PDA

View Full Version : joke XIV


joannaj
04-29-2008, 17:09
A oto adaptacja mojego żarciku...

A Polar bear walks into a restaurant and says to the waitress,
"I'll have a hamburger...............................and some fries."
The waitress asks, "Why the big pause?"
The bear says, "I dunno, I've always had them."

Pod drzewem siedzi jeż i je kanapkę. Obok przechodzi niedźwiedź. Zagaduje do jeża:
Co jesz?
Na to jeż:
- Co niedźwiedź?

;)

Michał Nycz
04-29-2008, 18:27
Boskie. http://emots.yetihehe.com/sb/notworthy.gif
Naturalne.
Streetwise. W bardzo pozytywnym sensie. http://emots.yetihehe.com/sb/thumbsup.gif
Krótko: Long live the Queen! http://emots.yetihehe.com/sb/king.gif

pozdrawiam :)

joannaj
04-29-2008, 18:39
Michal, you make me blush :D :o

haniaz
04-30-2008, 15:37
<love> :D

Petro
05-01-2008, 10:30
A ja nie zrozumiałem.

Michał Nycz
05-01-2008, 14:56
Ubezdźwięcznienie ;) Właśnie dlatego mój zachwyt, bo pomysł Asi jest tak prosty, że aż genialny.:)
Fonetycznie:
Pod drzewem siedzi jeż /jesz/ i je kanapkę. Obok przechodzi niedźwiedź. Zagaduje do jeża:
Co jesz?
Na to jeż/jesz/:
- Co niedźwiedź?

Jaśniej?:)

Petro
05-01-2008, 15:15
No tak, ale ten dowcip ma brodę dluższą niż ten pan:
http://home.online.no/~rsvensse/fun-catolddays.jpg
Ja nie rozumiem w którą stronę jest to tłumaczenie i gdzie to tłumacznie właściwie jest. Jedyny związek jaki widzę między dowcipami, to jedzenie i miś.
Dla mnie to jest po prostu zestawienie dwóch różnych dowcipów.

Michał Nycz
05-01-2008, 15:31
Zgoda, ma brodę, ale się broni.
Asia pisała, że to raczej adaptacja.
Nadal uważam, że to jest dobre rozwiązanie.


Oczywiście, można zrobić na siłę coś w stylu:

Niedźwiedź wchodzi do restauracji i mówi do kelnerki:
"Hamburgera i............... frytki."
Kelnerka pyta: "I kończymy?"
Miś odpowiada: "Tak, mam długie kończyny."

Petro
05-01-2008, 15:55
Ok, ja się kłócił nie będę, ale sam tłumaczenia w tym nie widzę.

Michał Nycz
05-01-2008, 16:07
Ok, ja się kłócił nie będę
Ależ nikt się nie kłoci. Jeno dysputę rzeczową prowadzim. ;)
sam tłumaczenia w tym nie widzę.
Rozumiem, ale ja także pozostaję przy swoim zdaniu, że to się broni.
Nazwijmy to adaptacją z brodą.:D Ale i tak robi robotę.

Tom z Sopotu
05-03-2008, 00:20
No dobra, robi, niech będzie. A gdyby zadanie polegało jednak na bliższym odwzorowaniu charakteru dowcipu, jakbyście to potraktowali? Ktoś ma jakiś pomysł polegający na tłumaczeniu zamiast zastąpienia?

joannaj
05-03-2008, 00:58
Michal :)

No tak, ale ten dowcip ma brodę dluższą niż ten pan:
http://home.online.no/~rsvensse/fun-catolddays.jpg
Ja nie rozumiem w którą stronę jest to tłumaczenie i gdzie to tłumacznie właściwie jest. Jedyny związek jaki widzę między dowcipami, to jedzenie i miś.
Dla mnie to jest po prostu zestawienie dwóch różnych dowcipów.

Ok, ja się kłócił nie będę, ale sam tłumaczenia w tym nie widzę.
nigdzie nie napisano, ze to tlumaczenie. ;D Nie przyszlo mi do glowy nic, co mogloby dac podstawe do przetlumaczenia tego na polski, dlatego poszlam w adaptacje-->>> wspolna miala byc tylko gra slow
nb podejrzewam ze te łapy tez maja brode ;P


Zgoda, ma brodę, ale się broni.
Asia pisała, że to raczej adaptacja.
Nadal uważam, że to jest dobre rozwiązanie.


Oczywiście, można zrobić na siłę coś w stylu:

Niedźwiedź wchodzi do restauracji i mówi do kelnerki:
"Hamburgera i............... frytki."
Kelnerka pyta: "I kończymy?"
Miś odpowiada: "Tak, mam długie kończyny."
nieglupie :)

aurora
05-04-2008, 18:34
Adaptacja z brodą broniłaby się, gdyby dowcip był częścią większej całości (powieści) i gdyby rzeczywiście chodziło o znany kawał oparty na tej grze słów. W innym przypadku nie bardzo, bo oba to oryginały. Trzebaby coś w tym stylu:
Niedźwiedź wchodzi do restauracji i mówi do kelnerki:
"Hamburger i............... frytki."
Kelnerka pyta: "A skąd taka duża przerwa?"
Miś odpowiada: "Nie wie(m), zawsze był(em) szczerbaty"

Nie bardzo to śmieszne, ale oryginał też, że tylko boki zrywać...

albo
...
"Zapiekanka i f........rytki."
"A skąd taka duża przerwa?"
"Nie wie, zawsze był szcze....baty."

A teraz po....proszę o ....baty:D

Michał Nycz
05-04-2008, 18:55
A teraz po....proszę o ....baty:D
Mówisz i masz.:p
http://www.baileo.nl/binaries/images/stick_whip.gif

Petro
05-05-2008, 01:14
A może by tak wprost i bez kombinowania?

"Wchodzi niedźwiedź polarny do baru i mówi:
- Poproszę hamburgera .................... i może frytki do tego.
- A po co ta długa przerwa? - pyta kelnerka.
- No bo zamawiałem z nią ostatnio i mi smakowało."

Jak dla mnie ten dowcip w ogóle jest dość czerstwy ;-)

Klempicz
05-05-2008, 10:42
A może by tak wprost i bez kombinowania?

"Wchodzi niedźwiedź polarny do baru i mówi:
- Poproszę hamburgera .................... i może frytki do tego.
- A po co ta długa przerwa? - pyta kelnerka.
- No bo zamawiałem z nią ostatnio i mi smakowało."

Jak dla mnie ten dowcip w ogóle jest dość czerstwy ;-)

Czerstwy jak czerstwy - po angielsku to po prostu dowcip z kategorii "gra słów, która zaskakuje przy puencie", stopień śmieszności średni, przy tego typu dowcipach zawsze taki sam - wzbudza lekki uśmiech i nic więcej. Natomiast jeśli chodzi o tłumaczenia polskie - pomysł joannyj jest albo wynikiem pójścia na łatwiznę albo ostatecznej kapitulacji po kilku dniach myślenia... Mimo wszystko myślę, że można jeszcze "wycisnąć" z tego dowcipu jakąś ciekawszą wersję polską - w końcu bardziej niemożliwe tłumaczenia były tu zrobione po mistrzowsku, może ktoś się jeszcze pokusi?...

Pozdrawiam!

haniaz
05-09-2008, 01:15
czepiacie się:p myślę, że wersja joanny jest udana, z oryginałem wspólny ma element nieprzetłumaczalności;) a chyba lepiej (przynajmniej w tłumaczeniu żartów) sprzedać wierność za dowcip. oryginał jest skrajnie nieśmieszny, więc po co tworzyć tak samo drętwe tłumaczenie?

Tom z Sopotu
05-09-2008, 11:13
oryginał jest skrajnie nieśmieszny, więc po co tworzyć tak samo drętwe tłumaczenie?

Hmmm... Bo na tym właśnie tłumaczenie polega, żeby między innymi oryginału nie poprawiać specjalnie, ale go oddać w możliwie podobny sposób w innym języku. Tłumaczony wiersz na przykład też może się tłumaczowi nie podobać, co nie znaczy że ma on zamiast tego napisać całkiem inny, za to lepszy. Zastępowanie nie jest tłumaczeniem, a jak rozumiem zadanie polegało na tłumaczeniu jednak. Nawet jednak przyjmując Twój argument, żeby wierność sprzedać za dowcip, ta próba poległa, bo dowcip w proponowanej tu polskiej wersji też śmieszy raczej tylko uczniów niższych klas szkoły podstawowej. A zatem nie uratowano ani wierności, ani dowcipu. Klęska na całej linii, można by rzec. :p

Klempicz
05-09-2008, 13:09
Hmmm... Bo na tym właśnie tłumaczenie polega, żeby między innymi oryginału nie poprawiać specjalnie, ale go oddać w możliwie podobny sposób w innym języku. Tłumaczony wiersz na przykład też może się tłumaczowi nie podobać, co nie znaczy że ma on zamiast tego napisać całkiem inny, za to lepszy. Zastępowanie nie jest tłumaczeniem, a jak rozumiem zadanie polegało na tłumaczeniu jednak. Nawet jednak przyjmując Twój argument, żeby wierność sprzedać za dowcip, ta próba poległa, bo dowcip w proponowanej tu polskiej wersji też śmieszy raczej tylko uczniów niższych klas szkoły podstawowej. A zatem nie uratowano ani wierności, ani dowcipu. Klęska na całej linii, można by rzec. :p

To prawda. Zadanie polegało na przetłumaczeniu, a nie wykorzystaniu średnio podobnego dowcipu w języku polskim. Dlatego napisałem, że jest to albo wynikiem pójścia na łatwiznę albo ostatecznej kapitulacji po kilku dniach myślenia. Czy rolą tłumacza jest ocena tekstu, który tłumaczy? "Ten dowcip jest słaby, nie ma sensu go tłumaczyć, po polsku mamy lepsze." - chyba nie o to chodzi...

A co ma zrobić tłumacz, który dostanie do przetłumaczenia grafomański list miłosny? Podmienić na sonety Szekspira?http://www.maj.com/gallery/DanElHombre/smilies/furious3.gif

Pozdrawiam!

joannaj
05-10-2008, 16:38
Po prostu zalozylam, ze funkcja tekstu jest tutaj nadrzedna --> tekst docelowy ma zrobic takie samo wrazenie na swoim odbiorcy, jak tekst zrodlowy na swoim. Zwazywszy na rodzaj tekstu, uznalam, ze ekwiwalencja formalna nie jest priorytetem.

Do pojscia na latwizne pozwole sie sobie nie odniesc.

Nawet jednak przyjmując Twój argument, żeby wierność sprzedać za dowcip, ta próba poległa, bo dowcip w proponowanej tu polskiej wersji też śmieszy raczej tylko uczniów niższych klas szkoły podstawowej.
Moim zdaniem "smiesznosc" i jednego, i drugiego jest porownywalna (inaczej bym nie uzyla tego dowcipu).
Kazdy ma inne poczucie humoru i chyba ciezko to jednoznacznie ocenic.

Tom z Sopotu
05-10-2008, 22:21
Moim zdaniem "smiesznosc" i jednego, i drugiego jest porownywalna (inaczej bym nie uzyla tego dowcipu). Kazdy ma inne poczucie humoru i chyba ciezko to jednoznacznie ocenic.

Ależ ja się z tym absolutnie zgadzam! Rzecz w tym, że haniaz twierdzi, że dzięki Twojemu manewrowi udało się zyskać humor za cenę wierności - skoro jednak oba dowcipy są porównywalnie zabawne (czy też mało zabawne), to jednak nie zyskaliśmy nic, a wierność straciliśmy - bilans operacji jest więc ujemny.

Co się zaś tyczy funkcji - gdyby ten dowcip był fragmentem jakiegoś szerszego tekstu, w którym pełniłby jakieś zadanie, może przyznałbym Ci nawet rację, ale tu mamy sam goły dowcip, którego przetłumaczenie - o ile się orientuję - a nie zachownie funkcji, o której trudno tu mówić (jakiej funkcji? rozśmieszenia słuchacza?? zażenowania go???), było przedmiotem zadania. Stąd zgadzam się z Klempiczem, że jednak nie należy odpuszczać, tylko spróbować się zmierzyć z tą - udaną czy nie - grą słów.

Michał Nycz
05-13-2008, 20:51
No dobra, robi, niech będzie. A gdyby zadanie polegało jednak na bliższym odwzorowaniu charakteru dowcipu, jakbyście to potraktowali? Ktoś ma jakiś pomysł polegający na tłumaczeniu zamiast zastąpienia?

Wersja Joanny, czy też, dowcip przez nią wykorzystany, ma wspólny z oryginałem charakter – w obu dowcipach chodzi o homofony i o niezrozumienie przez nie spowodowane.

Ależ ja się z tym absolutnie zgadzam! Rzecz w tym, że haniaz twierdzi, że dzięki Twojemu manewrowi udało się zyskać humor za cenę wierności - skoro jednak oba dowcipy są porównywalnie zabawne (czy też mało zabawne), to jednak nie zyskaliśmy nic, a wierność straciliśmy - bilans operacji jest więc ujemny.

Tom, przepraszam, ale to już jest erystyka. Na tej zasadzie należałoby zjechać wersję suzi quarto (skorpion w barze). Przecież straciła wierność. Idąc tropem Twojego rozumowania bilans operacji jest ujemny.

Michał Nycz
05-13-2008, 20:52
Co się zaś tyczy funkcji - gdyby ten dowcip był fragmentem jakiegoś szerszego tekstu, w którym pełniłby jakieś zadanie, może przyznałbym Ci nawet rację, ale tu mamy sam goły dowcip, którego przetłumaczenie - o ile się orientuję - a nie zachownie funkcji, o której trudno tu mówić (jakiej funkcji? rozśmieszenia słuchacza?? zażenowania go???), było przedmiotem zadania. Stąd zgadzam się z Klempiczem, że jednak nie należy odpuszczać, tylko spróbować się zmierzyć z tą - udaną czy nie - grą słów.

Jak napisałem wyżej, wersja Joanny zachowuje homofony, które są kluczem struktury tego dowcipu. Fakt, że wykorzystała przy tym znany polski tekst nie dyskwalifikuje jej w moich oczach – nie zaprzeczała przecież, że się wzorowała.

Michał Nycz
05-13-2008, 20:53
Natomiast jeśli chodzi o tłumaczenia polskie - pomysł joannyj jest albo wynikiem pójścia na łatwiznę albo ostatecznej kapitulacji po kilku dniach myślenia...

Z całym szacunkiem, proponuję nie ferować pochopnych wyroków. Tak jak napisałem wyżej, dowcip z jeżem oddaje i grę na homofonach, która jest kluczem oryginału i ogólny absurd.

A co ma zrobić tłumacz, który dostanie do przetłumaczenia grafomański list miłosny? Podmienić na sonety Szekspira?

Przepraszam, ale to także jest erystyka. IMVVVHO, skoro panda mogła stać się skorpionem, to miś może stać się jeżem.
W każdym razie, chętnie dam się przekonać, jeśli jesteście w stanie udowodnić, że w moim rozumowaniu jest błąd.

Miłego wieczoru,

M

Tom z Sopotu
05-13-2008, 21:17
Oj nie, nie! To są dwie różne sytuacje! Dowcip z pandą/skorpionem pozostał jednak dowcipem opartym wyraźnie na tej samej konstrukcji, znacząca część sytuacji pozostała bez zmian. Tamto tłumaczenie też nie jest bez wad, ale nie pozostawiło wątpliwości, że jest tłumaczeniem. Tutaj natomiast od wierności odeszliśmy znacznie dalej, właściwie nie ma wątpliwości, że polska wersja NIE JEST tłumaczeniem. Samo oparcie jej również o homofony to już zdziebko za mało podobieństwa wobec oryginału, jak na mój gust - te dialogi wyglądają kompletnie inaczej. To nie jest argument, który można lekceważąco zbić słówkiem "erystyka!" i tyle . Tu nie tylko miś stał się jeżem - w tej historyjce właściwie WSZYSTKO jest inne. Zgadzam się z Klempiczem, że tłumaczka "odpuściła" - bez walki lub po walce przegranej. Padły tu już propozycje (z innych względów może mało satysfakcjonujące), które z lepszym skutkiem mierzyły się z wyrafinowaną materią tego dowcipu. ;) Chodzi o to, żeby pójść w tym raczej kierunku.

Oczywiście to moje zdanie tylko, każdy może mieć odmienny punkt widzenia na funkcję i technikę tłumaczenia. Ja jestem ciekaw, czy tłumaczka potrafi podejść do tego problemu w jakiś inny jeszcze sposób niż zaprezentowała, czy też TO jest sposób jedyny i ostateczny.

Michał Nycz
05-13-2008, 21:55
Tom, daleko mi do lekceważenia kogokolwiek. Jeśli poczułeś taki ton - przykro mi, nie było to moim zamiarem.
Co do skorpiona. Paradoksalnie, to trochę zmienia się odczucie odbiorcy, bo skorpion jest drapieżnikiem, a nie miłym futrzakiem. Zostaje miejsce akcji, ale gubi się część absurdu.
Nie ma idealnych rozwiązań.
Co do tego dowcipu ... Zgadzam się, że może istnieć wersja bliższa oryginałowi, tzn. zachowująca scenkę restauracyjną i jednocześnie grę słów. Chętnie ją zobaczę i oddam cesarzowi, co cesarskie.

Michał Nycz
05-13-2008, 21:57
Protestuję jedynie przeciwko skreślaniu z marszu wersji, która, jak napisałem wielokrotnie, broni się. Jak do tej pory, jest to jedyna wersja, którą pokazałbym odbiorcy (mimo jej niezaprzeczalnej niewierności).

Śledziliście pracę Joanny, że jesteście w stanie jasno i stanowczo stwierdzić, że to, co nam pokazała jest wynikiem braku woli walki, czy kapitulacji na starcie? Ja - nie. Dlatego nie podejmuję się tak normatywnych stwierdzeń. Być może, gdybyśmy się mogli dowiedzieć, jak proces przebiegał, mielibyśmy nieco jaśniejszy obraz. Ale nikt Asi nie zapytał. Dlatego nie zgadzam się z potępianiem jej w czambuł.

Tom z Sopotu
05-14-2008, 10:56
Ale nikt Asi nie zapytał.

Ja poniekąd zapytałem, choć znaku zapytania nie postawiłem: "Ja jestem ciekaw, czy tłumaczka potrafi podejść do tego problemu w jakiś inny jeszcze sposób niż zaprezentowała, czy też TO jest sposób jedyny i ostateczny." :)

Tak czy owak (sprawa chyba nie jest warta aż takiego sporu, ale jeszcze ostatni argument), niezależnie od tego, czy zgadzamy się na takie podejście, jakie zaprezentowała Asia (zastąpienie), czy uważamy za bardziej ambitne podejście przeciwne (tłumaczenie), mam jeszcze jedną poważną wątpliwość. Otóż - niezależnie od tego, jak daleko tłumacz odchodzi od oryginału - powinien napisać tekst własny, samodzielny, a nie sięgać do gotowych, wymyślonych przez kogo innego rozwiązań. Jeśli Asia nie chce tłumaczyć wiernie, trudno - choć może to podlegać naszej negatywnej czy pozytywnej ocenie, niech wstawi dowcip zupełnie inny (no, jakoś przynajmniej trochę jednak powinien nawiązywać do oryginału), ale wymyśli go sama, a nie wstawia kawał z brodą. W przeciwnym razie czym to się będzie różnić od plagiatu? No bez przesady, może tłumaczenie nie jest najbardziej twórczym zajęciem świata, ale jednak trochę jest. Nie jest nadużyciem oczekiwanie od tłumacza, że przekład będzie jego własnego autorstwa, czyż nie? :)

Klempicz
05-14-2008, 11:03
Być może, gdybyśmy się mogli dowiedzieć, jak proces przebiegał, mielibyśmy nieco jaśniejszy obraz. Ale nikt Asi nie zapytał. Dlatego nie zgadzam się z potępianiem jej w czambuł.

To, że napisałem o tej kapitulacji i łatwiźnie to nie był zarzut, raczej właśnie forma pytania do tłumaczki (niefortunna, przyznaję). I nie jest tak, że ta propozycja tłumaczenia właśnie tego dowcipu jest do kosza, ale według mnie pozostawia pewien niedosyt - gdyby obok tej propozycji pojawiła się druga, nawet najbardziej nieudolna próba własnej inwencji i przełożenia tej gry słów, zupełnie inaczej by to wyglądało. Sam przy jakiejś innej okazji napisałem, że liczy się pomysł, ale tutaj ma on znamiona pójścia na skróty.

Pozdrawiam!

Petro
05-14-2008, 16:06
A ja poproszę o wyjaśnienie mi w punktach, na czym polega gra słów w tym dowcipie.

Klempicz
05-14-2008, 16:48
A ja poproszę o wyjaśnienie mi w punktach, na czym polega gra słów w tym dowcipie.

Ale w wersji angielskiej czy polskiej? http://smilies.vidahost.com/otn/confused/hrm.gif

Pozdrawiam!

Petro
05-14-2008, 21:04
Ale w wersji angielskiej czy polskiej? http://smilies.vidahost.com/otn/confused/hrm.gif

Pozdrawiam!

Angielskiej naturalnie. Pytam, bo nie wiem, co jest tu takim wyzwaniem.

Klempicz
05-15-2008, 09:20
Angielskiej naturalnie. Pytam, bo nie wiem, co jest tu takim wyzwaniem.

A Polar bear walks into a restaurant and says to the waitress,
"I'll have a hamburger...............................and some fries."
The waitress asks, "Why the big pause?"
The bear says, "I dunno, I've always had them."

No więc tak - do restauracji wchodzi niedźwiedź polarny i mówi do kelnerki: "Poproszę hamburgera..............................i frytki" (te kropki oznaczają dłuższą pauzę w wypowiedzi niedźwiedzia). Kelnerka pyta "Skąd ta pauza?" (i tutaj następuje moment kluczowy - "pause" i "paws" fonetycznie są identyczne - [pɔ:z], "paws" oznacza łapy - np. u niedźwiedzia, a więc pytanie brzmi dwuznacznie i znaczy również "Skąd takie wielkie łapy?"), na co niedźwiedź (zdziwiony i poirytowany zapytaniem wścibskiej kelnerki) odpowiada - "Nie wiem, mam je od zawsze". http://smilies.vidahost.com/otn/laughing/icon_smile_lachuh.gif

http://smilies.vidahost.com/otn/realhappy/xxrotflmao.gif

Pozdrawiam!

Petro
05-15-2008, 11:49
To ja już o nic nie pytam, bo jednak jestem przygłupi ;-)

Klempicz
05-15-2008, 11:59
To ja już o nic nie pytam, bo jednak jestem przygłupi ;-)

Ale co, nie zrozumiałeś mojego wytłumaczenia? Może nie dość jasno przedstawiłem sprawę...

Pozdrawiam!

Tom z Sopotu
05-19-2008, 11:11
dowcip z jeżem oddaje i grę na homofonach, która jest kluczem oryginału i ogólny absurd.

Po dłuższym zastanowieniu się, przyznaję rację w tym względzie. Sam trochę myślałem nad alternatywnym tłumaczeniem, ale nic powalającego nie przyszło mi do głowy i póki co, po dłuższej walce uznałem się za pokonanego. Przedstawione tu tłumaczenie rzeczywiście ma walory, o których mówisz. Nadal pozostaje jednak zarzut dotyczący jego faktycznego autorstwa, brak mi w nim własnego, oryginalnego pomysłu.

Michał Nycz
06-03-2008, 22:26
Czyli wróciliśmy do punktu wyjścia. Jak się nie ma, co się lubi, to się lubi, co się ma. ;)

Klempicz
06-04-2008, 09:35
Czyli wróciliśmy do punktu wyjścia. Jak się nie ma, co się lubi, to się lubi, co się ma. ;)

Raczej - Jak się nie ma, co się lubi, to się lubi, co się nie ma. :)

Pozdrawiam!

Tom z Sopotu
06-04-2008, 12:50
No właśnie, nie ma. Punktem wyjścia jest nierozwiązane zadanie. Podane tu rozwiązanie, nawet gdyby było obiektywnie najlepsze z możłiwych, dyskwalifikuje - w moim pojęciu - jego nieoryginalność.