PDA

View Full Version : Tłumaczenie humoru w napisach do filmów (Katia Spanakaki; tłum. Joanna Kuczyńska)


Zygis
04-03-2010, 22:41
http://mlingua.pl/articles,show,pol,60,1

Artykuł ten porusza nie lada kwestię dotycząca tłumaczenia humoru w filmach za pomocą napisów. Jak myślicie, czy jest możliwe wierne oddanie humoru jakim posługują się aktorzy w filmach używając do tego napisów? Czy filmy nie są czasem uboższe? Zalety napisów, wady?

"Inną kwestią, jeśli chodzi o napisy, jest użycie przypisów czy też adnotacji tłumacza, które są po prostu niedopuszczalne."

Jest to fragment z artykułu, który mnie zaciekawił. Są w filmach sceny kiedy to kwestia wizualna jest silnie powiązana z kwestią werbalną. W tych momentach po prostu nie da się znaleźć dialogu czy podpisów oddających żart odbiorcy bez notki od tłumacza. Co wtedy powinniśmy zrobić? Opuścić dialog całkowicie? Moim zdaniem notka tłumacza jest niezbędna, a odpuścić dialogu po prostu nie wolno. By poprzeć moją teorię proponuję obejrzeć fragment najnowszego odcinka The big bang theory (serial komediowy, polecam :P):

http://www.youtube.com/watch?v=iZO-4Nydri4

3 minutowy fragment filmu gdzie jest z głównych bohaterów upija się, a na sam koniec wygłasza przemowę. W 3:34 mamy grę słów, której nie da się przełożyć inaczej dodając notkę dla widza. Co o tym wszystkich myślicie, począwszy od artykułu, kończąc na mojej skromnej teorii? :)

Zapraszam do dyskusji.

Zygis
04-05-2010, 17:27
Uważam, ze świetnie da się oddać humor za pomocą napisów w filmie, lecz nie zgadzam się aby jakakolwiek adnotacja była niedopuszczalna. Wręcz przeciwnie, czasem musi się tam znaleźć (obejrzyjcie tylko film na youtube). Film wcale nie jest uboższy gdy grę wchodzą napisy, a to że można słyszeć oryginalne głosy aktorów jest dla mnie dodatkową zaletą.

Tom z Sopotu
04-07-2010, 11:41
A ja twierdzę, że adnotacja - choć dopuszczalna - jest absolutną ostatecznością. Pierwsze, co powinien zrobić tłumacz, to nie poddawać się po 10 minutach rozmyślań - niechże mu to zajmie nawet tydzień, ale powinien za wszelką cenę postarać się znaleźć ekwiwalent w jezyku docelowym. W każdym języku są gry słów i lepiej lub gorzej, zapewne większośc z nich da sie zastąpić innymi, nawet jeśli straci na tym dosłowność przekładu. Nie chce mi się myśleć tydzień nad podanym tu przykładem, a faktycznie nie mam pomysłu pod ręką, co nie znaczy, że nie przyszedłby mi do głowy, gdybym pomyślał parę godzin ned tym jednym zdaniem. Kiedyś tu już podawałem przykład tłumacza jednej z książek Jamesa Fenimore Coopera, który chyba przy każdej napotkanej grze słów rozkładał bezradnie ręce i dodawał przypis "nieprzetłumaczalna gra słów". Jestem pewien, że większość z nich była jednak przetłumaczalna. Lub do zastąpienia inną.

Zygis
04-07-2010, 12:38
Jestem pewien, że większość z nich była jednak przetłumaczalna. Lub do zastąpienia inną.

Na pewno masz trochę racji, ale spójrz tylko na ten filmik na youtube :P. Jasne, że nie można się poddawać po 10 minutach rozmyślań, ale są takie gry słów gdzie ważna jest zarówno treść jak i sposób w jaki są przekazane.

Zygis
04-07-2010, 22:12
A co z aluzjami? Obejrzyjcie sobie tylko jakikolwiek odcinek programy rozrywkowego "whose line is it anyway?" . Przeogromna ilość nawiązań do kultury amerykanskiej az prosi się o wyjasnienie. Niechętnie bym takie coś tłumaczył na polskie realia. Dlaczego się tak przyczepiłem tych adnotacji? Bo to według mnie to jeden z nielicznych punktów w artykule, z którym się nie zgadzam :P

Zygis
04-07-2010, 23:05
Tłumaczenie audiowizualne ma decydujące i rosnące znaczenie, co narzuca tłumaczowi różnorodne, zarówno techniczne, jak i kontekstowe ograniczenia. Napisy zazwyczaj omijają detale i często mają ogólny neutralny wydźwięk, który zaniża ich jakość, dlatego warto by omówić, co w praktyce wiąże się z napisami.

To jest kolejny punkt artykułu z którym się nie zgadzam. Co jak co, ale to akurat - przynajmniej w Polsce - napisy są tworzone z większą dbałością o detale niż dubbing. Jesli film trafia do szerokiego odbiorcy, zazwyczaj mamy lektora, który czasem naprawdę potrafi 'skrzywdzić' film, nie zawsze, ale zbyt często. Przesadzona cenzura w filmach dla dorosłych, gdzie bohater Scarface mówi 'kurczę' zamiast wiadomo czego bardziej śmieszy niż się podoba.

light
04-11-2010, 18:57
http://mlingua.pl/articles,show,pol,60,1


http://www.youtube.com/watch?v=iZO-4Nydri4

3 minutowy fragment filmu gdzie jest z głównych bohaterów upija się, a na sam koniec wygłasza przemowę. W 3:34 mamy grę słów, której nie da się przełożyć inaczej dodając notkę dla widza. Co o tym wszystkich myślicie, począwszy od artykułu, kończąc na mojej skromnej teorii? :)

Zapraszam do dyskusji.

Moim zdaniem ten filmik jest do przetłumaczenia, choć nie należy do najprostszych, wiadomo, pewne fragmenty trzeba by zmienić, żeby to było śmieszne i zrozumiałe dla Polaka.

AlicjaG
04-13-2010, 00:47
Uważam, ze świetnie da się oddać humor za pomocą napisów w filmie, lecz nie zgadzam się aby jakakolwiek adnotacja była niedopuszczalna. Wręcz przeciwnie, czasem musi się tam znaleźć (obejrzyjcie tylko film na youtube). Film wcale nie jest uboższy gdy grę wchodzą napisy, a to że można słyszeć oryginalne głosy aktorów jest dla mnie dodatkową zaletą.

Również uważam, że czasami po prostu nie da się wytłumaczyć humoru bez zastosowania adnotacji, dodatkowego objaśnienia. To oczywiste, że powinniśmy tego unikać, ale niekiedy nie mamy innego wyjścia i musimy odnosić się do różnych metod tłumaczeniowych.

AlicjaG
04-13-2010, 01:54
A ja twierdzę, że adnotacja - choć dopuszczalna - jest absolutną ostatecznością. Pierwsze, co powinien zrobić tłumacz, to nie poddawać się po 10 minutach rozmyślań - niechże mu to zajmie nawet tydzień, ale powinien za wszelką cenę postarać się znaleźć ekwiwalent w jezyku docelowym. W każdym języku są gry słów i lepiej lub gorzej, zapewne większośc z nich da sie zastąpić innymi, nawet jeśli straci na tym dosłowność przekładu. Nie chce mi się myśleć tydzień nad podanym tu przykładem, a faktycznie nie mam pomysłu pod ręką, co nie znaczy, że nie przyszedłby mi do głowy, gdybym pomyślał parę godzin ned tym jednym zdaniem. Kiedyś tu już podawałem przykład tłumacza jednej z książek Jamesa Fenimore Coopera, który chyba przy każdej napotkanej grze słów rozkładał bezradnie ręce i dodawał przypis "nieprzetłumaczalna gra słów". Jestem pewien, że większość z nich była jednak przetłumaczalna. Lub do zastąpienia inną.

Masz rację , tłumacz nie powinnien poddawać się zbyt łatwo i zbyt szybko.Jego zadaniem i obowiązkiem jest to,aby postarał się znaleźć jak najlepsze ekwiwalenty podczas tłumaczenia humoru.. Oczywiście, że przekład nie musi być DOKŁANY, a nierzadko wręcz nie powinien być jeśli chcemy oddać sens danego humoru. Tłumacząc humor powinniśmy pamiętać, że rzeczą najważniejszą jest oddanie sensu. Humor musi pozostać humorem :)

Tinae
04-13-2010, 10:50
Zgadzam się, że tłumaczenia powinny być w miarę wierne i zrozumiałe dla polskiego odbiorcy ale irytuje mnie kiedy widzę w napisach Biedronkę zamiast Wal-Marta albo naszą-klasę zamiast facebooka czy myspace - czy to już nie za duża samowolka tłumacza? Rozumiem, że nie każdy musi być obeznany z nazwami czy miejscami popularnymi w amerykańskiej czy angielskiej kulturze ale mimo wszystko razi mnie to.

light
04-13-2010, 12:37
Zgadzam się, że tłumaczenia powinny być w miarę wierne i zrozumiałe dla polskiego odbiorcy ale irytuje mnie kiedy widzę w napisach Biedronkę zamiast Wal-Marta albo naszą-klasę zamiast facebooka czy myspace - czy to już nie za duża samowolka tłumacza? Rozumiem, że nie każdy musi być obeznany z nazwami czy miejscami popularnymi w amerykańskiej czy angielskiej kulturze ale mimo wszystko razi mnie to.

Takie błędy to już błędy rzeczowe. Moim zdaniem są niedopuszczalne, chociaż nigdy nie spotkałam się z czymś takim.

light
04-13-2010, 12:42
Tłumaczenie powinno być wierne. Tłumacz nie ma prawa zmieniać faktów. Trzeba też liczyć się z inteligencją odbiorcy. To co jest śmieszne dla jednego, dla innego może być niezrozumiałe. Ale nie podawajmy wszystkiego "na tacy" dla odbiorcy.

AlicjaG
04-13-2010, 17:31
Tłumaczenie powinno być wierne. Tłumacz nie ma prawa zmieniać faktów. Trzeba też liczyć się z inteligencją odbiorcy. To co jest śmieszne dla jednego, dla innego może być niezrozumiałe. Ale nie podawajmy wszystkiego "na tacy" dla odbiorcy.

Tłumaczenie powinno być wierne? hmmm.. ale chyba z uwzględnieniem tego, aby oddać ogólny sens, prawda? Zwłaszcza jeśli chodzi o tłumaczenie humoru nie zawsze możemy tłumaczyć zbyt dosłownie,ponieważ to co jest śmieszne załóżmy dla Amerykanów, wcale nie musi być śmieszne dla nas Polaków. W takim przypadku tłumacz powinien tak przełożyć dany humor, aby oddać sens w języku docelowym.. Możliwe rozwiązania to albo znalezienie podobnych ekwiwalentów, albo zastosowanie objaśnień. Odbiorcy mogą nie znać kultury, zwyczajów, poczucia humoru kraju wyjściowego. Zatem mogą nie zrozumieć danego humoru. Dlatego tak ważne jest, aby tłumacz stanął na wysokości zadania i sprawił, że humor pozostanie humorem, a nie niezrozułamym fragmentem danego filmu.

AlicjaG
04-13-2010, 17:41
A co z aluzjami? Obejrzyjcie sobie tylko jakikolwiek odcinek programy rozrywkowego "whose line is it anyway?" . Przeogromna ilość nawiązań do kultury amerykanskiej az prosi się o wyjasnienie. Niechętnie bym takie coś tłumaczył na polskie realia. Dlaczego się tak przyczepiłem tych adnotacji? Bo to według mnie to jeden z nielicznych punktów w artykule, z którym się nie zgadzam :P

Myślę, że błędem byłoby tłumaczenie aluzji w sposób dosłowny. Tłumacz nie może przecież wyjść z założenia,że wszyscy jego odbiorcy doskonale zrozumieją daną aluzję. Nie każdy musi znać kulturę, zwyczaje itp.innych krajów. Dlatego jedyne co może zrobić dobry tłumacz to albo szukanie ekwiwalentów, albo zastosowanie adnotacji, objaśnienia. Uważam tak, ponieważ według mnie podstawowym zadaniem każdego tłumacza jest przekazanie sensu. Zatem jeśli mamy tłumaczyć humor to w taki sposób, aby w języku docelowym też był humorem, jeśli tłumaczymy aluzję, to również musi ona być zrozumiała dla odbiorcy.

AlicjaG
04-13-2010, 17:53
Zapewne tłumaczenie humorów w napisach do filmów nie należy do łatwych zadań. Sama wiedza tłumacza tu nie wystarczy, musi on być również zorientowany w kulturze, obyczajach itp, nie tylko swojego kraju ojczystego, ale również kraju, z którego pochodzi dany film, w którym występuje humor. Tłumacz powinien być świadomy tego, że jego głównym zadaniem jest oddanie sensu humoru. Dysponuje różnymi metodami tłumaczeniowymi..

AlicjaG
04-13-2010, 17:54
Tłumaczenie powinno być wierne. Tłumacz nie ma prawa zmieniać faktów. Trzeba też liczyć się z inteligencją odbiorcy. To co jest śmieszne dla jednego, dla innego może być niezrozumiałe. Ale nie podawajmy wszystkiego "na tacy" dla odbiorcy.

Tłumaczenie powinno być wierne? hmmm.. ale chyba z uwzględnieniem tego, aby oddać ogólny sens, prawda? Zwłaszcza jeśli chodzi o tłumaczenie humoru nie zawsze możemy tłumaczyć zbyt dosłownie,ponieważ to co jest śmieszne załóżmy dla Amerykanów, wcale nie musi być śmieszne dla nas Polaków. W takim przypadku tłumacz powinien tak przełożyć dany humor, aby oddać sens w języku docelowym.. Możliwe rozwiązania to albo znalezienie podobnych ekwiwalentów, albo zastosowanie objaśnień. Odbiorcy mogą nie znać kultury, zwyczajów, poczucia humoru kraju wyjściowego. Zatem mogą nie zrozumieć danego humoru. Dlatego tak ważne jest, aby tłumacz stanął na wysokości zadania i sprawił, że humor pozostanie humorem, a nie niezrozułamym fragmentem danego filmu.

light
04-13-2010, 18:37
Właśnie to mam na myśli. jednak piszę "wierne" także w kontekście wypowiedzi Tinae, aby nie mieniać faktów. Oczywiście jakieś żarty lub śmieszne wypowiedzi powinny być przetłumaczone w taki sposób, aby śmieszyły polskiego odbiorcę. Przyznam, że jest to wyzwanie dla tłumacza, by przenieść np. amerykański humor w polskie realia. Zwłaszcza gra słów, lub językowe żarty mogą być nieprzetłumaczalne. W ostateczności, jeśli nie są one bardzo ważne dla zrozumienia ogólnego sensu i spełnienia roli tłumaczenia, mogą być one pominięte. Można też zastąpić je jakimś polskim odpowiednikiem, co jest, moim zdaniem, lepszym wyjściem z sytuacji 'podbramkowych'.

light
04-13-2010, 18:57
Jeszcze taka jedna mała uwaga z mojej strony. Napisy do filmu nie powinny być zbyt
" rozwlekłe", za długie wyrazy, zwłaszcza neologizmy lub jakieś inwencje tłumacza sprawiają, że widz nie nadąża czytać i rozumieć, zwłaszcza jeśli wypowiedzi występują szybko. Mówię to w kontekście jednego z tłumaczeń filmu "Alicja w krainie czarów". Tłumaczenie ogólnie jest dobre, jednak tak duża ilość długich wyrazów wymyślonych przez tłumacza sprawia że widz jest zmieszany przez nowe, dziwne słowa i trudno skupić się na fabule. Nie wiem, może tylko ja odniosłam takie wrażenie oglądając ten film (dodam, że nie była to wersja kinowa, ale tłumaczenie amatorskie). W sumie nie pamiętam zbytnio bajki, ale wydaje mi się, że też była przepełniona dziwnymi nazwami. Może ten zabieg tłumacza był tu dobrym posunięciem. Niemniej tłumaczenie to na pewno wymagało inwencji i umiejętności kreowania nowych słów. Co o tym myślicie?

light
04-13-2010, 19:09
No właśnie... Swoją wypowiedź poprę fragmentem artykułu :
"Z tego powodu, aby stworzyć napisy robiące wrażenie należy umieć rozpoznawać te ograniczenia i rozumieć te niedoskonałości, jako że widzowie muszą jednocześnie przeczytać jedną bądź dwie linijki tekstu na dole ekranu w wyznaczonym czasie, który jest zazwyczaj krótszy niż dialog właściwy. Dlatego też filmy z napisami wymagają większego wysiłku w celu zharmonizowania różnorodnych działań poznawczych oraz uchwycenia głównej myśli."


W zupełności zgadzam się z poniższym fragmentem :
"Ponadto napisy jako metoda przekazu językowego posiadają wiele ograniczeń związanyh z synchronizacją. Według Mailhac (2000:129-131), owe ograniczenia to: a) zmiany środka wyrazu z ustnego na pisemny, co oznacza, że „napisy wideo oraz telewizyjne wymagają zazwyczaj większej czcionki, a przez to dopuszczają mniejszą liczbę znaków” (ibid:129), b) transfer językowy jest ograniczony długością oraz strukturą wypowiedzi, c) powiązanie z efektami wizualnymi, d) zmiany kadrów „jako że mogą one odwlekać uwagę widza od napisów” (ibid.) oraz e) szybkość z jaką widz czyta napisy, która różni się zależnie od stopnia umiejętności czytania i pisania oraz zależnie od tego, czy jest to widownia kinowa, czy też telewizyjna, co ma swoje zastosowanie pod względem przedziału wiekowego (ibid:129-130)."

biedrzyk
04-13-2010, 19:44
Temat dotyczy napisow do filmow, ale ja chetnie dalbym inny przyklad.
Wspominaliscie, ze tlumacz musi niejako przekladac tekst doslownie, a jak wyzej zauwazono co z odniesieniami do kultury czy jakis sytuacji znanych jedynie publice z kraju pochodzenia filmu ??

Moim przykladem bylby film Shrek, w ktorym wiele rzeczy zostalo zmienionych aby tylko polski odbiorca moglby zrozumiec cytyt ' Znasz Zwirka? Kreci z Muchomorkiem!!'

Watpie by amerykanie znali Zwirka badz Muchomorka ;)

biedrzyk
04-13-2010, 20:00
A jesli chodzi o notke od tlumacza, to jestem jak najbardziej za.
Oczwysiscie podzielam zdanie, ze pierwszorzednie powinien dolozyc wszelkich staran aby przetlumaczyc tekst, ale sa gry slow nieprzetlumaczalne na Jezyk polski i notka o tresci mowiacej 'tworczosc tlumacza' nie wyrzadzilaby krzywdy.

dudekd
04-14-2010, 20:31
Wydaję mi się ,że tłumaczenie humoru to tak naprawdę najtrudniejsze zadanie jakie stoi przed tłumaczem. Każdego śmieszy co innego,dlatego paradoksalnie, samemu trzeba mieć dość uniwersalne poczucie humoru,tylko tak można dotrzeć do jak największej ilości ludzi. Dodatkowo tutaj nie tylko doskonała znajomość języka,ale też kultury kraju pochodzenia jest niezbędna... Po przeczytaniu dyskusji w tym temacie, i tak lepszą opcją niż dodawanie przypisów "od tłumacza" ,wydaje mi się przeniesienie żartu na realia danego kraju. Taka fala tekstu kiedy chce się "po prostu" pośmiać może zniechęcić. Dodatkowo nie każdego interesuje tak bardzo kultura kraju pochodzenia filmu. Wiem, dla anglisty pewnie brzmi to strasznie,ale takie są realia, wiem po swoich znajomych. Jeśli do wyboru mieliby napisy pełne przypisów pozwalających zrozumieć dany żart, a takie uproszczone, z humorem przeniesionym na nasze realia, wybraliby te z mniejszą ilością czytania...

dudekd
04-14-2010, 20:32
Osobiście za wzór tłumaczenia humoru uważam Shreka. Co prawda owy film/bajka pojawił się w Polsce z dubbingiem,ale sposób w jaki pan Bartosz Wierzbięta dopasował humor do realiów w Polsce jest niesamowity. Tylko pozazdrościć poczucia humoru i wyczucia.

dudekd
04-14-2010, 20:38
A jesli chodzi o notke od tlumacza, to jestem jak najbardziej za.
Oczwysiscie podzielam zdanie, ze pierwszorzednie powinien dolozyc wszelkich staran aby przetlumaczyc tekst, ale sa gry slow nieprzetlumaczalne na Jezyk polski i notka o tresci mowiacej 'tworczosc tlumacza' nie wyrzadzilaby krzywdy.

Widzisz, wszystko zależy od długości tej notki. Osobiście oglądam filmy bez napisów, w wersji oryginalnej (te po angielsku oczywiście :D). Dlaczego jestem przeciwnikiem "notek od tłumacza"? Serial House MD oglądam z napisami, głównie przez ogromną ilość terminów medycznych jaka się pojawia. Czasami ktoś stara się robić przypisy wyjaśniające to i owo, no i wtedy nie pozostaje nic innego jak pauza i brnięcie przez tekst. Nie potrafię sobie wyobrazić czegoś takiego jeśli chodzi o humor, chyba ,że jestem ignorantem jeśli chodzi o napisy i jest inny sposób na umieszczenie tego wyjaśnienia.

biedrzyk
04-14-2010, 21:18
Notka-informacja nie musi byc dluga, jedynie wskazujaca na to ze dane tlumaczenie jest tworczoscia tlumacza i niekoniecznie musi oddawac w 100% tresci wypowiedzi, jednakze musi informowac iz jest to tlumaczenie wolne.

dudekd
04-14-2010, 22:01
Notka-informacja nie musi byc dluga, jedynie wskazujaca na to ze dane tlumaczenie jest tworczoscia tlumacza i niekoniecznie musi oddawac w 100% tresci wypowiedzi, jednakze musi informowac iz jest to tlumaczenie wolne.

Mógłbyś wyjaśnić ? Bo chyba nie do końca się zrozumieliśmy. Chodziło mi o przypisy poprawiające zrozumienie dowcipu/gagu/żartu. Czyli np wyjaśniające tło danej sytuacji itd.

biedrzyk
04-14-2010, 22:04
Najwidoczniej :)

Moim zdaniem tlumacz powinien przetlumaczyc gag/dowcip wedle wlasnego uznania jesli sa problemy z umiejscowieniem go w realiach odbiorcow, jedynie nastepnie dodac przypis/notatke inforumjaca ze jest to radosna tworczosc tlumaczacego

dudekd
04-14-2010, 22:12
Najwidoczniej :)

Moim zdaniem tlumacz powinien przetlumaczyc gag/dowcip wedle wlasnego uznania jesli sa problemy z umiejscowieniem go w realiach odbiorcow, jedynie nastepnie dodac przypis/notatke inforumjaca ze jest to radosna tworczosc tlumaczacego


Szczerze mówiąc, nie widzę sensu w takim zachowaniu.Dla oglądającego to dodatkowa porcja czytania , która w gruncie rzeczy nie ma wpływu na jakość tłumaczenia, jego odbiór,czy zrozumienie. Taka forma przypisu wg mnie mogłaby się pojawić na początku lub końcu filmu. Może to masz na myśli,ale dalej jasności nie mam w temacie. ;)

biedrzyk
04-14-2010, 22:15
2 czy 3 wyrazy nie sa moim zdaniem dodatkowa porcja czytania a jedynie daja do zrouzmienia ze humor nie zostal przetlumaczony doslownie, gdyz nie osiagneloby sie wymaganego efektu. Przy kolejnych tlumaczeniach byloy to juz zbedne.
Rozwiazaniem moglaby byc informacja na poczatku projekcji, iz wszelkie gagi zostaly 'zinterpretowane' przez tlumacza

Tinae
04-14-2010, 22:24
Dodatkowo nie każdego interesuje tak bardzo kultura kraju pochodzenia filmu. Wiem, dla anglisty pewnie brzmi to strasznie,ale takie są realia, wiem po swoich znajomych. Jeśli do wyboru mieliby napisy pełne przypisów pozwalających zrozumieć dany żart, a takie uproszczone, z humorem przeniesionym na nasze realia, wybraliby te z mniejszą ilością czytania...
Zgadzam się w 100%. Tłumacz musi się liczyć z tym, że odbiorcy w większosci przypadków nie są zaznajomieni z kulturowymi realiami lub popularnymi (dla danego kraju) osobami w stopniu takim jaki pozwalałbym na zrozumienie żartu przetłumaczonego dosłownie. Niektóre żarty aż się proszą o osadzenie w naszych realiach bo dopiero wtedy mogą naprawdę bawić widza.

Co do przypisów to moim zdaniem świetnie zrobione są w tłumaczeniu WLIIA - niezbyt nachalne a czasem naprawdę pomocne ;)

Zygis
04-15-2010, 15:43
Niektóre żarty aż się proszą o osadzenie w naszych realiach bo dopiero wtedy mogą naprawdę bawić widza.

Dokładnie, dlatego rozumiem wcześniej wspomniane nawiązania do Biedronki zamiast Wall-mart czy Facebook tłumaczony na naszą klasę. Sam nie przepadam np. za serwisem naszej klasy więc zapewne zostawiłbym Facebook i małą adnotację, że działa na tej samej zasadzie jak nasza klasa. Choć myślę, że kontekst plus napisanie Facebook z dużej litery w napisach niektórym odbiorcom wystarczy by się zainteresować tematem i sprawdzić o co w żarcie chodzi. Sam np. tak robię gdy w filmie żartują sobie z jakiegoś aktora doczytuję o co z nim chodzi i poznaję jego dokonania i często wtedy właśnie żart staje się naprawdę zabawny. Gdyż np. zastępowanie amerykańskiego aktora polskim, by lepiej pokazać kontekst, to dopiero by była już samowolka.