi". Ten wyraz tak już wrósł w polszczyznę, że wg mnie "do twarzy mu" z naszą pisownią. ;)
W języku szwedzkim też istnieje ten problem, na większą nawet skalę. Dzieci np. nie tylko zwracają się do rodziców na ty, ale też mówią do nich po imieniu.
Nie wydaje mi się to takie niezwykłe, w Polsce znam wiele osób mówiących po imieniu do rodziców. Sama nie raz tak robię.
Co do przekładu, to "królem, jak zwykle, jest kontekst".
A ja nie lubię przerabiać pisowni zapożyczeń język polski, wolę zostawiać je w formie oryginalnej, tak więc manager;)
gosiat1985
08-23-2011, 15:30
O wyrażeniu odnośnie czegoś można powiedzieć, że jest zgodne z normą zwyczajową, ale niezgodne z normą stanowioną. (— Mirosław Bańko, PWN; źródło: http://poradnia.pwn.pl/lista.php?id=10350)
Możliwe, że zwrot "odnośnie czegoś" został przeniesiony z języka niemieckiego, np.:
bezüglich Ihres Angebots ...- odnośnie do Pana/Pani/Państwa oferty...
Germaniści z pewnością szybko zauważą, że słówko "bezüglich", podobnie jak w języku polskim "odnośnie", również łączy się z dopełniaczem. Takie są moje przypuszczenia. A co Wy myślicie na ten temat?
madziara.tg
08-23-2011, 16:15
O wyrażeniu odnośnie czegoś można powiedzieć, że jest zgodne z normą zwyczajową, ale niezgodne z normą stanowioną. (— Mirosław Bańko, PWN; źródło: http://poradnia.pwn.pl/lista.php?id=10350)
Możliwe, że zwrot "odnośnie czegoś" został przeniesiony z języka niemieckiego, np.:
bezüglich Ihres Angebots ...- odnośnie do Pana/Pani/Państwa oferty...
Germaniści z pewnością szybko zauważą, że słówko "bezüglich", podobnie jak w języku polskim "odnośnie", również łączy się z dopełniaczem. Takie są moje przypuszczenia. A co Wy myślicie na ten temat?
Zgadzam się z gosiat1985 - forma poprawna to odnośnie do czegoś, np.: autor odniósł się do artykułu na temat ... . Może wydawać się jednak, że forma odnośnie czegoś bardziej "pasuje" w niektórych przypadkach: rozmawiamy odnośnie wylotu do Francji, ale tak jak wspomniała to gosiat, jest tak dlatego, że jest to norma zwyczajowa.
Jeśli mimo wszystko nie wiadomo jaką formę użyć, można skorzystać z synonimu, np. dotyczący, na temat
Jeśli mimo wszystko nie wiadomo jaką formę użyć, można skorzystać z synonimu, np. dotyczący, na temat
albo w odniesieniu do, bo tu raczej nie będzie wątpliwości, czy nie np. w odniesieniu czegoś
I ja wolę zwrot "manager". Lubię używać oryginalnej pisowni, nawet w wyrazach które u nas już się przyjęły i są spolszczone. Dla mnie to trochę nienaturalne ;) Może wynika to z przyzwyczajenia do tej formy.
"Manager", "menedżer" czy "menadżer"?
Temat mnie zaciekawił :) i właśnie wyczytałam,że wszystkie te formy są poprawne — tłumaczy prof. Jan Miodek.
" Najbardziej spolszczony — graficznie i fonetycznie — jest "menedżer", ale "manager" też jest w zgodzie z ortograficzną normą"
http://kariera.pb.pl/2370058,60882,prof-miodek-manager-menedzer-czy-menadzer
"Dobrze, że ekspert od poprawnej polszczyzny wreszcie zabrał głos. Bo spośród prawie tysiąca szefów, zarejestrowanych na portalu Praca.pl, tylko połowa wie, jak poprawnie napisać to słowo. Stu z nich szuka zatrudnienia w charakterze "manadzera", "manadrzera" albo "akont manadzera". Zdaniem profesora, grubo przesadzamy z wymyślaniem kolejnych ortograficznych wcieleń tej funkcji."
Święta prawda:) Osobiście uważam,że jak się nie wie jak napisać po polsku, to już lepiej napisać po angielsku:)
Wygląda na to, że dopuszczalne są trzy formy: http://kariera.pb.pl/2370058,60882,prof-miodek-manager-menedzer-czy-menadzer, http://portalwiedzy.onet.pl/140739,,,,menedzer_menadzer_manager_menazer,haslo. html
Jak było to zacytowane powyżej prof. Miodek oficjalnie się wypowiedział,że wszystkie 3 formy są poprawne, więc nie ma co gdybać - po prostu wybrać jedną z nich i się tego trzymać!
Jak widać po postach użytkowników, każdy ma swoje preferencje. Są one różnie uargumentowane, jednak wydaje mi się,że najważniejsze jest być konsekwentnym. Wybrać 1 formę i jej używać, a nie stosować wszystkich, bo wtedy ktoś może odnieść wrażenie,że tak naprawdę nie wiemy jaka jest poprawna wersja.
A ja uważam, że tak naprawdę nie o język chodzi. Przecież jeśli kobieta przykładowo na tym samym stanowisku i z tymi samymi kwalifikacjami zarabiałaby tyle samo czy była równie chętnie przyjmowana do pracy nikt nie roztrząsałby tego typu kwestii. Sądzę, że ciągle jeszcze jest wiele poważniejszych objawów dyskryminacji niż socjolożka. Ja nie chciałabym być "filolożką", nie czuję się dyskryminowana, gdy ktoś używa formy męskiej poprzedzając ją słowem "pani". Tradycja to nie zawsze patriarchalny potwór, czasem jest po prostu tradycją:)
Macie rację, synonimy to idealne rozwiązanie w razie wątpliwości.
gosiat1985, Twoje wyjaśnienie bardzo mi się podoba i choć nie znam niemieckiego, brzmi przekonywująco.
asia Rozszczypała
08-27-2011, 11:26
Też stawiam na pierwszą wersję. Jeżeli zmieni się szyk zdania na "kilka...jest (nam) potrzebnych" to wydaje się poprawne.
monikapanunik
08-27-2011, 14:08
Spotkałam się z opinią, iż obie formy są poprawne, z tym że "oczami" jest formą współczesną, a "oczyma" jest formą dawnej liczby podwójnej. A jak jest Waszym zdaniem?
gosiat1985
08-27-2011, 14:32
Podobnie jest z "rękoma" lub "rękami" - obie formy są poprawne.
http://archiwum.wiz.pl/2001/01043400.asp
daria_25
08-27-2011, 23:04
Jedno i drugie wydaje się prawidłowe... Można powiedzieć przecież:
"Potrzebne jest rozwinięcie tego wątku" (l.p.)
"Potrzebnych jest kilka osób aby wyjaśnić ten wątek" (l.m)
Oba zdanią brzmią dobrze i chyba poprawnie.. Nie wydaje wam się?
Zgadzam się. Wszystko zależy od dalszej części zdania oraz od liczby (poj./mn.). daria_25 świetnie zilustrowała to przykładami.
Od pewnego czasu zastanawiam się nad poprawnością form mianownik, l.m. organ, czyli organy i organa. Internetowy słownik PWN rozróżnia te dwie formy znaczeniowo. Jeżeli mowa o narządach, tylko jedna forma jest poprawna - organ. Jeżeli mówimy o instytucjach, czy urzędach np. organa władzy państwowej - obie formy są poprawne.
http://so.pwn.pl/lista.php?co=organy
Czy ktoś spotkał się z innymi zasadami? Jakich form powinno używać się w języku mówionym, czy zasady są takie same?
Jestem w kropce. Mam przetłumaczyć pewien tekst informatyczny. W języku źródłowym spotkałam się z dwoma pojęciami word processor i text editor. Mam wrażenie, że trochę różnią się znaczeniowo, ale wszystkie dostępne mi słowniki tłumaczą je tak samo jako edytor tekstu.
Czy spotkaliście się z innym tłumaczeniem tych pojęć? Czy one na prawdę oznaczają to samo?
katarzyna_cwynar
08-28-2011, 19:04
Za Dicionary of Telecommunications and Compuers:
- text editor - edytor tekstów (w nawiasie podana informacja żeby nie używać terminu "edytor tekstu")
- word processor - procesor tekstowy, procesor tekstu, edytor
Ja oprócz edytora tekstu spotkałam się również z określeniem procesor tekstów. Myślę, że oba te pojęcia oznaczają to samo i mogą być używane zamiennie, ale znawcą nie jestem więc nie dam sobie ręki uciąć :)
Za Dicionary of Telecommunications and Compuers:
- text editor - edytor tekstów (w nawiasie podana informacja żeby nie używać terminu "edytor tekstu")
- word processor - procesor tekstowy, procesor tekstu, edytor
Dzięki. Jakie to wydawnictwo? Zawsze miałam problem ze znalezieniem dobrego słownika angielsko-polskiego terminologii informatycznej.
katarzyna_cwynar
08-28-2011, 19:20
Wydawnictwo C.H.Beck :)
harmata.hanna
08-29-2011, 09:45
Zaufałabym PWN ;)
Wielkie dzięki za wyjaśnienie. Teraz już wszystko jasne :)
rapariga
09-05-2011, 13:51
@witann
Szklany sufit, pensja niższa niż mężczyzny na tym samym stanowisku to problem dużo bardziej poważny niż przytoczona tutaj kwestia stosowania form żeńskich. Tu masz rację, jednak funkcjonowanie danych kategorii (tu nazw zawodów) jest silnie powiązane z taką, a nie inną rzeczywistością. Przełamanie takiego nastawienia, uczynienie żeńskich nazw zawodów funkcjonującymi w codziennej polszczyźnie ma się do tego przyczynić, tj. do postrzegania kobiety jako fachowca w swojej dyscyplinie, jako profesjonalisty z uznaniem posiadanych przez nią kompetencji. Język i rzeczywistość społeczna są silnie ze sobą połączone.
Co do tradycji, to pozwólmy ludziom dokonywać wyboru między archetypem Matki - Polki, a postawą niezależnej Europejki, w zależności od indywidualnych preferencji.
Socjolożka, psycholożka... Te formy, z punktu widzenia słowotwórstwa, brzmią okropnie, właśnie" infantylnie". Oczywiście, popieram równouprawnienie, samodzielność kobiet i tak dalej, ale osobiście uważam, że sformułowanie "pani psycholog" brzmi o wiele bardzie poważnie i z pewnością nie odbiera kobiecie jej autorytetu. Ale to już jest wkraczanie na tereny daleko wybiegające poza bezpieczne dywagacje gramatyczno-językowe. Zresztą tendencja do tworzenia form żeńskich jest widoczna też w innych językach fleksyjnych, więc niejako musimy to zaakceptować, niekoniecznie ze względu na poprawność polityczną.
Zgadzam się z magdatoots. Wyrazy typu socjolożka i psycholożka stały się popularne niedawno, zaledwie kilka lat temu. Jak pierwszy raz usłyszałam ową "psycholożkę" od razu przyszła mi na myśl dziecięca odmiana wyrazów nieodmiennych. Jak dla mnie wyrazy te brzmią niepoważnie. Dobrze, że chociaż dla kobiet nadal funkcjonuje doktor, a nie doktorka (np. doktor Kowalska). Uważam, że takie wyrazy powinny pozostać w swojej wersji podstawowej.
Zgadzam się, że wyrazy te brzmią niepoważnie. Natomiast nie uważam ich za uwłaczające w żaden sposób. Moim zdaniem w oficjalnych, "formalnych" sytuacjach powinniśmy używać oryginalnych form - pani socjolog, pani psycholog, natomiast w kontekście nieformalnym uważam że wyrazy "socjolożka", "psycholożka" są jak najbardziej dopuszczalne.
Zgadzam się, że nowe formy żeńskie (psycholożka, etc.) nie brzmią ni poważnie, ani ładnie, ale czy nie wydaje Wam się, że "pani psycholog" też nie brzmi poważnie? Dla mnie to raczej brzmi, jak coś, co powiedziałoby dziecko. Przecież "pan psycholog" i "psycholog" to dwie różne rzeczy. Mówiąc "pani doktor" zwracamy się z szacunkiem do człowieka wykonującego zawód (albo tłumaczymy dziecku, to robi "ta miła pani w białym fartuchu"). Podobnie zwrócilibyśmy się do "pana doktora". To jest jest neutralna, nienacechowana nazwa zawodu.
Zagadka: dlaczego w nazwie "Morze Beringa" nazwa akwenu jest wielką literą a "morze Marmara" małą? Oba zwroty są poprawne pod wzlędem ortograficznym.
Apaczonka
09-06-2011, 22:09
Pozwolę sobie odpowiedzieć na to pytanie cytatem ze strony http://obcyjezykpolski.interia.pl/?md=archive&id=100, sama jeszcze przed chwilą nie znałam rozwiązania tej zagadki:
Zgodnie z obowiązującą regułą w nazwach geograficznych wyrazy typu morze, jezioro, góra, półwysep, przylądek, cieśnina, wyspa należy pisać wielkimi literami tylko wówczas, gdy z drugim członem (jest to rzeczownik w dopełniaczu lub przymiotnik) tworzą nazwę własną. Jeżeli natomiast może on występować samodzielnie, jest rzeczownikiem w mianowniku nieodmieniającym się, wyrazy morze, jezioro, góra, półwysep, przylądek, cieśnina, wyspa traktuje się jako pospolite i pisze małymi literami, np.
morze Marmara, ale: Morze Beringa
jezioro Gopło, ale: Jezioro Rożnowskie
góra Ararat, ale: Góra Kościuszki
półwysep Labrador, ale: Półwysep Apeniński
przylądek Rozewie, ale: Przylądek Dobrej Nadziei
cieśnina Bosfor, ale: Cieśnina Gibraltarska
wyspa Bornholm, ale: Wyspa Bożego Narodzenia
Dodatkowego wyjaśnienia wymaga pisownia morze Marmara − Morze Beringa. Wbrew temu, co można by sądzić, forma Marmara nie jest dopełniaczem nazwiska Marmar (kogo? Marmara), tylko określeniem występującym w mianowniku. Marmara (odmieniamy: tej Marmary, tej Marmarze, tę Marmarę, z tą Marmarą) to nazwa wyspy leżącej na tym morzu (z grec. mármaros ‘marmur’), stąd morze Marmara i wyspa Marmara (w Turcji). W nazwie Morze Beringa chodzi natomiast na pewno o Beringa, duńskiego żeglarza żyjącego na przełomie XVII i XVIII w., którego imieniem nazwano morze w części Oceanu Spokojnego.
vBulletin v3.7.2, Copyright ©2000-2012, Jelsoft Enterprises Ltd.