View Full Version : Tytułowanie
mrówkojad
03-27-2008, 11:26
Kłopotliwy problem w tłumaczeniach ustnych i pisemnych stanowią sposoby zwracania się do innych osób. Niektóre formy można przekładać inaczej, w zależności od tego, do kogo dana osoba się zwraca i w jakiej sytuacji. Angielskie „sir” może sugerować ewentualny tytuł akademicki bądź służbowy lub tylko określenie „pan”. Na szczególną uwagę zasługuje jednak zastosowanie tego tytułu grzecznościowego w rozmowach między członkami rodziny. Zyska on zabarwienie ironiczne i pewną dozę protekcjonalności, jeśli w ten sposób zwraca się do osoby niżej postawionej w hierarchii, co też musi zostać odpowiednio oddane w przekładzie. Wyraz „mother” rzadko bywa zastąpiony słowem „matko”( oczywiste jest takie tłumaczenie, jeśli tytuł ten odnosi się do zakonnicy), w tekstach współczesnych znacznie naturalniej brzmi „mamo”, ale tłumacz musi tu również podjąć decyzję, w której osobie zwrot będzie występował. W przypadku słowa „father” na tłumacza czyhają kolejne pułapki, katolicki ksiądz świecki powinien zostać określony jako „ksiądz”. Inna specyficzna forma „governor” używana jest czasem w stosunku do ojca lub pracodawcy i w tym przypadku niewłaściwe będzie zastąpieniem jej słowem „gubernator”. Jak widać, Istnieje również znaczne niebezpieczeństwo zasugerowania się oryginałem.
Co pomaga w zorientowaniu się w odcieniach sytuacyjno-znaczeniowych? Czy często zdajecie się na wyczucie podczas tłumaczenia tytułów?
Tom z Sopotu
03-27-2008, 11:56
W przypadku "mother" i "father" pomaga chyba przede wszystkim rok powstania oryginału. Jakoś nie wierzę, by w Polsce ktoś jeszcze mówił do swych rodziców "matko" lub "ojcze", to już - w tym przynajmniej kontekście - archaizm. Nie wiem też, czy wśród anglosasów forma "sir" jest gdzieś nadal używana, może we wspólnocie amiszów, albo w innych ortodoksyjnych grupach religijnych. Fakt, znam jedną rodzinę w Polsce, gdzie żona zwraca się do męża per "panie Romanie" (i to wcale nie w żartach), mimo że mają dwoje dzieci, ale to nie jest normalne, układy w tej rodzinie są ewidentnie chore. U bardziej normalnych ludzi bardziej sformalizowane stosunki rodzinne bywają jednak wciąż artykułowane w inny sposób (z tym się spotykam jeszcze czasem), a mianowicie poprzez mówienie do rodziców w trzeciej osobie, zamiast w drugiej ("czy mama mogłaby mi podać...", "niech tata na to spojrzy"). A zatem tłumacząc tekst współczesny, żeby nie popaść w sztuczność możemy co najwyżej sięgnać do takiego rozwiązania, mimo że to rozwiązanie innego typu. Natomiast teksty sprzed stu lat możemy jeszcze tłumaczyć z użyciem "matko", "ojcze".
Dla mnie największą zmorą jest tłumaczenie tytułów akademickich, tj. kanclerz, rektor, pro-rektor itd. Niby odpowiedniki są, niby słowniki podają ekwiwalenty, ale jak przychodzi co do czego (zwłaszcza w tłumaczeniu konsekutywnym, gdzie nie ma czasu na głębokie myślenie) to jest problem. Każda uczelnia ma swoje własne nazewnictwo i teraz bądź człowieku mądry i zrób tak żeby żaden gość się nie obraził...
Co do zwracania się do rodzicó, to tu raczej nei widzę problemu. Bierzę się pod uwagę rok wydania tekstu, przewiduwalnego odbiorce i wiemy na czym stoimy.
p.s. przeraził mnie fakt wracania się do męża per PAN :O masakra...
Michał Nycz
03-31-2008, 09:45
Jeśli chodzi o rodziców to rzeczywiście nie ma większego problemu, ale może warto wziąć pod uwagę nie tylko rok wydania tekstu, ale też rzeczy, o których mówi Magdy M. Zaky:
The words 'father', 'daddy' and 'pop' refer to the same physical object, i.e. the male parent. Yet other factors contribute to the choice of one rather than the other two in different situations. These factors may vary in accordance with the personality of the speaker or addressor, the presence or absence of the male parent in question, the feelings the addressor has towards his father as well as the degree of formality or informality between the two.
http://accurapid.com/journal/14theory.htm
Czyli mówiąc krótko – kontekst, kontekst i jeszcze raz kontekst.
Michał Nycz
03-31-2008, 09:46
Natomiast ja poszerzyłbym listę zrobioną przez dadak o wszelkiego rodzaju urzędników państwowych, zwłaszcza tych na wysokich stanowiskach. Podobnie jak w przypadku szkolnictwa wyższego, także tutaj pojawiają się nazwy specyficzne dla danego kraju.
Weźmy takich prawników UK.
http://ec.europa.eu/civiljustice/legal_prof/legal_prof_nir_pl.htm
Ot pierwszy z brzegu przykład: Lord Chief Justice.
Po prostu trzeba wiedzieć. Nie ma mowy o wyczuciu.
Michał Nycz
03-31-2008, 09:47
Co pomaga w zorientowaniu się w odcieniach sytuacyjno-znaczeniowych?
Według mnie najważniejsza, choć zabrzmi to zapewne dość banalnie, jest bardzo dobra znajomość realiów – jednych i drugich. Jeśli mamy tekst o rzymskim pryncypacie, to trzeba wiedzieć, że
Przyjęło się nazywać ów ustrój pryncypatem, od wyrazu princeps - przywódca, naczelnik, pierwszy obywatel. Tak nazywano cesarza, natomiast zwracając się doń używano zwykle nazwiska "Cezar" - i zawsze w drugiej osobie. Mówiono więc: Ty, Cezarze. Określenia dominus, pan, August zabronił kategorycznie w stosunku do swej osoby.
Tom z Sopotu
03-31-2008, 12:07
Dla mnie największą zmorą jest tłumaczenie tytułów akademickich, tj. kanclerz, rektor, pro-rektor itd. Niby odpowiedniki są, niby słowniki podają ekwiwalenty, ale jak przychodzi co do czego (zwłaszcza w tłumaczeniu konsekutywnym, gdzie nie ma czasu na głębokie myślenie) to jest problem. Każda uczelnia ma swoje własne nazewnictwo i teraz bądź człowieku mądry i zrób tak żeby żaden gość się nie obraził...
Sądzę, że w takim wypadku po prostu trzeba się wcześniej przygotować - z góry wiedzieć, jaki event przyjdzie nam tłumaczyć, w miarę możliwości dowiedzieć się, kto może wziąć w nim udział i zawczasu posprawdzać, popytać o właściwe odpowiedniki.
Moja mieszkająca w Madrycie ciotka jest tłumaczem przysięgłym i do pasji ją doprowadza każda reforma szkolnictwa w Polsce, bo tłumacząc potem na potrzeby oficjalnej dokumentacji np. świadectwa, musi znajdować w hiszpańskim odpowiedniki, których w Hiszpanii - bywa - w ogóle nie ma. Po hiszpańsku np. "magister" to "licenciado", więc wyobraźcie sobie, jak się ciotka wkurzyła, kiedy w Polsce oprócz studiów magisterskich wprowadzono równolegle licencjaty... :-)
Dla mnie największą zmorą jest tłumaczenie tytułów akademickich, tj. kanclerz, rektor, pro-rektor itd. Niby odpowiedniki są, niby słowniki podają ekwiwalenty, ale jak przychodzi co do czego (zwłaszcza w tłumaczeniu konsekutywnym, gdzie nie ma czasu na głębokie myślenie) to jest problem. Każda uczelnia ma swoje własne nazewnictwo i teraz bądź człowieku mądry i zrób tak żeby żaden gość się nie obraził...
Co do zwracania się do rodzicó, to tu raczej nei widzę problemu. Bierzę się pod uwagę rok wydania tekstu, przewiduwalnego odbiorce i wiemy na czym stoimy.
p.s. przeraził mnie fakt wracania się do męża per PAN :O masakra...
jeśli chodzi o zwracanie się do rodziców i członków rodziny (głównie, starszych, z autorytetem) trzeba uwzględnić również kulturę danego kraju. myślę, że tutaj przydatne byłoby zastanowienie się nad formami grzecznościowymi, zdrobnieniami, które funkcjonują np. w języku angielskim. Przede wszyskim, tłumaczenie musi być wpisane w sytuację, w które bohater urzywa danej formy.
vBulletin v3.7.2, Copyright ©2000-2012, Jelsoft Enterprises Ltd.