PDA

View Full Version : język 'wysoki', hieratyczny i liturgiczny???


milka_ziel
04-05-2010, 09:48
Chciałabym poruszyć kilka problemów tłumaczenia na przykładzie tłumaczenia Biblii.Chociaż nie sądzę, żeby ktokolwiek z nas miał do czynienia z tego rodzaju tłumaczeniem, wybrałam akurat ten tekst (który doczekał się więcej tłumaczeń niż jakiekolwiek inne dzieło) ,ponieważ tłumacząc go tłumacz napotyka bardzo wiele rozmaitych problemów a mianowicie:

1) problem stylu ( to czy powinien zostać zachowany styl "sakralny", czy dopuszczalne jest np. tłumaczenie slangowe)

http://www.youtube.com/watch?v=xM1nsUqT264 (Dobra Czytanka wg sw. zioma Janka)

i co powinno być dominantą semantyczną?
http://mlingua.pl/articles,show,pol,256,1
http://www.milosz.pl/o_jb_z.php

2) problemy kulturowe ( tym bardziej, że jest to tekst bardzo odległy wszystkim współczesnym kulturom, napisany 2000 lat w greko-rzymskiej kulturze - jeśli chodzi o Nowy Testament)

3) problemy związane z językiem (np. brak pewnych pojęć, trudności z gramatycznymi konstrukcjami języka)

4) a także inne, takie jak obraza uczuć religijnych



http://www.fil.ug.gda.pl/upload/files/104/przedkladajac.pdf (Część V W kręgu bibilijnym)

milka_ziel
04-05-2010, 10:13
Ciekawymi dla mnie były problemy tłumaczy Biblii na język Chakasów.

W tym języku tłumaczom nie udało się odnaleźć ekwiwalentu do słowa "sumienie" (które wydaje się "zjawiskiem" powszechnym). Osoby dokonujące przekładu doszły do wniosku, że jakaś inna część "jestestwa" Chakasów ma podobne funkcje. Ostatecznie jako ekwiwalent europejskiego "sumienia" wybrano "myśli", które w języku Chakasów mogą osądzać, mogą nie dawać spokoju, można je "zdusić". Więc fragment wersetu z Listu do Koryntian, który po polsku brzmi: "...sumienie ich z natury słabe kala się" na chakaski zostało przetłumaczone jako : "... imtrudno odróżnić co jest dobre a co złe, dlatego ich myśli się niszczą".

Inną ciekawostką związaną z tłumaczeniem Biblii są nasze asocjacje z częściami ciała. W europejskim rozumieniu organem odpowiedzialnym za uczucia jest serce, natomiast w języku chakaskim to wątroba jest siedliskiem dobrych uczuć. Tłumaczenie dosłowne chakaskiego wyrażenia określającego człowieka dobrego i kochającego to "człowiek wątrobiany". Tak więc "wątrobowość" stała się odpowiednikiem słowa "łaska".

milka_ziel
04-05-2010, 10:38
Ewangelia wg św. zioma Skandal czy rewelacja?

http://www.bosko.pl/credensik/?art=790
http://dagmara-olesinska.blog.onet.pl/Dobra-Czytanka-wg-sw-Zioma-Jan,2,ID400892421,n

goszx
04-06-2010, 21:41
Moim zdaniem przekład Biblii slangiem jest nie na miejscu,ze względu na specyfikę tekstu,powinno się go
traktować inaczej niż inne

milka_ziel
04-06-2010, 22:19
Moim zdaniem przekład Biblii slangiem jest nie na miejscu,ze względu na specyfikę tekstu,powinno się go
traktować inaczej niż inne

Z pewnością dla wielu osób slangowy przekład jest obrazą, ale dla pewnej subkultury jest zwyczajnie zrozumiałym tekstem (bez zamiaru urągania), napisanym językiem, którym ci ludzie posługują się w codziennym życiu. Eugene A. Nida - jeden z najlepszych znawców teorii przekładu bibilijnego- zauważył, że autorzy bibilijni wyrażali się językiem łatwo zrozumiałym dla czytelników. Nie widzę powodu, dla którego jedynym istniejącym współcześnie tłumaczeniem, miałoby być tylko to archaiczne.Każdy przekład powinien być wrażliwy na ewolucję języka. Co prawda wszystkich tego typu zmian w tego rodzaju tłumaczeniu należy dokonywać w sposób ostrożny.

milka_ziel
04-06-2010, 22:32
Jednym z problemów, które napotyka tłumacz (a właściwie grupa tłumaczy) przekładając Bibblię jest jej różnorodność gatunkowa. Roberta Alter, autor The Book of Psalms: A Translation with Commentary ( http://mlingua.pl/articles,show,pol,256,1 ), prawdopodobnie nie do końca zrozumiał, z jakim gatunkiem ma do czynienia. W jego tłumaczeniu, w przeciwieństwie do King James Version, nie widać dbałości o język, jakiej oczekujemy, czytając poezję. Być może założył, że treść jest bardziej istotna od formy. Albo nie zadbał o melodyjność, ponieważ w dzisiejszych czasach nie czytamy już tak często na głos i nie przywiązujemy tak wielkiej wagi do brzmienia tekstu.

Filip
04-06-2010, 22:50
Moim zdaniem przekład Biblii slangiem jest nie na miejscu,ze względu na specyfikę tekstu,powinno się go
traktować inaczej niż inne

Osobiście uważam, że przekład slangowy jest zdecydowanie bardziej zrozumiały i przystępny dla młodzieży, dlatego ma znaczną przewagę nad starszymi, tradycyjnymi wersjami. Skoro sens jest zachowany (co mniemam jest najważniejsze w tej książce) przekład jest w porządku i powinien być w pełni akceptowany.;););)

milka_ziel
04-07-2010, 09:00
Skoro sens jest zachowany (co mniemam jest najważniejsze w tej książce) przekład jest w porządku i powinien być w pełni akceptowany.;););)

Tak naprawdę innowacyjne przekłady Biblii od zawsze spotykały się z krytyką. Myślę, że ogromny wpływ na to w jaki sposób podchodzimy do przekładu ma to, że żyjemy w dobie postmodernizmu. Tłumacz na pewno nie musi obawiać się takich represji jak pierwsi tłumacze Biblii na język angielski ;) np. William Tyndale za swój przekład na j. angielski z języków oryginalnych został ścięty. Tak naprawdę krytyka tłumaczenia jakiegokolwiek dzieła nie jest tak sroga jak we wcześniejszych czasach.

Zaramid
04-07-2010, 10:44
Osobiście uważam, że przekład slangowy jest zdecydowanie bardziej zrozumiały i przystępny dla młodzieży, dlatego ma znaczną przewagę nad starszymi, tradycyjnymi wersjami. Skoro sens jest zachowany (co mniemam jest najważniejsze w tej książce) przekład jest w porządku i powinien być w pełni akceptowany.;););)

Dla mnie bardzo wątpliwy jest sens tłumaczenia Biblii na język slangowy z trzech powodów:
1. Pismo Święte ma wyjątkowy autorytet. Gdyby osoba mająca duże poważanie zaczęła posługiwać się slangiem, to najprawdopodobniej zaczęłaby być mniej poważana, nawet w środowiskach tego slangu używających.
2. Slang szybko się zmienia. Już nie tylko kolejne pokolenia, ale wręcz kolejne "roczniki" danego środowiska używają innych form slangu. Takie slangowe tłumaczenie musiałoby być ciągle na bieżąco aktualizowane. Dodatkową trudnością jest wielość form slangu.
3. Nie ma potrzeby tłumaczenia Biblii na język slangowy, gdyż można założyć, że każdy nim się posługujący bez problemu rozumie mowę potoczną, więc jedynym celem powinno być, by język Pisma Świętego stał się jak najzrozumialszy dla człowieka współczesnego.

milka_ziel
04-07-2010, 13:55
Innym problemem tłumacza może być wybór strategii tłumaczeniowej. Dokonujący przekładu może przełożyć tekst dosłownie. W tym wypadku czytelnik, aby zrozumieć właściwie tekst docelowy, musiałby zapoznać się z kulturą, w której jest osadzony tekst oraz jego kontekstem.
Np. starotestamentowy zwrot " uderzyć się w biodro" oznacza 'akt skruchy, żalu'. Odpowiednikiem w naszej kulturze (który jest na pewno bardziej zrozumiały) byłby zwrot "uderzyć się w pierś". Na pierwszy rzut oka tłumaczenie bliższe naszej kulturze wydaje się znacznie lepsze (zostało ono zastosowane przez tłumaczy Biblii Poznańskiej) przede wszystkim ze względu na ułatwienie czytelnikowi zrozumienia zwrotu. Ze względu to, że potencjalnym czytelnikiem Biblii może być każdy człowiek, niekoniecznie posiadający wiedzę na temat kultury starotestamentowej i niekoniecznie wykształcony, "uproszczenie" tekstu może okazać się pomocne dla czytelnika.
Jednakże posługując się ekwiwalentem kulturowym " bić się w pierś" pozbawiamy tekst pewnych powiązań z innymi tekstami znajdującymi się w Biblii. Kiedy w Księdze Jeremiasza 31;19 (Biblia Tysiąclecia) czytamy, że autor uderzył się w biodro i jeśli znamy inne teksty zawarte w Biblii, na myśl przychodzi nam inny fragment z I Księgi Mojżeszowej 32;25, kiedy to Jakub walczył z aniołem i został uderzony w biodro.
Uważam więc, że upraszczając tekst możemy zyskać na zrozumieniu przez czytelnika danego fragmentu, ale jednocześnie burzymy strukturę całości.

Piotr_Zx
04-07-2010, 17:15
Tłumaczenie tekstu napisanego dla ludzi pustyni, żyjących nie tylko w odległym miejscu i czasie, ale zupełnie inaczej opisujących otaczającą ich rzeczywistość, jest zadaniem co najmniej karkołomnym. Myślę, że gdyby współczesni królowi Dawidowi pisarze mogli zobaczyć, jak przetłumaczyliśmy ich Pięcioksiąg, byliby jeszcze bardziej zadziwieni niż my naszym tłumaczeniem dla Chakasów.

isabel22
04-10-2010, 12:59
Ciekawymi dla mnie były problemy tłumaczy Biblii na język Chakasów.

W tym języku tłumaczom nie udało się odnaleźć ekwiwalentu do słowa "sumienie" (które wydaje się "zjawiskiem" powszechnym). Osoby dokonujące przekładu doszły do wniosku, że jakaś inna część "jestestwa" Chakasów ma podobne funkcje. Ostatecznie jako ekwiwalent europejskiego "sumienia" wybrano "myśli", które w języku Chakasów mogą osądzać, mogą nie dawać spokoju, można je "zdusić". Więc fragment wersetu z Listu do Koryntian, który po polsku brzmi: "...sumienie ich z natury słabe kala się" na chakaski zostało przetłumaczone jako : "... imtrudno odróżnić co jest dobre a co złe, dlatego ich myśli się niszczą".

Inną ciekawostką związaną z tłumaczeniem Biblii są nasze asocjacje z częściami ciała. W europejskim rozumieniu organem odpowiedzialnym za uczucia jest serce, natomiast w języku chakaskim to wątroba jest siedliskiem dobrych uczuć. Tłumaczenie dosłowne chakaskiego wyrażenia określającego człowieka dobrego i kochającego to "człowiek wątrobiany". Tak więc "wątrobowość" stała się odpowiednikiem słowa "łaska".

Tłumacze, którzy dokonywali przekładu Biblii na język Chakasów napotkali również na inne problemy.Jednym z nich było przetłumaczenie bałwanów biblijnych, czyli starożytnych bożków.Chakaskie słowo bardzo bliskie temu pojęciu to "obaa", czyli kamienie, o często specyficznych np. antropomorficznych kształtach, posiadające specjalne lecznicze lub inne właściwości, którym składa się ofiary i oddaje cześć. Nie jest to dokładnie to samo co biblijny "bałwan", ale jest bardzo bliskie temu słowu. Nie ma więc problemu z brakiem słowa, czy brakiem kulturowego odpowiednika. Natomiast pojawia się problem zupełnie innej natury. Tłumacz, choć sam początkowo zaproponował to słowo, po pewnym czasie zaczął twierdzić, że trzeba je zmienić na coś bardziej ogólnego np. "nieprawdziwy bóg" lub coś podobnego. Okazało się, że problemem jest coraz bardziej powszechna na całym świecie kwestia "poprawności politycznej". Jak na razie wśród Chakasów jest stosunkowo niewielu chrześcijan, z tego powodu tłumaczenie to będzie czytane przez wielu ludzi wyznających szamanizm. Obawą tłumacza było to, że natknąwszy się na słowo "obaa" poczują się dotknięci tym, że Biblia ich obrzędy określa dosyć jednoznacznie.Wynika z tego,że dokonując przekładu Biblii trzeba brać pod uwagę wiele aspektów, zatem z pewnością nie jest to łatwe zadanie.

isabel22
04-10-2010, 13:03
Jeszcze jedno zagadnienie dotyczące obrzędu, który nie jest znany w kulturze Chakasów. Dla nas kultura żydowska dzięki Biblii, czy też przez fakt, że w Polsce mieszkało wielu Żydów, jest mniej lub więcej znajoma. Obrzezanie zaś jest częścią tej kultury. Co zrobić, jeżeli w języku, na który tłumaczymy nie ma ani słowa oznaczającego obrzezanie, ani prawie nikt nie ma "zielonego pojęcia" czym samo obrzezanie jest?

isabel22
04-10-2010, 16:13
Biblia to najczęściej tłumaczona książka. I dlatego na pewno najczęściej źle tłumaczona. W samym języku polskim mamy pewnie z setkę tłumaczeń.
Tyle, że problem z tłumaczeniem Biblii polega jeszcze na tym, że języki w których ją spisywano są już martwe i nie zawsze można dojść do tego, co dane słowo znaczyło w czasie spisywania. Wystarczyło parę wieków, a pewne słowa w języku polskim zmieniły zasadniczo znaczenie (np. kiedyś słowo kobieta miało negatywny wydźwięk). Co więc mówić o zmianach, które zaszły przez tysiąclecia w języku hebrajskim. Język grecki też sporo przeszedł.
Przykład złego przetłumaczenia czasownika "grzeszyć" z Biblii Tysiąclecia z Pierwszego Listu Jana rozdział 3 werset 9:"Każdy, kto narodził się z Boga, nie grzeszy, gdyż trwa w nim nasienie Boże; taki nie może grzeszyć, bo się narodził z Boga. "
ten sam list (1 Jana) rozdział 1 wersety 8-10: "Jeśli mówimy, że nie mamy grzechu, to samych siebie oszukujemy i nie ma w nas prawdy.Jeżeli wyznajemy nasze grzechy, [Bóg] jako wierny i sprawiedliwy odpuści je nam i oczyści nas z wszelkiej nieprawości.Jeśli mówimy, że nie zgrzeszyliśmy, czynimy Go kłamcą i nie ma w nas Jego nauki."
Te dwa fragmenty zdają się sobie przeczyć, pierwszy mówi, że kto się narodził z Boga nie grzeszy, a drugi mówi, że kto mówi, że nie grzeszy to sam siebie oszukuje.Złe tłumaczenie polega na tym, że pierwszy czasownik "grzeszyć" jest w formie ciągłej wyrażającej ciągłe grzeszenie, podczas gdy w drugim przypadku mowa o "grzeszeniu", które się skończyło, czyli wszystko jasne, kto wciąż grzeszy i nie przestaje grzeszyć ten się nie narodził z Boga, ale każdemu zdarzy się zgrzeszyć i nie ma co się oszukiwać .

Emka
04-10-2010, 17:32
2. Slang szybko się zmienia. Już nie tylko kolejne pokolenia, ale wręcz kolejne "roczniki" danego środowiska używają innych form slangu. Takie slangowe tłumaczenie musiałoby być ciągle na bieżąco aktualizowane. Dodatkową trudnością jest wielość form slangu.


W pełni się zgadzam, z tym punktem, jako praktycznym i właściwie w moim odczuciu niezaprzeczalnym. Jeśli slang ma ułatwić zrozumienie, to tłumaczenie Biblii powinno się odbywać przynajmniej raz do roku na nowo. Poza tym slang jest czymś tak specyficznym, ze nieraz młodzież mieszkająca w różnych większych miastach Polski (i zapewne nie tylko) ma problem z porozumieniem się, bo każda grupa wykształciła swoją wersję slangu. Z tego kolejny wniosek, ze oprócz częstych tłumaczeń, powinny się tez pojawić jednocześnie różne wersje regionalne. Poza tym, na koniec już, dodam, ze jestem ciekawa kto jest w stanie na tyle swobodnie poruszać się i w slangu i w tłumaczeniach i w samej Biblii, żeby faktycznie oddać wszystkie treści bez ich zniekształcania i wypaczania.

Ikari
04-10-2010, 21:10
Osobiście uważam, że przekład slangowy jest zdecydowanie bardziej zrozumiały i przystępny dla młodzieży, dlatego ma znaczną przewagę nad starszymi, tradycyjnymi wersjami. Skoro sens jest zachowany (co mniemam jest najważniejsze w tej książce) przekład jest w porządku i powinien być w pełni akceptowany.;););)

Sądzę, że tłumaczenie Pisma Świętego na język slangu to już gruba przesada. O ile zrozumiem lekką ingerencję w tekst (stosowanie uproszczeń) o tyle zmiana kodu językowego na slangowy jest dla mnie czymś niepojętym. Tylko dlatego, że zrozumienie tekstu może sprawić trudność mamy go przekładać na slang? A co z innymi dziełami? Może je też powinniśmy przełożyć tak, aby były bardziej zrozumiałe i przystępne dla młodzieży... O ironio!

Nie każdy musi od razu dostrzegać piękno języka użytego w Piśmie Świętym lub chociażby "Panu Tadeuszu", ale to nie powód, by dokonywać aż takich uproszczeń, choćby z tego względu, że sami sobie niszczymy piękno językowo-kulturowe.

Ikari
04-10-2010, 21:12
Dla mnie bardzo wątpliwy jest sens tłumaczenia Biblii na język slangowy z trzech powodów:
1. Pismo Święte ma wyjątkowy autorytet. Gdyby osoba mająca duże poważanie zaczęła posługiwać się slangiem, to najprawdopodobniej zaczęłaby być mniej poważana, nawet w środowiskach tego slangu używających.


Przypomina mi się tutaj dowcip z księdzem, który chciał być na czasie i zamiast powiedzieć "Niech będzie pochwalony" użył młodzieżowego skrótowca (jak mu się wydawało)...

Użycie slangu zamiast pomóc wywołało jedynie śmieszność.

Ikari
04-10-2010, 21:13
Poza tym slang jest czymś tak specyficznym, ze nieraz młodzież mieszkająca w różnych większych miastach Polski (i zapewne nie tylko) ma problem z porozumieniem się, bo każda grupa wykształciła swoją wersję slangu. Z tego kolejny wniosek, ze oprócz częstych tłumaczeń, powinny się tez pojawić jednocześnie różne wersje regionalne. Poza tym, na koniec już, dodam, ze jestem ciekawa kto jest w stanie na tyle swobodnie poruszać się i w slangu i w tłumaczeniach i w samej Biblii, żeby faktycznie oddać wszystkie treści bez ich zniekształcania i wypaczania.

Dokładnie, język ewoluuje w takim tempie, że dochodzi do sytuacji w której młodzież różniąca się wiekiem o 2-3 lata posługuje się zupełnie innym językiem. Czasem mam problem ze zrozumieniem tego, co ma do powiedzenia moja 2 lata młodsza siostra, a kiedy przychodzi do rozmowy z dalszą rodziną (dużo młodszą) sprawa zupełnie się komplikuje. Często jest tak, że w trakcie rozmowy muszą mi wyjaśniać, skąd określony zwrot się wziął i jakie ma znaczenie/zastosowanie. :)

Emka
04-10-2010, 23:58
Tylko dlatego, że zrozumienie tekstu może sprawić trudność mamy go przekładać na slang? A co z innymi dziełami? Może je też powinniśmy przełożyć tak, aby były bardziej zrozumiałe i przystępne dla młodzieży... O ironio!

Bardzo słuszna uwaga i ważny aspekt pisania w ogóle. Język literacki jest środkiem wyrazu artystycznego, nie tylko w Biblii, i jego wymiana na wersję prostszą i bardziej zrozumiałą to jak tworzenie innego dzieła.

To tak jakby odzierać muzykę polifoniczną ze zbyt wielu dźwięków, odrzucając niektóre linie melodyczne, tylko po to, żeby marnemu muzykowi było łatwiej zagrać. Niestety, żeby czytać literaturę trzeba trochę wyczucia i inteligencji, a podstaw interpretacji literackiej w dzisiejszych czasach chyba każdego już nauczono w podstawówce...

Myślę, że tłumaczenie Biblii na slang w takim rozumieniu jest co najmniej pastiszem jeśli nie profanacją, a przy okazji wnosi tak wiele nowego w utwór, ze przestaje być jedynie tłumaczeniem, a staje się rodzajem ingerencji w to dzieło.

Emka
04-11-2010, 00:01
Nasuwa mi się tez inne porównanie - czytanie książek w wersji graded readers. Ma ono swoje plusy, zwłaszcza jeśli ktoś się uczy języka, ale nie zastąpi dzieła oryginalnego, pełnego z całym jego bogactwem językowym. Jest to przeróbka, żeby komuś było łatwiej czytać, ale wiadomo, że taka ksiażka zawsze będzie uboższa od jej pełnej wersji.

Myślę, ze podobnie jest w przypadku slangowej Biblii - uproszczenie nigdy nie odda tego, co jest w oryginalnej wersji. Myślę, ze takie tłumaczenie należy traktować jako ciekawostkę, eksperyment, rodzaj zabawy z tekstem, ale na pewno nie da się zastąpic taką wersją Biblii w pełnym tego słowa znaczeniu.

Emka
04-11-2010, 00:10
Przypomina mi się tutaj dowcip z księdzem, który chciał być na czasie i zamiast powiedzieć "Niech będzie pochwalony" użył młodzieżowego skrótowca (jak mu się wydawało)...

Użycie slangu zamiast pomóc wywołało jedynie śmieszność.

Wracając do śmieszności, to czy podobnie nie jest ze sztucznym uwznioślaniem rzeczy trywialnych? Czy nie jest tak, ze bajki, żarty i inne podobne utwory przekształcane na podniosłe wywołują drwiący uśmieszek lub szczery śmiech?

Wydaje mi się, że każdy utwór składa się nie tylko z treści, z sensów jakie niesie, ale jego znaczenie tkwi także w języku. Dlatego też, zmiana stylu z podniosłego na slang jest na tyle znaczącą ingerencją, że na pewno zaburzy całość wyrazu tego dzieła. Uważam, ze autor pisząc cokolwiek, stosuje przy tym język świadomie i dobór konkretnego stylu nie jest przypadkowy. Zachowajmy więc wzniosłość mówiąc i pisząc o rzeczach wzniosłych, a na swobodę pozwalajmy sobie tam, gdzie jest ona na miejscu. W moim odczuciu w Biblii i jej przekładach nie ma miejsca na slang.

A tak na marginesie, nie róbmy z młodzieży niewykształconych wyrostków, którzy potrzebują "slang-Biblii", bo nie potrafią zrozumieć wysokiego stylu oryginału. ;)

Ikari
04-11-2010, 11:01
Niestety, żeby czytać literaturę trzeba trochę wyczucia i inteligencji, a podstaw interpretacji literackiej w dzisiejszych czasach chyba każdego już nauczono w podstawówce...


Jeśli chodzi o umiejętności interpretacyjne nie tyle młodzieży co nawet studentów, mogą one pozostawiać wiele do życzenia. Przypomniały mi się ostatnie zajęcia na uczelni z historii literatury. Analizowaliśmy wiersz z epoki romantyzmu, dziewczyna zapytana o to, co wg niej jest istotą tego wiersza odpowiedziała: "ten ziomek sam nie wie, czy Rzym to Rzym i nie ogarnia zbytnio w jaki sposób eee tenteges znaczy jak do tego doszło, że Rzym przerósł Rzym". Tak więc nie każdego nauczono tych podstaw. A jeśli nauczono, to trudność sprawia brak ogłady językowej i trudności komunikacyjne, konkretnie dobór rejestru językowego odpowiedniego do sytuacji. Pozwalając na nadużywanie slangu w sytuacji, gdy nie powinien on się w ogóle pojawić, sami sobie psujemy język.

Mina prowadzącej zajęcia była bezcenna. :rolleyes:

Ikari
04-11-2010, 11:04
Myślę, że tłumaczenie Biblii na slang w takim rozumieniu jest co najmniej pastiszem jeśli nie profanacją, a przy okazji wnosi tak wiele nowego w utwór, ze przestaje być jedynie tłumaczeniem, a staje się rodzajem ingerencji w to dzieło.

Nie widzę dodatniej wartości w tak przygotowanym tłumaczeniu Biblii. Dla mnie to kabaretowa wersja a nie sposób na uczynienie Pisma Świętego przystępniejszym dla młodzieży.

Abstrahując od tematyki stricte literackiej to może niezrozumiałe dla przeciętnego człowieka teksty też powinniśmy tłumaczyć na slang? Przepisy prawne, artykuły prasowe o tematyce naukowej/politycznej itp. treści w których pojawia się często ogromna ilość słownictwa lub zastosowanych struktur po prostu trudnych dla młodego człowieka/przeciętnie wykształconego obywatela też mamy uprościć?

Wg mnie upraszczanie/ułatwianie to nic innego jak promocja lenistwa i wychowywanie przyszłej generacji upośledzonej/niepełnosprawnej językowo.

Emka
04-11-2010, 11:22
Abstrahując od tematyki stricte literackiej to może niezrozumiałe dla przeciętnego człowieka teksty też powinniśmy tłumaczyć na slang? Przepisy prawne, artykuły prasowe o tematyce naukowej/politycznej itp. treści w których pojawia się często ogromna ilość słownictwa lub zastosowanych struktur po prostu trudnych dla młodego człowieka/przeciętnie wykształconego obywatela też mamy uprościć?

Wg mnie upraszczanie/ułatwianie to nic innego jak promocja lenistwa i wychowywanie przyszłej generacji upośledzonej/niepełnosprawnej językowo.

Dokładnie o to mi chodziło, kiedy pisałam o uczeniu interpretacji literackiej i języka w ogóle, zwłaszcza języka ojczystego. Są dziedziny, które niestety u nas w Polsce (tak wynika z mojego doświadczenia edukacyjnego) traktowane są "po macoszemu" i jednym z takich przedmiotów jest bardzo często język polski.

Dzieci wysyłane są na dodatkowe lekcje języków obcych, ojczysty natomiast traktuje się jako coś, co przecież nie wymaga nauki. I potem właśnie wynika obecny tu problem - pomysły tłumaczenia Biblii na slang, żeby leniwi niedouczeni młodzi Polacy zrozumieli tekst.

Moim zdaniem ze złej perspektywy patrzymy na problem: to nie Biblia jest trudna, tylko młodzież niewykształcona. Jeśli zaczniemy wszystko upraszczać, to mobilizacja do nauki będzie słabła jeszcze bardziej, a w moim odczuciu nie byłoby to zjawisko pozytywne.

isabel22
04-11-2010, 17:49
Sądzę, że tłumaczenie Pisma Świętego na język slangu to już gruba przesada. O ile zrozumiem lekką ingerencję w tekst (stosowanie uproszczeń) o tyle zmiana kodu językowego na slangowy jest dla mnie czymś niepojętym. Tylko dlatego, że zrozumienie tekstu może sprawić trudność mamy go przekładać na slang? A co z innymi dziełami? Może je też powinniśmy przełożyć tak, aby były bardziej zrozumiałe i przystępne dla młodzieży... O ironio!

Nie każdy musi od razu dostrzegać piękno języka użytego w Piśmie Świętym lub chociażby "Panu Tadeuszu", ale to nie powód, by dokonywać aż takich uproszczeń, choćby z tego względu, że sami sobie niszczymy piękno językowo-kulturowe.

Całkowicie zgadzam się z Ikari, tłumaczenie Pisma Świętego na język slangu nie jest najlepszym rozwiązaniem.Młodzież powinna"kształcić swój język", starać się go ulepszać, a jeżeli teksty tak wysokiej rangi będziemy tłumaczyć na język slangowy, to jej to uniemożliwimy.Zresztą osobiście uważam,że takie tłumaczenie byłoby świętokractwem. Kto wogóle wpadł na taki pomysł?Dla mnie- jako katoliczki-jest on nie do przyjęcia.

GrzegorzP
04-13-2010, 09:07
Wracając do śmieszności, to czy podobnie nie jest ze sztucznym uwznioślaniem rzeczy trywialnych? Czy nie jest tak, ze bajki, żarty i inne podobne utwory przekształcane na podniosłe wywołują drwiący uśmieszek lub szczery śmiech?

Może nawet bardziej drwiący uśmiech nisz szczery. Tekst przekształcony w ten sposób wygląda bardzo nieporadnie, i chyba nawet niezbyt sprawdza się to jako celowy zabieg mający wywołać śmieszność.
Ale fakt jest faktem, zmiana stylu zmienia ogólny charakter całości, wydźwięk tekstu, który – jeśli chodzi o Biblię – jest raczej ważny.

GrzegorzP
04-13-2010, 09:15
Tłumaczenie Biblii na slang nie jest chyba aż tak obrazoburcze jak niektórzy myślą. Nie oznacza to przecież nagłej zmiany stylu we wszystkich egzemplarzach. To eksperyment językowy. Ktoś może się czuć zdegustowany, fakt. Jednak znaczyć to może, że ów ktoś jest przewrażliwiony, a poza tym większość takich eksperymentów literackich wywołuje podobne reakcje. Innowacje są zawsze (albo prawie zawsze) na początku odbierane sceptycznie.

GrzegorzP
04-13-2010, 10:26
Pomijając eksperymenty – ważnym w tym tłumaczeniu będzie zachowanie specyfiki języka. Biblia jest, chcąc nie chcąc, pierwowzorem wszystkich takich tekstów, dlatego wpływać będzie swoim stylem na inne (a jeśli chodzi o tłumaczenia, możliwe będzie oczywiście sprzężenie zwrotne, nowe tłumaczenie będzie wzorowało się na języku innych, podobnych tekstów). Tłumaczenie tu na slang, jakkolwiek kontrowersyjne, nie jest wywiązaniem się z zadania (aczkolwiek ciekawym eksperymentem translatorskim). Co do tłumaczenia na inne języki, cóż, każdy język ma chyba jakąś formę która by do Biblii pasowała (archaiczną bardziej lub mniej). Biblia jest o tyle specyficzna, o ile porusza ważną dla wielu ludzi sferę życia. Jeśli chodzi o sprawy religijne, to przeważnie mówi się o nich w języku podniosłym, odnoszącym się do epoki, w której teksty powstawały.

aleksandra_okragly
04-13-2010, 20:22
Całkowicie zgadzam się z Ikari, tłumaczenie Pisma Świętego na język slangu nie jest najlepszym rozwiązaniem.Młodzież powinna"kształcić swój język", starać się go ulepszać, a jeżeli teksty tak wysokiej rangi będziemy tłumaczyć na język slangowy, to jej to uniemożliwimy.Zresztą osobiście uważam,że takie tłumaczenie byłoby świętokractwem. Kto wogóle wpadł na taki pomysł?Dla mnie- jako katoliczki-jest on nie do przyjęcia.

ja również się zgadzam, czytając nie tylko wzbogacamy swoją wiedzę na dany temat, lecz również wzbogacamy nasze słownictwo. Upraszczając tekst pisany, zubożamy swój język

aleksandra_okragly
04-13-2010, 20:29
Tłumaczenie Biblii na slang nie jest chyba aż tak obrazoburcze jak niektórzy myślą. Nie oznacza to przecież nagłej zmiany stylu we wszystkich egzemplarzach. To eksperyment językowy. Ktoś może się czuć zdegustowany, fakt. Jednak znaczyć to może, że ów ktoś jest przewrażliwiony, a poza tym większość takich eksperymentów literackich wywołuje podobne reakcje. Innowacje są zawsze (albo prawie zawsze) na początku odbierane sceptycznie.

w pełni się zgadzam, wydaje mi się że autor tego przekładu miał na celu wywołanie kontrowersji, wzbudzenie sprzecznych uczuc, zwrócenie uwagi. Taki przekład można w pewnym sensie potraktowac jako rodzaj hmmm...sztuki. Niewątpliwie jest to nowe i świerze spojrzenie na tekst znany od stuleci. Do mnie osobiście ta wersja nie przemawia, nie mniej jednak nie oburzam się traktując to raczej jako ciekawy eksperyment językowy.

aleksandra_okragly
04-13-2010, 20:35
wydaje mi się, że tłumaczenie biblii na język slangu jest zadaniem dość karkołomnym, biorąc pod uwagę niezykłą metaforyczność biblijnego języka i wydaje mi się, że oddanie w pełni treści utworu jest wręcz niemożliwe. Jak przekazać najprostszymi słowami coś co jest tak skomplikowane i wieloznaczne?

GrzegorzP
04-14-2010, 13:51
wydaje mi się, że tłumaczenie biblii na język slangu jest zadaniem dość karkołomnym, biorąc pod uwagę niezykłą metaforyczność biblijnego języka i wydaje mi się, że oddanie w pełni treści utworu jest wręcz niemożliwe. Jak przekazać najprostszymi słowami coś co jest tak skomplikowane i wieloznaczne?

W pełni treści utworu nie oddamy, bo treść jest też zawarta w stylu, w sposobie przekazywania informacji. Co jednak można oddać w całości (a przynajmniej w znacznej większości) to sam rdzeń, ogólny przekaz. Co do metaforyczności - slang też ma swoje metafory. P prostu jedne zastąpić można innymi (jakkolwiek prosto to brzmi...)

GrzegorzP
04-14-2010, 13:55
Pamiętajmy, to przekład na slang, a nie na inny język. Zmieniają się niektóre słowa, zmieniają się określenia, kolokacje i - co najciekawsze - podejście do pewnych spraw. Tak właśnie powstają slangi, są reprezentacjami danych środowisk, przez co odzwierciedlają sposób myślenia i rzeczywistość danego środowiska. Tłumaczenie takie będzie więc jakby odbiciem interpretacji innych, tym mocniejszym, że środowisko jest specyficzne, raczej nie kojarzone z Biblijnym stylem i podniosłością.

isabel22
04-14-2010, 14:28
Tłumaczenie Biblii na slang nie jest chyba aż tak obrazoburcze jak niektórzy myślą. Nie oznacza to przecież nagłej zmiany stylu we wszystkich egzemplarzach. To eksperyment językowy. Ktoś może się czuć zdegustowany, fakt. Jednak znaczyć to może, że ów ktoś jest przewrażliwiony, a poza tym większość takich eksperymentów literackich wywołuje podobne reakcje. Innowacje są zawsze (albo prawie zawsze) na początku odbierane sceptycznie.

Biblia jest 'Świętą Księgą',więc jakiekolwiek eksperymentowanie na niej nie powinno mieć miejsca.Jest księgą stworzoną przez Ducha Świetego, zatem jest doskonała i nie należy jej zmieniać w żaden sposób.Być może użycie slangu zachęciłoby młodzież do studiowania Biblii, ale z pewnością uraziłoby uczucia reszty wiernych.Zatem zostawmy obecną wersję Pisma Świetego w spokoju.

aleksandra_okragly
04-14-2010, 16:38
W pełni treści utworu nie oddamy, bo treść jest też zawarta w stylu, w sposobie przekazywania informacji. Co jednak można oddać w całości (a przynajmniej w znacznej większości) to sam rdzeń, ogólny przekaz. Co do metaforyczności - slang też ma swoje metafory. P prostu jedne zastąpić można innymi (jakkolwiek prosto to brzmi...)

ogólny przkaz może i oddamy, tan dosłowny, ale trzeba pamiętać o tym, że biblia nie jest jednoznaczna, wielokroć nie należy jej interpretować dosłownie, poza tym każdy zgłębia ją na swój sposób,w dalszym ciągu nie wydaje mi się, że za pomocą slangu da się przekazać całą mądrość w niej zawartą.

aleksandra_okragly
04-14-2010, 16:57
Biblia jest 'Świętą Księgą',więc jakiekolwiek eksperymentowanie na niej nie powinno mieć miejsca.Jest księgą stworzoną przez Ducha Świetego, zatem jest doskonała i nie należy jej zmieniać w żaden sposób.Być może użycie slangu zachęciłoby młodzież do studiowania Biblii, ale z pewnością uraziłoby uczucia reszty wiernych.Zatem zostawmy obecną wersję Pisma Świetego w spokoju.

może taka biblia by i zachęciła młodzież do przeczytania jej, ale nie wydaje mi się, że kierowały by nimi pobudki religije, raczej chęć przekonania się jakie tam kontrowersje się kryją, lub aby po prostu się pośmiać. A raczej nie takim celom ma ona służyć.

aleksandra_okragly
04-14-2010, 17:05
Co zaś się tyczy eksperymentowania, to tak jak powiedziałam wcześniej nie przemawia to do mnie, ale też nie neguję. Wydaje mi się, że autor tego przekładu wcale nie miał na celu profanacji Świętej Księgi czy też tego, by jego wersja na stałe wpisała się w kanon, była to moim zdaniem raczej próba zwrócenia naszej uwagi ku problemowi braku wiary i zainteresowania biblią wśród młodzieży. I jestem pewna, że zdawał sobie sparwę z tego, że wywoła to falę krytyki i dyskusję, a co za tym idzie po raz kolejny zwrócenie się ku oryginałowi