PDA

View Full Version : Dialekty


Jaga
04-22-2008, 15:33
Dialekt to regionalna odmiana języka, różniąca się takimi cechami jak słownictwo, syntaksa i wymowa. Prowadzone są badania nad dialektami - mogą one pomóc w zrozumieniu różnych zjawisk, np. różnicowania słuchowego, rozwijania tekstów i dyskryminacji społecznej...

Różnice dialektyczne często reprezentują wariacje regionalne nie mające niekorzystnych następstw i nie sprawiające poważniejszych problemów w komunikacji, a jedynie pewne zamieszanie :p


Np. w USA, gdy narodowe agencje reklamowe podają darmowe numery telefonów rozpoczynające się liczbą 800, często kierują je do Środkowego Zachodu. Czynią tak, bo wiedzą, że mowa używana na Środkowym Zachodzie jest najszerzej rozumiana w całym kraju, natomiast inne jej postaci, jak południowa i północno - wschodnia, mogą być trudniejsze do zrozumienia dla ludzi z różnych części kraju :cool:

Liczni spikerzy radiowi starają się nauczyć czegoś zbliżonego do standardowej formy angielskiego, zwanej często "network English", aby byli zrozumiani przez jak największą liczbę słuchaczy.

Czy moglibyście rozwinąć ten - jakże ciekawy i barwny - temat? :D
Myślę, że jest to "studnia bez dna" jeśli chodzi o anegdoty, teorie itp. (podobnie zresztą jak omawiana już dwujęzyczność).

Pozdrawiam,
(J)aga

Klempicz
04-22-2008, 15:44
Czy moglibyście rozwinąć ten - jakże ciekawy i barwny - temat? :D
Myślę, że jest to "studnia bez dna" jeśli chodzi o anegdoty, teorie itp. (podobnie zresztą jak omawiana już dwujęzyczność).

Badania dialektów i tego, kiedy stają się odrębnym językiem, a kiedy są ciągle odmianą języka głównego, są rzeczywiście bardzo ciekawe. Jednym z nowszych "dialektów" języka angielskiego jest sposób w jaki native speakerzy rozmawiają z obcokrajowcami (np. z turystami, partnerami biznesowymi) - ta odmiana nie ma wiele wspólnego z angielszczyzną, którą posługują się w domu czy w pracy, wśród innych anglojęzycznych osób. Pytanie więc czy prawdziwym lingua franca naszych czasów jest angielski czy też może język powstały na jego podstawie (między innymi poprzez pewne uproszczenia)?

Pozdrawiam!

anna.kuzdra
06-04-2008, 17:33
to może teraz nieco na temat tłumaczenia dialektów? tak się składa, że pisałam pracę licencjacka m.in. o tłumaczeniu dialektów. dialekt zwykle stanowi problem w trakcie tłumaczenia, ale są różne sposoby radzenia sobie z nim. w zależności od kontekstu, jest kilka wyjść:zamiana na język neutralny, częsciowa zamiana niektórych fragmentów, leksykalizacja (czyli zmiana znaczenia niektórych słów, używanie dużej ilości zdrobnień, słów potocznych, pochodzących ze środowisk wiejskich czy neologizmów), transliteracja, użycie niepoprawnego języka, stosowanie języka stanowiącego połączenie paru języków lub języka "łamanego", stworzenie sztucznego języka, użycie języka potocznego itp. Osobiście uważam, że w wiekszości przypadków najlepszym wyjściem jest zamiana dialektu na język baardzo potoczny. a co inni sądzą na ten temat?

haniaz
06-08-2008, 22:23
w jednym z odcinków lucky luke'a byli indianie; widzialam niestety tylko polską wersję i nie wiem jak mowili w oryginale, ale zostało to przetłumaczone na gwarę śląską, co było wg mnie genialnym pomysłem, szczególnie, że aktorzy dubbingowi byli ślązakami:D zastanawia mnie, czy takie tłumaczenie jest dla wszystkich zrozumiałe, czy też osoby, które nie znają gwary mogą mieć problemy ze zrozumieniem tekstu. spotkaliście się z podobną sytuacją, a może widzieliście ten sam odcinek?

joannaj
06-09-2008, 11:44
w jednym z odcinków lucky luke'a byli indianie; widzialam niestety tylko polską wersję i nie wiem jak mowili w oryginale, ale zostało to przetłumaczone na gwarę śląską, co było wg mnie genialnym pomysłem, szczególnie, że aktorzy dubbingowi byli ślązakami:D zastanawia mnie, czy takie tłumaczenie jest dla wszystkich zrozumiałe, czy też osoby, które nie znają gwary mogą mieć problemy ze zrozumieniem tekstu. spotkaliście się z podobną sytuacją, a może widzieliście ten sam odcinek?

Nie widzialam tego odcinka, ale moim zdaniem wyglada to dziwnie, jesli Indianie nagle zaczynaja mowic po śląsku. Poza tym takie tlumaczenie rzeczywiscie nie bedzie dla wszystkich zrozumiale. Ja bym raczej dala w tlumaczeniu jakies wtręty z jakiegos dialektu, tak, zeby bylo wiadomo, ze mowia "inaczej".

Tom z Sopotu
06-09-2008, 14:13
Nie widzialam tego odcinka, ale moim zdaniem wyglada to dziwnie, jesli Indianie nagle zaczynaja mowic po śląsku. Poza tym takie tlumaczenie rzeczywiscie nie bedzie dla wszystkich zrozumiale. Ja bym raczej dala w tlumaczeniu jakies wtręty z jakiegos dialektu, tak, zeby bylo wiadomo, ze mowia "inaczej".

A ja z kolei pamiętam film "Seria niefortunnych zdarzeń", niestety też zdubbingowany (podtrzymuję swoje jak najgorsze zdanie o dubbingu), w którym czarny charakter grany przez Jima Carreya przebiera się za wilka morskiego i przemawia dziwacznym dialektem. Nie wiem, jak było w oryginale (podejrzewam, że mógł mówić jak stary Irlandczyk lub Szkot), ale polska wersja była wprost fatalna - marynarz przemawiał mieszanką literackiej polszczyzny z wtrętami góralskimi czy śląskimi właśnie, tudzież słowami, które w ogóle nie wiem, skąd tłumaczowi przyszły do głowy, ale skonstruowane to było strasznie niekonsekwentnie i na domiar złego brzmiało niewiarygodnie (gdyby dubbingujący aktor chociaż pochodził z Podhala czy Śląska, może umiałby to zrobić lepiej). Tymczasem uważam, że w tym wypadku akurat genialnie trafną, jeśli chodzi o analogię, rzeczą byłoby wystylizować mowę marynarza na kaszubszczyznę! Oczywiście nie powinien to być język kaszubski, bo jak sądzę dla 90. procent Polaków jest on całkowicie niezrozumiały, ale coś na podobnym poziomie, jak stylizowana tylko na gwarę góralską mowa bohaterów serialu "Janosik".

Michał Nycz
06-09-2008, 21:34
... a może widzieliście ten sam odcinek?
Jeśli to było na niegdysiejszym Fox Kids, to tak. I to byli Szkoci, nie rdzenni Amerykanie (tj. akcent szkocki zamieniono na mowę/język śląski). Reszta się zgadza.

haniaz
06-10-2008, 17:04
hmm... bylo to tyle lat temu, ze nie dam sobie reki uciac za tych indian, moze stworzylam sobie jakas hybryde dwoch odcinkow... ale wydawalo mi sie ze jednak indianie;)

joannaj
06-11-2008, 11:39
Oczywiście nie powinien to być język kaszubski, bo jak sądzę dla 90. procent Polaków jest on całkowicie niezrozumiały, ale coś na podobnym poziomie, jak stylizowana tylko na gwarę góralską mowa bohaterów serialu "Janosik".
no to to, o to mi chodzi ;)

standun
06-14-2008, 11:58
Ja sądzę, że wszystko powinno zależec od target audience do której kieujemy ten przekaz. Co za tym idzie zamiana dialektu w oryginale na dialekt w tekscie docelowym jest bez sensu. Wiadomość przed wszystkim ma być komunikatywna, a gdzie jest komunikacja jeśli widz nie rozumie co do niego mówia... Popieram zatem po części głosy wspierające stylizacje choć najbardziej wspieram pogląd że gwary trza naturalizować i tyle.

pusz
06-15-2008, 20:50
Pytanie więc czy prawdziwym lingua franca naszych czasów jest angielski czy też może język powstały na jego podstawie (między innymi poprzez pewne uproszczenia)?

Dobre pytanie, które właściwie podważa sens studiowania filologii angielskiej, a raczej nauki języka który na takich studiach studentom "serwowany". Zdobywamy kompetencje językowe w nadziei, że uda nam się kiedyś dogadać a potem - niespodzianka! Nasz oparty na teorii angielski niewiele ma wspólnego z realnym, żywym językiem. Można więc też uznać, że nauczyliśmy się w takim razie jakiegoś dialektu - specjalnie stworzonego dla studentów.

mstep
01-17-2009, 20:52
Bardzo ciekawym przykładem tematu dialektów i gwar jest film "Hooligans", w którym znaczna część "ducha" filmu opiera się na cockneyu używanym przez jednego z głównych bohaterów. Dobrze, że oglądałam film z napisami i mogłam wsłuchać się w oryginalne dialogi, które brzmiały momentami naprawdę niesamowicie, zabawnie no i pod względem melodii języka- dla mnie sama słodycz dla ucha;). Z tego, co pamiętam, to tłumacz w dużej mierze zastępował cockney prostymi"ulicznymi" rymowankami i myślę, że to dobre rozwiązanie, ale z drugiej strony nie potrafię sobie wyobrazić tego filmu bez możliwości samodzielnego analizowania oryginalnych dialogów. Sądzę, że w przypadku osób nie znających angielskiego w dostatecznym stopniu czy też oglądających film z lektorem, wersja polska staje się niestety trochę przykładem klasycznego (chyba) nieuniknionego "lost in translation"...

mstep
01-17-2009, 20:57
a jeśli chodzi o czysto praktyczne doświadczenia, to faktycznie, pierwsza konfrontacja tego, czego zdołaliśmy nauczyć się w szkołach z mową na ulicy, w barach, sklepach, pracy, itp. bywa bolesna... mało kto (nikt?) przecież mówi językiem BBC..może oprócz premiera;)

monisz
01-18-2009, 12:47
w jednym z odcinków lucky luke'a byli indianie; widzialam niestety tylko polską wersję i nie wiem jak mowili w oryginale, ale zostało to przetłumaczone na gwarę śląską, co było wg mnie genialnym pomysłem, szczególnie, że aktorzy dubbingowi byli ślązakami:D zastanawia mnie, czy takie tłumaczenie jest dla wszystkich zrozumiałe, czy też osoby, które nie znają gwary mogą mieć problemy ze zrozumieniem tekstu.

Niestety nie pamiętam tego odcinka, ale również uważam, że pomysł wykorzystania gwary śląskiej był trafnym posunięciem. Zakładam, że wprowadzenie Indian miało na celu konfrontacje z ludem zupełnie odmiennym kulturowo, jak i z ich odmiennym, niezrozumiałym dla "Amerykanów" językiem. W Polsce, która była odbiorcą docelowym tłumaczenia, też mamy pewne dialekty, język, którego trudno zrozumieć przeciętnemu Polakowi. Jeśli zamysłem autora kreskówki była konfrontacja z odmiennością językowo-kulturową innej grupy społecznej, to odwołanie się w polskim tłumaczeniu do gwary śląskiej, uważam za dobry wybór. Nawet jeśli nie wszyscy zrozumieją każde słowo wypowiedziane przez Ślązaka, to każdy powinien domyślić się i docenić efekt komizmu słownego powstały podczas rozmowy użytkownika mówiącego "czystym" językiem (w naszym przypadku polskim), a użytkownika posługującego się gwarą (śląską).;)

monisz
01-18-2009, 12:51
Poza tym miałam możliwość jakiś czas temu rozmawiać chyba po raz pierwszy w życiu z rodowitym Ślązakiem (notabene było to w Anglii....;)). Fakt, że na początku trudno było go zrozumieć, ale po chwili można się było domyślić o czym mówi;) Rozmowa z nim była naprawdę śmieszna i jednocześnie było to fajne doświadczenie dla mnie. Mówił niesamowicie melodyjnie i szybko, co troche utrudniało swobodną konwersacje, ale nie mówił w języku suahili, dało się go zrozumieć;)

BasiaS
01-18-2009, 18:48
nie do końca zgadzam się z tym, iż wprowadzenie w polskim tłumaczeniu 'czystej' gwary śląskiej jest dobrym posunięciem. Jeśli tłumacz ma na celu zachowanie zawartego w oryginalnej wersji zróżnicowania kulturowego, może wzbogacić wypowiedzi bohaterów pewnymi wyrażeniami typowymi dla Ślązaków,takimi które bez trudu zrozumiałby Polak nie mający nigdy styczności z tą gwarą.

monisz
01-18-2009, 23:29
Wydaje mi się, że można by przyjąć założenie, że zamiarem tłumacza było zachowanie pewnej różnorodności, odmienności, niezrozumienia a przez to nieprzetłumaczalnosci języka innej grupy społecznej. W zależności jak owa relacja wyglądała w oryginale, uważam, że odwołanie się do dialektu w tłumaczeniu polskim było z pewnością dobrym posunięciem, a czy wybrać gwarę śląską czy kaszubską to już chyba leży w gestii indywidualnej tłumacza;)

mstep
01-19-2009, 13:12
Zgadza się, że gwara śląska/ kaszubska/ góralska może być zupełnie niezrozumiała dla polskiego odbiorcy nie mającego z nią styczności, ale może właśnie o to chodzi? Wszystkie decyzje podjęte przez tłumacza muszą mieć początek w dogłębnej analizie kontekstowej sytuacji: jeśli w oryginale Indianin mówi w sposób (częściowo) niezrozumiały dla przeciętnego Amerykanina, to wersja polska powinna zapewne być (częściowo) niezrozumiała dla Polaka. W większości sytuacji zachowanie funkcji wersji oryginalnej staje się priorytetem, przysłaniając rolę dokładności i wierności językowej. ALE: istnieje cienka, czasami bardzo niejasna granica pomiędzy trafnym odtworzeniem wpływu oryginału na odbiorcę (np. rozśmieszenie, scharakteryzowanie bohatera) a "nadinterpretacją" tłumacza. Widz mógłby uznać, że coś tu nie pasuje, skoro Indianin mówi klasyczną gwarą ślązacką... Bywają sytuacje, w których nie istnieje idealne rozwiązanie i trzeba rezygnować z czegoś na koszt czegoś, np. wzmocnić efekt komiczny kosztem wiarygodności. Wydaje mi się, że dobrego tłumacza charakteryzuje intuicyjne, nie dające się bliżej zdefiniować wyczucie kulturowo- stylistyczne, które pozwala mu lawirować pomiędzy takimi problematycznymi sytuacjami bez popełniania dyskwalifikujących błędów.

TomsiaPiotr
01-19-2009, 16:45
Nie moge zgodzić się z dwoma stwierdzeniami które padły z "ust" poprzedników. Otóż, Mstep napisał, że nikt nie posługuje się BBC English. Wydaje mi się, ze to własnie takiego dialektu, o ile mozna go nazwać dialektem, starają się uczyć nauczyciele akademiccy, to własnie takim językiem posługują się dziennikarze i takim własnie językiem powinni starać się posługiwać studenci/przyszli anglisci. Wszystko zależy od sytuacji, w jakiej dana osoba się znajdźie. Jedni używają takiego języka częściej, bo jest to wymagane w pracy, inni rzadziej bo nie jest im przydatny. Faktycznie, BBC English stare się tworem nieco sztucznym, jeśli chodzi o codzienny użytek na np: podczas konwersacji na ulicy.

Nie do końca podoba mi się także pomysl z zastąpieniem języka Indian gwarą śląską. W moim mniemaniu, jest to dosyc sztuczny zabieg. Wydaje mi się, że istnieją inne sposoby, zwłaszcza w przypadku kreskówek. Pomijam juz fakt, że Indianie oraz Ślązacy nie wiele mają ze sobą wspólnego. Domestication to domestication, ale też trzeba wiedzieć gdzie i kiedy można/trzeba zastosować pewne metody.

BasiaS
01-19-2009, 17:06
to może teraz nieco na temat tłumaczenia dialektów? tak się składa, że pisałam pracę licencjacka m.in. o tłumaczeniu dialektów. dialekt zwykle stanowi problem w trakcie tłumaczenia, ale są różne sposoby radzenia sobie z nim. w zależności od kontekstu, jest kilka wyjść:zamiana na język neutralny, częsciowa zamiana niektórych fragmentów, leksykalizacja (czyli zmiana znaczenia niektórych słów, używanie dużej ilości zdrobnień, słów potocznych, pochodzących ze środowisk wiejskich czy neologizmów), transliteracja, użycie niepoprawnego języka, stosowanie języka stanowiącego połączenie paru języków lub języka "łamanego", stworzenie sztucznego języka, użycie języka potocznego itp. Osobiście uważam, że w wiekszości przypadków najlepszym wyjściem jest zamiana dialektu na język baardzo potoczny. a co inni sądzą na ten temat?
W pełni popieram pomysł na zamianę dialektu na język (bardzo)potoczny, ponieważ w przypadku większości filmów/ tekstów wierne oddanie gwary/dialektu nie jest możliwe np. nie wyobrażam sobie wiernego tłumaczenia "Samych Swoich" i pozostałych części (chociaż podobno istnieje wersja ang.). Wydaje mi się, że połączenie języka potocznego (w tłumaczeniu) i minimalna chociaż znajomość ówczesnych realiów pozwoliłaby obcokrajowcowi w jakimś stopniu uchwycić istotę filmu.

TomsiaPiotr
01-19-2009, 23:21
Jesli chodzi o film "Sami Swoi", oraz np: "Wesele", to mamy kilka opcji do wyboru. Mozemy albo użyć dialektu typowego dla południowych stanów USA (mieszkańcy często uważani za tzw rednecks, ahh te stereotypy) lub ogólnie języka potocznego. Wiem, że teraz sam sobie nóż w plecy wbijam, ponieważ 2 posty wcześniej krytykowalem Indian... W tym przypadku wydaje mi sie to jednak sensownym wyjściem.

monisz
01-20-2009, 10:32
W przypadku Lucky Luke i sceny z Indianami wskazane by było, moim zdaniem, dokładnie zanalizowanie oryginału w celu zbadania jakie relacje powstały miedzy przedstawicielami różnych grup społecznych. Jeśli, tak jak to założyłam, autorowi chodziło o zaprezentowanie różnic i odmienności kulturowych, to w pracy tłumacza zastąpienie mowy Indian językiem potocznym, moim zdaniem, nie w pełni oddałoby relacje między bohaterami. Zgadzam się, że można by rozważyć czy wypowiedzi Indian zastąpić czystą gwarą śląską czy jednak uciec do lekkiego "spolszczenia" dialektu, aby był zrozumiały przez większą część odbiorców.

NoOne3
01-20-2009, 11:11
Kwestią będzie tutaj jeszcze ogólny wydźwięk dzieła.
Podmiana języka oryginału jakąś miejscową gwarą jest nacechowana zdecydowanie humorystycznie. Jeżeli współgra to z ogólną wymową dzieła, to dobrze, ale jeśli jest to na przykład film dokumentalny, dramat, film wojenny, to może to nie do końca pasować.

Lucky Luke - nie widziałem, chociaż tak sobie myśląc, to stawiałbym na tych szkotów, indianie mają już w polskim własny dialekt, a raczej literatura i film sfabrykowały dla nich język (no i "Howgh!", to by było po Śląsku: "Żech pedzioł!":P ). A co do śląskich szkotów, to w konwencji kreskówkowo - komediowej jest to kolejny powód, żeby się uśmiechnąć.

Podobny zabieg zastosował tłumacz polskiego wydania mangi: "Love Hina". W odtranslatorskiej przedmowie wspomniał on (ona?), że w komiksie przyjęta jest idea tłumaczenia każdej regionalnej odmiany japońskiego na odpowiednik polski. W efekcie dialekt Osaczański zamieniony został na Śląski, a przynajmniej stylizowany nań, archaiczny Japoński, jakim posługiwała się jedna z postaci na staropolszczyznę (taką nieprzesadną, Sienkiewiczowską) itd.
Znowu doskonale pasowało to do konwencji szalonego humoru i dodawało tylko smaku.

W przypadku "Samych Swoich" podejście też mogłoby zadziałać, chociaż już Polonia Amerykańska niekoniecznie musiałaby być tego samego zdania.

Rozwiązanie ma też pewne wady. Jeżeli dialekt, czy odmiana języka powiązana jest z jakimiś silnymi stereotypami, to trzeba jakoś je ze sobą skojarzyć (śląscy Indianie? góralscy marynarze?). Poza tym nowa tożsamość kulturowa postaci, sugerowana przez sposób mówienia może zaćmić prawdziwe tło. Ważna jest rozwaga i wyczucie. No i jeśli wychodzimy z kręgu komedii, to komizm wprowadzany takim zabiegiem może nie współgrać z treścią, może zakrawać nawet na ośmieszanie tematu.

basiap
01-20-2009, 13:21
Moim zdaniem również bardzo ważne jest wymienione już wcześniej wyczucie tłumacza.Trzeba dokładnie zanalizować kontekst i wyczuć jaką funkcję pełni dialekt w tekście źródłowym. Myślę, że jeśli dany dialekt ma na celu rozbawienie odbiorcy to należałoby go w przekładzie odtworzyć posługując się odpowiednio dobranym dialektem polskim.W innym przypadku lepszym rozwiązaniem byłoby przekształcenie na język potoczny.

basiap
01-21-2009, 11:05
Jeżeli dialekt, czy odmiana języka powiązana jest z jakimiś silnymi stereotypami, to trzeba jakoś je ze sobą skojarzyć (śląscy Indianie? góralscy marynarze?). Poza tym nowa tożsamość kulturowa postaci, sugerowana przez sposób mówienia może zaćmić prawdziwe tło.

Zdecydowanie się z tym zgadzam. Ja niestety nie pamiętam tej kreskówki z Indianami, o której wspomnieliście ale wydaje mi się, że połączenie gwary śląskiej ze stereotypem Indianina to niezbyt trafne rozwiązanie. W tej sytuacji chyba lepszym wyjściem byłoby wprowadzenie języka potocznego zamiast gwary śląskiej.Myśle, że wielu odbiorców oglądając tą kreskówkę miałoby wrażenie, że coś jest nie tak, jeśli Indianin zaczyna mówić gwarą śląską…w tym wypadku jestem więc za użyciem języka potocznego.

basiap
01-21-2009, 11:07
Chociaż z drugiej strony Indianie mieli zapewne w oryginale wskazywać na różnice kulturowe i językowe dwóch różnych grup społecznych, co powinno zostać oddane również w przekładzie. Ale mimo wszystko gwara śląska do Indian mi nijak nie pasuje. Może dobrym pomysłem byłoby użycie języka niepoprawnego, zawierającego błędy gramatyczne, coś w stylu Kali jeść, Kali pić? :)

Tom z Sopotu
01-21-2009, 12:05
Może dobrym pomysłem byłoby użycie języka niepoprawnego, zawierającego błędy gramatyczne, coś w stylu Kali jeść, Kali pić? :)

A swoją drogą, owo "Kali jeść" wkurza mnie niepomiernie! Nie wiem, czy to sam Sienkiewicz wymyślił, czy ktoś przed nim, ale jest to po prostu idiotyczną, tępą kalką z angielskiego, w którym najprostszą formą czasownika jest bezokolicznik. W polskim jednakowoż tak nie jest, te wszystkie "-ść" właśnie straszliwie utrudniają wymowę obcokrajowcom. Gdyby więc stylizować mowę Kalego nie bezmyślnie, ale zgodnie z zasadami logiki, powinien on w sposób analogiczny używać najprostszej możliwej formy, którą zapewne byłaby trzecia osoba liczby pojedynczej. Nie "Kali jeść, zrobić, zobaczyć" więc, tylko "Kali je, robi, widzi". Tak mówiłby obcokrajowiec ledwo znający język, zamiast używać akurat trudniejszych form. Niestety, tak jak Sienkiewicz bez pomyślunku skopiował pomysł z innego języka, tak wszyscy następni bezrefleksyjnie powtarzają za Sienkiewiczem po dziś dzień. :mad:

Monia z Po-nia
01-21-2009, 13:34
No - akurat do Kalego faktycznie bardziej pasuje "Kali je". Ale generalnie, gdyby obcokrajowiec ledwo znający język, miał do dyspozycji tylko słownik, to sprawdzając znaczenie "eat" - znalazłby "jeść", a nie "je" ;-)

Tom z Sopotu
01-21-2009, 14:38
No - akurat do Kalego faktycznie bardziej pasuje "Kali je". Ale generalnie, gdyby obcokrajowiec ledwo znający język, miał do dyspozycji tylko słownik, to sprawdzając znaczenie "eat" - znalazłby "jeść", a nie "je" ;-)

Tyle, że sposób, w jaki mówi Kali (i w ogóle wszyscy "tambylcy" z filmów i książek), to sposób mówienia człowieka, który uczy się języka ze słuchu, a nie ze słownika. Tę stylizację stosuje się, przedstawiając zazwyczaj postaci pochodzące z ludów bardziej "dzikich" - a te na pewno nie uczą się języka "pisanego", tylko przyswajają najbardziej funkcjonalne formy języka "mówionego". Upieram się więc, że ta sienkiewiczowska stylizacja jest bezsensowna.

BasiaS
01-21-2009, 14:59
Wracając do 'stylizowania' tłumaczenia na mowę potoczną to np. w filmie"Brokeback Moutain" z tego co pamiętam bohaterowie mówili w dość charakterystyczny sposób, w polskim tłumaczeniu książki "Borokeback Moutain" tłumacz zastosował właśnie elementy mowy potocznej( przynajmniej tak mi się wdaje , bo nie przypomina mi to żadnego dialekyu:/) np. "Mówiłem ci, w grudniu pożenimy się z Almą"; "...oba powinniśmy mieszkać tu, w obozie" itp. Myślę, że takie rozwiązanie idealnie oddało charakter wypowiedzi bohaterów.

TomsiaPiotr
01-21-2009, 16:30
Spodobała mi się wypowiedź Toma z Sopotu odnośnie Kalego. Nigdy nie zastanawiałem się nad tym, ale faktycznie "Kali je" brzmi bardziej wiarygodnie niż "Kali jeść".

Wydaje mi się, że w przypadku przekładu dialektów nie wystarczy sucha wiedza. Tłumacz musi mieć pewien instynkt, wiedzieć co pasowało będzie w danym kontekście. Pokazuje nam to jak wszechstronną osobą musi być osoba, która się tym zajmuje.

Co do dialektów i tematu naszej dyskusji, to jestem zdecydowanie za tym, że czasami zastępowanie dialektu mową potoczną to jedyne i najlepsze wyjście. Ciekawym przypadkiem może być tłumaczenie gwary śląskiej ale z polskiego na język anglielski. Jakies pomysły? Prosze, tylko nie mówcie, że język Indian :)

NoOne3
01-21-2009, 16:57
Na obronę Sienkiewicza dodam tylko, że z tego co pamiętam, to Staś rozmawia tak z Nell, jak i z Kalim po angielsku... no chyba że coś poknociłem i Nell umiała po naszymu.

A polskie bezokoliczniki mogą być niepopularne jeszcze z jednego powodu. U większości mieszkańców krajów na zachód od Odry i na południe, powiedzmy od bałkanów, głoski ś i ć wymówione poprawnie wywołują poważne kontuzje języka (ze zwichnięciami i złamaniami z przemieszczeniem włącznie). :P


A co do zamiany to należałoby zacząć od wyszukania funkcji gwary Śląskiej w danym tekście, a bez przykładów będzie trudno. Moją pierwszą myślą byłoby poszukanie jakiejś odmiany angielskiego używanej przez brytyjskich górników, albo na przykład irlandzkiej odmiany angielskiego, ale to nie zawsze musi "zagrać".

TomsiaPiotr
01-21-2009, 17:38
Górnicy, całkiem niezła myśl! Fakt, każdy przypadek powinno sie traktowac osobno więc przyznaje, że bez analizy tekstu to raczej trudne zadanie.

Tom z Sopotu
01-21-2009, 18:11
Na obronę Sienkiewicza dodam tylko, że z tego co pamiętam, to Staś rozmawia tak z Nell, jak i z Kalim po angielsku... no chyba że coś poknociłem i Nell umiała po naszymu.

No i właśnie - Sienkiewicz wystąpił tutaj zatem w roli tłumacza jakby. Powinien więc odzwierciedlić formę adekwatnie, a nie mechanicznie. Nie forma bezokolicznika koniecznie była tu bowiem istotna, ale możliwie najprostsza forma.

A co do zamiany to należałoby zacząć od wyszukania funkcji gwary Śląskiej w danym tekście, a bez przykładów będzie trudno. Moją pierwszą myślą byłoby poszukanie jakiejś odmiany angielskiego używanej przez brytyjskich górników, albo na przykład irlandzkiej odmiany angielskiego, ale to nie zawsze musi "zagrać".

Też od razu pomyślałem o Sheffield z "Full monty", by zaraz się poprawić i pomyśleć o Grimley z "Orkiestry", a zaraz potem o "Billym Elliocie", ale nie pamiętam, czy bohaterowie tych filmów mówili jakąś specyficzną gwarą - nie zwróciłem uwagi.

monisz
01-21-2009, 22:16
Suma sumarum, przed przystapieniem do aktu tłumaczenia trzeba dobrze poznać relacje i przesłanie oryginału; dopasować odpowiedni styl w języku docelowym, a to wszystko tylko i wyłącznie dzięki odpowiedniemu wyczuciu językowemu i stylistycznemu tłumacza:)

Tom z Sopotu
01-21-2009, 23:32
Suma sumarum, przed przystapieniem do aktu tłumaczenia trzeba dobrze poznać relacje i przesłanie oryginału; dopasować odpowiedni styl w języku docelowym, a to wszystko tylko i wyłącznie dzięki odpowiedniemu wyczuciu językowemu i stylistycznemu tłumacza:)

Co mi sie wydaje podstawowe, a przez wielu tłumaczy najwyraźniej uznawane za zbędne, tłumacz przede wszystkim powinien MYŚLEĆ nad tym co robi, a nie odbębniać pracę bezrefleksyjnie, po rutyniarsku i według wyuczonego kiedyś tam szablonu. Bo inaczej efekty będą jak u Sienkiewicza. ;)

TomsiaPiotr
01-21-2009, 23:42
Może mało to konstruktywne ale znów musze się zgodzić z przedmówcami! Dodałbym tylko jeszcze bardzo dokładną znajomość kultury obu języków (SL i TL), bez niej nie ma sie co zabierać do tłumaczenia. Sam fakt, że ktoś wie do czego może sie odnieść, od czego zacząć, zna podobne dzieła (filmy itd...) i może sobie pozwolić na eksperymentowanie i wypróbowanie kilku metod przed wyborem tej jednej jedynej, zasługuje na pochwale.