PDA

View Full Version : Zanik gwary


mrówkojad
03-19-2008, 16:24
Gwara to, według J. A. Zaremby, „lamus a zarazem spichlerz języka literackiego i jako taki powinien być więcej ceniony, niż to się u nas dzieje”. Ta terytorialna odmiana języka narodowego jest czasem odbierana jako coś gorszego, śmiesznego (często taką funkcję „rozśmieszacza” spełnia w występach kabaretów). Oddziaływanie miediów i napływ ludności powodują zanik gwary mówionej. Z drugiej strony można jednak zaobserwować przejawy poszukiwania lokalnej tożsamości, co wpływa pozytywnie na zainteresowanie gwarą. Zapożyczenia gwarowe można usłyszeć często nawet w ustach młodych ludzi, przykładem niech będzie partykuła „tej”, charakterystyczna dla gwary poznańskiej. Wśród starszych użytkowników języka gwara zaczyna być rodzajem snobizmu, jest używana na spotkaniach towarzyskich w kameralnych grupach. Organizowane są również konkursy i festyny gwarowe.
Czy mimo wszystko obawiacie się całkowitego zaniku gwary? Co sądzicie o pomyśle nauczania gwary w szkołach?

Tom z Sopotu
03-19-2008, 16:46
Sam często spotykam się z towarzystwem, które mieszka na Śląsku. Zazwyczaj mówią oni literacką polszczyzną (choć niekiedy z akcentem), ale większość zna gwarę śląską i umie jej używać. Powiem szczerze, że po tygodniu przebywania z nimi np. w górach, sam nabieram tego akcentu i wtrącam co rusz "ja, chopie", czy rozmaite "sam", "durś", "genau", "zarozki", dodając też charatkerystyczną składnię, zaczynam "godać" jednym słowem. A że przebywamy w górach, to jeszcze coś z gwary góralskiej na to się nakłada i powstaje jakiś język pogranicza (swoją drogą, ciekawa jest właśnie na tej zasadzie skonstruowana "gwara istebniańska", albo "gwara trójwiejska", jak na nią z kolegami mówimy, funkcjonująca wśród mieszkańców wsi Istebna, Koniaków i Jaworzynka oraz w swej niewiele się różniącej mutacji po drugiej stronie granicy, w rejonie Jablunkova - mieszanka góralsko-śląsko-czeska). Wszyscy tam lubią nim mówić, nawet do przesady (przykład mało zrozumiałych dla ludzi z zewnątrz, ale zabawnych dialogów tutaj choćby: http://nasza-klasa.pl/school/104597/1/forum/10?page=2 lub http://nasza-klasa.pl/school/104597/1/forum/2), więc o przyszłość tej gwary jestem spokojny.

A z innej nieco beczki: odkąd uznano kaszubski za osobny język, a nie gwarę, dostrzegam u nas na Pomorzu nawrót zainteresowania jego nauką - sądzę, że dziś mówi nim więcej ludzi niż np. 20 lat temu.

zentho
03-21-2008, 10:53
Być może wystarczyłoby wprowadzić do szkół jakiś osobny przedmiot o bardziej ogólnej nazwie, np. edukacja regionalna i w jego ramach przekazywać wiedzę na temat gwary i historii danego regionu. Jednak takie zajęcia powinny być w odpowiedni sposób realizowane: wycieczki, zapoznawanie z dziedzictwem kulturowym i przyrodniczym (nie drętwy wykład) mogą spowodować zainteresowanie tematem i większe przywiązanie do regionu, w którym się żyje.

Tom z Sopotu
03-21-2008, 14:54
Nie widzę przeszkód, by w szkołach na Kaszubach nauczano kaszubskiego osobnym przedmiotem, obok polskiego. Np. jeśli znajdzie się wystarczająca liczba chętnych. Hehe, zamiast religii na przykład. ;-)

mrówkojad
03-21-2008, 16:06
A może gwary doczekają się i podręczników szkolnych, skoro propozycja wprowadzenia przedmiotu do szkoły już padła? ;)

Tom z Sopotu
06-02-2008, 15:40
A może gwary doczekają się i podręczników szkolnych, skoro propozycja wprowadzenia przedmiotu do szkoły już padła? ;)

Czekam na podręcznik do nauki kaszubskiego, chętnie bym się poduczył. Próbowałem kiedyś znaleźć słowniki (ponoć są), ale śladu nie trafiłem, nawet w sercu kaszubszczyzny.

Klempicz
06-02-2008, 15:51
Czekam na podręcznik do nauki kaszubskiego, chętnie bym się poduczył. Próbowałem kiedyś znaleźć słowniki (ponoć są), ale śladu nie trafiłem, nawet w sercu kaszubszczyzny.

A to widziałeś? http://www.cassubia-dictionary.com/

Albo tu - http://www.ksiazkiknk.pl/index.php?site=php/product.php&id=1823&desc=full

Pozdrawiam!

Tom z Sopotu
06-02-2008, 23:36
Pierwszy jest mocno wybrakowany - nie ma w nim nawet tak podstawowych słów jak morze (a po kaszubsku brzmi to słowo lekko inaczej), a pozostałe podaje bez rozróżnienia na północno- czy południowokaszubski. :-) Niemniej, dodałem go sobie do ulubionych, dzięki.

Drugiego nie widziałem. Tak czy owak, oprócz słownika muszę mieć podręcznik...

daphne
06-10-2008, 15:02
Być może wystarczyłoby wprowadzić do szkół jakiś osobny przedmiot o bardziej ogólnej nazwie, np. edukacja regionalna i w jego ramach przekazywać wiedzę na temat gwary i historii danego regionu. Jednak takie zajęcia powinny być w odpowiedni sposób realizowane: wycieczki, zapoznawanie z dziedzictwem kulturowym i przyrodniczym (nie drętwy wykład) mogą spowodować zainteresowanie tematem i większe przywiązanie do regionu, w którym się żyje.

Bardzo mi się podoba pomysł zentho! Brawo.
Ale w naszych realiach, chyba nie ma on większych szans na realizację?
Bardzo ciekawy wątek - jestem na forum pierwszy raz, a już mi się tu podoba. A wracając do gwary - otrzymalismy ostatnio z mężem zaproszenie na ślub, napisane cudowną gwarą poznańską:

"Tej Wiaruchna!
Dłuży spiłować tak nie mogymy, i bez to my się zgodali,
że nie ma co się lelać i stroić muki - trzebno się ochajtać.
Z guli tego, odsztyftujcie sie w jakie lepsze dyrdoki czy
klufty i przyrechlajcie się na 15.00 godzine wew piuntek,
(data,kościół)
Wew jakim to konkrytnie fyrtlu, szpykniecie se na mapki.
A zaś potem rug cug jadymy cośkolwiek spucnąć na łobiod
do knajpy "X" na winklu ... i ... wedle Starego Rynku."

Mufka
06-10-2008, 18:58
Daphne, urzekło mnie "lelać", chyba zacznę się posługiwać tym słowem:)
Rozumiem, że "dyrdoki" to dla facetów, a kobiety wskakują w "klufty"? To tak na wyczucie zgaduje.
Pomysłowe zaproszenie.

Jagoda
06-11-2008, 14:31
Piękne, naprawdę piękne :D

moskit
06-25-2008, 17:58
Wczoraj pisałem o książce Ryszarda Ćwirleja "Upiory spacerują nad Wartą". Bohaterowie posługują się poznańską gwarą, do książki dołączony jest nawet słowoniczek. I choć cierpnę, gdy słyszczę: szczon lub ćmik to książka mi się podobała. A ponadto dowiedziałem się, że "pinda" oznacza strojnisię. Kto by pomyślał?

Tom z Sopotu
06-25-2008, 18:09
A ponadto dowiedziałem się, że "pinda" oznacza strojnisię. Kto by pomyślał?

No ja bym pomyślał, bo u mnie w domu "pindrzyć się" oznacza stroić się. :-) No ale moja rodzina częściowo pochodzi z Wielkopolski, więc rozmaite słówka gwarowe są na porządku dziennym. Np. "kejtry" czy "kociambry".

Tom z Sopotu
06-25-2008, 18:16
Wydaje się, że gwara poznańska, jako jedyna z trzech gwar miejskich funkcjonujących jeszcze w Polsce (są jeszcze krakowska i warszawska, a taka np. lwowska już niestety nie w Polsce), jest jeszcze naprawdę żywa. Sporo ludzi nią wciąż włada, podczas gdy krakowska, a już zwłaszcza chyba warszawska są na wymarciu.
Wśród moich wujków krąży taka anegdota, jak to za studenckich czasów poszli podrywać jakieś panny w Poznaniu (bo tam studiowali). Gadu, gadu, aż to nagle jedna panna do drugiej: "Idymy, bo te nygi tak jebiom!". Wujowie wzięli to do siebie, a tymczasem chodziło o to, że - jakby to powiedział Dr. Plama do Arcyksięcia Kawuru - "komary rypią, przejdźmy do środka!". :-)

moskit
06-25-2008, 18:24
No ja bym pomyślał, bo u mnie w domu "pindrzyć się" oznacza stroić się. :-) No ale moja rodzina częściowo pochodzi z Wielkopolski, więc rozmaite słówka gwarowe są na porządku dziennym. Np. "kejtry" czy "kociambry".
Pindrzyć w moim domu znaczy to samo, ale jakoś nie kojarzyłem tego z "pindą" i używałem w znaczeniu "glapa" (czyli "głupia dupa", za przeproszeniem)

moskit
06-25-2008, 18:26
"Idymy, bo te nygi tak jebiom!". Wujowie wzięli to do siebie, a tymczasem chodziło o to, że - jakby to powiedział Dr. Plama do Arcyksięcia Kawuru - "komary rypią, przejdźmy do środka!". :-)
Pięknota:)
Czyli panny były rozsądne, nie glapami futrowane?

Jagoda
06-26-2008, 10:22
Np. "kejtry" czy "kociambry".
Kociambry? Myślałam, że to pieszczotliwe określenie w środowisku kociarzy, ale niekoniecznie pochodzące z gwary... jak np. futra. Dobrze się dowiedzieć :)

Mąż na początku nie mógł się przyzwyczaić do moich: "na dniach", "ulica Taka róga Takiej" i "kapcie" (różnice mazowiecko-lubelskie z wpływami podkarpacia).

Mufka
06-26-2008, 17:25
Mąż na początku nie mógł się przyzwyczaić do moich: "na dniach", "ulica Taka róga Takiej" i "kapcie" (różnice mazowiecko-lubelskie z wpływami podkarpacia).

Pamiętam pierwsze zajęcia na pływalni podczas studiów. Prowadząca instruowała dziewczyny, co powinny ze sobą przynosić. Wymieniła m.in. "laczki":) , a na trybunach popłoch. Niewiele osób wiedziało, o co jej chodzi.

Wygląda na to, że musimy zmienić tytuł tego wątku, bo gwara żyje:p