PDA

View Full Version : A co powiecie na temat tłumaczenia tytułów filmów?


Muminka
07-13-2007, 13:57
Przecież "kwiatki" tłumaczeniowe pojawiają się już w tytułach filmów, które przecież powinny być ich wizytówką... Straszne ale prawdziwe. Ostatnio gdzieś czytałam, że oryginalny tytuł filmu "C'est arrivé près de chez vous" (czyli "Stało się to w twoim sąsiedztwie") został przetłumaczony (i trafił do kin !) pod nazwą "Człowiek pogryzł psa" :eek: Jak to jest możliwe? Budżet na dobrego tłumacza się skończył już na początku przekładu? Straszne. O innych wpadkach nie wspomnę... Dziennikarz jednej z polskich gazet (nazwy nie wymienię) przetłumaczył tytuł filmu "Terminator" jako "Elektronicznego mordercę" :D Wolę zatem nie myśleć, jak wygląda tłumaczenie reszty filmu, skoro już początek szwankuje :confused:
Jak przypomnę sobie ciekawsze historie, to jeszcze napiszę :D
M.

Elliot
07-13-2007, 14:17
Moim zdaniem autor tłumaczenia tytułu "Terminator" zapatrzył się na naszych czeskich sąsiadów - u nich film ten funkcjonuje jako "Elektronicny modulator" :D

Muminka
07-13-2007, 14:21
Tak, to już wszystko wyjaśnia :D Od razu poczułam się lepiej :rolleyes:

Elliot
07-13-2007, 14:24
- Ne ubiwajte me pane Terminatore.
- Hasta la vista, detinko.
:D :D :D
Pozdrawiam,
E.

Jojo
07-13-2007, 14:46
Witam nieliczną grupę forumowiczów :D
A jak wytłumaczyć fakt, iż tytuł filmu "Reality Bites" został przetłumaczony jako "Orbitowanie bez cukru" ??? :D Coś czuję, iż maczał w tym palce ktoś od marketingu gum do żucia...
Pozdro,
Jojo

Natalia
07-13-2007, 14:56
Ja do dzisiaj nie wiem co ma wspólnego "Dirty Dancing" z wirującym seksem... Może wyjaśniłyby to w jakimś stopniu upodobania tłumacza? :D

Klempicz
07-13-2007, 15:33
Eee tam... Rekordem świata jest przetłumaczenie tytułu "Between the Devil and the deep blue sea" (wyrażenie idiomatyczne, coś na kształt polskiego "między młotem a kowadłem") jako ... "Między złem a głębokim, błękitnym oceanem"! Kto nie wierzy niech zajrzy tutaj: http://www.gutekfilm.pl/filmy.php?sortuj=tytul&zakres=6

Pozdrawiam!

jodynka
07-13-2007, 18:12
Często jest tak, że tłumacz filmu nie ma wpływu na to, w jaki sposób zostaje przetłumaczony tytuł.
Tytułami zajmują się właśnie "spece od marketingu", a tłumacza kontraktuje się często "tylko" na samą treść filmu.

Jojo
07-13-2007, 21:01
Zgadzam się z Tobą Jodynka :) Przykładem może być film z S.Seagalem, którego oryginał brzmi "Under Siege", a który do kin trafił pod nazwą "Liberator". Skąd oni to wzięli??? Cholera wie, ważne żeby dobrze brzmiało marketingowo :cool:
A tłumaczowi zawsze można powiedzieć, że jest "lost in translation" :D
Pozdro,
J.

Rysia
07-20-2007, 15:54
Dla mnie mistrzostwem jest tłumaczenie takich filmów jak Shreck. To się nazywa lokalizacja przekładu :p

Klempicz
08-07-2007, 13:21
Shreck.

Chyba Shrek? Chyba, że tak było w tłumaczeniu tytulu :D

Tom z Sopotu
08-21-2007, 11:26
A tłumaczowi zawsze można powiedzieć, że jest "lost in translation" :D

No właśnie - a ten film? "Lost in translation" - nie jestem pewien, czy "Między słowami" (choć to sam w sobie nienajgorszy tytuł) w pełni oddaje sens oryginalnego wyrażenia.

A czasem nieudolni tłumacze wpadają we własną pułapkę. Przykładem "Szklana pułapka" - w oryginale "Die hard", czyli "zawzięty". O ile w jedynce polski tytuł miał uzasadnienie (rzecz działa się w biurowcu), o tyle w kolejnych częściach trudno się dopatrzyć związku. Marketing dystrybutora wymagał jednak pozostania przy pierwotnej pomyłce - "Die harder" (czyli - z lekkim przymrużeniem oka - "bardziej zawzięty") pozostał "Szklaną pułapką 2", zaś sam w sobie zręczny tytuł trójki, "Die hard with a vengeance", pozostał zupełnie bez dobrego polskiego odpowiednika. A był w nim fajny, acz faktycznie chyba nieprzetłumaczalny pomysł: film eksponował motyw zemsty (vengeance), natomiast wyrażenie "with a vengeance" oznacza "z zawziętością", co stanowi może tautologię, ale ciekawą - "Zawzięty z zawziętością". :-)

Są też pomyłki w tłumaczeniach klasyki. Np. tutuł "Les quatre cents coups", dosłownie przetłumaczony jako "400 batów" i jako taki zanotowany we wszystkich polskich antologiach kina, w rzeczywistości oznacza coś innego. O ile pamiętam (nie znam francuskiego - niech mnie ktoś poprawi, jeśli się mylę) "wagary", "ucieczkę", czy coś takiego.

eeela
01-10-2008, 11:27
Shrek to chociaż imię bohatera, a co powiecie na "Switch" albo "Scoop" Allena? ;)

Gosia
01-10-2008, 11:36
W kwestii tłumaczenia filmów, niekoniecznie tytułów, przypomina mi się jeszcze jedna wtopa tłumacza. Za każdym razem kiedy oglądam Piano Bar Leloucha śmieszy mnie nie tylko humor filmu, ale też bezmyślność tłumaczenia. Jest tam pewien dialog między anglojęzycznym bohaterem i dziewczyną posługującą się językiem francuskim. On zmienia jej oponę w samochodzie i próbuje podrywać. Pyta "What do you call a tyre in French?" (czyli "Jak po francusku jest opona?"), a ona odpowiada "Un pneu" (czyli "Opona" po francusku). Krótka i logiczna wymiana zdań. W polskim tłumaczeniu dialog ten brzmi:
- Jak się mówi "zmęczony" po francusku?
- Pneu.

(no comment) :D

cobaka
01-11-2008, 15:30
Dodam jeszcze:

"Przeboje i Podboje" (High Fidelity)
"Marzyciel" (Finding Neverland)
"Przystanek Alaska" (Northern Exposure)

:D

eskimos
01-17-2008, 14:55
Wszystko to prawda, ale kto powiedział, że tłumaczenia tytułów mają byc dosłowne, albo jakoś bardzo nawiązywać do oryginału? Oczywiście rzeczy typu 'wirujący seks', czy 'orbitowanie bez cukru' nie podlegają dyskusji. Ale czepianie się takiego "Przystanku Alaska", czy "Przed egzekucją" to IMHO szukanie dziury w całym. Ma być w miarę zgrabnie i na temat.

PS
A jak przetłumaczylibyście np. tytuł pornosa "In Diana Jones", hę? :D

blueberrygood
01-17-2008, 15:07
A jak przetłumaczylibyście np. tytuł pornosa "In Diana Jones", hę? :D

No i tu macie konkurs... challenging! :D

Klempicz
01-17-2008, 15:43
A jak przetłumaczylibyście np. tytuł pornosa "In Diana Jones", hę? :D

A skąd znasz ten tytuł?

eskimos
01-17-2008, 15:50
A skąd znasz ten tytuł?

Eee, bodaj z American Pie I, ale głowy nie dam ;)

Klempicz
01-17-2008, 16:01
Hehe... Jeszcze w "Friends" było kilka tytułów pornosów, między innymi "Inspect Her Gadget" :D Też nie do przetłumaczenia...

eskimos
01-17-2008, 16:23
Heh, a co powiesz na to?

28 Lays Later
A League of their Moan
A Tale of Two Titties
American Booty
American History XXX
Apollo 69
Armaget-it-on
Big Trouble in Little Vagina
Buffy the Vampire Layer
Charlie's Anals
City Of Anals
Cliff Banger
Cumming to America
Cunt Hardly Wait
Deep Impact
Done In 60 Seconds
Driving It Into Ms. Daisy
Ferris Bueller Gets Off
Forrest Hump
Free Your Willy
Glad-he-ate-her
Hairy Pooter and the Sorcerer's Bone
Harry Pooter in Hermione's Chamber of Secrets
How Stella Got Her Tube Packed
I Cream on Jeannie
I Know Who You Did Last Summer
In Diana Jones and the Raiders of the Lost Box
In Diana Jones and the Temple of Poon
In-rear-entrance Day
Inspect-Her-Gadget
Laid in Manhattan
Legally Blown
Legs Wide Open
License To Thrill
Missionary Impossible
Natural Born Thrillers
Night of the Giving Head
Oh She's Eleven
Playmate of the Apes
Pleasureville
Pocahotass
Poke-'em All: The Movie
Pump Friction
Rambone
Romeo in Juliet
Saturday Night Beaver
Saving Ryan's Privates
Schindler's Fist
Sex Toy Story
Sex with the City
Sin-derella
Sleeping With Seattle
Sorest Rump
Star Whores
Star Whores: Return Of The One-Eye
Star Whores: The Empire Likes Back
Tailiens
Tales from the Clit
The Air Down There
The Bare Bitch Project
The Bootyguard
The Dominatrix Unloaded
The Maddam's Family
The Pink Mile
The Poonies
The Slutty Professor
The Whole Nine Inches
The Whore of the Worlds
The XXX Files
The Yeastmaster
The Young and the Breastless
There's Something In and Out of Mary
Thighs Wide Slut
Three Men on a Lady
Throbbin Hood
Thrust Hour
Tight Club
Tits a Wonderful Life
Titty Slickers
Titty Titty Bang Bang
Waiting To XXXhale
Wet Dreams May Come
What's Eating Gilbert's Grapes?
When Harry Ate Sally
Womb Raider
You've Got Tail

Żeby nie było - miało być o filmach i tytułach, to jest ;P

Klempicz
01-17-2008, 16:38
A jesteś w stanie przetłumaczyć choć jeden?... A z drugiej strony ciekawe jakie kwiatki by wyszły, gdyby polscy producenci pornoli postanowili wykazać się taką finezją i poprzerabiali polskie tytuły filmów... Chociaż właściwie... niektóre nadają się bez zmian, np. "Kingsajz", "Co mi zrobisz jak mnie złapiesz", "Ostatni dzwonek"... :D

Pozdrawiam!

eskimos
01-17-2008, 16:51
Chociaż właściwie... niektóre nadają się bez zmian, np. "Kingsajz", "Co mi zrobisz jak mnie złapiesz", "Ostatni dzwonek"... :D

"Zmiennicy", "Brunet wieczorowa pora", czy nawet na upartego "Mąz swojej zony". Bareja miał łeb... ;)

Klempicz
01-17-2008, 17:10
"Zmiennicy", "Brunet wieczorowa pora", czy nawet na upartego "Mąz swojej zony". Bareja miał łeb... ;)

Nie no, tym tropem to "Daleko od szosy" i "Chłopi" też się kojarzą...

Klempicz
01-25-2008, 15:09
No właśnie - a ten film? "Lost in translation" - nie jestem pewien, czy "Między słowami" (choć to sam w sobie nienajgorszy tytuł) w pełni oddaje sens oryginalnego wyrażenia.

Jakby się tak głębiej zastanowić, to już o wiele lepiej brzmiałoby "Między wierszami" - ciekawe dlaczego tłumacz nie zdecydował się właśnie na tę wersję (bo nie wierzę, że na to nie wpadł)...

Pozdrawiam!

Tom z Sopotu
01-25-2008, 19:07
Jakby się tak głębiej zastanowić, to już o wiele lepiej brzmiałoby "Między wierszami" - ciekawe dlaczego tłumacz nie zdecydował się właśnie na tę wersję (bo nie wierzę, że na to nie wpadł)...

Hehehe - z powodów komercyjnych! Bo gupi widz móglby pomyśleć, że to film o poetach i nie poszedłby do kina. ;)

TheBlood
01-28-2008, 13:26
Rzeczywiście, wiele polskich tytułów filmów nieraz wprawia w dobry humor, jednak wydaje mi się, że to nie jest efekt braków w wykształceniu tłumaczy, tylko wypadkowa polityki dystrybutora. Seks, erotyka sprzedają się, więc niefortunny "Wirujący seks" nie powinien dziwić ;) Rodzime kina mają znacznie mniej widzów niż amerykańskie odpowiedniki, dlatego też Polacy stają na głowie, by publikować takie tytuły filmów, które samych tytułem przyciągną widza...

Monia z Po-nia
01-28-2008, 16:36
Obejrzałam sobie wczoraj ciekawy film - "Into the wild"...
Patrzę w google'ach, jak to będzie w wersji polskiej, a tu...zgadnijcie...:

"Wszystko za życie"!

mona
02-14-2008, 21:02
Dość dobry film, który w amerykańskich kinach został wyemitowany dobre 2 lata temu: Rescue Dawn, a dopiero niedługo będzie miał premierę w Polsce, otrzymał spolszczenie: Operacja Świt.

Muszę przyznać, że nie mam bladego pojęcia, dlaczego akurat taki tytuł postanowiono w Polsce nadać: praktycznie nic nie mówi o filmie, z niczym konkretnym nie kojarzy się, a w dodatku brzmi nieco tandentnie.

Czy nie można było bez zbędnego przesadyzmu wiernie przetłumaczyć angielski tytuł, który zresztą o wiele lepiej brzmi od Operacji Świt?

Albo inny przykład: "Today You Die" z 2005 roku zostało przetłumaczone na... "Prowokację". Rzeczywiście 'wierne' tłumaczenie :)

Pozdrawiam

Tom z Sopotu
02-18-2008, 14:17
Przypomniał mi się jeszcze jeden przypadek. Tym bardziej znaczący, że mamy tu chyba do czyniania z odstępstwem od znaczenia oryginału z powodów ideologicznych, a nie językowych.

Tytuł filmu brzmi "The last supper", co powinno zostać oczywiście przetłumaczone jako "Ostatnia wieczerza", ale z racji tego że film traktuje m.in. o traktowaniu zaproszonych przez bohaterów na posiłek gości trucizną, dystrybutorzy uznali za stosowne zmienić go na "Kolację z arszenikiem". Nie ma mowy o tym, by tłumacz nie dostrzegł religijnego podstekstu w tym tytule - w filmie jest sporo odniesień nawiązujących do symboliki chrześcijańskiej. Zresztą już po spolszczeniu imion bohaterów widać, że tłumacz zauważył, iż nawiązują one do imion apostołów. A jednak - ktoś się czegoś przestraszył i zgubił w swoich skrupułach cały sens filmu i przewrotny humor tytułu. A to Polska właśnie.

Na marginesie, jest w tym filmie pewna gra słów, z którą tłumacz się nie uporał, a i ja nie mam na nią pomysłu. Jeden z gości orientuje się w porę, jakie zamiary wobec niego mają gospodarze i korzystając z chwili ich nieuwagi, nalewa im wszystkim do kieliszków zatrutego wina, którym sam miał zostać poczęstowany. Wszyscy poza nim wznoszą toast. Zapytany przez gospodarzy, czy niewzniesienie toastu nie przynosi pecha, odpowiada żartem:
- NOT IN CHINA.
Tłumacz przetłumaczył po prostu "Nie w Chinach", ale zapewne chodziło tu również o porcelanę. Czy można coś w polskim przekładzie poradzić na taką zabawę słowem?

TheBlood
02-19-2008, 00:20
Generalnie przesądy dotyczą konkretnego kraju, więc możliwe, iż w tym przypadku także chodziło o kraj, czyli żart dosłowny (może znał obyczaje Chin i wiedział iż tam przesąd dotyczący toastów nie istnieje?)

Gdyby jednak nie chodziło o kraj, to może:

- Nie w Chińszczyźnie? :D

Chociaż wtedy słowo China powinno mieć inną formę...

Tom z Sopotu
02-19-2008, 12:50
Wracając do absurdalnego strachu tłumacza (lub dystrybutora filmu) przed odbiorem przez polskiego widza zbyt czytelnych nawiązań do katolicyzmu, to miał on swój wyraz jeszcze jednym miejscu. Jedna z trutych przez bohaterów postaci negatywnych, to katolicki ksiądz - widać to wyraźnie po jego ubiorze, stereotypowo zarysowanych poglądach i po tym, że wszyscy zwracają się do niego per: "reverend". O ile mi wiadomo, tym słowem, "wielebny", określa się w krajach anglosaskich zazwyczaj księży katolickich, zaś równie negatywna postać pastora protestanckiego zostaje otruta w innym momencie filmu. Taka tchórzliwość tłumaczenia, zmieniająca właściwie treść filmu, jest moim zdaniem niedopuszczalna.

Tom z Sopotu
02-28-2008, 00:06
Rodzime kina mają znacznie mniej widzów niż amerykańskie odpowiedniki, dlatego też Polacy stają na głowie, by publikować takie tytuły filmów, które samych tytułem przyciągną widza...

Z jednej strony masz rację, bo amerykanie produkują mnóstwo filmów o kretyńskich, iewiele mówiących tytułach - zapewne jest to wynik braku pomysłów. Mój "ulubiony" typ, to "Frankie and Johnny", "Starsky and Hutch", "Tango nad Cash", "Thelma and Louise", "Benny and June", "Henry and June", "Batman and Robin" itd. Setki takich tytułów, zero fantazji. Ale akurat te tytuły w Polsce zwykle pozostawia się nie tłumaczone, niestety.
Z drugiej zaś strony, twórca filmu myśli zapewne dłużej nad tytułem swego dziela niż jeden z wielu dystrybutorów. Czasem więc udaje mu się wykombinować coś z polotem, jakąś dwuznaczność, dowcip (jak chocby rzeczone "Die hard with a vengeance") - a polski tłumacz cały ten wysiłek wrzuca lekką rączką do kosza, na rzecz jakiejś łopatologii czy - w jego pojęciu - wiekszej atrakcyjności. To mniej-więcej jak z tym humorem, którego tłumacze najwyraźniej nie rozumieją, więc palą większość subtelniejszych dowcipów w dialogach, o czym pisałem w innym wątku.

Tom z Sopotu
03-06-2008, 12:35
Obejrzałem sobie znów wczoraj na AXN tę "Ostatnią wieczerzę". Tym razem z innym tłumaczeniem - chętnie sobie porównałem, po stare znam prawie na pamięć - sam nie wiem, które z nich lepsze. Z "pastora" na szczęście zrobiono "wielebnego", przynajmniej nie rozstrzyga się o jego wyznaniu (acz tłumacz znów uciekł od tematu, wstawiając w dialog "mówi pan", zamiast zwyczajowego "mówi ksiądz"). Wobec "not in china" i ten tłumacz pozostał bezsilny, trudno się dziwić. Najgorsze, że mimo nowego tłumaczenia, polski tytuł nadal pozostał "Kolacją z arszenikiem"...

Gosia
03-11-2008, 14:26
- NOT IN CHINA.
Tłumacz przetłumaczył po prostu "Nie w Chinach", ale zapewne chodziło tu również o porcelanę. Czy można coś w polskim przekładzie poradzić na taką zabawę słowem?

hmm.. ciężki orzech do zgryzienia. Ale czy oby na pewno wznosili toast winem w porcelanowych podajnikach? :confused:

Tom z Sopotu
03-11-2008, 16:40
Nawet nie (chyba że porcelana może być przezroczysta), niemniej dowcip był zrozumiały.

jsawiuk
03-12-2008, 05:16
Mnie ostatnio rozbawił "Projekt Monster", czyli tłumaczenie angielskiego "Cloverfield". Nieczęsty to przypadek, i trudny do uzasadnienia, gdy angielski tytuł (w dodatku będący nazwą własną) tłumaczy się na inny pseudoangielski, pokraczny koszmarek.
Rzeczywiście, jak ktoś wspomniał, za tytuły odpowiada zwykle dział marketingu, który uznaje, że tłumacz nie zawsze ma umiejętność oceny co będzie wyglądało na plakacie, bo to tylko jakiś blady kujonek przy komputerze bez pojęcia o sprzedaży :)
Dochodzą do tego jeszcze kwestie praw autorskich i podobieństwa do innych tytułów, stąd "Postman" z Kevinem Costnerem zamienił sie w "Wysłannika przyszłości", żeby nie zabierać tytułu włoskiemu "Il Postino". Większość koszmarków to jednak wykwity wyobraźni marketingowców dystrybutora.
Innym ciekawym zjawiskiem jest sztuczne wydłużanie tytułów po polsku, jak np. "In Bruges" jako "Najpierw Strzelaj, potem Zwiedzaj",

deltaverbis
03-12-2008, 17:05
Na Szreku rzeczywiscie mozna uczyc sie nie tylko przekladu ale i synchronizacji. Dla mnie fetyszem jest dialog miedzy Fiona, Szrekiem Krolem i Krolowa przy ich pierwszym spotkaniu, gdzie kilka roznych ujec i osob wypowiada jedna kwestie tworzac wieloznaczny przekaz - genialne, tym bardziej ze tlumacz faktycznie oddal zamysl oryginalu - sprawdzalem.

A wracajac do tematu to zastanawiam sie nad tytulem "The fifth element". Czy aby nie powinien to byc "Piaty zywiol". Nie mam pewnosci, bo nie widzialem filmu - ktokolwiek widzial ktokolwiek wie ???

Tom z Sopotu
03-13-2008, 01:42
A wracajac do tematu to zastanawiam sie nad tytulem "The fifth element". Czy aby nie powinien to byc "Piaty zywiol". Nie mam pewnosci, bo nie widzialem filmu - ktokolwiek widzial ktokolwiek wie ???

Oczywiście że tak. Słowo "element" po polsku niczego nie wnosi w tym wypadku, a "miłość" bodajże, jako ów piąty żywioł, jest w filmie explicite zestawiona z powietrzem, wodą, ogniem i ziemią, czyli odpowiedź wydaje się być oczywista. Nie dla tłumacza tego filmu, jednakowoż... :-/

Klempicz
03-13-2008, 15:11
Oczywiście że tak. Słowo "element" po polsku niczego nie wnosi w tym wypadku, a "miłość" bodajże, jako ów piąty żywioł, jest w filmie explicite zestawiona z powietrzem, wodą, ogniem i ziemią, czyli odpowiedź wydaje się być oczywista. Nie dla tłumacza tego filmu, jednakowoż... :-/

...lub marketingowca. Teraz to już sam nie wiem na kogo takie kfiatki zwalać :) A na tytuł też swego czasu uwagę zwróciłem, że błędny. Chociaż nie do końca - o ile pamiętam w końcowej scenie trzeba było złożyć do kupy 5 elementów (4 z nich symbolizowały żywioły) i ten piąty to chyba był jeden z bohaterów czy jakoś... Problem w tym, że w lengłiczu "element" to jednocześnie element, żywioł ale także pierwiastek (chemiczny)... I to się ładnie składa z treścią filmu, ale niestety nie we wszystkich językach...

Pozdrowienie!

Tom z Sopotu
03-13-2008, 15:20
...lub marketingowca. Teraz to już sam nie wiem na kogo takie kfiatki zwalać

Spójrzmy zatem na sprawę marketingowo - czy "piąty element" brzmi rzeczywiście lepiej, bardziej atrakcyjnie dla potencjalnego widza niż "piąty żywioł"? Nie może np. mieć widz skojarzenia aby, że ów piąty element, to - dajmy na to - ostatni spośród pięciu meneli spod budki z piwem, zwanych miejscowym elementem? ;-) Natomaist żywioł kojarzy się szybko z katastrofą naturalną - huraganem, powodzią, pożarem, trzęsieniem ziemi. Czy skojarzenie z rozszalałym żywiołem nie powinno bardziej przyciągnąć widzów spragnionych emocji i ciekawych, o jakiż to piąty rodzaj katastrofy może chodzić? :-)

Klempicz
03-13-2008, 15:26
Spójrzmy zatem na sprawę marketingowo - czy "piąty element" brzmi rzeczywiście lepiej, bardziej atrakcyjnie dla potencjalnego widza niż "piąty żywioł"? Nie może np. mieć widz skojarzenia aby, że ów piąty element, to - dajmy na to - ostatni spośród pięciu meneli spod budki z piwem, zwanych miejscowym elementem? ;-) Natomaist żywioł kojarzy się szybko z katastrofą naturalną - huraganem, powodzią, pożarem, trzęsieniem ziemi. Czy skojarzenie z rozszalałym żywiołem nie powinno bardziej przyciągnąć widzów spragnionych emocji i ciekawych, o jakiż to piąty rodzaj katastrofy może chodzić? :-)

Ale ja się przecież z tym zgadzam! Tylko że - jak wynika z wcześniejszych wpisów w tym wątku - generalnie nie zgadzamy się z tokiem myślenia marketingowców i go nie rozumiemy, więc nie wiem czy można go logicznie analizować... Mi się żywioł też jak najbardziej podoba i pasuje.

Tom z Sopotu
03-13-2008, 15:31
generalnie nie zgadzamy się z tokiem myślenia marketingowców i go nie rozumiemy, więc nie wiem czy można go logicznie analizować...

No właśnie starałem się wczuć - oba podane przeze mnie skojarzenia są idiotyczne, ale wcale nie jest nieprawdopodobne, że tymi właśnie drogami myśl widza mogłaby powędrować. Co zatem uzasadniało decyzję marketingową stawiającą ostatecznie na "element"? Może jednak to tłumacz zawinił?

TheBlood
03-13-2008, 15:44
Marketingowcy będą "szaleć" tak długo, póki wykreowane przez nich produkty będą się dobrze sprzedawać. Oni niestety dopasowują się do "tłumu", nie zwracają większej uwagi na poprawność takiego opakowania. To ma się dobrze sprzedać i sprzedaje się.

Klempicz
03-13-2008, 16:00
To ma się dobrze sprzedać i sprzedaje się.

Czasem nawet wbrew logice...

Tom z Sopotu
03-13-2008, 16:15
A ja bym właśnie chciał wiedzieć, dlaczego sprzedaje się to, a nie to drugie! :mad:

Tom z Sopotu
03-19-2008, 16:15
Dochodzą do tego jeszcze kwestie praw autorskich i podobieństwa do innych tytułów, stąd "Postman" z Kevinem Costnerem zamienił sie w "Wysłannika przyszłości", żeby nie zabierać tytułu włoskiemu "Il Postino".

A w innych wypadkach widać zupełnie inną politykę. Znam wypadek odwrotny: całkiem niedawno (ile, rok temu?) na ekranach kin gościł film "Mgła" (zresztą remake filmu Johna Carpentera z 1980 roku), tytuł oryginalny "The fog". A teraz mamy w kinach nową "Mgłę", całkiem inny film, choć też horror. Tytuł oryginału: "The mist". I tu dystrybutorom jakoś nie przeszkadza, że widz błądzi między tymi filmami jak we mgle.

Klempicz
03-20-2008, 09:02
A w innych wypadkach widać zupełnie inną politykę. Znam wypadek odwrotny: całkiem niedawno (ile, rok temu?) na ekranach kin gościł film "Mgła" (zresztą remake filmu Johna Carpentera z 1980 roku), tytuł oryginalny "The fog". A teraz mamy w kinach nową "Mgłę", całkiem inny film, choć też horror. Tytuł oryginału: "The mist". I tu dystrybutorom jakoś nie przeszkadza, że widz błądzi między tymi filmami jak we mgle.

A jak byś przetłumaczył te dwa tytuły? Jeden OK, "Mgła", a drugi? "Mgiełka"? "Para"? "Opar"?

Pozdrawiam!

Tom z Sopotu
03-20-2008, 11:18
A jak byś przetłumaczył te dwa tytuły? Jeden OK, "Mgła", a drugi? "Mgiełka"? "Para"? "Opar"?

Nie mam pojęcia, musiałbym najpierw zobaczyć film. Rzecz jednak nie w tym, ale w tym że tutaj nagle względy marketingowe przestały grać rolę. W innych wypadkach nic dystrybutorów nie powstrzymywało (choć powinno) przed wymyśleniem tutułu wziętego całkiem z sufitu (jak ów wspomniany "Wysłannik przyszłości"), albo przed pozostawieniem tytułu oryginalnego w wypadkach, kiedy akurat łatwo go było przetłumaczyć (ja wiem, "Predator" na przykład), a tym razem jakoś dziwnie nikomu akurat na tym nie zależało. Żadnej logiki ani konsekwencji w tym ni ma.

Hehehehe - "Tuman" mi się jakoś tu nasunął. ;)

mrówkojad
04-07-2008, 10:04
Tłumacz musi się trochę dłużej pogłowić, jeśli tytuł filmu lub tłumaczenie jakiegoś tytułu zostało już wcześniej wykorzystane - żeby nie wprowadzać zamieszania, jak w przypadku owej "Mgły". Przykładowo "Boys Don't Cry" Kimberly Price przetłumaczono jako "Nie czas na łzy" (dosłowne tłumaczenie: "Chłopaki nie płaczą" kojarzy się z filmem Olafa Lubaszenki). Nie wszyscy jednak podejmują ten wysiłek, stąd „Adwokat diabła” Sidneya Lumeta (Guilty As Sin) i Taylora Hackforda (The Devil’s Advocate), „Szósty zmysł” Gary’ego Sinyora (Solitaire for Two) i M. Nihgt Shyamalana (The 6th Sense), „Życie jest piękne” Bo Widerberga (Lust och färing stor) i Roberto Begniniego (La vita e bella), itp.

Tom z Sopotu
04-07-2008, 12:43
No właśnie, dystrybutorzy sami się często wpędzają w pułapkę - zamiast trzymać się oryginału, dopóki można przynajmniej (cóż, w przypadku "Adwokata diabła" wydawało się zrazu, że wybrnęli całkiem inteligentnie), uprawiają własną radosną twórczość, która się później obraca przeciwko nim, kiedy na ten sam pomysł wpadnie inny twórca.

Gosia
04-16-2008, 14:06
Witam,
Teoria teorią a praktyka praktyką... Czy ktoś z Was może nazwać technikę tłumaczeniową, która z "Jake and the Fatman" stworzyła "Gliniarza i Prokuratora"? :D
Pozdrawiam,
Gosia

zentho
04-21-2008, 13:45
Czy ktoś z Was może nazwać technikę tłumaczeniową, która z "Jake and the Fatman" stworzyła "Gliniarza i Prokuratora"?

Czeski tłumacz nie odbiegł tak daleko od oryginału, u naszych sąsiadów serial nosi tytuł "Jake a Tlusťoch" :D
Jednak muszę się przyznać, że nie wyobrażam sobie innego tłumaczenia tego tytułu w języku polskim, wiem, że to subiektywne odczucie, ale "Gliniarz i prokurator" w jakiś sposób zgrabniej brzmi i szybko wpada w ucho.

Klempicz
04-21-2008, 14:19
Czeski tłumacz nie odbiegł tak daleko od oryginału, u naszych sąsiadów serial nosi tytuł "Jake a Tlusťoch" :D
Jednak muszę się przyznać, że nie wyobrażam sobie innego tłumaczenia tego tytułu w języku polskim, wiem, że to subiektywne odczucie, ale "Gliniarz i prokurator" w jakiś sposób zgrabniej brzmi i szybko wpada w ucho.

A czy ktoś z Was obejrzałby film "Jacek i Spaślak"? Albo "Jacek i Tłuścioch"?... Taki tytuł kompletnie dezorientuje widza. W oryginale OK, "fatman" brzmi nie tylko lekko żartobliwie, ale i dostojnie... Po polsku "tłuścioch" niestety sugeruje głupawą komedię (a aż taka głupawa nie była, w każdym razie tak sądziłem w ósmej klasie :p )

Pozdrawiam!

Gosia
04-21-2008, 14:25
Jednak muszę się przyznać, że nie wyobrażam sobie innego tłumaczenia tego tytułu w języku polskim, wiem, że to subiektywne odczucie, ale "Gliniarz i prokurator" w jakiś sposób zgrabniej brzmi i szybko wpada w ucho.

:) No właśnie tylko jak to jest z tą subiektywnością, czy tytuł Ci sie podoba, bo się do niego przyzwyczaiłaś/eś, czy dlatego, iż rzeczywiście to dobre tłumaczenie? :confused:

Pozdrawiam,
Gosia

zentho
04-21-2008, 15:23
:) No właśnie tylko jak to jest z tą subiektywnością, czy tytuł Ci sie podoba, bo się do niego przyzwyczaiłaś/eś, czy dlatego, iż rzeczywiście to dobre tłumaczenie? :confused:

Przyzwyczajenie - z pewnością, co do oceny tłumaczenia to już bardziej złożony problem... Jest niewierne, ale rzeczywiście w słowie "tłuścioch" czy "spaślak" nie ma za grosz dostojności, a postać przysadzistego prokuratora ma zadanie również budzić respekt. Dosłowne tłumaczenie mogłoby zniechęcić niektórych widzów. Gdyby była to nasza rodzima produkcja i do wyboru pozostawiono dwa tytuły - "Jacek i spaślak" i "Gliniarz i prokurator", bez wątpienia zdecydowałabym się na ten drugi - lepiej oddaje jego charakter.;)
Swoją drogą, częsty to przypadek, że tytuły amerykańskich seriali z lat 80-tych są dość dowolnie przetłumaczone, wspomnieć można tu choćby "Moonlighting" czyli "Na wariackich papierach" albo "Night Rider" - "Nieustraszony"...

Gosia
04-21-2008, 16:06
tytuły amerykańskich seriali z lat 80-tych są dość dowolnie przetłumaczone, wspomnieć można tu choćby "Moonlighting" czyli "Na wariackich papierach" albo "Night Rider" - "Nieustraszony"...

hah, no właśnie, przykładów wiele, ale i w obecnych czasach jest to nierzadki proceder. Choćby taki "Neverland" i "Marzyciel". Może to nawet nie tyle kwestia nieprzekładalności, co estetyki i zgrabnej, łatwo wpadającej w ucho nazwy? Marketing miesza się tu zdecydowanie z lingwistyką ;)

Pozdrawiam,
Gosia

Tom z Sopotu
04-24-2008, 13:07
hah, no właśnie, przykładów wiele, ale i w obecnych czasach jest to nierzadki proceder. Choćby taki "Neverland" i "Marzyciel". Może to nawet nie tyle kwestia nieprzekładalności, co estetyki i zgrabnej, łatwo wpadającej w ucho nazwy? Marketing miesza się tu zdecydowanie z lingwistyką ;)


O nieprzekładalności nie ma tu mowy - w tłumaczeniach "Piotrusia Pana" w miejsce Neverlandu konsekwentnie powtarza się Nibylandia, co daje asumpt do twierdzenia, że nazwa ta uguntowała się już w polskiej tradycji przekładu. Mnie Nibylandia od razu kojarzy się z Piotrusiem Panem. Pytanie tylko, czy przenosi ona wszystkie znaczenia oryginału - mam wrażenie, że polska Nibylandia to wyłącznie kraina z dziecięcych marzeń, natomiast w angielskim Neverland może mieć chyba szersze, poważniejsze znaczenie i nawet niekoniecznie kojarzyć się "dziecięco". W tej sytuacji być może dystrybutor podjął słuszną decyzję, unikając pułapki, w której film o tytule "Nibylandia" zostałby błędnie potraktowany jako baśń dla dzieci.

Tom z Sopotu
04-28-2008, 12:49
Choćby taki "Neverland" i "Marzyciel". Może to nawet nie tyle kwestia nieprzekładalności, co estetyki i zgrabnej, łatwo wpadającej w ucho nazwy?

Hehehe, a żeby było jeszcze trudniej, przedwczoraj widziałem na Canal+ film pod tytułem "The dreamer". W wersji polskiej musiało być już inaczej: "Wyścig marzeń". :)

Michał Nycz
04-28-2008, 13:33
A jednak - ktoś się czegoś przestraszył i zgubił w swoich skrupułach cały sens filmu i przewrotny humor tytułu. A to Polska właśnie.
Zapewne dystrybutor wyszedł z założenia, że większość widzów po zobaczeniu tutułu "Ostatnia wieczerza" uznałaby, że to film religijny i chciał im dać nachalną wskazówkę. A może się zasugerował filmem "Arszenik i stare koronki". Nie wiem.


- NOT IN CHINA.
Tłumacz przetłumaczył po prostu "Nie w Chinach", ale zapewne chodziło tu również o porcelanę. Czy można coś w polskim przekładzie poradzić na taką zabawę słowem?

Nie w Miśni? ;)

Tom z Sopotu
04-28-2008, 14:17
Nie w Miśni? ;)

Niezłe, niezłe! :)

Michał Nycz
04-28-2008, 15:44
Niezłe, niezłe! :)
Dziękuję http://emots.yetihehe.com/1/zawstydzony.gif
Ale wiesz przecież dobrze, że tego typu rozwiązania nie mają szans (no chyba, że robimy dubbing), bo w Polsce "KAŻDY" http://emots.yetihehe.com/3/rotfl.gif "ZNA" http://emots.yetihehe.com/3/hahaha.gifjęzyk angielski.
Natychmiastową reakcją dzieciaków z I gimnazjalnej będzie gadka w stylu: "To nawet ja wiem, że to nie w Miśni, tylko w Chinach - co za beznadziejny tłumacz."

Tom z Sopotu
05-05-2008, 14:16
Natychmiastową reakcją dzieciaków z I gimnazjalnej będzie gadka w stylu: "To nawet ja wiem, że to nie w Miśni, tylko w Chinach - co za beznadziejny tłumacz."

Hehehe - przypomniało mi się, jak pewien mój kolega nie mógł nam przed długi czas uwierzyć, że tytuł filmu "China moon" (treść z Chinami nie miała nic wspólnego), tłumaczy się jako "Porcelanowy księżyc". Może nie każdy zajarzy. :-)

asiek
05-22-2008, 17:52
czasami nie da sie przeciez przetlumaczyc doslownie tytulu, przez co tyrzeba obejrzec film, zobavczyc o co w nim biega a dopiero potem przetlumaczyc stad moze niekiedy zuplenie odmienne tytuly w roznych jezykach, choc i to nie zawsze musi byc trafne.

jane
06-13-2008, 12:42
moim zdaniem powinny tytuly filmow pozostac oryginalne, bez tlumaczenia. szczegolnie jesli chodzi o angielskie tytuly, o innych mozna jeszcze podyskutowac. ale jezyk angielski jest wsumie w calej europie powszechny, jako jezyk drugi, ze wiekszosci krajow (jak niemcy, austria, szwecja,...). hollywoodzkie tytuly pozostaja w oryginale, i wszystko funkcjonuje i nie ma obciachu :) wiec czemu w polsce tego sie nie da zrobic?? w ten sposob, tez ludzi sie motywuje, zeby chociasz raz zagladneli do slownika angielskiego, i moze to nawet poskutkuje i wiecej razy zagladnal :)

Izabela
06-13-2008, 23:03
moim zdaniem powinny tytuly filmow pozostac oryginalne, bez tlumaczenia. szczegolnie jesli chodzi o angielskie tytuly, o innych mozna jeszcze podyskutowac. ale jezyk angielski jest wsumie w calej europie powszechny, jako jezyk drugi, ze wiekszosci krajow (jak niemcy, austria, szwecja,...). hollywoodzkie tytuly pozostaja w oryginale, i wszystko funkcjonuje i nie ma obciachu :) wiec czemu w polsce tego sie nie da zrobic?? w ten sposob, tez ludzi sie motywuje, zeby chociasz raz zagladneli do slownika angielskiego, i moze to nawet poskutkuje i wiecej razy zagladnal :)

CHOCIAŻ!!! :eek:

Tom z Sopotu
06-13-2008, 23:15
CHOCIAŻ!!! :eek:


...i zajrzał, a nie zaglądnął. :)

Michał Nycz
06-13-2008, 23:20
ze wiekszosci krajow (jak niemcy, austria, szwecja,...). hollywoodzkie tytuly pozostaja w oryginale, i wszystko funkcjonuje i nie ma obciachu :)
The Incredibles
Iniemamocni
Die Unglaublichen
Los increíbles
Les Indestructibles ou Les Incroyable
Ihmeperhe
A Hihetetlen család
Gli Incredibili
Superhjältarna

Wcale nie tłumaczy się tytułów w Europie. Nie, nie...
Generalizujesz, jak zwykle. Nie trzyma się tak zwanej "kupy" ta Twoja teoria.

Michał Nycz
06-13-2008, 23:21
wiec czemu w polsce tego sie nie da zrobic?? w ten sposob, tez ludzi sie motywuje, zeby chociasz raz zagladneli do slownika angielskiego, i moze to nawet poskutkuje i wiecej razy zagladnal :)
Do kina idzie się dla rozrywki, do szkoły uczyć, a do psychiatryka - leczyć. Nie na odwrót.
Tłumacz jest od tłumaczenia - jeśli trzeba - także tytułu. Widz ma się dobrze bawić.
Od motywowania do nauki angielskiego są szkoły językowe.

Izabela
06-13-2008, 23:34
...i zajrzał, a nie zaglądnął. :)

...i w sumie, a nie wsumie. :D

Tom z Sopotu
06-19-2008, 13:18
A co powiecie na powszechnie funkcjonujące tłumaczenie tytułu filmu "The war of the Roses" jako "Wojna państwa Rose"? Czy to nieuctwo tłumacza (bo nie zna historii), czy tylko lenistwo (bo musiałby coś począć z nazwiskiem bohaterów)? Ja ten film widziałem po raz pierwszy daaawno temu, w latach 80., z jakiejś pirackiej kasety video i ówczesny tłumacz przełożył tytuł jako "Wojna Róż" jednak.

Klempicz
06-19-2008, 13:48
A co powiecie na powszechnie funkcjonujące tłumaczenie tytułu filmu "The war of the Roses" jako "Wojna państwa Rose"? Czy to nieuctwo tłumacza (bo nie zna historii), czy tylko lenistwo (bo musiałby coś począć z nazwiskiem bohaterów)? Ja ten film widziałem po raz pierwszy daaawno temu, w latach 80., z jakiejś pirackiej kasety video i ówczesny tłumacz przełożył tytuł jako "Wojna Róż" jednak.

Sprawa jest rzeczywiście ciężka, osoba anglojęzyczna natychmiast skojarzy "War of the Roses" z wojną Lancasterów i Yorków w XV wieku w Anglii, a z drugiej strony "the Roses" to "Państwo Rose" (w sensie pan i pani Rose). Nie widzę lepszego rozwiązania niż tłumaczenie "Wojna domowa", naznaczone bo naznaczone, ale najtrafniejsze chyba i zawierające grę słów...

Pozdrawiam!

Tom z Sopotu
06-19-2008, 14:56
Tamten tłumacz z pirackiej kasety wybrnął jeszcze inaczej: film nosił tytuł "Wojna Róż" i nazwisko państwa Rose było również przetłumaczone: był pan Róża i pani Róża. :)

Klempicz
06-19-2008, 15:20
Tamten tłumacz z pirackiej kasety wybrnął jeszcze inaczej: film nosił tytuł "Wojna Róż" i nazwisko państwa Rose było również przetłumaczone: był pan Róża i pani Róża. :)

OK, ale ile osób w Polsce kojarzy Wojnę Róż? Nie wydaje mi się, że wiele, choć jest to temat licealny.

Pozdrawiam!

Tom z Sopotu
06-19-2008, 15:27
OK, ale ile osób w Polsce kojarzy Wojnę Róż? Nie wydaje mi się, że wiele, choć jest to temat licealny.

No dobra, sprawdziełm - film mogłem oglądać jakoś w roku 1990, czyli pod koniec liceum. I Wojnę Dwóch Róż wtedy kojarzyłem. Nie można kierować się chęcią uzdatnienia tematu na użytek kompletnych nieuków - zawsze zostaje im podstawowe znaczenie tytułu, tylko podtekst będzie dla nich niedostrzegalny. Acz nie deprecjonuję Twojej wersji.

Klempicz
06-19-2008, 15:43
No dobra, sprawdziełm - film mogłem oglądać jakoś w roku 1990, czyli pod koniec liceum. I Wojnę Dwóch Róż wtedy kojarzyłem. Nie można kierować się chęcią uzdatnienia tematu na użytek kompletnych nieuków - zawsze zostaje im podstawowe znaczenie tytułu, tylko podtekst będzie dla nich niedostrzegalny. Acz nie deprecjonuję Twojej wersji.

Ja po liceum nie kojarzyłem (ale z historii byłem zawsze noga), dopiero na studiach musiałem się wgłębić w historię Anglii (nie narzekam :D ), dlatego dorównałem w tym wypadku do siebie... "Wojna Róż" jest OK, jakby się jeszcze dało wcisnąć liczebnik "dwóch", "dwojga"... Ale nie widzę sposobu. Ma ktoś w ogóle jakiś lepszy pomysł?

Pozdrawiam!

Tom z Sopotu
06-21-2008, 20:42
"Wojna Róż" jest OK, jakby się jeszcze dało wcisnąć liczebnik "dwóch", "dwojga"... Ale nie widzę sposobu.

E, chyba nie ma potrzeby wciskania "dwóch", skoro w oryginale (zarówno filmu jak książki) tego nie ma.

Apolinary
06-25-2008, 19:53
OK, ale ile osób w Polsce kojarzy Wojnę Róż? Nie wydaje mi się, że wiele, choć jest to temat licealny.
Ja nie kojarzyłem :D
Aż do teraz ;)
"Wojna domowa" - przedni pomysł, choć niestety ten tytuł już w polskiej kinematografii funkcjonuje.

Tom z Sopotu
06-25-2008, 21:24
Ja nie kojarzyłem :D
Aż do teraz ;)

Ale czy każdy MUSI potrafić to skojarzyć? Ważne, żeby takie skojarzenie było możliwe, natomiast ile tam dokładnie osób zrozumie dowcip jest mniej istotne. Jestem całkiem przekonany, że odsetek Amerykanów, którzy tego nie skojarzyli, jest nawet wyższy niż odsetek Polaków, bo u nas jakoś zwyczajowo do nauki historii przywiązuje się więcej wagi niż w USA. Do odbioru filmu nie jest to w żaden sposob niezbędne - to tylko taki żarcik dla bardziej oczytanych. I o to chodzi. Ja się czuję lepiej z tym, że zrozumiałem żart, podczas gdy wielu innych nie. Mogę teraz pozować na widza bardziej wyrafinowanego. ;)

Tom z Sopotu
08-26-2008, 12:17
"Wojna domowa" - przedni pomysł, choć niestety ten tytuł już w polskiej kinematografii funkcjonuje.

A jest też taki sitcom "War at home" - w Polsce przetłumaczyli więc jego tytuł na "Domowy front". :-)

michalina
09-02-2008, 15:28
I tak najfajniejsze tłumaczenie to polski "Wirujący seks". Ktoś pamięta ten film? Przynajmniej tytuł był chwytliwy, a film dozwolony od 18 lat...

Mufka
09-08-2008, 11:37
Jest także "Prison Break", co u nas oznacza "Skazanego na śmierć". Doskonały przykład wykorzystania marketingu. Wiadomo, że w dosłownym tłumaczeniu, film by się "nie sprzedał"- to znaczy, tytuł nie przyciągnąłby przed ekran widzów. Ponoć dlatego, że polski widz przyzwyczajony (znudzony) jest do filmów, w tytule których pojawia się "ucieczka". Dlatego Polsat postanowił przystosować tytuł do polskiego widza i...wygrał - ogladają go miliony. A burzą się tylko ci, którzy znali wcześniej serial w oryginale.

Tom z Sopotu
09-08-2008, 12:45
Jest także "Prison Break", co u nas oznacza "Skazanego na śmierć". Doskonały przykład wykorzystania marketingu. Wiadomo, że w dosłownym tłumaczeniu, film by się "nie sprzedał"- to znaczy, tytuł nie przyciągnąłby przed ekran widzów. Ponoć dlatego, że polski widz przyzwyczajony (znudzony) jest do filmów, w tytule których pojawia się "ucieczka". Dlatego Polsat postanowił przystosować tytuł do polskiego widza i...wygrał - ogladają go miliony. A burzą się tylko ci, którzy znali wcześniej serial w oryginale.

Problem w tym, że taki manewr łatwo wymyka się spod kontroli. W kolejnych seriach w treści nie ma już mowy o wyroku śmierci, a tytuł trwa bez sensu. Podobna sytuacja miała miejsce ze wspomnianą wcześniej "Szklaną pułapką" - o ile w pierwszej części miało to jeszcze jakikolwiek sens, o tyle w trzech następnych już żadnego. Czy gra warta była świeczki - nie wiem. Moim zdaniem nie - tytuł ma sens tylko dla ludzi, którzy oglądali serię od początku. Nowy widz natomiast może być tylko zdezorientowany.

Mufka
09-08-2008, 13:05
[QUOTE=Tom z Sopotu;4511]Problem w tym, że taki manewr łatwo wymyka się spod kontroli. W kolejnych seriach w treści nie ma już mowy o wyroku śmierci, a tytuł trwa bez sensu. Podobna sytuacja miała miejsce ze wspomnianą wcześniej "Szklaną pułapką" - o ile w pierwszej części miało to jeszcze jakikolwiek sens, o tyle w trzech następnych już żadnego. Czy gra warta była świeczki - nie wiem. Moim zdaniem nie - tytuł ma sens tylko dla ludzi, którzy oglądali serię od początku. Nowy widz natomiast może być tylko zdezorientowany.[/QUOTE

Wiem, że są tacy, którzy zaczynają oglądać serial od środka i jeszcze ich to wciąga, choć mi samej trudno to sobie wyobrazić.
Moim zdaniem tytuł nie tyle powinien być dosłownie przetłumaczony, co uniwersalny w sensie -oddający ducha filmu, delikatnie nawiązujący do jego fabuły.
"Szkalna pułapka" natomiast jest dokładnie na drugim biegunie - totalnie bez sensu jeśli mowa o całości.
Nie jestem zwolenniczką "Skazanego...", ale obawiam się, że mogło być jeszcze gorzej, mogliśmy oglądać np. "Więźniów".

Tom z Sopotu
09-08-2008, 13:41
Nie jestem zwolenniczką "Skazanego...", ale obawiam się, że mogło być jeszcze gorzej, mogliśmy oglądać np. "Więźniów".

Ba, "Więźniowie", acz mało chwytliwi (cóż za gra słów mi przypadkiem wyszła! ;) ), mieliby więcej sensu niż "Skazany na śmierć".

mfly
09-27-2008, 10:40
Dość dobry film, który w amerykańskich kinach został wyemitowany dobre 2 lata temu: Rescue Dawn, a dopiero niedługo będzie miał premierę w Polsce, otrzymał spolszczenie: Operacja Świt.

Muszę przyznać, że nie mam bladego pojęcia, dlaczego akurat taki tytuł postanowiono w Polsce nadać: praktycznie nic nie mówi o filmie, z niczym konkretnym nie kojarzy się, a w dodatku brzmi nieco tandentnie.

Czy nie można było bez zbędnego przesadyzmu wiernie przetłumaczyć angielski tytuł, który zresztą o wiele lepiej brzmi od Operacji Świt?

Albo inny przykład: "Today You Die" z 2005 roku zostało przetłumaczone na... "Prowokację". Rzeczywiście 'wierne' tłumaczenie :)

Pozdrawiam

Mam parę słów do "Prowokacji" :> filmu nie oglądałam, może to i lepiej bo z tego co widzę po komentarzach o filmie to pochlebne one nie są, ale do rzeczy.Krótki opis filmu na jednym z portali: był sobie przestępca, który żył z okradania innych przestępców ale pewnego dnia chciał z tym skończyć ze względu na swoją dziewczynę.Niestety gdy był w trakcie "odbębniania" swojej ostatniej akcji został wrobiony, skok się nie udał i trafił za kratki, skąd chce teraz ucieć wraz z kolegą i zemścić się na tych którzy go wrobili.

Oto moje wnioski:
- "Today you die" nie musi dosłownie oznaczać , że ktoś umrze fizycznie:> w tym wypadku mogło chodzić o wrobienie złodzieja w jego ostatnim skoku i uśmierceniu go zawodowo, pozbawieniu profesji ("to twój ostatni skok ale nie zakończysz go z triumfem, tylko zrobimy prowokację i Cie tak zrobimy , że skończysz w więzieniu":>)

Dlatego uważam, że tłumaczenie "Today you die" na polską "Prowokację" jest jak najbardziej na miejscu :>

-druga sprawa, ze względu, że filmu nie oglądałam a tylko się domyślam i nie wiem na czym polegała zemsta wrobionego złodzieja, może być też tak , że faktycznie udało mu się ucieć z więzienia i może to ON zrobi prowokację i "pozbawi życia" swoich oprawców :> (zabije ich, pozbawi czegoś wartościowego bez czego nie potrafią normalnie funkcjonować, żyć)

Reasumując, uważam, że fakt iż filmy nie są tłumaczone dosłownie jest prawidłowy a wręcz potrzebny, bo zmusza do głębszej analizy filmu, a nie podaje na tacy o czym film jest.Dlatego pewnie wyjdę na dziwadło na tym forum, bo chyba jako jedyna(albo jedna z nielicznych) uważam, że tłumaczenie dosłowne jest złe, poza tym każdy język jest inny i czasem po prostu nie da się przetłumaczyć dosłownie jakiejś frazy, tekstu, a czasem nawet jednego słowa.

Pozdrawiam wszystkich;)

bartek
10-06-2008, 10:17
Przedstawiam kilka tytułów, które mnie osobiście rozbawiły lub zaintrygowały:



"Phantasm" - "Mordercze kuleczki":D;)
Innocent Blood - Krwawa Maria :)))
Terminator - Elektroniczny Morderca
Lucky Number Slevin - Zabójczy numer
"All around the town" - "Sen o nożu"
cider house rules - wbrew regułom
the gift-dotyk przeznaczenia
"good girl"- "zyciowe rozterki"
Die Hard - Szklana pułapka
Some Like It Hot - Pół żartem pół serio

Mufka
10-06-2008, 10:22
"Mordercze kuleczki"? Co ty ogladasz:D?

adam
10-06-2008, 10:59
Nie macie czasem wrażenia, że polskie tytuły, choć odbiegające od oryginalnych, czasem jednak lepiej oddają ducha filmu, np. "Dotyk przeznaczenia"?

daphne
10-06-2008, 11:23
Czasem - jasne, że tak. Ale zdarza się to niezmiernie rzadko.

Aga S.
11-03-2008, 14:49
A mój faworyt w kategorii najbardziej pomysłowego tytułu filmu to 'Między złem a głębokim błękitnym oceanem' - czyli tłumaczenie angielskiego idiomu słowo w słowo;)

Tom z Sopotu
01-16-2009, 17:36
Nie pamiętam, czy już o tym nie wspominałem, ale spojrzałem dziś w program TV i zobaczyłem w nim film "Kula". No to jest porażka, na tak prostym słowie się wyrżnąć! Tytuł oryginalny brzmi "Sphere". Z fabuły wynika, że chodzi zarówno o kulisty obiekt, jak o pewną sferę, w sensie inną przestrzeń, inną rzeczywistość, w której bohaterowie znajdują się po przekroczeniu granic obiektu. Polskie słowo sfera, jak pamiętam jeszcze z podstawówki, oznacza również figurę geometryczną będącą powierzchnią kuli, czyli tym się różniącą od kuli, że w środku pustą. I o taki właśnie obiekt chodzi w filmie, a nie o pełną w środku kulę, oprócz tego, że chodzi w filmie także o pewną sferę, w której obowiązują inne prawa. Co zatem stało na przeszkodzie, żeby dać filmowi w polskiej wersji tytuł "Sfera", pozostawiający oba znaczenia, zamiast dawać mu tytuł "Kula", w którym właściwie oba giną? Ot, typowa mądrość polskiego tłumacza (dystrybutora itd.).

adam
01-18-2009, 11:06
Co zatem stało na przeszkodzie, żeby dać filmowi w polskiej wersji tytuł "Sfera", pozostawiający oba znaczenia, zamiast dawać mu tytuł "Kula", w którym właściwie oba giną? Ot, typowa mądrość polskiego tłumacza (dystrybutora itd.).

Może matematyczne wykształcenie tłumacza, który nie odróżnia kuli od sfery... a sfera kojarzy mu się jedynie ze sferą niebieską ;)

NoOne3
01-18-2009, 11:40
Może jednak marketingowe doświadczenie dystrybutora?
Tłumacze zdają się mieć niewielki wpływ na tytuły tłumaczonych filmów, a od trafności tłumaczenia (http://www.angielskie.republika.pl/trados.html) ważniejszy jest wydźwięk i "przebijalność" polskiego tytułu. Sam intuicyjnie wybrałbym "kulę", jako tytuł bardziej "zwarty" i "konkretny".

"Sfera" w sensie "inna przestrzeń", "inny wymiar", "inne prawa"? Zupełnie nie przemawia do mnie takie skojarzenie. Widzę albo matematyczny obiekt, albo nawiązanie do jakichś wysokich sfer, czy innych ciał niebieskich. Ponadto nie bardzo dostrzegłem tą inną przestrzeń w filmie (który mnie jakoś na kolana nie powalił).

szerlok
01-18-2009, 14:37
Podobnie jak NoOne3 uważam, że w tym przypadku dystrybutor podjął słuszną decyzję. I to też taki odbiór intuicyjny, który trudno mi wyjaśnić. No może tym, że po oryginalnym tytule mniej więcej bym wiedział czego się spodziewać, jakieś konotacje by się nasunęły. A słowo kula- proste i przez to tajemnicze, bo z czym to powiązać? Krótko mówiąc- bardziej chwytliwe.

Tom z Sopotu
01-19-2009, 00:14
Może jednak marketingowe doświadczenie dystrybutora?
Tłumacze zdają się mieć niewielki wpływ na tytuły tłumaczonych filmów, a od trafności tłumaczenia ważniejszy jest wydźwięk i "przebijalność" polskiego tytułu. Sam intuicyjnie wybrałbym "kulę", jako tytuł bardziej "zwarty" i "konkretny".

"Sfera" w sensie "inna przestrzeń", "inny wymiar", "inne prawa"? Zupełnie nie przemawia do mnie takie skojarzenie. Widzę albo matematyczny obiekt, albo nawiązanie do jakichś wysokich sfer, czy innych ciał niebieskich. Ponadto nie bardzo dostrzegłem tą inną przestrzeń w filmie (który mnie jakoś na kolana nie powalił).

A tam zwarty i konkretny! Wcale jakoś nie bardziej zwarty niż (paradoksalnie:)) bardziej wielowymiarowa sfera, a właśnie wysoce niekonkretny, bo kula ta trafia obok celu, zawisa w translatorskiej próżni. A nawiązanie do sfer niebieskich akurat też byłoby poniekąd trafne, boć przeca ten obiekt właśnie z kosmosu bodajże pochodzi (czy jednak z przyszłości, cholera?). :) Dla mnie ponadto sfera jest bardziej tajemniczym i intrygującym słowem niż jakaś tam banalna kula i łatwiej by mnie przyciągnęło do kina, gdybym oczywiście gustował w filmach w rzeczy samej na kolana nie powalających.
Nie dostrzegłeś innej przestrzeni w tym filmie, powiadasz? Hmmm... Też oglądałem go dawno, ale zapamiętałem jednak, że po wejściu w obręb owej sfery zaczęły im się przydarzać rzeczy poza nia nie występujące. To zastrzeżenie uznaję więc za całkiem nietrafione.

michalina
01-19-2009, 08:34
A tam zwarty i konkretny! Wcale jakoś nie bardziej zwarty niż (paradoksalnie:)) bardziej wielowymiarowa sfera, a właśnie wysoce niekonkretny, bo kula ta trafia obok celu, zawisa w translatorskiej próżni. A nawiązanie do sfer niebieskich akurat też byłoby poniekąd trafne, boć przeca ten obiekt właśnie z kosmosu bodajże pochodzi (czy jednak z przyszłości, cholera?). :) Dla mnie ponadto sfera jest bardziej tajemniczym i intrygującym słowem niż jakaś tam banalna kula i łatwiej by mnie przyciągnęło do kina, gdybym oczywiście gustował w filmach w rzeczy samej na kolana nie powalających.
Nie dostrzegłeś innej przestrzeni w tym filmie, powiadasz? Hmmm... Też oglądałem go dawno, ale zapamiętałem jednak, że po wejściu w obręb owej sfery zaczęły im się przydarzać rzeczy poza nia nie występujące. To zastrzeżenie uznaję więc za całkiem nietrafione.

I tu się zgodzę z kolegą- o dziwo ;) Dystrybutor wybierając tytuł trafił... kulą w płot :)

NoOne3
01-19-2009, 17:13
No nic, kłócił się nie będę, bo też nie ma o co. A film według mnie nie zasługiwał na tytuł wieloznaczny i tajemniczy, bo sam był co najwyżej zagmatwany i niezrozumiały. :) (http://jajca.host.sk)

szerlok
01-19-2009, 20:37
No nic, kłócił się nie będę, bo też nie ma o co. A film według mnie nie zasługiwał na tytuł wieloznaczny i tajemniczy, bo sam był co najwyżej zagmatwany i niezrozumiały.

Ja bym jeszcze dodał - nudny.

Tom z Sopotu
01-20-2009, 00:17
Nikt się z tym nie będzie spierał. :)

adam
01-20-2009, 20:29
Podsumowując: zagmatwany, niezrozumiały i nudny, a jednak zapadł w pamięć...

Tom z Sopotu
01-20-2009, 20:37
Podsumowując: zagmatwany, niezrozumiały i nudny, a jednak zapadł w pamięć...

Tylko dlatego, że polski tytuł był do dupy. Jeśli tylko to miało zostać zapamiętane, to po cóż było ten film robić w ogóle?

BasiaS
01-21-2009, 15:04
ostatnio natknęłam się na Wiki na notkę dotyczącą tłumaczenia tytułu "Brokeback Moutain":
"Polskiemu dystrybutorowi zarzucano również chybiony tytuł – dodana sztucznie "tajemnica" sugeruje raczej filmowy thriller i spłyca wymowę dzieła." Wnioskować z tego można, że tłumacze maja nie wiele do gadania w 'pewnych' kwestiach, zwłaszcza jeśli w grę wchodzą duże pieniądze.

ewelina19
01-26-2009, 16:38
hej wszystkim ;) potrzebuje polskie tłumaczenie tytułu filmu "Rise of the Footsoldier"....

NoOne3
01-26-2009, 19:12
To rzuć przynajmniej o czym to film, żeby człowiek nie musiał szukać (jak leniwy).

Wygląda mi na to, że trzeba by zacząć od zdefiniowania terminu "Footsoldier". Zdaje się, że tu oznacza to szeregowego cżłonka gangu (organizacji ?) zrzeszającego stadionowych huliganów.
Jak taki stadionowy "szeregowy" nazywałby się u nas?
No i ze "wzrastaniem" też może być ciężko, bo chodzi o to, że zaczynał on w stadionowej burdzie, a skończył jako "wróg numer jeden".
Nie wiem, czy można to oddać w jednym, niewymuszonym i nieopisowym tytule po polsku (http://translator.telewizor.eu).

Tom z Sopotu
03-20-2009, 00:16
Tak sobie oglądam bardzo przyjemny serial na Canal+, pt. "Pushing daisies". Mam nadzieję, że ktoś z Was też ogląda, żebym nie musiał szczegółowo streszczać filmu (którego bohaterem jest chłopak, który ma moc przywracania zmarłych do życia), ani jego czołówki, która wizualnie nawiązuje do tego tytułu (jest i stokrotka). Otóż polski tytuł w ogóle do niczego sensownego nie nawiązuje, jak to często bywa, brzmi bowiem "Tam gdzie pachną stokrotki". Oczywiście beznadzieja. Jak Wy byście sobie poradzili z tym fantem? Narzuca się proste skojarzenie angielskiego idiomu "to push up the daisies" z polskim "wąchać kwiatki od spodu", ale jak to ugryźć? A może macie inny, a zgrabniejszy pomysł?

lineker
05-24-2009, 20:56
Pisze własnie o tym prace mgr i mam kilka tytułów:


Przerwana lekcja muzyki (Girl,interrupted) "Za wszelką cenę" ("Million dolar baby"),"Miasto gniewu" ("Crash") i "Marzyciel" ("Finding Neverland")."garden state"- "powrot do garden state",Die Hard - Szklana Pułapka,
Eternal Sunshine of the Spotless Mind" czyli... "Zakochany bez pamięc,Zakochana złośnica (10 Things I Hate About You)
- Starsza pani musi zniknąć (Duplex)
- Elfy kontra skrzaty (The Magical Legend of the Leprechauns)
- Lemur zwany Rollo (Fierce Creatures)
- Szkoła stewardes (View from the Top)


bedze wdzięczny za pomysł ropzlanowania teorii w czesci teoretycznej mojej pracy=== od czego zacząc? rozdział pierszy- tytuły( ogolonie), 2. - filmy, 3..????

wolfus
06-26-2009, 19:42
Czasami nie wcale się nie dziwię, że dystrybutorzy filmu - często nieudolnie - próbują za wszelką cenę zaproponować coś, co nie ma wiele wspólnego z tytułem oryginału. Powiedzcie mi szczerze, czy ktoś z was poszedłby na film pod tytułem "Góral" (ang. "Highlander") albo "Operator obrabiarki" ("Machinist"). Dlatego mogę się śmiać z rewelacji w stylu "Między złem a głębokim, błękitnym oceanem", ale zwykle na anegdotki w stylu "A wiecie, że kiedyś <<Dirty Dancing>> tłumaczono w Polsce jako <<Wirujący seks>>" reaguję z wrodzoną mi obojętnością :)

NoOne3
07-12-2009, 10:35
Też przyznaję, że nie wszystkie zabiegi dystrybutorskie są pozbawione sensu. Ostatnio prowadziłem z kolegą rozmowę o filmie, o oryginalnym tytule: "Thirty days of night". Jeszcze go nie widziałem, a recenzji szukałem raczej zagranicznych (http://obywatelstwo.eu/emigranci.html), ale na potrzeby rozmowy spolszczyłem sobie tytuł: "Trzydzieści dni nocy". Za piątym razem jak powtórzyłem tytuł po tym jak spytał się "Trzydzieści dni i nocy?" kolega "zajarzył": "Chodzi Ci o trzydzieści dni mroku?" Taki jest oficjalny, dystrybutorski tytuł.
No i okazuje się, że nie zawsze najdokładniejsze tłumaczenie jest najwygodniejsze.

k_buczynski
11-10-2009, 10:39
A co powiecie na temat tłumaczenia tytułu dosyć znanego filmu "The Sting"? Otóż przetłumaczono go na "Żądło". Z pozoru wszystko w porządku, ang Sting= pl żądło, niby się zgadza... Jednak gdy ktoś obejrzy film zorientuje się (albo przynajmniej powinien), że coś tu jest nie tak, o jakie tu żądło miałoby chodzić w filmie gangsterskim? Czyżby tłumacz nie zadał sobie trudu by sprawdzić ewentualne inne znaczenia tego słowa? Gdyby to zrobił na pewno natrafiłby na "kant", "szwindel" lub po prostu "przekręt"... I to właśnie stanowi część fabuły filmu:)

bmar87
11-10-2009, 14:07
Według mnie tytuł filmu nie powinien być zawsze tłumaczony słowo w słowo. Często tłumacz nawiązuje do wydarzeń przedstawionych w danym filmie i dopasowuje do tego tytuł. Podoba mi się np. tłumaczenie "The Hangover" jako "Kac Vegas". Akcja filmu dzieje się w Las Vegas więc tłumacz zastosował tu grę słów, która mu świetnie wyszła, gdyby pozostawił tylko "Kac" tytuł nie brzmiałby zachęcająco.

ewela
11-10-2009, 21:29
Według mnie tytuł filmu nie powinien być zawsze tłumaczony słowo w słowo. Często tłumacz nawiązuje do wydarzeń przedstawionych w danym filmie i dopasowuje do tego tytuł. Podoba mi się np. tłumaczenie "The Hangover" jako "Kac Vegas". Akcja filmu dzieje się w Las Vegas więc tłumacz zastosował tu grę słów, która mu świetnie wyszła, gdyby pozostawił tylko "Kac" tytuł nie brzmiałby zachęcająco.

Zgadzam się w zupełności i jako przykład podaje świetnie przetłumaczony tytuł filmu francuskiego "Les broderieuses" co po polsku dosłownie znaczy "hafciarki". Szczerze mówiąc nie miałabym ochoty pójść do kina na film o takim tytule, na szczęście w oficjalnej wersji polskiej brzmi on "Jedwabna opowieść", co jest zarazem tajemnicze i ciekawe jak również oddaje klimat i tematykę filmu.

darkliquoredeyes
11-10-2009, 23:09
Ja również uważam, że w2w translation nie zawsze jest najlepszym rozwiązaniem. Dla mnie bardzo dobrym przykładem powiązania tytułu z wydarzeniami przedstawionych w filmie jest Keeping the Faith, w Polsce przetłumaczony jako Zakazany owoc. Tytuł intrygujący, dobrze osadzony w języku polskim i jednocześnie spójny z fabułą: ksiądz zakochuje się w swojej koleżance, która z kolei zakochuje się w jego najlepszym kumplu - rabinie. Dylematem jest oczywiście wybór: powołanie czy nieodwzajemniona miłość. Swoją drogą film bardzo gorąco polecam. Wbrew przedstawionemu tu przeze mnie krótkiemu opisowi nie przypomina on bynajmniej scenariusza telenoweli ;)

ewela
11-19-2009, 12:44
Rzeczywiście film jest świetny:), a poza tym w tym przypadku tytuł nie tylko dobrze brzmi ale jak najbardziej odzwierciedla fabułę opowieści. myślę, że lepszą opcją jest niejako odbiec od wersji oryginalnej tytułu niż ślepo przetłumaczyć po prostu wyraz czy frazę. Tytuł stanowi pierwszy "kontakt" z filmem i od niego też zależy jak widz zinterpretuje fabułę.

Lingwista
11-20-2009, 17:33
Tłumaczenie to świetna rzecz! Można się uśmiać.
Obecnie badam postrzeganie tłumaczeń. Czyli jak te tlumaczenia rzeczywiscie sa oceniane.
Tutaj jest króciutka ankieta (5 min).

http://FreeOnlineSurveys.com/start.asp?sid=kudlnpmo7t23yvc672946

Po skonczeniu, podziele sie wynikami. Jak dotychczas, sa dosc zaskakujace.

darkliquoredeyes
11-21-2009, 13:15
Niektórzy sfrustrowani tutaj przekazują swoje pomysły na to jak poprawić pewne polskie tłumaczenia tytułów filmów (czasem trafne uwagi, czasem zwykłe czepialstwo IMHO :p, ale za to dużo przykładów):

http://www.youtube.com/watch?v=H5xlM2tzD5I

http://www.youtube.com/watch?v=v2HCXU9xz9c

http://www.youtube.com/watch?v=RoCWMkJPyNc

PS. w większości przypadków nie zgadzam się z autorem powyższych nagrań

szczupciu
12-01-2009, 13:16
tlumaczenia filmow na nasz język zawsze nastrajają mnie jakoś bojowo i gdy wychodzi jakis nowy film z niecierpliwością czekam na propozyjce jego polskiego tytułu hahaha

ale tak serio, zamierzam pisac pracę mgr na temat problemów, błedów tłumaczenia tytułów filmów, czy znacie może jakies książki które mogłyby mi w tym pomóc?:D:rolleyes:

filolożka
12-18-2009, 22:03
Belczyk - o tłumaczeniu filmów i poradnik tłumacza to na pewno. A dodatkowo klasyka w stylu baker i newmark zawsze sie przydadzą

Karia
12-26-2009, 16:31
The Incredibles
Iniemamocni
Die Unglaublichen
Los increíbles
Les Indestructibles ou Les Incroyable
Ihmeperhe
A Hihetetlen család
Gli Incredibili
Superhjältarna

Wcale nie tłumaczy się tytułów w Europie. Nie, nie...
Generalizujesz, jak zwykle. Nie trzyma się tak zwanej "kupy" ta Twoja teoria.

Generalizacja tutaj nie ma sensu, ale rzeczywiście moge zgodzić się z tym, że w Niemczech rzadziej tlumaczy sie holliwoodzkie tytuly niz np. w Polsce.

beatka0421
08-23-2013, 21:49
Na pewno kojarzycie film "Kevin and Perry Go Large" , ktorego tytul zostal przetlumaczony jako "Chlopaki na Ibizie". Mimo wszystko uwazam ze tytul choc prosty, oddaje istote filmu

maksio5
08-25-2013, 09:04
Dajmy najnowszego Star Treka ( Star Trek Into Darkness), gdzie jakiś idiota w tłumaczeniu najpierw dał podtytuł, a dopiero po nim tytuł. (W ciemność. Star Trek)

jezykigermanskie
08-25-2013, 11:06
Mnie zawsze zaskakuje tłumaczenie tytułu filmu: w polskim tłumaczeniu "Szkoła uwodzenia" , po niemiecku "Eiskalte Engel" (dosł. zimne jak lód anioły), po angielsku "Cruel intention" (okrutne intencje) :)

kali
09-13-2013, 19:46
Wg mnie ciekawe/dobre wydają się:
A Bug's Life - Dawno temu w trawie
About a Boy - Był sobie chłopiec
Alone in the Dark - Wyspa cienia (nie oglądałam, nie wiem, czy polska wersja tytułu ma jakieś odniesienie do treści)
And Now For Something Completely Different – A teraz coś z zupełnie innej beczki
Crazy, Stupid, Love – Kocha, lubi, szanuje

MasterMind
09-14-2013, 20:12
Mnie zawsze bawiło przetłumaczenie "Die Hard" jako szklanej pułapki, co w dalszych częściach nie miało NAJMNIEJSZEGO sensu :)

CARMELIA92
09-18-2013, 18:37
Polskie odpowiedniki tytułów są do niczego.. To moje zdanie.

Arya_92
09-19-2013, 13:03
Tłumaczenie tytułów to temat rzeka. Potrzeba sprytu, pomysłowości, ale również i trochę szczęścia, żeby tłumaczenie się przyjęło i żeby było zadowalające. W końcu pożądany efekt to nie tylko tytuł, który nawiązuje do treści filmu i nie odbiega za bardzo od oryginału, ale tez taki który zainteresuje i przyciągnie potencjalnych widzów. Mimo to, tłumaczenie tytułów to czasem jedna wielka loteria. Weźmy na przykład słynną "Szklanę pułapkę"- w przypadku pierwszej części, tytuł pasuje idealnie, bo w końcu większość akcji toczy się w szklanym wieżowcu. Ale jak taki tytuł ma się do kolejnych części? Zwróćmy uwagę na oryginalne tytuły tej serii:Die Hard, Live Free Or Die Hard, A Good Day to Die Hard - jest tutaj wyraźna ciągłość, co wyraźnie pokazuje, że mamy do czynienia z serią filmów, dodatkowo bez wątpienia każdy tytuł nawiązuje do treści. W polskiej wersji nie pozostało nic innego jak dodać kolejne numery do tytułu pierwszej części, jednak akurat w tym przypadku widzimy, że nie jest to najlepsze rozwiązanie, gdyż w takiej sytuacji tytuł nawiązuje jedynie do pierwszej części filmu. Numery sygnalizują ciągłość serii, jednak warunek o tytule nawiązującym do treści nie zostaje spełniony.

ruzinka
09-19-2013, 17:07
Przecież "kwiatki" tłumaczeniowe pojawiają się już w tytułach filmów, które przecież powinny być ich wizytówką... Straszne ale prawdziwe. Ostatnio gdzieś czytałam, że oryginalny tytuł filmu "C'est arrivé près de chez vous" (czyli "Stało się to w twoim sąsiedztwie") został przetłumaczony (i trafił do kin !) pod nazwą "Człowiek pogryzł psa" :eek: Jak to jest możliwe? Budżet na dobrego tłumacza się skończył już na początku przekładu? Straszne. O innych wpadkach nie wspomnę... Dziennikarz jednej z polskich gazet (nazwy nie wymienię) przetłumaczył tytuł filmu "Terminator" jako "Elektronicznego mordercę" :D Wolę zatem nie myśleć, jak wygląda tłumaczenie reszty filmu, skoro już początek szwankuje :confused:
Jak przypomnę sobie ciekawsze historie, to jeszcze napiszę :D
M.
Wydaje mi sie ze zbyt doslownie podchodzisz do tlumaczenia tytulow. Gdyby wszystkie tytuly filmow byly tlumaczone doslownie, to czesto nie zachecaly by widza do obejrzenia filmu. To co dobrze brzmi w oryginalnym jezyku nie musi brzmiec dobrze po doslownym przetlumaczeniu. Bierze sie tez pod uwage odbiorcow, jesli nie znaja oni raczej jezyka, to lepiej jest oddac w tytule sens filmu niz dokladnie go przetlumaczyc . Tak mi sie wydaje. Choc zeby byla jasnosc tez nie jestem zwolenniczka tytulowych 'rewolucji' .

MasterMind
09-19-2013, 20:39
Mówisz o zniechęceniu do filmu...a powiedz mi co było złego, że "A Walk to Remember" przeszedł jako Szkoła Uczuć? A "Szklana Pułapka" jako odpowiednik "Die Hard" ? :D gdzie tu sens, gdzie logika ?

Judyta Łepkowska
09-20-2013, 00:57
Czasami "dziwne" i wręcz nieadekwatne tłumaczenie tytułu filmu jest nieuniknione...

ruzinka
09-20-2013, 23:06
Mówisz o zniechęceniu do filmu...a powiedz mi co było złego, że "A Walk to Remember" przeszedł jako Szkoła Uczuć? A "Szklana Pułapka" jako odpowiednik "Die Hard" ? :D gdzie tu sens, gdzie logika ?

Przetlumacz dosłownie tytuły tych filmów i sam odpowiedz sobie na swoje pytanie :)

Atka
10-09-2013, 21:24
Ostatnio oglądałam "Labirynt". Widząc oryginalny tytuł filmu "Prisoner" parsknęłam śmiechem, ale po obejrzeniu uważam, że polski tytuł bardziej pasuje (chociaż zdradza po części główny motyw tego filmu)

DonnaNadie
10-10-2013, 00:24
Czasami nie wcale się nie dziwię, że dystrybutorzy filmu - często nieudolnie - próbują za wszelką cenę zaproponować coś, co nie ma wiele wspólnego z tytułem oryginału. Powiedzcie mi szczerze, czy ktoś z was poszedłby na film pod tytułem "Góral" (ang. "Highlander") albo "Operator obrabiarki" ("Machinist"). Dlatego mogę się śmiać z rewelacji w stylu "Między złem a głębokim, błękitnym oceanem", ale zwykle na anegdotki w stylu "A wiecie, że kiedyś <<Dirty Dancing>> tłumaczono w Polsce jako <<Wirujący seks>>" reaguję z wrodzoną mi obojętnością :)

..tytyuł ma być chwytliwy dla odbiorcy i jego ( oraz grupę odbiorców do ktrych należy przyciągać). Dlatego tytuł ma spełniać pewną rolę, a nie być ,,odkodowaniem" tytułu w języku orygnału. Pan Jürgen Stähle tłumaczy to w sposób najbardziej dobitny, iż język to jedynie narzędzie w tłumaczeniu.
Ale przyznam się szczerze, że kilka lat temu byłam jedną z tych osób które bulwersowały się że ,,Desperate houseviwes" to ,,Gotowe na wszystko" ;p

Judyta Łepkowska
10-10-2013, 01:18
Najczęściej przetłumaczone tytuły filmów nie mają nic wspólnego z oryginalnymi, ale zdarzają się wyjątki. Np. kilka h temu oglądałam "27 sukieniek" (tytuł oryginalny to po prostu "27 dresses") - ale w tym przypadku jakiekolwiek kombinowanie nie miałoby sensu.

Aga12
10-10-2013, 09:20
..tytyuł ma być chwytliwy dla odbiorcy i jego ( oraz grupę odbiorców do ktrych należy przyciągać). Dlatego tytuł ma spełniać pewną rolę, a nie być ,,odkodowaniem" tytułu w języku orygnału. Pan Jürgen Stähle tłumaczy to w sposób najbardziej dobitny, iż język to jedynie narzędzie w tłumaczeniu.
Ale przyznam się szczerze, że kilka lat temu byłam jedną z tych osób które bulwersowały się że ,,Desperate houseviwes" to ,,Gotowe na wszystko" ;p

Ja się bym tak nie bulwersowała. Każdy kto jest zdesperowany jest gotowy na wszystko. Wyrzucono tylko z tytułu te gospodynie domowe. Myślę, że wiele osób gdyby zobaczyło w programie tytuł " Zdesperowane gospodynie domowe" to nawet nie chciałoby nawet spróbować obejrzeć pierwszego odcinka.

houdini
10-13-2013, 21:33
Moim zdaniem jest to żenada. Zwróćmy uwagę, że coraz więcej ludzi w polsce umie posługiwać się drugim językiemi przez co częsciej zauważa takie błędy. W ten sposób wystawiają film i jego twórców na pośmiewisko. Najwyrażniej budżet nie pozwala zatrudnić tłumacza, który by się tym zjamował.

maksio5
10-14-2013, 09:31
Gdzieś już pisałem o tłumaczeniu najnowszego Star Trek'a, gdzie podtytuł zamienili miejscami z tytułem (Znaczy u nas jest "W ciemność: Star Trek".)

aga2525
01-06-2014, 10:35
Ja do dzisiaj nie wiem co ma wspólnego "Dirty Dancing" z wirującym seksem... Może wyjaśniłyby to w jakimś stopniu upodobania tłumacza? :D

No zgadzam się, to jest chyba hit stulecia. Paradoks - ale druga część tego filmu szła w kinach pt. Dirty Dancing 2 i wszyscy wiedzieli o jaki film chodzi:)

metmike
01-07-2014, 18:51
Ja do dzisiaj nie wiem co ma wspólnego "Dirty Dancing" z wirującym seksem... Może wyjaśniłyby to w jakimś stopniu upodobania tłumacza? :D

No zgadzam się, to jest chyba hit stulecia. Paradoks - ale druga część tego filmu szła w kinach pt. Dirty Dancing 2 i wszyscy wiedzieli o jaki film chodzi:)

Krytykować łatwo, ale spróbujcie wymyślić lepsze tłumaczenie tytułu ;)

dzebs
01-07-2014, 19:32
Z początku przeszkadzał mi fakt, że polskie tłumaczenia tytułów miały się nijak do oryginału. Potem jednak sobie uświadomiłam, że tutaj nie chodzi o przetłumaczenie tytułu dosłownie. Gdzieś czytałam [niestety nie pamiętam źródła], że tłumacz najpierw ogląda dany film i na podstawie fabuły wychodzi z propozycją tłumaczenia tytułu. Ma się on odnosić do treści filmu.
Tak więc 'Dirty Dancing' - 'Wirujący Seks' ma sens ;)

Z drugiej jednak strony, biorąc pod uwagę tytuły proste i chwytliwe mogłyby pozostac bez zmian. Tak jest w przypadku bollywoodzkiego filmu 'Salaam Namaste', który został przetłumaczony jako 'Trudna droga do miłości'. Salaam Namaste to kolejno pozdrowienia muzułmańskie i hinduskie. Łatwo zapamietać taką nazwę tym bardziej, że w filmie 'Salaam Namaste' odnosi się również do nazwy radiostacji, która odgrywa dość ważną rolę w przebiegu całego filmu. W takim przypadku myślę, ze tłumaczenie jest zbędne.

Athriya
01-07-2014, 19:57
Nie jestem tego pewna i głowy ani innej kończyny uciąć sobie nie dam - ale dawno, dawno temu słyszałam/czytałam, że niedokładne tłumaczenie tytułu to efekt zamierzony, mający coś wspólnego z cięciami kosztów, tantiemami czy innymi szeroko pojętymi prawami własności.
Ile w tym prawdy - nie wiem, sama tylko coś słyszałam na ten temat, a że nigdy się nie interesowałam to też nie weryfikowałam. :)

o_kowal
01-08-2014, 10:54
Mi bardzo podoba się tłumaczenie "Step up" - "Taniec zmysłów". Może gdyby tłumaczący "Dirty Dancig" pomyśleli o tym tytule nie byłoby tylu kontrowersji co do Wirującego Seksu

zzaszyby
01-09-2014, 18:37
Nie jestem pewien, czy to już się tutaj pojawiło, jeśli tak to przepraszam za powtarzanie postów. Jeśli nie, to polecam przeczytać dość ciekawą pracę dotyczącą właśnie tłumaczenia tytułów filmów na język polski :

http://www.ifa.uni.wroc.pl/documents/berezowski/Sk%b9d%20si%ea%20bior%b9%20polskie%20tytu%b3y%20am eryka%f1skich%20film%f3w.pdf

martafiecko
01-11-2014, 00:01
Z innych, podobnych "kwiatków":

"A walk to remember" przetłumaczone jako "Szkoła uczuć"
"Girl, interrupted" - "Przerwana lekcja muzyki"
"Crash" - "Miasto gniewu"

Z nowszych filmów:

"Just go with it" - "Żona na niby"
"Side effects" to niby "Panaceum"

kluivert114
10-16-2014, 14:17
O tłumaczeniu tytułów:
http://www.ifa.uni.wroc.pl/documents/berezowski/Sk%B9d%20si%EA%20bior%B9%20polskie%20tytu%B3y%20am eryka%F1skich%20film%F3w.pdf

martachr
11-10-2014, 00:53
"Desperate housewives"- czyli "Gotowe na wszystko". Wydaje mi się, że jest dość fajnym i trafnym tłumaczeniem, choć nie oddaje wszystkich cech oryginalnego tytułu.

Mateusz_Fuchs
11-08-2016, 23:08
Z dobrych i "dziwnych" tłumaczeń nazw filmów podobało mi się "I know what you did last summer" - "Koszmar mininego lata" i jego sequel "I still know what you did last summer" - "Koszmar następnego lata"

katbła
01-24-2017, 20:01
A co myślicie o tłumaczeniu tytułu "Fight Club"? Ja mam jakiś problem z "Podziemnym kręgiem". Ktoś mi ostatnio powiedział, że to trafna metafora, ale jakoś nie jestem przekonana.

Romusen
01-26-2017, 16:20
Ale czy podane w tym temacie przykłady to faktycznie błędy? Czy dobre tłumaczenie tytułu musi być dosłowne?
Wydaje mi się że czepianie się polskich tytułów filmów jest przede wszystkim modne, bo nie trzeba nawet dobrze znać angielskiego by widzieć różnicę między oryginałem a tłumaczeniem. Ale przecież to nie wynika z tego że tłumacz nie wie, że "Side Effect" nie znaczy "Panceum". Niektóre tytuły praktycznie niemożliwe jest przetłumaczyć dosłownie ("Some Like It Hot" na przykład?), a niektóre w tłumaczeniu bardziej dosłownym brzmiałyby sztywno, dziwnie (moja ukochana "Pani zemsta" to, tłumacząc dosłownie tytuł oryginału "Geum-ja o dobrym sercu", czy to brzmi jak tytuł filmu w ogóle? Inna rzecz, że moim zdaniem w tytule polskim brakuje pewnego ważnego niuansu z oryginału) albo byłyby po prostu za długie. Problemem bywa też gramatyka - jak przetłumaczylibyście np. Frozen?

Czy naprawdę przetłumaczenie "Dirty Dancing" jako "Brudny taniec" by kogoś satysfakcjonowało? Moim zdaniem to właśnie byłby błąd, bo polskie "brudny" nie może się odnosić do seksualności i nieprzyzwoitości, w przeciwieństwie do angielskiego "dirty". Istnieją, oczywiście, inne opcje niż "wirujący seks" ale to dosyć trudny tytuł do przetłumaczenia, tak czy inaczej.