View Full Version : Tłumaczenia "na żywo"
Zawsze mnie fascynowali tłumacze, którzy "na bieżąco" tłumaczyli np. wystąpienia polityków. Ostatnio jednak dowiedziałem się, że taki tłumacz dostaje przed "występem" tekst tego, co będzie musiał tłumaczyć. Czy ktoś wie ile jest w tym prawdy?
Kondor
Tom z Sopotu
11-05-2007, 11:18
Niedawno po raz pierwszy miałem okazję z bliska obserować pracę tłumacza symultanicznego, acz nie w kabinie. Musiałem przeprowadzić wywiad z prezesem jednego z banków, Szwedem. Bank sam zaproponował tłumacza, a ponieważ w ekonomicznym słownictwie specjalistycznym nie jestem biegły, delikatnie mówiąc, chętnie skorzystałem (później okazało się zresztą, że bez większej potrzeby). W tym wypadku więc o wcześniejszym konspekcie nie mogło być mowy. Zawsze zastanawiało mnie, w jaki sposób tłumacze zapamiętują tak obszerne fragmenty tekstu, by je z pewnym opóźnieniem przecież przekazywać dalej, nie tracąc wątku w kontynuowanej jednocześnie wypowiedzi mówcy. Otóż tłumaczka zapisywała sobie w trakcie słuchania rozmówcy pojedyncze słowa-klucze, które pozwalały jej zapamietać wątek i zachować kontrolę nad sensem oraz ciągłością całej wypowiedzi. Przekonałem się też z bliska, że tłumaczenie takie bywa nader swobodne - np. bywało że na trzy zdania rozmówcy, które i tak rozumiałem, otrzymywałem jedno - zachowujące wprawdzie sens tamtych trzech, ale ogólny, nie zaś w detalach.
Tom z Sopotu
11-05-2007, 11:24
A odwieczną dla mnie zagadką jest, jakim cudem udaje się tłumaczom kabinowym na bieżąco tłumaczyć wypowiedzi takiego Lecha Wałęsy na przykład. Jak oni są w stanie ogarnąć, zrozumieć i przełożyć ten chaos na inny język, kiedy ja czasem sensu oryginału nie jestem w stanie wyłapać, choć to (ponoć) mój ojczysty jezyk???
Ciekawa byłaby w tym wypadku analiza różnic między oryginałem a tłumaczeniem - jak daleko skołowany przez Wałęsę tłumacz odbiega od zamierzonej przez mówcę myśli (o ile Wałęsa ma jakiś z góry założony zamiar, a nie wymyśla o co mu chodzi dopiero po rozpoczęciu zdania - patrz słynne "jestem za, a nawet przeciw")? :-)
Klempicz
11-05-2007, 12:07
Można poczytać o tym między innymi tutaj:
http://www.stp.org.pl/pliki/1164633319W.Skowronski_ozon_20.7.06.pdf?PHPSESSID= b328236cf5dc89d6a49d5e88e32360d4
Nerwy ze stali normalnie...
Pozdrawiam!
Tom z Sopotu
11-05-2007, 14:57
Dwa tygodnie temu byłem w Brukseli i miałem okazję przyjrzeć się pracy tłumaczy kabinowych w Komisji Europejskiej. Przestałem w ogóle słuchać, o co chodzi w briefingu z udziałem Barroso, a skorzystałem z okazji, żeby posłuchać każdego z języków Unii Europejskiej. Usiłowałem też wyczaić, w której kabinie siedzi który tłumacz - faktycznie pracują po dwóch.
Przyznam, że miałem kilka zdziwień - np. nie wiedziałem do tej pory, że na Malcie funkcjonuje jakiś osobny język. Sprawdziłem potem, że maltański jest językiem semickim, spokrewnionym z arabskim, ale musi mieć masę zapożyczeń z włoskiego, bo tak po prawdzie - dla mnie - przynajmniej brzmiał bardzo podobnie.
Języki słowiańskie to kolejna zabawa - zawsze usiłowałem się doszukiwać jakichś podobieństw i analogii, ale znacznie lepiej idzie mi to w piśmie niż na żywca. Oczywiście czeski i słowacki, z którymi zresztą nader często stykam się w górach, są niemal w pełni zrozumiałe dla Polaka, ale już bułgarski czy słoweński to znacznie gorsza sprawa. Na słuch nie dawałem rady zrozumieć więcej niż pojedyncze słowa.
to ciekawe, bo kiedyś w Londynie pracowałam u Chorwata i co prawda nie słyszałam go mówiącego po chorwacku, ale za to on słyszał, jak rozmawiałam ze znajomymi po polsku i twierdził, że dużo był w stanie zrozumieć. Czyżby polski i chorwacki miały ze sobą więcej wspólnego niż słoweński i chorwacki?
Tom z Sopotu
01-07-2008, 13:21
Po pierwsze, przyczyną niezrozumienia w tym wypadku mogły być różne czynniki - od moich językowych zdolności po sposób wymowy tłumacza.
Po drugie, zrozumienie nie zawsze działa tak samo w dwie strony. Podobno dla Czechów polski jest znacznie lepiej zrozumiały niż dla Polaków czeski. Dlatego Czechów wkurza to, że Polacy zwykle pierwsi proponują przejście na angielski - uznają to za oznakę jakiejś arogancji, bo ich zdaniem przecież dałoby sie łatwo dogadać. Dlatego ja sam staram się zawsze dogadywać na ile się da w języku miejscowym, nawet jeśli znam go słabo - z czeskim idzie mi nieźle, jeszcze lepiej ze słowackim, a zawsze można się podeprzeć polskim. Natomiast języki południowosłowiańskie - uuu, tu już tylko pojadyncze słowa, niestety.
Faktycznie, coś jest w tym braku wzajemności zrozumienia. Ja odczułam to nawet na froncie polski-słowacki. Podczas pobytu w górach wynajmowaliśmy pokój od Słowaczki, starszej babuni, z którą porozumiewaliśmy się na zasadzie takiej, że każdy mówił w swym ojczystym języku. No i miałam po tej wizycie kompleksy, bo babcia rozumiała mnie doskonale (przynajmniej kiwała głową i kontynuowała rozmowę tak, jakby rzeczywiście tak było), a ja łapałam jedynie ogólny kontekst i co piąte słowo.
Czy jakiś specjalista od Chomskiego potrafi to wyjaśnić? ;)
theagata
01-11-2008, 10:55
Wracając do tematu tłumaczeń symultanicznych bądź konsekutywnych:
Nie mam co prawda doświadczenia w tłumaczeniu wypowiedzi polityków, ale wiem, że faktycznie zdarza się w pracy tłumacza, iż ma on dostęp do tekstu przemówienia, które będzie tłumaczył, z wyprzedzeniem. Bywa tak na przykład na niektórych konferencjach poświęconych bardzo specjalistycznym zagadnieniom. Innym rozwiązaniem są glosariusze przygotowane przez zleceniodawcę, mające na celu dać tłumaczowi ogólne pojęcie o dziedzinie, której dotyczyć będzie tłumaczenie. Znakomita większość tłumaczy jednak bierze przygotowanie się do tłumaczenia na swoje barki. Najczęściej proces ten jest dwuetapowy: 1) na początek tak zwana "prasówka", czyli zaznajomienie się z tematem na podstawie artykułów z prasy - pozwoli to tłumaczowi zorientować się, jakie zagadnienia z danego tematu są najczęściej omawiane; 2) a następnie, wiedząc już czego się spodziewać, tłumacze najczęściej przygotowują swoje własne listy specjalistycznego słownictwa. Dodatkowo warto dbać o swoją pamięć i koncentrację, bo tłumaczenia zarówno symultaniczne, jak i konsykutywne wymagają przecież zapamiętywania sporej ilości informacji. W tej kwestii odsyłam do książek specjalistycznych (osobiście stosuję się do zaleceń Tonego Buzana) ;)
Pozdrawiam.
TheBlood
01-28-2008, 13:50
Zwróćcie uwagę na fakt, że wiele razy przez pomyłki tłumaczy, czy za zbyt duże skróty myślowe wybuchały międzynarodowe skandale, za które następnie przedstawieciele danego państwa musieli przepraszać. Posada tłumacza nie jest więc tak przyjemnym i łatwym zajęciem, jak z początku mogłoby się wydawać. W końcu polityk, czy też przedstawiciel firmy, ma swój styl wypowiedzi. Często b.specyficzny - jak już wcześniej Tom z Sopotu wspomniał. Jeśli więc macie chrapkę na posadę tłumacza, to warto zastanowić się, czy wasze nerwy wytrzymają tę odpowiedzialność. ;)
Zawsze mnie fascynowali tłumacze, którzy "na bieżąco" tłumaczyli np. wystąpienia polityków. Ostatnio jednak dowiedziałem się, że taki tłumacz dostaje przed "występem" tekst tego, co będzie musiał tłumaczyć. Czy ktoś wie ile jest w tym prawdy?
Kondor
Materiały pomocnicze bardzo często dostarczane są tłumaczom przed wystąpieniem, jednak to czy dany polityk będzie trzymał się spisanego przedtem tekstu to już inna sprawa. Dużo trudności mogą sprawiać politycy używający wielu przysłów, cytatów z odniesieniami ludowymi, no i skrótów myślowych.
michalina
01-05-2009, 22:10
Z własnego doświadczenia... no może nie tłumaczeń dla polityków, ale na bieżąco... sama zanosiłam teksty przemówień, referatów, a przynajmniej listę cytatów i trudnych słów (np specjalistycznych) tłumaczom obsługującym szkolenia, warsztaty i konferencje, w których organizację swego czasu dałam się wciągnąć ;)
A oglądał ktoś może mowę inauguracyjną Baracka Obamy i tłumaczenie 'symultaniczne'(?) na pewnym nadającym 24h kanale [nie będę pisała nazwy, żeby nie robic reklamy, ale może niektórzy wiedzą o jaki kanał telewizyjny mi chodzi?;)] Ja oglądałam. I na początku, muszę przyznać, byłam w szoku. Wielkim szoku. Styl tłumaczenia nie pasował do cech charakterystyczny tłumaczenia symultanicznego, przynajmniej tych, o których mnie uczono.... Żeby tłumacz wyprzedzał mówcę?? Tłumacz mówił bardzo ładną polszczyzną, składnie, poprawnie, wyraźnie, wszystko super, ale mimo wszystko dziwnie mi się go słuchało i zaczęłam wątpić czy a) wystąpienie jest na pewno na żywo, b) czy tłumacz dostał wcześniej tekst (duuużo wcześniej) i miał czas przygotować tłumaczenie. Po części przytoczony przeze mnie przykład potwierdzałby praktykę dostawania a priori tekstów przemówień. Jednak wracając do owego tłumaczenia, po jakiś 10 min. tłumacz jednak zwolnił, zaczął się zastanawiać, ale bez żadnych yyyy, aaaa (co bardzo mi się podobało), miał też pewne opóźnienia w stosunku do słów obecnego już prezydenta USA.
Ogólnie, dla przeciętnego odbiorcy myślę, że tłumaczenie było bardzo dobre i treściwe, ale dla osób, które mają cokolwiek wspólnego z tłumaczeniem symultanicznym czy konsekutywnym, owe tłumaczenie Obamy było dość specyficzne wg mnie......Ktoś też oglądał? ma może jakieś przemyślenia, wrażenia?
Chciałabym jeszcze dodać, że tłumaczenie symultaniczne to wg mnie mimo wszystko najwyższa liga i tylko najlepsi z najlepszych mogą tak pracować. Moja mama, która też oglądała przemowę Obamy, zapytała mnie w pewnym momencie: Jak to możliwe, że on (tłumacz) tłumaczy i jednocześnie słucha osoby przemawiającej?? heh zaiste oto jest pytanie?;)
aknapinska
02-18-2009, 17:59
Zawsze mnie fascynowali tłumacze, którzy "na bieżąco" tłumaczyli np. wystąpienia polityków. Ostatnio jednak dowiedziałem się, że taki tłumacz dostaje przed "występem" tekst tego, co będzie musiał tłumaczyć. Czy ktoś wie ile jest w tym prawdy?
Kondor
Z tego co wiem to zwykle (szczególnie w przypadku tematów bardziej skomplikowanych) tłumacze otrzymują wcześniej teksty. Pamiętam jak byłam kiedyś na konferencji, na której tłumaczono z ang. na pol.i z pol. na ang. W pewnym momencie kolejna z osób wygłaszających referat zaczęła mówić po niemiecku, a Ci sami tłumacze przekładali to na polski. W pierwszym momecie zdziwiłam się, a za chwilę uświadomiłam, że na pewno mają skrypt po angielsku. Byłam jednak pod wrażeniem tego w jaki sposób tłumacz (niekoniecznie znający j. niemiecki) potrafił dostosować się ze swoim tłumaczeniem do mówcy, którego nie do końca rozumiał, zachowując odpowiedni rytm i intonację.
Małgorzata Lewandowska
02-23-2009, 16:58
Myślę, że bardzo często szczególnie w przypadku bardziej skomplikowanej tematyki tłumacze dostają wcześniej materiały pomocnicze. Nie musi to być tylko dana terminologia ale również np. nazwiska i daty, które mają się pojawić. Posiadając takie materiały tłumacz może czuć się o wiele bardziej komfortowo i pewnie.
Przemilenka
02-24-2009, 12:19
Myślę, że bardzo często szczególnie w przypadku bardziej skomplikowanej tematyki tłumacze dostają wcześniej materiały pomocnicze. Nie musi to być tylko dana terminologia ale również np. nazwiska i daty, które mają się pojawić. Posiadając takie materiały tłumacz może czuć się o wiele bardziej komfortowo i pewnie.
A ja myślę, że znając po prostu tematykę tekstu, tłumacz jest w stanie sam się przygotować do takiego tłumaczenia. Tak jak mówisz- jedynie daty czy nazwiska mogą stanowić problem, zwlaszcza jesli jest ich bardzo dużo, a nazwiska np malo znane. Warto się postarać i w miarę możliwości zdobyć jak najwięcej informacji przed tlumaczeniem.
Małgorzata Lewandowska
02-24-2009, 16:30
A ja myślę, że znając po prostu tematykę tekstu, tłumacz jest w stanie sam się przygotować do takiego tłumaczenia. Tak jak mówisz- jedynie daty czy nazwiska mogą stanowić problem, zwlaszcza jesli jest ich bardzo dużo, a nazwiska np malo znane. Warto się postarać i w miarę możliwości zdobyć jak najwięcej informacji przed tlumaczeniem.
Nie twierdzę, że jest inaczej. Stwierdziłam tylko, że w wielu przypadkach tłumacze dostają wcześniej jakieś materiały na których mogą się bazować. Wydaje mi się to dosyć oczywiste, że znając tematykę tekstu, który masz tłumaczyć przygotowujesz się sam na tyle na ile to możliwe.
Małgorzata Lewandowska
02-25-2009, 15:34
Chciałabym jeszcze dodać, że tłumaczenie symultaniczne to wg mnie mimo wszystko najwyższa liga i tylko najlepsi z najlepszych mogą tak pracować.
Zgadzam się w zupełności. Jeśli ktoś nie jest dobrym tłumaczem nawet najlepsze materiały otrzymane przed tłumaczeniem nic nie pomogą.
kkosciukiewicz
04-15-2009, 22:22
to ciekawe, bo kiedyś w Londynie pracowałam u Chorwata i co prawda nie słyszałam go mówiącego po chorwacku, ale za to on słyszał, jak rozmawiałam ze znajomymi po polsku i twierdził, że dużo był w stanie zrozumieć. Czyżby polski i chorwacki miały ze sobą więcej wspólnego niż słoweński i chorwacki?
Tu sie musze zgodzic. Jeszcze w liceum bylismy na tygodniowej wycieczce w chorwacji, w Zadarze i ku mojemu wielkiemy zdziwieniu wiele zwrotow bylo bardzo podobnie brzmiacych do jezyka polskiego. Nie potrafie powiedziec co one oznaczaly.
Jednak latwo skojarzyc co moglo oznaczac "dobro poszli", cos co cala klasa zapamietala... :)
kkosciukiewicz
04-15-2009, 22:28
A ja myślę, że znając po prostu tematykę tekstu, tłumacz jest w stanie sam się przygotować do takiego tłumaczenia. Tak jak mówisz- jedynie daty czy nazwiska mogą stanowić problem, zwlaszcza jesli jest ich bardzo dużo, a nazwiska np malo znane. Warto się postarać i w miarę możliwości zdobyć jak najwięcej informacji przed tlumaczeniem.
Problem z nazwiskami jest o tyle bardziej skomplikowany, jak sa to nazwiska w jezyku nie do konca nam znanym i wygladajace "obco". Mam tu na mysli nazwiska finskie, wegierskie czy estonskie, biorac pod uwage sama Europe. Sprobujcie zanotowac (jesli jest taka mozliwosc) albo od razu powtorzyc takie polamance jezykowe jak Pekka Lähderinne, Perttu Ahtiainen czy inne dziwne i trudne nazwiska. Dlatego chociazby lepiej sie dobrze przygotowac do danej "roboty" i znac tematyke czy chociazby zakres danego tlumaczenia.
katarzynaz
04-18-2009, 13:50
Myślę, że bardzo często szczególnie w przypadku bardziej skomplikowanej tematyki tłumacze dostają wcześniej materiały pomocnicze. Nie musi to być tylko dana terminologia ale również np. nazwiska i daty, które mają się pojawić. Posiadając takie materiały tłumacz może czuć się o wiele bardziej komfortowo i pewnie.
Tak czytam całą dyskusję i muszę przyznać, iż uważam, że nie ma w tym nic złego, aby tłumacz dostał tekst wcześniej. Przecież wszystkim chodzi o to, aby np. konferencja przebiegała sprawnie i szybko. Tłumacz ma wtedy szansę dobrze się przygotować, zmniejsza się poziom stresu i automatycznie wypada lepiej:) Natomiast zgodzić się muszę z poprzedniczkami, że jeśli ktoś jest kiepskim tłumaczem, to nawet notatki nie pomogą. Na przykład dlatego, że mówca może coś dodać/ odjąc w trakcie przemówienia. Trzeba być bardzo uważnym "uwrażliwionym" na takie kwestie.
marthe0207
01-31-2012, 11:50
Tak czytam całą dyskusję i muszę przyznać, iż uważam, że nie ma w tym nic złego, aby tłumacz dostał tekst wcześniej. Przecież wszystkim chodzi o to, aby np. konferencja przebiegała sprawnie i szybko. Tłumacz ma wtedy szansę dobrze się przygotować, zmniejsza się poziom stresu i automatycznie wypada lepiej:) Natomiast zgodzić się muszę z poprzedniczkami, że jeśli ktoś jest kiepskim tłumaczem, to nawet notatki nie pomogą. Na przykład dlatego, że mówca może coś dodać/ odjąc w trakcie przemówienia. Trzeba być bardzo uważnym "uwrażliwionym" na takie kwestie.
Otrzymanie materiałów dotyczących danej konferencji jest bardzo dobrym pomysłem. Będąc na studiach zdarzyło mi się dostać takiego typu zlecenie. Na kilka dni przed tłumaczeniem otrzymałam kilkanaście stron z tekstem przemowy i powiem, że było to bardzo przydatne, bowiem zdarzyło się kilka specyficznych terminów z którymi jako niedoświadczona tłumaczka miałabym problemy, a tak poszło jak z płatka.
vBulletin v3.7.2, Copyright ©2000-2012, Jelsoft Enterprises Ltd.