PDA

View Full Version : teorie ekwiwalencji - prosze o pomoc


molania
01-14-2011, 14:03
witam,

jestem w trakcie pisania eseju na temat przydatnosci teorii przekladu dla tłumaczy. Jesli chodzi o argumenty "za" to nie mam z tym problemow. Jednakze we wstepie mojej pracy chcialam zamiescic pare argumentow "przeciw"- paru lingwistów, którzy twierdzą, że teorie ekwiwalencji nie są przydatne. Problem polega na tym, ze nie jestem pewna czy chociażby Snell- Hornby pisze o tym, że to TEORIE ekwiwalencji sa "ill-defined"itd, czy autorce chodzi o samą definicje POJĘCiA ekwiwalencji. Prosze pomóżcie!!

nensha
06-13-2011, 21:51
No cóż, z ekwiwalencją nie jest tak różowo, jakby się wydawało. Wady też są. Np. szukając na siłę ekwiwalentu w danym języku można pozbawić go klimatu oryginału, mogą się też pojawić drobne przekłamania.

Kol5
06-13-2011, 23:00
Największe ryzyko niesie ze sobą ekwiwalencja dynamiczna, gdyż tłumacz jest wolny od form gramatycznych języka oryginału, a więc bywa bardziej podatny na przekraczanie granic wiernego tłumaczenia.

nensha
06-13-2011, 23:23
No dokładnie. Ale z drugiej strony, formalna też nie jest idealna... tłumaczenie może wtedy być "bez serca, bez ducha", jakby to pewnie określił nasz wieszcz narodowy ;D Właśnie zastanawiam się, jaki jest punkt widzenia Nidy na ten temat.

Kol5
06-13-2011, 23:53
Jeśli chodzi o ekwiwalencję formalną to Nida podkreślał, że nie zawsze istnieją idealne ekwiwalenty w dwóch danych językach. Twierdził również, że taki sposób tłumaczenia może czasami być nieskuteczny, jako że może wymusić liczne przekształcenia gramatyczne oraz stylistyczne, które w rezultacie mogą doprowadzić do powstania tekstu, który będzie niezrozumiały dla potencjalnego odbiorcy.

nensha
06-14-2011, 10:33
Czyli jednak był przeciwko formalnej?

kathe1987
06-14-2011, 18:07
Nie jestem pewna ale chyba nie był stricte przeciwko, wyróżniał tylko jej wady, np to, że czasami wymaga dużej liczby przypisów.

nensha
06-14-2011, 20:27
To fakt, wymaga. Właśnie to jest dużym problemem, że coś potencjalnie niezrozumiałego, a zostawione w oryginale, wymaga już przypisu... A co wy byście preferowali? Dynamiczną czy formalną?

kathe1987
06-14-2011, 20:31
Ja, jak zwykle zależy jak leży ;) Raczej jestem zwolenniczką dynamicznej ekwiwalencji, jednak sens za sens i ogólny przekaz fajniej jest przedstawić niż trzymając się składni i tłumaczenie słowo za słowo, bo czasem wynika z tego zwyczajny bełkot pełen kalek językowych.
Ale są chyba jakieś formy pisemne, które wymagają ekwiwalencji formalnej...? Jakie? Dokumenty? Bardzo formalne teksty?

nensha
06-14-2011, 20:55
No tak, wiadomo :) To jak w dyskusji o foreignization i domestication... Niby foreignization lepsze, ale czasem trzeba i domestication użyć.
Tak, właśnie dokumenty powinno sie tłumaczyć z użyciem ekwiwalencji formalnej. Nie jest to pole do popisu i radosnej twórczości ;D

kathe1987
06-14-2011, 23:07
A tak wracając do tematu to naprawdę nie wiem jakie mogą być "przeciw" teoriom ekwiwalencji. W sensie, że nie są przydatne...? Wiadomo, że tłumacząc nie robimy planu: "a teraz zastosuję ekwiwalencję formalną", to bardzo intuicyjna sprawa i nawet nie wiedząc o tym, że je stosujemy, właśnie to robimy.

Kol5
06-14-2011, 23:46
No tak, wiadomo :) To jak w dyskusji o foreignization i domestication... Niby foreignization lepsze, ale czasem trzeba i domestication użyć.
Tak, właśnie dokumenty powinno sie tłumaczyć z użyciem ekwiwalencji formalnej. Nie jest to pole do popisu i radosnej twórczości ;D

Zgadza się, wszystko zależy od typu tekstu, który tłumaczymy. Dynamiczna wydaję się być o wiele bardziej wdzięczniejsza od formalnej jeśli chodzi o teksty literackie, przy czym ta druga zdaje się być niezastąpiona podczas tłumaczenia dokumentów bądź innych tekstów użytkowych.

maadzzikk
06-15-2011, 10:30
Tłumaczenie musi wywoływać ten sam efekt co oryginał.
Nie można tłumaczyć słowo w słowo. Przekład powinien oddawać sens oryginału. Myślę, że nie trzeba zagłębiać się w konkretne struktury gramatyczne.

Ekwiwalencja formalna jest moim zdaniem niemożliwa w praktyce.
Istnieje też coś takiego jak ekwiwalencja zerowa, kiedy po prostu nie ma odpowiednika jakiegoś słowa.
To może być argument "przeciw", że teoria ekwiwalencji nie jest przydatna, bo i tak trzeba wybrnąć jakoś z tej sytuacji.
Chociaż nie wiem czy o to chodzi.

nensha
06-15-2011, 10:40
Wiadomo, że tłumacząc nie robimy planu: "a teraz zastosuję ekwiwalencję formalną", to bardzo intuicyjna sprawa i nawet nie wiedząc o tym, że je stosujemy, właśnie to robimy.
Tak, ale teoria przekładu jest o tyle przydatną wiedzą, że tłumacz jest wtedy świadomy istnienia czegoś takiego jak dwie ekwiwalencje i nie miota się między nimi :)

Kol5
06-15-2011, 12:11
@maadzzikk

Jeśli chodzi o ekwiwalencje formalną to uważam, że jak najbardziej jest ona możliwa w praktyce. Zakładając, że używamy jej wyłącznie do przekładu tekstów użytkowych to wszystko zależy od ich poziomu zaawansowania, tj. rejestru oraz struktur gramatycznych. Nie wszystkie teksty tego typu są skomplikowane. Weźmy np. instrukcję obsługi czajnika elektrycznego czy zaproszenie na ślub.

kathe1987
06-15-2011, 13:58
Zgodzę się z Kol5; formalna jest jak najbardziej możliwa :) Tyle, że nie w każdym tekście. Myślę, że brak uniwersalności w posługiwaniu się rodzajami ekwiwalencjii to ich jedyna wada.

badis
06-15-2011, 20:34
Problem polega na tym, ze nie jestem pewna czy chociażby Snell- Hornby pisze o tym, że to TEORIE ekwiwalencji sa "ill-defined"itd, czy autorce chodzi o samą definicje POJĘCiA ekwiwalencji.

Moim zdaniem Snell-Hornby nie pisze o samej nieprzydatności teorii ekwiwalencji, a raczej o tym, że jest ona definiowana w zły sposób. W związku z czym nie jest to argument stricte przeciw teorii ekwiwalencji. Nie jestem pewna czy ktokolwiek pisał o tym, że teorie ekwiwalencji są nieprzydatne, chyba że osoby, które w ogóle są przeciwnikami teorii jako takiej, a to chyba nie o to Ci chodzi. Chyba że chcesz napisać, że są osoby, które nie uważają, że istnieje coś takiego jak ekwiwalencja - wtedy pewnie warto wejść w nieprzekładalność tekstu.

Kol5
06-15-2011, 23:25
Teoria nieprzekładalności tekstu to bardzo śliski temat gdyż wiele tłumaczy uważa, że jest to swego rodzaju próba usprawiedliwienia braku kreatywności translatorskiej. Jest ona często nadużywana przy różnych grach słownych czy specyficznych odniesień kulturowych, co prowadzi do tzn. redukcji tekstu docelowego.

kathe1987
06-16-2011, 12:19
Ja też mam obiekcje co do nieprzekładalności. Zawsze można w ostateczności zaproponowac bardzo wolne tłumaczenie albo stworzyć jakieś równoległe kulturowe odniesienie. Nie przychodzą mi do głowy sytuacje, w których tekst jest absolutnie nieprzekładalny, a Wam..?

maadzzikk
06-16-2011, 16:46
Teksty może i nie, ale słowa na pewno.
Deafhood na przykład, czy "brykanie" z Kubusia Puchatka.

kathe1987
06-16-2011, 17:18
Naprawdę nie ma angielskiego odpowiednika "brykania"?

maadzzikk
06-18-2011, 09:54
Chodzi mi o to, że to nie jest to tygryskowe "brykanie" z Kubusia Puchatka, a bardziej "fikanie".

kathe1987
06-18-2011, 11:53
Ale to angielski jest oryginalnym językiem ;)

maadzzikk
06-19-2011, 18:26
W oryginale jest bounce czyli odbijać się, skakać.
W tłumaczenie mamy "brykać". Tak, wiem, że angielski to oryginał.

Jak dla mnie jest to coś w stylu nieprzekładalnego tłumaczenia.
Tak uwielbiam to słowo "brykać", że ciężko mi się oswoić z innym słowem, które ma, jakby nie patrzeć, troszkę inne znaczenie. Myślę, że dzieci, i nie tylko, też czują jakąś więź z tym słowem. Czasami mogłoby się wydawać, że jest to oryginał jest polski. Ale nie jest, a szkoda. Gdyby był to na pewno wiele słów byłoby nieprzetłumaczalnych.

kathe1987
06-19-2011, 19:53
Rozumiem związek emocjonalny i przyzwyczajenie ;) ale bounce też ma dosyć wiele znaczeń, które pokrywają się z brykaniem . Tak, ze przytoczę za ling.pl: odbijać się, wigor, sprężynować, odbijać, wpadać-wypadać (jak bomba), odskakiwać... - jak dla mnie to właśnie kwintesencja brykania :) W mojej prywatnej opinii - tłumaczenie jest fajne!

Madziarra
06-19-2011, 20:15
Często jest problem ze znalezieniem ekwiwalentu dla słów potocznych, kolokwialnych, czy takich, które stosuje się regionalnie lub wyszły już z użycia. Wtedy przecież tekst nie jest nieprzekładalny, ale jesteśmy zmuszeni zastąpić słowo takim, które oddaje sens jak najbliżej. Ja właśnie jestem w trakcie tłumaczenia kilku wierszy Rafała Wojaczka i przyznam, że chwilami jest z tym wiele problemów. Teraz właśnie zastanawiam się nad wersem
"Z wierzchu wyszmelcowanej jak gdyby lufa
Karabinu, co umie, nie dając znaku, "

No, i jak tu znaleźć ekwiwalent 'wyszmelcowanej'? :-)

Madziarra
06-19-2011, 20:19
A co do przydatności teorii - trudno mówić o nich jako przydatnych czy nieprzydatnych. To po prostu określenie pewnych strategii, które możemy zastoswać przy tłumaczeniu. Podział tych strategii w formie teorii jest przydatny szczególnie lingwistom, i teoretykom tłumaczenia. W praktyce potrzebna tłumaczowi jest wiedza i znajomość tych strategii, ale przecież nie znając ich nazw ale kierując się poniekąd intuicją i stosując je podświadomie też można tłumaczyć poprawnie.

maadzzikk
06-19-2011, 20:20
Chociaż, jak się teraz zastanawiam, to dzieci i konie brykają tylko. Ale nieważne. Odbiega to już za bardzo od tematu.

Madziarra
06-19-2011, 20:36
Też uważam, że brykanie to dobry przekład 'bounce' :-) bo jakby Tygrysek mówił 'skakanie to to, co tygryski lubia najbardziej'... cóż, straciłoby to trochę na uroku :-) tym bardziej, że on miał swój specyficzny rodzaj 'bounce'owania' :D to czemu nie dać temu specyficznej nazwy. Trzeba też patrzeć na kontekst, czasem w tłumaczeniu można popłynąć, szczególnie w tłumaczeniu literatury, a zwłaszcza bajek dla dzieci.

Yuuhi
06-19-2011, 21:39
Dzięki temu "brykaniu" odbiorca ma wrażenie jakoby tekst był napisany w oryginale po polsku a nie po angielsku. To wyrażenie staje się "udomowione" i jest bliższe odbiorcy.

Madziarra
06-20-2011, 00:43
Hm, no i tym sposobem odskoczyliśmy od głównego tematu :-) ustaliliśmy chyba, że teoria tłumaczenia jest pomocna, ale każdy używa wg. potrzeb, czyli wybór strategii zależy od rodzaju tekstu, który tłumaczymy.

Ale autorka tematu szukała argumentów przeciw w związku z 'ill-defined', ale jak już ktoś zauwazył, chodzi tu raczej o problemy ze zdefiniowaniem, nie o krytykę.
No cóż, moim zdaniem tłumaczowi poza znajomością teorii bardzo potrzebna jest intuicja, która pomaga mu podejmować decyzje jak przetłumaczyć dany tekst i jak zastąpić słowa nie posiadające ekwiwalentu w języku docelowym.

Yuuhi
06-20-2011, 09:02
Teoria tłumaczenia jest bardzo pomocna lecz uważam, że tłumacz nie powinien się ściśle skupiać tylko na nich ale również na swojej intuicji translatorskiej, żeby nie strzelić gaf w tłumaczeniu i by tekst był ciekawy i zrozumiały.

badis
06-20-2011, 11:28
Zgadzam się z przedmówcą, że intuicja jest niezwykle ważna w tłumaczeniu. Tak samo jak nauczyciel może być dobrym nauczycielem, opierając się na intuicji i swojej praktyce. Ale nie będzie nauczycielem refleksyjnym w stosunku do swojej pracy i z ograniczonymi horyzontami. Teoria daje nam podstawy, na których możemy się oprzeć po to, by konstruktywnie skrytykować swoją pracę.

Yuuhi
06-20-2011, 11:40
Zgadzam się w zupełności. Wielu studentów filologii narzeka na przedmiot teorii przekładu, mówiąc, że jest to tylko sucha teoria, która nigdy się nam nie przyda. Uważam jednak, że jest przydatna; by być dobrym w praktyce, trzeba poznać teorię.

badis
06-20-2011, 14:18
To, że studenci narzekają to jest normalne. Ale w sumie też nie do końca dziwne. Czasem, teoria jest nauczana w taki sposób, że aż się odechciewa. To raz. A dwa, że często studentom przedstawia się jakieś dziwne teorie i każe im wkuwać na pamięć, zamiast zachęcić do poszukiwać i własnych rozważań. Teoria jest dobra, ale nigdy sama w sobie. Jest potrzebna, gdy możemy ją z czymś skonfrontować.

badis
06-20-2011, 14:21
A tak wracając do tematu to naprawdę nie wiem jakie mogą być "przeciw" teoriom ekwiwalencji. W sensie, że nie są przydatne...? Wiadomo, że tłumacząc nie robimy planu: "a teraz zastosuję ekwiwalencję formalną", to bardzo intuicyjna sprawa i nawet nie wiedząc o tym, że je stosujemy, właśnie to robimy.

No pewnie nawet intuicyjnie wybieramy jakąś teorię, ale właśnie chodzi o to, że dobry tłumacz zrobi to świadomie. Dlaczego? Dlatego, żeby być np. konsekwentnym w swoim tłumaczeniu i nie wybierać trochę z tej teorii, trochę z innej. Później ktoś patrzy na takie tłumaczenie i widzi bałagan.

Yuuhi
06-20-2011, 14:36
Na pewno tłumacze często nie zdają sobie sprawy (albo po prostu nie myślą o tym) jaką teorię zastosować. To przychodzi automatycznie, tak samo jakby poeta pisał wiersz i myślał o tym jakie środki stylistyczne zastosował, żeby mieli co robić w szkole na lekcjach polskiego :)

badis
06-20-2011, 14:51
Czy ja wiem? Wydaje mi się, że tłumacze robią to bardziej świadomie. Z którąś teorią się zgadzają, a z którąś nie - i stosują tą, która wydaje im się lepsza. np. tłumacz, który zgadza się z teorią nieprzekładalności - zupełnie inaczej będzie podchodził do swojej pracy niż tłumacz, który wierzy, że wszystko da się przełożyć. Albo domestication/foreignization - stosujesz którąś strategię konsekwentnie

Yuuhi
06-20-2011, 14:57
W sumie to może i masz rację:) doświadczeni tłumacze pewnie stosują takie zabiegi świadomie, a ci którzy początkującu może nie do końca.:)