PDA

View Full Version : Jeśli nie tłumacz to...?


iskierka
08-12-2011, 17:56
Większość z nas żyje nadzieją, że po studiach jakimś cudem uda się nam znaleźć pracę jako tłumacz, ewentualnie nauczyciel/lektor i tłumacz. Biorąc pod uwagę stan rynku pracy niewielu z nas ma na to realne szanse. Nie mogąc pracować jako tłumacze i nie chcąc pracować jako nauczyciele będziemy szukać zaczepienia gdzie indziej np. w zagranicznych korporacjach. Czy myślicie, że podejmując taką pracę będziemy mieli szanse podążać za marzeniami, doszkalać się i próbować zaczepić się w biurach tłumaczeń czy będzie to oznaczało koniec początku naszej kariery w zawodzie tłumacza?

ir_71
08-12-2011, 21:04
Uważam, że jeżeli komuś naprawdę zależy na wykonywaniu zawodu tłumacza, powinien zrobić wszystko, aby dopiąć swego celu. Ja od kilku lat pracuję w zupełnie innym, kompletnie nie związanym z tłumaczeniami zawodzie i przez cały ten czas, każde nawet najmniejsze tłumaczenie, które mogę wykonać, jest dla mnie ogromną przyjemnością i odskocznią od codziennej pracy. Niestety po skończeniu studiów życie często weryfikuje nasze plany, ale mimo to, uważam, że należy podążać za marzeniami:)

magda2507
08-13-2011, 13:08
Uważam, że jeżeli komuś naprawdę zależy na wykonywaniu zawodu tłumacza, powinien zrobić wszystko, aby dopiąć swego celu. Ja od kilku lat pracuję w zupełnie innym, kompletnie nie związanym z tłumaczeniami zawodzie i przez cały ten czas, każde nawet najmniejsze tłumaczenie, które mogę wykonać, jest dla mnie ogromną przyjemnością i odskocznią od codziennej pracy. Niestety po skończeniu studiów życie często weryfikuje nasze plany, ale mimo to, uważam, że należy podążać za marzeniami:)

Również jestem zdania, że jeśli dla kogoś wykonywanie tłumaczeń jest wymarzoną pracą to jest w stanie taką pracą zdobyć. Bo przecież o wiele łatwiej jest poświęcić czas na coś co lubimy robić. Ja teraz też mam takie właśnie rozterki. Do tej pory uczyłam w szkole. Kiedyś chciałabym tłumaczyć chociaż wiem, że początki nie są łatwe. Ale dzięki temu forum zrozumiałam, że jest jeszcze wiele rzeczy, które mogę zrobić aby zwiększyć swoje szanse na rynku tłumaczeń. Szczególnie zainteresował mnie wolontariat. Myślę, że na początek to bardzo dobra rzecz. Podsumowując, myślę, że jeśli chcemy coś naprawdę coś osiągnąć w dziedzinie tłumaczeń to dzięki pracy i wysiłkowi jesteśmy w stanie temu sprostać.

AniaMlingua
12-11-2013, 20:47
Najłatwiej chyba właśnie pogodzić bycie nauczycielem z tłumaczeniem. Pracę na 8 godz jest bardzo ciężko pogodzić z wykonywaniem zawodu tłumacza. Mówię z doświadczenia. Człowiekowi żal, że nie tłumaczy więcej, ale kiedy :( Zająć się tylko i wyłącznie tłumaczeniami - OK - ale najpierw trzeba sobie wyrobić pozycję na rynku. Żeby wyrobić sobie pozycję na rynku trzeba zająć się wyłącznie tłumaczeniami. I tak koło się zamyka :) Ciekawa jestem z jakimi zawodami Wy łaczycie pracę tłumacza. Ci co żyją z samych tłumaczeń są podejrzewam w mniejszości.

Aniesse
12-12-2013, 09:20
Szczerze mówiąc wydaje mi się, że ciężko jest pogodzić pracę tłumacza z innymi zawodami, ewentualnie można z korepetycjami i nauczaniem, jeżeli to nauczanie odbywa się np. w weekendy. Bo w ciągu dnia to chyba ciężko z uwagi na to, że zlecenia mogą pojawiać się o różnych porach. Ja dostaję zlecenia od mniej więcej godziny 10 do 18, w rzadkich przypadkach nawet o 19. Często do zrobienia na ten sam dzień lub na następny. Muszę też być dostępna, zwykle czas na potwierdzenie zlecenia wynosi około 10 max 15 minut. I czy chcę czy nie muszę ten czas spędzić na tłumaczeniu a nie robieniu innych rzeczy. Pod wieczór czasem daję korepetycje i to wszystko.

WildRose
12-12-2013, 15:47
Mnie wydaje się dobrym pomysłem mieć stałą pracę, w której na co dzień posługiwać można się językiem obcym np. w zagranicznej korporacji, stale jednak kształcąc się w dziedzinie tłumaczeń i przyjmować ciekawe zlecenia, z których dochód można traktować jako dodatkowe kieszonkowe, a zarazem mieć z tego mnóstwo przyjemności :)

AnnaWol
12-12-2013, 20:15
Pracując jako nauczyciel musisz na to poświęcić naprawde duuuużo czasu poza zajęciami, do tego zebrania z rodzicami, rady pedagogiczne, a pod koniec semestru.. uff nie wiadomo w co ręce włożyć... to tylko z pozoru 18 h w tygodniu. Gdyby do tego mieć stałe zlecenia tłumaczeniowe, to już czasu na życie braknie...

aleks11
12-12-2013, 21:21
Mi akurat udało się połączyć przyjemne z pożytecznym :) Pracuje w dużej firmie, moje stanowisko to nie tłumacz, ale oprócz wielu innych obowiązków wynikających z tego, jakie mam stanowisko, przede wszystkim jestem tłumaczem, tłumaczę i ustnie i pisemnie, a w tamtym roku skończyłam studia, więc z realizacją marzeń wcale nie musi być tak źle, skoro mi się udało Wam też się uda. Więc szczególnie w korporacjach warto dowiedzieć się konkretnie na czym polega praca na danym stanowisku, bo stanowisko wcale nie musi nazywać się "tłumacz" :)

Soundgardener
12-13-2013, 11:23
Mi akurat udało się połączyć przyjemne z pożytecznym :) Pracuje w dużej firmie, moje stanowisko to nie tłumacz, ale oprócz wielu innych obowiązków wynikających z tego, jakie mam stanowisko, przede wszystkim jestem tłumaczem, tłumaczę i ustnie i pisemnie, a w tamtym roku skończyłam studia, więc z realizacją marzeń wcale nie musi być tak źle, skoro mi się udało Wam też się uda. Więc szczególnie w korporacjach warto dowiedzieć się konkretnie na czym polega praca na danym stanowisku, bo stanowisko wcale nie musi nazywać się "tłumacz" :)

dokładnie.
Sam celuję w takie stanowisko, na którym będę "łącznikiem" pomiędzy nieanglojęzyczną częścia firmy iklientami zagranicznymi. A oprócz tego prywatne zlecenia tłumaczeniowe po godzinach pracy;)

AniaMlingua
12-14-2013, 15:39
Mnie wydaje się dobrym pomysłem mieć stałą pracę, w której na co dzień posługiwać można się językiem obcym np. w zagranicznej korporacji, stale jednak kształcąc się w dziedzinie tłumaczeń i przyjmować ciekawe zlecenia, z których dochód można traktować jako dodatkowe kieszonkowe, a zarazem mieć z tego mnóstwo przyjemności :)

Tak niby jest w moim przypadku. Praca w zagranicznej korporacji, codziennie maile i rozmowy po angielsku. Ale mimo wszystko jest jakiś niedosyt. Problem w tym jeśli nie jesteś dostępny dla biura tłumaczeń przez cały dzień i często będziesz odmawiał tłumaczeń, uwierz, że w końcu Cię zastąpią kimś innym. A trudno jest być dobrym w czymkolwiek jeśli robi się to "z doskoku", raczej nie można liczyć na ciekawe zlecenia. Przepraszam jak trochę emocjonalnie do tematu podchodzę ;) Ale ostatnio mnie ta kwestia męczy. Czy naprawdę można być dobrym tłumaczem jeśli zajmujemy się tym tylko hobbystycznie? Z drugiej strony myślę, że może dlatego tak lubię tłumaczyć, że traktuję to jako dodatkowe zajęcie. I może jakbym musiała się z tego utrzymywać, walczyć o klientów, może straciłabym do tego całe serce. A tak robię to z przyjemnością i z sercem.

dereki
12-14-2013, 16:28
Szczerze mówiąc wydaje mi się, że ciężko jest pogodzić pracę tłumacza z innymi zawodami, ewentualnie można z korepetycjami i nauczaniem, jeżeli to nauczanie odbywa się np. w weekendy. Bo w ciągu dnia to chyba ciężko z uwagi na to, że zlecenia mogą pojawiać się o różnych porach. Ja dostaję zlecenia od mniej więcej godziny 10 do 18, w rzadkich przypadkach nawet o 19. Często do zrobienia na ten sam dzień lub na następny. Muszę też być dostępna, zwykle czas na potwierdzenie zlecenia wynosi około 10 max 15 minut. I czy chcę czy nie muszę ten czas spędzić na tłumaczeniu a nie robieniu innych rzeczy. Pod wieczór czasem daję korepetycje i to wszystko.

To jest właśnie to: Czas! Pogodzenie pracy nauczyciela (praca np. od 7. 20 do 15 czy od 10 do 16) z tłumaczeniami (niedługie zlecenie przychodzi o 10 i nalezy zdążyć do wieczora). Chyba najlepsze połączenie oby zaowodów to praca tłumacza w tygodniu i weekendowe nauczanie. Ale co będzie, jeżeli zlecenie przyjdzie w piątek z terminem sobotnim?

Ania R.
12-17-2013, 12:13
Z tym godzeniem to wszystko zależy w jakim trybie się pracuje, skąd i o jakich porach się dostaje zlecenia itp. Ja na przykład zaczynam zwykle dzień od porannych zajęć in-company, potem w ciągu dnia tłumaczę, a po południu/pod wieczór też zwykle mam jakieś zajęcia. Czasem więcej uczę, czasem tłumaczę, wszystko zależy od tego jak się dany semestr poukłada. Ale funkcjonuję tak już prawie 10 lat i jakoś się sprawdza :)

Oczywiście jeżeli się ma tyle zleceń, że na tłumaczenia potrzebne jest 8-10 godzin dziennie to ciężko pogodzić z jakąś inną pracą, a wręcz jest to niemożliwe jeżeli chcemy jeść i spać. Ale akurat w moim przypadku zdarzają się przestoje tłumaczeniowe i wtedy dobrze jest mieć jeszcze jakieś inne zajęcie. Zresztą ja nie mogłabym chyba pracować tak ciągle w samotności, więc z chęcią dokształcam językowe pracowników korporacji i przynajmniej trochę z ludźmi pobędę :D

agat91
12-19-2013, 11:06
Osobiście nie wyobrażam sobie, aby tłumacz zajmujący się językiem bardziej niszowym, mniej popularnym niż angielski czy niemiecki, na który w branży tłumaczeniowej jest mniejsze zapotrzebowanie mógł wyżyć z samych tłumaczeń - ja dopiero zaczynam sobie uświadamiać, że jest to niemal niemożliwe. Dlatego takie osoby silą rzeczy zmuszone są szukać zatrudnienia gdzieś indziej. Na szczęście, w dobie globalizacji, pojawia się coraz więcej ofert pracy, w których wymaga się znajomości mniej popularnego języka, przede wszystkim ze strony różnych firm, korporacji, rozwijających międzynarodową współpracę.

vuela
12-20-2013, 20:01
Uważam, że jeżeli komuś naprawdę zależy na wykonywaniu zawodu tłumacza, powinien zrobić wszystko, aby dopiąć swego celu. Ja od kilku lat pracuję w zupełnie innym, kompletnie nie związanym z tłumaczeniami zawodzie i przez cały ten czas, każde nawet najmniejsze tłumaczenie, które mogę wykonać, jest dla mnie ogromną przyjemnością i odskocznią od codziennej pracy. Niestety po skończeniu studiów życie często weryfikuje nasze plany, ale mimo to, uważam, że należy podążać za marzeniami:)

Również dla mnie. Można pracować jako tłumacz i dodatkowo zająć się czymś pożytecznym, co może przynosić jakiś dochód albo na odwrót - nauczyciel i tłumaczenia - tak jak powyżej, miła odskocznia. Mierzyć zamiary na siły. :)

MariaGrapa
12-26-2013, 18:14
Najłatwiej chyba właśnie pogodzić bycie nauczycielem z tłumaczeniem. Pracę na 8 godz jest bardzo ciężko pogodzić z wykonywaniem zawodu tłumacza. Mówię z doświadczenia. Człowiekowi żal, że nie tłumaczy więcej, ale kiedy :( Zająć się tylko i wyłącznie tłumaczeniami - OK - ale najpierw trzeba sobie wyrobić pozycję na rynku. Żeby wyrobić sobie pozycję na rynku trzeba zająć się wyłącznie tłumaczeniami. I tak koło się zamyka :) Ciekawa jestem z jakimi zawodami Wy łaczycie pracę tłumacza. Ci co żyją z samych tłumaczeń są podejrzewam w mniejszości.

Moje na razie nieuwierzytelnione tłumaczenia łączę z pracą w dziale zasobów ludzkich.

mPartyka
01-05-2014, 11:53
Ja uważam, że praca w korporacji nie jest taka zła. Zawsze można od tego zacząć i nabyć jakiegoś doświadczenia zawodowego, podszkolić umiejętności językowe i potem (z już wyższymi kwalifikacjami) spróbować ponownie dostać się do biura tłumaczeń :)

EwaSznurkowska
01-05-2014, 13:11
Ja niestety pracuję jako nauczyciel (i już nie lubię dzieci) i robię wszystko żeby uciec ze szkoły, w tym momencie tłumaczenia traktuję jako alternatywę. Powiem szczerze, że osobie która wysyła zlecenie, zależy na czasie i nie interesuje nikogo czy ty masz jakieś inne zobowiązania czy pracę. Tu zgodzę się, że żeby być polecanym tłumaczem trzeba pracować tylko w tym zawodzie.

amk
02-12-2015, 13:02
Mnie wydaje się dobrym pomysłem mieć stałą pracę, w której na co dzień posługiwać można się językiem obcym np. w zagranicznej korporacji, stale jednak kształcąc się w dziedzinie tłumaczeń i przyjmować ciekawe zlecenia, z których dochód można traktować jako dodatkowe kieszonkowe, a zarazem mieć z tego mnóstwo przyjemności :)

Taką drogą właśnie poszłam. Mając stały etet w zagranicznej korporacji nie trzeba przejmować się finansami i po godzinach można tłumaczyć dla przyjemności, doszkalać się, robić dodatkowe kursy, studia podyplomowe czy praktyki. Jest tyle możliwości. Nie wolno tylko tracić z oczu swojego celu, aby droga do celu nie stała się naszym celam.

LabeckaN
03-02-2015, 18:49
Wydaje mi się że to zależy na czym nam zależy :P
Ja osobiście uwielbiam mieć po prostu kontakt z językiem. Oczywiście tłumaczenia sprawiają mi największą frajdę ale jeśli załapałabym się na jakieś inne stanowisko które umożliwiałoby mi używanie języka na co dzień to myślę że byłabym również bardzo zadowolona

pacynka
03-02-2015, 22:03
Trochę mnie zmartwiło to, co tutaj przeczytałam. Wyobrażałam sobie, że tłumaczeniami spokojnie można sobie dorabiać wykonując też jakąś inną, niezbyt ciężką pracę..

quitelikeyou
03-09-2015, 13:48
Myślę, że nawet jeśli rzeczywiście komuś się nie powiedzie i ostatecznie będzie zmuszony do niezwiązanej z tłumaczeniem pracy w korporacji, to mimo wszystko nie powinien się poddawać. Taka praca jest kolejnym źródłem doświadczenia na rynku pracy, które można zawrzeć w swoim CV, i dzięki któremu być może w przyszłości uda się takiej osobie dostać wymarzoną posadę tłumacza. :) Zawsze pozostaje również opcja wyjazdu za granicę i tam przyjęcia pracy tłumacza (w zależności od tego, w jakich językach ktoś jest wykształcony). Za granicą zdecydowanie jest większa szansa na dostanie takiej posady, szczególnie jeśli chodzi o Wielką Brytanię, ponieważ potrzeba tam obecnie tłumaczy z języka polskiego.

AniaMar
03-19-2015, 22:42
Myśle, że 8 h w korporacji wyklucza raczej porządne zaangażowanie się w tłumaczenia. Tłumaczenie potrzebuje czasu i czasami długich poszukiwań różnego rodzaju. Praca w korporacji jednak nie jest taka zła. Można spotkać bardzo ciekawych ludzi, zdobyć dobre doświadczenie i, w zależności od tego czym się zajmujemy, rozwijać się językowo. Czasami jednak jest to monotonna praca, która może szybko się znudzić.

bartlomiejszym
04-07-2015, 13:32
Każdy z nas marzy o zostaniu profesjonalnym tłumaczem, jednak kończąc studia nie mamy możliwości przebierania w ofertach i czekania na pracę marzeń, potrzebujemy pieniędzy, dlatego zazwyczaj decydujemy się na wykonywanie zawodu niekoniecznie związanego z tłumaczeniami.

Tabibito
04-07-2015, 14:31
Nie ukrywam, że ja też od jakiegoś czasu zastanawiam się, czy można wyżyć wyłącznie z tłumaczeń i coraz częściej dochodzę do wniosku, że nie jest tak kolorowo. Ale przecież z drugiej strony nikt od razu nie będzie do nas walił drzwiami i oknami, w szczególności zaraz po studiach (no, może wygląda to inaczej w przypadku języków niszowych takich jak albański, fiński itp.). Wydaje mi się, że potrzeba po prostu trochę czasu, po którym tłumacz staje się znany na rynku i dostaje zlecenia w regularnych odstępach czasu. A jeśli nie tłumacz? Hmm...praca w korporacji też nie wydaje mi się być taka zła - mamy przecież umowę o pracę i stały dopływ gotówki.

jmackowska
04-16-2015, 20:41
Łączenie pracy tłumacza z pracą w korporacji wymaga dużego samozaparcia i ogromnej fascynacji tłumaczeniami, żeby wykrzesać z siebie wystarczająco motywacji. Po 8-9 godzinach siedzenia przed komputerem w pracy, ciężko znaleźć siłę i ochotę na to, żeby jeszcze wieczorem coś tłumaczyć. Ponadto jeśli mamy umowę o pracę, wszystkie składki opłacone i stały dopływ gotówki na konto, chęć zostania tłumaczem walczącym o klienta blednie. Zwłaszcza, jeśli ta gotówka wpływająca na konto jest bardzo zadowalająca i początkujący tłumacz nie miałby co liczyć na taką kwotę. Odnośnie do okazji używania języka w pracy z zagranicznym klientem, jest z tym bardzo różnie, dużo zależy od stanowiska. Często bywa tak, że wysoki poziom nie jest wymagany, wystarczy "korpoinglisz" ("you do this and it's ok", "do the needful" ). Bywa też tak, że owszem używamy danego języka codziennie w mowie i w piśmie, ale praca jest tak schematyczna, że mamy świetny poziom w rozmawianiu z klientem na temat dziedziny, w której akurat pracujemy, a wszelkie inne dziedziny życia i rejestry wypowiedzi leżą odłogiem.

AnetaW
05-11-2015, 11:18
Jeśli nie tłumacz to lektor języka, nauczyciel, customer service, koordynator projektów tłumaczeniowych ale to jesli ma sie z tym doswiadczenie. Tak wygląda rynek w Warszawie, z tego co się na bieżąco interesuję.

ina
05-11-2015, 11:41
Wydaje mi się, że tu naprawdę wszystko zależy tylko i wyłącznie od nas, naszego zaangażowania i zawziętości.
Całkowicie zgadzam się z tym, że po 8h pracy 5 dni w tygodniu trudno wykrzesać z siebie zapał do dodatkowej pracy, ćwiczeń, doszkalania się, szukania klientów, ale brutalna prawda jest też taka, że często zbyt łatwo się poddajemy.
Odrobina czasu na rozwijanie pasji (a pragnienie zostania tłumaczem na pełen etat pewnie nią jest) znajdzie się zawsze, trzeba jedynie zrezygnować z niektórych przyjemności.
Stanięcie na nogi kiedy jest się początkującą osobą wymaga niesamowitego nakładu pracy, sporej ilości prób, popełniania błędów i podnoszenia się z podłogi, ale nie należy się zniechęcać, bo przed nami długie lata pracy i nie warto godzić się na gorszą, mniej lubianą pracę, tylko dlatego, że łatwiej ją było znaleźć :)
Zdaję sobie sprawę, że to idealistyczna wizja, ale naprawdę uważam, że ludzie poddają się zbyt łatwo zamiast walczyć o swoje. O ile naprawdę nam na tym zależy :) warto przynajmniej spróbować.

frydzka
05-12-2015, 17:45
Martwię się oczywiście, jak to będzie w przyszłości, ale nie wiem jeszcze co zrobię, jeśli nie będę tłumaczem. Może uczenie w szkole językowej albo praca w jakiejś korporacji, choć to mnie nie pociąga. Na razie staram się iść w tym kierunku, kształcić się jakoś, ale jak to będzie to się okaże.

bepoppu
05-13-2015, 12:08
Szczerze mówiąc nie mam bladego pojęcia co mogłabym robić teraz po studiach. Rynek tłumaczeń jest trudny, a z czegoś żyć trzeba. Nie posiadam zbyt wielu opanowanych zdolności oprócz języków, na które popytu zbytniego teraz nie ma. A kiedy próbuję znaleźć jakąś pracę dostaję odpowiedź, że nie mam doświadczenia, albo (o zgrozo!) jestem 'przekwalifikowana"

yeahlow
05-13-2015, 22:44
Jeśli nie tłumacz, to tłumacz. Nie warto rezygnować z marzeń, choć one czasem nas bardzo dużo kosztują. Niestety bądź stety nie mam żadnej alternatywy, ale wierzę, że mi się uda. Przecież każdy zaczynał od zera. :)))

dnapoltavets
05-31-2015, 13:26
Uważam, że jeżeli komuś naprawdę zależy na wykonywaniu zawodu tłumacza, powinien zrobić wszystko, aby dopiąć swego celu. Ja od kilku lat pracuję w zupełnie innym, kompletnie nie związanym z tłumaczeniami zawodzie i przez cały ten czas, każde nawet najmniejsze tłumaczenie, które mogę wykonać, jest dla mnie ogromną przyjemnością i odskocznią od codziennej pracy. Niestety po skończeniu studiów życie często weryfikuje nasze plany, ale mimo to, uważam, że należy podążać za marzeniami:)

Trafiłeś w dziesiątkę! Też jestem takiego zdania.

Slendro
06-03-2015, 11:02
Jeśli nie tłumacz, to tłumacz. Nie warto rezygnować z marzeń, choć one czasem nas bardzo dużo kosztują. Niestety bądź stety nie mam żadnej alternatywy, ale wierzę, że mi się uda. Przecież każdy zaczynał od zera. :)))

Jak najbardziej się zgadam. Jest to niesamowicie trudny rynek, ale nie można się poddawać. Ostatnio osiągnąłem swój pierwszy zawodowy sukces (a może po prostu pierwsze poważne zlecenie) - tłumaczyłem książkę. Niesamowite uczucie.

W moim jednak przypadku muszę przyznać, że tłumaczem chciałem być aby zarabiać, natomiast moją pasją jest pisanie własnych tekstów - z tego marzenia na pewno nie zrezygnuję.

lauradenovess
06-04-2015, 22:26
Jak najbardziej się zgadam. Jest to niesamowicie trudny rynek, ale nie można się poddawać. Ostatnio osiągnąłem swój pierwszy zawodowy sukces (a może po prostu pierwsze poważne zlecenie) - tłumaczyłem książkę. Niesamowite uczucie.

W moim jednak przypadku muszę przyznać, że tłumaczem chciałem być aby zarabiać, natomiast moją pasją jest pisanie własnych tekstów - z tego marzenia na pewno nie zrezygnuję.


Gratulacje! To jest jeden z moich celów - tłumaczyć literaturę. Wydaje się bardzo trudny do osiągnięcia. Jeśli to nie jest tajemnica, to napisz trochę więcej o tym w jaki sposób Ci się udało :) Może masz jakieś rady dla osób, które są na początku drogi.

RenaOwska
06-14-2015, 02:01
Jako tłumacz bardzo ciężko się przebić. Nawet jeśli jesteś bardzo dobry. To wymaga czasu. Dlatego znalezienie pracy dodatkowej to często konieczność. Ja celowałabym raczej na pracę w jakiejś firmie zajmującej się handlem, gdzie miałabym kontakt z obcokrajowcami.

di.em
06-14-2015, 15:41
tylko z samym językiem np. angielskim ciężko dostać fajną pracę. Najlepiej być np. księgowym z angielskim. Pracodawcy chyba wychodzą (błędnie) z założenia, że angielski to już wszyscy znają.

ABedziak
06-21-2015, 14:11
Tak to w Polsce jest. Są miejsca , gdzie jedyne co trzeba znać to angielski, a za dodatkowe kwalifikacje zapłaci pracodawca. Jednak papierkowej roboty czy obsługi programów można nauczyć sie w kilka tygodni lub miesięcy. Na pewno świetnie jest znać niszowe języki, ale to musi być dodatkiem do języka angielskiego.

kinga lingua room
06-22-2015, 12:33
Myślę, że nawet jeśli nie uda nam się od razu po zakończeniu studiów podjąć pracy w zawodzie tłumacza, to powinniśmy traktować każde wykonywane zadanie anglojęzyczne w innym miejscu pracy jako ważny element , który buduje nasze doświadczenie czy warsztat językowy. Z czasem pozostanie w anglojęzycznym środowisku pracy np. z native speakerami może zrekompensować nam te niezrealizowane ambicje zawodowe. Tak naprawdę, ważne jest by nie zmienić totalnie charakteru swojej pracy i być blisko tego obszaru językowego w którym się kształciliśmy.

di.em
06-22-2015, 12:55
zawsze można do szkoły iść:)