PDA

View Full Version : Dwujęzyczność


Jaga
04-04-2008, 16:22
Psycholingwistów fascynuje kilka pytań: Jeżeli jakaś osoba potrafi mówić i myśleć w dwóch językach, to czy myśli odmiennie w każdym z nich? Inaczej mówiąc: czy osoby dwujęzyczne myślą inaczej niż osoby jednojęzyczne? Jakie różnice, jeśli jakiekolwiek, wynikają z dostępności dwóch języków, w porównaniu z jednym?
Czy dwujęzyczność wpływa - pozytywnie lub negatywnie - na inteligencję?

Z góry dziękuję za burzliwą dyskusję w tej kwestii :D

Pozdrawiam,
Jaga

blueberrygood
04-04-2008, 16:56
Trudno tak naprawdę określić to czy jestem dwujęzyczna, bo fakt jest taki, że ojczystym moim językiem jest angielski i to w nim się czuję najbardziej swobodnie. Polski natomiast jest drugim językiem, co prawda językiem moich rodziców, a więc językiem, który mi w jakiś sposób towarzyszył przez większość życia, ale choć wiele rozumiem i wypowiedzieć się umiem płynnie, nie czuję się zbyt dobrze posługując się w tym języku. Ponieważ mieszkam w Polsce i używam polskiego na co dzień, akcent angielski w mowie polskiej się zmył w 90. procentach, i Polacy mnie postrzegają jako osobę dwujęzyczną. Ale w odpowiedzi na Twoje pytania, nie myślę po polsku, a już na pewno nie odmiennie. Sny mam angielskie. Czy myślę inaczej nie jestem w stanie stwierdzić, bo nie wiem z kolei jak myślą osoby jednojęzyczne. W pewnym sensie dwujęzyczność wpływa pozytywnie na inteligencję, bo ma się dostęp głębszy do dwóch różnych kultur. Ale czasem z tego wszystkiego, tych różnic w językach, brak odpowiedników językowych w niektórych sferach życia, itd. człowiek się robi głupi... ;)

Pozdrawiam!

Klempicz
04-04-2008, 17:05
Ale w odpowiedzi na Twoje pytania, nie myślę po polsku, a już na pewno nie odmiennie. Sny mam angielskie.

...a jak sobie np. przytrzaśniesz palec albo - o zgrozo - ja Cię czymś zdenerwuję :eek: to klniesz po angielsku :p

Pozdrawiam!

anna banaczkowska
04-06-2008, 21:46
Witam,
osobiście uważam to zjawisko za niesłychanie ciekawe i coraz częstsze. Przeglądając literaturę związaną z tąkwestia natknęłam się na głosy, że jest to coś na kształt dwukulturowości i podwójnej tożsamości. Ale teraz powinno paść pytanie czy można to rozważać w kategorii bonusa czy przekleństwa. Sama nie jestem dwujęzyczna, choć nie ulega wątpliwości, że zawsze zazdrościłam takim osobom umiejętności swobodnego posługiwania się dwoma językami. Jakkolwiek uważam, że ma to duży wpływ na inteligencję, znalazłam nawet artykuł mówiący o tym, że bilingiwzm opóźnia proces demencji starczej o jakies 4 lata. Jesczze wcześniej miałam w ręku artykuł z naukowego magazynu, mówiący o osobach uczących się dwuch obcych języków. Jednoznacznie wychodziło na to, że osoby takie zachowują jasność umysłu znacznie dłużej niż osoby uczące się tylko 1 języka. Od samego początku dwujęzyczni muszą przyswajać dwa razy więcej informacji, co z drugiej strony jest świetnym ćwiczeniem dla mózgu.
Pani Dr Ewa Lipińska z Katedry Języka Polskiego jako Obcego, Instytut Studiów Polonijnych i Etnicznych Uniwersytetu Jagiellońskiego przedstawia oto taką definicję dwujęzyczności:
Dwujęzyczność to opanowanie dwu języków w takim stopniu, jak społecznie ekwiwalentni ich jednojęzyczni nosiciele, czyli ambilingwizm. Polega na umiejętności posługiwania się wszystkimi sprawnościami w języku ojczystym i drugim oraz na częstym używaniu obydwu języków w różnych sytuacjach i z różnymi uczestnikami aktu komunikacji.
Jest ona, conajmniej dla mnie bardzo, ciekawego zdania, iż dwujęzyczność jest ,,to zazwyczaj nietrwały stan, mający związek z emigracją lub pobytem zagranicą, co implikuje bliski kontakt z danym językiem i kulturą, umożliwiający osobiste ich doznawanie."
Jestem ciekawa co wy na to?? i jeszcze jedno pytanie: co myślicie o takie sytuacji: mama z ze swoim językiem ojczystym, ojciec z drugim-podobnym ale nie tym samaym, przy czym oboje komunikują się między sobą przy pomocy trzeciego języka. Jak myślicie, jakim językiem będzie mówiło dziecko??

blueberrygood
04-07-2008, 10:27
i jeszcze jedno pytanie: co myślicie o takie sytuacji: mama z ze swoim językiem ojczystym, ojciec z drugim-podobnym ale nie tym samaym, przy czym oboje komunikują się między sobą przy pomocy trzeciego języka. Jak myślicie, jakim językiem będzie mówiło dziecko??

Myślę, że zależy to od tego w jakim stopniu dziecko jest 'exposed' do wszystkich trzech. Raczej będzie mówiło w tym trzecim, którym rodzice się komunikują. Ale jeśli matka będzie w swoim języku gadać do dziecka, gdy jest na przykład sama w domu, i jeśli ojciec będzie w swoim to jest szansa, że dzieciak będzie trzema językami się posługiwać. Ale podejrzewam, że ojciec raczej w domu z dzieckiem nie zostanie sam, więc myślę, że w dwóch językach ostatecznie będzie gadać...

Chyba... nie wiem... gdybam... ;)

Jaga
04-07-2008, 11:40
Przeczytałam streszczenie badań K.Hakuta, który dokonał obszernego przeglądu literatury i znalazł kilka interesujących stwierdzeń.
Dane na temat tego, czy dwujęzyczność sprawia, że myślenie w którymkolwiek z nich jest trudniejsze, czy też wspomaga procesy myślowe są sprzeczne.
Niespójności mogą wynikać z faktu, że badano różne populacje, używano różnych metodologii i analizowano różne grupy językowe. Możemy mieć również do czynienia ze stronniczością badaczy.

Hakuta sugeruje, że gdy osoby dwujęzyczne są zrównoważone w swojej dwujęzyczności (prawie równie biegle władają obu językami) i gdy pochodzą z klas średnich, występuje tendencja do pozytywnych efektów dwujęzyczności ale w innych okolicznościach mogą pojawiać się efekty negatywne.

O innych ciekawych rzeczach opowiem później - teraz czas mnie goni :p
Jeśli ktoś chciałby rozwinąć moją powyższą myśl lub zacząć o czymś innym, to zapraszam :)

Pozdr.
(J)aga

Jaga
04-07-2008, 12:17
J. Cummins z kolei zasugerował, że należy dokonać rozróżnienia tego, co można nazwać addytywną i subtraktywną dwujęzycznością.
W dwujęzyczności addytywnej drugi język jest nabywany jako dodatek do względnie dobrze rozwiniętego pierwszego języka.
W dwujęzyczności subtraktywnej elementy drugiego języka zastępują elementy pierwszego.
Została tu postawiona hipoteza, że postać addytywna wspomaga funkcjonowanie poznawcze :) , natomiast subtraktywna - utrudnia je :(

Jednostki powinny być na względnie wysokim poziomie kompetencji w obu językach, aby można było stwierdzić pozytywny efekt dwujęzyczności.
Być może u dzieci pochodzących z rodzin o niższym statusie społeczno - ekonomicznym istnieje większe ryzyko dwujęzyczności subtraktywnej niż u dzieci pochodzących z rodzin o wyższym statusie społeczno - ekonomicznym.

Status może być zatem przyczyną tego, że niektórym dwujęzyczność raczej przeszkadza, niż pomaga...

Pozdr.
J.

Tom z Sopotu
04-07-2008, 12:34
...a jak sobie np. przytrzaśniesz palec albo - o zgrozo - ja Cię czymś zdenerwuję :eek: to klniesz po angielsku :p

Klnę to i ja często po angielsku! ;)

Sądzę, że sytuacja idealnej dwujęzyczności jest de facto bardzo rzadka w praktyce. Niezmiernie trudno do niej doprowadzić - być może tylko w krajach, gdzie dwa języki są powszechnie używane w porównywalnym stopniu. Jeśli natomiast w środowisku wyraźnie dominuje jeden język, siłą rzeczy on przeważa. Moja ciotka wyjechała dawno temu na stałe do Hiszpanii - ma dwóch synów, których ojciec jest Hiszpanem. Ciotka przyjęła zasadę, że będzie z dziećmi rozmawiać wyłącznie po hiszpańsku, wujas natomiast przez ćwierć wieku słuchania tego języka na codzień nie zdołał się go nauczyć. Chłopaki mówią w dwóch językach, ale po hiszpańsku wyraźnie swobodniej, myślą w tym języku - mimo że trzy spośród czterech osób w domu posługuje się stale polskim. Nie jestem natomiast pewien, jak sama ciotka - musze ją zapytać: czy po trzydziestu latach mieszkania w Madrycie myśli dwujęzycznie, czy nadal po polsku? A może myśli już po hiszpańsku? Tak czy owak sądzę, że idealna równowaga jest trudna do osiągnięcia.

Jeszcze ciekawszy może być casus całkiem innej gałęzi mojej rodziny. Przypadek sprawił, że z kolei moja kuzynka (za tamtą ciotką niespokrewniona) również wyjechała do Hiszpanii na stałe. Wyszła za Baska, mieszka w San Sebastian. Ich ojciec mówi po baskijsku, ale generalnie częściej słyszy się tam na ulicy hiszpański, w domu też, bo kuzynka baskijskiego nie zna. Dzieci mówią po hiszpańsku, po polsku i - jak mi się zdaje - po baskijsku również. Trzy języki, z trzech różnych grup językowych (z czego jeden język w ogóle z kosmosu), nauczane od dziecka. Czy możliwa jest TRÓJjęzyczność?

Klempicz
04-07-2008, 13:09
Klnę to i ja często po angielsku! ;)

To nie tak, że Cię nie doceniam, ale w taki wyrafinowany sposób na pewno nie klniesz... ;)

Czy możliwa jest TRÓJjęzyczność?

Jak najbardziej. I więcej. Wszystko zależy od ekspozycji na dany język do pewnego wieku - z tym, że pełna trójjęzyczność (tringualizm :) ) jest wg mnie niemożliwa, jeżeli przyjąć, że "języczność" to nie tylko znajomość np. fonemów danego języka i łatwe rozumienie tego, co inni native speakerzy mówią, ale też osadzenie w kulturze danego języka i/lub kraju.

Pozdrawiam!

Tom z Sopotu
04-07-2008, 13:31
To nie tak, że Cię nie doceniam, ale w taki wyrafinowany sposób na pewno nie klniesz... ;)

To fuckt, zapewne nie... ;)

Jaga
04-07-2008, 13:53
Uważa się, że jednym z czynników wpływającym na przyswajanie języka jest wiek. Niektórzy badacze sądzą, że doskonałe opanowanie niektórych aspektów drugiego języka jest możliwe przede wszystkim przed okresem dorastania. Jednak wyniki badań przeprowadzonych przez pewną grupę naukowców nie zgadzają się z tym poglądem (powołują się na wyniki swoich badań nad dwujęzycznością u osób, które przybyły do USA niedawno i które mieszkają tam od dawna). Badacze ci stwierdzili, że niektóre aspekty drugiego języka (np. rozumienie słownictwa i płynność) mogą być przyswajane równie dobrze przed okresem dorastania, jak i po nim.
Co więcej - wbrew wcześniejszym danym - stwierdzili oni, że niektóre aspekty syntaksy mogą nawet być nabywane łatwiej po okresie dorastania, natomiast opanowanie bardzo dobrej wymowy zależy od wczesnego uczenia się języka.
Co zaskakujące - może być łatwiej uczyć się całkowicie nowych fonemów w drugim języku, niż uczyć się fonemów bardzo podobnych do fonemów pierwszego języka.

Pozdr.
J.

Tom z Sopotu
04-07-2008, 15:28
Ciekaw jestem też takiej rzeczy: czy istnieją "narodowe" predyspozycje do opanowywania prawidłowej wymowy w obcym języku? Mam - na czuja, zaznaczam - nieodparte wrażenie, że np. Anglosasi mają straszliwe kłopoty z wymową w innych językach, podobnie Francuzi (choć ci może po prostu się celowo nie starają mówić dobrze np. po angielsku), natomiast Skandynawowie radzą sobie z tym o niebo lepiej, podobnie Niemcy. A jak jest z Polakami?

asiek
04-08-2008, 08:55
witam,
uważam, że dwujęzyczność to świetna sprawa,która z pewnoscią wpływa pozytywnie na nasza inteligencję jak i na łatwość uczenia się kolejnych języków. dodatkowo, jak wynika z mojej obserwacji, dzieci wychowywane w środowisku bilingualnym wyłapuja już od najmłodszych lat wszysatkie różnice między poszczególnymi dzwiękami, mam tu na mysli głównie język polski, nie majaąc jednocześnie problemów z wymową trudnych polskich dzwięków jak i np literki 'r'.

co do myslenia to jest to proces bardzo złożony, i z lingwistycznego punktu widzenia uważam ze odbywa sie on nieświadomie (budując wypowiedź w języku ojczystym nie zastanawiamy sie nad gramatyką, czy połączeniem pos\czególnych słow w taki, lub inny sposób), natomiast proces 'budowania zawartości wypowiedzi' nie różni sie od porcesu jego budowania przez ososby jednojęzyczne, gdyż osoby bilingualne są wychpwywane w kulturze obojga rodziców, co sprawia, że różnice kulturowe, wpływające w dużej mierze na postrzeganie rzeczywistość oraz formowanie naszych ososbiostych opini, zanikają.

pozdrawiam

Jaga
04-09-2008, 16:21
Dzieci mówią po hiszpańsku, po polsku i - jak mi się zdaje - po baskijsku również. Trzy języki, z trzech różnych grup językowych (z czego jeden język w ogóle z kosmosu), nauczane od dziecka. Czy możliwa jest TRÓJjęzyczność?

Szczerze mówiąc nie spotkałam się w literaturze z "problematyką" trójjęzyczności. Wydaje mi się jednak, że takowa istnieje, a procesy według których się kształtuje są analogiczne do tych, które występują przy dwujęzyczności. Tyle, że 2 + 1 :p A może 1 + 1 + 1 :confused:

Dałeś do myślenia Tomie, rozpocznę przeszukiwanie książek, jak coś odnajdę - dam znać :cool:

Pozdrawiam,
(J)aga

nat
04-10-2008, 10:26
Dwujęzyczność to niezwykle ciekawe zjawisko, które moim zdaniem pozytywnie wpływa na inteligencję.
Zgodzę się z poprzednikami, że olbrzymi wpływ na swobodne posługiwanie się dwoma językami ma środowisko! Rachel Cohen w zamieszczonym artykule (magazyn "Le francais dans le monde") podaje taki przykład:
Mama pewnego dziecka jest pochodzenia francuskiego, ojciec jest Anglikiem, babcia mówi po angielsku, a dziadek po francusku. I tak dziadek mówi do wnuka: "Apporte-moi un marteau!" (Przynieś mi młotek). Na co dziecko idzie do taty i mówi: "Dady, I would like a hammer!"
Wniosek z tego taki, że dziecko samo sobie tłumaczy na drugi język dany komunikat i nie ma żadnych problemów w posługiwaniu się dwoma systemami językowymi. Można więc chyba stwierdzić, że myśli w obydwu językach. Wszystko to jednak w sytuacji, kiedy nieustannie się nimi posługuje.
Inna jest sytuacja, kiedy w grę wchodzą szkoła, praca, znajomi, konkretna kultura danego kraju.
Znajoma mojej mamy od kilkunastu lat mieszka z mężem w Stanach Zjednoczonych. Dwójka dzieci urodziła się jeszcze w Polsce i przez kilka lat posługiwała się tylko językiem polskim. Kiedy wyjechali do Stanów postanowili, że w domu będą się posługiwali tylko językiem polskim. Od mojej mamy wiem, że pomimo obecnego w domu języka polskiego te dzieciaki wolą rozmawiać ze swoimi rodzicami po angielsku. Przesiąkły już na tyle tym językiem, kulturą kraju, że myślą już tylko po angielsku. Język polski stał się dla nich jedynie formą "podtrzymania" polskiej tradycji rodziców.
Myślę, że aby stwierdzić, że ktoś jest dwujęzyczny nie wystarczy mieć na uwadze jedynie dobrze opanowane dwa systemy językowe. Język to jeszcze kultura i określone zachowania społeczne, które kształtują ten system.

Vila_Slovinka
04-10-2008, 10:59
Nie zgodzę się, że dwujęzyczność wpływa na inteligencję...miałam okazję obserwować naprawdę bardzo wiele dwujęzycznych osób - były dorosłe już dzieci imigrantów - z różnych krajów, których języki znałam. spotkałam się z szokującym zjawiskiem - na pewnym poziome "społecznym" (nie wiem jak to inaczej wyrazić) dwujęzyczność wcale tym ludziom nie pomagała. przede wszystkim ani jednym, ani drugim językiem nie posługiwali się we wszystkich rejestrach, używali przede wszystkim slangu, brakowało im słów do opisania swoich stanów emocjonalnych - być może nie ma to nic wspólnego z ich dwujęzycznością, tylko jest wyrazem ogólnego poziomu intelektualnego...
poza tym szala zawsze przechylała się na stronę jednego z języków, którymi posługiwali się płynnie, bądź, pomimo iż teoretycznie dwujęzyczni, językiem rodziców wcale nie potrafili dobrze się posługiwać.

Jaga
04-10-2008, 15:58
Nie zgodzę się, że dwujęzyczność wpływa na inteligencję...miałam okazję obserwować naprawdę bardzo wiele dwujęzycznych osób - były dorosłe już dzieci imigrantów - z różnych krajów, których języki znałam. spotkałam się z szokującym zjawiskiem - na pewnym poziome "społecznym" (nie wiem jak to inaczej wyrazić) dwujęzyczność wcale tym ludziom nie pomagała. przede wszystkim ani jednym, ani drugim językiem nie posługiwali się we wszystkich rejestrach, używali przede wszystkim slangu, brakowało im słów do opisania swoich stanów emocjonalnych - być może nie ma to nic wspólnego z ich dwujęzycznością, tylko jest wyrazem ogólnego poziomu intelektualnego...
poza tym szala zawsze przechylała się na stronę jednego z języków, którymi posługiwali się płynnie, bądź, pomimo iż teoretycznie dwujęzyczni, językiem rodziców wcale nie potrafili dobrze się posługiwać.

To jest dokładnie to, o czym napisałam w moich poprzednich postach. Pozwolę sobie zacytować: "Hakuta sugeruje, że gdy osoby dwujęzyczne są zrównoważone w swojej dwujęzyczności (prawie równie biegle władają obu językami) i gdy pochodzą z klas średnich, występuje tendencja do pozytywnych efektów dwujęzyczności ale w innych okolicznościach mogą pojawiać się efekty negatywne".

Jest zatem bardzo prawdopodobne, że gdy osoba "dwujęzyczna" pochodzi z "nizin społecznych" i nie ma okazji rozwijać się "pozytywnie" w aspekcie językowym (jej otoczenie mówi niedbale, slangiem), to w tym przypadku dwujęzyczność może wpływać negatywnie na jej inteligencję. Ale pytanie, czy to dwujęzyczność ma wpływ na zaniżanie inteligencji, czy po prostu mamy do czynienia z osobą, która od samego początku charakteryzowała się niskim potencjałem... I ten niski potencjał inteligencji werbalizuje się właśnie w języku (co do jakości którego możemy mieć wiele wątpliwości).

Pozdr.
(J)aga

zentho
04-11-2008, 10:11
Nie zgodziłabym się ze stwierdzeniem, że elementy składni przyswajane są z większą łatwością po okresie dorastania. Wydaje mi się, że o dwujęzyczności możemy mówić wtedy, gdy proces naturalnego przyswajania drugiego języka rozpoczyna się we wczesnym dzieciństwie lub nawet w momencie urodzin. Dziecko chłonie język automatycznie, w ten sam sposób, w jaki uczy się swojego pierwszego języka, nie analizując i porównując struktur gramatycznych i składniowych. W późniejszym wieku jest to już świadome uczenie się, proces nabywania języka słabnie, drugi język zostaje wtedy niejako podporządkowany pierwszemu, nauka nie następuje symultanicznie, jak w pierwszym przypadku, lecz z drugiego języka korzystamy pośrednio przez język ojczysty. Z wiekiem zwiększa się także obawa przed popełnieniem błędu i narażeniem się w związku z tym na drwiny, co również negatywnie wpływa na skuteczność procesu przyswajania języka obcego.

jane
04-12-2008, 13:25
Myślę, że zależy to od tego w jakim stopniu dziecko jest 'exposed' do wszystkich trzech. Raczej będzie mówiło w tym trzecim, którym rodzice się komunikują. Ale jeśli matka będzie w swoim języku gadać do dziecka, gdy jest na przykład sama w domu, i jeśli ojciec będzie w swoim to jest szansa, że dzieciak będzie trzema językami się posługiwać. Ale podejrzewam, że ojciec raczej w domu z dzieckiem nie zostanie sam, więc myślę, że w dwóch językach ostatecznie będzie gadać...

Chyba... nie wiem... gdybam... ;)



A czy nie lepiej by było w takim przypadku wybrać jeden język i w nim rozmawiać? Czy dziecko się nie zamota? Obawiam się, że częściowe posługiwanie się 3 językami naraz negatywnie wpłynie na rozwoj umysłowy dziecka. :o

jane
04-12-2008, 13:29
...a jak sobie np. przytrzaśniesz palec albo - o zgrozo - ja Cię czymś zdenerwuję :eek: to klniesz po angielsku :p

Pozdrawiam!


...jestem dwujęzyczna...:) dość często myślę po polsku, ale jak już mam kląć, to raczej po rosyjsku. :o

Tom z Sopotu
04-13-2008, 22:49
...jestem dwujęzyczna...:) dość często myślę po polsku, ale jak już mam kląć, to raczej po rosyjsku. :o

Wow! Brawo! :D

Klempicz
04-14-2008, 11:01
A czy nie lepiej by było w takim przypadku wybrać jeden język i w nim rozmawiać? Czy dziecko się nie zamota? Obawiam się, że częściowe posługiwanie się 3 językami naraz negatywnie wpłynie na rozwoj umysłowy dziecka. :o

Nie stwierdzono żadnego negatywnego związku wielojęzyczności z rozwojem umysłowym czy inteligencją, wręcz przeciwnie. W świetle obecnych badań językowi przypisywane są cechy raczej swego rodzaju instynktu, a nie rzeczy wyuczonej. Postaram się to przedstawić obrazowo - jest to "moduł" językowy, który każdy z nas posiada w momencie urodzenia (uszkodzenia tego organu - anatomicznie jeszcze niesprecyzowanego, choć wiadomo, że mówimy tu o strukturze neurologicznej w mózgu - wywołują ciekawe i dające wiele do myślenia zaburzenia polegające na tym, że osoba taka nie ma zaburzeń inteligencji, ale nie jest w stanie posługiwać się poprawnie językiem – chodzi tu głównie o poprawność gramatyczną, posługuje się językiem ojczystym tak jak każdy z nas obcym).

Ten „moduł” w momencie urodzenia nie ma w sobie żadnych danych dotyczących konkretnego języka (oprócz pewnego nakierowania na fonemy charakterystyczne dla języka matki, wysłyszane podczas życia płodowego – ciekawe badania na to robiono, jak kogoś to interesuje to rozwinę), dzięki temu dziecko np. Niemców wychowywane w rodzinie francuskiej będzie mówiło po francusku, a nie po niemiecku. W ciągu pierwszych lat życia dziecka, „moduł” zapełnia się danymi – przy czym nie ma znaczenia ile języków zostanie „załadowane”, potem można czerpać z tych zasobów dowolnie.

Niestety, w wieku 12-13 lat „moduł” zamyka się na zawsze i nic już nie można do niego załadować (dlatego nigdy nie osiągniemy takiej perfekcji w języku obcym - ucząc się go później - jaką mamy w języku ojczystym).

Jest to teoria nowatorska (choć nie nowa), jednak poparta bardzo konkretnymi badaniami. Nie dotyczy ona wyłącznie ludzi i języka (co z biologicznego punktu widzenia znacznie ją uprawdopodabnia), ale również np. pająków i ich zdolności do budowania sieci.

A wracając do dwujęzyczności - moim zdaniem bardzo ważne jest w jakim kraju dorasta osoba dwujęzyczna. Kultura odgrywa niesamowitą rolę w kształtowaniu – nazwijmy to - inteligencji językowej, a więc nie tylko zdolności do porozumienia się w danym języku, ale znajomości Głębszej – mam tu na myśli aluzje, żarty, literaturę, poezje, wieloznaczność itd. Pełnej dwujęzyczności w tym zakresie moim zdaniem osiągnąć nie sposób.

Pozdrawiam!

Jaga
04-14-2008, 11:15
Niestety, w wieku 12-13 lat „moduł” zamyka się na zawsze i nic już nie można do niego załadować (dlatego nigdy nie osiągniemy takiej perfekcji w języku obcym - ucząc się go później - jaką mamy w języku ojczystym).



Nawiązując do Twojej wypowiedzi, podaj proszę źródła, na których oparłeś tego posta. Jestem żywo zainteresowana :D

Nie zgodzę się z faktem, że dwujęzyczność wpływa jedynie pozytywnie na inteligencję - moje wcześniejsze posty wskazują na badania, które wykazały, że jej efekt jest niejednoznaczny i zależy od wielu czynników.

Pozdr.
(J)aga

Klempicz
04-14-2008, 11:53
Nawiązując do Twojej wypowiedzi, podaj proszę źródła, na których oparłeś tego posta. Jestem żywo zainteresowana :D

Nie zgodzę się z faktem, że dwujęzyczność wpływa jedynie pozytywnie na inteligencję - moje wcześniejsze posty wskazują na badania, które wykazały, że jej efekt jest niejednoznaczny i zależy od wielu czynników.

Pozdr.
(J)aga

Pisałem z głowy, muszę pogrzebać w mojej biblioteczce, także cierpliwości - na pewno są to źródła wyłącznie anglojęzyczne :( , ale postaram się to wszystko odszukać.

A jeśli chodzi o drugą część - nie twierdzę, że dwujęzyczność wpływa wyłącznie pozytywnie na inteligencję, może źle się wyraziłem - jest po prostu od niej niezależna i to w tym rozumieniu, że sama dwujęzyczność nie przesądza o tym, że ktoś będzie wyjątkowo tępy albo wybitnie inteligentny. Nie sposób jednoznacznie wskazać zależności dwujęzyczności i poziomu inteligencji (na którą wpływa przecież wiele czynników, ciężko o grupę kontrolną), chociaż są np. dowody (gdzieś już tu wspomniane) na to, że dwujęzyczność opóźnia demencję, zwiększa zdolności analityczne mózgu, poprawia pamięć i koncentrację.

Nie można tu oczywiście generalizować, dwujęzyczność dwujęzyczności nierówna (późniejsze wprowadzenie drugiego języka, np. przeprowadzka do innego kraju w wieku np. lat ośmiu i kompletna izolacja od języka poprzedniego może narobić niezłego lingwistycznego bałaganu). Temat jest generalnie jak worek bez dna... :)

Pozdrawiam!

Gosia
04-16-2008, 13:14
Nie można tu oczywiście generalizować, dwujęzyczność dwujęzyczności nierówna (późniejsze wprowadzenie drugiego języka, np. przeprowadzka do innego kraju w wieku np. lat ośmiu i kompletna izolacja od języka poprzedniego może narobić niezłego lingwistycznego bałaganu). Temat jest generalnie jak worek bez dna... :)

Oj tak, ciężko jest generalizować w sprawie dwujęzyczności. Okoliczności i czynników wpływających zarówno na kompetencję językową, jak i inteligencję jest wiele. Mnie przychodzi na myśl podejście pragmatyczno-socjologiczne z założeniem, że to, co funkcjonalne i przydatne będzie rozwijane. Poniżej moja osobista hipoteza, którą właśnie stworzyłam.

Weźmy pod lupę wspomnianą przez Klempicza delikwenta, który w wieku kilku lat zostaje wywieziony przez swoich rodzicieli do obcego kraju, gdzie większość ludzi mówi w obcym języku. Nic przyjemnego zapewne dla młodocianego użytkownika języka ojczystego to nie jest. Pojawiają się pierwsze kontakty z obcojęzycznymi rówieśnikami. Szkoła. Relacje osobiste i społeczne. Który język będzie się rozwijał? obstawiam ten drugi - będzie spełniał ważną funkcję integracyjną. Będzie konieczny, aby poznawać nową rzeczywistość, której brutalnie stał się częścią.

(Jagoda - wydaje mi się, że dałoby się Ciebie podczepić pod tę hipotezę ;) pisałaś wielokrotnie, że angielski jest bliższym Ci językiem, mimo, iż nie urodziłaś się w kraju anglojęzycznym, a Twoi rodzicę mówili po polsku).

To jest dokładnie to, o czym napisałam w moich poprzednich postach. Pozwolę sobie zacytować: "Hakuta sugeruje, że gdy osoby dwujęzyczne są zrównoważone w swojej dwujęzyczności (prawie równie biegle władają obu językami) i gdy pochodzą z klas średnich, występuje tendencja do pozytywnych efektów dwujęzyczności ale w innych okolicznościach mogą pojawiać się efekty negatywne".

Jest zatem bardzo prawdopodobne, że gdy osoba "dwujęzyczna" pochodzi z "nizin społecznych" i nie ma okazji rozwijać się "pozytywnie" w aspekcie językowym (jej otoczenie mówi niedbale, slangiem), to w tym przypadku dwujęzyczność może wpływać negatywnie na jej inteligencję. Ale pytanie, czy to dwujęzyczność ma wpływ na zaniżanie inteligencji, czy po prostu mamy do czynienia z osobą, która od samego początku charakteryzowała się niskim potencjałem... I ten niski potencjał inteligencji werbalizuje się właśnie w języku (co do jakości którego możemy mieć wiele wątpliwości).

Co do inteligencji, to ciężko jest zbadać, od czego ona zależy. Stary już dylemat "nature or nurture", z tego co wiem nie uzyskał jeszcze jednoznacznej odpowiedzi.
Myślę, że znajomość języków i systemu różnych pojęć z tym związanych ogólnie dobrze wpływa na zdolności kognitywne ludzi. Nie musi to wcale dotyczyć dwujęzyczności. Osobiście nie uważam się za osobę dwujęzyczną, mimo że jestem tłumaczem języka angielskiego i zarówno angielski, jak i polski znam bardzo dobrze. Myślę, iż nawet łacina, czy hiszpański, które znam w stopniu szczątkowym poszerzają moje horyzonty.

Moja dwujęzyczna koleżanka, która z nizin społecznych nie pochodzi, jako język pierwszy traktuje (podobnie jak Jagoda) język kraju, do którego wyemigrowała wraz z rodzicami. nie mam pojęcia, czy fakt bycia osobą dwujęzyczną czyni ją bardziej lub mniej inteligentną. Zakładam, że inne aspekty jej osobowości mają na to większy wpływ :)

Temat rzeka. Ciekawy bardzo.

Pozdrawiam,
Gosia

Jaga
04-16-2008, 16:37
W związku z żywym zainteresowaniem i - tak jak zaznaczyłaś Gosiu - ciekawym "tematem rzeka", postaram się odnaleźć jeszcze kilka kontrowersyjnych wątków w tym zakresie :cool: Tylko dajcie mi trochę czasu ;)

Pozdrawiam,
(J)aga

Jaga
04-17-2008, 17:11
Jedno z podejść do zagadnienia dwujęzyczności polega na zastosowaniu tego, czego dowiadujemy się z badań psychologicznych o charakterze poznawczym, do praktyki ułatwiania przyswajania drugiego języka.
Inne podejście koncentruje się na badaniu osób dwujęzycznych aby stwierdzić, czego możemy dowiedzieć się o ludzkim umyśle na podstawie dwujęzyczności.

Np. niektórzy psychologowie poznawczy dążyli do tego, aby dowiedzieć się, jak oba języki reprezentowane są w umyśle osoby dwujęzycznej.

I tak - mamy tu 2 hipotezy:

a) hipoteza pojedynczego systemu sugeruje, że oba języki są reprezentowane w jednym systemie,
b) hipoteza podwójnego systemu zakłada, że dwa języki są w jakimś sposób reprezentowane w oddzielnych systemach umysłu.

Np, czy niemieckie informacje językowe są przechowywane w innej fizycznie części mózgu niż angielskie?

cdn :p

Jaga

Jagoda
04-17-2008, 21:29
(Jagoda - wydaje mi się, że dałoby się Ciebie podczepić pod tę hipotezę ;) pisałaś wielokrotnie, że angielski jest bliższym Ci językiem, mimo, iż nie urodziłaś się w kraju anglojęzycznym, a Twoi rodzicę mówili po polsku).
Sprostowanie - raczej chodzi o Jagę :)

Co do dwujęzyczności... na studiach mieliśmy dość ciekawe teksty na ten temat Anny Wierzbickiej, m.in. "Język - umysł - kultura". Szczegółów nie pamiętam, ale chodziło głównie o porównanie kultury anglosaskiej (autorka mieszka w Australii) i polskiej oraz jak to się odbija na języku.

Jaga
04-18-2008, 11:35
I tak - mamy tu 2 hipotezy:

a) hipoteza pojedynczego systemu sugeruje, że oba języki są reprezentowane w jednym systemie,
b) hipoteza podwójnego systemu zakłada, że dwa języki są w jakimś sposób reprezentowane w oddzielnych systemach umysłu.

Jeden ze sposobów udzielenia odpowiedzi na to pytanie polega na przeprowadzeniu badań nad osobami dwujęzycznymi, które doznały uszkodzeń mózgu.
Jeżeli taka osoba doznała uszkodzenia w konkretnym obszarze mózgu, można zgodnie z hipotezą podwójnego systemu wnioskować, że wystąpią u niej różne zaburzenia w obu językach.
Natomiast hipoteza pojedynczego systemu zakładałaby, że zaburzenia w obu językach będą mniej więcej takie same.

Logika tego rodzaju badań jest nie do odparcia, natomiast inaczej ma się sprawa z wynikami :D
Gdy bada się powrót języka po urazie, stwierdza się, że czasami powraca najpierw pierwszy język, czasem drugi, a czasem oba jednocześnie :p

Na podstawie takich badań nie można więc wyciągnąć jednoznacznych wniosków, choć wyniki zdają się sugerować przynajmniej pewną dwoistość struktury...


(J)aga

blueberrygood
04-18-2008, 11:36
Sprostowanie - raczej chodzi o Jagę :)

Chodzi o mnie... :)

Jagoda
04-18-2008, 14:27
Przepraszam :p

Gosia
04-18-2008, 15:34
Chodzi o mnie... :)

Jasne, że o Ciebie :)

Gosia
04-18-2008, 15:50
Na podstawie takich badań nie można więc wyciągnąć jednoznacznych wniosków, choć wyniki zdają się sugerować przynajmniej pewną dwoistość struktury...

Oj, tak, myślę, że mózg ludzki jeszcze kryje w sobie wiele tajemnic.

Jednym z tragi-komicznych przykładów niesamowitości mózgu, tak na marginesie, może być przypadek ojca mojej koleżanki. Przeszedł on poważny udar mózgu, po którym przez parę tygodni cierpiał na amnezję. Jednym z ciekawszych aspektów tej amnezji był fakt, iż zapomniał on również o tym, że jest nałogowym palaczem i alkoholikiem ;)

Nie zaryzykuję hipotezy dotyczącej dwu- lub jedno-systemowości, bo aby uzyskać jakiekolwiek dane na ten temat trzeba by chyba przebadać mózg specjalistyczną aparaturą i sprawdzić na przykład, które obszary kiedy są aktywne. A i wyniki mogą być niejednoznaczne, jak w przypadku eksperymentów opisywanych przez Jagę.

Przychodzi mi na myśl jednak pewne uproszczone podejście do tematu. Wydaje mi się, że łatwość dostępu do naszych kompetencji językowych wiąże się z częstością ich praktykowania. Ja na przykład, po studiach anglistycznych, potrafiłabym rozmawiać o budowie "vocal tract" w języku angielskim, wyjaśniłabym bez trudu zagadnienia z gramatyki opisowej, co w języku polskim byłoby nie lada problemem, chyba nie do przeskoczenia. Powód? Zajęcia z tej tematyki miałam wyłącznie w języku angielskim i nie odczuwałam potrzeby aby poznawać polskie określenia na "Great Vovel Shift", czy choćby nawet banalny "Georgian period" (epoka literacka).

To nasuwa mi na myśl pewną analogię z tutejszymi rozważaniami nad relacją pomiędzy dwujęzycznością, a inteligencją. Myślę, iż znajomość kilku nie wystarczy aby inteligencję rozwinąć. Pomóc w tym może złożoność pojęć, jakie w danym języku poznajemy. Im bardziej odmienne systemy pojęciowe tych języków tym większy zdaje się być potencjał umysłowy użytkownika ;)

Pozdrawiam,
Gosia

Jaga
04-18-2008, 16:53
Logika tego rodzaju badań jest nie do odparcia, natomiast inaczej ma się sprawa z wynikami
Gdy bada się powrót języka po urazie, stwierdza się, że czasami powraca najpierw pierwszy język, czasem drugi, a czasem oba jednocześnie

Na podstawie takich badań nie można więc wyciągnąć jednoznacznych wniosków, choć wyniki zdają się sugerować przynajmniej pewną dwoistość struktury...


(J)aga

Nawiązując do mojej poprzedniej wypowiedzi:

Zastosowano także inną metodę i dała ona odmienną perspektywę dwujęzyczności.

Whitaker i współpracownicy zobrazował obszary kory mózgowej odpowiadającej za wykorzystywanie języka u 2 pacjentów dwujęzycznych, leczonych z powodu padaczki.
Aplikowano stymulację elektryczną do kory każdego z pacjentów.

(Stymulacja elektryczna ma tendencję do hamowania aktywności, co prowadzi do zmniejszenia umiejętności nazywania przedmiotów, których wspomnienia są przechowywane w stymulowanym miejscu).

Wyniki uzyskane u obu pacjentów były takie same i mogą one pomóc w wyjaśnieniu sprzeczności występujących w literaturze :p

Wyniki: niektóre obszary mózgu wykazywały takie same zaburzenia nazywania przedmiotów w obu językach ale w innych obszarach mózgu stwierdzono odmienne zaburzenia w jednym i drugim języku. Uzyskane wyniki sugerują ponadto, że słabiej znany język jest reprezentowany w sposób bardziej rozlany w całej korze niż język lepiej znany.
Zatem: pytanie o to, czy dwa języki są reprezentowane pojedynczo, czy oddzielnie, może nie być właściwym pytaniem. :cool:

Wyniki omawiane tutaj sugerują, że niektóre aspekty obu języków mogą być reprezentowane pojedynczo, a inne oddzielnie :D

(J)aga

Klempicz
04-21-2008, 12:54
Wyniki omawiane tutaj sugerują, że niektóre aspekty obu języków mogą być reprezentowane pojedynczo, a inne oddzielnie :D

To nawet jest uzasadnione przez teorię języka jako instynktu, o której pisałem powyżej. Jasne jest, że zasady gramatyczne, których używamy instynktownie będą "podpadać" pod wspomniany przeze mnie moduł językowy, ale leksykon już nie - nie jest przecież tak, że zdolność nauki nowych słów w pewnym wieku się zatraca. Poza tym użycie słownictwa nie odbywa się na zasadzie instynktu, ale procesów pamięciowo-skojarzeniowych, które już instynktem nie są, a więc nie będą zlokalizowane w tych samych obszarach mózgu.

Pozdrawiam!

Jaga
04-22-2008, 15:18
Można stwierdzić, że dwa języki dzielą niektóre ale nie wszystkie aspekty umysłowej reprezentacji. Uczenie się drugiego języka stanowi często plus ale będzie on większy, jeżeli osoba ucząca się drugiego języka znajduje się w otoczeniu, w którym uczenie się drugiego języka dodaje coś do pierwszego, a nie odejmuje od niego.
Co więcej, aby ujawniły się zalety znajomości drugiego języka, drugi język musi być dobrze opanowany.
W szkole uczniowie uczą się zwykle drugiego języka zaledwie 2 lub 3 lata, najwyżej kilka godzin w tygodniu.
Takie podejście nie sprzyja ujawnieniu się korzystnych aspektów dwujęzyczności. Niemniej sztuka szkolna daje pewne korzystne efekty w nabywaniu syntaksy, zwłaszcza gdy drugi język jest przyswajany po okresie dorastania. Co więcej, poszczególni uczący powinni poszukiwać specyficznych technik przyswajania języka, które będą pasować do ich własnych umiejętności i preferencji oraz celów używania drugiego języka...

(J)aga :D

Klempicz
04-22-2008, 15:35
Można stwierdzić, że dwa języki dzielą niektóre ale nie wszystkie aspekty umysłowej reprezentacji. Uczenie się drugiego języka stanowi często plus ale będzie on większy, jeżeli osoba ucząca się drugiego języka znajduje się w otoczeniu, w którym uczenie się drugiego języka dodaje coś do pierwszego, a nie odejmuje od niego.
Co więcej, aby ujawniły się zalety znajomości drugiego języka, drugi język musi być dobrze opanowany.
W szkole uczniowie uczą się zwykle drugiego języka zaledwie 2 lub 3 lata, najwyżej kilka godzin w tygodniu.
Takie podejście nie sprzyja ujawnieniu się korzystnych aspektów dwujęzyczności. Niemniej sztuka szkolna daje pewne korzystne efekty w nabywaniu syntaksy, zwłaszcza gdy drugi język jest przyswajany po okresie dorastania. Co więcej, poszczególni uczący powinni poszukiwać specyficznych technik przyswajania języka, które będą pasować do ich własnych umiejętności i preferencji oraz celów używania drugiego języka...

(J)aga :D

Co to znaczy, że drugi język dodaje coś do pierwszego, a nie odejmuje? I jak się ma nauka drugiego języka w szkole (nawet w okresie przed dorastaniem) do dwujęzyczności? Bo wydaje mi się, że są to dwie różne sprawy. Proszę szerzej :)

Pozdrawiam!

Jaga
04-22-2008, 16:18
Szerzej na temat pierwszej kwestii było w moich wcześniejszych wypowiedziach - ostatni post potraktowałam jako pewien rodzaj "podsumowania". Dokopię się do wcześniejszych postów i dam znać :D

(J)aga

Jaga
04-23-2008, 09:44
"Aby ujawniły się zalety znajomości drugiego języka, drugi język musi być dobrze opanowany.
W szkole uczniowie uczą się zwykle drugiego języka zaledwie 2 lub 3 lata, najwyżej kilka godzin w tygodniu.
Takie podejście nie sprzyja ujawnieniu się korzystnych aspektów dwujęzyczności".

Jak wspomniałam wcześniej - niektóre aspekty syntaksy mogą nawet być nabywane łatwiej po okresie dorastania, natomiast opanowanie bardzo dobrej wymowy zależy od wczesnego uczenia się języka.
Szkoła nie daje możliwości rozwijania drugiego języka w należytym stopniu i nie sprzyja rozwijaniu dwujęzyczności na pewnym etapie życia dziecka, kiedy nacisk powinien być położony np. na odpowienią wymowę.


Może to brzmieć dość skomplikowanie, dlatego póki co odsyłam bardziej zainteresowanych do badań przeprowadzonych przez Harry'ego Bahricka w 1994 r.,Johnsona i Newporta w 1989 i 1991 r. Asher i Garcia - 1969 r. oraz Oyama - 1976 r. :D :D :D

Pozdr.
(J)aga

monisz
01-30-2009, 22:08
Zagadnienie dwujęzyczność jest bardzo ciekawe. Z pewnością nie można nazwać osoby dwujęzyczną, jeśli tylko uczy się jednego czy dwóch języków obcych. Bycie osoba dwujęzyczną to, tak jak już zostało wspomniane w dyskusji stały kontakt z kulturą dwóch języków, literaturą, zwyczajami i obyczajami etc.
Myślę, że odpowiednim przykładem osoby dwujęzycznej jest pewna mała dziewczyna (hiszpanka? włoszka?) która poznałam parę lat temu w Hiszpanii. Były wakacje, a owa dziewczynka przyjechała z rodzicami, mama jest Hiszpanką, a tata Włochem, aby wspólnie z hiszpańską rodziną mamy spędzić wakacje w Hiszpanii. Na co dzień dziewczynka mieszka z rodzicami we Włoszech, gdzie z pewnościa poznaje kulture Włoch, uczy się języka włoskiego, bawi się z włoskimi dziećmi. Tata mówi do niej po włosku, mama po hiszpańsku. Rodzice rozmawiają ze soba po włosku. Ale wakacje zawsze spędzają w Hiszpanii, gdzie dziadkowie i inni członkowie rodziny (ogólnie wiaodmo, że rodziny hiszpańskie czy włoskie są bardzo liczne;)) rozmawiają z dziewczynką po hiszpańsku, opowiadają jej bajki po hiszpańsku, z pewnością też przekazują wiedzę o tradycji i historii Hiszpanii. Może się wydawać, że miesięczny wakacyjny pobyt w Hiszpanii to za mało, żeby uznać Elenę, tak ma na imię dziewczynka za dwujęzyczną, ale jeśli dodać do tego aktywne próby mamy Hiszpanki aby krzewić w córce wartości hiszpańskie, pamięc o swoich korzeniach, wysiłki rodziny, aby wnuczka czuła sie tez hiszpanką, uczenie Eleny od małego, że na dobrą sprawę ma dwie ojczyzny i równomierne proby, aby była poł hiszpanka, pól włoszka, to moim zdaniem, to jest własnie typowa osoba dwujezyczna:)
Wszystko zalezy od wysilkow rodzicow i rodziny osob pochodzacych z roznych krajow, aby nie zaniedbywac jednej kultury/ jezyka/ obyczajow kosztem drugiej kultury.

TomsiaPiotr
02-01-2009, 19:44
Podoba mi się mówienie o języku jak o instynkcie. Często objawia się to u osób dwujęzycznych w nagłych sytuacjach, tak jak wspomniane wcześniej przytrzaśnięcie ręki w drzwiach itd... To bardzo ciekawe.

Ciekawi mnie też, jak takie osoby sprawdzają się w tłumaczeniu, zwłaszcza konsekutywnym/symultanicznym. Ostatnio ktoś mi mówił, że osoby dwujęzyczne nie mogą być dobrymi tłumaczami ustnymi. Dodał też, że opiera swoje spostrzeżenia na własnych obserwacjach. Motywował to móiąc, ze osoby takie zbyt często używają kalek językowych. Jak myślicie?

monisz
02-02-2009, 11:40
Hm... ciekawe pytanie postawiłeś. Czy osoby dwujęzyczne nie nadają się na tłumaczy ustnych? Moim zdaniem, wszystko zależy od indywidualnych predyspozycji, tak samo jak w przypadku osób jednojęzycznych;) Uważam jednak, że osoby dwujęzyczne mają lepiej rozwinięte zdolności językowe, jeśli oczywiście od małego są uczone dwóch języków na równym poziomie i są świadome różnice gramatycznych/ językowych/ lingwistycznych między dwoma językami. Nie mówię oczywiście o jakieś wiedzy bardzo fachowej i specjalistycznej. Chodzi bardziej o zakresy znaczeniowe słów/ wyrażeń/ powiedzeń oraz o ogólną wiedzy z zakresu budowy zdania i gramatyki języka. Wydaje mi się, że dzieci dwujęzyczne często same nieświadomie mogą tłumaczyć sobie wypowiedzi z jednego języka na drugi, jeśli mają rodziców mówiących różnymi językami. Taki wczesny trening poddany w dorosłym życiu fachowej 'obróbce' , moim zdaniem, może skutkować narodzinami dobrego tłumacza ustnego:D

TomsiaPiotr
02-03-2009, 09:47
Zgadzam się z Tobą, dlatego też zdziwilo mnie kiedy usłyszałem teze ze osoby dwujęzyczne mają większe problemy z tłumaczeniem. Zawsze byłem przekonany osoby te mają lepsze predyspozycje oraz lepsze szanse na starcie. Dlatego się zdziwilem, ale widze ze nie ja jeden:). Moze jeszcze ktoś sie wypowie w temacie?

BasiaS
02-03-2009, 12:48
czytałam ostatnio artykuł dot. dwujęzyczności i tak np. wspomniano o dwóch systemach wychowania w dwujęzyczności:
1. OPOL (one-person-one-language) dotyczy rodzin mieszanych i oznacza, że każde z rodziców komunikuje się z dzieckiem w swoim ojczystym języku.
2.mL@H (minority language at home) dotyczy rodzin emigranckich i oznacza, że w domu używa się języka ojczystego rodziców, natomiast języka środowiska dziecko uczy się poprzez kontakt z otoczeniem - native speakers.
Autorka stwierdziła, że ważniejsza od metody jest konsekwencja rodziców, która pozwala osiągać najlepsze efekty - ozwój językowy dziecka jest zbalansowany

BasiaS
02-03-2009, 13:00
wracając do ewentualnych problemów w tłumaczeniach ustnych, zgadzam się z Monisz. Myślę, że osoby dwujęzyczne świadome różnic pomiędzy językami; posiadające wiedzę w temacie tłumaczenia mają lepsze predyspozycje niż osoby nie-dwujęzyczne.

mstep
02-03-2009, 13:15
A ja bym chyba nie szła tak w zaparte z tym, że osoby dwujęzyczne koniecznie muszą mieć lepszy start w zawodzie tłumacza ustnego. Na poziomie swobodnej wypowiedzi, płynności- z pewnością, ale co z bardziej skomplikowanymi, fachowymi rejestrami obu języków? Nie sądzicie że na pewnym poziomie, z którym jako dzieci nie mamy styczności w swoim języku (np język prawniczy) szanse się wyrównują? Przecież na dobrą sprawę jeżeli chodzi o tak specyficzne systemy językowe to GRO trzeba się uczyć jakby od zera..
Z tego co wiem, osoby dwujęzyczne niekoniecznie np. są najlepszymi studentami na studiach językowych...
Oczywiście nie chcę przez to powiedzieć, że poprzednie wypowiedzi są nieuzasadnione, chciałabym tylko wskazać na możliwość spojrzenia na to interesujące nas wszystkich (nierzadko zazdroszczące dwujęzycznym;)) zagadnienie z trochę innej perspektywy..

mstep
02-03-2009, 13:31
A co sądzicie o popularnym chyba (przynajmniej ostatnio) pomyśle wychowywania dzieci w dwujęzyczności przez rodziny, w których przynajmniej jedno z rodziców to Anglista (czy też Germanista, itp.), ale Polak? Opinie w społeczeństwie są chyba dosyć podzielone; niektórzy wychwalają taką metodę wychowywania jako dającą dziecku na starcie przewagę nad innymi w postaci - wiadomo- znajomości drugiego języka, inni znowu wyrażają obawę, że dzieci takie mogą doznawać swoistego "pomieszania" i dezorientacji w momencie rozpoczęcia edukacji szkolnej, włączenia w środowisko rówieśników. Pytania niby te same, co w przypadku rodziców mieszanych narodowości, ale z drugiej strony, rodzicie- Polacy mają przecież wybór. No i powinni być świadomi własnych ograniczeń- a co jeśli okaże się, że tata Anglista jednak robi czasem jakiś błąd- językowy, stylistyczny,itp. i automatycznie przekaże go dziecku, któremu później trudno będzie to wykorzenić? Co o tym myślicie?

Tom z Sopotu
02-03-2009, 13:36
A co sądzicie o popularnym chyba (przynajmniej ostatnio) pomyśle wychowywania dzieci w dwujęzyczności przez rodziny, w których przynajmniej jedno z rodziców to Anglista (czy też Germanista, itp.), ale Polak? Opinie w społeczeństwie są chyba dosyć podzielone; niektórzy wychwalają taką metodę wychowywania jako dającą dziecku na starcie przewagę nad innymi w postaci - wiadomo- znajomości drugiego języka, inni znowu wyrażają obawę, że dzieci takie mogą doznawać swoistego "pomieszania" i dezorientacji w momencie rozpoczęcia edukacji szkolnej, włączenia w środowisko rówieśników. Pytania niby te same, co w przypadku rodziców mieszanych narodowości, ale z drugiej strony, rodzicie- Polacy mają przecież wybór. No i powinni być świadomi własnych ograniczeń- a co jeśli okaże się, że tata Anglista jednak robi czasem jakiś błąd- językowy, stylistyczny,itp. i automatycznie przekaże go dziecku, któremu później trudno będzie to wykorzenić? Co o tym myślicie?

Już tu chyba o tym rozmawialiśmy wcześneij - ja osobiście wątpię w zdolność rodziców do zachowania konsekwencji w takim układzie. Jeśli rodzic nie jest nativem, to się raczej po prostu nie uda, według mnie.

monisz
02-03-2009, 14:45
Zgadzam się z Mstep, że nie wszystkie osoby dwujęzyczne poradzą sobie na studiach językowych. Ale analogiczna sytuacja pojawia się w przypadku osób jednojęzycznych. Tylko ci 'wybrani', powiedzmy najbardziej elastyczni mają szanse zaistnieć na rynku tłumaczeniowym. Chodzi chyba jednak o fakt, że osoby z rodzin mieszanych mają kontakt z, nazwijmy to, prostszą wersją tłumaczenia właściwie od małego. Mogą nieświadomie wypracować sobie pewne schematy przydatne później w ewentualnej pracy tłumacza.

monisz
02-03-2009, 14:53
Poza tym, zauważam, że często powtarza się stweirdzenie, że wiele zależy od rodziców, od ich postawy i motywacji do nauki dziecka swojego ojczystego języka (oczywiście w przypadku rodzin mieszanych).
Wydaje mi się, że jest to prawdziwym wyzwaniem dla rodzica, który mieszka np w kraju współmałżonka daleko od ojczyzny, aby samemu poradzić sobie z edukacją dziecka/ dzieci. Jednak jeśli rodzic nie jest wystarczająco zmotywowany i np nie ma możliwości częstych wizyt w ojczyźnie drugiego rodzica lub nie ma kontaktu z rodziną, to taka osoba prędzej czy później podda się i dziecko będzie posługiwało się tylko jednym językiem.

Uważam, że omawianie zagadnienie jest bardzo interesujące, ale też wieloaspektowe. Wiele zależy od indywidualnych predyspozycji, od warunków środowiskowych oraz od postawy rodziców.

BasiaS
02-03-2009, 21:35
Ktoś wcześniej wspomniał o trójjęzyczności: rodzice porozumiewają się z dzieckiem w swoich językach ojczystych, a między sobą w jakimś zupełnie innym. zastanawiając się nad tym zjawiskiem doszłam do wniosku, że na dłuższą metę taka trójjęzyczność jest niemożliwa. Nawet jeśli rodzice mówią do dziecka np. po polsku i hiszpańsku a pomiędzy sobą porozumiewają się po angielsku z czasem któreś z nich przyswoi język drugiego z partnerów( zakładając, że mieszkają w ojczyźnie któregoś z nich), w wyniku tego dziecko nie będzie miało kontaktu z 3 językiem (przynajmniej w domu), rodzicom pewnie zabraknie, wcześniej wspomnianej, konsekwencji. Co pozostali o tym sądza?

monisz
02-04-2009, 11:37
Moim zdaniem, trójjęzyczność nie ma większych szans na przetrwanie, zgodnie z zasadą: 'co za dużo to niezdrowo'. W tym wypadku zgadzam się z maksymą, ponieważ jeśli w domu dziecko będzie obcować z trzema różnymi językami w pewnym momencie wszystko może mu sie pomieszać w głowie i, oby nie, zacznie mówić jakimś własnym esperanto;) Tak jak już zostało przedyskutowane, problemy pojawiają się nawet podczas nauki dwóch języków, więc myślę, że nie ma większego sensu wprowadzanie jeszcze innego, trzeciego języka.
:)

basiap
02-04-2009, 16:44
A ja bym chyba nie szła tak w zaparte z tym, że osoby dwujęzyczne koniecznie muszą mieć lepszy start w zawodzie tłumacza ustnego. Na poziomie swobodnej wypowiedzi, płynności- z pewnością, ale co z bardziej skomplikowanymi, fachowymi rejestrami obu języków? Nie sądzicie że na pewnym poziomie, z którym jako dzieci nie mamy styczności w swoim języku (np język prawniczy) szanse się wyrównują? Przecież na dobrą sprawę jeżeli chodzi o tak specyficzne systemy językowe to GRO trzeba się uczyć jakby od zera..

Muszę się zgodzić z mstep. Też mi się wydaje, że niekoniecznie zawsze osobom dwujęzycznym jest łatwiej jeśli chodzi o tłumaczenie. Mam koleżankę, która w wieku 8 lat wyjechała z rodzicami do Stanów (teraz ma 25lat). Zna bardzo dobrze obydwa języki ale mimo wszystko myśli po angielsku i tym językiem posługuje się swobodniej (wpływ otoczenia, kultury) a podczas jednej z naszych rozmów stwierdziła, że wcale nie byłoby jej łatwiej gdyby miała pracować jako tłumacz i zajmować się tłumaczeniami fachowymi. Tłumaczenie swobodnych wypowiedzi nie stwarza jej żadnych problemów, co innego jednak np. język prawniczy…

basiap
02-04-2009, 17:00
Co do samego zagadnienia to muszę przyznać, że jest ono rzeczywiście niezwykle ciekawe… zgadzam się ze stwierdzeniami, które pojawiły się już wcześniej, że o dwujęzyczności możemy mówić głównie wtedy, gdy nauka drugiego języka zaczyna się bardzo wcześnie, już w dzieciństwie. Dziecko uczy się dwóch języków w podobny sposób – przyswaja je automatycznie nie zwracając uwagi na gramatykę, składnię…w wieku późniejszym jest już zdecydowanie trudniej. Ja sama zawsze zazdrościłam osobom, które miały możliwość uczyć się dwóch języków już od dziecka :)

NoOne3
02-04-2009, 17:49
W kwestii dzieci jestem totalnym laikiem, ale znajomy rodziny ma córkę i razem z żoną-francuską uczyli jej dwóch języków od maleńkości. W efekcie trzeba było ją potem dodatkowo "oduczać" pewnych rzeczy, bo mała sobie złożyła swój własny pidgin i używała obu języków naraz, wybierając mniej kłopotliwe słowa z obu.

TomsiaPiotr
02-04-2009, 20:24
Co do dwujęzyczności, to sam myślałem czy bym nie chciał mówic w przyszlosci do dziecka po angielsku. Jeden z moich wykladowcow tak robil, bardzo smieszne rzeczy wychodzily. Wszyscy lubilismy sluchac jego historyjek. W dodatku jest on jezykoznawca wiec mial okazje, zeby wiele sie z tego jeszcze czegos nauczyc, cos wyniesc. Bardzo ciekawe doswiadczenie, sadze ze to moze dziecku znaczaco pomoc. Wplywa tez to pozytywnie na jego przyszlosc. Mam na mysli lepszy start, znajomosc dwoch jezykow. Sam nie wiem.

basiap
02-04-2009, 21:38
Tez się nad tym kiedyś zastanawiałam:) z jednej strony to fajna sprawa, bo dziecku byłoby zdecydowanie łatwiej szczególnie teraz gdy znajomość przynajmniej jednego języka obcego jest podstawą. Z drugiej strony jednak jest to ciężkie i naprawde odpowiedzialne zadanie. Jak już się na to decydujemy to trzeba do tego naprawdę umiejętnie podejść i być przede wszystkim konsekwentnym…żeby później dziecko się w tym wszystkim nie pogubiło…

mstep
02-05-2009, 17:38
Rodzice muszą być jednak bardzo odpowiedzialni i, co tu dużo mówić, bardzo pewni swoich umiejętności. Ja np mam wrażenie, że pomimo, że poziom drugiego języka mam ponadprzeciętny, to jednak nigdy nie będzie on perfekcyjny i czasami zdarza mi się palnąć jakiś głupi błąd. Mając do czynienia z materią mózgu i rozwoju własnego dziecka....oj, chyba bym nie zaryzykowała potencjalnych błędów. Myślę, że to niekoniecznie musi być dwujęzyczność. Nawet trochę mniej intensywna nauka języka obcego od dziecka może dużo dać, tak mi się wydaje. Co myślicie o metodach nauki języka dla bardzo małych dzieci? Helen Doron? A może znacie inne?

TomsiaPiotr
02-06-2009, 22:24
Niestety nie moge się z wami zgodzic. Oczywiscie, trzeba byc konsekwentnym, ale najwazniejszy jest sam kontakt z językiem, zeby dziecko staralo sie go imitowac. Ewentualne błędy można pozniej poprawic:).

Jaga
02-23-2009, 23:02
Zatem nauka drugiego języka obowiązkowo w przedszkolu? Czy może wcześniej? Teoretycznie dziecko przyswaja wszystko już od pierwszych dni życia :) Słyszałam też o przypadkach, że dwujęzyczna mama mówiła do nienarodzonego bobasa w ostatnich tygodniach jej ciąży w 2 językach (za zmianę) :rolleyes: Niezła desperacja, a z drugiej strony, ciekawe, czy coś takiego działa :confused:

kasiaw
02-24-2009, 18:27
Nie wiem czy dwujęzyczność wpływa na inteligencję, ale myślę, że na pewno nie zmienia sposobu myślenia. Jeśli o czymś myślimy to jakie to ma znaczenie w jakim języku?? Według mnie nie ma żadnego.

Tom z Sopotu
02-25-2009, 14:00
Nie wiem czy dwujęzyczność wpływa na inteligencję, ale myślę, że na pewno nie zmienia sposobu myślenia. Jeśli o czymś myślimy to jakie to ma znaczenie w jakim języku?? Według mnie nie ma żadnego.

Ma to znaczenie wtedy, gdy w różnych językach znaczenia pojęć się nie pokrywają, albo gdy w jednym języku jakieś pojęcie występuje, a w drugim nie. Niektóre plemiona Indian mają np. określenie na przestrzeń wewnątrz ucha od dzbana - podczas gdy my takiego pojęcia nie znamy. Dla Indian ma to jednak zapewne jakieś znaczenie praktyczne, inaczej więc prawdopodobnie myślą oni o tej przestrzeni, o uchu i o całym dzbanie, niż my. To błahy przykład, ale zapewne znalazłyby się i bardziej fundamentalne.
Jeszcze raz mogę tu też przywołać orwellowską nowomowę: język celowo pozbawiony pewnych pojęć po to, by nie dało się w ogóle myśleć o niektórych sprawach (tak jak u Boya w kontekście ubóstwa polskiego języka erotycznego: "Gdzie zatraca się pojęcie, tam i sama rzecz umiera"). Zasób pojęć z pewnością determinuje sposób myślenia. Ma więc znaczenie, czy dany język jest w pojęcia uboższy czy bogatszy - w jednym z tych jezyków będzie się myśleć inaczej niż w drugim. W takim wypadku osoba dwujęzyczna będzie miała szerszy zasób pojęciowy niż osoba znająca tylko język w pojęcia uboższy - czyli o pewnych problemach będzie myśleć inaczej, bo szerzej.

Galleahad
05-04-2009, 09:25
Zgadzam się z tym, że im więcej języków się zna, tym szerzej postrzega się świat. Choćby ów słynny przykład, że eskimosi mają kilkanaście określeń na śnieg w zależności od jego temperatury, konsystencji itp. A gdyby np. porównać polskie i francuskie słownictwo erotyczne? Moim zdaniem polski w tym przypadku niedobór leksykalny wpływa też na pewne cechy narodowe.

Nawiązując jeszcze do dwujęzyczności; moim zdaniem każdy język jest reprezentowany przez niezależne struktury w mózgu - dlatego nie każdy poliglota jest od razu tłumaczem - połączenia trzeba sobie umocnić. Znam pewien przypadek opisywany przez neurologów. Otóż pewien profesor językoznawca, zajmujący się grupą dialektów kazachskich doznał udaru mózgu. Wskutek tego nabawił się afazji i nie był w stanie porozumieć się ze światem w żadnym języku poza jednym praktycznie już martwym dialektem, którym się zajmował. Doszło do absurdalnej sytuacji, że jedynie jego współpracownik - adiunkt - był w stanie przetłumaczyć, co profesor ma na myśli. Potrzebny był do komunikacji z rodziną, lekarzami itd. Nie wiem niestety, jaki sprawa miała koniec, ale taki fakt stanowi dowód na to, że im więcej znamy języków, tym bardziej rozbudowane struktury mózgu - przy tym nie chodzi tu o konkretne obszary odpowiedzialne za mowę, tj. ruchy krtani, języka, ust, ale połączenia neuronów, których nie da się zlokalizować w jednym miejscu.

Tom z Sopotu
05-04-2009, 13:09
Znam pewien przypadek opisywany przez neurologów. Otóż pewien profesor językoznawca, zajmujący się grupą dialektów kazachskich doznał udaru mózgu. Wskutek tego nabawił się afazji i nie był w stanie porozumieć się ze światem w żadnym języku poza jednym praktycznie już martwym dialektem, którym się zajmował. Doszło do absurdalnej sytuacji, że jedynie jego współpracownik - adiunkt - był w stanie przetłumaczyć, co profesor ma na myśli. Potrzebny był do komunikacji z rodziną, lekarzami itd. Nie wiem niestety, jaki sprawa miała koniec, ale taki fakt stanowi dowód na to, że im więcej znamy języków, tym bardziej rozbudowane struktury mózgu - przy tym nie chodzi tu o konkretne obszary odpowiedzialne za mowę, tj. ruchy krtani, języka, ust, ale połączenia neuronów, których nie da się zlokalizować w jednym miejscu.

Niesamowity wypadek! :eek:

JoannaGawron
10-07-2009, 12:58
Uzupełnieniem tematu jest artykuł "Wielojęzyczność - fakty i mity" (Anna Maria Tuckett).

Autorka pisze o tym, że nie ma żadnych dowodów na to, że nauka więcej niż jednego języka wpływa negatywnie na rozwój dziecka, wręcz przeciwnie, jest wiele dowodów na to, że jest to pozytywne doświadczenie, które korzystnie wpływa na jego inteligencję. Dorastanie natomiast w dwujęzycznym środowisku wpływa na przyszłe zdolności językowe dziecka i ułatwia naukę kolejnych języków oraz rozwija zdolność abstrakcyjnego myślenia.

http://www.pinezka.pl/byl-sobie-czlowiek-arch/2624-wielojezycznosc-fakty-i-mity

itotyle
11-15-2009, 11:24
Witam,
piszę pracę magisterską o kreatywności werbalnej i jej związkach z posługiwaniem się językami obcymi, w tym dwujęzycznością. W związku z tym szukam osób, które są dwujęzyczne, są studentami i zechciałyby wziąć udział w moim bardzo przyjemnym badaniu.
Zainteresowanych bardzo proszę o zgłaszanie sie do mnie via email: itotyle@gmail.com

pozdrawiam
Justyna B

Dorota Sałata
11-15-2009, 12:08
Psycholingwistów fascynuje kilka pytań: Jeżeli jakaś osoba potrafi mówić i myśleć w dwóch językach, to czy myśli odmiennie w każdym z nich? Inaczej mówiąc: czy osoby dwujęzyczne myślą inaczej niż osoby jednojęzyczne? Jakie różnice, jeśli jakiekolwiek, wynikają z dostępności dwóch języków, w porównaniu z jednym?
Czy dwujęzyczność wpływa - pozytywnie lub negatywnie - na inteligencję?

Z góry dziękuję za burzliwą dyskusję w tej kwestii :D

Pozdrawiam,
Jaga

Sama doświadczyłam myślenia w dwóch językach gdy zamieszkałam z angielską rodziną. Nie miałam styczności z językiem polskim i moje myśli po pewnym czasie przeszły na język angielski.Śmieszne uczucie na prawdę jak sobie z tego zdałam sprawę np. odkurzając, myślałam sobie I'm vacuuming now.
Nie zauważyłam natomiast bym myślała odmiennie w każdym z tych języków.

izabellaw
03-08-2010, 18:40
Zagadnienie dwujęzyczność jest bardzo ciekawe. Z pewnością nie można nazwać osoby dwujęzyczną, jeśli tylko uczy się jednego czy dwóch języków obcych. Bycie osoba dwujęzyczną to, tak jak już zostało wspomniane w dyskusji stały kontakt z kulturą dwóch języków, literaturą, zwyczajami i obyczajami etc.
Myślę, że odpowiednim przykładem osoby dwujęzycznej jest pewna mała dziewczyna (hiszpanka? włoszka?) która poznałam parę lat temu w Hiszpanii. Były wakacje, a owa dziewczynka przyjechała z rodzicami, mama jest Hiszpanką, a tata Włochem, aby wspólnie z hiszpańską rodziną mamy spędzić wakacje w Hiszpanii. Na co dzień dziewczynka mieszka z rodzicami we Włoszech, gdzie z pewnościa poznaje kulture Włoch, uczy się języka włoskiego, bawi się z włoskimi dziećmi. Tata mówi do niej po włosku, mama po hiszpańsku. Rodzice rozmawiają ze soba po włosku. Ale wakacje zawsze spędzają w Hiszpanii, gdzie dziadkowie i inni członkowie rodziny (ogólnie wiaodmo, że rodziny hiszpańskie czy włoskie są bardzo liczne;)) rozmawiają z dziewczynką po hiszpańsku, opowiadają jej bajki po hiszpańsku, z pewnością też przekazują wiedzę o tradycji i historii Hiszpanii. Może się wydawać, że miesięczny wakacyjny pobyt w Hiszpanii to za mało, żeby uznać Elenę, tak ma na imię dziewczynka za dwujęzyczną, ale jeśli dodać do tego aktywne próby mamy Hiszpanki aby krzewić w córce wartości hiszpańskie, pamięc o swoich korzeniach, wysiłki rodziny, aby wnuczka czuła sie tez hiszpanką, uczenie Eleny od małego, że na dobrą sprawę ma dwie ojczyzny i równomierne proby, aby była poł hiszpanka, pól włoszka, to moim zdaniem, to jest własnie typowa osoba dwujezyczna:)
Wszystko zalezy od wysilkow rodzicow i rodziny osob pochodzacych z roznych krajow, aby nie zaniedbywac jednej kultury/ jezyka/ obyczajow kosztem drugiej kultury.

nie zgodzę się, że osoba bilingwalna to jedynie osoba która ma stały kontakt z kulturami danych języków. są różne rozumienia zjawiska bilingwalizmu wg mnie najbardziej neutralną definicją osoby bilingwalnej jest osoba która z łatwością potrafi przejść z mówienia w jednym języku do mówienia w drugim (code-switching). jednak są również inne definicje bilingwalizmu:

Weinreich:
Coordinate Bilingualism: In this type, the person learns the languages in separate environments, and words of the two languages are kept separate with each word having its own specific meaning. An instance of this is seen in a Cameroonian child learning English at school. This may also be referred to as subtractive bilingualism.

Compound Bilingualism: Here, the person learns the two languages in the same context where they are used concurrently, so that there is a fused representation of the languages in the brain. This is the case when a child is brought up by bilingual parents, or those from two different linguistic backgrounds. This is additive in nature.

w tym momencie nie pamiętam jaki to był rodzaj bilingwalizmu jednak jedna z definicji z którą się spotkałam nazywała osobą bilingwalną tą która posługuje się 2 językami jedynie na poziomie komunikatywnym. z tego wniosek ze co specjalista to inna definicja a każdy z nas możne mieć swój własny subiektywny pogląd na ten temat ;]