PDA

View Full Version : Fałszywi przyjaciele tłumacza


mrówkojad
03-11-2008, 10:34
W internecie można znaleźć wiele gotowych list "wyrazów zdradliwych", pomocnych w tłumaczeniu. Czy łatwo podczas praktyki tłumaczeniowej zetknąć się z tautonimami?

W czytelni w jednym z artykułów można przeczytać, że "faux amis du traducteur" są niebezpieczną pułapką dla tłumacza, choć należy stwierdzić, że wraz z rosnącą znajomością danego języka staje się on bardziej nieufny wobec prostych analogii językowych. Stanowią one zagrożenie zwłaszcza dla osób, których styl uczenia się można opisać skrótowo jako przekodowywanie wcześniejszego doświadczenia językowego. Fałszywi przyjaciele tłumacza to dwa wyrazy pochodzące z różnych języków, które podczas tłumaczenia można zakwalifikować jako identyczne pod względem semantycznym, dając się zwieść ich podobnemu brzmieniu bądź formie graficznej. Tautonimy mogą też być rozważane na płaszczyźnie pragmatycznej, klasycznym przykładem będzie tu polskie "Cześć!" różniące się od niemieckiego "Tschüß!", używanego tylko podczas pożegnania. Czasem dochodzi jednak do tego, że słowo dłuższy czas tłumaczone błędnie może przyjąć się w języku docelowym w znaczeniu zapożyczonym z języka źródłowego.

Czy uważacie, że w początkowej fazie poznawania języka obcego ma sens nauka na zasadzie skojarzeń? Wprawdzie w przypadku języków indoeuropejskich duża ilość słów pochodzących z łaciny albo greki ma podobne brzmienie. Poddają się one również tym samym regułom budowy wyrazu w danym języku. A może ryzyko pomyłki jest zbyt duże?

Tom z Sopotu
03-11-2008, 11:53
Czy uważacie, że w początkowej fazie poznawania języka obcego ma sens nauka na zasadzie skojarzeń? Wprawdzie w przypadku języków indoeuropejskich duża ilość słów pochodzących z łaciny albo greki ma podobne brzmienie. Poddają się one również tym samym regułom budowy wyrazu w danym języku. A może ryzyko pomyłki jest zbyt duże?

Moim zdaniem bezwzględnie ma to sens! Zdałem sobie z tego sprawę przed laty, poznając hiszpańskie koniugacje. Zauważyłem, że pomiędzy wieloma polskimi a hiszpańskimi końcówkami da się znaleźć analogie, a przez to nie trzeba opanowywać materiału czysto pamięciowo, bo można się domyślić, jak to będzie brzmiało, można zdać się na językowy odruch. Oczywiście istnieje ryzyko błędu, ale i tak jesteśmy już o cały etap do przodu - uczymy się głównie wyjątków, bo reguła sama się narzuca.
Spójrzcie przykładowo na odmianę czasownika "estar" (być) w czasie presente:

estoy - jestem
estas - jesteś
esta - jest
estamos - jesteśmy
estais - jesteście
estan - są

Dla mnie podobieństwa sa jasno widoczne, acz wiem, że nie każdy tak myśli o języku (znam osoby, które znacznie lepiej ode mnie mówią w obcych językach, a podobnych analogii nie dostrzegają, uczyli się w inny sposób - może więc jednak mieli rację?).

Podobny mechanizm dostrzegłem w moim opanowywaniu angielskiego. Otarłszy się w życiu o inne języki - języki naszych sąsiadów (niemiecki, czeski, słowacki, rosyjski, ukraiński), czy języki łacińskie, niegdyś dominujące w Europie (hiszpański, włoski, francuski, czy samą łacinę), zbieramy pewien zasób słów, zapamiętywanych nawet mimochodem, które mogą później stanowić podstawę skojarzeń. Ba, sam polski ma ponadnormatywną liczbę zapożyczeń, zwłaszcza z łaciny, niemieckiego i rosyjskiego, co daje nam przewagę nad innymi narodami, bo we własnym języku znajdziemy wiele skojarzeń. Pamiętam z ogólniaka czy ze studiów jakiś egzamin z angielskiego - było tam jedno zadanie polegające na przyporządkowaniu w pary wyrazów bliskoznacznych. Spojrzałem na to zadanie i odpuściłem, zająłem się pozostałymi, które byłem w stanie zrobić z biegu. W tym zadaniu bowiem wyszła na jaw moja zbyt mała znajomość słówek - na pierwszy rzut oka byłem w stanie dopasować tylko jedną parę wyrazów (a miało być dziesięć par)! Na koniec egzaminu wróciłem do tego zadania i zacząłem kombionować. I wyobraźcie sobie, że na zasadzie skojarzeń z wyrazami, które znałem skądinąd, domyśliłem się, co znaczą pozostałe słowa. Przypasowałem - poprawnie! - wszystkie dziesięć par (fakt, że ostatnią dopasowałem już tylko na tej zasadzie, że zostały po prostu dwa wyrazy nie pasujące mi do niczego). A moja bazowa wiedza ogarniała tylko jedną parę, z innych znałem pojedyczne wyrazy, lub zgoła żadnego.

Znaczącej roli skojarzeń w nauce języków słowiańskich chyba nie trzeba udowadniać. Wędrując po Czechach, Słowacji czy Ukrainie wielokrotnie zetknąłem się z wyrazami, które - z początku nic mi nie mówiące - stały się dla mnie jasne po przeprowadzeniu w myślach procesu skojarzeniowego z językiem polskim. Pamiętam na przykład, kiedy dawno, dawno temu pytałem o drogę w czeskich Górach Stołowych, ktoś pokazał mi, jak dojść do "vlaku". Mój kolega, z którym wędrowaliśmy, był przekonany że to jakaś miejscowość Vlak - a mnie skojarzyło się w taki sposób: vlak-wlec-ciągnąć-pociąg. I tak doszliśmy do stacji kolejowej. A tam była tablica z napisem "Smer" (nie mam odpowiedniej czcionki, nad "e" był daszek). Inny kolega był pewien, że to również miejscowość, do której jedzie pociąg: Smer. Był z tym problem, bo do owego Smeru najwyraźniej można było dojechać wsiadając we vlak w dowolną stronę, a na dodatek Smeru nie było na żadnej z naszych map. Ale kombinując chwilę, znów wywołałem w sobie ciąg skojarzeń: smer- (daszek musiał coś znaczyć)- smier-zmier-zmierzać-kierunek. I dopiero pod "smerem" była nazwa miejscowości. Takie przykłady można by mnożyć: co to znaczy "tajomnik" po słowacku? Proste: sekretarz. A "pyłosos" po ukraińsku? Oczywiście odkurzacz.

Zaprawdę, powiadam wam, nie ma to jak skojarzenia! :-)

Tom z Sopotu
03-13-2008, 15:48
Wracając zaś do kwestii tautonimów, bo trochę zeszło z pierwotnego tematu, po prostu - jak ze wszystkim - należy być zwyczajnie ostrożnym, stosować w tej mierze zasadę ograniczonego zaufania. Nie tak jak mój kolega (ten od miasta Smer zresztą), który prosząc w słowackiej knajpie o placek z "jahodami" bardzo był rozczarowany znalazłszy na nim truskawki... :-)

michalina
10-09-2008, 20:55
Zupełnie przypadkowo natknęłam się na listę francuskich faux amis. Genialna. Nie znam francuskiego i słysząc niektóre spośród tych wyrazów we Francji na pewno odczytałabym je "fałszywie", choćby taki szalet :)

http://forum.jzn.pl/viewtopic.php?p=1918

Monia z Po-nia
10-10-2008, 16:56
Pamiętam, że na pierwszych zajęciach w Szkole Tłumaczy zasypano nas literaturą na temat "wyrazów zdradliwych".
Bardzo ciekawą pozycją była np. książka Christian Douglas-Kozłowskiej "Difficult Words in Polish-English Translation". Polecam!

Pamiętam, że popadłam wtedy w drugą skrajność i zaczęłam podejrzliwie patrzeć na każdą parę podobnych wyrazów ;-)

A jak zaczęłam się uczyć francuskiego, to znowu spotkało mnie zaskoczenie. Np. w sklepie we Francji głowię się, jak jest po francusku "ananas", mówię do sprzedawczyni "pineapple" - a ona do mnie: "Aaaa...Ananas!"

michalina
10-10-2008, 21:05
Pamiętam, jak mnie w szkole podstawowej na lekcjach rosyjskiego (dodatkowych, ja jestem już rocznik z obowiązkowym angielskim)"musztrowali" ze słówek zapomnieć (забыть) i zapamiętać (запомнить). Do tej pory, zanim wypowiem te słowa, muszę pomyśleć nad ich znaczeniem :)

adam
10-11-2008, 21:16
Osobiście zdziwiłem się kiedyś we Lwowie zamawiając w restauracji rosyjskiej (!) pieczeń. Dostałem wątrobę, myślę że wieprzową :(

Mufka
10-12-2008, 09:18
Uuuu, ja obok tematu - jutro jadę do Lwowa, ale jak słyszę o pryjemnościach kulinarnych, które mnie tam czekają (ziemniaki i kurczak gotowany na śniadanie:eek:) to robię się zielona.

michalina
10-12-2008, 17:08
Uuuu, ja obok tematu - jutro jadę do Lwowa, ale jak słyszę o pryjemnościach kulinarnych, które mnie tam czekają (ziemniaki i kurczak gotowany na śniadanie:eek:) to robię się zielona.

Zupy mają dobre na Ukrainie, przeważnie i... zawsze jadają do nich chleb :) A chleb smakuje mniej więcej jak u nas :)

Tom z Sopotu
10-12-2008, 17:42
Zupy mają dobre na Ukrainie, przeważnie i... zawsze jadają do nich chleb :) A chleb smakuje mniej więcej jak u nas :)

Z zup polecam czynachy (czy jak tam polska transkrypcja tego słowa wygląda), natomiast wystrzegaj się wędlin! :)

adam
10-12-2008, 20:09
Uuuu, ja obok tematu - jutro jadę do Lwowa, ale jak słyszę o pryjemnościach kulinarnych, które mnie tam czekają (ziemniaki i kurczak gotowany na śniadanie:eek:) to robię się zielona.

O! to pamiętaj, że ich "łakomstwo" to nasze łakocie/słodycze :)

tosia
10-17-2008, 22:48
Może nieco poza tematem- pewna delegacja z Ukrainy zapytała mnie, co w naszym języku oznacza słówko"prze". Tłumaczę, gestykulując i wydając dźwięki, a oni, że to niemożliwe, że im się wydaje, że to najpopuarniejsze słowo po polsku i pewnie ma inne znaczenie niż owe parcie. W końcu usłyszeli: "przepraszam, chciałbym przejść" i... podnieśli rwetes... No i tłumacz im, że to sylaba, przedrostek czy jakkolwiek to zwą :)

moped
10-20-2008, 08:46
Może nieco poza tematem- pewna delegacja z Ukrainy zapytała mnie, co w naszym języku oznacza słówko"prze". Tłumaczę, gestykulując i wydając dźwięki, a oni, że to niemożliwe, że im się wydaje, że to najpopuarniejsze słowo po polsku i pewnie ma inne znaczenie niż owe parcie. W końcu usłyszeli: "przepraszam, chciałbym przejść" i... podnieśli rwetes... No i tłumacz im, że to sylaba, przedrostek czy jakkolwiek to zwą :)

Miałem podobną sytuację ale z partykułą "nie". Pewien Anglik nie rozumiał dlaczego raz piszemy ją oddzielnie a raz łącznie i dlaczego kiedy piszemy, że nie zrobimy czegoś to jeszcze zaprzeczamy słówkiem nigdy. Podwójne przeczenie jakoś nie mieściło mu się w głowie :)

Tom z Sopotu
10-20-2008, 12:42
Podwójne przeczenie jakoś nie mieściło mu się w głowie :)

A to już doprawdy źle świadczy o jego znajomości rozwoju własnego języka, a przynajmniej o jego kontakcie ze światem. Wystarczy obejrzeć dowolny amerykański film, czy posłuchać niemal dowolnej amerykańskiej piosenki, zwłaszcza gdy słowa padają z ust Murzyna lub Latynosa, żeby przekonać się, że podwójne przeczenie od dawna już wrosło w język angielski i nikogo to teraz nie dziwi.

Mufka
10-21-2008, 14:12
O! to pamiętaj, że ich "łakomstwo" to nasze łakocie/słodycze :)

Za późno:)
Nie znam ukraińskiego, ale nie miałam żadnego problemu z dogadaniem się. Początkowo posługiwałam się rosyjskim, którego coraz więcej mi się przypominało, ale później zaczęłam się zastanawiać, czy to nie jest faux pas? Mówienie do Ukraińców po rosyjsku? Próbowałam angielskiego, ale jego znajomość nie jest na Ukrainie popularna. Wróciłam więc do polskiego i było OK. Tym bardziej, że polski okazuje się być bliższy ukraińskiemu niż rosyjskiemu.
A jeśli ktoś jeszcze na Ukrainie nie był, to szczerze polecam, wróciłam zachwycona i krajem i ludźmi. Byłam tam przy okazji obchodów Roku Herbertowskiego, stąd głównie zwiedziłam rodzinne miasto poety - Lwów, ale udało się również zajrzeć np. do Żytomierza.

michalina
10-21-2008, 15:57
Za późno:)
Nie znam ukraińskiego, ale nie miałam żadnego problemu z dogadaniem się. Początkowo posługiwałam się rosyjskim, którego coraz więcej mi się przypominało, ale później zaczęłam się zastanawiać, czy to nie jest faux pas? Mówienie do Ukraińców po rosyjsku? Próbowałam angielskiego, ale jego znajomość nie jest na Ukrainie popularna. Wróciłam więc do polskiego i było OK. Tym bardziej, że polski okazuje się być bliższy ukraińskiemu niż rosyjskiemu.
A jeśli ktoś jeszcze na Ukrainie nie był, to szczerze polecam, wróciłam zachwycona i krajem i ludźmi. Byłam tam przy okazji obchodów Roku Herbertowskiego, stąd głównie zwiedziłam rodzinne miasto poety - Lwów, ale udało się również zajrzeć np. do Żytomierza.

Z tym rosyjskim na Ukrainie to dziwna rzecz... w zależności od tego, kogo spotkasz... oficjalnie niby mówią po ukraińsku, a w niektórych urzędach, sklepach, ba, całych miastach słychać prawie wyłącznie rosyjski... Stare pokolenie jeszcze nie odwykło :(

michalina
10-21-2008, 15:58
A tak w ogóle- zazdroszczę wycieczki i cieszę się, że znów "nadajesz" na forum Mufka :)

Mufka
10-21-2008, 18:10
Dzięki Michalina:)

kamil
10-21-2008, 21:56
Dostałem dziś maila od kumpla i chyba jego treść pasuje do Waszego wątku:

Wiecie jak jest pingwin po czesku? polarni nelotek
Jadąc w Czechach autobusem można usłyszeć, jak kontroler pyta: kto ne ma listka w zadu"? (czyli, czy ktoś w tylnej części autobusu nie ma biletu?)
"Miłość się nie obraża i gniewem nie unosi" (cytat z Listu do Koryntian) "Laska se ne vypina i ne vydyma se"
Awaria w dziale zbytu - poruha v odbyte
Stonka ziemniaczana - mandolinka bramborowa
Ogórek konserwowy - styrylizowany uhorek
Mam pomysł - mam napad
Plaster na odciski - naplast na kure oko
Wiewiórka - drevni kocur
Chwilowo nieobecny - momentalnie ne przitomni
Teatr narodowy - narodne divadlo
Gwiazdozbiór - hvezdokupa


Tak zabawne, że chyba zacznę się uczyć czeskiego :)

michalina
10-21-2008, 22:13
Tak zabawne, że chyba zacznę się uczyć czeskiego :)

Chyba się przyłączę :) Wiewiórka jest prześmiesznie :) Nie wiedziałam.

Monia z Po-nia
10-22-2008, 09:56
Boskie!!!
Ja też się przyłączam na do klubu miłośników czeskiego. Choć muszę was niestety rozczarować. Według mojej koleżanki z pracy, która ma męża Czecha i czeski zresztą studiowała, połowa z tych przykładów to czysta mistyfikacja ;-)

Część z tych "tłumaczeń" pochodzi ponoć z kawałów o Słowakach, jakie opowiadają sobie Czesi (oni się śmieją ze słowackiego (i z polskiego!) tak jak my z czeskiego ;-)

W każdym razie, na pewno tak jest z wiewiórką ;-) O resztę muszę się jeszce dokładnie wypytać...

michalina
10-22-2008, 10:48
Boskie!!!
Część z tych "tłumaczeń" pochodzi ponoć z kawałów o Słowakach, jakie opowiadają sobie Czesi (oni się śmieją ze słowackiego (i z polskiego!) tak jak my z czeskiego ;-)

W każdym razie, na pewno tak jest z wiewiórką ;-) O resztę muszę się jeszce dokładnie wypytać...

No coś takiego! A ta wiewióra tak mi do gustu przypadła ;) Cóż... niezła prowokacja ;)

Tom z Sopotu
10-22-2008, 11:49
Chyba się przyłączę :) Wiewiórka jest prześmiesznie :) Nie wiedziałam.

Ech, Wy fałszywi przyjaciele tłumacza! Część z tego, co zostało wymienione powyżej, to prawda, ale część to bzdury, wymyślone przez durnych Polaczków wyśmiewających się z brzmienia czeskiego języka. Do bzdur należy też ów "drevni kocur" właśnie. Wiewiórka to po czesku po prostu "veverka", tylko jakiemuś palantowi to się wydało za mało śmieszne.
Nie wiem, mnie wyśmiewanie się z brzmienia języka sąsiadów przestało śmieszyć gdzieś pod koniec podstawówki, ale są tacy, którzy gotowi są ten przedni dowcip powtarzać w nieskończoność. Owszem, są w czeskim rzeczy, które mogą Polaka rozbawić, ale nie trzeba wymyślać w tym celu fikcyjnych słów. Zresztą, nasz dostojny i szlachetny język polski śmieszy podobno Czechów w zbliżonym stopniu.

Monia z Po-nia
10-22-2008, 12:05
Część z tego, co zostało wymienione powyżej, to prawda, ale część to bzdury, wymyślone przez durnych Polaczków wyśmiewających się z brzmienia czeskiego języka. (...)


O j tam od razu wyśmiewanie przez durnych Polaczków...Jak dla mnie to dobry żart. Często rozmawiam o tym z zaprzyjaźnionym Czechem i zaśmiewamy się do łez, co nie znaczy, że uważamy ten drugi język za jakiś gorszy! Np. takie "devedeczko" (odtwarzacz DVD) albo "titulki" (napisy na filmie obcojęzycznym) mnie roztkliwiają ;-)

No i, jak wspomniałam, część tych "bzdur" wymyślili tak naprawdę Czesi a propos języka słowackiego!

I jeszcze jeden przykład! Ponoć Czesi nie używają w ogóle popularnego u nas "to se ne wrati!". A szkoda...

michalina
10-22-2008, 13:50
Nie wiem, mnie wyśmiewanie się z brzmienia języka sąsiadów przestało śmieszyć gdzieś pod koniec podstawówki, ale są tacy, którzy gotowi są ten przedni dowcip powtarzać w nieskończoność.

Nie wiem... obrazić się? Cóż, widocznie mam w sobie coś z dziecka uczęszczającego do podstawówki (na marginesie- ów Polaczek nie był miły), a śmiertelna powaga nie leży w moim charakterze. I dla ścisłości, ja się nie wyśmiewam, a śmieję, a to pewna różnica. Niektórzy widocznie nie znają się na żartach ani na dobrej zabawie... lepiej zamilknę, bo jeszcze jakieś niemiłe słówko napiszę :(

Tom z Sopotu
10-22-2008, 15:38
O j tam od razu wyśmiewanie przez durnych Polaczków...Jak dla mnie to dobry żart. Często rozmawiam o tym z zaprzyjaźnionym Czechem i zaśmiewamy się do łez, co nie znaczy, że uważamy ten drugi język za jakiś gorszy! Np. takie "devedeczko" (odtwarzacz DVD) albo "titulki" (napisy na filmie obcojęzycznym) mnie roztkliwiają ;-)

No i, jak wspomniałam, część tych "bzdur" wymyślili tak naprawdę Czesi a propos języka słowackiego!

I jeszcze jeden przykład! Ponoć Czesi nie używają w ogóle popularnego u nas "to se ne wrati!". A szkoda...

Monia, dyskutowaliśmy już chyba o tym na innym forum.
Tak, jak powiedziałem - są w czeskim rzeczy, które nas mogą śmieszyć, acz stykając się z tym językiem przez jakiś czas, wydaje mi się, że to już mocno odgrzewane dowcipasy. Istotne jest to, że niektórzy próbują dodatkowo ośmieszać ten język, tworząc nieistniejące słowa na bazie głupkowatych skojarzeń i jeszcze podają to jako autentyki. Może niektórzy Czesi się za to nie obrażą, ale inni spokojnie mogliby mieć za złe.

Tom z Sopotu
10-22-2008, 15:43
Nie wiem... obrazić się? Cóż, widocznie mam w sobie coś z dziecka uczęszczającego do podstawówki (na marginesie- ów Polaczek nie był miły), :(

A co, to Ty wymyśliłaś te słówka? Bo ja pisałem o durnych Polaczkach, którzy je wymyślają. :p

szerlok
10-22-2008, 16:45
wymyślone przez durnych Polaczków wyśmiewających się z brzmienia czeskiego języka

Michalina tego nie wymyśliła, ale się z tego śmiała, a takich osób dotyczy dalsza cz. Twego postu, Tom. I tak ja to widzę. A jeśli chodzi o tego typu żarty, to mnie osobiście bawią.Może nie zaśmiewam się do rozpuku, ale jednak bawią, co zapewne oznacza, że i ja tkwię w podstawówce. Tylko że nie traktuję tego typu dowcipów jako ośmieszających, a jedynie wykorzystujących naturalny komizm języka czeskiego. Naturalny dla nas - innej nacji. Myślę, że tego typu dowcipy wpisują się w szerszy nurt kawałów o innych narodowościach i dopóki to nikogo nie obraża (a jak słyszymy samych Czechów to bawi) to jest w porządku.

Tom z Sopotu
10-22-2008, 17:54
Bawi jednego Czecha, jak na razie. :) Ale OK, to może ja mam za bardzo wysublimowane poczucie humoru, a nie Wy za mało.

michalina
10-22-2008, 22:13
Bawi jednego Czecha, jak na razie. :) Ale OK, to może ja mam za bardzo wysublimowane poczucie humoru, a nie Wy za mało.

Wysublimowane?! Hm... ja myślałam raczej o jego braku, a przynajmniej niedostatku. Czyżbyś się znów, Panie Tom, nieco wywyższał ponad maluczkich, jak napisałeś wcześniej "durnych Polaczków"?

Monia z Po-nia
10-22-2008, 22:57
Monia, dyskutowaliśmy już chyba o tym na innym forum.
Tak, jak powiedziałem - są w czeskim rzeczy, które nas mogą śmieszyć, acz stykając się z tym językiem przez jakiś czas, wydaje mi się, że to już mocno odgrzewane dowcipasy.

Fakt - większość z tych prawdziwych i rzekomych przykładów słyszałam wiele razy...ale nieodmiennie mnie one śmieszą :D


Istotne jest to, że niektórzy próbują dodatkowo ośmieszać ten język, tworząc nieistniejące słowa na bazie głupkowatych skojarzeń i jeszcze podają to jako autentyki.

A według mnie - to jest sztuka stworzyć taką mistyfikację, że nie wiadomo, czy to tłumaczenie, czy tylko żart ;-) Choć fakt - czasem można przekroczyć granicę dobrego smaku...Ale jakoś sprośne kawały śmieszą mnie najmniej.

Może niektórzy Czesi się za to nie obrażą, ale inni spokojnie mogliby mieć za złe.

Eee...wg mnie miarą poczucia humoru jest to, czy ktoś potrafi śmiać się sam z siebie.

Ale skoro Czesi naśmiewają się ze Słowaków i Polaków, Szwedzi z Norwegów... to dlaczego my mamy być gorsi? ;-)

Zresztą żartowanie sobie z języka jest o niebo bardziej niewinne niż posługiwanie się stereotypami, np. Polaka-złodzieja albo Szkota-sknery. Ale mnie nawet dobry kawał o Polakach-złodziejach śmieszy ;-)

Tom z Sopotu
10-23-2008, 00:13
Wysublimowane?! Hm... ja myślałam raczej o jego braku, a przynajmniej niedostatku. Czyżbyś się znów, Panie Tom, nieco wywyższał ponad maluczkich, jak napisałeś wcześniej "durnych Polaczków"?

Owszem, wywyższam się. Takie dowcipasy uważam za prostackie, są na poziomie dzisiejszego kabaretu Elita (oni mają zresztą dokładnie taki skecz, zdaje się). Braku poczucia humoru jeszcze nikt mi chyba nie zarzucał, ale cóż - nie mnie o tym sądzić, może go nie mam faktycznie.

Monia - Czech, ktory gada śmiesznie to taki sam stereotyp, jak Szkot-sknera, tylko dotyczy mniej potępianiej cechy.

Tom z Sopotu
10-23-2008, 00:15
A w innej sprawie - Monia, zapomniałem, na jaki adres @ do Ciebie teraz pisać, a na jaki nie. Możesz mi przypomnieć? Mój chyba znasz, nie zmieniał się od dawna. Posłałem coś do Ciebie na priva przez forum, ale chyba nie doszło...
Sorry za offtop.

kamil
10-23-2008, 08:49
Gdybym wiedział, że taką wojnę rozpętam "wklejając" maila, jakiego otrzymałem, nie zrobiłbym tego na pewno. Sorki serdeczne. Durny Licealista :)

szerlok
10-23-2008, 11:14
Durny Licealista :)

Może sprawdź, czy Cię w podstawówce aby nie ma:)

Tom z Sopotu
10-23-2008, 13:00
Może sprawdź, czy Cię w podstawówce aby nie ma:)

Ten żart mnie rozśmieszył! :D

kamil
10-23-2008, 22:23
Może sprawdź, czy Cię w podstawówce aby nie ma:)

Sprawdziłem, ale nie ma mnie :( Albo znów poszedłem na wagary albo film mi się urwał :) Jest jeszcze opcja oddelegowania mnie przez dyrektora na gościnne występy do liceum :)

adam
10-24-2008, 16:53
Moja dziewczyna kupiła dzisiaj tak zwane podkolanówki, na których w języku rosyjskim napisane jest гольфы (golfy). Mimo wszystko się uśmiechnąłem ;)

Tom z Sopotu
10-24-2008, 21:39
Jako rzekłem - nie ma nic zdrożnego w golfach ani cedeczkach, ale w drevnim kocurze - owszem. :)

JoannaGawron
10-26-2008, 18:51
Jednym ze sdradliwych wyrazów języka niemieckiego jest polski wyraz konkurs, który mogłoby się wydawać w języku niemieckim brzmi tak samo. Konkurs to po niemiecku Wettbewerb, natomiast niemiecki wyraz Konkurs to po polsku upadłość. :)
Niemiecki wyraz die Bagage to potoczne określenie na hołotę i nie wolno go mylić ze słowem bagaż.
:D

szerlok
10-26-2008, 19:37
Jednym ze sdradliwych wyrazów języka niemieckiego jest polski wyraz konkurs, który mogłoby się wydawać w języku niemieckim brzmi tak samo. Konkurs to po niemiecku Wettbewerb, natomiast niemiecki wyraz Konkurs to po polsku upadłość. :)
Niemiecki wyraz die Bagage to potoczne określenie na hołotę i nie wolno go mylić ze słowem bagaż.
:D

Zdradliwych.

kornel87
12-05-2008, 23:48
To może podam kilka ciekawych przykładów z języka CHORWACKIEGO:
*pierwsze słowo po polsku/drugie po chorwacku

rok/godina
godzina/sat
jutro/sutra
wcześnie/rano
rano/jutro
powoli/polako lub sporo

to chyba najczęściej mylone słowa

michalina
12-07-2008, 20:13
To może podam kilka ciekawych przykładów z języka CHORWACKIEGO:
*pierwsze słowo po polsku/drugie po chorwacku

rok/godina
godzina/sat
jutro/sutra
wcześnie/rano
rano/jutro
powoli/polako lub sporo

to chyba najczęściej mylone słowa

Świetne, nie miałam pojęcia :) Tego "jutro wcześnie rano" po chorwacku wyuczę się chyba na pamięć ;)

Tom z Sopotu
12-09-2008, 11:04
A, to jeszcze w tym temacie przypomniała mi się stara anegdota z kręgów dyplomatycznych. Tak stara, że pewnie większość ją zna, ale może nie wszyscy.
Sprawa - ponoć - autentyczna. Chodziło bodaj o przyjęcie u jakiegoś dostojnika w Moskwie, jeszcze za minionego ustroju, na które zaproszono polskiego ambasadora z małżonką, czy też odwrotnie - o przyjęcie w ambasadzie radzieckiej w Warszawie, na które zaproszono polskiego dostojnika z małżonką. Nieważne - ważne, że owej małżonki umiejętnosć posługiwania się językiem rosyjskim pozostawiała wiele do życzenia. Nie spędzała ona czasu na tym przyjeciu zbyt miło, nie potrafiąc nawiązać rozmowy, nie chciała jednak wyjść na nieobytą, więc postanowiła jednak zagaić jakąś rozmowę, choćby na temat ubioru żony gospodarza, czyli sukni z wpiętą różą. Odezwała się więc do niej takim oto komplementem (wybaczcie, nie chce mi się już szukać cyrylicy w kompie):
- Kakaja u was krasnaja roża!
Skandal dyplomatyczny na szczęście udało się jakoś zażegnać... ;)

Wyjaśniam dla nierosyjskojęzycznych: "krasnaja roża" znaczy tyle co "czerwona morda", podczas gdy w intencji miała to być "krasiwaja roza", czyli "piękna róża". Różnica może niewielka, a jednak... :)

kornel87
12-09-2008, 23:08
A to nie z "Przedwiośnia" Żeromskiego?

Tom z Sopotu
12-10-2008, 13:34
A to nie z "Przedwiośnia" Żeromskiego?

Nie mam pojęcia. Nie doczytałem tej książki do końca. :) Ja to natomiast wyczytałem w jakiejś książce na temat dyplomacji (jak się wygrzebię z kartonów przeprowadzkowych wreszcie, to jej poszukam), ale o "Przedwiośniu" raczej nie było w niej mowy.

magdalenajurczak
01-25-2009, 11:57
Tak sobie czytam Wasze posty i widzę, że momentami schodzicie z tematu... Tu jakieś jedzonko, wiewiórki i inne podkolanówki. Ale w sumie sympatycznie:)

=mrówkojad
Czy uważacie, że w początkowej fazie poznawania języka obcego ma sens nauka na zasadzie skojarzeń?

Moim zdaniem jak najbardziej i nie tylko w początkowej fazie poznawania języka. A w szczególności, gdy uczymy się języków z tej samej rodziny. Mnóstwo słów, wyrażeń brzmi podobnie. Więc jeśli nie znamy słowa w jednym języku, a znamy go w innym, to jesteśmy w stanie bez problemu skojarzyć, jak będzie ono brzmiało. Podobnie jest z zasadami gramatycznymi np. tworzeniem czasów. Dla przykładu, odmiana francuskiego czasownika "etre" (być) i hiszpańskiego "ser":

je suis----soy
tu es-----eres
il\elle est-----es
nous sommes-----somos
vous etez-------sois
ils/elles sont-----son

Dla osób znających w jakimkolwiek stopniu te dwa języki, podobieństwo jest oczywiste.

magdalenajurczak
01-25-2009, 12:22
Nauka poprzez skojarzenia możliwa jest również w przypadku języków z różnych rodzin. Sama studiuję angielski i francuski. I nie raz znajomość jednego języka pomogła mi w momencie, gdy "brakowało mi słów" w tym drugim. I nie chodzi tylko o jakieś podstawowe słownictwo, również to bardziej specjalistyczne. Ponadto słowa nie muszą mieć podobnego brzmienia.

np. społka zoo
ENG- limited liabilty company
FR- societe a responsabilte limitee

*Przeczytałam kiedyś, że (ku mojemu zdziwieniu) ok. 60% słów z języka angielskiego pochodzi z francuskiego!

magdalenajurczak
01-25-2009, 13:33
Link do przykładów francusko-polskich i francusko-angielskich mots-pièges.

http://www.francuski.ang.pl/faux_amis.html
http://french.about.com/library/fauxamis/blfauxam.htm

eagle10
01-25-2009, 22:20
Ja też mam kilka przykładów polsko- angielskich fałszywych przyjaciół:

akord vs. accord
klozet vs. closet
ewentualny vs. eventual
data vs. data (po ang. dane)
ewidencja vs. evidence
pensja vs. pension
lunatyk vs. lunatic
ordynarny vs. ordinary
kombatant vs. combatant
rumor vs. rumour
lektura vs. lecture

Mimo wszystko uważam, że nauka na zasadzie skojarzeń ma jak najbardziej sens i że ryzyko przyswojenia sobie tzw. "false friends" nie jest tak wysokie, jak niektórym mogłoby się wydawać.

jadwiga
01-26-2009, 08:59
Nauka poprzez skojarzenia możliwa jest również w przypadku języków z różnych rodzin. Sama studiuję angielski i francuski. I nie raz znajomość jednego języka pomogła mi w momencie, gdy "brakowało mi słów" w tym drugim. I nie chodzi tylko o jakieś podstawowe słownictwo, również to bardziej specjalistyczne. Ponadto słowa nie muszą mieć podobnego brzmienia.

np. społka zoo
ENG- limited liabilty company
FR- societe a responsabilte limitee

*Przeczytałam kiedyś, że (ku mojemu zdziwieniu) ok. 60% słów z języka angielskiego pochodzi z francuskiego!

Ja mam podobnie z językiem łacińskim i polskim, ale i innymi, np. włoskim. Łaciny uczyłam się na studiach. Czasów już dokładnie nie pamiętam, odmiany też nie, ale sentencje, słówka gdzieś pozostały... Zadziwiające jak wiele jest jej w językach współczesnej Europy :)

agatagrzybowska
01-26-2009, 17:26
Link do przykładów francusko-polskich i francusko-angielskich mots-pièges.

http://www.francuski.ang.pl/faux_amis.html

Zgadzam się z Magdą, że nauka języków na zasadzie skojarzeń bywa bardzo pomocna :)
A tak poza tym, wyżej cytowana strona -> b. ciekawa. Choć przyznam szczerze, że nigdy nie przyszłoby mi do głowy, żeby kojarzyć fr pièce z pl pies (homofony)! a tu proszę :) zależy to pewnie od sposobu w jaki pojmujemy język...

annajurys
01-26-2009, 21:18
fakt-dyskusja wchodzi momentami w dość zawiłe dygresje...i jak tu teraz włączyć się w dyskusję? na część wątków jak widzę już się spóźniłam, ale może jakoś cichaczem uda się powrócić, jako żem gadatliwa wielce.

ad czeski) jako że wychowałam się na czeskich kreskówkach i serialach, z racji dorastania w strefie przygranicznej, formacje językowe typu "zachlastana fifulka" na "zaczarowany flet" albo "szmaticzka na paticzku" na "parasol" dawno mnie nie śmieszą, bo brzmią po prostu sztucznie. Natomiast słowa/wyrażenia faktyczne wciąż mnie rozbawiają (Johanka z Arku-Joanna d'Arc), przy czym nie w tym cienia pogardy. Na pewno. Bo "chyba"(zapamiętajcie!) to po czesku "pomyłka"!

ad rosyjski i ukraiński) naturalnym jest, w państwach byłego ZSRR, że duża część tych społeczeństw mówi wciąż po rosyjsku, mimo że istnieją i/bądź obowiązują języki narodowe. nie zawsze posługuje się nim pokolenie "starsze"- czasem chodzi o dużą mniejszość rosyjską, jak np w Estonii czy na Litwie,gdzie poza Wilnem wciąż najłatwiej się dogadać właśnie po rosyjsku a nie litewsku.Białoruś, choć to zupełnie inny przypadek, bo dalej pod mocnym wpływem Rosji, jest przykładem kraju, gdzie nikt nie mówi po białorusku. Białoruski najlepiej znają ponoć polscy studenci białorutenistyki (wiem to od mojego współlokatora Białorusina, który tak właśnie twierdzi). Ale tu już wchodzimy w politykę językową i historię... skądinąd ciekawe to, ale nie chcę być odpowiedzialna za kolejną dygresję...

ad nauka przez skojarzenia) i tak i nie...
tak, iż ponieważ bo ze względów wyżej wymienionych. czyli: każdy znany język pomaga w uczeniu się kolejnych. mnie osobiście najpierw angielski pomagał w nauce łaciny, potem łacina w nauce francuskiego, potem francuski w hiszpańskim, a teraz czeski w rosyjskim i angielski w hebrajskim. Pomaga kojarzenie sensu słowa na podstawie rdzenia, o czym pisał Tom. Pomaga słowotwórstwo.
z drugiej strony nie, iż ponieważ bo ze względów identycznych. czyli to, co może pomagać, może jednocześnie mylić. sprawa jasna i banalna: po słowacku jestem = som, co na pierwszy rzut oka przypomina bardziej polskie "są" i żeby skojarzyć prawidłowo wymaga znajomości np czeskiego "jsem" albo dużej wnikliwości...itditditd

ad tautonimy) chciałabym tu poruszyć inną kwestię, która mnie osobiście sprawia problemy a wiąże się niewątpliwie ze stopniem znajomości danego języka. Chodzi mi o o wyrazy, które są wieloznaczne a na pozór wydają się mieć tylko jedno banalne znaczenie. Takich wyrazów się z reguły nie sprawdza w słowniku, bo wydają się pestką, a potem okazuje się, że surprise! "observe" znaczy nie tylko "obserwować", ale też "przestrzegać", a "minute" to nie tylko "minuta" ale też "maleńki, drobny". "Opt out" też nie wygląda na "wycofać się", chyba że przeprowadzi się opisany wyżej skomplikowany proces wnikliwego kojarzenia...I to jest moim zdaniem prawdziwa pułapka dla tłumacza: daje się zwieść pozornej łatwości danego wyrażenia. I niech to będzie pointą mojej wypowiedzi. Houk!

eagle10
01-26-2009, 22:56
Ostatnio poznałem sporą grupę Bułgarów , jak się okazało między polskim a bułgarskim występuje też wiele ff.
Pod spodem podaję listę ciekawych (moim zdaniem) przykładów:

polski/ bułgarski

chałka/ chałka (obrączka)
bułka/ bułka (panna młoda)
obliczam/ obliczam (ubieram)
baszta/ baszta (ojciec)
zapowiadaj/ zapowiadaj (proszę)
godzina/ godina (rok)
czasownik/ czasownik (zegarek)
czas/ czas (godzina)
machaj sobie/ mahaj se (spadaj)
masa/ masa (stół)
pismo/ pismo (list)

Czy naprawdę uważacie, że ff są dla tłumaczy aż tak kłopotliwe?? Moim zdaniem zbijają one z tropu, ale raczej w przypadku języków, o których nie mamy zielonego pojęcia. Np. nigdy bym nie pomyślał, że bułka po bułgarsku to panna młoda, ale nie wyobrażam sobie aby mogłoby to mieć dla mnie jakiekolwiek konsekwencje. Dlaczego? Dlatego, bo nie znam kompletnie bułgarskiego i nigdy nie podjąłbym się tłumaczenia z lub na ten język. Inaczej sprawa wygląda (przynajmniej jeśli chodzi o mnie) z językiem niemieckim i angielskim. Jestem zdania, iż mimo stosunkowo małego doświadczenia w dziedzinie tłumaczeń , istnieje spora szansa, że już przy moich kompetencjach językowych jestem w stanie uniknąć pułapek kryjących się za tzw. "false friends". W razie wątpliwości zawsze mam dyspozycji słownik. Może moja wypowiedź zabrzmiała nieco butnie, ale chodziło mi tylko o to, że dla mnie ff są raczej ciekawostką i językowym fenomenem niż problemem. "Fałszywi przyjaciele" mogą też być wbrew pozorom pomocni w procesie nauki języka. Po pierwsze przyswajając sobie listę słówek z ff z w roli główne automatycznie bogacimy swój zasób słownictwa, a po drugie dowiadujemy się, że dane wyrazy są ff. I tak np. ja "całkiem mimochodem" nauczyłem się dziś znaczeń kilku bułgarskich słówek:)

ramadam
01-27-2009, 09:37
Czy naprawdę uważacie, że ff są dla tłumaczy aż tak kłopotliwe?? Moim zdaniem zbijają one z tropu, ale raczej w przypadku języków, o których nie mamy zielonego pojęcia. Np. nigdy bym nie pomyślał, że bułka po bułgarsku to panna młoda, ale nie wyobrażam sobie aby mogłoby to mieć dla mnie jakiekolwiek konsekwencje. Dlaczego? Dlatego, bo nie znam kompletnie bułgarskiego i nigdy nie podjąłbym się tłumaczenia z lub na ten język. Inaczej sprawa wygląda (przynajmniej jeśli chodzi o mnie) z językiem niemieckim i angielskim. Jestem zdania, iż mimo stosunkowo małego doświadczenia w dziedzinie tłumaczeń , istnieje spora szansa, że już przy moich kompetencjach językowych jestem w stanie uniknąć pułapek kryjących się za tzw. "false friends". W razie wątpliwości zawsze mam dyspozycji słownik. Może moja wypowiedź zabrzmiała nieco butnie, ale chodziło mi tylko o to, że dla mnie ff są raczej ciekawostką i językowym fenomenem niż problemem. "Fałszywi przyjaciele" mogą też być wbrew pozorom pomocni w procesie nauki języka. Po pierwsze przyswajając sobie listę słówek z ff z w roli główne automatycznie bogacimy swój zasób słownictwa, a po drugie dowiadujemy się, że dane wyrazy są ff. I tak np. ja "całkiem mimochodem" nauczyłem się dziś znaczeń kilku bułgarskich słówek:)

Zgadzam się z Tobą w 100%! Od jakiegoś czasu przeglądam ten wątek, po prostu dlatego, że jest zabawny. Ale również dziw mnie, że ktokolwiek kto para się tłumaczeniami może na serio drżeć przed FF. W końcu jeśli oceniasz swoje kompetencje językowe na tyle, by podjąć się tłumaczeń, to już nie straszne ci będą FF. One mogą być kłopotliwe na poziomie NAUKI JĘZYKA.

Tom z Sopotu
01-27-2009, 12:57
Pod spodem podaję listę ciekawych (moim zdaniem) przykładów:

polski/ bułgarski

obliczam/ obliczam (ubieram)
godzina/ godina (rok)
czasownik/ czasownik (zegarek)
czas/ czas (godzina)
masa/ masa (stół)
pismo/ pismo (list)

Czy naprawdę uważacie, że ff są dla tłumaczy aż tak kłopotliwe?? Moim zdaniem zbijają one z tropu, ale raczej w przypadku języków, o których nie mamy zielonego pojęcia. Np. nigdy bym nie pomyślał, że bułka po bułgarsku to panna młoda, ale nie wyobrażam sobie aby mogłoby to mieć dla mnie jakiekolwiek konsekwencje. Dlaczego? Dlatego, bo nie znam kompletnie bułgarskiego i nigdy nie podjąłbym się tłumaczenia z lub na ten język.

Ale spójrzcie tylko na te przykłady, które pozostawiłem powyżej - czy rzeczywiście nie dałoby się (oczywiście poświęcając chwilę czasu) domyślić, co mogą znaczyć, jeśli nie bazujemy tylko na swoim własnym języku, ale liznęliśmy też trochę innych? Zostawiłem te akurat przykłady, bo wystarczył rzut oka, żeby powstało skojarzenie - kto wie, może gdybym pomyślał dłużej, znalazłbym ich więcej.
Z rosyjskiego możemy skojarzyć "godinę" - od "god" (wybaczcie brak cyrylicy), czy "czas", a w ślad za tym "czasownik". "Obliczam" można wprost skojarzyć z polskim słowem "oblekam". "Pismo" też nie nastręcza żadnych trudności. A "masa" - każdy choćby z butelki hiszpańskiego wina stołowego ("vino de mesa") może zajarzyć, że występuje tu zapewne nieprzypadkowe podobieństwo. Ci akurat przyjaciele tłumacza nie są więc jednak aż tak fałszywi. :)

agatagrzybowska
01-27-2009, 13:56
Ale również dziw mnie, że ktokolwiek kto para się tłumaczeniami może na serio drżeć przed FF. W końcu jeśli oceniasz swoje kompetencje językowe na tyle, by podjąć się tłumaczeń, to już nie straszne ci będą FF. One mogą być kłopotliwe na poziomie NAUKI JĘZYKA.

Cóż, nie chodzi o to aby drżeć przed FF, ale żeby być świadomym, że są i że czasami mogą być zdradliwe! Proponuję przeczytać króciutki artykuł na stronie: http://mlingua.pl/articles,show,pol,14,1, zgadzam się z nim całkowicie a na zachętę cytuję fragment:

"Maria Wisłowska, specjalizująca się w tłumaczeniach literatury, powiedziała wiele lat temu: "Wiem z własnego i cudzego doświadczenia, że najłatwiej potknąć się nie na słowie trudnym, wyszukanym, należącym do terminologii specjalistycznej, lecz właśnie na tym najprostszym, nie budzącym podejrzeń, niby to znanym i zrozumiałym, ale - czy to przez podobieństwo dźwiękowe, czy też przez afiliację znaczeniową - stanowiącym właśnie niebezpieczną pułapkę."

annajurys
01-27-2009, 15:26
o o o to właśnie mi chodziło, Agata, kiedy pisałam o moim pojęciu false friends! o prostych na pozór słowach, których rzadziej używane znaczenie potrafi zbić z tropu. zgadzam się też z Tomem co do skojarzeń...

Np. nigdy bym nie pomyślał, że bułka po bułgarsku to panna młoda, ale nie wyobrażam sobie aby mogłoby to mieć dla mnie jakiekolwiek konsekwencje. Dlaczego? Dlatego, bo nie znam kompletnie bułgarskiego i nigdy nie podjąłbym się tłumaczenia z lub na ten język.

eagle, mówimy o tym, że mogłoby to mieć konsekwencje dla tłumacza jęz. bułgarskiego... bez komentarza...

eagle10
01-27-2009, 17:08
eagle, mówimy o tym, że mogłoby to mieć konsekwencje dla tłumacza jęz. bułgarskiego... bez komentarza...

Wiem, że dla większości z nas bułgarski nie ma w ogóle znaczenia...głównie dlatego podparłem się przykładami związanymi z tym językiem, bo brak znajomości false friends polsko -bułgarskich jest dla mnie (myślę, że tak jaki i dla większości z was) tak istotny jak np. katar premiera Indii:). Natomiast nadal będę obstawał przy tym, że ff ang-pol lub niem-pol nie powinny być dla nas (obecnych lub przyszłych tłumaczy) większym problemem, ze względu na kompetencje językowe, które musimy posiadać aby w ogóle ten zawód wykonywać. pozdrawiam

agatagrzybowska
01-27-2009, 19:11
Natomiast nadal będę obstawał przy tym, że ff ang-pol lub niem-pol nie powinny być dla nas (obecnych lub przyszłych tłumaczy) większym problemem, ze względu na kompetencje językowe, które musimy posiadać aby w ogóle ten zawód wykonywać. pozdrawiam

Muszę przyznać, że to bardzo optymistyczna wizja przyszłego tłumacza:) co prawda również jestem tłumaczem-to-be (taką mam przynajmniej nadzieję) ale nawet nie zakładam, że posiądę wiedzę językową niczym słownik pwn-u i będę znała wszystkie znaczenia słów... chyba, że po 30 latach nauki i pracy... nie wiem tylko co na to powie moj false friend-to-be alzheimer :) lol

jenoty
01-28-2009, 00:31
1.
A to już doprawdy źle świadczy o jego znajomości rozwoju własnego języka, a przynajmniej o jego kontakcie ze światem. Wystarczy obejrzeć dowolny amerykański film, czy posłuchać niemal dowolnej amerykańskiej piosenki, zwłaszcza gdy słowa padają z ust Murzyna lub Latynosa, żeby przekonać się, że podwójne przeczenie od dawna już wrosło w język angielski i nikogo to teraz nie dziwi.

Z ust rodowitych Anglików też padają: :)

"We don't need no education
We don't need no thought control"


2.
Z tym rosyjskim na Ukrainie to dziwna rzecz... w zależności od tego, kogo spotkasz... oficjalnie niby mówią po ukraińsku, a w niektórych urzędach, sklepach, ba, całych miastach słychać prawie wyłącznie rosyjski... Stare pokolenie jeszcze nie odwykło :(

We wschodniej części Ukrainy rosyjski jest powszechnie spotykany i używany. W pozostałej części ponoć każdy Ukrainiec rozumie rosyjski i większość potrafi mówić w tym języku, jednak często nie jest to mile widziane, jako że duża część mieszkańców chciałaby się odciąć od jakichkolwiek wpływów rosyjskich. Dlatego ponoć jadąc w te strony lepiej porozumiewać się po polsku lub angielsku, szczególnie w większych miastach (tak mi radził kolega rodem z Ukrainy) bo dogadamy się bez problemu i unikniemy zbędnego mordobicia przez nacjonalistów.

aknapinska
01-29-2009, 10:46
Zgadzam się z Magdą, że nauka języków na zasadzie skojarzeń bywa bardzo pomocna :)
A tak poza tym, wyżej cytowana strona -> b. ciekawa. Choć przyznam szczerze, że nigdy nie przyszłoby mi do głowy, żeby kojarzyć fr pièce z pl pies (homofony)! a tu proszę :) zależy to pewnie od sposobu w jaki pojmujemy język...

Ja też zaczynam wierzyć, że taki sposób nauki na podstawie false friends ma sens.Właśnie przypomniało mi się jak kiedyś znajomy Hiszpan zobaczył na ogrodzeniu tabliczkę "UWAGA PIES" (hiszp. pies--> stopy) i zaczął się śmiać. Myślę, że już nigdy nie zapomni jak powiedzieć "perro" po polsku :D

Zgadzam się też z przedmówcami, co do tego ,że znając false friends w jednym języku zaczynamy traktować podobne wyrazy z kolejnego języka obcego jako naszych "fałszywych przyjaciół". Ale jak to niektórzy mówią: lepiej nigdy nie czuć się pewnie w przypadku obcowania z nowymi słowami i po prostu sięgnąć po słownik:)

Monia z Po-nia
01-29-2009, 21:58
fakt-dyskusja wchodzi momentami w dość zawiłe dygresje...i jak tu teraz włączyć się w dyskusję? na część wątków jak widzę już się spóźniłam, ale może jakoś cichaczem uda się powrócić, jako żem gadatliwa wielce.

Włączając się w dyskusję warto zacytować fragment, do którego się odnosimy :-). Chwilę mi zajęło zanim odnalazłam posta, do którego nawiązałaś ;-)


Nawiązując natomiast do dyskusji na temat, czy "false friend" to poważny problem dla tłumacza, czy tylko ciekawostka: w tłumaczeniach pisemnych, szczególnie z obcego języka na swój, nie jest to duży problem, ale bywają przez to kłopoty. Tłumaczę często terminy, których nie można znależć w słownikach. Wtedy niezastąpiony jest google. Jednak żeby znaleźć dobry odpowiednik, trzeba się czasem "przedrzeć" przez sporo stron internetowych, na których widnieją błędne tłumaczenia - często wynikające z pozornego podobieństwa zdradliwych przyjaciół ;-).

Jeśli macie ochotę pobawić się trochę, to polecam przykład: "AC adapter". Jakbyście to przetłumaczyli na polski?

W przeciwieństwie do tłumaczeń pisemnych - mówiąc po angielsku (a raczej "tłumacząc swoje myśli na angielski"), często łapię się na błędach. Prawie zawsze w pierwszym odruchu, gdy chcę powiedzieć po angielsku "patetyczny", mówię "pathetic". Chcę powiedzieć "ewentualnie" i wychodzi mi "eventually". To, że jestem świadoma, że są to "false friends", niewiele mi pomaga ;-). I mam wrażenie, że o wiele łatwiej jest uniknąć takich pomyłek w tłumaczeniu z angielskiego na polski, niż vice versa.

aknapinska
02-16-2009, 23:32
Czytając wasze wypowiedzi dotyczące false friends przypomniało mi się, iż równie zdradliwe są fickle friends tzn. takie słowa które posiadają wspólne znaczenie lecz w przypadku jednego ze słów jest ono rzadziej używane niż w przypadku drugiego. Dobrze ilustruje to przykład ze strony :
http://spanish.about.com/cs/vocabulary/a/partcognates.htm

"To take an extreme example of a fickle friend, one so extreme it is on the list of false friends, look at molestar, which is related to the English verb "to molest." In English, the verb can mean "to bother," which is its Spanish meaning, as in the sentence "they continued on their journey unmolested." But far more often, almost always, the English word has a sexual connotation that is absent in Spanish."

Jeśli kogoś to zainteresuje to na podanej stronie widnieje cała lista angielsko- hiszpańskich fickle friends ;)

aknapinska
02-16-2009, 23:52
Moim zdaniem jak najbardziej i nie tylko w początkowej fazie poznawania języka. A w szczególności, gdy uczymy się języków z tej samej rodziny. Mnóstwo słów, wyrażeń brzmi podobnie. Więc jeśli nie znamy słowa w jednym języku, a znamy go w innym, to jesteśmy w stanie bez problemu skojarzyć, jak będzie ono brzmiało. Podobnie jest z zasadami gramatycznymi np. tworzeniem czasów.

Oczywiście zgadzam się z Magdą co do faktu, że nauka kilku języków obcych oprócz pewnych trudności w postaci np. false friends niesie ze sobą wiele korzyści. Wraz z poznawaniem kolejnego języka jesteśmy w stanie wyrobić w sobie pewnego rodzaju mechanizmy, które pomagają szybciej zapamiętywać zarówno ortografię jak i znaczenie. Zabawne ( a raczej niepokojące ) jest jednak to, że intensywnie ucząc się języków bardzo do siebie podobnych możemy nieświadomie je "tasować". Doszukując się podobieństw można popaśc w przesadę i chwilowo stracić wyczucie językowe, co może prowadzić zarówno do sytuacji śmiesznych jak i do tych niezupełnie komicznych.

Aga S.
10-10-2009, 13:13
Czytając wasze wypowiedzi dotyczące false friends przypomniało mi się, iż równie zdradliwe są fickle friends tzn. takie słowa które posiadają wspólne znaczenie lecz w przypadku jednego ze słów jest ono rzadziej używane niż w przypadku drugiego. Dobrze ilustruje to przykład ze strony :
http://spanish.about.com/cs/vocabulary/a/partcognates.htm

"To take an extreme example of a fickle friend, one so extreme it is on the list of false friends, look at molestar, which is related to the English verb "to molest." In English, the verb can mean "to bother," which is its Spanish meaning, as in the sentence "they continued on their journey unmolested." But far more often, almost always, the English word has a sexual connotation that is absent in Spanish."

Jeśli kogoś to zainteresuje to na podanej stronie widnieje cała lista angielsko- hiszpańskich fickle friends ;)

Też spotkałam się z fickle friends - ich inna nazwa to partial cognates.

Poniżej coś dla germanistów - link do strony dot. partial cognates niemiecko-angielskich:

http://webgerman.com/caplan/Portfolio/Caplan/cognates/cognates2.htm

Dorota Sałata
10-30-2009, 12:41
To może podam kilka ciekawych przykładów z języka CHORWACKIEGO:
*pierwsze słowo po polsku/drugie po chorwacku

rok/godina
godzina/sat
jutro/sutra
wcześnie/rano
rano/jutro
powoli/polako lub sporo

to chyba najczęściej mylone słowa

Twój post przypomniał mi mój wakacyjny wyjazd do Chorwacji, nocowaliśmy u Chorwata, który nie mówił dobrze po angielsku więc trzeba było się jakoś dogadać. Gdy rano jedliśmy razem nim śniadanie ciągle mówił właśnie "polako, polako". My się cieszyliśmy i śmialiśmy do niego, myśląc, że nas lubi. Jedliśmy bardzo szybko i nie mogliśmy poczekać na kolejną potrawę, która przygotowywał ponieważ musieliśmy prędko wyruszyć w dalszą drogę by zdążyć zobaczyć kolejny punkt naszej wycieczki. Potem dopiero jak przez przypadek czytałam słowniczek polsko-chorwacki napotkałam wyjaśnienie tego słowa i zdałam sobie sprawę o co mu chodziło :)
Jestem więc zdania, że przynajmniej gdy wyjeżdżamy do obcego kraju powinniśmy przed wyjazdem sprawdzić przydatne zwroty i "zwroty-pułapki", wydrukować i zabrać ze sobą, by uniknąć nieprzyjemnych lub kłopotliwych sytuacji. :)

Dorota Sałata
10-30-2009, 12:53
[QUOTE=annajurys;7574



ad tautonimy) chciałabym tu poruszyć inną kwestię, która mnie osobiście sprawia problemy a wiąże się niewątpliwie ze stopniem znajomości danego języka. Chodzi mi o o wyrazy, które są wieloznaczne a na pozór wydają się mieć tylko jedno banalne znaczenie. Takich wyrazów się z reguły nie sprawdza w słowniku, bo wydają się pestką, a potem okazuje się, że surprise! "observe" znaczy nie tylko "obserwować", ale też "przestrzegać", a "minute" to nie tylko "minuta" ale też "maleńki, drobny". "Opt out" też nie wygląda na "wycofać się", chyba że przeprowadzi się opisany wyżej skomplikowany proces wnikliwego kojarzenia...I to jest moim zdaniem prawdziwa pułapka dla tłumacza: daje się zwieść pozornej łatwości danego wyrażenia. I niech to będzie pointą mojej wypowiedzi. Houk![/QUOTE]

Zgadzam się, że jest wiele takich wieloznaczynych słów i trzeba być tego świadomym. Myślę jednak, że takie słowa mogą być pułapką tylko dla osób na poziomie niezaawansowanym, które nie wiedzą jeszcze jak poprawnie korzystać ze słownika. Natomiast tłumacz nie może dopuścić do takich pomyłek i pozwolić sobie na tłumaczenie "automatycznie", czyli tak jak mu się wydaje. Tłumacz powinien być czujny i podejrzliwy jeśli chodzi o tego typu słówka, zawsze lepiej jest stracić czas i sprawdzić w słowniku czy ten sam wyraz jest zarówno czasownikiem jak i rzeczownikiem, niż przez automatyczne tłumaczenie takich słówek nie oddać sensu tłumaczonego tekstu.

JoannaPietrak
10-31-2009, 22:44
Niektórzy wspominali już tutaj o językach słowiańskich. Ja już od 10 lat mam kontakt z językiem rosyjskim i muszę przyznać, że zapamiętywanie nowych rosyjskich słów przychodzi mi nieporównanie łatwiej niż słów angielskich. Bardzo dużo słów w języku rosyjskim wzbudza we mnie skojarzenia z językiem polskim a jesli napotkam jakieś "false friends" to, o dziwo, jeszcze łatwiej mi je zapamiętać.

Chciałam jednak zwrócić uwagę na inne ciekawe zjawisko w języku rosyjskim, które mnie osobiście bardzo utrudnia naukę nowych słów. Mianowicie wiele wyrazów brzmiących w rosyjskim podobnie jak po polsku ma akcent usytuowany w innym miejscu niż wyraz polski, na przykład rosyjski аппарат ma zupełnie inny akcent niż polski aparat a rosyjska мука różni się od polskiego słowa mąka. Polak uczący się rosyjskiego automatycznie przekłada wymowę polską na słowo rosyjskie. Co więcej takie automatyczne przełożenie jest bardzo trudno kontrolować, co w rezultacie powoduje liczne błędy w wymowie nawet u osób na zaawansowanym poziomie znajomości języka.

Podobieństwo dwóch języków może więc być mylące nie tylko ze względu na znaczenie słów ale także na inne aspekty.

Chrith
11-01-2009, 17:05
Nawiązując natomiast do dyskusji na temat, czy "false friend" to poważny problem dla tłumacza, czy tylko ciekawostka: w tłumaczeniach pisemnych, szczególnie z obcego języka na swój, nie jest to duży problem, ale bywają przez to kłopoty. Tłumaczę często terminy, których nie można znależć w słownikach. Wtedy niezastąpiony jest google. Jednak żeby znaleźć dobry odpowiednik, trzeba się czasem "przedrzeć" przez sporo stron internetowych, na których widnieją błędne tłumaczenia - często wynikające z pozornego podobieństwa zdradliwych przyjaciół ;-).



W przeciwieństwie do tłumaczeń pisemnych - mówiąc po angielsku (a raczej "tłumacząc swoje myśli na angielski"), często łapię się na błędach. Prawie zawsze w pierwszym odruchu, gdy chcę powiedzieć po angielsku "patetyczny", mówię "pathetic". Chcę powiedzieć "ewentualnie" i wychodzi mi "eventually". To, że jestem świadoma, że są to "false friends", niewiele mi pomaga ;-). I mam wrażenie, że o wiele łatwiej jest uniknąć takich pomyłek w tłumaczeniu z angielskiego na polski, niż vice versa.

Racja,osoba mieniąca się tytułem tłumacza ma już (a przynajmniej powinien mieć) wystarczającą wiedzę i wyczucie, które pozwolą jej podczas "kontrolowanego" tłumaczenia pisemnego uniknąć wymienianych tu klasycznych pułapek . Problem z "false friends" pojawia się na pewno częściej przy translacji ustnej. ( tłumacznia konsekutywnego miałem okazję zasmakować na razie tylko w ramach ćwiczeń na uczelni, ale już to wystarczyło, by przekonać się że na tym polu łatwo nadziać się na minę) Zastanawiam się czy jest to tylko kwestia doświadczenia, czy jest to może coś co dręczy również i tłumaczy z wieloletnią praktyką.Może mógłby ktoś jeszcze podzielić się swoimi doświadczeniami z "ff" podczas tłumaczeń ustnych?

agola
11-02-2009, 10:27
Zaprawdę, powiadam wam, nie ma to jak skojarzenia! :-)

Popieram! Zupełnie nie wyobrażam sobie innego sposobu przyswajania nowego języka jak tylko na zasadzie skojarzeń (i tu zasadne okazuje się stwierdzenie, że im więcej języków obcych człowiek zna, tym łatwiej jest mu się nauczyć kolejnego)... A im skojarzenie dziwniejsze, tym dłużej zostaje w głowie. W moim przypadku „wkuwanie” słówek na pamięć zupełnie się nie sprawdza. Szkoda czasu i energii na naukę czegoś, co mogę zapamiętać na kilka dni najwyżej.
Co najdziwniejsze, zauważyłam ostatnio, że łatwiej zapamiętuję słówka, które kojarzą mi się ze słówkami z innych języków obcych, niż ze słówkami polskimi...

agola
11-02-2009, 10:46
Ja też mam kilka przykładów polsko- angielskich fałszywych przyjaciół:

akord vs. accord
klozet vs. closet
ewentualny vs. eventual
data vs. data (po ang. dane)
ewidencja vs. evidence
pensja vs. pension
lunatyk vs. lunatic
ordynarny vs. ordinary
kombatant vs. combatant
rumor vs. rumour
lektura vs. lecture

Mimo wszystko uważam, że nauka na zasadzie skojarzeń ma jak najbardziej sens i że ryzyko przyswojenia sobie tzw. "false friends" nie jest tak wysokie, jak niektórym mogłoby się wydawać.

Mi jeszcze przyszły na myśl następujące przykłady:
actual znaczy WŁAŚCIWY, RZECZYWISTY, a nie aktualny
caravan znaczy PRZYCZEPA, a nie karawan
chalet znaczy DOMEK DREWNIANY, a nie szalet
hazard znaczy NIEBEZPIECZEŃSTWO, RYZYKO, a nie hazard
occupant znaczy LOKATOR, MIESZKANIEC, a nie okupant
paragraph znaczy AKAPIT, a nie paragraf
polygon znaczy WIELOKĄT, a nie poligon
rent znaczy WYNAJEM, CZYNSZ, a nie renta

JoannaPietrak
11-02-2009, 14:34
Ale również dziw mnie, że ktokolwiek kto para się tłumaczeniami może na serio drżeć przed FF. W końcu jeśli oceniasz swoje kompetencje językowe na tyle, by podjąć się tłumaczeń, to już nie straszne ci będą FF. One mogą być kłopotliwe na poziomie NAUKI JĘZYKA.

To prawda, że osoby na co dzień zajmujące się tłumaczeniem powinny znać większość zdradliwych wyrazów, które mogą zostać błędnie zrozumiane na zasadzie prostej korelacji z rodzimym językiem. Nie do końca jednak zgadzam się z opinią, że prawdziwy tłumacz "nie powinien drżeć przed false friends". Dotyczy to zwłaszcza tłumaczy ustnych, zarówno konsekutywnych, jak i symultanicznych, którzy muszą przetwarzać dużą ilość informacji w bardzo krótkim czasie. Szybkie przywołanie odpowiedniego ekwiwalentu może wtedy okazać się trudne, zwłaszcza, że pamięć przy dużym natężeniu wysiłku potrafi nas zawodzić.

Osobiście nie posiadam doświadczenia w tłumaczeniu ustnym ale zdaję sobie sprawę, że czasami może dojść do sytuacji, w której tłumacz słyszy dane słowo i poprawnie je zapamiętuje, ale podczas przekładania wypowiedzi na inny język nagle wypowiada właśnie taki fałszywy odpowiednik. W literaturze natknęłam się na określenie podobnego zjawiska jako "prawa konfabulacji", czyli bliskiego prawdy zmyślenia. Myślę, że przyczyną występowania tego zjawiska w tłumaczeniu może być przeciążenie pamięci lub zbytnia koncentracja na słowach a nie na sensie tłumaczonej wypowiedzi.

Nie jest to więc do końca tak, że false friends stanowią problem tylko osób na niezaawansowanym poziomie znajomości języka. Świadomie nie używam tu określenia "uczący się języka" ponieważ według mnie każdy kto nie może być określony jako native speaker jest osobą uczącą się języka. Niezależnie czy jest to student, uczeń, nauczyciel, czy tłumacz z kilkuletnim doświadczeniem, zawsze istnieje w języku obcym coś, o czym możemy nie mieć pojęcia.

Chrith
11-02-2009, 16:06
A, to jeszcze w tym temacie przypomniała mi się stara anegdota z kręgów dyplomatycznych. Tak stara, że pewnie większość ją zna, ale może nie wszyscy.
Sprawa - ponoć - autentyczna. Chodziło bodaj o przyjęcie u jakiegoś dostojnika w Moskwie, jeszcze za minionego ustroju, na które zaproszono polskiego ambasadora z małżonką, czy też odwrotnie - o przyjęcie w ambasadzie radzieckiej w Warszawie, na które zaproszono polskiego dostojnika z małżonką. Nieważne - ważne, że owej małżonki umiejętnosć posługiwania się językiem rosyjskim pozostawiała wiele do życzenia. Nie spędzała ona czasu na tym przyjeciu zbyt miło, nie potrafiąc nawiązać rozmowy, nie chciała jednak wyjść na nieobytą, więc postanowiła jednak zagaić jakąś rozmowę, choćby na temat ubioru żony gospodarza, czyli sukni z wpiętą różą. Odezwała się więc do niej takim oto komplementem (wybaczcie, nie chce mi się już szukać cyrylicy w kompie):
- Kakaja u was krasnaja roża!
Skandal dyplomatyczny na szczęście udało się jakoś zażegnać... ;)



Ta anekdota przypomniala mi z kolei o pewnym starym jak świat dowcipie, przedstawiającym ekstremalny przykład "false friends":

Prezydent Wałęsa przyjmuje na obiedzie kanclerza Kohla. Po zjedzeniu drugiego dania Kohl mówi:
-Ja, gut. Ja, gut.
Wałęsa wzywa kelnera i szepcze mu coś do ucha. Po chwili zjawia się z półmiskiem jagód. Kohl zjada je z apetytem, po czym dziękuje:
- Danke! Danke!
-O, nie! - denerwuje się Wałęsa - jagody, to ci dałem, ale nie licz na moją Dankę!

JoannaPietrak
11-02-2009, 16:56
Takie dowcipy to rzeczywiście ekstremalne przykłady ale mają niewątpliwie tę zaletę, że bardzo ułatwiają zapamiętywanie nowych słów. Zdecydowanie łatwiej zapamiętać coś, co ma dla nas szczególne znaczenie, czyli na przykład to, co nas rozbawiło, wzbudziło jakieś miłe lub zabawne skojarzenie albo przypomina nam coś, co bardzo dobrze znamy.
Jeśli coś wzbudza w nas silne skojarzenia to automatycznie łatwiej nam to odtworzyć np w tłumaczeniu. Takie językowe dowcipy, nawet te niezbyt wyszukane to w nauce języka połączenie przyjemnego z pożytecznym.:)

Dorota Sałata
11-02-2009, 21:23
Takie dowcipy to rzeczywiście ekstremalne przykłady ale mają niewątpliwie tę zaletę, że bardzo ułatwiają zapamiętywanie nowych słów. Zdecydowanie łatwiej zapamiętać coś, co ma dla nas szczególne znaczenie, czyli na przykład to, co nas rozbawiło, wzbudziło jakieś miłe lub zabawne skojarzenie albo przypomina nam coś, co bardzo dobrze znamy.
Jeśli coś wzbudza w nas silne skojarzenia to automatycznie łatwiej nam to odtworzyć np w tłumaczeniu. Takie językowe dowcipy, nawet te niezbyt wyszukane to w nauce języka połączenie przyjemnego z pożytecznym.:)

Popieram, chciałabym tylko podkreślić, że ważne jest by skojarzenia były "własne" a nie "czyjeś" np. a kolega nam powiedział, że skojarzył sobie jakieś słówko z jakimś innym, ale my słysząc to samo słówko kojarzymy je z czymś zupełnie innym, wtedy bardziej prawdopodobne jest, że zapamiętamy skojarzenie wymyślone przez siebie a nie będziemy pamiętać skojarzenia kolegi.

JoannaPietrak
11-03-2009, 14:00
Oczywiście najważniejsze jest żeby skojarzenia były znaczące przede wszystkim dla nas samych, jednak moim zdaniem nie do końca jest tak, że nie powinniśmy "przejmować" cudzych metod kojarzenia danych słów. Wyżej przytoczone anegdoty są na to bardzo dobrym przykładem. Prawie każdemu zapadają one w pamięć, mimo że ktoś inny jest ich autorem. Podobnie rzecz ma się z wymyślaniem obrazów lub historyjek ułatwiających zapamiętywanie znaczenia słów. Czasami samemu trudno jest takie dobre skojarzenie wymyślić, nie uważam więc żeby przejmowanie cudzych dobrych skojarzeń mogło w nauce przeszkadzać.

Najważniejsze przy skojarzeniach jest to, aby były one wyraziste i łatwo zapadały w pamięć. Dlatego tak dobrze sprawdzają się skojarzenia humorystyczne albo takie, które odwołują się do naszych osobistych doświadczeń (na przykład kiedy jesteśmy źle zrozumiani przez cudzoziemca bo użyliśmy słowa w złym kontekście). Tak naprawdę to, czy my sami wymyślimy dobre skojarzenie, czy przejmiemy je od kogoś innego nie ma dużego znaczenia.

Dorota Sałata
11-03-2009, 15:49
Dlatego tak dobrze sprawdzają się skojarzenia humorystyczne albo takie, które odwołują się do naszych osobistych doświadczeń (na przykład kiedy jesteśmy źle zrozumiani przez cudzoziemca bo użyliśmy słowa w złym kontekście). .

Po Twoim poście przypomniała mi się historyjka, która opowiedziała mi koleżanka.
Będąc w Warszawie niedaleko stacji metra Centrum, stała w kolejce po kebaba i podszedł do niej cudzoziemiec i zapytał: "Where is subway?" Koleżanka odpowiedziała: "In the underground" bo zrozumiała, że on pyta o Subway w sensie restauracji sprzedającej słynne kanapki a nie o metro :)

Jest to kolejny przykład potwierdzający jak ważne jest uczenie się wszystkich znaczeń danego słowa i kontekstów jego użycia :)

Chrith
11-03-2009, 16:29
Pozwolę sobie zawrócić trochę do początku tematu:


Czy uważacie, że w początkowej fazie poznawania języka obcego ma sens nauka na zasadzie skojarzeń?

Nauka języka tak jak każdy proces poznawczy polega na skojarzeniach,tak więc ciężko tutaj mówić o tym czy jako takie mają one sens czy nie.Wydaje mi się, że w początkowej fazie nauka przebiega głównie na bazie konotacji z językiem ojczystym, dopiero osiągnięcie pewnego poziomu kompetencji w danym języku obcym (np. poznanie jego morfologii) umożliwia korzystanie z szerszego wachlarza technik skojarzeniowych zorientowanych tym razem na ten drugi, dzięki którym dopiero można rozwijać się w jego zakresie.

Chrith
11-03-2009, 16:32
Najważniejsze przy skojarzeniach jest to, aby były one wyraziste i łatwo zapadały w pamięć. .

Z tymi skojarzeniami trzeba być jednak ostrożnym, bo zbyt mocno utrwalone mogą utrudniać uchwycenie różnych znaczeń słowa, ja np. gdy słyszę słowo "cram" od razu wyświetla mi się w głowie obraz osoby ślęczącej nad książką (powiedzmy, że kujon) i to znaczenie tego słówka jakoś najmocniej wbiło mi się w pamięć (w końcu robiłem mniej więcej to samo co osoba, którą sobie wyobrażałem:p), przez co jakby podświadomie odrzucam inne możliwości. Na tym się właśnie ostatnio przejechałem na tłum. konsek. gdzie pojawił się zwrot, o lie dobrze pamiętam "cram words" i przetłumaczyłem to jako "wkuwać", a z kontekstu pasowało bardziej tłumaczenie "pomieścić".

agola
11-03-2009, 16:36
Tak sobie czytam Wasze posty i widzę, że momentami schodzicie z tematu... Tu jakieś jedzonko, wiewiórki i inne podkolanówki. Ale w sumie sympatycznie:)



Moim zdaniem jak najbardziej i nie tylko w początkowej fazie poznawania języka. A w szczególności, gdy uczymy się języków z tej samej rodziny. Mnóstwo słów, wyrażeń brzmi podobnie. Więc jeśli nie znamy słowa w jednym języku, a znamy go w innym, to jesteśmy w stanie bez problemu skojarzyć, jak będzie ono brzmiało. Podobnie jest z zasadami gramatycznymi np. tworzeniem czasów. Dla przykładu, odmiana francuskiego czasownika "etre" (być) i hiszpańskiego "ser":

je suis----soy
tu es-----eres
il\elle est-----es
nous sommes-----somos
vous etez-------sois
ils/elles sont-----son

Dla osób znających w jakimkolwiek stopniu te dwa języki, podobieństwo jest oczywiste.

Z moich doświadczeń w nauce języków obcych wynika natomiast, że czasami więcej wpólnych cech doszukać się można między językami nie pochodzącymi z tej samej grupy, jak np. hiszpański (język romański) i angielski (język germański). Znajmość tego drugiego znacznie ułatwia mi przyswajanie konstrukcji gramatycznych języka hiszpańskiego. Szczególnie chodzi mi tutaj o budowę i użycie czasów, np. analogie między hiszpańskim Pretérito Perfecto Compuesto i angielskim Present Perfect, albo hiszpańskim Pretérito Perfecto Simple i angielskim Past Simple. Między gramatyką angielską i niemiecką (czyli dwóch języków germańskich) nie doszukałam się natomiast tak wyraźnych podobieństw...

agola
11-03-2009, 16:56
Najlepszym chyba (być może nawet jedynym skutecznym) sposobem na uniknięcie błędów wynikających z nieprawidłowego rozpoznania tzw. „fałszywych przyjaciół” w tłumaczonych przez nas tekstach jest po prostu dokładne zaznajomienie się z nimi. W poniższym linku znajduje się dość obszerna lista niemieckich „falsche Freunde des Übersetzers”:

http://files.getdropbox.com/u/695442/m/Falsche%20Freunde%20des%20Übersetzers%20DE-PL%20-%20fałszywi%20przyjaciele%20tłumacza.pdf

anusia8785
11-03-2009, 18:43
Według mnie, trzeba być dość ostrożnym w używaniu słów o podobnym brzmieniu, a pochodzących z różnych języków. Pomimo złudnego podobieństwa, ich znaczenia czasem są zupełnie różne i można spotkać się niemiłą niespodzianką.

anusia8785
11-03-2009, 18:54
[QUOTE=aknapinska;7748]Ja też zaczynam wierzyć, że taki sposób nauki na podstawie false friends ma sens.Właśnie przypomniało mi się jak kiedyś znajomy Hiszpan zobaczył na ogrodzeniu tabliczkę "UWAGA PIES" (hiszp. pies--> stopy) i zaczął się śmiać. Myślę, że już nigdy nie zapomni jak powiedzieć "perro" po polsku :D

Zgadzam się też z przedmówcami, co do tego ,że znając false friends w jednym języku zaczynamy traktować podobne wyrazy z kolejnego języka obcego jako naszych "fałszywych przyjaciół". Ale jak to niektórzy mówią: lepiej nigdy nie czuć się pewnie w przypadku obcowania z nowymi słowami i po prostu sięgnąć po słownik:)[/QUote

Tak na dobrą sprawę to nigdy nie można mieć pewności czy używany przez nas wyraz ma takie znaczenie o jakie nam faktycznie chodzi. Moim zdaniem każdą naszą wątpliwość należy sprawdzić w słowniku.

anusia8785
11-03-2009, 19:09
Zabawne ( a raczej niepokojące ) jest jednak to, że intensywnie ucząc się języków bardzo do siebie podobnych możemy nieświadomie je "tasować". Doszukując się podobieństw można popaśc w przesadę i chwilowo stracić wyczucie językowe, co może prowadzić zarówno do sytuacji śmiesznych jak i do tych niezupełnie komicznych.[/QUOTE]

Zgadzam się z przedmówczynią. Najtrudniesza jest nauka języków bardzo do siebie podobnych. Od razu zauważamy podobieństwa i bardziej polegamy na własnej intuicji niż na zasadach np. gramatycznych. Osobiście uczę się angielskiego i niemieckiego, które wbrew pozorom mają wiele podobnych słów. Nie skupiam się jednak na tych podobieństwach,które nie dość, że mi nie pomagają, to jeszcze utrudniają sprawę. Staram się zawsze skupiać na różnicach między językami.

Chrith
11-03-2009, 20:19
Najlepszym chyba (być może nawet jedynym skutecznym) sposobem na uniknięcie błędów wynikających z nieprawidłowego rozpoznania tzw. „fałszywych przyjaciół” w tłumaczonych przez nas tekstach jest po prostu dokładne zaznajomienie się z nimi. W poniższym linku znajduje się dość obszerna lista niemieckich „falsche Freunde des Übersetzers”:

http://files.getdropbox.com/u/695442/m/Falsche%20Freunde%20des%20Übersetzers%20DE-PL%20-%20fałszywi%20przyjaciele%20tłumacza.pdf

W końcu jakiś niemiecki akcent w tym temacie, dobra lista wyszczególniająca właściwie większość pol-niem nieprzyjaciól. Dopatrzyłem się tylko jednego błędu, (drobny, ale zawsze) mianowicie "koks" jako potoczna nazwa kokainy funkcjonuje również w j.polskim.
Od siebie dodam jeszcze dwa przykłady:
der Laden (sklep) vs lada (Ladentisch)
haften (+für=ponosić odpowiedzialność) vs haftować (stricken)

i dwa angielsko-polskie:
psychic (nadnaturalny) vs psychiczny (mental) np. mental illness a nie psychic illness
clay vs klej

JoannaPietrak
11-03-2009, 22:05
Najtrudniesza jest nauka języków bardzo do siebie podobnych. Od razu zauważamy podobieństwa i bardziej polegamy na własnej intuicji niż na zasadach np. gramatycznych. .

Osobiście zazwyczaj spotykałam się z poglądem, że równoległa nauka języków należących do tej samej rodziny bardzo pomaga w przyswajaniu reguł gramatycznych. Widzę jednak, że jednak niektórym może to przeszkadzać. Wszystko zależy od indywidualnego stylu uczenia się, więc na pewno w sprawie skojarzeń (tych dobrych bądź tych złych) nie można generalizować.

Miałam okazję przez trzy lata równoczesnie uczyć się niemieckiego i angielskiego i pamiętam, że dla mnie największym problemem były podobnie brzmiące słówka, takie jak "der Onkel" i "uncle". Nie pamiętam już jak często na lekcji angielskiego użyłam niemieckiego słówka i odwrotnie (zwłaszcza w wypowiedziach ustnych). Pewnie były to dziesiątki, o ile nie setki razy...:)

empasik
11-04-2009, 02:23
Zgadzam się z przedmówczynią. Najtrudniesza jest nauka języków bardzo do siebie podobnych. Od razu zauważamy podobieństwa i bardziej polegamy na własnej intuicji niż na zasadach np. gramatycznych. Osobiście uczę się angielskiego i niemieckiego, które wbrew pozorom mają wiele podobnych słów. Nie skupiam się jednak na tych podobieństwach,które nie dość, że mi nie pomagają, to jeszcze utrudniają sprawę. Staram się zawsze skupiać na różnicach między językami.[/QUOTE]

Tak naprawdę w nauce języków należących do tej samej rodziny mamy do czynienia z podwójnym problemem. Znajomość jednego języka ułatwia recepcję poprzez kojarzenie podobieństw między dwoma językami. Z drugiej strony, interferencja prowadzi do znacznego utrudnienia produkcji, jako że naturalnie próbujemy przenieść słowa i konstrukcje z jednego języka na drugi. Osobiście w miarę przyzwoicie znam francuski, co bardzo ułatwia mi naukę włoskiego. Problem pojawia się przy produkcji, gdy często i gęsto używam kalek z francuskiego.

agola
11-04-2009, 15:06
Osobiście zazwyczaj spotykałam się z poglądem, że równoległa nauka języków należących do tej samej rodziny bardzo pomaga w przyswajaniu reguł gramatycznych. Widzę jednak, że jednak niektórym może to przeszkadzać. Wszystko zależy od indywidualnego stylu uczenia się, więc na pewno w sprawie skojarzeń (tych dobrych bądź tych złych) nie można generalizować.

Równoległa nauka kilku języków (niekoniecznie nawet należących do tej samej grupy językowej) pomaga nie tylko w przyswajaniu reguł gramatycznych, ale także słownictwa. Chodzi mi tutaj szczególnie o tzw. internacjonalizmy (czyli wyrazy występujące w wielu językach w prawie niezmienionej formie, a niosące to samo znaczenie), które w dużej mierze ułatwiają życie człowiekowi, poznającemu kolejny język. Znaczenie wielu (pozornie obcych nam) wyrazów można zatem w pewien sposób przewidzieć.
Czytałam kiedyś artykuł w jednym z metodycznych czasopism, którego autor przytoczył listę kilkudziesięciu wyrazów polskich, których angielskich odpowiedników można się domyśleć. Znajdowały się na niej m.in. takie wyrazy jak: wybuch, tradycja, aresztować, decyzja, zjawisko, rozmowa.

Dorota Sałata
11-04-2009, 16:22
Czy uważacie, że w początkowej fazie poznawania języka obcego ma sens nauka na zasadzie skojarzeń? Wprawdzie w przypadku języków indoeuropejskich duża ilość słów pochodzących z łaciny albo greki ma podobne brzmienie. Poddają się one również tym samym regułom budowy wyrazu w danym języku. A może ryzyko pomyłki jest zbyt duże?

Wracając do pierwszego postu z tego wątku piszę moje przemyślenia.
Moim zdaniem w bardzo początkowej fazie nauki języka, szczególnie gdy uczymy dzieci należy wprowadzać słówka na zasadzie skojarzeń, ponieważ sukces zapamiętania jest 100%.
Sama też ucząc sie niemieckiego od postaw a znając angielski, kojarzyłam słówka np. niemieckie słowo arm oznacza biedny, natomiast w angielskim arm to ramię, ręka, aby zapamiętać niemieckie znaczenie wyobraziłam sobie żebraka ciągnącego mnie za ramię żebrającego o pieniądze. Stworzyłam własne skojarzenie, umiejscowiłam w nim siebie i wyobraziłam sobie tą scenkę tak wyraźnie, że aż poczułam ból w ręce jakby ten żebrak na prawdę mnie szarpał.
Natomiast w miarę nauki, już na wyższych poziomach należy zaglądać częściej do słownika i uczyć się wszystkich znaczeń danego słówka, a nie tylko pierwszego.
W zawodzie tłumacza dodatkowo należy wzbogacać swoją bazę false friends by uniknąć ryzyka pomyłki.

anusia8785
11-05-2009, 08:18
O j tam od razu wyśmiewanie przez durnych Polaczków...Jak dla mnie to dobry żart. Często rozmawiam o tym z zaprzyjaźnionym Czechem i zaśmiewamy się do łez, co nie znaczy, że uważamy ten drugi język za jakiś gorszy! Np. takie "devedeczko" (odtwarzacz DVD) albo "titulki" (napisy na filmie obcojęzycznym) mnie roztkliwiają ;-)

No i, jak wspomniałam, część tych "bzdur" wymyślili tak naprawdę Czesi a propos języka słowackiego!

I jeszcze jeden przykład! Ponoć Czesi nie używają w ogóle popularnego u nas "to se ne wrati!". A szkoda...
Polacy uważają czeski za śmieszny język, ale z kolei język polski wydaje się Czechom śmieszny. Słyszałam, że wyrazu szukać lepiej w Czechach nie używać.

anusia8785
11-05-2009, 08:29
Równoległa nauka kilku języków (niekoniecznie nawet należących do tej samej grupy językowej) pomaga nie tylko w przyswajaniu reguł gramatycznych, ale także słownictwa. Chodzi mi tutaj szczególnie o tzw. internacjonalizmy (czyli wyrazy występujące w wielu językach w prawie niezmienionej formie, a niosące to samo znaczenie), które w dużej mierze ułatwiają życie człowiekowi, poznającemu kolejny język. Znaczenie wielu (pozornie obcych nam) wyrazów można zatem w pewien sposób przewidzieć.
Czytałam kiedyś artykuł w jednym z metodycznych czasopism, którego autor przytoczył listę kilkudziesięciu wyrazów polskich, których angielskich odpowiedników można się domyśleć. Znajdowały się na niej m.in. takie wyrazy jak: wybuch, tradycja, aresztować, decyzja, zjawisko, rozmowa.
Dzieje się tak dlatego, że języki nowożytne wywodzą się z łaciny. Przez rok uczyłam się łaciny i bardzo często napotykam wyrazy w różnych językach wywodzące się z łaciny. Języki nowożytne, przecież tak różne, a jednak mają wspólne korzenie.

anusia8785
11-05-2009, 08:42
Z tymi skojarzeniami trzeba być jednak ostrożnym, bo zbyt mocno utrwalone mogą utrudniać uchwycenie różnych znaczeń słowa, ja np. gdy słyszę słowo "cram" od razu wyświetla mi się w głowie obraz osoby ślęczącej nad książką (powiedzmy, że kujon) i to znaczenie tego słówka jakoś najmocniej wbiło mi się w pamięć (w końcu robiłem mniej więcej to samo co osoba, którą sobie wyobrażałem:p), przez co jakby podświadomie odrzucam inne możliwości. Na tym się właśnie ostatnio przejechałem na tłum. konsek. gdzie pojawił się zwrot, o lie dobrze pamiętam "cram words" i przetłumaczyłem to jako "wkuwać", a z kontekstu pasowało bardziej tłumaczenie "pomieścić".
Angielski jest o tyle specyficznym językiem, że jedno słowo może mieć kilka a nawet kilkanaście znaczeń. Podczas nauki zazwyczaj skupiamy się tylko na tym pierwszym najważniejszym, o reszcie zapominając. Podczas tłumaczeń konsekutywnych bardziej skupiamy się na pojedynczych słowach niż na sensie całej wypowiedzi automatycznie podając ekwiwalenty, co prowadzi do problemów.

Dorota Sałata
11-05-2009, 18:00
Polacy uważają czeski za śmieszny język, ale z kolei język polski wydaje się Czechom śmieszny. Słyszałam, że wyrazu szukać lepiej w Czechach nie używać.

Tak to prawda, lepiej nie pytać ludzi "szukam czegoś tam" :) a już w ogóle niedozwolone jest "szukam i podać imię kogoś ":]

Tom z Sopotu
11-05-2009, 19:34
Tak to prawda, lepiej nie pytać ludzi "szukam czegoś tam" :) a już w ogóle niedozwolone jest "szukam i podać imię kogoś ":]

Hahaha - no chyba że się akurat tego kogoś, hmmm... "szuka". ;)

bartek
11-07-2009, 13:19
Posługiwanie się językiem polskim wśród Czechów, może rzeczywiście spowodować wiele kłopotów.
Poniżej przykłady fałszywych przyjaciół:

Pol. bezcenny Cz. drahocenný ‘priceless, invaluable’
Cz. bezcenný Pol. bezwartościowy ‘worthless’

Pol. bezcenny Cz. drahocenný ‘priceless, invaluable’
Cz. bezcenný Pol. bezwartościowy ‘worthless’

Pol. chudy Cz. hubený ‘thin’
Cz. chudý Pol. biedny ‘poor’

Pol. chyba Cz. asi ‘perhaps’
Cz. chyba Pol. błąd ‘mistake, error’

Pol. czerstwy Cz. hřmotný ‘stale’
Cz. čerstvý Pol. świeży ‘fresh’

Pol. czerwiec Cz. červen ‘June’
Cz. červenec Pol. lipiec ‘July’

Pol. doba Cz. den (24 hodin) ‘day (24 hours)’
Cz. doba 1. czas, epok ‘time, era, period’ 2. okres, trwanie ‘time, duration’


Pol. dywan Cz. koberec ‘carpet’
Cz. divan Pol. kanapa ‘settee, sofa’

Pol. grad Cz. krupobití ‘hail’
Cz. hrad Pol. twierdza, gród ‘fortress’

Pol. jagoda Cz. bobule (plod) ‘berry’
Cz. jahoda Pol. truskawka ‘strawberry’

Pol. koniecznie Cz. nutně ‘necessarily’
Cz. konečně Pol. wreszcie ‘finally, at last’

Pol. kraj Cz. země ‘country’
Cz. kraj 1. brzeg, skraj ‘edge’ 2. okolica ‘region’

Pol. krzesło Cz. židle ‘chair’
Cz. křeslo Pol. fotel ‘armchair’

Pol. kwiecień Cz. duben ‘April’
Cz. květen Pol. maj ‘May’

Pol. list Cz. dopis ‘letter’
Cz. list 1. arkusz ‘sheet of paper’ 2. liść ‘leaf’

Pol. łóżko 1. lůžko ‘hospital bed; berth (on a train)’ 2. postel ‘bed’
Cz. lůžko Pol. łóżko ‘hospital bed; berth (on a train)’

Pol. matka 1. matka ‘mother’ 2. samička, matka zvířat ‘dam, female animal’
Cz. matka 1. matka ‘mother’ 2. nakrętka ‘nut (to screw on a bolt)’

Pol. mąż Cz. muž ‘husband’
Cz. muž 1. mąż ‘husband’ 2. mężczyzna ‘man’

Pol. mecz Cz. zápas, utkání ‘match, game’
Cz. meč Pol. miecz ‘sword’

Pol. mir 1. mír ‘peace’ 2. mír ‘quiet, stillness’ 3. vážnost, autorita ‘authority, prestige’
Cz. mír 1. mir (arch.), pokój, zgoda ‘peace’ 2. mir (arch.), spokój ‘quiet, still-ness’ 3. gromada, gmina ‘hist. municipality, parish, commune’

Pol. momentalnie Cz. hned ‘now’
Cz. momentalně Pol. chwilowo ‘while’
map
Pol. nieprzytomny Cz. v bezvědomi ‘unconscious’
Cz. nepřitomný Pol. nieobecny ‘absent’
map
Pol. norka Cz. Norka ‘Norwegian woman’
Cz. Norka Pol. norka ‘burrow’

Pol. niedziela Cz. neděle ‘Sunday’
Cz. neděle 1. niedziela ‘Sunday’ 2. tydzień ‘week’

Pol. obchód 1. obchůzka ‘round, circuit’ 2. slavnost, výročí ‘party’
Cz. obchod Pol. sklep ‘shop’

Pol. para 1. pára ‘steam’ 2. pár ‘pair’ 3. pár ‘a couple of, some’
Cz. pára Pol. para ‘steam’

Pol. patrzeć 1. dívat se, hledět ‘look at, ’
Cz. patřit Pol. należeć, odnosić się do kogoś ‘belong, reffer to’

Pol. pismo 1. písmo ‘font, handwriting’ 2. písemnost ‘document’
Cz. písmo Pol. pismo ‘font, handwriting’

Pol. piwnica Cz. sklep ‘cellar’
Cz. pivnice Pol. piwiarnia ‘pub’

Pol. płyn Cz. plyn ‘gas’
Cz. plyn Pol. płyn ‘liquid’

Pol. pokój 1. pokoj ‘room’ 2. mír ‘peace’
Cz. pokoj 1. pokój ‘room’ 2. spokój ‘quiet’

Pol. północ 1. půlnoc ‘midnight’ 2. sever ‘north’
Cz. půlnoc Pol. północ ‘midnight’

Pol. południe 1. poledne ‘noon’ 2. jih ‘south’
Cz. poledne Pol. południe ‘noon’

Pol. poprawa 1. korekce ‘correction’
Cz. poprava Pol. egzekucja ‘execution’

Pol. pościel Cz. povlečení, lůžkoviny ‘bed linen, bed sheets’
Cz. postel Pol. łóżko ‘bed’

Pol. powieść Cz. román ‘novel’
Cz. pověst 1. opinia, reputacja ‘fame, reputation’ 2. podanie, legenda ‘legend’

Pol. prosto 1. prostě ‘simple, simply’ 2. přímo ‘straight on’
Cz. prostě Pol. prosto ‘simple, simply’

Pol. rzecz Cz. věc ‘matter’
Cz. řeč Pol. mowa ‘speech’

Pol. sad Cz. ovocný sad, štěpnice ‘orchard’
Cz. sad Pol. ogród ‘garden’

Pol. sklep Cz. obchod, krám ‘shop’
Cz. sklep Pol. piwnica, suterena ‘cellar’

Pol. słoweński Cz. slovinský ‘Slovene’
Cz. slovenský Pol. słowacki ‘Slovak’

Pol. stolica Cz. hlavní město ‘capital’
Cz. stolice Pol. krzesło ‘chair’

Pol. strona Cz. strana ‘side’
Cz. strana 1. strona ‘side’ 2. stronica ‘page’ 3. partia, stronictwo ‘political party’

Pol. szukać Cz. hledat ‘to look for something’
Cz. šukat 1. ‘to bustle around (to be busily astir) looking for something’ 2. ruchać ‘to fuck (vulg.)’

Pol. świat 1. svět ‘world’ 2. velmi daleko/dlouho ‘very far/long’
Cz. svět Pol. świat ‘world’

Pol. szpetny ošklivy ‘ugly’
Cz. špatny Pol. zły; błędny ‘bad; wrong’

Pol. sztuka 1. kus ‘piece’ 2. umění ‘art’
Cz. štuka Pol. tynkowanie ‘stucco’

Pol. wiec Cz. shromáždění, schůze ‘assembly’
Cz. věc Pol. rzecz ‘matter, thing’

Pol. wieść Cz. zpráva ‘message’
Cz. věc Pol. rzecz ‘matter’

Pol. wróg Cz. nepřítel ‘enemy’
Cz. vrah Pol. morderca ‘murderer’

Pol. zachód 1. západ ‘west’ 2. západ ‘sunset’ 3. snaha, námaha ‘trouble, effort’
Cz. záchod Pol. toaleta ‘toilet’

Pol. zapach Cz. vůně ‘smell (neutral)’
Cz. zápach Pol. smród ‘bad smell, stench’

Pol. zawód 1. povolání ‘occupation, profession, trade’ 2. zklamání ‘disappointment’
Cz. závod 1. zawody ‘contest’ 2. fabryka, zakład ‘factory, works’

Pol. zboże Cz. obilí ‘cereal’
Cz. zboží Pol. towar ‘commodity, article’

Pol. zmęczony Cz. unavený ‘tired’
Cz. zmenšený Pol. zmniejszony ‘diminished, made smaller, reduced’

Pol. zużyć Cz. spotřebovat ‘use up, wear away’
Cz. zuřit Pol. wściekać się ‘rage’

Pol. żona Cz. žena ‘wife’
Cz. žena 1. żona ‘wife’ 2. kobieta ‘woman’

Orchidea
03-15-2010, 15:58
Dla mnie "false friends" to są i będą ciekawostki, które podkreślają różnorodność pośród języków. W wielu przypadkach to atrakcyjne niespodzianki językowe.

Tłumacz zawsze musi być podejrzliwy i dociekliwy opracowując dany tekst, przygotowanym na różne pułapki. Znalazłam na bbc zabawny filmik o angielsko-niemieckich fałszywych przyjaciołach. Jak niemiecki może wydać się dziwny dla Anglika...

http://www.bbc.co.uk/languages/german/comedy/false_friends.shtml

mesza
03-15-2010, 16:31
Witam wszystkich forumowiczów:)
Widzę, że temat o false friends złapał lekki zastój. Myślę, że jest to na tyle interesujący topic, że przydałoby się go troszkę odświeżyć. Więc do dzieła...:D

W internecie można znaleźć wiele gotowych list "wyrazów zdradliwych", pomocnych w tłumaczeniu. Czy łatwo podczas praktyki tłumaczeniowej zetknąć się z tautonimami?

Mi osobiście zdarza się tłumaczyć teksty różnego rodzaju i jak zauważyłam, po przeczytaniu większości artykułów obcojęzycznych w gazetach można stworzyć cudowną listę tautonimów. Jednak jeśli chodzi o praktykę tłumaczeniową - czasami osoby, które dobrze znają obcy język, mają ''zakodowane'' w głowie, aby nie kopiować podobnie wyglądających słów z języka oryginału, na język docelowy:) ...często ich nawet nie zauważają (a tłumaczą je prawidłowo). Inaczej sprawa wygląda wśród osób, które dopiero zaczynają swoją przygodę z językiem. Pozwólcie, że przytoczę tu fragment książki Martyny Jacenko pt. "Jak uczyć się języków obcych":

"Otóż kilkanaście lat temu uczył błyskawicznie studentów, którzy chcieli studiować w Hiszpanii i krajach latynoskich i musieli zaliczyć egzamin kwalifikacyjny z hiszpańskiego.
Otóż nauczył ich kilku zdań-łączników, które musieli wykuć na pamięć, a resztę słów musieli wymyślać sami na żywca, odwołując się do podobieństw. Np. Reprodukcja – reproducción, polityka – politíca, produkcja - producción itp. Pamiętam jedno z tych zdań łączników: „cumple un rol essential en...”, co oznacza „spełnia zasadniczą rolę w...” Podobnych fragmentów, jak z przemówień polityków było mnóstwo. Jak się domyślacie, metoda zdawania egzaminu polegała na tym, że student brał polskie słowo, zmieniał je, tak jak mu się wydawało na hiszpańskie, dodałał łącznik i dopełnienie również jako słowo zamienione na hiszpański. Jak wam się podoba: „Politíca cumple un rol essential en la producción”? Może nie do końca brzmi to sensownie, ale skoro z podobną gadką można godzinami przemawiać w sejmie, to dlaczegóżby nie zdać egzaminu z hiszpańskiego? Jak sądzisz, czy studenci robili błędy? Na pewno (przykład inwestycja – wcale nie investición, ale inversión), ale liczy się efekt, czyli zdali, a że nie na szóstkę, a powiedzmy na trójkę, to dla osoby w ogóle nieznającej języka raczej mała różnica."

Czy Wasza nauka drodzy FORUMOWICZE wyglądała podobnie :p?

mesza
03-15-2010, 16:39
Dla mnie "false friends" to są i będą ciekawostki, które podkreślają różnorodność pośród języków. W wielu przypadkach to atrakcyjne niespodzianki językowe.


Zgadzam się z Tobą Orchideo:] Nie na darmo się mówi, że fałszywi przyjaciele tłumacza- to najlepsi przyjaciele studenta:] Więc póki co, tautonimy traktujmy jak przyjaciół. Mimo wszystko, takie słowa to rzadkość i dlatego łatwo jest je zapamiętać. :]

Orchidea
03-15-2010, 17:30
Jak sądzisz, czy studenci robili błędy? Na pewno (przykład inwestycja – wcale nie investición, ale inversión), ale liczy się efekt, czyli zdali, a że nie na szóstkę, a powiedzmy na trójkę, to dla osoby w ogóle nieznającej języka raczej mała różnica.

Grunt to być zaradnym. To mi przypomniało Ryśka Riedla, wokalistę Dżemu, który śpiewał czasem "po norwesku", czyli takim udawanym angielskim. Tak ten jego niepowtarzalny 'dialekt' jest określany w biografiach. Ciekawe, czy te języki są rzeczywiście do siebie podobne, czy tak po prostu ktoś po kimś powtórzył. Gdybyście znali jakieś norweskie "false friends", dajcie znać.

pozdrawiam

lavender
03-16-2010, 13:38
Witam wszystkich!
W internecie można znaleźć wiele gotowych list "wyrazów zdradliwych", pomocnych w tłumaczeniu. Czy łatwo podczas praktyki tłumaczeniowej zetknąć się z tautonimami?

Czy uważacie, że w początkowej fazie poznawania języka obcego ma sens nauka na zasadzie skojarzeń? Wprawdzie w przypadku języków indoeuropejskich duża ilość słów pochodzących z łaciny albo greki ma podobne brzmienie. Poddają się one również tym samym regułom budowy wyrazu w danym języku. A może ryzyko pomyłki jest zbyt duże?

Moim zdaniem,w początkowej fazie poznawania języka nauczyciele powinni kłaść nacisk na naukę "fałszywych przyjaciół", lub chociaż wprowadzić ten termin, popierając go jakimiś przykładami. Dzięki temu, uczniowie o większych ambicjach, interesujący się językami mogliby się bardziej rozwijać. Niektórzy niestety nie uważają tego zagadnienia za istotne do wprowadzenia. A szkoda, bo zaawansowana znajomość języków obcych jest w dzisiejszych czasach konieczna. Poza tym, Ci uczniowie, którzy mają talent językowy i mogliby w przyszłości zostać dobrymi nauczycielami lub tłumaczami, dużo tracą. Wydaje mi się, że najlepiej jest zaszczepić w swoich uczniach ostrożność, w końcu zerknięcie do słownika nie wiąże się z dużym wysiłkiem. A wystarczy tylko trochę nieuwagi i lenistwa, by popełnić błąd tego typu.

lavender
03-16-2010, 13:44
Chciałabym poruszyć wątek "częściowych" faux-amis. Problem "fałszywych przyjaciół" skomplikowany jest dodatkowo przez polisemię, powodującą, że dwa wyrazy mogą być tautonimami w jednym ze znaczeń danego wyrazu, podczas gdy nie są nimi w innym znaczeniu. Jakieś przykłady?

mesza
03-16-2010, 17:47
Problem "fałszywych przyjaciół" skomplikowany jest dodatkowo przez polisemię, powodującą, że dwa wyrazy mogą być tautonimami w jednym ze znaczeń danego wyrazu, podczas gdy nie są nimi w innym znaczeniu. Jakieś przykłady?

Witam.

W tym momencie na myśl przychodzą mi tylko 3 przykłady tego typu tautonimów (w jęz.ang.), a mianowicie:

* concrete - nie znaczy tylko 'konkretny', ale również 'beton'
* propose - nie znaczy tylko 'proponować', ale równie "oświadczać się"
* antenna- nie znaczy tylko 'antena', ale również 'różki (u ślimaka)' lub też 'czułki'

Pozdrawiam :D

Orchidea
03-16-2010, 17:55
Chciałabym poruszyć wątek "częściowych" faux-amis. Problem "fałszywych przyjaciół" skomplikowany jest dodatkowo przez polisemię, powodującą, że dwa wyrazy mogą być tautonimami w jednym ze znaczeń danego wyrazu, podczas gdy nie są nimi w innym znaczeniu. Jakieś przykłady?

Tacy częściowi "fałszywi przyjaciele" rzeczywiście sprawiają znacznie więcej kłopotu. Biorą się z zapożyczeń, które ewoluują wraz z językiem docelowym, zawężając lub rozszerzając znaczenie przejętego w ten sposób słowa. To są przykłady, które znalazłam, ale zapewne każdy z nas mógłby je powiększyć o własne, równie dobre.

adapter (ang.)
wspólne znaczenie: urządzenie przenoszące sygnał między dwoma rodzajami przewodów (lub
ogólnie jakieś urządzenie umożliwiające połączenie dwóch różnych
standardów)
polskie znaczenie = gramofon (tylko elektryczny)

mandate (ang.)
wspólne znaczenie: upoważnienie
mandat (pol.) = kara pieniężna

afera (pol.)
wspólne znaczenie: skandal
angielskie znaczenie = sprawa, wydarzenie, romans

student
wspólne znaczenie: uczeń szkoły wyższej
angielskie znaczenie: uczeń dowolnej szkoły

kate276
03-16-2010, 19:28
Chciałabym poruszyć wątek "częściowych" faux-amis. Problem "fałszywych przyjaciół" skomplikowany jest dodatkowo przez polisemię, powodującą, że dwa wyrazy mogą być tautonimami w jednym ze znaczeń danego wyrazu, podczas gdy nie są nimi w innym znaczeniu. Jakieś przykłady?

Również znalazłam kilka przykładów:

occupation = okupacja / zawód

patron = patron / klient

protagonist = protagonista / zwolennik, przywódca

record = rekord / przeszłość, rejestr

lavender
03-16-2010, 20:13
Odbiegnę troszkę od tematu, bo znalazłam ciekawy przykład faux-amis, który przemawia za koniecznością "bycia ostrożnym" podczas przekładania (szczególnie dla tych tłumaczy, którzy posługują się i językiem angielskim i francuskim). Mianowicie: angielski wyraz curate mający francuski odpowiednik vicaire (wikariusz), podczas gdy vicar znaczący po angielsku proboszcz ma za odpowiednik francuski cure. Zapewne jest takich zasadzek jeszcze wiele, także trzeba się mieć bardzo na baczności!

kate276
03-16-2010, 21:22
Moim zdaniem tłumacz języka angielskiego powinien zwrócić uwagę nie tylko na false friends dotyczące języka ojczystego i angielskiego, ale również różnice pomiędzy British English i American English. Myślę, że jako przyszli tłumacze będziemy się stykali z różnorodnymi tekstami, więc świadomość owych różnic na pewno ułatwi nam pracę ;)
Tak czy inaczej, zawsze warto dowiedzieć się czegoś nowego.

Przykład:

apartment - (British English) 'apartament'
- (American English) 'mieszkanie'

Tyr
03-16-2010, 21:51
Moim zdaniem tłumacz języka angielskiego powinien zwrócić uwagę nie tylko na false friends dotyczące języka ojczystego i angielskiego, ale również różnice pomiędzy British English i American English.

Skłoniła mnie ta wypowiedź do zastanowienia się, czy wyrazy mające odmienne znaczenie w American English i w British English moża zaliczyć do kategorii fałszywych przyjaciół.

tautonim «każdy z wyrazów brzmiących w różnych językach podobnie, lecz mających odmienne znaczenie, np. rosyjskie diwán (tapczan) i polskie dywan»

Do pewnego stopnia można British English i American English traktować jako "różne języki". Fakt, iż pozostała część definicji się zgadza raczej nie powinien budzić kontrowersji. Proszę o opinie!

Dla zainteresowanych, poniższy link zawiera obszerną listę wyrazów o odmiennych znaczeniach w British i American English.
http://en.wikipedia.org/wiki/List_of_words_having_different_meanings_in_British _and_American_English

kate276
03-16-2010, 22:06
Grunt to być zaradnym. To mi przypomniało Ryśka Riedla, wokalistę Dżemu, który śpiewał czasem "po norwesku", czyli takim udawanym angielskim. Tak ten jego niepowtarzalny 'dialekt' jest określany w biografiach. Ciekawe, czy te języki są rzeczywiście do siebie podobne, czy tak po prostu ktoś po kimś powtórzył. Gdybyście znali jakieś norweskie "false friends", dajcie znać.

pozdrawiam

Niektóre z norweskich false friends:

(nor.) blankett - blankiet, formularz
(ang.) blanket - koc

(nor.) fabrikk - fabryka
(ang.) fabric - materiał

(nor.) sky - chmura
(ang.) sky - niebo

(nor.) pigg - cierń, kolec
(ang.) pig - świnia

Reszta znajduje się na http://moodle.esp-c.org/mod/resource/view.php?id=1228

pozdro!

mesza
03-16-2010, 22:13
Skłoniła mnie ta wypowiedź do zastanowienia się, czy wyrazy mające odmienne znaczenie w American English i w British English można zaliczyć do kategorii fałszywych przyjaciół.

tautonim «każdy z wyrazów brzmiących w różnych językach podobnie, lecz mających odmienne znaczenie, np. rosyjskie diwán (tapczan) i polskie dywan»

Do pewnego stopnia można British English i American English traktować jako "różne języki". Fakt, iż pozostała część definicji się zgadza raczej nie powinien budzić kontrowersji. Proszę o opinie!

Biorąc pod uwagę fakt, że to są w dużej mierze różne języki, jak najbardziej można szukać między nimi fałszywych przyjaciół. Choć dla mnie to już raczej wyższa półka, jeśli chodzi o zajmowanie się takimi strict-wyjątkami :D Raczej bardziej istotne dla mnie są false friends między brytyjskim-polskim i amerykańskim-polskim. Nawet w przypadku słówka 'apartment' (przykład kate276) robi się ciekawie, kiedy spotykamy się z nim w tekście Brytyjskim/Amerykańskim - więc jak je przetłumaczyć na polski? Niby mała różnica ...ale :p

mesza
03-16-2010, 22:19
Bardzo ciekawe te tautonimy pomiędzy norweskim a angielskim :) Chyba zacznę się uczyć norweskiego :) :cool:

mesza
03-17-2010, 15:44
Osobiście chciałabym polecić artykuł Pana Andrzeja Zielińskiego: http://anglofan.felberg.pl/?dzial=9&art=166
Jest to artykuł, który wyjaśni Wam bardzo nietypowe przypadki tautonimów (w jęz. angielskim), których ja osobiście wcześniej nie znałam. Między innymi:

* "to eat like a pig" - nie znaczy tyle co 'jeść jak świnia', tylko "jeść z apetytem/żarłocznie"
* warianty tłumaczenia polskiego słowa 'technika', w zależności od kontekstu (wiedz naukowa vs. metoda)

i wiele innych bardzo ciekawych przykładów ;)

Serdecznie polecam :D

Dr Z. Ordon
03-17-2010, 17:50
Hola!

Czy uważacie, że w początkowej fazie poznawania języka obcego ma sens nauka na zasadzie skojarzeń? Wprawdzie w przypadku języków indoeuropejskich duża ilość słów pochodzących z łaciny albo greki ma podobne brzmienie. Poddają się one również tym samym regułom budowy wyrazu w danym języku. A może ryzyko pomyłki jest zbyt duże?

Uważam, że nauka na zasadzie skojarzeń jest jednym z najlepszych sposobów na poznawanie nowego słownictwa, szczególnie metoda polegająca na tworzeniu maksymalnie abstrakcyjnych obrazów odwołujących się do danego słowa. Im bardziej niecodzienny obraz sobie stworzymy, tym w zasadzie mniejsze ryzyko pomyłki o tą jedną literę (i zahaczenie o false friend), gdyż lepiej zapamiętamy owe słowo.

lavender
03-17-2010, 18:31
Czytając rozdział poświęcony faux-amis w książce Jerzego Pieńkosa Podstawy Przekładoznawstwa , natknęłam się na ciekawą rzecz, otóż pojęcie pierwszego piętra w budownictwa pojmowane jest inaczej w Wielkiej Brytanii, Francji i Stanach Zjednoczonych. Francuzi i Anglicy jako pierwsze piętro traktują kondygnację położoną nad parterem, natomiast dla Amerykanów pierwszym piętrem jest parter. Jak byłam mała, nigdy nie mogłam zrozumieć dlaczego parter nie jest nazywany pierwszym piętrem.Dziwny jest ten świat..:)

kate276
03-17-2010, 18:43
Zamieszczam link do krótkiego testu odnośnie False Friends :)
Jeżeli ktoś chciałby sprawdzić swoją wiedzę to zapraszam :D
Przed przystąpieniem do testu trzeba się zarejestrować.

http://testwiedzy.pl/test_view/1226/False-Friends.html

Orchidea
03-17-2010, 18:47
kate: Dzięki za norweskie „false friends”.

mesza: Ciekawy ten artykuł. Też się czegoś nauczyłam.

Wracając jeszcze do brytyjsko-amerykańskiego słownictwa, to ich rozróżnienie często stanowi problem dla uczących się języka angielskiego. Niezależnie od tego jak te pozornie podobne pary nazwiemy, są to wyrazy zdradliwe. Również i w ich przypadku nauka przez skojarzenia jest według mnie dobrą metodą.


Uważam, że nauka na zasadzie skojarzeń jest jednym z najlepszych sposobów na poznawanie nowego słownictwa, szczególnie metoda polegająca na tworzeniu maksymalnie abstrakcyjnych obrazów odwołujących się do danego słowa.

Ja to bym do tych abstrakcyjnych obrazów dodała jeszcze, że najbardziej zapamiętuje się to co bawi i powoduje śmiech. Żarty sytuacyjne i zabawne przekręcenia związane ze słówkami zostają w głowie na długi czas. Niestety albo i "stety" takie rzeczy zdarzają się spontanicznie.

lavender: "Dla Amerykanów pierwszym piętrem jest parter" Czemu mnie to nie dziwi ;)

Tyr
03-17-2010, 18:53
Uważam, że nauka na zasadzie skojarzeń jest jednym z najlepszych sposobów na poznawanie nowego słownictwa, szczególnie metoda polegająca na tworzeniu maksymalnie abstrakcyjnych obrazów odwołujących się do danego słowa. Im bardziej niecodzienny obraz sobie stworzymy, tym w zasadzie mniejsze ryzyko pomyłki o tą jedną literę (i zahaczenie o false friend), gdyż lepiej zapamiętamy owe słowo.

Popieram, posiłkowanie się skojarzeniami podczas nauki języków obcych znacznie przyśpiesza proces przyswajania słownictwa. Podobnie brzmiące słowa automatycznie przywołują na myśl znaczenia z rodzimego języka. Z tego powodu też dużo łatwiej jest nauczyć się Polakowi języka rosyjskiego niż francuskiego. Trzeba pamiętać, że fałszywi przyjaciele są wyjątkiem od reguły, znacznie częściej słowa podobnie brzmiące rzeczywiście będą miały to samo lub podobne znaczenie. Nauka na zasadzie skojarzeń jest zatem zdecydowanie korzystna, a konieczność zapamiętania kilku wyjątków jest niewielką ceną za zaoszczędzony w ten sposób czas.

lavender
03-17-2010, 19:21
[QUOTE=Monia z Po-nia;7777]
W przeciwieństwie do tłumaczeń pisemnych - mówiąc po angielsku (a raczej "tłumacząc swoje myśli na angielski"), często łapię się na błędach. Prawie zawsze w pierwszym odruchu, gdy chcę powiedzieć po angielsku "patetyczny", mówię "pathetic"

Powyższy błąd popełniła Irena Tuwim, przekładając Kubusia Puchatka. W angielskiej wersji Kłapouchy patrząc na swoje odbicie w wodzie mówi "pathetic", Irena Tuwim zamiast przetłumaczyć to " żałosne", padła ofiarą fałszywego przyjaciela, przekładając to na "imponujące". A biorąc pod uwagę osobowość Kłapouchego, to dziwnie brzmi w tej sytuacji słowo "imponujące", wypowiadane z jego ust.

kate276
03-17-2010, 20:56
Ja to bym do tych abstrakcyjnych obrazów dodała jeszcze, że najbardziej zapamiętuje się to co bawi i powoduje śmiech. Żarty sytuacyjne i zabawne przekręcenia związane ze słówkami zostają w głowie na długi czas. Niestety albo i "stety" takie rzeczy zdarzają się spontanicznie.

Zgadzam się z wypowiedzią Orchidei. Uważam, że szczególnie pamiętamy wpadki językowe, które wpędzały nas w zakłopotanie, niezręczność. Lecz, jak już wspomniała Orchidea, to są spontaniczne sytuacje. Ciekawi mnie, czy macie jakieś pomysły na naukę false friends? Czy pozostaje jedynie metoda ''wkucia ich na blaszkę"? A może znacie dobre słowniki, które możecie polecić? :)

Orchidea
03-17-2010, 21:26
Może odbiję nieco od tematu, ale dla tłumacza szesnastowiecznych tekstów (napisanych na przykład przez W. Shakespeare) takimi ‘false friend’ mogą okazać się współczesne angielskie słowa, które zmieniły nieco swoje znaczenie na przestrzeni wieków.
Na przykład słowo "abroad", które dzisiaj znaczy tyle co "za granicą, poza granicami kraju” kiedyś było rozumiane także jako "poza domem”. ("Król Lear”)
"Crazy" dziś znaczy szalony, pomylony, niespełna rozumu…
W przeszłości to słowo znaczyło (prócz słabego na umyśle) "pełny rys, pęknięć, kruchy, uszkodzony". Odnosiło się nierzadko do budowli.
Gdybyście byli zainteresowani takimi staroangielskimi fałszywymi przyjaciółmi to można sobie o nich poczytać na tej stronce:

http://www.thinkonmywords.com/additional/p234.html?height=450&width=820

kate: Wydaje mi się, że te pozycje mogą być ciekawe: "An English-Polish Dictionary of False Friends." i "Make Friends with False Friends. Practice Book." Obie książki pana Grzegorza Szpili

Mrówka_Zet
03-17-2010, 22:45
. Ciekawi mnie, czy macie jakieś pomysły na naukę false friends? Czy pozostaje jedynie metoda ''wkucia ich na blaszkę"? A może znacie dobre słowniki, które możecie polecić? :)

No cóż, osobiście zawsze byłem przeciwny "wkuwaniu czegokolwiek na blaszkę" (zbyt dużo innych przyjemnych czynności, którymi można się zająć :P), a raczej stosowałem taktykę kojarzenia danych słów z kontekstem w jakim sie pojawiły, np danym tekstem, zwrotem, czy nawet żartem słownym :) Nie zaśmieca tak to głowy i często pozwala zapamiętać różnice w znaczeniach.

marienbadka
03-17-2010, 23:08
Niestety, wydaję mi się, że żmudny proces zapamiętywania jest czasami nieunikniony, sam kontekst nie zawsze pozwoli nam na zapamiętanie wszystkich fałszywych przyjaciół. Często przecież możemy natknąć się na słowo, które może być skomplikowane znaczeniowo, lub być wieloznaczne.

marienbadka
03-17-2010, 23:17
Może odbiję nieco od tematu, ale dla tłumacza szesnastowiecznych tekstów (napisanych na przykład przez W. Shakespeare) takimi ‘false friend’ mogą okazać się współczesne angielskie słowa, które zmieniły nieco swoje znaczenie na przestrzeni wieków.

Nawiązując do tej wypowedzi trzeba podkreślić, że język nieustannie ewoluuje, dotyczy to każdej dziedziny naszego życia. Można to zauważyć choćby w slangu i zwrotach jakimi posługują się bohaterowie różnych filmów. Przykładem typowego "false friend" może być sformułowanie "You are so bad, girl". W slangu amerykańskim, "bad" straciło swój pejoratywny wydźwięk i zaczęło oznaczać coś pozytywnego, pożądanego. Tłumacz niestety nie zdołał tego wyłapać i przetłumaczył zwrot jako: "Jesteś taka beznadziejna, dziewczyno" :)

Mrówka_Zet
03-17-2010, 23:30
Jeżeli chodzi o takie śmieszne wpadki z użyciem fałszywych przyjaciół przypomniała mi się pewna anegdota.Kilkanaście lat temu, kiedy znajomość języka angielskiego była wśród Polaków gorsza, a loty do USA bardziej opłacalne, naszym rodakom wiele problemów sprawiały "formularze wizowe", jakie rozdawane są w trakcie lotu do Ameryki. Karta zawiera wiele standardowych pytań: imię, nazwisko, wiek, długość pobytu. Oczywiście, wszystko w języku Shakespeara :) Najwięcej problemów sprawiła rubryka gdzie trzeba bylo podać.... "sex". Zadanie wydaje się proste? A jednak. Na uwage zasługuję pasażerka, która wpisała tam:

"dziewica, nie dotyczy"

abrarypraig
03-18-2010, 02:32
Nie będę pytać czy czytaliście, bo to chyba pytanie retoryczne ;
Sama czytałam ją już 2 razy, za każdym razem odnajdywałam w niej coś nowego. To jedna z tych książek, które czyta się jednym tchem. Jak dla mnie, to żadna biografia nie da tyle wiedzy o prawdziwej Halinie Poświatowskiej, co właśnie Opowieść dla przyjaciela ;

marienbadka
03-18-2010, 09:43
Zauważyłam, że wielu spośród piszących zakłada, że problem false friends nie dotyczy osób zajmujących się tłumaczeniem profesjonalnie. Przypomniał mi się zabawny artykuł Macieja Widawskiego, który miałam przyjemność niegdyś czytać - autor z rozbawieniem cytował tłumaczenia filmów, dowodzące czegoś zupełnie innego:). Przytoczył m.in. następujący przykład: w pełnometrażowym filmie The Flinstones jest scena, w której Fred i Barney mocują się ze sobą. Fred zaczyna dusić Barneya, którego reakcją jest okrzyk: Uncle! Widawski tłumaczy, że to odpowiednik polskiego: Poddaję się! lub Pobite gary! Tymczasem tłumacz przełożył go jako: Wujku! Konfuzja widowni musiała być niemała:).

marienbadka
03-18-2010, 09:50
Przytoczona historia jest dowodem na konieczność znajomości kontekstu kulturowego - przez braki w tej dziedzinie, popełniać możemy zabawne pomyłki:). Tłumaczenia dosłowne wiążą się z zagadnieniem false friends, są mylące w zbliżony sposób. Kolejnym zabawnym przykładem, nad którym pochylił się Widawski, było tłumaczenie amerykanizmu baby shower - osoba translatująca ten zwrot w serialu E.R. przetłumaczyła go jako deszcz niemowląt, podczas gdy faktycznie jest to określenie przyjęcia, na którym oczekująca dziecka kobieta otrzymuje prezenty od przyjaciół:).

marienbadka
03-18-2010, 09:56
Jeżeli ktoś jest zainteresowany całością artykułu Macieja Widawskiego, poświęconego tłumaczeniom filmowym (dokładnie tłumaczeniom slangu), podaję adres bibliograficzny: M. Widawski, "Ona prowadzi jak szalona": kilka uwag o tym, jak nie należy tłumaczyć slangu, w: Przekładając nieprzekładalne..., pod red. W. Kubińskiego i T. Z. Wolańskiego, Gdańsk 2000. Możliwe, że artykuł dostępny jest w sieci, a ja, jako osoba, dla której internet wciąż pozostaje zagadką, nie mam o tym pojęcia:). Enjoy.

Dr Z. Ordon
03-18-2010, 10:12
Ja to bym do tych abstrakcyjnych obrazów dodała jeszcze, że najbardziej zapamiętuje się to co bawi i powoduje śmiech. Żarty sytuacyjne i zabawne przekręcenia związane ze słówkami zostają w głowie na długi czas. Niestety albo i "stety" takie rzeczy zdarzają się spontanicznie.

Tak, to zdecydowanie najlepsze wyjście - żeby ta abstrakcja nas śmieszyła. Może to nie będzie o false friend, ale pamiętam pewnego nauczyciela angielskiego, który dzięki takim rzeczom mocno ułatwiał naukę swoim uczniom. Pewnego razu próbował nas nauczyć jak się wymawia słowo vulnerable. Części grupy nie szło to najlepiej, więc zaproponował im takie ćwiczenie:
-Proszę powiedzieć "rybą".
-Rybą.
-A teraz "walnę".
-Walne.
-"Walnerybą"

Po czymś takim każdy pamiętał o uderzaniu czegoś za pomocą ryby, co od razu przypominało jak się wymawia "vulnerable". Takie skojarzenia nie zdarzają się więc tylko spontanicznie, lecz nie można nadużywać wymuszania czegoś takiego, bo zwyczajnie się przesadzi.

Dr Z. Ordon
03-18-2010, 10:20
Zauważyłam, że wielu spośród piszących zakłada, że problem false friends nie dotyczy osób zajmujących się tłumaczeniem profesjonalnie. Przypomniał mi się zabawny artykuł Macieja Widawskiego, który miałam przyjemność niegdyś czytać - autor z rozbawieniem cytował tłumaczenia filmów, dowodzące czegoś zupełnie innego:). Przytoczył m.in. następujący przykład: w pełnometrażowym filmie The Flinstones jest scena, w której Fred i Barney mocują się ze sobą. Fred zaczyna dusić Barneya, którego reakcją jest okrzyk: Uncle! Widawski tłumaczy, że to odpowiednik polskiego: Poddaję się! lub Pobite gary! Tymczasem tłumacz przełożył go jako: Wujku! Konfuzja widowni musiała być niemała:).

Pamiętam to! Nie wiedziałem wtedy jeszcze, że "Uncle!" to odpowiednik polskich pobitych garów i długo się głowiłem dlaczego Barney nagle to wykrzyczał. Odnośnie profesjonalnych tłumaczy - w "The Graveyard Book" Neila Gaimana pojawia się stowarzyszenie noszące nazwę Jacks of All Trades. Zostało to przetłumaczone na polski jako Jackowie Wszystkich Fachów. Teoretycznie zgadzało się z kontekstem, bo członkowie stowarzyszenia mieli "wtyki" w prawie każdym miejscu na świecie(i oczywiście każdy z nich nazywał się Jack), ale mimo to czegoś mi brakuje w takim przetłumaczeniu.

Dr Z. Ordon
03-18-2010, 10:24
No cóż, osobiście zawsze byłem przeciwny "wkuwaniu czegokolwiek na blaszkę" (zbyt dużo innych przyjemnych czynności, którymi można się zająć :P), a raczej stosowałem taktykę kojarzenia danych słów z kontekstem w jakim sie pojawiły, np danym tekstem, zwrotem, czy nawet żartem słownym :) Nie zaśmieca tak to głowy i często pozwala zapamiętać różnice w znaczeniach.

Stanowczo popieram, nauka false friends jest znacznie łatwiejsza gdy stosujemy metodę skojarzeń, o której już całkiem sporo wspominałem:P Ogólnie rzecz biorąc, wkuwanie czegokolwiek "na blachę" jest chyba mniej efektowne, bo ogranicza elastyczność danego ucznia. Oczywiście niektórzy mogą lepiej się czuć, kiedy potrafią recytować wszystko z pamięci, ale przez to możliwe jest, że nie będą potrafili się odnaleźć przy praktycznym i spontanicznym używaniu tej wiedzy.

Dr Z. Ordon
03-18-2010, 10:40
I jeszcze, dzięki za norweskie false friends:) Zauważyłem, że różnice jednej literki pomiędzy poszczególnymi wyrazami są podobne w fińskim - np. kivi (kamień) oraz kiivi (owoc kiwi). Fiński jest bardzo przyjaznym językiem, gdyby ktoś był zainteresowany na początek polecam
http://donnerwetter.kielikeskus.helsinki.fi/FinnishForForeigners/parts-index.htm:)

Tyr
03-18-2010, 12:57
Ogólnie rzecz biorąc, wkuwanie czegokolwiek "na blachę" jest chyba mniej efektowne, bo ogranicza elastyczność danego ucznia.

Nie mogę się zgodzić. Ograniczające jest właśnie uczenie się słówek na zasadzie zrozumienia ich znaczenia w danym kontekście. Wielokrotnie zdarzało mi się, że nie byłem pewny jak zastosować dane słowo w zdaniu, gdyż pamiętałem tylko ograniczoną ilość sytuacji, w jakich się z nim spotkałem. Dopiero po skonsultowaniu się ze słownikiem cała sprawa się wyjaśniała, a wiedza zawarta w słowniku jest niestety właśnie do "wkucia na blachę". Zatem znajomość wszystkich znaczeń i możliwych konstrukcji związanych z danym słowem lub wyrażeniem dopiero umożliwia pełną elastyczność i "uwalnia" je od sztywnych ram wcześniej zasłyszanych zwrotów i kontekstów.

Tyr
03-18-2010, 13:02
Natomiast jeśli chodzi o EFEKTYWNOŚĆ uczenia się (liczoną w ilości zapamiętanych słówek w danej jednostce czasu), to już oczywiście się zgadzam. Znacznie szybciej nauczymy się / poprawimy naszą znajomość języka czytając książki lub rozmawiając w tym języku, niż próbując zapamiętać jak największą ilość materiału.

Dr Z. Ordon
03-18-2010, 14:04
Tak, właśnie o to mi chodziło, tylko może nie zawarłem tego tak dokładnie jak chciałem:P