Tom z Sopotu
09-11-2007, 12:42
Tak się jakoś złożyło, że jak dotąd największą aktywność na tym forum wykazują bodaj osoby tłumaczące piosenki. Sam się do nich zaliczam, więc bliskie mi są problemy z takimi tłumaczeniami związane.
W jedynym z wątków działu "Tłumaczenia literackie" wskazałem na pewne typowe stylistyczne uchybienie - powtórzę w skrócie: chodzi o używanie "tanich" rymów, rymów które do tego stopnia nie wymagają wysiłku ze strony piszącego, że mimo faktycznej zgodności końcówek wyrazów brzmią koślawo. Mam na myśli chodzenie na łatwiznę poprzez zestawianie słów opartych na tej samej formie, skonstruowanych w ten sam sposób (znajomy grajek na własny użytek nazywał to rymem typu "-ący -ący" ). Nie sztuką jest przekształcić np. czasowniki w imiesłowy, tak by wszystkie się ze sobą rymowały (będący, robiący, leżący, piszący itd.) - dotyczy to zresztą nie tylko czasowników/imiesłowów, ale także przymiotników (np. pięknego-każdego), a nawet rzeczowników (np. zgromadzenie-zbawienie).
Jest chyba jednak jeszcze gorszy błąd, który występuje - jak po namyśle stwierdziłem - częściej. I tu ciekaw jestem, jak sobie - tłumacząc - z tym radzicie. Problem występuje zwłaszcza przy tłumaczeniu z języka obfitującego w wyrazy jednosylabowe (jak angielski), czy języka w którym akcent wyrazowy przypada (stale lub przynajmniej często) na ostatnią sylabę (jak francuski czy rosyjski). W polskim natomiast, jak wiemy, nie dość że mamy zwykle stały akcent na przedostatnią zgłoskę, to jeszcze poważny niedostatek wyrazów krótkich, a więc w sumie ubogość rymów męskich.
Tłumacze piosenek (i zresztą w ogóle ich twórcy) często nie zwracają uwagi na ten problem, twardo szukając w polskim tych nielicznych rymów. Skutkuje to nadmiernie częstym uciekaniem się do rymów siłą rzeczy użytych już tysiące razy, wyświechtanych i banalnych (do moich "ulubionych" w tym względzie należą np. "się-cię" i "czas-nas"). Nieliczni są w stanie (zapewne po długich poszukiwaniach) znaleźć rymy stosunkowo jeszcze rzadkie, acz w tym wypadku sięgać nieraz muszą do słów w ogóle rzadko używanych, często nazbyt specjalistycznych, czy archaicznych - to z kolei daje efekt pretensjonalności lub nieudolności. We mnie niestety problem ten powoduje często ucieczkę od tematu - po prostu rezygnuję z tłumaczenia takiej piosenki, choć wiem że to tchórzostwo.
A jak jest z Wami? Czy dostrzegacie ten problem, czy w ogóle jest to Waszym zdaniem jakiś problem, czy tylko go sobie wydumałem? Jeśli natomiast uważacie takie rymy za błąd, to jak sobie z tym radzicie? Czy np. dobrą metodą jest ucieczka od oryginalnego rytmu śpiewania piosenki (zamiana rymów męskich na żeńskie), z nadzieją że polski wykonawca jakoś "naciągnie" to frazowanie? Czy tego typu unik sprawdza się w praktyce?
W jedynym z wątków działu "Tłumaczenia literackie" wskazałem na pewne typowe stylistyczne uchybienie - powtórzę w skrócie: chodzi o używanie "tanich" rymów, rymów które do tego stopnia nie wymagają wysiłku ze strony piszącego, że mimo faktycznej zgodności końcówek wyrazów brzmią koślawo. Mam na myśli chodzenie na łatwiznę poprzez zestawianie słów opartych na tej samej formie, skonstruowanych w ten sam sposób (znajomy grajek na własny użytek nazywał to rymem typu "-ący -ący" ). Nie sztuką jest przekształcić np. czasowniki w imiesłowy, tak by wszystkie się ze sobą rymowały (będący, robiący, leżący, piszący itd.) - dotyczy to zresztą nie tylko czasowników/imiesłowów, ale także przymiotników (np. pięknego-każdego), a nawet rzeczowników (np. zgromadzenie-zbawienie).
Jest chyba jednak jeszcze gorszy błąd, który występuje - jak po namyśle stwierdziłem - częściej. I tu ciekaw jestem, jak sobie - tłumacząc - z tym radzicie. Problem występuje zwłaszcza przy tłumaczeniu z języka obfitującego w wyrazy jednosylabowe (jak angielski), czy języka w którym akcent wyrazowy przypada (stale lub przynajmniej często) na ostatnią sylabę (jak francuski czy rosyjski). W polskim natomiast, jak wiemy, nie dość że mamy zwykle stały akcent na przedostatnią zgłoskę, to jeszcze poważny niedostatek wyrazów krótkich, a więc w sumie ubogość rymów męskich.
Tłumacze piosenek (i zresztą w ogóle ich twórcy) często nie zwracają uwagi na ten problem, twardo szukając w polskim tych nielicznych rymów. Skutkuje to nadmiernie częstym uciekaniem się do rymów siłą rzeczy użytych już tysiące razy, wyświechtanych i banalnych (do moich "ulubionych" w tym względzie należą np. "się-cię" i "czas-nas"). Nieliczni są w stanie (zapewne po długich poszukiwaniach) znaleźć rymy stosunkowo jeszcze rzadkie, acz w tym wypadku sięgać nieraz muszą do słów w ogóle rzadko używanych, często nazbyt specjalistycznych, czy archaicznych - to z kolei daje efekt pretensjonalności lub nieudolności. We mnie niestety problem ten powoduje często ucieczkę od tematu - po prostu rezygnuję z tłumaczenia takiej piosenki, choć wiem że to tchórzostwo.
A jak jest z Wami? Czy dostrzegacie ten problem, czy w ogóle jest to Waszym zdaniem jakiś problem, czy tylko go sobie wydumałem? Jeśli natomiast uważacie takie rymy za błąd, to jak sobie z tym radzicie? Czy np. dobrą metodą jest ucieczka od oryginalnego rytmu śpiewania piosenki (zamiana rymów męskich na żeńskie), z nadzieją że polski wykonawca jakoś "naciągnie" to frazowanie? Czy tego typu unik sprawdza się w praktyce?