PDA

View Full Version : Tłumaczenia Okudżawy


Tom z Sopotu
07-10-2007, 13:01
Jest już temat o tłumaczeniu Wysockiego, no to może by i Okudżawą polecieć? Na początek moje tłumaczenie:

Tьмoю здесь всё занавешено
Ciemność tu wszystko zasłania
И тишина как на дне...
I cisza jakby na dnie
Ваше величество женщина,
O najjaśniejsza pani,
Да неуҗели – ко мне?
Czy przyszłaś odwiedzić... mnie?

Тусклое здесь злектричество,
Światło tu z mrokiem się miesza,
С крыши сочится вода.
Woda się sączy przez dach.
Женщина, ваше величество,
O pani, o najjaśniejsza,
Как вы решились сюда?
Skąd taka decyzja twa?

О, ваш приход – как пожарище.
Jak pożar twoja wizyta.
Дымно, и трудно дышать...
Ćmi w oczach i braknie tchu...
Ну, заходите, пожалуйста.
No proszę do środka, witam.
Что ж на пороге стоять?
Po co rozmawiać przez próg?

Кто вы такая? Откуда вы?!
Skąd się tu wzięłaś? I kimżeś ty?
Ах, я смешной человек...
Ach, jak śmieszny ze mnie człek...
Просто вы дверь перепутали,
Po prostu pomyliłaś drzwi,
Улицу, город и век.
Ulicę, miasto i wiek.

Dla porównania znalazłem też tłumaczenie Wiktora Woroszylskiego:

Ciemnością, ciszą - jak biedą -
Osnute wszystko w tym domu
Wasza Wysokość Kobieto,
Czy pani naprawdę - do mnie?

Żarówki pełga tu oko,
Kroplami mur spływa nagi...
Kobieto, Wasza Wysokość,
Skąd w pani tyle odwagi?

To przyjście pani - jak pożar.
Zapiera dech, huczy wokół
Lecz proszę do środka, proszę.
Nie warto tak stać na progu.

Więc do mnie - naprawdę, miła?!
Ach, co też mi się znów plecie...
Wiem - pani drzwi pomyliła,
Ulicę, miasto, stulecie.

Niestety, Bułat Okudżawa zapewne wykonywał ten wiersz jako piosenkę, ale nie znam melodii. Może ktoś z Was wie, gdzie tego można posłuchać?

Tom z Sopotu
01-03-2008, 01:35
Bawiąc w święta u teściów, wielbicieli Bulata Okudżawy, zajrzałem do tomiku jego piosenek, stojącego na półce i naszła mię chęć nagła przetłumaczenia czegoś, bom ostatnio zastój artystyczny przeżywał. Pierwsza strona, jaka mi się otworzyła, zawierała poniższy tekst. Pierwotną wersję tłumaczenia skonfrontowałem później z nagraniem tej piosenki i naniosłem stosowne poprawki rytmiczne, w obecnej wersji rzecz da się zaśpiewać zgodnie z melodią. Nie jestem jednakowoż pewien niektórych rozwiązań znaczeniowych - druga strofa zwłaszcza nastręcza mi pewnych trudności. Może ktoś bieglejszy w rosyjskim oceni lub lepszy pomysł podda...
Pod rozwagę przedstawiam:


ПОЛНОЧНЫЙ ТРОЛЛЕЙБУС
PÓŁNOCNY TROLEJBUS

Когда мне невмочь пересилить беду,
Gdy nie sposób rady dać kolejom złym,
когда подступает отчаянье,
gdy rozpacz zbliża się do mnie,
я в синий троллейбус сажусь на ходу,
w niebieski trolejbus wskakuję co sił,
в последний,
w ostatni,
в случайный.
w dowolny.


Полночный троллейбус, по улице мчи,
Północny trolejbus po ulicach mknie
верши по бульварам круженье,
z bulwarów wyławia nieszczęścia,
чтоб всех подобрать, потерпевших в ночи
tych z nocnych katastrof zagarnia tam w sieć
крушенье,
od klęski
крушенье.
do klęski


Полночный троллейбус, мне дверь отвори!
Północny trolejbus otworzy mi drzwi,
Я знаю, как в зябкую полночь
a ja wiem, że w północ tę mroźną
твои пассажиры - матросы твои -
załoga – podróżni, co płyną nim
приходят
na pomoc
на помощь.
podążą.


Я с ними не раз уходил от беды,
Już z nimi uszedłem od biedy nie raz,
я к ним прикасался плечами...
na ich się wspierałem ramieniu...
Как много, представьте себе, доброты
Bo ileż dobroci, zastanów się, masz
в молчанье,
w milczeniu,
в молчанье.
w milczeniu.


Полночный троллейбус плывет по Москве,
Północny trolejbus gna przez Gdyni toń
Москва, как река, затухает,
i Gdynia jak rzeka już znika,
и боль, что скворчонком стучала в виске,
a ból, co jak serce dzwonu bił w skroń
стихает,
ucicha,
стихает.
ucicha.


Ta Gdynia to oczywiście taki mój indywidualny, lokalno-patriotyczny wtręt pół żartem, bo całość jakoś z Gdynią mi się kojarzy (w Moskwie nigdy nie byłem): i ta północ dwuznaczna, i bulwar, i metafory morsko-rybackie, i sam trolejbus przede wszystkim jakiś taki gdyński jest. Ale dla ortodoksów żaden problem Gdynię na Moskwę z powrotem przerobić, rytmicznie wszystko zostanie bez zmian, tylko śpiewać. :-)

Tom z Sopotu
01-03-2008, 12:34
Znalazłem też alternatywne tłumaczenie tej piosenki, pióra Andrzeja Mandaliana:

Ostatni trolejbus

A kiedy nie sposób już płynąć pod prąd,
nie sposób juz wyrwać się z matni,
niebieski trolejbus zabiera mnie stad,
trolejbus
ostatni.

Mój promie północny, żeglujesz przez noc
i nie dbasz: głęboka czy płytka,
gdy zbierasz nas wszystkich - idących na dno
z bulwarów
rozbitków.

Ach, otwórz podwoje: przechodzień czy gość.
Ja wiem, że tonącym śród nocy
ktoś z twych pasażerów, z załogi twej ktoś
udzieli
pomocy.

Jam z nimi juz nieraz uchodził od klęsk
jam ramię ich czuł przy ramieniu...
A jednak naprawdę w milczeniu jest sens,
jest dobroć
w milczeniu.

Ucieczko przegranych, gościnny twój próg,
a Moskwa jak rzeka wezbrana,
i ból, co od rana pod skronią się tłukł -
ustaje
do rana.

Tom z Sopotu
01-03-2008, 22:49
No widzę, że Okudżawa jest wśród tłumaczy znacznie mniej popularny niż Wysocki, bo na razie sam się tylko w tym wątku udzielam... Nieco mnie to dziwi, bo to dzięki Okudżawie właśnie Wysocki zaczął tworzyć piosenki, a - na mój subiektywny gust - był też Okudżawa nieco lepszy literacko od Wołodii.

No to może - żeby nieco ożywić ten temat - wzbogacimy go o rozważania natury nieco ogólniejszej? Gdzieś tu już się chyba pojawiły jakieś zdania w tej sprawie, ale nie mogę tych wypowiedzi teraz znaleźć, a do szerszego potraktowania tematu skłoniły mnie właśnie różnice pomiędzy zamieszczonymi powyżej tłumaczeniami tych samych utworów Okudżawy. A zatem: odwieczny problem, czy wierne mogą być piękne i vice versa.

Nader często - częściej niż bym chciał - spotykam się z twierdzeniem, że ktoś woli w tłumaczeniu zachować bardziej "ducha" oryginału niż jego literę, w domyśle - poświęcając drugie na ołtarzu pierwszego. Czy nie jest to jednak swoisty wytrych, szukanie alibi, tanie usprawiedliwienie nieudolności translatorskiej? Dlaczego tak często poświęca się tę "gorszą" jakoby literę na rzecz rzekomego ducha? Może niespełniony artystycznie tłumacz nie może oprzeć sie po prostu pokusie "ulepszenia" oryginału, chce wykazać że jest w istocie lepszym poetą od autora? I czy aby ulepszając nie wykracza poza swoje kompetencje - przecież świadomie deformuje oryginalną myśl, zamiast ją trafnie przełożyć, sprzeniewierza się podstawowemu przykazaniu tłumacza! A może jest odwrotnie, może tłumacz wcale nie jest lepszym poetą - samemu nie potrafiąc wymyślić nic oryginalnego, musi posiłkować się cudzym pomysłem i traktuje go jako punkt wyjścia dla własnej twórczości, z definicji jednak już wtórnej, a przy tym - jak w przypadku pierwszym - wykraczającej poza jego translatorskie kompetencje. Wybierajmy zatem - albo jesteśmy tłumaczami, albo samodzielnymi twórcami, jedno z drugim nie idzie w parze, ba - jest sprzeczne!

Co najważniejsze zaś - kto daje tłumaczowi prawo do twierdzenia, że to on właśnie pojął w pełni ducha oryginalnego utworu, a nie jego kolega po fachu, który równolegle stworzył odmienne, a równie odległe od pierwotnej wersji językowej tłumaczenie? Autor jest besilny, a tymczasem jego myśl rozmywa się, rozjeżdża w różnych kierunkach, tam gdzie ją ciągną pewni swego tłumacze. Skąd będziemy wiedzieć, czyja interpretacja jest zgodna z zamysłem autora (zakładając że autor - który musiałby również znać język tłumaczenia, żeby to ocenić - się wprost w tej sprawie nie wypowie), jak zweryfikować, kto poprawnie przekazuje ducha oryginału, skoro tłumaczenia są swobodne? Wydaje mi się, że nie wolno nam uzurpować sobie prawa do autorytatywnego decydowania o tym, co "autor chciał przez to powiedzieć", skoro od siebie dyscypliny w przekazywaniu jego myśli nie wymagamy.
Tego ryzyka nie niesie ze sobą tłumaczenie wierne - w takim wypadku wszystko jest weryfikowalne, jesteśmy w stanie dzięki prostemu porównaniu sprawdzić, jak spisał się tłumacz. I nie odbiera nam to wcale prawa do całkiem niezależnej od powyższego oceny poprawności literackiej przekładu. Oczywiście, że bywają tłumaczenia wierne, ale słabe artystycznie. I odwrotnie. Ale to nie powód, żeby od razu odpuszczać, żeby pozwalać na chodzenie na łatwiznę, kosztem samego utworu - przeciwnie, jeśli tłumaczenie ma być rzeczywiście dobre, niechże się tłumacz spręży, niech się pomęczy, niech pomyśli nad frazą przez miesiąc, jeśli trzeba, zamiast ulegać pierwszemu pomysłowi, jaki mu do łba strzeli. Na tym polega jego rola - jeśli jest zbyt leniwy, zwyczajnie się na tłumacza nie nadaje. Bo tłumaczenie może być de facto sztuką trudniejszą, choć innej nieco natury, niż pierwotny akt twórczy.
Zresztą, w moim pojęciu wierne oddanie litery (z wszelkimi jej niuansami), maksymalnie zgodne przeniesienie wszelkich warstw oryginału, nie ma szans zgubić ducha, ono właśnie dopiero tego ducha w pełni i jedynie przenosi. Wisława Szymborska - jak dla mnie poetka wszechczasów - wypowiedziała się kiedyś na temat tłumaczeń jej wierszy. Zapamiętałem zdanie o efektach pracy tłumacza na język rosyjski - powiedziała: "To dosłownie skóra zdjęta z moich wierszy". I to jest, moim zdaniem, ideał. Tłumaczenie ma być skórą zdjętą z oryginału, doskonały przekład jest po prostu TYM SAMYM utworem, tylko w innym języku, a nie wariacją na jego temat, wolną interpretacją intencji autora, czy innym tego typu przejawem faktu, że tłumacz się poddał, ustąpił, nagiął, że materia go przerosła lub że myśli pobiegły mu własnym torem, zamiast po śladach autora.

Wracając do Okudżawy - przeczytałem niedawno calkiem sporo tłumaczeń jego wierszy i pieśni - do mało którego nie mam zastrzeżeń. Owszem, są tam poezje piękne, ale na tyle dalekie (przynajmniej miejscami) od oryginału, że trudno mi je uznać za tłumaczenia sensu stricto. A nawet kiedy zdarzy się tłumaczenie niemalże doskonałe - jak przekład Mandaliana znanej piosenki "Modlitwa", jakiś detal przynajmniej musi zazgrzytać. Dlaczego "A mnie w opiece swej miej", zamiast "w pamięci"? Rytmicznie nic to nie zmienia, a sens - owszem, boć przecie "mieć kogoś w opiece", to coś znacznie więcej niż "nie zapomnieć o nim". Po co tłumaczowi był ten niepotrzebny wybryk, oddalający przekład od oryginału? Zresztą - żebyście mieli jasność, o czym mowa, napiszę na ten temat osobny post.

Tom z Sopotu
01-03-2008, 23:04
A oto rzeczona "Modlitwa" w dwóch konkurencyjnych tłumaczeniach:

Молитва

Пока Земля еще вертится,
пока еще ярок свет,
Господи, дай же ты каждому,
чего у него нет:
мудрому дай голову,
трусливому дай коня,
дай счастливому денег...
И не забудь про меня.

Пока земля еще вертится, –
Господи, твоя власть! –
дай рвущемуся к власти
навластвоваться всласть,
дай передышку щедрому
хоть до исхода дня,
Каину дай раскаяние...
И не забудь про меня.

Я знаю: ты все умеешь,
я верую в мудрость твою,
как верит солдат убитый,
что он проживает в раю,
как верит каждое ухо
тихим речам твоим,
как веруем и мы сами,
не ведая, что творим!

Господи, мой боже,
зеленоглазый мой!
Пока Земля еще вертится,
и это ей странно самой,
пока ей еще хватает
времени и огня,
дай же ты всем понемногу...
И не забудь про меня.


Modlitwa

Dopóki nam Ziemia kręci się,
dopóki jest tak czy siak,
Panie, ofiaruj każdemu z nas,
czego mu w życiu brak:
mędrca obdaruj głową,
tchórzowi dać konia chciej,
sypnij grosza szczęściarzom...
i mnie w opiece swej miej.

Dopóki Ziemia obraca się,
o Panie nasz, na Twój znak
tym, którzy pragną władzy,
niech władza ta pójdzie w smak,
daj szczodrobliwym odetchnąć,
raz niech zapłacą mniej,
daj Kainowi skruchę...
I mnie w opiece swej miej.

Ja wiem, że Ty wszystko możesz,
ja wierzę w Twą moc i gest,
jak wierzy zabity żołnierz,
że w siódmym niebie jest,
jak zmysł każdy chłonie z wiarą
Twój ledwie słyszalny głos,
jak wszyscy wierzymy w Ciebie,
nie wiedząc, co niesie los.

Panie zielonooki,
mój Boże jedyny, spraw –
dopóki nam Ziemia toczy się,
zdumiona obrotem spraw,
dopóki czasu i prochu
wciąż jeszcze wystarcza jej –
daj każdemu po trochu...
I mnie w opiece swej miej.

(Andrzej Mandalian)


François Villon

Dopóki Ziemia się kręci, Słońce zachodzi i wstaje,
daj, panie Boże, każdemu to, czego mu nie dostaje:
mędrcowi racz dać głowę, tchórzowi konia w zamęcie,
szczęśliwcowi grosiwa...
I mnie zachowaj w pamięci.

Dopóki Ziemia się kręci i w Twojej, Panie, jest woli,
daj władzę śniącemu o niej, niech się panoszy do woli,
szczodremu daj wytchnienie i chociażby w małej części
daj Kainowi skruchę...
I mnie zachowaj w pamięci.

Ja wierzę w mądrość Twoją i wiem, że wszystko potrafisz,
jak wierzy żołnierz w boju, że prosto do raju trafi,
jak wierzy ucho, słowami urzeczone Twoimi,
jak wierzymy my sami, nie wiedząc, co czynimy!

O, mój Ty panie Boże, o, mój Ty zielonooki!
Dopóki Ziemia się kręci, zdumiona rzeczy wyrokiem,
dopóki ognia i życia jeszcze jej starczy na szczęście,
dajże wszystkim po trochu...
I mnie zachowaj w pamięci.

(Ignacy Szenfeld)

Odmienny tytuł nie jest błędem - jeden z tłumaczy zdecydował się zachować pierwotny tytuł piosenki, wybrany przez autora. Mandalian wygrywa przede wszystkim rytmiką opartą na oryginale, Szenfeld ma też kilka potknięć (np. częstochowski rym "wstaje-dostaje", czy zupełnie niedopuszczalne zestawienie "woli-woli"), ale oba tłumaczenia są wierne i dzięki temu jestem w stanie w ogóle je porównać. Czy potrafiłbym to równie dobrze zrobić, gdyby były to wolne przekłady? Mam poważne wątpliwości. A tak, na bok odłożywszy jasną kwestię, że obaj dochowali wierności autorowi, mogę się spokojnie zająć oceną wyłącznie jakości artystycznej.
Stawiam więc na wierność. Dobry tłumacz sprawi, że i piękno się ujawni - kiepski natomiast albo polegnie artystycznie, albo będzie zasłaniał swą niemoc prawdziwym czy wyimaginowanym tylko, kto wie, "duchem".

Ciekawym Waszych opinii. :-)

Gosia
01-04-2008, 12:24
Co do dwóch wersji Modlitwy, to nie podejmuję się oceny przez brak znajomości języka rosyjskiego. Intuicyjnie jedynie mogę powiedzieć, że druga wersja, jakby bardziej literacka, do mnie bardziej przemawia.

Jeśli chodzi o wierność przekładu natomiast, to mam sprzeczne myśli - niezły jest bałagan w tym temacie ;) Bo z jednej strony, zgodzę, się, iż tłumacz nie powinien konkurować z autorem w kwestii warsztatu literackiego, a jedynie jak najwierniej przełożyć jego dzieło.
Z drugiej jednak strony, weźmy sonety Szekspira w tłumaczeniu Barańczaka. Litery autora to się Barańczak nie trzymał, a przetłumaczył pięknie. Osobiście często Jego właśnie podaję jako wzór świetnego tłumacza.
No i jak tu pogodzić takie odmienne odczucia?

Ten wątek możnaby przerzucić do sekcji "Teoria tłumaczenia" - faktycznie tam podobne rozważania się już pojawiły. Ale pytając o kompetencje autora i tłumacza należałoby zahaczyć również o takie dziedziny jak teoria literatury (Barthes odbiera na przykład hegemonię autorowi i przenosi największy nacisk na sam tekst), czy filozofię języka albo teorię komunikacji (by odpowiedzieć sobie na pytanie czy można wyznaczyć jeden tylko właściwy sposób odkodowania tekstu).

Moje doświadczenia z teoretyzowaniem doprowadzają mnie zazwyczaj do następującego wniosku - teorii jest wiele, większość z nich jest wewnętrznie spójna, często każda z nich prowadzi do odmiennych wniosków, więc w naturze języka leży jego różnorodna interpretacja, w zależności od kontekstu. Niemożliwe jest zatem stworzenie idealnego tłumaczenia, bo w zależności od kontekstu miara ideału będzie różna...

Tom z Sopotu
01-04-2008, 15:31
Z drugiej jednak strony, weźmy sonety Szekspira w tłumaczeniu Barańczaka. Litery autora to się Barańczak nie trzymał, a przetłumaczył pięknie. Osobiście często Jego właśnie podaję jako wzór świetnego tłumacza.

Otóż właśnie - czy to aby na pewno jest jeszcze tłumaczenie, a nie swego rodzaju wariacja na temat? Czy to jest wciąż Szekspir, czy już Barańczak? Barańczak sam jest wybitnym poetą, więc może to już jego "usamodzielnione" dzieło, zaledwie INSPIROWANE oryginałem? A ktoś, kto szuka jednak samego Szekspira, będzie zawiedziony lub zostanie wprowadzony w błąd?

Ten wątek możnaby przerzucić do sekcji "Teoria tłumaczenia" - faktycznie tam podobne rozważania się już pojawiły.

Zapewne tak, ale nie chciałem - za mądrzy tam dla mnie jesteście. ;-) Jestem amatorem i praktykiem, nie profesjonalistą ani teoretykiem. Nie mam pojęcia o teoriach Barthesa czy Sapira-Wolfa (i, co więcej, nie za bardzo chce mi się je poznawać, można bez nich żyć i tworzyć), więc byłbym wśród Was dyletantem, który połowy by nie zrozumiał i łatwo się gdzieś skompromitował. Powyższe to jedynie rozbudowana dygresja, wynikająca z problemów z tłumaczeniem Okudżawy, które skłoniły mnie do szerszych, ale niezbyt specjalistycznych rozważań.

O tłumaczeniu Okudżawy (i sposobach tłumaczenia w ogóle też przy okazji) można przeczytać więcej tu (wczoraj znalazłem):
http://okudzawa.ovh.org/lmm1.html

A ja tymczasem - nadal wszakże oczekując na jakieś Wasze przemyślenia - zacznę ściągać rzecz z powrotem ku piosence Okudżawy, nad którą pracuję. Wczoraj pokombinowałem nad nieco wierniejszym przełożeniem problematycznej drugiej zwrotki:

Полночный троллейбус, по улице мчи,
Północny trolejbus po ulicach mknie
верши по бульварам круженье,
Bulwary okrąża przez miasto,
чтоб всех подобрать, потерпевших в ночи
by w taką noc wszystkich wyłowić w swą sieć
крушенье,
z katastrof,
крушенье.
z katastrof.

Niby lekko precyzyjniej, ale mi coś nie brzmi. Z drugiej strony, może za bardzo przywiązałem się już do pierwotnej wersji? Która będzie lepsza? A może jeszcze pomyśleć nad zmianami? Może ktoś z rosyjskojęzycznych wspomoże mnie radą? Exul?

Exul
01-09-2008, 18:59
No to jestem :)

Na dobry początek:
Ах, я смешной человек...
Ach, jak śmieszny ze mnie człek...

Tu nie pasuje mi coś z akcentami, chyba za dużo zgłosek napchane jest.


Co do trolejbusu - tu nic mądrego, ani nowego raczej nie napiszę. Pierwsza wersja jest (w moim odczuciu) ładniejsza, druga - wierniejsza. Zatem kolejny raz wracamy do starego problemu dotyczącego tłumczeń i kobiet.
Ogólnie nie mam się do czego przyczepić ;P.

Tom z Sopotu
01-09-2008, 20:25
Ах, я смешной человек...
Ach, jak śmieszny ze mnie człek...

Tu nie pasuje mi coś z akcentami, chyba za dużo zgłosek napchane jest.

Wydaje mi się, że zgłosek jest tyle co w oryginale, ale może nie czuję akcentu oryginału. Jak to zdanie powinno być właściwie akcentowane po rosyjsku?

Exul
01-09-2008, 23:36
W moim odczuciu, w drugim wersie każdej zwrotki akcent pada na 1, 4 i 7 zgłoskę. Zaznaczam jednak, że nie jestem ekspertem, tylko samoukiem, średnio radzącym sobie z językiem rosyjskim.

Tom z Sopotu
01-10-2008, 11:50
W moim odczuciu, w drugim wersie każdej zwrotki akcent pada na 1, 4 i 7 zgłoskę. Zaznaczam jednak, że nie jestem ekspertem, tylko samoukiem, średnio radzącym sobie z językiem rosyjskim.

Takoż i ja. Albo gorzej niż średnio nawet. :-)
Jeżeli na 4. zgłoskę, to faktycznie zdałoby się coś zmienić. Nie wiem czemu założyłem, że na 3., jak w polskim...

Gosia
01-10-2008, 12:25
Chciałabym jeszcze powrócić do wątku "piękno, a wierność oryginałowi".

Zdaje się, że już z Tomem prawie zgodnie skłonni byliśmy przyznać, iż wierność oryginałowi jest ważniejsza, a tu natknęłam się na wywiad z wybitną tłumaczką (m.in. mojego ulubieńca z czasów buntu Alberta Camusa ;) ), panią Joanną Guze, która zdecydowanie opowiada się za swobodą tłumacza...

http://www.gazetawyborcza.pl/1,75475,4807877.html

no i znowu bałagan się robi w tym temacie... :confused:

Tom z Sopotu
01-10-2008, 12:48
Hm... Guze jest oczywiście o niebo bardziej doświadsczoną tłumaczką ode mnie, ale nie we wszystkim się z nią zgadzam. Nadal uważam, że tłumacz nie powinien sobie dawać nadmiernej swobody, a uzasadnianie tego zachowywaniem rzekomego "ducha", jest przede wszystkim wymówką dla własnej nieudolności, lenistwa, ambicji - niepotrzebne skreślić. Dużo bliższe jest dla mnie tłumaczenie, o jakim ona wspomina: w jaki sposób Tuwim tłumaczył Puszkina.
Z drugiej strony wiem, że są utwory, których się dosłownie przetłumczyć nie da. Wczoraj powróciłem do zarzuconego zamiaru przetłumaczenia pewnej hiszpańskiej piosenki. Zarzuciłem go, bo nie byłem w stanie pokonać zasadniczej trudności - piosenka "Hijo de la luna" jest legendą o Księżycu, który zabrał Cygance dziecko. Z tym że Luna jest po hiszpańsku płci żeńskiej, chce być matką, dziecko miałoby ją uczynić kobietą - to wszystko jest w tekście. Nie wiem, jak z tego wybrnąć. Albo zostawię Lunę, jako słowo zrozumiałe także dla większości Polaków, albo będę musiał zmienić tekst (i treść legendy) na tyle, żeby płeć nie była istotna. Myślę o dwóch wersjach - w drugiej będzie trzeba odstąpić od wierności oryginałowi.

Petro
01-15-2008, 20:47
To jest kwestia kompromisu.
Każdy ma jakieś ograniczenia i niewielu zbliży się do genialnego poziomu Tuwima czy Boya. Tłumaczyć należy jak najwierniej, ale co to znaczy? Czy wiernością jest wierność formie, czy treści (abstrahując od obowiązujących teorii poetyckich).
Inaczej tłumaczy się eseje a inaczej bajki dla dzieci. Inaczej angielski i inaczej chiński.
Zawsze trzeba podjąć jakąś decyzję i dostosować się do potrzeb, nie ma uniwersalnego klucza. Wszystkie drzwi to można otworzyć tylko łomem, a chyba nie o to chodzi.

Tom z Sopotu
01-22-2008, 21:46
Tłumaczyć należy jak najwierniej, ale co to znaczy? Czy wiernością jest wierność formie, czy treści (abstrahując od obowiązujących teorii poetyckich).

Tak jak napisałem wyżej, wydaje mi się, że będąc jak-najdoskonalej-się-tylko-da wiernym literze (wolę to tak nazywać, nie chcę w tym akurat miejscu przeciwstawiać treści formie), z wszelkimi niuansami, z całą wieloznacznością słowa, jaka tylko jest możliwa do przeniesienia na inny język, nie da się zgubić i treści, rozumianej szeroko. Oczywiście, sytuację idealną rzadko spotykamy, zwykle gdzieś trzeba ustąpić.

No dobrze, jednak przeciwstawię formę treści, ugryzę to od innej strony: generalnie (abstrahując nawet od tłumaczeń) jestem raczej zwolennikiem wyższości formy nad treścią, a już zwłaszcza w poezji. Najważniejszy jest pomysł, zabawa słowem. A zatem, kiedy autor oryginału bawi się formą, powinniśmy znaleźć w tłumaczeniu odpowiednik takiej zabawy, nawet jeśli na moment nam treść gdzieś umknie. Na moment - a więc nie przenośmy jej na sąsiednią stronę, starajmy się pozostać blisko, także w sensie odległości punktów na papierze.
Tłumacząc "Shape of my heart" musiałem więc poświęcić precyzję odwzorowania treści, żeby w miarę wiernie odtworzyć sam sens zabawy wieloma znaczeniami poszczególnych słów i wyrażeń. Ale ta formalna zabawa przecież stanowi także integralną część przekazywanej treści! Tłumacząc "The piano has been drinkin'", stwierdziłem że muszę np. znaleźć odpowiednik nawet takiego detalu jak brzmienie słów w zestawieniu - u Waitsa było "the carpet needs a haircut", co wydało mi się celową żonglerką brzmieniem "carpet-haircut". Po długim myśleniu znalazłem więc jakiś pomysł na to w innym miejscu tego wersu: "dywan dawno nie strzygł się". Ta zabawa formą przypada więc w innym punkcie zdania, ale w ogóle nadal w nim jest, więc chyba dochowałem wierności formie. A z kolei całość wersu zachowuje mniej-więcej sens wersu oryginalnego, więc dochowałem jednocześnie wierności treści.
I o to chyba chodzi, przynajmniej mi. Dbając o szczegół formy, dbamy również o treść - o intencję autora, o tego "ducha" nieszczęsnego. Natomiast odchodząc od formy, zmieniając oryginalny rytm, lekceważąc pomysły autora, przestawiając fragmenty utworu, pomijając jedne, a dodając inne - nie dochowujemy treści ani formie, ani treści. Ani literze, ani duchowi. Swobodne tłumaczenie nie jest w mojej opinii, by tak rzec, tłumaczeniem "pełnoprawnym", nie spełnia do końca funkcji tłumaczenia, przestaje nim być, staje się gatunkiem samoistnym. Być może będzie dziełem błyskotliwym lub nawet genialnym - ale nie kongenialnym. Będzie w ogóle innym utworem niż oryginał. Innym nie tylko w sensie "różniącym się", ale "nietożsamym". Będzie innym dziełem innego autora.

Tom z Sopotu
02-15-2008, 18:26
Uch, pokazałem swoje tłumaczenia Okudżawy Pawłowi Orkiszowi. Długo sie nie odzywał, a potem... Cóż, nie powiem że je "zjechał", ale nie podobały mu się, chodziło głównie o akcenty. Jego zdaniem należy je odwzorowywać z oryginału precyzyjniej niż ja to zrobiłem. Nieosłuchanie z językiem się mści - muszę jeszcze nad tym popracować. Chyba że Paweł powie, żebym sobie darował w ogóle, bo mi nie idzie... :-/
Zaprosiłem Pawła na forum. Nie wiem, czy zechce wpaść, ale pewnie miałby kilka cennych dla nas uwag.

Tom z Sopotu
01-14-2009, 14:08
No to wprowadziłem drobne poprawki, po dłuższym zniechęceniu. Nie wiem, czy teraz akcenty się zgadzają - może jakiś rusycysta sprawdzi?

ПОЛНОЧНЫЙ ТРОЛЛЕЙБУС
PÓŁNOCNY TROLEJBUS

Когда мне невмочь пересилить беду,
Gdy rady nie sposób już losom dać złym,
когда подступает отчаянье,
gdy rozpacz przybliża się do mnie,
я в синий троллейбус сажусь на ходу,
w niebieski trolejbus wskakuję co sił,
в последний,
w ostatni,
в случайный.
w dowolny.


Полночный троллейбус, по улице мчи,
Północny trolejbus ulicą mknie gdzieś
верши по бульварам круженье,
z bulwarów wyławia nieszczęścia,
чтоб всех подобрать, потерпевших в ночи
tych z nocnych katastrof zagarnia tam w sieć
крушенье,
od klęski
крушенье.
do klęski.


Полночный троллейбус, мне дверь отвори!
Północny trolejbus otworzy mi drzwi,
Я знаю, как в зябкую полночь
a ja wiem, że w północ tę mroźną
твои пассажиры - матросы твои -
załoga – podróżni, co płyną nim
приходят
na pomoc
на помощь.
podążą.


Я с ними не раз уходил от беды,
Już z nimi uszedłem od biedy nie raz,
я к ним прикасался плечами...
na ich się wspierałem ramieniu...
Как много, представьте себе, доброты
Bo ileż dobroci, zastanów się, masz
в молчанье,
w milczeniu,
в молчанье.
w milczeniu.


Полночный троллейбус плывет по Москве,
Północny trolejbus gna przez Gdyni toń
Москва, как река, затухает,
i Gdynia jak rzeka już znika,
и боль, что скворчонком стучала в виске,
a ból, co jak serce dzwonu bił w skroń
стихает,
ucicha,
стихает.
ucicha.

Paweł Orkisz zakwestionował też mój sposób tłumaczenia słowa "случайный" - jego zdaniem tu nie chodzi o dowolny trolejbus, ale ten konkretnie jeden, ostatni, ostatni ratunek. No ale mi się wydaje, że "dowolny" jest wystarczająco blisko "przypadkowego", by było to trafne tłumaczenie. Według mnie, owa przypadkowość czy dowolność dotyczy tego, jaki numer ma ten trolejbus, czy dokąd jedzie - ważne, że jest ostatnim, który może zebrać tych wszystkich poszkodowanych w swoich prywatnych, nocnych katastrofach, obojętnie, jaką ma dalej trasę.

michalina
01-14-2009, 14:37
Obiecuję, że jak znajdę chwil;kę, żeby przeczytać cały wątek i "doliczyć się" zgłosek i akcentów ;) dam znać :)

Tom z Sopotu
01-14-2009, 15:01
Z góry dziękuję! Inne uwagi też mile widziane.

Tom z Sopotu
01-19-2009, 12:48
Obiecuję, że jak znajdę chwil;kę, żeby przeczytać cały wątek i "doliczyć się" zgłosek i akcentów ;) dam znać :)

Nieśmiało przypominam o sobie. :)

moskit
01-20-2009, 20:48
A oto rzeczona "Modlitwa" w dwóch konkurencyjnych tłumaczeniach:



(...)

Odmienny tytuł nie jest błędem - jeden z tłumaczy zdecydował się zachować pierwotny tytuł piosenki, wybrany przez autora. Mandalian wygrywa przede wszystkim rytmiką opartą na oryginale, Szenfeld ma też kilka potknięć (np. częstochowski rym "wstaje-dostaje", czy zupełnie niedopuszczalne zestawienie "woli-woli"), ale oba tłumaczenia są wierne i dzięki temu jestem w stanie w ogóle je porównać. Czy potrafiłbym to równie dobrze zrobić, gdyby były to wolne przekłady? Mam poważne wątpliwości. A tak, na bok odłożywszy jasną kwestię, że obaj dochowali wierności autorowi, mogę się spokojnie zająć oceną wyłącznie jakości artystycznej.
Stawiam więc na wierność. Dobry tłumacz sprawi, że i piękno się ujawni - kiepski natomiast albo polegnie artystycznie, albo będzie zasłaniał swą niemoc prawdziwym czy wyimaginowanym tylko, kto wie, "duchem".

Ciekawym Waszych opinii. :-)

Bardzo lubię ten tekst, tłumaczenie Szenfelda, pomimo, jak piszesz, potknięć, mnie ujmuje bardziej, widocznie przedkładam to coś, swoistego rodzaju poetyckość, nad rytmikę Mandaliana :)

moskit
01-20-2009, 20:52
ПОЛНОЧНЫЙ ТРОЛЛЕЙБУС
PÓŁNOCNY TROLEJBUS



Powiem szczerze, jestem pełen podziwu dla tłumaczenia... ale ów "północny" nie daje mi spokoju. W oryginale chodzi o trolejbus jeżdżący po północy, mnie osobiście polski wyraz "północny" kojarzy się bardziej z kierunkiem, rejonem, jak na przykład Praga Północ, itp.

Tom z Sopotu
01-20-2009, 21:59
Powiem szczerze, jestem pełen podziwu dla tłumaczenia... ale ów "północny" nie daje mi spokoju. W oryginale chodzi o trolejbus jeżdżący po północy, mnie osobiście polski wyraz "północny" kojarzy się bardziej z kierunkiem, rejonem, jak na przykład Praga Północ, itp.

Dziękuję. :) Cały czas jednak nie jestem pewien tych akcentów, a w piosence to jednak ważne.

Cóż, owa północ już nie raz i niejednemu stanęła na drodze, w innych językach godzina i kierunek są zwykle rozdzielone. Niemniej, mimo bardziej może oczywistych skojarzeń ze stroną świata, mamy też np. "północną porę" lub "godzinę", a także "południowe słońce" czy takiż "skwar". Wolałem więc zaryzykować tę chwilę zastanowienia u czytelnika (czy słuchacza) - po przecież dłużej niż chwilę nikt skołowany tą dwuznacznością nie będzie - niż wymyślać coś bardziej odległego od oryginału i zapewne bardziej niezgrabnego od "północnego trolejbusu". Mógłby być oczywiście po prostu "nocny", ale nie ma to tej samej siły, co "trolejbus o północy", a przy tym użycie tego słowa wymagałoby kolejnych wypełniaczy rytmicznych, niepotrzebnego "watowania" wersu. W razie czego, mogę sie też głupawo bronić, że tak Moskwa, jak Gdynia leżą przecież na pólnocy. ;)

moskit
01-22-2009, 12:28
Mógłby być oczywiście po prostu "nocny", ale nie ma to tej samej siły, co "trolejbus o północy", a przy tym użycie tego słowa wymagałoby kolejnych wypełniaczy rytmicznych, niepotrzebnego "watowania" wersu. W razie czego, mogę sie też głupawo bronić, że tak Moskwa, jak Gdynia leżą przecież na pólnocy. ;)

Myślę, że masz racje, po dłuższym zastanowieniu (oczywiście nie przesadnym), wydaje mi sie, że inaczej przetłumaczyć się tego wyrażenia nie da :)

michalina
01-27-2009, 21:03
Cóż, owa północ już nie raz i niejednemu stanęła na drodze, w innych językach godzina i kierunek są zwykle rozdzielone. Niemniej, mimo bardziej może oczywistych skojarzeń ze stroną świata, mamy też np. "północną porę" lub "godzinę", a także "południowe słońce" czy takiż "skwar". Wolałem więc zaryzykować tę chwilę zastanowienia u czytelnika (czy słuchacza) - po przecież dłużej niż chwilę nikt skołowany tą dwuznacznością nie będzie - niż wymyślać coś bardziej odległego od oryginału i zapewne bardziej niezgrabnego od "północnego trolejbusu". Mógłby być oczywiście po prostu "nocny", ale nie ma to tej samej siły, co "trolejbus o północy", a przy tym użycie tego słowa wymagałoby kolejnych wypełniaczy rytmicznych, niepotrzebnego "watowania" wersu. W razie czego, mogę sie też głupawo bronić, że tak Moskwa, jak Gdynia leżą przecież na pólnocy. ;)

Po dłuższej przerwie i poważnym zastanowieniu... Tom, Twoje tłumaczenie osobiście mi się podoba... ale jeśli już mam doszukiwać się czegokolwiek... proszę bardzo:

doceniając Twoją grę słów (wiersz "Północny trolejbus"), zgodzę się jednak z Moskitem, że owa północ kojarzy się w Twoim tłumaczeniu, zresztą w języku polskim w ogóle, z kierunkiem geograficznym przede wszystkim. W tym przypadku bardziej podoba mi się jednak tłumaczenie Mandaliana, gdzie mamy "ostatni trolejbus"... jako ten, które jest ostatnią deską ratunku. W tekście wiersza, zresztą w Twoim tłumaczeniu również, są odwołania do tego, jaki to trolejbus i o jakiej porze jeździ, więc może nie trzeba tego akcentować epitetem przed słowem trolejbus. To oczywiście czepialstwo... szukanie dziury w całym :)

michalina
01-27-2009, 21:14
ПОЛНОЧНЫЙ ТРОЛЛЕЙБУС
PÓŁNOCNY TROLEJBUS

do klęski


Полночный троллейбус, мне дверь отвори!
Północny trolejbus otworzy mi drzwi,
Я знаю, как в зябкую полночь
a ja wiem, że w północ tę mroźną
твои пассажиры - матросы твои -
załoga – podróżni, co płyną nim
приходят
na pomoc
на помощь.
podążą.



Czepiając się dalej... Cytat "Północny trolejbus otworzy mi drzwi" mnie osobiście nie daje spokoju. W oryginale jest tryb rozkazujący i wykrzyknik, oczyma wyobraźni widzę więc zdesperowanego człowieka, który chce dostać się do owego trolejbusa. U Ciebie... oczyma wyobraźni widzę człowieka, który wsiada z łaską, bo trolejbus podjechał i drzwi otworzył... dość grzecznie. I... desperację tę dostrzegł również Mandalian ;)

michalina
01-27-2009, 21:21
Полночный троллейбус плывет по Москве,
Północny trolejbus gna przez Gdyni toń
Москва, как река, затухает,
i Gdynia jak rzeka już znika,


Myśląc dalej, do czego, by się tu jeszcze przyczepić... ;) nieco abstrakcyjne wydaje mi się ów znikanie Gdyni jak rzeka... (zauważ, że Gdynia mi nie przeszkadza), rzeka nie może znikać, ona nadal gdzieś tam jest i będzie, jej obraz może stać się tylko mniej wyraźny, rozmyty, słowem... zamieniłabym : "I Gdynia jak rzeki bieg znika" (liczba zgłosek bez zmian) :)

michalina
01-27-2009, 21:30
Paweł Orkisz zakwestionował też mój sposób tłumaczenia słowa "случайный" - jego zdaniem tu nie chodzi o dowolny trolejbus, ale ten konkretnie jeden, ostatni, ostatni ratunek. No ale mi się wydaje, że "dowolny" jest wystarczająco blisko "przypadkowego", by było to trafne tłumaczenie. Według mnie, owa przypadkowość czy dowolność dotyczy tego, jaki numer ma ten trolejbus, czy dokąd jedzie - ważne, że jest ostatnim, który może zebrać tych wszystkich poszkodowanych w swoich prywatnych, nocnych katastrofach, obojętnie, jaką ma dalej trasę.

No i tutaj się z Tobą zgodzę :)

michalina
01-27-2009, 21:44
крушенье,
od klęski
крушенье.
do klęski




Intryguje mnie, dlaczego "od" klęski "do" klęski, czy to tylko kwestia zgłosek?, w drugiej wersji pojawia się, moim zdaniem, bardziej trafne tłumaczenie "z katastrof, z katastrof", ale w trzeciej wracasz do pierwotnej ... klęski ;)
Zresztą cała ta strofa, no może z wyjątkiem jednej linijki- "bulwary okrąża przez miasto" (troszke bez sensu, nie uważasz?) podoba mi się bardziej... znów oczyma wyobraźni widzę ludzi, których trolejbus wyławia z katastrof... jako ten ostatni ratunek. w wersji pierwszej i ostatecznej... mam wrażenie, ze ów klęska to przystanek, cała linia klęsk- przystanków :) no.......... chyba, że klęską są Ci ludzie........ale i tak bez sensu... stylistycznie...

michalina
01-27-2009, 21:50
W moim odczuciu, w drugim wersie każdej zwrotki akcent pada na 1, 4 i 7 zgłoskę. Zaznaczam jednak, że nie jestem ekspertem, tylko samoukiem, średnio radzącym sobie z językiem rosyjskim.

W rosyjskiej rzeczywiście pada na 1, 4 i 7, u Ciebie, Tom, zamiast na 4 sylabę- na trzecią.Alternatywy dla Twego tłumaczenia nie wymyśliłam ;)

Ewentualnie... "Ach, ja pocieszny człowiek"- akcent się zgadza, ale... cytat nie brzmi :)

Tom z Sopotu
01-28-2009, 11:58
Czepiając się dalej... Cytat "Północny trolejbus otworzy mi drzwi" mnie osobiście nie daje spokoju. W oryginale jest tryb rozkazujący i wykrzyknik, oczyma wyobraźni widzę więc zdesperowanego człowieka, który chce dostać się do owego trolejbusa. U Ciebie... oczyma wyobraźni widzę człowieka, który wsiada z łaską, bo trolejbus podjechał i drzwi otworzył... dość grzecznie. I... desperację tę dostrzegł również Mandalian ;)

Prawda to. Zrezygnowałem z trybu rozkazującego ze względów akcentowych. Po prostu nie znalazłem polskiej frazy rozkazującej, którą dałoby sie wpasować w ten rytm.

Tom z Sopotu
01-28-2009, 11:59
Myśląc dalej, do czego, by się tu jeszcze przyczepić... ;) nieco abstrakcyjne wydaje mi się ów znikanie Gdyni jak rzeka... (zauważ, że Gdynia mi nie przeszkadza), rzeka nie może znikać, ona nadal gdzieś tam jest i będzie, jej obraz może stać się tylko mniej wyraźny, rozmyty, słowem... zamieniłabym : "I Gdynia jak rzeki bieg znika" (liczba zgłosek bez zmian) :)

A jak jest w oryginale? Wydaje mi się, że akurat przetłumaczyłem dosłownie - nie moją rolą jest w końcu poprawiać Okudżawę. :)

Tom z Sopotu
01-28-2009, 12:05
Intryguje mnie, dlaczego "od" klęski "do" klęski, czy to tylko kwestia zgłosek?, w drugiej wersji pojawia się, moim zdaniem, bardziej trafne tłumaczenie "z katastrof, z katastrof", ale w trzeciej wracasz do pierwotnej ... klęski ;)
Zresztą cała ta strofa, no może z wyjątkiem jednej linijki- "bulwary okrąża przez miasto" (troszke bez sensu, nie uważasz?) podoba mi się bardziej... znów oczyma wyobraźni widzę ludzi, których trolejbus wyławia z katastrof... jako ten ostatni ratunek. w wersji pierwszej i ostatecznej... mam wrażenie, ze ów klęska to przystanek, cała linia klęsk- przystanków :) no.......... chyba, że klęską są Ci ludzie........ale i tak bez sensu... stylistycznie...

Nie wiem, czy to wersja ostyateczna - ta zwrotka mnie ciągle męczy. Fakt, te "bulwary..." są kulawe.
Natomiast co do katastrof - pozostawiłem je, tylko dałem o wers wcześniej. Pomysł, że trolejbus będzie zbierał te "ludzkie klęski", "indywidualne katastrofy" z kolejnych przystanków, świadomie uznałem za pewne wzbogacenie (niezbyt zresztą duże) oryginału. Mandalian, moim zdaniem, dużo bardziej w tej zwrotce poprzestawiał i namieszał.

Tom z Sopotu
01-28-2009, 12:10
W rosyjskiej rzeczywiście pada na 1, 4 i 7, u Ciebie, Tom, zamiast na 4 sylabę- na trzecią.Alternatywy dla Twego tłumaczenia nie wymyśliłam ;)

Ewentualnie... "Ach, ja pocieszny człowiek"- akcent się zgadza, ale... cytat nie brzmi :)

Naprawdę tak to trzeba akcentować? W życiu bym nie wpadł... Całe życie myślałem, że "czieławiek" akcentuje się na ostatnią sylabę, czyli inaczej niż "człowiek". Jestem straszliwie nieosłuchany z tym językiem. :(
Z tego tłumaczenia jednak rezygnuję ostatecznie, nie mam do niego więcej siły. Mój poprzednik w ogóle nie przejmował się oryginalnym rytmem, więc pójdę w jego ślady po prostu.

Natomiast, jak rozumiem z braku uwag, w przekładzie "Trolejbusu" wszystkie akcenty są w porządku? To dla mnie ważniejsze, bo w tym wypadku chodzi o piosenkę, rytm musi się zgadzać.

michalina
01-31-2009, 20:59
Z tego tłumaczenia jednak rezygnuję ostatecznie, nie mam do niego więcej siły. Mój poprzednik w ogóle nie przejmował się oryginalnym rytmem, więc pójdę w jego ślady po prostu.



Szkoda, bo tłumaczenie naprawdę jest dobre, szczerze, a moje uwagi były tylko... czepialskie i "wymyślne" ;)

Tom z Sopotu
02-01-2009, 02:39
Szkoda, bo tłumaczenie naprawdę jest dobre, szczerze, a moje uwagi były tylko... czepialskie i "wymyślne" ;)

Jako rzekłem: bardziej mnie interesuje "Trolejbus" - i nad nim jeszcze popracuję, przy Waszej pomocy, jeśli zechcecie. Póki co, dziękuję za dotychczasowe uwagi - sam pewnie bym tych wad nie dostrzegł, więc wiem, nad czym jeszcze trzeba popracować. Jestem wdzięczny bez cienia kokieterii, szczerze. Czekam na więcej.