PDA

View Full Version : Ocena jakości przekładu


tolek
07-12-2007, 21:43
Czy zastanawialiście się kiedyś, w jaki sposób ocenić jakość przekładu?

W czytelni mLingua znajduje się artykuł prof. House omawiający kryteria oceny jakości przekładu ("Ocena jakości tłumaczenia. Opis językowy a ocena społeczna"). Autorka prezentuje i omawia trzy różne metody oceny jakości przekładu:

1. Metoda behawioralna - ocena przekładu oparta jest na reakcji czytelnika (reakcja odbiorców tłumaczenia na tekst przekładu, powinna być ekwiwalentna do reakcji na tekst źródłowy);

2. Metoda funkcjonalna, w której istotną rolę odgrywa cel tłumaczenia (filozofia Skopos). O jakości przekładu decyduje sposób w jaki kultura języka źródłowego zostaje zachowana w przekładzie. Ocenie podlega ekwiwalencja i adekwatność tłumaczenia w kontekście funkcji, jaką dany przekład ma spełniać w nowym środowisku (o funkcji tej decyduje tłumacz i/lub osoba zlecająca tłumaczenie);

3. Metoda opisowa - metoda bezpośrednio ukierunkowana na tekst przekładu, tekst źródłowy ma wartość podrzędną. Celem tłumaczenia jest uzyskanie "wiarygodnego przekładu" - udana retrospekcja od tłumaczenia do oryginału. Najistotniejsze jest “neutralne” odwzorowanie charakterystycznych cech tekstu, widzianego oczami rodowitych użytkowników, na podstawie podobnych tekstów w tym samym gatunku literackim. Oceniając tekst, który nie jest “niezależnym” i “nowym” produktem tylko jednej kultury, nie należy formułować pytań dlaczego przekład jako przekład jest taki a nie inny. W ocenie tłumaczenia niezmiernie ważna jest solidna opisowo-empiryczna praca, kontekst odbioru sytuacji na poziomie mikro oraz całościowy odbiór kultury na poziomie makro.

Która z metod jest wg Was najbardziej właściwa, którą z nich najłatwiej zastosować w praktyce?

marta
07-16-2007, 11:54
Ocena jakości - trudna rzecz, tym bardziej że samo tłumaczenie jest procesem złożonym i nie można go rozpatrywać jako przekładania struktur gramatycznych.Tak byłoby najłatwiej - ocenić poprawność na poziomie języka.Ale przetłumaczony tekst służy komunikacji, dlatego metoda funkcjonalna wydaje się praktyczna. Zwraca uwagę na cel, odbiorcę, tło kulturowe. Tylko czy nie lekceważy znaczenia tekstu źródłowego?

tolek
07-16-2007, 23:48
No właśnie. Też mi się najbardziej podoba metoda funkcjonalna. Ale... czy tłumacz może dokonać nieskrępowanej realizacji celu. Czy, realizując odmienny cel od celu autora, dokonuje jeszcze tłumaczenia? Jaka jest dopuszczalna ingerencja tłumacza w tekst? Kiedy zaczyna się pisanie na nowo w oparciu o tekst źródłowy? Kiedy "dopuszczalne lekceważenie" zmienia się w "niedopuszczalną ignorancję" i jak to udowodnić?

Funicula
07-19-2007, 22:14
A mi się wydaje, że metoda funkcjonalna jest najbardziej oczywista. Dużo ciekawsza jest ta ostatnia, może nie jako jedyny sposób oceny, ale coś, na co również warto zwrócić uwagę.

kondor
11-04-2007, 19:48
Czyli wracamy do starego powiedzenia, że tłumaczenia są jak kobiety - piękne nie są wierne, a wierne nie są piękne... A czy nie jest to tak, że po stylu można poznać danego tłumacza? Tak jak np. z Szekspirem - są tłumaczenia Barańczaka (raczej piękne) i tłumaczenia Słomczyńskiego (raczej wierne). I czy jest sens się spierać które jest "właściwsze"?

Kondor

Muminka
12-23-2007, 01:27
Idealne tłumaczenie to takie, które zachowuje wierność na płaszczyźnie lingwistycznej, a jednocześnie nie wpływa na zrozumienie tekstu docelowego. Jest to zgodne z teorią Bernárdeza o samoregulacji komunikacji. W myśl tej teorii nadawca wiadomości (w tym przypadku tłumacz) dopasuje przekaz do potrzeb adresata oraz innych procesów kontekstualnych poprzez proces samoregulacji, dążący do entropii lub równowagi. Przez równowagę rozumiany jest idealny stan, w którym maksymalne zrozumienie idzie w parze z minimalnymi zmianami w elementach i strukturach lingwistycznych.

theagata
01-03-2008, 14:15
Witajcie! Chciałabym wtrącić swoje trzy grosze do dyskusji o wyższości jednego przekładu nad drugim. Dla mnie słowem kluczowym w tej debacie jest KONTEKST, czyli szeroko pojęte tło obejmujące i nadawcę i odbiorcę i przeznaczenie tekstu. Nie da się wyznaczyć metody uniwersalnej, bo w zależności od w/w elementów należy dobrać technikę tłumaczenia.
Nie mam w swoim dorobku tłumaczeń literackich, ale patrząc na dorobek innych zaryzykowałabym stwierdzenie, iż zwłaszcza w literaturze zarówno metoda behawioralna, jak i funkcjonalna, czy opisowa sprawdzają się dobrze... W zależności od... KONTEKSTU ;)
Ciekawe jakie są wasze doświadczenia?

theagata
01-04-2008, 14:09
a propos najważniejszej funkcji tłumaczenia - chciałabym dorzucić parę przemyśleń jeszcze. Przejrzałam artykuł Danilo Nogueira dotyczący tłumaczeń na język angielski (http://www.mlingua.pl/articles,show,pol,91,1) i uświadomił mi on, że głównym kryterium dobrego tłumaczenia, podobnie jak dla Danilo, jest dla mnie przejrzystość tekstu docelowego (czyli innymi słowy przekaz). Zdarza mi się ulepszać autorów artykułów prasowych (zwłaszcza o tematyce gospodarczej), którzy w języku polskim stosują również wszystkie te językowe udziwnienie, o których wspomina autor na przykładzie języka portugalskiego. Kiedy napotykam zdania pozbawione sensu, nie tłumaczę ich wiernie za autorem, ale raczej na podstawie kontekstu przekształcam je tak, aby naprawić błąd autora. Być może niektórzy tłumacze uznają to za sprzeczne z etyką tłumacza, ale wierzcie mi, że w 99% przypadków szanse popełnienia błędu merytorycznego przy takich przekształceniach są zerowe. Ufam po prostu logice i zdrowemu rozsądkowi.
Ciekawa jestem Waszych doświadczeń...

Gosia
01-07-2008, 11:18
w przypadku tekstów komercyjnych może drobne korekty są dopuszczalne, ale jeśli chodzi o umowy, teksty prawnicze i biznesowe, myślę, że tłumacz nie powinien wprowadzać żadnych korekt bez konsultacji z autorem / zleceniodawcą. Konsekwencje błędnych interpretacji mogłyby być zbyt poważne.

TheBlood
02-25-2008, 17:55
Sądzę, że połączenie stosunkowo dużej wierności z oryginałem z pewnymi uproszczeniami / modyfikacjami, zachowującymi jednak jasny przekaz jest najlepszym rozwiązaniem. Każdy język ma swoje smaczki, specyficzne sformułowania Niejednemu tłumaczowi zdarzyło się wpaść w pułapkę wynikłą ze zbyt wiernego tłumaczenia. Jak już wyżej wspomniano sens przetłumaczonego tekstu powinien być zbliżony do oryginału, a to w jakiej formie zostanie to przedstawione, jest raczej sprawą drugorzędną.

Mania
02-27-2008, 18:55
Zgadzam się w zupełnosci. W ksiązce Hejwowskiego jest to świetnie pokazane w rozdziale dotyczacym mitu tłumaczenia funkcjonalnego.
Tłumaczenia Biblii na rózne języki, gdzie różnice kulturowe wymagają doboru odpowiedniego dla nich słownictwa spowodowało, że niemożliwym było przetłumaczenie wyrazenia "wilk w owczej skórze" na jezyk ludu, który wilka w zyciu na oczy nie widział. Podobno zastąpiono go lampartem.
Kolejny ciekawy przykład to Kubuś Puchatek, który nazywa sie tak, by brzmieć swojsko dla polskich czytelników. Swoją drogą mieliście pojęcie, że niektóre źródła podają, że Winnie to niedźwiedzica?
Przekaz myśli zostaje zachowany pomimo wielu zmian "wymuszonych" poniekąd przez kulturę danego kraju. I o tym należy pamiętać, by sens pozostał ten sam, nastroje, emocje, myśl. Oprawę moim zdaniem należy dostosować do odbiorcy.Wszystko jednak z głową.;) i zdrowym rozsądkiem. Temat rzeka. Bardzo ciekawy.

Tom z Sopotu
02-27-2008, 23:26
Kolejny ciekawy przykład to Kubuś Puchatek, który nazywa sie tak, by brzmieć swojsko dla polskich czytelników. Swoją drogą mieliście pojęcie, że niektóre źródła podają, że Winnie to niedźwiedzica?

W przedmowie do alternatywnego tłumaczenia ("Fredzia Phi-Phi") tłumaczka wyjaśnia, że to zapewne miś rodzaju męskiego, tylko o przewrotnie (lub absurdalnie) żeńskim imieniu. :-) Tłumaczenie swoją drogą dokłądniejsze, ale przyjąć się nie miało już szans.

anna.kuzdra
06-04-2008, 22:19
powracając do sposobów oceny tłumaczeń, to metoda behawioralna przypomina mi .... no właśnie - teorię Eugene'a Nidy, czyli dynamic equivalence/formal equivalence. Według niego, najważniejsze w procesie przekładu jest zachowanie "ekwiwalentnego efektu", czyli, w skrócie, przekład ma wywierać na czytelnika docelowego efekt zbliżony do efektu wywieranego przez tekst źródłowy. Co więcej, znaczenie jest zazwyczaj ważniejsze niż forma. Jeśli chodzi o tłumaczenia literackie, metoda ta wydaje mi się najbardziej odpowiednia, a odbiór dzieła powinien być zgodny z intencjami autora. Tłumaczenie nie powinno zawierać niezrozumiałych, obcobrzmiących i nieraz "dziwnych" wyrażeń. Czyli, nic innego, jak naturalne tłumaczenie.

Agoonia
01-12-2009, 23:32
Nawiązując do zastosowania metody behawioralnej w tekstach literackich, rzeczywiście wydaje się, że przekład powinien wywoływać na odbiorcach docelowych efekt zbliżony do tego jaki wywołuje tekst oryginalny. Wtedy po części zostają spełnione założenia autora danego tekstu literackiego, który chciał wywołać w czytelnikach pewne emocje i reakcje, a dodatkowo, z punktu widzenia samego czytelnika docelowego, przekład pozbawiony "udziwnień", kalek językowych i niezrozumiałych wyrażeń jest łatwiej "przyswajalny". Chociaż należy również pamiętać, żeby taki sposób tłumaczenia nie pozbawiał tekstu oryginalnego jego specyfiki i stylu właściwego jego autorowi, mam tutaj na myśli zarówno warstwę językową, jak i warstwę kulturową. Tekst docelowy powinien brzmieć naturalnie, ale jednocześnie zapewniać czytelnikowi docelowemu "wgląd" we wszelkie odniesienia i aspekty kulturowe oryginału.

opek
01-13-2009, 21:06
Moim zdaniem, najlepszą metodą jest metoda funkcjonalna. W jej świetle, przekład powinien przekazać główną myśl wyrażoną w tekście wyjściowym. Ten cel może zostać osiągnięty kosztem dosłowności, oryginalności, lub kolejności wyrazów w zdaniu, formy gramatycznej tekstu źródłowego, itd., ale mimo to wciąż mieć taką samą wartość dla odbiorcy. Dobre tłumaczenie nie polega bowiem na tłumaczeniu słów, lecz sensu.

Aby jeszcze dodatkowo podkreślić sens tekstu źródłowego tłumacz może zastosować np. technikę zwaną "domestication", która polega na takiej zmianie tekstu wyjściowego, aby uczynić go jeszcze bliższym czytelnikowi dzięki uwzględnieniu różnic kulturowych związanych z językiem tekstu i przekładu. Zmiana lub wyjaśnienie odbiorcy fragmentów tekstu dotyczących kultury tekstu źródłowego, która jest mu obca, znacznie ułatwi zrozumienie sensu.

Tom z Sopotu
01-13-2009, 23:38
Dobre tłumaczenie nie polega bowiem na tłumaczeniu słów, lecz sensu.

Jeśli chodzi o przekłady literackie, to się absolutnie nie zgodzę z tak arbitralnym sądem. W miarę możliwości oczywiście, nalezy tłumaczyć jedno i drugie: i sens jest ważny, i nader często poszczególne słowa.

basiap
01-14-2009, 22:10
Wydaje mi się, że najlepszą i najbardziej oczywistą metodą jest metoda funkcjonalna, bo zwraca uwagę przede wszystkim na cel a to przecież funkcja tekstu, jego cel i efekt jaki tekst ma wywołać wśród odbiorców należą do najważniejszych elementów przekładu. Dlatego zawsze podczas tłumaczenia musimy pamiętać przede wszystkim o tym jaki był główny cel autora tekstu wyjściowego. Przekład musi wywierać na odbiorcę efekt podobny do tego wywieranego przez tekst wyjściowy. Nie zawsze jednak maksymalna wierność jest możliwa…najważniejsza jest naturalność i oddanie sensu.

Agoonia
01-15-2009, 00:59
Moim zdaniem efekt jaki dany tekst wywiera na jego odbiorcach oparty jest w dużym stopniu na samym słowie, doborze tych słów, sposobie budowania zdań przez autora, użytych przez niego środków stylistycznych itp. To wszystko, oczywiście wraz z tematyką, tworzy swoisty klimat danego tekstu literackiego. Dlatego wydaje mi się, że w przekładzie literackim tłumacz musi brać pod uwagę również takie szczegółowe cechy tekstu, oprócz przekazywania samego sensu. Oczywiście wersja docelowa tekstu musi brzmieć naturalnie, ale też dobór słów nie może stać się zbyt przypadkowy.

Tom z Sopotu
01-15-2009, 11:38
Moim zdaniem efekt jaki dany tekst wywiera na jego odbiorcach oparty jest w dużym stopniu na samym słowie, doborze tych słów, sposobie budowania zdań przez autora, użytych przez niego środków stylistycznych itp. To wszystko, oczywiście wraz z tematyką, tworzy swoisty klimat danego tekstu literackiego. Dlatego wydaje mi się, że w przekładzie literackim tłumacz musi brać pod uwagę również takie szczegółowe cechy tekstu, oprócz przekazywania samego sensu. Oczywiście wersja docelowa tekstu musi brzmieć naturalnie, ale też dobór słów nie może stać się zbyt przypadkowy.

O to, to, to! Święte słowa, pod którymi tylko się podpisać. Zbyt często tłumacze stosują zwalniającą ich z odpowiedzialnosci za słowo argumentację, że "najważniejszy jest sens" - po to, żeby się za bardzo nie namęczyć, bo wtedy można rzecz zrobić szybciej i bardziej po łebkach, zamiast czasem pomęczyć się i parę dni nad jakąś jedną, za to szczególnie wyrafinowaną frazą. Jako człowiek, który tak hobbystycznie, jak zawodowo para się na codzień słowem, wiem najlepiej, że dobór słów - a już zwłaszcza w literaturze pięknej - nie powinien być dowolny. I to samo dotyczy tłumaczeń.

anko
01-15-2009, 12:28
Zdecydowanie sens jest bardzo ważny, ale nie można zapominać też o przekazaniu cech szczególnych danego tekstu źródłowego, cech, które podkreślają charakterystyczny dla danego autora styl. Osobowość tłumacza nie powinna górować nad postacią autora, gdyż tłumacz jest tylko swoistym pośrednikiem między dwiema kulturami i powinien, w miarę swoich możliwości, przetłumaczyć tekst źródłowy najwierniej, jak tylko się da.

Metoda funkcjonalna jest chyba najlepszą spośród wymienionych, daje więc sporo "wolności" dla tłumacza podczas procesu tłumaczenia, jednak czasem istnieje możliwość, może nawet zagrożenie, zbyt dalekiego odejścia od tekstu wyjściowego, co, owszem, może wpłynąć na pojawienie się większej ilości wrażeń estetycznych u czytelnika docelowego, ale jednocześnie czytelnik ten może wówczas zostać pozbawiony doznań, które odczuwa odbiorca tekstu źródłowego.

Tom z Sopotu
01-15-2009, 12:32
Nie bądźmy doktrynerami, "ta metoda jest lepsza od tej". Jak to zwykle bywa, pewnie najlepszym wyjściem jest jednak jakaś metoda kombinowana, pośrednia, a może w jednym miejscu tekstu taka, a w drugim inna. Poza tym wcale nie uważam, aby "sporo wolności dla tłumacza" było jakąś tam szczególną zaletą. Dla leniwego lub słabego tłumacza - być może, ale nie dla dobra tekstu.

anko
01-15-2009, 13:14
Nie przeczę, że najlepszą metodą tłumaczenia byłaby pewnie metoda mieszana. Gdybym jednak miała wybrać tylko jedną spośród tych trzech dostępnych wybrałabym metodę funkcjonalną. Twierdzenie, iż jest ona dobrą opcją tylko dla leniwych bądź słabych tłumaczy, jest generalizowaniem. Jest ona dobrym wyjściem przy tłumaczeniu tekstu, w którym mamy do czynienia np. z nieprzetłumaczalnością kulturową. A tłumaczenie całego tekstu przy użyciu tej metody nie wyklucza faktu, iż może to być dobre tłumaczenie. Jak już stwierdziłam: "większa wolność dla tłumacza" może też być czasem zagrożeniem, ale dobry tłumacz będzie umiał znaleźć złoty środek, jednocześnie nie nadużywając swojej "wolności".

Tom z Sopotu
01-15-2009, 13:31
Nie przeczę, że najlepszą metodą tłumaczenia byłaby pewnie metoda mieszana. Gdybym jednak miała wybrać tylko jedną spośród tych trzech dostępnych wybrałabym metodę funkcjonalną. Twierdzenie, iż jest ona dobrą opcją tylko dla leniwych bądź słabych tłumaczy, jest generalizowaniem. Jest ona dobrym wyjściem przy tłumaczeniu tekstu, w którym mamy do czynienia np. z nieprzetłumaczalnością kulturową. A tłumaczenie całego tekstu przy użyciu tej metody nie wyklucza faktu, iż może to być dobre tłumaczenie. Jak już stwierdziłam: "większa wolność dla tłumacza" może też być czasem zagrożeniem, ale dobry tłumacz będzie umiał znaleźć złoty środek, jednocześnie nie nadużywając swojej "wolności".

Moim zdaniem tłumacz powinien sobie dawać wolność TYLKO wtedy, kiedy nie ma już innego wyjścia (np. w wypadku tej nieprzetłumaczalności kulturowej). Ale nie wolno zakładać, że sobie damy wolność z góry, "bo przyjmujemy apriorycznie taką metodę" - nie! Dopiero kiedy sprawdzimy, że na pewno nie da się inaczej.

anko
01-15-2009, 22:19
Moim zdaniem tłumacz powinien sobie dawać wolność TYLKO wtedy, kiedy nie ma już innego wyjścia (np. w wypadku tej nieprzetłumaczalności kulturowej). Ale nie wolno zakładać, że sobie damy wolność z góry, "bo przyjmujemy apriorycznie taką metodę" - nie! Dopiero kiedy sprawdzimy, że na pewno nie da się inaczej.

W mojej wypowiedzi początkowo starałam się tylko nawiązać do pytania Tolka. Brałam pod uwagę wybór jednej z trzech zaproponowanych przez niego opcji. I w moich rozważaniach początkowo analizowałam tylko te trzy przypadki.
Gdyby jednak rozpatrywać kwestię wolności tłumacza szerzej, to tak naprawdę, sam fakt, że to zwykle tłumacz wybiera czy też dobiera metodę tłumaczenia, to daje mu to swego rodzaju "wolność" . Ale tylko dobry i świadomy tłumacz tej wolności nie nadużyje.

ostrmonika
01-16-2009, 00:04
Wracając do głównego tematu, uważam, że nie ma jednej idealnej metody oceny jakości tłumaczenia. Jak wspomnieli moi przedmówcy, złotym środkiem w wielu przypadkach jest na pewno połączenie wszystkich trzech podejść.
Jeśli miałabym jednak wybrać którąś z nich, to na pewno wcześniej sklasyfikowałabym tekst, który oceniam. I tak ewaluację tekstów typowo literackich, w których wyraźnie przejawia się styl autora, oparłabym na metodzie behawioralnej, natomiast dokumenty, rozprawy, teksty naukowe i użytkowe itp. oceniłabym metodą funkcjonalną.
W tekstach literackich często forma góruje nad treścią. Autorzy nie bez kozery ubogacają je stylistycznie na wszelakie możliwe sposoby. Tak wyrażają siebie, ale jest to przede wszystkim dążenie do wywołania w odbiorcy określonych emocji. Kluczem więc do tłumaczenia tego rodzaju tekstów jest, według mnie, takie operowanie słowem, któro wzbudzi w czytelniku ekwiwalentną do tej wywołanej przez tekst źródłowy reakcję.
Teksty użytkowe natomiast mają jasno określony, pragmatyczny cel. W większości bazują na szablonach, schematach i nie są „nasycone” osobowością autora. Wykorzystanie vermeerowskiej teorii skoposu przy ocenie tego typu tekstów wydaje się być rozsądnym wyjściem.

opek
01-16-2009, 11:00
Jeśli chodzi o przekłady literackie, to się absolutnie nie zgodzę z tak arbitralnym sądem. W miarę możliwości oczywiście, nalezy tłumaczyć jedno i drugie: i sens jest ważny, i nader często poszczególne słowa.

oczywiście, ze w procesie tłumaczenia należy wziąć pod uwagę poszczególne słowa. Często są one kluczem do zrozumienia sensu, nadają tekstowi charakteru i mówią o "klimacie" tekstu. Jednak uważam, ze tłumaczenie na poziomie słów nie jest nigdy dobrym rozwiązaniem, tak tłumaczą narzędzia internetowe- wiadomo z jakim skutkiem. W swojej poprzedniej wypowiedzi nie mówiłam, ze pojedyncze słowa nie są ważne, ale że należy położyć nacisk na sens, co jest dość oczywiste;)

ostrmonika
01-16-2009, 11:18
oczywiście, ze w procesie tłumaczenia należy wziąć pod uwagę poszczególne słowa. Często są one kluczem do zrozumienia sensu, nadają tekstowi charakteru i mówią o "klimacie" tekstu. Jednak uważam, ze tłumaczenie na poziomie słów nie jest nigdy dobrym rozwiązaniem, tak tłumaczą narzędzia internetowe- wiadomo z jakim skutkiem. W swojej poprzedniej wypowiedzi nie mówiłam, ze pojedyncze słowa nie są ważne, ale że należy położyć nacisk na sens, co jest dość oczywiste;)

Zgadzam się, to właśnie pojedyncze słowa są nośnikami znaczeń. Połączone w wyrażenia, zdania, paragrafy itd. tworzą myśli. Zarówno słowa mogą być synonimiczne (mamy bliższe i dalsze synonimy), jak i konstrukcje zdaniowe. Dlatego każdą taką myśl można przekazać na kilka sposobów zarówno na poziomie słów, jak i na poziomie konstrukcji. Sztuka polega na jak najtrafniejszym doborze tych środków, oczywiście w granicach wspomnianej "wolności" tłumacza. Produktem końcowym powinien być zatem naturalnie brzmiący tekst z zachowaniem intencji autora tekstu źródłowego (cel, oddziaływanie na czytelnika).

opek
01-16-2009, 11:30
Sztuka polega na jak najtrafniejszym doborze tych środków, oczywiście w granicach wspomnianej "wolności" tłumacza. Produktem końcowym powinien być zatem naturalnie brzmiący tekst z zachowaniem intencji autora tekstu źródłowego (cel, oddziaływanie na czytelnika).

Tak, to prawda. Tłumacz jest w pewnym sensie twórcą nowego tekstu w języku docelowym, może modyfikować odpowiednio treść środkami stylistycznymi użytymi w przekładzie w celu wywołania określonego efektu. Jak wcześniej wspomniano, ważne jest, żeby oddziaływanie tekstu na czytelnika w języku źródłowym i docelowym było zbliżone, należy zachować charakter tekstu. Gdy ten warunek jest spełniony, to przekład spełnia jeden z warunków oceny jakości tłumaczenia.
Należy również pamiętać o takich kwestiach jak osobowość tłumacza oraz jego wrażliwość literacka, gdyż te czynniki także mają duży wpływ na efekt finalny tłumaczenia.

Agoonia
01-16-2009, 11:46
Wydaje mi się, że mówiąc o przekładzie literackim nikt raczej nie ma na myśli tłumaczenia tekstu słowo w słowo na zasadzie działania narzędzi internetowych. A nawiązując do tłumaczenia sensu i słów, chodzi chyba o to, żeby tłumacz z góry nie dawał sobie zbyt wielkiej swobody w tłumaczeniu, skupiając się głównie na przekazywaniu sensu, bo w ten sposób można bardzo łatwo utracić to, co jest zawarte w warstwie słownej i nie dopatrzeć się wielu istotnych cech tekstu.

ostrmonika
01-16-2009, 11:49
Tłumacz jest w pewnym sensie twórcą nowego tekstu w języku docelowym, może modyfikować odpowiednio treść środkami stylistycznymi użytymi w przekładzie w celu wywołania określonego efektu.
Tak, ale tylko w pewnym sensie. Musimy mieć na uwadze to, jaki tekst tłumaczymy. Wspominałam wyżej o różnych podejściach do tekstów literackich i użytkowych. Mimo, że jest to bardzo ogólny podział, to na pewno na jego podstawie można opracować jeśli nie idealną, to dobrą metodę tłumaczenia. Trzeba też pamiętać, że jesteśmy twórcami, ale jednocześnie odtwórcami, interpretatorami. Granica jest na pewno bardzo płynna, dlatego, szczególnie w przypadku tekstów literackich, należy uważać, aby nie wpaść w pułapkę własnej kreatywności.

Tom z Sopotu
01-16-2009, 16:40
Wydaje mi się, że mówiąc o przekładzie literackim nikt raczej nie ma na myśli tłumaczenia tekstu słowo w słowo na zasadzie działania narzędzi internetowych. A nawiązując do tłumaczenia sensu i słów, chodzi chyba o to, żeby tłumacz z góry nie dawał sobie zbyt wielkiej swobody w tłumaczeniu, skupiając się głównie na przekazywaniu sensu, bo w ten sposób można bardzo łatwo utracić to, co jest zawarte w warstwie słownej i nie dopatrzeć się wielu istotnych cech tekstu.

Otóż to! Całkowicie się zgadzam.

Kleta
03-12-2010, 18:47
Witam,
pozwólcie, że odświeżę trochę ten temat i powrócę do pytania zadanego na samym początku.
Według mnie, najodpowiedniejszą metodą tłumaczenia jest metoda behawioralna, jako że głównym zadaniem większości przekładów (wyłączając tłumaczenia użytkowe, które niosą ze sobą tylko techniczne informacje) jest jednak "dotarcie do odbiorcy", tj. wzbudzenie w nim reakcji podobnej do tej, która występuje w trakcie czytania oryginału. Problem polega jednak na tym, że daną "reakcję" można uzyskać na więcej sposobów, aniżeli tylko ten jeden podany wcześniej przez autora.
W związku z tym, czy tłumacz ma prawo do nadmiernego użycia amplifikacji/redukcji w celu uzyskania efektu, który według niego/niej byłby najbardziej zbliżony oryginałowi?

edwina89
03-13-2010, 09:52
Ciężko jest ocenić przekład. W metodzie funkcjonalnej ważny jest cel, funkcja tłumaczenia i kultura.
Z kolei w metodzie behawioralnej, która jest związana z Nidą i jego pojęciem ekwiwalencji dynamicznej reakcja odbiorców tłumaczenia na tekst wyjściowy powinna być “ekwiwalentna” do reakcji na tekst przekładu.
Najlepszą metodą byłoby ta, która łączyłaby w sobie elementy behawioralnej i funkcjonalnej.

edwina89
03-13-2010, 18:07
Zaczęłam się zastanawiać jakie tłumaczenie można nazwać "dobrym" i czym jest "jakość tłumaczenia."
W swoim artykule Christina Schäffner twierdzi, że zamiast określenia „dobry” niektórzy badacze mówią o „(pragmatycznie) adekwatnym” lub „funkcjonalnie odpowiednim” tłumaczeniu. Ponadto mówi o tym, że różne poglądy dotyczące przekładu prowadzą do odmiennego pojmowania jakości tłumaczenia i jej oceny. W związku z tym jakość jest w pewnym stopniu oceniana subiektywnie.
Zgadzam się tą opinią. Uważam, że osoba, która jest zainteresowana teorią skoposu będzie opcjonowała za metodą funkcjonalną. Ktoś, komu bliższa jest ekwiwalencja funkcjonalna będzie oceniała jakość tłumaczenia za pomocą metody behawioralnej. Wszystko zależy od odbiorcy.

Kleta
03-14-2010, 09:55
Napisała: edwina89
Uważam, że osoba, która jest zainteresowana teorią skoposu będzie opcjonowała za metodą funkcjonalną. Ktoś, komu bliższa jest ekwiwalencja funkcjonalna będzie oceniała jakość tłumaczenia za pomocą metody behawioralnej. Wszystko zależy od odbiorcy.
Problem polega na tym, że obie wymienione powyżej metody przekładu mogą nieść ze sobą wielkie zmiany względem ST. Zgodnie z teorią Reissa i Vermeera- "the end justifies the means", więc praktycznie rzecz biorąc, cały tekst może zostać zmodyfikowany wedle upodobań tłumacza i autora, oraz ich "zamysłu" dotyczącego odbiorcy. W takim wypadku, odbiorcy pozostaje jedynie ocenić poprawność wybranej już metody tłumaczenia, a nie sam jej wybór.

edwina89
03-14-2010, 11:16
Kleta: W takim wypadku, odbiorcy pozostaje jedynie ocenić poprawność wybranej już metody tłumaczenia, a nie sam jej wybór.

W pewnym sensie masz rację.

Trzeba pamiętać, że tłumacz jest interpretatorem. Powinien być „wszechwiedzący”,powinien dobrze posługiwać się językiem docelowym, a jego przekład powinno „dobrze się czytać.” To głównie on wybiera metodę tłumaczenia i jest odpowiedzialny za swój przekład.
Niestety nie zawsze reakcje odbiorców tłumaczenia na przekład będą ekwiwalentne do reakcji odbiorców oryginału – szczególnie jeżeli mówimy o tekstach „przepełnionych” elementami kulturowymi.

embe
03-14-2010, 14:32
Uważam, że przy wyborze metody oceny jakości tłumaczenia, bardzo ważny jest sam rodzaj tłumaczonego tekstu, który ma podlegać ocenie. Oczywiste jest, że nie będziemy oceniać tekstu użytkowego, pod kątem emocji, które wywołuje on na odbiorcach ST i TT. Także wybór pomiędzy metodą behawioralną, funkcjonalną a opisową, w dużej mierze uzależniony jest od samego tekstu oraz odbiorcy do jakiego jest on kierowany. Na przykład: jeżeli jest to tekst z dziedziny medycyny, to w zależności od tego czy kierowany ma być do lekarzy czy też ludzi nie mających nic wspólnego z medycyną, ocena będzie zupełnie inna. Tekst krytykowany za rozwlekłość zostałby zapewne bardziej doceniony przy obraniu oceny opisowej.

Co do samej oceny, sądzę że wybór metody tłumaczenia jest bardzo ważny i również podlega ocenie. ;)

embe
03-14-2010, 14:50
Jeżeli chodzi o ogólne wartości tłumaczeń, jako najważniejsze wydaje mi się być wzbudzanie u odbiorcy przekładu reakcji/uczuć/procesów myślowych ekwiwalentnych do tych, doświadczanych przez odbiorców oryginału. Szczególnie w tekstach literackich. Czyli ocena za pomocą metody behawioralnej.

Kleta
03-15-2010, 13:46
Należy jednak pamiętać, że bardzo duży wpływ na odbiór tekstu mają powiązania kulturowe. Szczególnie w przypadku tekstów literackich, kiedy to autor bardzo często kieruje oryginał do określonej grupy ludzi. Jako przykład weźmy poezję powojenną- większość wierszy z tego okresu wywołuje bardzo silne emocje u ludzi, którzy w jakiś sposób zostali połączeni z tymi wydarzeniami. Czy w takim wypadku możliwym jest, by tłumacz przekazał ten ogrom uczuć za pomocą określonych środków stylistycznych? A może, zgodnie z metodą behawioralną, powinien przekształcić całą treść w celu uzyskania podobnego "efektu końcowego"?

edwina89
03-15-2010, 17:17
Należy jednak pamiętać, że bardzo duży wpływ na odbiór tekstu mają powiązania kulturowe. Szczególnie w przypadku tekstów literackich, kiedy to autor bardzo często kieruje oryginał do określonej grupy ludzi. Jako przykład weźmy poezję powojenną- większość wierszy z tego okresu wywołuje bardzo silne emocje u ludzi, którzy w jakiś sposób zostali połączeni z tymi wydarzeniami. Czy w takim wypadku możliwym jest, by tłumacz przekazał ten ogrom uczuć za pomocą określonych środków stylistycznych? A może, zgodnie z metodą behawioralną, powinien przekształcić całą treść w celu uzyskania podobnego "efektu końcowego"?

Moim zdaniem, tłumaczowi nie zawsze uda się wywołać u odbiorcy reakcję ekwiwalentną z reakcją odbiorców na oryginał nawet za pomocą środków stylistycznych.
Innym przykładem tekstu, oprócz poezji powojennej, jest "Wesele" Wyspiańskiego, które zostało przełożone przez Dedeciusa. Choć nie czytałam tej wersji (więc nie mogę potwierdzić tego na 100%:p), wydaje mi się, że odbiorca niemiecki nie będzie w stanie w pełni zrozumieć Wyspiańskiego. Jaka więc metoda byłaby najodpowiedniejsza w ocenie jakości przekładu Dedeciusa???

embe
03-15-2010, 19:30
Należy jednak pamiętać, że bardzo duży wpływ na odbiór tekstu mają powiązania kulturowe. Szczególnie w przypadku tekstów literackich, kiedy to autor bardzo często kieruje oryginał do określonej grupy ludzi. Jako przykład weźmy poezję powojenną - większość wierszy z tego okresu wywołuje bardzo silne emocje u ludzi, którzy w jakiś sposób zostali połączeni z tymi wydarzeniami. Czy w takim wypadku możliwym jest, by tłumacz przekazał ten ogrom uczuć za pomocą określonych środków stylistycznych?

Wywołanie uczuć ekwiwalentnych jest na pewno celem niesamowicie trudnym do uzyskania, czasem może nawet wręcz niemożliwym. Wiąże się to z nieprzekładalnością kulturową. Co do przykładu podanego przez Kletę, sądzę, że jeżeli kraj odbiorcy tekstu docelowego uczestniczył w II WŚ lub w innych walkach wojennych, byłoby to chociażby częściowo możliwe. "Wywołanie uczuć ekwiwalentnych" jest też kwestią dosyć sporną bo przecież każdy reaguje inaczej, nawet wewnątrz kultury danego narodu. Tak jak napisał/ła Kleta "tekst wywołuje bardzo silne emocje u ludzi, którzy w jakiś sposób zostali połączeni z tymi wydarzeniami." Czyli emocje ludzi młodych na pewno diametralnie różnią się od uczuć weteranów wojennych. I na to już wpływu nie mamy. :)

mihaelo
03-15-2010, 22:28
Witam.
Chciałbym podzielić się z Wami swoimi przemyśleniami dotyczącymi wyżej podjętych kwestii. Otóż, moim zdaniem dobór metody tłumaczenia jest zależny od rodzaju tekstu z jakim tłumacz ma do czynienia pamiętając o jego odbiorcach. Uważam, iż metodę funkcjonalną powinno się stosować przy pracy z tekstami, przy których rzetelny przekład jest podstawowym kryterium, dzięki któremu odbiorca zrozumie tekst. Mam na myśli teksty prawne i naukowe, przy których tłumacz musi stosować się do określonych rozumianych przez odbiorców reguł. Niie można przy tym zapomnieć, iż tłumacz nie może interpretować tekstu po swojemu, gdyż może łatwo zgubić jego sens. Metodę opisową użyłbym przy pracy z tekstem dającymi większą swobodę działania i interpretacji. Przy tym należy uważać na nadinterpretację. Pracując z tekstami typu wiersze czy proza, tłumacz może w pełni pokazać swój kunszt językowy. Teoretycznie prosty i nieciekawy tekst przełożyć w sposób piękny i wzbudzający zainteresowanie czytelnika. Co do metody behawioralnej, jeśli z jakichś powodów tekst, którym tłumacz ma się zająć wzbudza jego antypatię, jest całkiem możliwe, iż uczucie to przeniesie się poprzez jego przekład na czytelnika. Może to spowodować, iż odbiorca zainteresowany danym tekstem straci dalszą chęć zgłębiania danego tematu. Przy wszystkich tych metodach leksyka, której tłumacz używa musi być adekwatna do poziomu wiedzy odbiorców.

mihaelo
03-16-2010, 14:48
Zgadzam się z embe co do nieprzekładalności uczuć. Osoba nie związana osobiście z tego typu wydarzeniami nie może w pełni odzwierciedlić uczuć zawartych w danych tekstach. Ich ogrom, o którym wspomina Kleta częściowo może być jednakże przekazany przy pomocy języka użytego w tamtym czasie przy pisaniu danego dzieła. Wiadomo przecież, iż podczas wojennego czy powojennego okresu język różnił się od teraźniejszego. Tłumacz chcący tego dokonać powinien posiadać odpowiednią wiedzę o danym okresie minionym. Wszak pewne struktury używane wtedy wyszły dziś z użytku, a młody tłumacz może zwyczajnie ich nie znać. Dotyczy to również tekstów z innych dziedzin. Przy tym nie należy zapomnieć o osobistych zapatrywaniach osoby przekładającej tekst. Czy w takim przypadku moje stwierdzenie, iż tłumacz używa jedynie częściowo metody behawioralnej nie byłoby zbyt daleko posunięte? Czy w takich przypadkach stosowanie metody opisowej tworzy pułapkę?

Kleta
03-16-2010, 15:24
Czy w takim przypadku moje stwierdzenie, iż tłumacz używa jedynie częściowo metody behawioralnej nie byłoby zbyt daleko posunięte? Czy w takich przypadkach stosowanie metody opisowej tworzy pułapkę?

Moim zdaniem wszystko zależy od tego, jaki cel obrany jest przez tłumacza. Jak słusznie zostało zauważone, czasem przekazanie emocji zawartych w tekstach literackich jest po prostu niemożliwe. Nie oznacza to jednak, że w takim przypadku dany tekst traci na swojej wartości. Przekładając go, tłumacz może skupić się na innych, charakterystycznych elementach, takich jak choćby:struktura gramatyczna, styl, czy rejestr językowy. I tu właśnie następuje ukłon w stronę metody opisowej, która podkreśla nam wartość przekładu, mimo jego braków w sferze emocjonalnej. ;)

edwina89
03-17-2010, 18:48
Jeżeli chodzi o ogólne wartości tłumaczeń, jako najważniejsze wydaje mi się być wzbudzanie u odbiorcy przekładu reakcji/uczuć/procesów myślowych ekwiwalentnych do tych, doświadczanych przez odbiorców oryginału. Szczególnie w tekstach literackich. Czyli ocena za pomocą metody behawioralnej.

Wzbudzenie u odbiorcy przekładu uczuć ekwiwalentnych do uczuć odbiorcy jest ważne. Ale w niektórych tekstach literackich, szczególnie, w poezji, ważna jest też forma (język, środki styl...). - czasami jest nawet ważniejsza. Poza tym, są wiersze o konkretnych kształtach (np. dom, choinka...:D) Wtedy ważniejszym wydaje się być właśnie forma. Ocenianie takiego przekładu metodą opisową byłoby chyba uzasadnione.

Kleta
03-17-2010, 19:10
Poza tym, są wiersze o konkretnych kształtach (np. dom, choinka...:D) Wtedy ważniejszym wydaje się być właśnie forma. Ocenianie takiego przekładu metodą opisową byłoby chyba uzasadnione.
Jeśli chodzi o przekład wierszy ikonograficznych, to prawdopodobnie metoda opisowa jest najlepszą, jaką można takowy ocenić, jako że zazwyczaj nie ma w nich żadnej konkretnej treści, którą w jakikolwiek sposób można by interpretować. (Muszę się jednak przyznać, że tego typu poezji po prostu nie rozumiem-jakoś nie mogę odnaleźć w niej "głębi". Może to mieć więc nieznaczny wpływ na moją wypowiedź na ten temat;) ) Skoro jednak problem ten został już poruszony, to może warto zastanowić się czy słuszne jest stosowanie tylko jednej, konkretnej metody do oceny tłumaczenia. Poezja, nawet w kształcie "domków i choinek" wciąż niesie ze sobą jakiś przekaz. W takim wypadku możemy założyć, że wywołuje ona w odbiorcy pewne odczucia, na które także należy zwrócić uwagę w trakcie tłumaczenia. Moim zdaniem, przekład tego typu tekstów powinien być oceniany ze względu na elementy zawarte zarówno w metodzie opisowej, jak i behawioralnej, by w pełni ukazać "kunszt" tłumacza.

mihaelo
03-17-2010, 22:18
Jeśli chodzi o przekład wierszy ikonograficznych, to prawdopodobnie metoda opisowa jest najlepszą, jaką można takowy ocenić, jako że zazwyczaj nie ma w nich żadnej konkretnej treści, którą w jakikolwiek sposób można by interpretować.

Moim zdaniem w przypadku takich wierszy sama jego forma niesie już pewną dozę treści. Tłumacz powinien uważać na dowolność interpretacji treści wiersza w oparciu o jego formę. Powinien trzymać się pewnych barier w taki sposób by nie odbiec od znaczeniowości wiersza wyrażonej już jego formą. Dotyczy to również przekładu samych słów użytych do jego napisania.

Nika
03-17-2010, 22:28
W mojej ocenie tłumaczenia/interpretowania poezji oznacza proces pisania nowego utworu z ideami, pomysłami zaczerpniętymi z tekstu źródłowego.Forma jest ważna, ale warstwa słowna może ulec dość znacznej zmianie. To tylko teoretyzowanie, nigdy nie próbowałam interpretowania wierszy, a ktoś z was zmagał sie juz z poezją?

mihaelo
03-17-2010, 22:43
Moim zdaniem tłumacz powinien sobie dawać wolność TYLKO wtedy, kiedy nie ma już innego wyjścia

W myśl powyższego stwierdzenia tłumacz musi "odgórnie" wybrać tylko jedną metodę i trzymać się jej zasad podczas całego procesu tłumaczenia. Czy oznacza to, że po skończeniu przekładu tłumacz, widząc produkt swej pracy, nie może zmienić pewnych kwestii nawet, jeśli lepiej by brzmiały w oparciu o inne metody? Powstaje teraz kwestia wyboru: czy lepiej jest stosować różne metody w obrębie jednego tekstu, czy być wiernym tej jednej wybranej na początku. Potwierdzając to, co zostało już powiedziane, tłumacz dobiera w taki sposób metody, by produkt końcowy był zadowalający w każdym aspekcie. Uważam, iż należy zachowywać reguły wybranej metody, jednakże małe od niej odstępstwa mogą jedynie wpłynąć pozytywnie na ostateczną wersję przekładu.

embe
03-17-2010, 23:15
W mojej ocenie tłumaczenia/interpretowania poezji oznacza proces pisania nowego utworu z ideami, pomysłami zaczerpniętymi z tekstu źródłowego.Forma jest ważna, ale warstwa słowna może ulec dość znacznej zmianie. To tylko teoretyzowanie, nigdy nie próbowałam interpretowania wierszy, a ktoś z was zmagał sie juz z poezją?

Również nigdy nie podejmowałem prób tłumaczenia poezji (szczerze, dopiero rozpoczynam 'przygodę' z translatoryką ;)) i uważam, że tłumacze, podejmujący się takiego przekładu, powinni posiadać wielkie zamiłowanie do literatury pięknej. Właściwie sami powinni być poetami. Moim zdaniem jedną z najważniejszych wartości w ocenie przekładu wierszy jest kreatywność. Ponieważ, jak to napisała Nika, przekładowca, staje przed zadaniem "napisania nowego utworu". Oczywiście musi mieć na uwadze jego formę.

embe
03-17-2010, 23:48
W myśl powyższego stwierdzenia tłumacz musi "odgórnie" wybrać tylko jedną metodę i trzymać się jej zasad podczas całego procesu tłumaczenia. Czy oznacza to, że po skończeniu przekładu tłumacz, widząc produkt swej pracy, nie może zmienić pewnych kwestii nawet, jeśli lepiej by brzmiały w oparciu o inne metody? Powstaje teraz kwestia wyboru: czy lepiej jest stosować różne metody w obrębie jednego tekstu, czy być wiernym tej jednej wybranej na początku. Potwierdzając to, co zostało już powiedziane, tłumacz dobiera w taki sposób metody, by produkt końcowy był zadowalający w każdym aspekcie. Uważam, iż należy zachowywać reguły wybranej metody, jednakże małe od niej odstępstwa mogą jedynie wpłynąć pozytywnie na ostateczną wersję przekładu.

Zgadzam się z tym co napisał mihaelo, lecz należy pamiętać, że są pewne metody, po wyborze których tłumacz nie ma prawa do nagłej zmiany. Przykład: foreignizing and domesticating method. Oczywiście zmiany z jednej z tych metod na drugą nie byłyby 'małym odstępstwem' o którym pisał mihaelo. ;) Wygląda na to, że przy wyborze metody tłumaczenia, tłumacz w pewien sposób określa bariery swojej wolności w których będzie się poruszał. Lecz myślę, że nie wiąże go to na tyle, by nie mógł po trochu, umiejętnie, czerpać z innych metod.

mihaelo
03-18-2010, 01:02
Zgadzam się z embe, gdyż tłumacz chcący dobrze przełożyć poezję sam powinien posiadać po części poetycką duszę, bo czyż nie jest czymś pięknym przekazanie rodowitym odbiorcom treści utworu napisanego językiem obcym? Uważam również, iż tłumacz chcący pracować nad poezją powinien posiadać pewną ogólną wiedzę i doświadczenie potrzebne do stworzenia dobrego przekładu. Dlatego właśnie jeszcze nie zajmowałem się poezją. Jak na razie jest to dla mnie zadanie zbyt skomplikowane, jako że jestem osobą początkującą ;)