PDA

View Full Version : Trudne momenty w przekładzie symultanicznym


przebieglabrukiew
07-09-2012, 14:36
Witam,
Od pewnego czasu próbuję sił w przekładzie symultanicznym. Zdarzały się więc momenty trudne, z których jednak najczęściej udawało się wybrnąć. Co jednak zrobić w sytuacjach bez wyjścia? Od razu pomyślałam sobie o symultanicznym przekładzie medycznym, i sytuacja w której zdarza się nie usłyszeć nazwy choroby/leku itp. Co wtedy?

frytex
07-09-2012, 15:17
Wtedy bardzo bolesna kompromitacja.
Należy być bardzo w temacie i nie brać się za rzeczy, które stwarzają szansę takiej "zawiechy".

Ja miałem taki epizod, że osoba przemawiająca wyświetlała slajd, pokazywała słupki i czytała przy nich liczby. Natomiast gdy tylko zaczynałem tłumaczyć, zmieniała sobie slajd na następny, żeby go sobie obejrzeć w tym czasie. Interwencje szeptane przyniosły efekt na 2 slajdy, a potem było to samo. Efekt był żałosny, bo przygotowując się do tego wszystkiego oparłem się na slajdach, zakładając, że będą one również "dla mnie", a zapamiętać tych liczb nie byłem, oczywiście, w stanie. Klęska była dla mnie na tyle dotkliwa, że postanowiłem się już za takie rzeczy nie brać z tym, że mówię o prezentacjach z dużym quorum. W spotkaniach kilku osobowych, gdzie można dopytać i nikt nie widzi w tym nic złego - jak najbardziej biorę udział. :)

Mandi
07-12-2012, 00:11
Warto by było w tym miejscu wspomnieć jak radzić sobie z kompromitacją przy tłumaczeniach symultanicznych. To byłaby cenna wskazówka dla początkujących. Czy można np. poprosić o powtórzenie fragmentu, który uleciał nam z głowy? Zresztą przy tego typu tłumaczeniach jest zawsze 2 tłumaczy i jeden drugiego asekuruje, a poza tym to dostaje się tekst przemówienia przed rozpoczęciem zlecenia a jeżeli nam go nie dają to trzeba się o niego postarać. Tak nas uczyli wykładowcy na podyplomówce.

pejot22
07-17-2012, 22:23
Tłumacz też człowiek i w krytycznych sytuacjach można poprosić mówcę o powtórzenie.

malgorzataj
07-17-2012, 22:34
Ja jak słyszę tłumaczenie symultaniczne to mam ciarki. Musi to być ogromny stres, który niestety mnie za bardzo pożera żebym się na to zdobyła. Staram się unikać stresujących sytuacji a tłumaczy symultanicznych bardzo podziwiam :) Lubię słuchać mrożących krew w żyłach przykładów kiedy coś szło nie tak podczas takich tlumaczeń, a tłumacze umieli wybrnąć z takich sytuacji cało ;)

Checinaa
07-18-2012, 01:22
Przy tłumaczeniu symultanicznym kabinowym raczej nikogo o powtórzenie nie poprosimy...

frytex
07-18-2012, 02:25
To są trudne tematy. wg mnie takimi tłumaczeniami powinni zajmować się głównie ludzie nad-zdolni, do których się nie zaliczam. Podejrzewam, że najlepiej wychodzi to ludziom, którzy pochodzą z rodzin dwujęzycznych, albo przynajmniej podróżują w dzieciństwie z rodzicami po różnych krajach, tu i ówdzie chodząc do szkoły. Myślę, że taka biegłość nie ma sobie równych (no, chyba, że ktoś jest nad-zdolny - tacy ludzie zawsze sobie radzą; mają szerokie horyzonty, błyskawiczny refleks, a do tego urok osobisty). jeśli do tego znają temat, to są bogami. ja tego nie mam. Ja w każdym razie robiłem to kilka razy z musu - i na pewno się tego już więcej nie podejmę. tzn. mam na myśli audytorium pełne obcych ludzi i temat znany o tyle, że dostarczono mi wcześniej zgrubną tematykę wystąpienia, a prelegenta poznaję 15 minut przed jego wystąpieniem. Nie jestem odporny na stres. Nie nadaję się. Natomiast z pracownikami ze swojej firmy chętnie jeżdżę na szkolenia, gdzie tłumaczę zajęcia i wykłady przez kilka godzin dziennie. To okropnie męczy, ale tylko fizycznie, a nie psychicznie, bo zarówno prelegent, jak i słuchacze (oraz ja) jesteśmy w temacie, wszyscy w grupie znają się (i znają mnie), nie ma żadnego problemu z dopytaniem się, poproszeniem o wytłumaczenie czegoś inaczej itp. -To jest po prostu komfort.

Checinaa
07-18-2012, 02:52
To nie muszą być ludzie nad-zdolni. Muszą mieć odpowiednie preferencje, ale przede wszystkim muszą być doskonale wyszkoleni w tłumaczeniu symultanicznym. Tyle, wszystkiego można się nauczyć.

Basiak
07-18-2012, 08:15
Muszą to być na pewno osoby szczególnie uzdolnione. Nie wydaje mi się, żeby pzeciętny filolog miał takie zdolności. Po drugie myślę, że potrzeba tutaj ogromnego wkładu w praktykę i ćwiczenia... No cóż, mnie jeszcze nie stać na takie wyzwanie, ale może kiedyś. Na razie skupiam się na tłumaczeniach pisemnych, bo te sprawiaja mi dużą satysfakcję.:o

agathi
07-18-2012, 18:55
natomiast z pracownikami ze swojej firmy chętnie jeżdżę na szkolenia, gdzie tłumaczę zajęcia i wykłady przez kilka godzin dziennie. to okropnie męczy, ale tylko fizycznie, a nie psychicznie. bo zarówno prelegent, jak i słuchacze (oraz ja) jesteśmy w temacie, wszyscy w grupie znają się (i znają mnie), nie ma żadnego problemu z dopytaniem się, poproszeniem o wytłumaczenie czegoś inaczej itp. - to jest po prostu komfort.

Zgadzam się z Tobą, że tłumaczenie zagadnień, które znamy, osobom, które znamy i które znaja nas jest łatwiejsze. Ja także kilkakrotnie miałam juz taką okazję, wyjeżdżać z pracownikami z firmy własnie jako tłumacz. Tutaj muszę zastrzec, że w firmie nie jestem zatrudniona na stanowisku tłumacza. zdarza się więc, że tematyka nie jest dla mnie tak do końca jasna i prosta, ale sporym ułatwieniem w takiej sytuacji jest to, że po obu stronach są fachowcy i dzięki nim ja się całkiem sporo uczę. Ale tutaj kolejne zastrzeżnie, nie jest to nigdy prawdziwe tłumaczenie symultaniczne, zwykle obejmuje mała grupkę, kabina i słuchawki nie są potzrebne :)

agathi
07-23-2012, 00:07
Tłumaczenie symultaniczne może być również trudne, a może nieco niewdzięczne ze wzgledu na to, ze tlumacz musi przetłumaczyc wszystko, także opinie na swój temat, nie zawsze pochlebne. Byłam świadkiem takiej sytuacji, kiedy osoba mówiąca, w odpowiedzi na pewien zarzut, bo to była dyskusja, zwaliła winę na tłumacza. Padły slowa z gatunku: "tłumacz źle przetłumaczył". I tłumacz to także musiał przetłumaczyć.