luiza
12-13-2010, 22:18
Jestem zdania, że bardzo dużym błędem ze strony Ministerstwa Sprawiedliwości było to, że tłumacze przysięgli nie zostali zobowiązani do zdania egzaminu, takiego jaki zdają kandydaci. Nie było nigdy weryfikacji umiejętności, a pieczątkę dostawało się na zasadzie odczekania u prezesa sądu. Najpierw dostawało się pieczątkę, a potem zastanawiało się jak to się tłumaczy.Wiele lat temu tłumaczem przysięgłym zostawał ktoś o średniozaawansowenej znajomości języka!!Skutek jest taki, że spora część tłumaczy przysięgłych nie umie tłumaczyć. Byłam kiedyś na podpisaniu aktu notarialnego z udziałem tłumacza przysięgłego, który tak nie dawał sobie rady, że zniecierpliwieni klienci poprosili mnie o tłumaczenie, a jego o przybicie pieczątki. Wtedy nawet nie byłam na etapie przygotowywań się do egzaminu. Na wszelkich studiach podyplomowych i szkoleniach wykorzystuje się tłumaczenia niektórych doświadczonych tłumaczy jako świetny materiał ćwiczeniowy, bo zawierający bardzo dużo błędów. Uważam, że to bardzo podważa autorytet i prestiż tego zawodu.Samo środowisko tłumaczy zdaje sobie dobrze sprawę z tej sytuacji, że jest pewna grupa tłumaczy przysięgłych świetnie wykonujących swój zawód, wysoce wyspecjalizowanych i jest spora część takich, którzy dostali pieczątkę i się nią posługują, ale tłumaczyć nie są w stanie.Dlatego egzamin byłby rozwiązaniem - ci, którzy potrafią tłumaczyć nie mają się czego obawiać i dalej wykonywaliby swój zawód. Jak narazie wszyscy to widzą, ale udają, że problemu nie ma. Tłumacze, rzecz oczywista, bo jest to w ich interesie. Ministerstwo i przeróżne organa zwierzchnie zrzeszeń tłumaczy dbają - jak nas informują- o dobry poziom tłumaczeń przysięgłych w naszym kraju. Czy naprawdę tak jest?