PDA

View Full Version : Kryzys na rynku tłumaczeń ?


Krzysztofm
01-09-2013, 13:11
Witam,

Pamiętam jak kilka lat temu w niemalże każdej gazecie pisano o spadkach indeksów na światowych giełdach. Dziś sytuacja na giełdach wygląda lepiej, ale nie sposób nie słyszeć wszechobecnych wiadomości o ogólnym spowolnieniu gospodarczym, firmach i instytucjach wdrażających plany oszczędnościowe, cięciach w budżatach państw itp. Jakie są wasze odczucia odnośnie wpływu obecnej sytuacji gospodarczej na rynek tłumaczeń ? Czy naszą branżę też dopada lub dopadnie spowolnienie, tak jak to ma np miejsce w branży deweloperskiej ?

kecht
01-09-2013, 14:19
Nie da się ukryć, że rzeczywiście mamy kryzys gospodarczy. Nie sądzę jednak, aby się to odzwierciedlało również kryzysem na rynku tłumaczeń. Jedyny kryzys na rynku tłumaczeń to chyba ogromna konkurencja, gdzie przetrwać mogą tylko najlepsi. Nie sądzę jednak, aby w dobie postępującej globalizacji i technologizacji brakowało zleceń do tłumaczeń. Chyba, że w najbliższych 50-100 latach jednym używanym językiem stanie się angielski. Wtedy będzie można mówić o kryzysie na rynku tłumaczeń. Miejmy nadzieję, że tak jednak nie będzie.

adamgala
01-09-2013, 15:43
Moim zdaniem nie tyle kryzys co właśnie większa konkurencja na rynku.

Floreque
01-14-2013, 02:35
Niestety, wielu zdolnych lingwistów stało się ofiarami mody na "sporą wiedzę ogólną". Przeciwdziałając skutkom kryzysu polecam poznawanie słownictw specjalstycznych (technicznych, farmaceutycznych, medycznych itp.)

kecht
01-16-2013, 00:10
Niestety, wielu zdolnych lingwistów stało się ofiarami mody na "sporą wiedzę ogólną". Przeciwdziałając skutkom kryzysu polecam poznawanie słownictw specjalstycznych (technicznych, farmaceutycznych, medycznych itp.)

Tutaj potwierdza się fakt dlaczego tzw. "zachodnia metoda nauczania" jest w pewnych kryteriach trafna. Niewątpliwie sprawdziłoby się to w kształceniu tłumaczy na uczelniach. Musieli by oni być po prostu kształceni nie ogólnie, lecz wąsko, w ściślej określonej specjalizacji. W niektórych krajach na zachodzie np. lekarz neurolog nie potrafi już odebrać porodu u ciężarnej kobiety :/. A u nas w Polsce to normalka przecież. No ale w przypadku lingwistów się to jednak nie potwierdza, o czym wspomniałeś powyżej.

shark.qwerty
01-16-2013, 03:22
Ale dlaczego spora wiedza ogólna ma wykluczać specjalizację? Lekarz może się nauczyć odbierania porodu raz i już będzie potrafił, poświęcając potem czas na szlifowanie swojej dziedziny. O jaką wiedzę ogólną chodzi w przypadku tłumacza? Nie widzę powodu, aby nie znał on różnicy pomiędzy "barrister" a "solicitor", będąc tłumaczem medycznym ani by tłumacz tekstów prawniczych nie znał nazw ludzkich organów w obcym języku.

agawieczko
01-17-2013, 10:01
Jest kryzys, ja jako tzw. podszyszkownik jeszcze mało wiem :), ale jak porozmawia się z doświadczonymi osobami z branży, które są tzw. 'porządną firmą' to usłyszy się, że jest po prostu kryzys.
Można to przekuć na pozytyw - jest większa konkurencja, więcej musisz dać z siebie itd., ale nie ulega wątpliwości fakt, że nie jest fajnie płacić za zakupy i rachunki więcej i dostawać ciągle tyle samo za tłumaczenie. Albo mieć mniej pracy bo jest mniejszy ruch.A iść do przodu i inwestować w siebie musisz. Więc relatywnie jest gorzej, bo mniej kasy zostaje na oszczędności.

Ale, jak się jest 'elastycznym' to trzeba pomyśleć jakie szanse rozwoju daje mi ta (zła) sytuacja na rynku? otóż na pewno są nowe obszary, w których można zacząć się specjalizować. Np. windykacja :). Są specjalizacje w których będzie ruch zawsze (zdrowie, medycyna, filmy).

W dzisiejszych czasach dobrze być typem pt. trudności mnie mobilizują.

hogapoga
01-17-2013, 10:30
Kryzys jest chyba wszędzie. Przede wszystkim jednak kryzys ludzkości ;-)
A tak do sedna - mam wrażenie, że jest za dużo firm w pewnych branżach, nie starcza miejsca dla wszystkich, a ludziom wydaje się, że jeśli założą setną aptekę w mieście to tez będą mieli dobry utarg. Niestety rynek się nasycił jeśli chodzi o branżę tłumaczeń. W moim niewielkim mieście (120 tys. mieszk.) jest chyba z 5 biur tłumaczeń. Nie sądzę, żeby było aż takie zapotrzebowanie, pewnie wkrótce któreś z nich zniknie. Podobnie jest u mnie ze szkołami językowymi - kilka z nich to "karykatury" szkół językowych, założone przez cwaniaczków drobnych przedsiębiorców, którzy sami słowa w języku obcym nie znają...

KarolinaT
01-27-2013, 14:50
Ja również uważam, że kryzys prędzej czy później dotyka wszystkie sektory gospodarki, niemniej jednak niedawna czytałam artykuł w Rzeczpospolitej, który de facto, udostępniłam na forum w innym wątki, który mówił o tym że rynek tłumaczeń ma się dobrze i, że na do dodatek będzie się nadal rozwijał. Mówiąc w skrócie, tłumacze i owoce ich pracy nadal są potrzebne na rynku. Myślę, że mogą zmieniać się tendencje co do języków i specjalizacji, ale sam sektor utrzyma się. Tłumaczenia tak na prawdę są niezbędnym wsparciem wszelkiej działalności gospodarczej i politycznej na całym świecie, więc ja jestem raczej optymistką pod tym względem.

Tygrzyk
02-16-2013, 18:20
zgadza się, sam jestem po prawie własności przemysłowej ( czytaj, znaj terminologie prawną, administracyjną i techniczną) dokształcam sie z finansów, biznesu ( ostatnio tłumaczyłłem artykuły z zakresu zarządzania ryzykiem).
problemem są ludzie którzy tłumaczą na Jakoś tam będzie... ostatnio jechałem ze znajomą i jak mi powiedziała że za przetłumaczenie strony internetowej ( tekstu na niecałe 2 kartki A4 ) bierze od biedaka 400zł... z caym szacunkiem, pytam się jej czy sprawdzić jej słownictwo... " Nie trzeba, mam google translate".
za połowe tego bym kolesiowi zrobił to profesjonalnie... by nie było, znajoma nawet studiów nie ma, ni praktyki, ani słownictwa ( hydraulika)...

dziwić się potem ze ludzie nie chcą...

Aga12
02-16-2013, 20:11
zgadza się, sam jestem po prawie własności przemysłowej ( czytaj, znaj terminologie prawną, administracyjną i techniczną) dokształcam sie z finansów, biznesu ( ostatnio tłumaczyłłem artykuły z zakresu zarządzania ryzykiem).
problemem są ludzie którzy tłumaczą na Jakoś tam będzie... ostatnio jechałem ze znajomą i jak mi powiedziała że za przetłumaczenie strony internetowej ( tekstu na niecałe 2 kartki A4 ) bierze od biedaka 400zł... z caym szacunkiem, pytam się jej czy sprawdzić jej słownictwo... " Nie trzeba, mam google translate".
za połowe tego bym kolesiowi zrobił to profesjonalnie... by nie było, znajoma nawet studiów nie ma, ni praktyki, ani słownictwa ( hydraulika)...

dziwić się potem ze ludzie nie chcą...

400 zł ?:confused: