PDA

View Full Version : Trudności w opracowywaniu napisów do filmów


mrówkojad
03-28-2008, 11:53
Łatwo jest krytykować tłumaczenia filmów, ale nie wszyscy zdają sobie sprawę, z jakiego rodzaju problemami musi się zmierzyć osoba tworząca napisy dialogowe. Sporym wyzwaniem jest tutaj fakt, że medium dźwiękowe zastępuje się wizualnym, powoduje to ograniczenia dla tłumacza, pewne słowa zostają w tłumaczeniu pominięte. W przypadku tego typu tłumaczeń liczą się więc nie tylko umiejętności językowe.
Czy jesteście zwolennikami wiernych tłumaczeń także w przypadku tych realizowanych za pomocą napisów dialogowych?

Zainteresowanych tematem odsyłam do artykułu:
http://serwistlumacza.com/content/view/24/32/

Tom z Sopotu
03-30-2008, 18:53
Czy jesteście zwolennikami wiernych tłumaczeń także w przypadku tych realizowanych za pomocą napisów dialogowych?

Na tyle, na ile się da. Oczywiście, bywa że polskiego tekstu będzie więcej niż oryginalnego (np. mam wrażenie, że hiszpańscy aktorzy mówią dużo szybciej i pewnie listy dialogowe są przez to dłuższe, bo standardowy film trwa tyle samo ;) ), ale trzeba to robić myśląc i pozbywać się tylko rzeczy faktycznie najbardziej zbędnych, a nie czegokolwiek, byle było krócej. Postulatu natomiast, by skracać napisy, bo ludzie generalnie nie nadążają z czytaniem, nie uznaję za argument w ogóle. Czyjaś nieumiejętność czytania nie może powodować, że ludzie, którzy w przeciwieństwie do niego zadali sobie trud i nauczyli czytać szybciej, mają tracić część sensu dialogu, by półanalfabeta mógł nadążyć. Można nie znać obcych języków, ale wymaganie umiejętności czytania nie jest wygórowane.

anya
03-30-2008, 20:26
Problem z napisami nie ogranicza się tylko do tego czy ktoś czyta szybko czy wolno. Gdyby tłumacze filmów mieli pisać dokładnie to co mówią aktorzy napisy albo zajęłyby pół ekranu, albo nawet szybko czytające osoby by nie nadążyły. Oczywiście nie zawsze tak się zdarza, ale jest to dość częste. Poza tym to co się "wyrzuca" z materiału to są często jakieś powtórzenia (np. "It was really great! Fascinating! Awesome!" zamieni się na proste "To było świetne!") albo rzeczy w stylu "Powiem wam, że...". Robi się to w taki sposób, żeby pomimo ograniczeń, które są na tłumaczy nakładane zachować treść.
I jeszcze dodam, że to nie do końca od tłumacza zależy jakiej długości będzie tekst. Firma dla której pracuje wymaga tych skróceń, a jeżeli tłumacz napisze za dużo - sami utną część tekstu.

Tom z Sopotu
03-31-2008, 11:53
Problem z napisami nie ogranicza się tylko do tego czy ktoś czyta szybko czy wolno. Gdyby tłumacze filmów mieli pisać dokładnie to co mówią aktorzy napisy albo zajęłyby pół ekranu, albo nawet szybko czytające osoby by nie nadążyły.

Myślę, że takie sytuacje należą jednak do rzadkości. Zazwyczaj wystarczyłoby po prostu trzymać na ekranie krótszy napis o pół sekundy krócej i w sumie by się większość tekstu pomieściła. Skrót powinien być ostatecznością. Chyba że chodzi faktycznie o ozdobniki czy wykrzykniki, o których mówisz. Ale już nie np. o coś takiego, jak widziałem wczoraj w filmie "Dziękujemy za palenie": odpowiedź bohatera na pytanie brzmiała w oryginale "For the most part yes", co było o tyle istotne, że bohater, jako manipulujący słowem lobbysta i rzecznik przemysłu tytoniowego, czyli adwokat diabła, opiera większość swoich wypowiedzi na trudno dostrzegalnych, a wpływających sens zdania niuansach, posługując się słowem bardzo precyzyjnie. Tłumacz natomiast skrócił sobie sprawę, tłumacząc po prostu "Tak", bo jeszcze ktoś mógłby nie zdążyć przeczytać "w większości". No nijak mi jednak to tłumaczenie nie zachowuje pierwotnego sensu, a tego typu skróty są dzisiaj nagminne. Przyczyną jest ślepota tłumaczy, czy głupota dystrybutorów? Wcale nie jestem pewien.

joannaj
05-06-2008, 22:05
Myślę, że takie sytuacje należą jednak do rzadkości. Zazwyczaj wystarczyłoby po prostu trzymać na ekranie krótszy napis o pół sekundy krócej i w sumie by się większość tekstu pomieściła. Skrót powinien być ostatecznością. Chyba że chodzi faktycznie o ozdobniki czy wykrzykniki, o których mówisz. Ale już nie np. o coś takiego, jak widziałem wczoraj w filmie "Dziękujemy za palenie": odpowiedź bohatera na pytanie brzmiała w oryginale "For the most part yes", co było o tyle istotne, że bohater, jako manipulujący słowem lobbysta i rzecznik przemysłu tytoniowego, czyli adwokat diabła, opiera większość swoich wypowiedzi na trudno dostrzegalnych, a wpływających sens zdania niuansach, posługując się słowem bardzo precyzyjnie. Tłumacz natomiast skrócił sobie sprawę, tłumacząc po prostu "Tak", bo jeszcze ktoś mógłby nie zdążyć przeczytać "w większości". No nijak mi jednak to tłumaczenie nie zachowuje pierwotnego sensu, a tego typu skróty są dzisiaj nagminne. Przyczyną jest ślepota tłumaczy, czy głupota dystrybutorów? Wcale nie jestem pewien.
Przyklad ktory podales oczywiscie jest bledem tlumacza, natomiast sytuacji w ktorych mozna i nalezy dosyc duzo wyciac z napisow wzgledem oryginalu jest naprawde duzo. Nie uwazam, zeby skrot byl ostatecznoscia, bo w wielu przypadkach mozna oddac to samo za pomoca krotszej wypowiedzi. Poza tym napisy mozna skrocic takze dlatego, ze mamy takze przekaz w postaci samego filmu ;)

mstep
01-21-2009, 10:34
Czy nie jest tak, że tak naprawdę sedno sprawy nie leży w długości napisów a w ich precyzyjności? 30 czy 40 znaków nie robi większej różnicy technicznej, a sprawność językowa tłumacza- owszem. Oczywiście zwięzłość się potem na długość linijki bezpośrednio przekłada, ale wydaje mi się, że nie powinna być absolutnym wyznacznikiem jakości. Poszukiwanie odpowiedniego rejestru językowego, idiomatyczności, funkcji kontekstowej zawsze stawiam na pierwszym miejscu, a "docinanie" długości to już kosmetyka.

Tom z Sopotu
01-21-2009, 12:12
Czy nie jest tak, że tak naprawdę sedno sprawy nie leży w długości napisów a w ich precyzyjności? 30 czy 40 znaków nie robi większej różnicy technicznej, a sprawność językowa tłumacza- owszem. Oczywiście zwięzłość się potem na długość linijki bezpośrednio przekłada, ale wydaje mi się, że nie powinna być absolutnym wyznacznikiem jakości. Poszukiwanie odpowiedniego rejestru językowego, idiomatyczności, funkcji kontekstowej zawsze stawiam na pierwszym miejscu, a "docinanie" długości to już kosmetyka.

Tak być powinno, ale już kilkakrotnie spotkałem się - już początku rozmowy o tym - ze zdaniem, że "napisy muszą być krótsze od oryginalnej wypowiedzi". I sądzę, że w praktyce tak to właśnie wygląda - o tym się myśli NAJPIERW, TO jest główne przykazanie przygotowującego napisy, a inne zasady są dopiero posiłkowe. Czyli na odwrót niż być powinno - skracać tekst powinno się dopiero na samym końcu, kiedy widać, że się w żaden sposób nie mieści.

aina
01-21-2009, 12:28
zgadzam się z mstep, bo też przecież proces tłumaczenia dla tłumacza (w przeciwności do maszyn) nie polega na przełożeniu każdego słowa i potem "bawieniu się" nad skróceniem, żeby zmieścić się w wymaganych limitach. Tłumacz raczej zaczyna od zrozumienia, pojęcia koncepcji jaka jest przekazana w danym zdaniu i potem musi to odpowiednio zapisać (wg tego zrozumienia wie też jaki musi być rejestr językowy, fukcja, etc).
Co więcej...przecież trudności z edycją wyświetlanego napisu nie kończą się jedynie na długości. W przypadku długiego tekstu trzeba też wiedzieć jak dobrze podzielić go na dwie linie.
A długość napisu i jego wygląd jest uwarunkowany naszymi predyspozycjami, starannie zbadanymi przez naukowców - ile linii, ile znaków w linii i co najlepiej trafia do odbiorcy.

mstep
01-21-2009, 22:24
Ano właśnie, o to "zrozumienie", swego rodzaju wsiąknięcie w sytuację tłumaczeniową mi chodziło. Ujmując sprawę dosyć metaforycznie, tłumacz musi stać się na chwilę autorem tekstu + bohaterem filmowym + potencjalnym odbiorcą i spróbować przewidzieć ich oczekiwania co do powstałego tekstu. Z pewnością jest wiele tłumaczy, dla których sztuka tworzenia subtitles jest rzemiosłem, sprowadzającym się do przycinania/ dzielenia/ edytowania... ale przy trudniejszych zleceniach, wymagających kunsztu językowego i kulturowej intuicji, profesjonalne oko chyba szybko dostrzeże poziom kompetencji... przynajmniej mam taką nadzieję, bo nie lubię chałturnictwa w tej dziedzinie..

martula191
03-28-2009, 14:41
Nie do końca zgadzam się z Tomem w kwestii długości napisow. Oczywiste jest, że tłumaczenie powinno oddawać sens ale jeżeli w kinie połowa ludzi nie przeczyta danego napisu, bo jest dla nich za długi, to chyba nie jest dobre podejście do widza. Tłumacząc filmy zawsze mam w swojej podświadomośći zakodowaną wiadomośći, że napis musi być jak najbardziej zwięzły i jasny. Oczywiście ważna jest treść, ale to miejsce i czas ograniczają tłumaczanajbardziej.

joannamitula
03-29-2009, 12:20
Moim zdaniem pracy tłumacza tworzącego napisy filmowe nie da się zawsze tak łatwo podzielić na "kombinowanie treściowe" i skracanie. Myślę, że większość profesjonalnych tłumaczy ma już wyćwiczone takie myślenie, które pozwala na uwzględnienie obu tych technik jednocześnie i właśnie na tym polega ich profesjonalizm. Oni muszą mieć praktyczne podejście, bo to skraca czas pracy, a tego nigdy nie jest za wiele.

mmanka
03-30-2009, 09:33
Zgadzam sie z opinią innych, ze techniczne skracanie napisów nei jest dobrym rozwiązaniem. Wymaganie od widza, zeby czytał extra długie napisy też jest nei na miejscu, bo nie kazdy da radę. Takze moim zdaniem należy sieskupic na technikach, aby sprytnie oddać ta samą treśc, tylko w mniejszej ilości słow. Takze jak już ktoś napisał: stosowanie rejestru językowego, idiomatyczności, funkcji kontekstowej na pierwszym miejscu.

martula191
03-30-2009, 10:43
Chciałabym się w tym miejscu podeprzeć jesczcze komentarzami naszego pana doktora AA, ktory o tłumaczeniu filmow wie na prawdę sporo, a ktory krytykuje nas nieustannie za brak elastycznośći myślowej i umiejętnośći parafrazowania z jednoczesnym maksymalizowaniem treści i minimalizowaniem formy. Myślę, że to jest klucz do sukcesu bycia dobrym tłumaczem filmowym.

joannamitula
03-30-2009, 22:25
Chciałabym się w tym miejscu podeprzeć jesczcze komentarzami naszego pana doktora AA, ktory o tłumaczeniu filmow wie na prawdę sporo, a ktory krytykuje nas nieustannie za brak elastycznośći myślowej i umiejętnośći parafrazowania z jednoczesnym maksymalizowaniem treści i minimalizowaniem formy. Myślę, że to jest klucz do sukcesu bycia dobrym tłumaczem filmowym.

Nie mogłam się powstrzymać, więc skomciam: cóż za naukowy język to "maksymalizowanie treści" itd. Myślę, że twój komentarz trafnie określa tworzenie napisów do filmów: pomysłowość, parafrazowanie i kojarzenie są bardzo ważne.

martula191
03-31-2009, 07:43
Wydaje mi się, że kreatywność mojego umysłu maleje z wielkiem a maksymalizowanie treśći przeszło mi z maksymalisowania zyskow... (no coż za częso słucham). Na pomarcie mojej (naszej) opinii podaję
celem tłumaczenia filmu jest „wywołanie na widzu tego samego efektu co oryginalne dzieło”. (Reiss, 2000) Według Gutt (2000) powinno ono być tak opracowane, aby „przekazywać znaczenie bez nakładu niepotrzebnego wysiłku ze strony odbiorcy”
Fragment ten pochodzi z artykułu Alirezy Ameri (tłumaczenie własne:))

mmanka
03-31-2009, 14:52
zdecydowanei zgadzam sie z przedmówczynią, moja kreatywność umysłu też maleje z wiekiem, a zyski i treści nadal chetnie bym maksymalizowała.
a co do tłumaczonego powyzej fragmentu - pozostaje tylko się pod nim podpisać obeima rekami.

eagle10
03-31-2009, 17:40
Rzeczywiście nasz doktor wie bardzo wiele i zgadzam się z nim w pełni, że napisy powinny być także pisane jak najprostszym językiem jak to możliwe. Sam wiem na własnym przykładzie z perspektywy widza, że niektóre napisy, które są "tworzone" zbyt trudnym lub wyszukanym językiem po prostu "dziwnie się czyta", a poza tym w przypadku filmów należy moim zdaniem wspomnieć o jeszcze jednej ważnej kwestii: tak naprawdę nie wiemy jaka osoba będzie oglądała film z "naszymi" napisami". Chodzi o to, że o ile w przypadku tekstów pisanych możemy mnie więcej przewidzieć jak (ze względu na wiek, czy też profesję) będzie kształtował się wizerunek naszego odbiorcy, o tyle w przypadku filmów widzem może być zarówno gość po jedynie podstawówce (nie ubliżając nikomu) jak i laureat nagrody Nobla z dziedziny literatury, dlatego też język powinien być jak teżnajbardziej "uniwersalny" -przynajmniej ja tak uważam:)

martula191
03-31-2009, 21:30
Nie uważam się za "połgłowka" ale zdarza mi się nie zdąrzyć przeczytać całego napisu w kinie. Wtedy strasznie się irytuję. Moje uwaga przestaje koncentrować się na akcji filmu, bo zaczynam odczuwać frustrację. Co z tego, że ktoś super przetłumaczył dowcip, jak ja nie doszłam do pointy? Wolałabym, żeby coś nie było trochę mniej śmieszne, ale żebym zdążyła to załapać. Na pewno są tacy, ktory wszystko sobie radzą, ale ja też czasami chodzę do kina, czyli też ktoś powinien mnie uwzględnić...:)

joannamitula
04-03-2009, 16:46
Nie uważam się za "połgłowka" ale zdarza mi się nie zdąrzyć przeczytać całego napisu w kinie. Wtedy strasznie się irytuję. Moje uwaga przestaje koncentrować się na akcji filmu, bo zaczynam odczuwać frustrację. Co z tego, że ktoś super przetłumaczył dowcip, jak ja nie doszłam do pointy? Wolałabym, żeby coś nie było trochę mniej śmieszne, ale żebym zdążyła to załapać. Na pewno są tacy, ktory wszystko sobie radzą, ale ja też czasami chodzę do kina, czyli też ktoś powinien mnie uwzględnić...:)

Mnie też się to często zdarza, a czytam dość szybko zazwyczaj. To pewnie dlatego, że oglądając film chcemy skupić się na akcji, obrazie, a nie na czytaniu napisów. Kiedy film jest w języku, który się zna, to nie ma problemu. Ale co zrobić, gdy nie ma się umiejętności zrozumienia oryginału?

ddrruu
04-05-2009, 16:41
Ale co zrobić, gdy nie ma się umiejętności zrozumienia oryginału?

proponuję unikanie filmow rozgrywajacych się w języku, którego nie znamy :D pozwoli nam to uniknąć frustracji, która na dłuższą metę może poważnie nadwyrężyć, i tak już wątłe, zdrowie psychiczne przyszłego tłumacza...

aina
05-19-2009, 21:46
Żeby jeszcze skomplikować sprawę tłumaczenia subtitles mogę wspomniec przykład przekładu w krajach dwujęzycznych. Np. Bruksela, gdzie obowiązują dwa języki (francuski, niderlandzki) i napisy też muszą być w dwóch językach.
De facto wygląda to tak, że kiedy nasi tłumacze mają do dyspozycji dwie linijki - tłumacz w Belgii ma tylko jedną, bo jedna jest po francusku, a druga po niderlandzku. To jest dopiero wyzwanie!

marthe0207
03-06-2012, 19:21
Na tyle, na ile się da. Oczywiście, bywa że polskiego tekstu będzie więcej niż oryginalnego (np. mam wrażenie, że hiszpańscy aktorzy mówią dużo szybciej i pewnie listy dialogowe są przez to dłuższe, bo standardowy film trwa tyle samo ;) ), ale trzeba to robić myśląc i pozbywać się tylko rzeczy faktycznie najbardziej zbędnych, a nie czegokolwiek, byle było krócej. Postulatu natomiast, by skracać napisy, bo ludzie generalnie nie nadążają z czytaniem, nie uznaję za argument w ogóle. Czyjaś nieumiejętność czytania nie może powodować, że ludzie, którzy w przeciwieństwie do niego zadali sobie trud i nauczyli czytać szybciej, mają tracić część sensu dialogu, by półanalfabeta mógł nadążyć. Można nie znać obcych języków, ale wymaganie umiejętności czytania nie jest wygórowane.

I tu jest pies pogrzebany! Trudność polega na tym, że trzeba uciąć to co niepotrzebne i stworzyć możliwie jak najkrótszy napis nie tracąc jednocześnie sensu wypowiedzi. Po prostu nie chodzi tu o tłumaczenie dosłowne, ale o zachowanie intencji i sensu wypowiedzi.

monika_u
03-20-2012, 18:49
Nie mam co prawda zbyt duże wprawy przy tłumaczeniu napisów filmowych, gdyż robiłam to tylko na własne potrzeby, ale najwięcej trudności sprawiał mi program, który zacinał się stale w tym samym momencie filmu i w żaden sposób nie potrafiłam tego naprawić. Ale mimo to, bardzo lubię tłumaczyć napisy filmowe

NatiGaby
03-20-2012, 19:09
Muszę popracować nad dostosowaniem napisów do czasu :rolleyes:

pawellapinski
03-26-2012, 13:31
ja z kolei mam wrażenie, że w tłumaczeniu napisów, tz. przygotowywaniu ich ze słuchu, można sobie pozwolić na dużo więcej swobody, niż w tłumaczeniach "papierowych". a nawet trzeba.
ja mam zawsze problem z jedną rzeczą - sam dosyć szybko czytam, prawdopodobnie jak większość z nas, którzy obcujemy dużo z tekstami, natomiast czasami trudno jest mi wczuć się w osobę, która będzie czytać dużo wolniej (z różnych powodów)... a nie można przecież robić też napisów, które będą na ekranie nie wiadomo jak długo...

skalkaus
04-09-2012, 16:27
Uważam, że to zależy od programu napisów. Moim zdaniem największe trudności jest z tym, aby nie przekroczyć 41 znak w linii. Jeśli w originalu jest dwa zdania, czasem jest trudno wybierać najważniejszego. Ale najtrudniejszy jest w przypadku, gdyż nie ma video. Czasami tak jest w tłumaczenie nowych filmu do dystrybucji w kinach, aby uniknąć piractwa. Na Łotwie napisy też muszą być w dwóch językach (łotewski i rosyjski) i nie musi różnić się. Zwykle mamy dwa tłumaczy i najczęściej rosyjskie tłumaczenie jest stosowane do łotewskiego. Czasami odwrotnie. Po tłumaczenie jest omawiane tłumaczenia przez tłumacze i redaktora.

marta2708
04-19-2013, 08:50
Największym problemem przy napisach jest oczywiście czas, którego zawsze jest za mało :) Kiedy przygotowuje napisy, nie staram się tłumaczyć absolutnie wszystkiego-tłumacz powinien również wiedzieć, które informacje są na tyle nieistotne, że mogą być pozostawione w oryginale. Ostatnio zauważyłam, że mam większy problem z dopasowaniem napisów, jeśli na filmie są już wgrane napisy angielskie. Trudno mi wtedy dopasować napisy w obu językach z tym, jak mówią bohaterowie (nie wiem czemu, ale napisy angielskie pojawiają się czasem minimalnie szybciej niż dźwięk).

karolinaa147
04-20-2013, 11:56
To, że omija się niektóre fragmenty jest normalne, właściwie nie widzę w tym nic złego, bo sama robiąc napisy opuszczam wtrącenia i powtórzenia, które słuchacz może sam zrozumieć. Problem pojawia się, kiedy w oryginale używane są słowa nieistniejące w języku tłumaczenia i trzeba jakoś zgrabnie opisać, aby widz wiedział o co chodzi, ale też żeby nie było zbyt dużo napisów.
Staram się też robić napisy tak, aby kwestia którą wypowiada osoba w oryginale i napisy były w tym samym momencie. Przy oglądaniu to ważne, aby uniknąć sytuacji w której nie zrozumie się jakiegoś dowcipu, ponieważ napisy były zbyt wcześnie albo zbyt późno. Przy okazji, kiedy mowa jest skorelowana z napisami, czasem można usłyszeć słowa wypowiadane w oryginale i postarać się samemu zrozumieć, a na napisy zerkać kiedy czegoś nie zrozumiemy.

irina555
04-28-2013, 19:06
Podobały mi się ćwiczenia, że najpierw tłumaczymy całe zdanie, potem odrzucamy wyrazy, które nic nie wnoszą do treści, następnie zastanawiamy się jakie zwroty można zastąpić pojedynczym słowem. Oczywiście, to były tylko ćwiczenia, bo w praktyce to wszystko się robi za jednym zamachem.

agnieszkagogola
06-09-2013, 19:41
Dysproporcja między czasem mówienia a czytania jest spora, więc nic dziwnego, że teksty są w znacznym stopniu okrojone. Tłumacz napisów musi podchodzić do zadania w taki sposób, żeby zachować znaczenie komunikatu poprzez kondensację tekstu. Tłumaczenie całości dialogu jest w tym przypadku nieadekwatne. Na szczęście wizualny aspekt przekazu bardzo pomaga widzowi w interpretacji tekstu napisów, który często wydaje się bardzo "suchy", bo usunięto z niego wszystkie ozdobniki, zwroty grzecznościowe itd.

AgaPa
06-21-2013, 08:51
Ograniczenia słowne i czasowe to jedna sprawa. Dla mnie najgorsze jest, kiedy na przykład festiwal zgłasza się w ostatnim momencie i przesyła mi tylko napisy bez filmu. To jest dopiero wyzwanie, jak musisz się domyślać kto powiedział daną kwestię, kiedy zmienia się scena itp.
Oczywiście tego typu sytuacje zdarzają się jedynie na imprezach niszowych, żaden poważny festiwal nie pozwoliłby sobie na taki brak profesjonalizmu.

sciechu84
06-21-2013, 11:13
Ograniczenia słowne i czasowe to jedna sprawa. Dla mnie najgorsze jest, kiedy na przykład festiwal zgłasza się w ostatnim momencie i przesyła mi tylko napisy bez filmu. To jest dopiero wyzwanie, jak musisz się domyślać kto powiedział daną kwestię, kiedy zmienia się scena itp.
Oczywiście tego typu sytuacje zdarzają się jedynie na imprezach niszowych, żaden poważny festiwal nie pozwoliłby sobie na taki brak profesjonalizmu.

Czy takie tłumaczenie jest w ogóle możliwe? Osobiście sobie nie wyobrażam tłumaczenia filmu bez filmu...