View Full Version : Children Translation
MartaJoko
09-02-2010, 07:59
potrzebuję materiałów: publikacje, artykuły itp w zakresie tłumaczenia literatury dziecięcej
a także jakieś prywatne doświadczenia w tym temacie
pozdrawiam
marienbadka
10-11-2010, 22:41
Polecam styczniowe wydanie czasopisma "Przekładaniec" z 2006 roku (nr 16), poświęcone w całości przekładom literatury dziecięcej. Numer pełen jest interesujących artykułów dotyczących przekładów dziecięcej literatury obcojęzycznej na język polski oraz polskojęzycznej na języki obce (omawiany jest chociażby fenomen tłumaczenia twórczości Małgorzaty Musierowicz na japoński).
marienbadka
10-11-2010, 22:53
Przychodzi mi do głowy również książka Moniki Adamczyk-Garbowskiej. Polskie tłumaczenia angielskiej literatury dziecięcej:).
marienbadka
10-11-2010, 23:03
Wydaje mi się także, że tłumaczenie literatury dziecięcej wymaga od tłumacza niezwykłych pokładów kreatywności oraz pewnego zaplecza teoretycznego (np. znajomości tradycji obecnych w literaturze dziecięcej powstającej w obu językach, konwencji oraz typowych dla danych literatur gatunków), jak również sprawności w budowaniu konstrukcji leksykalno-składniowych (często pojawiają się w literaturze dziecięcej neologizmy, gry słów) i stylistycznej lekkości.
marienbadka
10-11-2010, 23:11
To... może jeszcze garść pozycji bibliograficznych, polsko- i anglojęzycznych:
- Barańczak, Stanisław (1994). "O tłumaczeniu poezji dla dzieci," in: Ocalone w tłumaczeniu. Poznań: a5, 67-77,
- Krajka, Wiesław (1998) "Czy przekład może być doskonalszy od oryginału? O Pierścieniu i róży W.M. Thackeraya w przekładzie Z. Rogoszówny". In: Ludorowski, Lech (ed.) W kręgu arcydzieł literatury młodzieżowej. Interpretacje-przekłady-adaptacje. Lublin: Wydawnictwo UMCS, 205-218,
- Oittinen, Riita (2000). Translating for Children. New York & London: Garland,
Shavit, Zohar (1986). Poetics of Children's Literature. Athens, Georgia: University of Georgia Press,
- Yamazaki, Akiko (2002). "Why change names? On the translation of children's books". Children's Literature in Education, vol. 33, no.1, 53-62.
Z pozycji wymienionych przez Marienbadke rozpoznaję artykuł Barańczaka, warto się z nim zapoznać. Chciałbym tylko nadmienić, że
- Barańczak, Stanisław (1994). "O tłumaczeniu poezji dla dzieci," in: Ocalone w tłumaczeniu. Poznań: a5, 67-77,
został on napisany w 1975 roku, a nie w 1994, co prawdopodobnie jest datą wydania zbioru w którym się znalazł. Warto to zaznaczyć podczas sporządzania bibliografii, w przypadku gdy te materiały potrzebne są do napisania pracy.
Polecam przeczytanie wywiadu z tłumaczem serii o Harrym Potterze - Andrzejem Polkowskim:
http://dzieci.sdsi.eu.org/strony/malgosiajoanna/polkowski.html
Jest tu mowa m.in. o trudnościach z jakimi borykał się tłumacz, np. wywód na temat przełożenia 'sławnych' mugoli.
Przekładając literaturę dziecięcą tłumacz ma sporo swobody twórczej. W poniżej podanym artykule z Moniką Woźniak można dowiedzieć o trudnościach z zakresu tłumaczenia poezji dziecięcej i nie tylko. Tłumaczka proponuje strategie, takie jak "egzotyzacja lub udomowienie," jak również wspomina o problemach z przekładem imion własnych.
http://www.polonia-wloska.org/PW08/PW2%2847%29%202008_9-11.pdf
Myślę, że dość powszechną opinią na temat tłumaczenia poezji dziecięcej jest jej łatwość w porównaniu do literatury dla dorosłych czytelników. Właściwie, krytyka dzieł dla najmłodszych praktycznie nie istnieje. Po pierwsze: dziecko nie jest w stanie samo ocenić przekładu a tym bardziej opublikować jakiejkolwiek recenzji na ten temat. Po drugie: większość krytyków nie chce zagłębiać się w ten typ literatury uważając to za stratę czasu. A szkoda gdyż mogłoby to być bardzo ciekawym doświadczeniem a braki krytyki w tym dziale literatury niesie za sobą czasem fatalne skutki. Większa wagę przykłada się niejednokrotnie do kolorowych ilustracji niż do samego tekstu.
Bogatym źródłem informacji na temat tłumaczenia literatury dziecięcej jest książka I. Rzepnikowskiej "Specyfikacja tłumaczenia tekstów folklorystycznych na materiale polskich przekładów rosyjskiej bajki magicznej". Co prawda skupia się na tym jednym gatunku literackim, zawiera jednak też uwagi i wskazówki przydatne przy tłumaczeniu literatury dla dzieci jako całości. Polecam ze względu na zdrową proporcję teorii i praktyki - autorka posiłkuje się licznymi przykładami, rozwiązuje konkretne problemy, na które może natknąć się tłumacz.
Przy tłumaczeniu poezji dziecięcej tłumacz napotyka się na dokładnie takie same problemy jak i przy tłumaczeniu każdej poezji. Przede wszystkim mogą pojawić się problemy wynikające z różnic kulturowych. Najczęściej stosowane sa dwie strategie, wyżej wymienione już przez użytkownika kate276. Są to mianowicie "egzotyzacja" i lub "udomowienie". Od samego tłumacza zależy, która strategie wybierze, lecz jeśli zdecyduje sie na którąkolwiek, powinien być w swym wyborze konsekwentny.
Biorąc pod uwagę udomowianie tekstów, myślę jednak, że tłumacz tekstów dla dzieci ma trochę większą swobodę twórczą. Może np. spolszczać wierszyki i żarty. Dobrym przykładem jest tu Antoni Marianowicz i jego przekład Alicji w krainie czarów, gdzie zamienił"pudding ryżowy" na "kaszkę manna". Osobiście uważam to za bardzo dobry pomysł gdyż naszym polskim czytelnikom, tutaj akurat dzieciom, bardziej znajomy wyda się przykład kaszki niż puddingu, który nie jest aż tak bardzo rozpowszechniony.
Problem mogą stanowić również imiona własne. Kilkadziesiąt lat temu z reguły "naturalizowano" je w przekładzie. Czasami nazwy własne zostają udomawianie jak w przypadku sławnego już Kubusia Puchatka (oryg. Winnie the Pooh). Dużym wyzwaniem było również przetłumaczenie "mugoli" z serii książek o przygodach Harrego Pottera. Obecnie obowiązuje zasada pozostawiania imion w wersji oryginalnej. Zawsze jednak istnieje wyjątek od reguły i w literaturze dziecięcej często dopasowuje się imiona do zdolności percepcyjnych dzieci.
Niestety smutnym faktem jest to, że nie ma wielu dobrych tłumaczeń literatury dziecięcej. Tłumacze nie kierują sie czasem jakąkolwiek strategią, robiąc to intuicyjnie. Podstawowym założenie jest, że nie ma czegoś takiego jak język dziecka. Dzieci mówią takim językiem, jakim mówią ich rodzice, a później rówieśnicy, z którymi się zadają, więc nie ma sensu udziecinniać języka na siłę.
Biala13, Kate276 podała już link do tego artykułu.
Swoją drogą przy cytowaniu używa się takiego znaczka ".
Dr Z. Ordon
10-14-2010, 19:33
Polecam przeczytanie wywiadu z tłumaczem serii o Harrym Potterze - Andrzejem Polkowskim:
http://dzieci.sdsi.eu.org/strony/malgosiajoanna/polkowski.html
Jest tu mowa m.in. o trudnościach z jakimi borykał się tłumacz, np. wywód na temat przełożenia 'sławnych' mugoli.
Link niestety nie działa. Czytałem kiedyś ten wywiad i muszę przyznać, że Polkowski znakomicie poradził sobie z serią książek o Harrym Potterze. Balansował na granicy spolszczania i zostawiania w oryginale; całe szczęście utrzymał tą równowagę. Pamiętam, że wspominał iż największe trudności sprawiały mu różne skróty np. znana wszystkim "WESZ" ;)
Dr Z. Ordon
10-14-2010, 19:39
Myślę, że dość powszechną opinią na temat tłumaczenia poezji dziecięcej jest jej łatwość w porównaniu do literatury dla dorosłych czytelników. Właściwie, krytyka dzieł dla najmłodszych praktycznie nie istnieje. Po pierwsze: dziecko nie jest w stanie samo ocenić przekładu a tym bardziej opublikować jakiejkolwiek recenzji na ten temat. Po drugie: większość krytyków nie chce zagłębiać się w ten typ literatury uważając to za stratę czasu. A szkoda gdyż mogłoby to być bardzo ciekawym doświadczeniem a braki krytyki w tym dziale literatury niesie za sobą czasem fatalne skutki. Większa wagę przykłada się niejednokrotnie do kolorowych ilustracji niż do samego tekstu.
Tak, zdecydowanie funkcjonuje pogląd, że literatura dziecięca jest łatwa. I w porównaniu do tego, co czytają dorośli rzeczywiście jest - szkopuł w tym, że nie są to książki dla nich. Z perspektywy dziecka dane opowiadanie czy książeczka wcale nie musi być taka prosta. Koniec końców, tłumacz przy przekładzie literatury dziecięcej musi niejednokrotnie uważać o wiele bardziej niż przy tłumaczeniu książek dla dorosłych, bo ta ostatnia grupa czytelników jest bardziej świadoma i potrafi zauważyć niespójność tekstu wynikającą z prawdopodobnej pomyłki tłumacza; dzieci natomiast na ogół nie myślą o takich rzeczach, często więc przez takie rzeczy mogą interpretować treść książki zupełnie inaczej niż było zamierzone.
Dr Z. Ordon
10-14-2010, 19:45
Biorąc pod uwagę udomowianie tekstów, myślę jednak, że tłumacz tekstów dla dzieci ma trochę większą swobodę twórczą. Może np. spolszczać wierszyki i żarty. Dobrym przykładem jest tu Antoni Marianowicz i jego przekład Alicji w krainie czarów, gdzie zamienił"pudding ryżowy" na "kaszkę manna". Osobiście uważam to za bardzo dobry pomysł gdyż naszym polskim czytelnikom, tutaj akurat dzieciom, bardziej znajomy wyda się przykład kaszki niż puddingu, który nie jest aż tak bardzo rozpowszechniony.
Na ogół unika się przekładu nazw własnych, chyba że miałoby to wpłynąć na zrozumienie treści, czy postaci danej książki. Obowiązkowo tłumaczyć należy żarty, tak aby były zabawne w języku docelowym (no, żeby przynajmniej się człowiek uśmiechnął:P) Prawda jest taka, że tłumacz literatury dziecięcej powinien orientować się w temacie w taki sposób, żeby być na bieżąco z aktualną "mową dziecięcą" - jakie są najnowsze rymowanki, wyliczanki. To przecież się zmienia, a jeśli w tekście źródłowym jest użyta jakaś powszechnie znana wyliczanka, to dobrze by było, żeby czytelnicy tekstu w języku docelowym również kojarzyli podaną wyliczankę jako powszechnie znaną w ich kraju.
Przesyłam link, gdzie jest wypisana masa pozycji (w języku angielskim) odnośnie tłumaczeń literatury dziecięcej:
http://comminfo.rutgers.edu/professional-development/childlit/Culture/model2.html
Problem mogą stanowić również imiona własne. Kilkadziesiąt lat temu z reguły "naturalizowano" je w przekładzie. Czasami nazwy własne zostają udomawianie jak w przypadku sławnego już Kubusia Puchatka (oryg. Winnie the Pooh). Dużym wyzwaniem było również przetłumaczenie "mugoli" z serii książek o przygodach Harrego Pottera. Obecnie obowiązuje zasada pozostawiania imion w wersji oryginalnej. Zawsze jednak istnieje wyjątek od reguły i w literaturze dziecięcej często dopasowuje się imiona do zdolności percepcyjnych dzieci.
Co do przekładu Kubusia Puchatka, to rzeczywiście tłumaczenie Moniki Adamczyk-Garbowskiej wzbudza dużo kontrowersji. Kubuś został nazwany Fredzią Phi-Phi, lecz tłumaczka "pozostawiła go mężczyzną." Przykładowe zdanie:
"Fredzia Phi-Phi zatrzymał się nagle i pochylił się zagadkowo nad śladami."
Owa Fredzia nie bardzo do mnie przemawia i myślę, że dzieci też mogą mieć mieszane uczucia co do tej nazwy..
Warto dodać, że tłumacz literatury dziecięcej powinien mieć trochę wiedzy z zakresu psychologii dzieci jak i języka którym się posługują. O wiele łatwiej idzie tłumaczenie takich tekstów osobie, która ma ciągły kontakt z maluchami. Przykładem może być wcześniej wspomniany Andrzej Polkowski - tłumacz ponad 40 tytułów, w tym literatury dziecięcej, fantasy i SF. Od wielu lat działa w Towarzystwie "Nasz Dom", które pomaga dzieciom pozbawionym opieki rodzicielskiej.
Link niestety nie działa. Czytałem kiedyś ten wywiad i muszę przyznać, że Polkowski znakomicie poradził sobie z serią książek o Harrym Potterze. Balansował na granicy spolszczania i zostawiania w oryginale; całe szczęście utrzymał tą równowagę. Pamiętam, że wspominał iż największe trudności sprawiały mu różne skróty np. znana wszystkim "WESZ" ;)
Podaję alternatywny link:
http://www.potterka.dbv.pl/readarticle.php?article_id=8
Na deser analiza psychologiczna E. Skibińskiej, Niedoceniona wartość przymusu: o przekładzie pewnego komiksu dla dzieci na 230 stronie Kuchni tłumacza (studia o polsko - francuskich relacjach przekładowych.
Dr Z. Ordon
10-15-2010, 10:02
Warto dodać, że tłumacz literatury dziecięcej powinien mieć trochę wiedzy z zakresu psychologii dzieci jak i języka którym się posługują. O wiele łatwiej idzie tłumaczenie takich tekstów osobie, która ma ciągły kontakt z maluchami. Przykładem może być wcześniej wspomniany Andrzej Polkowski - tłumacz ponad 40 tytułów, w tym literatury dziecięcej, fantasy i SF. Od wielu lat działa w Towarzystwie "Nasz Dom", które pomaga dzieciom pozbawionym opieki rodzicielskiej.
Tak jak o tym wspominałem jakieś 4 posty wyżej - tłumacz powinien być obeznany z aktualnym językiem dzieci. Nie ma sensu na siłę udziecinniać tekstu swoimi własnymi sposobami, bo maluchy mogą go odebrać jak twór bardzo sztuczny, a co za tym idzie mało przyjemny do czytania. A nie chcemy ich zniechęcać do czytania, prawda?;)
Dr Z. Ordon
10-15-2010, 10:06
Co do przekładu Kubusia Puchatka, to rzeczywiście tłumaczenie Moniki Adamczyk-Garbowskiej wzbudza dużo kontrowersji. Kubuś został nazwany Fredzią Phi-Phi, lecz tłumaczka "pozostawiła go mężczyzną." Przykładowe zdanie:
"Fredzia Phi-Phi zatrzymał się nagle i pochylił się zagadkowo nad śladami."
Owa Fredzia nie bardzo do mnie przemawia i myślę, że dzieci też mogą mieć mieszane uczucia co do tej nazwy..
Zapewniam Cię, że nie tylko dzieci:P Osobiście nie podoba mi się to tłumaczenie, jest takie... dezorientujące. W końcu imię Fredzia nasuwa skojarzenie, iż podmiot jest płci żeńskiej:P
Zapewniam Cię, że nie tylko dzieci:P Osobiście nie podoba mi się to tłumaczenie, jest takie... dezorientujące. W końcu imię Fredzia nasuwa skojarzenie, iż podmiot jest płci żeńskiej:P
Sam fakt, że Fredzia jest płci żeńskiej jest totalnie dezorientujący...tym bardziej dla jakiegoś malucha. Ale w sumie "Fredzia Phi-Phi" brzmi całkiem zabawnie i za samą pomysłowość pochwaliłabym autorkę :)
Myślę, że dość powszechną opinią na temat tłumaczenia poezji dziecięcej jest jej łatwość w porównaniu do literatury dla dorosłych czytelników. Właściwie, krytyka dzieł dla najmłodszych praktycznie nie istnieje. Po pierwsze: dziecko nie jest w stanie samo ocenić przekładu a tym bardziej opublikować jakiejkolwiek recenzji na ten temat. Po drugie: większość krytyków nie chce zagłębiać się w ten typ literatury uważając to za stratę czasu. A szkoda gdyż mogłoby to być bardzo ciekawym doświadczeniem a braki krytyki w tym dziale literatury niesie za sobą czasem fatalne skutki. Większa wagę przykłada się niejednokrotnie do kolorowych ilustracji niż do samego tekstu.
Krytyka dzieł dla najmłodszych istnieje... może nie tyle co krytykują je znani eksperci...ale zwyczajni ludzie: najczęściej rodzice. Maluch może i nie jest w stanie wyrazić swojej opinii po tym jak mamusia przeczyta mu jakąś bajeczkę, ale jeśli ma już swoje latka...wchodzi tu w grę czynnik psychologiczny, dzięki któremu możemy zaobserwować reakcję jaką bajka wywołała na owym maluchu. Wydaje mi się, że krytyka bajek była bardziej rozwinięta kiedyś...kiedy publikacji bajek było dużo mniej i na prawdę zwracano uwagę na jakość. Teraz na każdym rogu widzimy masę książeczek z bajkami, z kolorowankami, z wyklejankami... i nikt już nie zwraca uwagi na jakość tekstu przy kupnie książki...tylko na te wszystkie, dodatkowe bajery:/
Polecam również Słownik literatury dziecięcej i młodzieżowej pod redakcją Barbary Tylickiej i Grzegorza Leszczyńskiego.
http://merlin.pl/Slownik-literatury-dzieciecej-i-mlodziezowej_Ossolineum/browse/product/1,314901.html
Co najważniejszego można znaleźć w tym słowniku to " wybrane zagadnienia problemowe związane z literaturą i książką skierowaną do młodych czytelników, jej krytyką, recepcją, współczesnością i rozwojem historycznym".
Szczerzę też mogę polecić krótki artykuł ze strony:
http://www.dwutygodnik.com.pl/artykul/1430-dmitrocy-ksiazki-dla-dzieci.html
Jest to artykuł Kaliny Cyz, w którym to autorka wychwala Zbigniewa Dmitroca. Jest to nie tyle artykuł o tłumaczeniu bajek, ale w pełni oddaje atmosferę "prawdziwej" bajki, która jest skazana na sukces wśród najmłodszych.
"Zbigniew Dmitroca, jak na mistrza słowa przystało, prowadzi swą narrację tak, że sami już nie wiemy, czy to my rymujemy, czy to się nam skojarzyło, przyśniło, napisało i zaśpiewało"
Wiem, że sprawa z tłumaczeniami wygląda trochę inaczej...ale tłumacze powinni starać się, żeby ich tłumaczenia również miały to "coś".
Polecam również artykuł:
http://www.wbp.olsztyn.pl/bwm/3-4_04-ie/lit2.htm
który może stanowić idealną bazę zapoznawczą jeśli chodzi o samą literaturę dziecięcą, czy literaturę dla dzieci oraz jej krytykę. Autorka stawia między innymi takie tezy:
- Literatura dziecięca to nie to samo co literatura dla dzieci
- Literatura dla dzieci nie jest gorsza ani mniej wartościowa artystycznie
- Język literatury dla dzieci nie jest językiem dzieci
- Literatura dla dzieci jest literatura osobną
- Literatura dla dzieci to nie tylko ta tworzona dla nich
- Książki dla dzieci nie zawsze muszą być pożyteczne
- Sztuka dla dzieci może istnieć niezależnie od twórczości dla dorosłych
Na prawdę polecam:)
Warto dodać, że tłumacz literatury dziecięcej powinien mieć trochę wiedzy z zakresu psychologii dzieci jak i języka którym się posługują. O wiele łatwiej idzie tłumaczenie takich tekstów osobie, która ma ciągły kontakt z maluchami. Przykładem może być wcześniej wspomniany Andrzej Polkowski - tłumacz ponad 40 tytułów, w tym literatury dziecięcej, fantasy i SF. Od wielu lat działa w Towarzystwie "Nasz Dom", które pomaga dzieciom pozbawionym opieki rodzicielskiej.
Przede wszystkim ważna jest psychologia, ponieważ bajki mają za zadanie pozytywnie wpływać na rozwój i wyobraźnie dziecka. Język jest bardzo istotny, często pełen zdrobnień i spieszczeń, prostych i zrozumiałych zdań i ale za to bardzo treściwy. Stwarzający wrażenie świata, w którym wszystko jest piękne i idealne. Barwny język działa na wyobraźnię malucha, ale co działa najbardziej jest sama fabuła...i o tych 2 rzeczach każdy tłumacz powinien pamiętać.
marienbadka
10-16-2010, 23:51
Na ogół unika się przekładu nazw własnych, chyba że miałoby to wpłynąć na zrozumienie treści, czy postaci danej książki. Obowiązkowo tłumaczyć należy żarty, tak aby były zabawne w języku docelowym (no, żeby przynajmniej się człowiek uśmiechnął:P) Prawda jest taka, że tłumacz literatury dziecięcej powinien orientować się w temacie w taki sposób, żeby być na bieżąco z aktualną "mową dziecięcą" - jakie są najnowsze rymowanki, wyliczanki. To przecież się zmienia, a jeśli w tekście źródłowym jest użyta jakaś powszechnie znana wyliczanka, to dobrze by było, żeby czytelnicy tekstu w języku docelowym również kojarzyli podaną wyliczankę jako powszechnie znaną w ich kraju.
Zgadzam się z przedmówcą, żarty są ważne i większość z nich potrzebuje regularnego update'u:)!
justynagy
10-20-2010, 21:22
Z tego co rozumiem praca będzie pisana w języku angielskim i nie dotyczy stricte tłumaczenia z angielskiego na polski i odwrotnie , ale tłumaczenia pozycji dziecięcych w ogóle. W takim razie może lepiej skupić się na pozycjach anglojęzycznych. Parę propozycji już się pojawiło, ja polecam też "Translation of Children's Literature (Topics in Translation)" Gillian Lathely. Tu jest link do artykułu odnośnie tej książki http://www.jostrans.org/issue08/rev_lathey.pdf. Możesz na jego podstawie stwierdzić czy znajdziesz w niej coś dla siebie ;)
natka224
04-15-2012, 19:38
W Przekładańcu nr 22-23 (Baśń w przekładzie) poświęcono cały rozdział na zamieszczenie przeglądu bibliograficznego prac i artykułów wydanych w Polsce na temat tłumaczenia literatury dziecięcej. Poza tym, numer ten to kopalnia pomysłów na pracę magisterską:)
freezing89
05-14-2012, 12:07
Literatura, która może się przydać: Adamczyk-Grabowska, Michał Borodo, Jan van Coillie, Peter Hunt, Riitta Oittinen ;)
freezing89
05-14-2012, 12:17
Ciekawymi przykładami są teksty, które są adresowane do dzieci i do dorosłych. W tym wypadku tłumacz ma przed sobą ogromne wyzwanie. Musi on tak tekst przetłumaczyć, żeby trafiał on do obu grup docelowych. Przykładem może tu być "Alicja w Krainie Czarów", która wydaje się być książka dla dzieci, ale są tam też elementy, które z pewnością są skierowane na dorosłego odbiorcę, np. użycie parodii i wyśmianie modelu literatury dziecięcej tamtych czasów. Wszystkie tłumaczenia "Alicji" radzą sobie z tym w inny sposób, a niektóre są też wyraźnie skierowane na tylko jedną z tych grup.
potrzebuję materiałów: publikacje, artykuły itp w zakresie tłumaczenia literatury dziecięcej
a także jakieś prywatne doświadczenia w tym temacie
pozdrawiam
miała doświadczenie z książką dla dzieci i przyznam, że było to bardzo ciekawe doświadczenie. Chętnie poszłabym w tę stronę... język bardzo łatwy, ale .... wymaga to niezłego główkowania i zamiłowania do gier słownych. Mogą one być związane i z przezwiskami bohaterów, jak i dziwnymi powiedzonkami. Takie łamigłowki to naprawdę przyjemność!
vBulletin v3.7.2, Copyright ©2000-2012, Jelsoft Enterprises Ltd.