PDA

View Full Version : Problemy z korepetycjami...


dominica85
03-15-2012, 12:04
Jako, ze udzielamy korepetycji, niektorzy z nas wiecej, niektorzy mniej jestem ciekawa z jakimi problemami dotyczacymi swoich uczniow stykacie sie na codzien. Osobiscie u mnie najczestszym zjawiskiem jakie moge zaobserwowac jest odwolywanie korepetycji. Mimo, ze na poczatku kazdej wspolpracy z dana osoba mowie, ze mozna odwolac korki dzien przed, albo ewentualnie rano, kiedy zajecia powiedzmy ma sie wieczorem, nigdy natomiast 2 h przed zajeciami (chyba ze jest mega sytuacja awaryjna- wypadek, szpital itp) Odwoluja lekcje zarowno dorosli jak i mlodziez/ dzieci (ich rodzice) bo... ktos dluzej na basenie bedzie plywal, bo kogos dzis glowka boli itp itd.
Pokusilabym sie o stwierdzenie, ze ciagle trafiaja mi sie uczniowie malo chetni do nauki i moge ze 100% pewnoscia powiedziec, ze jezyka wloskiego ucza sie bo lubia (ale bez emocji!), a konkretnego celu zyciowego zwiazanego z intensywna nauka wloskiego (matura,egzamin) nie maja, stad wynika ten problem. Malo tego! Moje kolezanki maja bardzo podobnie. Kiedy uczniowi sie zechce, to przychodzi, a jak nie..to odwoluje. Nawet dorosle osoby!
Taki slomiany zapal... przyjdzie raz, drugi, trzeci na zajecia a potem zadzwoni, ze go nie bedzie..
Takich uczniow mam mnostwo no i juz mi rece opadaja...bo na poczatku wspolpracy kombinuja z terminami, z godzinami, wszystko chcieliby ustawic "pod siebie" a potem niestety nie chodza i zazwyczaj nasza wspolpraca sie konczy bo szkoda nerwow na takie osoby malo powazne.
Zapisuja sie, robia misz masz, a potem olewaja zajecia.. Jak Wy sobie z takim czyms radzicie?jesli oczywiscie zdarzaja sie Wam takie "przeboje". Zakladam, ze to zalezy w duzej mierze od jezyka. Pewnie angielski cieszy sie duzym powodzeniem i na angielski ludzie chodza bo matura, bo egzaminy, bo cos tam..bo angielski to w dzisiejszych czasach przeciez MUS;)

soussan
03-15-2012, 12:17
Nie ma reguły, zależy od osoby i od, ja wiem, wychowania. Zawsze na początku współpracy powtarzam wszystkim uczniom oraz ich rodzicom (chociaż wychodzę z założenia, że maturzysta, jako osoba pełnoletnia, powinien być sam za siebie i swoje zachowanie odpowiedzialny), że proszę o zawiadamianie o odwołanych zajęciach dzień wcześniej. Mnie samej przez 5 lat udzielania korepetycji w ostatniej chwili zdarzyło się odwołać lekcję raz, ale był to nagły przypadek zdrowotny. Niestety nie wszyscy podchodzą do takiej prośby poważnie.
Jak sobie z tym radzić? Najpierw zwracam uwagę, że prosiłam o wcześniejsze informowanie. Wszak mój czas również jest ważny, nieraz mam tak ułożone plany, żeby móc odpowiednio dojechać na korepetycje. Jeżeli widzę, że uczniowi nie zależy na lekcjach, to nie mam litości - zrywam współpracę. Szkoda czasu, i mojego i ucznia, a na to miejsce zawsze można znaleźć kogoś innego.

Istnieje oczywiście druga strona medalu - nasze własne problemy. Poruszam się po Warszawie, dojeżdżam do ucznia a zajęcia często odbywają w godzinach popołudniowych, w których na mieście są korki. W sytuacji gdy widzę, że grozi mi spóźnienie na zajęcia, zawsze piszę smsa. Tak samo jeśli muszę przełożyć zajęcia na inną godzinę - też uprzedzam o tym tak wcześnie jak się da. Mimo to zdarzyło mi się, że matka uczennicy obsztorcowała mnie, i to przy niej, zupełnie jakbym była koleżanką jej córki, a nie osobą, która udziela jej lekcji - i to mimo wcześniejszego zawiadomienia. Takie zachowanie jest w moim mniemaniu też nie do przyjęcia, powinien być wyraźny dystans w relacji uczeń-korepetytor i rodzic-korepetytor.

dominica85
03-15-2012, 12:28
Ja wzielam sie na sposob taki, ze uczniowie wplacali mi z gory pieniadze za lekcje. Mozna powiedziec, ze mialam wtedy praktycznie ciagle lekcje bez odwolywania, jakies tam sporadyczne odwolywania byly, ale tym samym krecilam bicz na siebie poniewaz, jesli u mnie cos wypadlo to wtedy pojawial sie problem dla mnie bo nie chcialam kasy oddawac, a musialam gdzies w grafiku odrobic te zajecia. Dlatego tez wole brac pieniadze "po lekcji". Jesli komus cos sie nie spodoba, nie musimy sie wiecej widziec.
Wszystko ma swoje plusy i minusy, ale wykruszanie sie uczniow jest notoryczne. Zapal do nauki jest chwilowy, chcieliby godziny super ekstra dostosowac, tanie lekcje, najlepiej z dojazdem do domu;) czego niestety nie da sie zrobic! Atrakcyjnosc zajec jest duza, wiec sila rzeczy powinni chodzic, ale coraz bardziej utwierdzam sie w przekonaniu, ze uczniowie traktuja jezyk wloski poprostu jako fajny przerywnik w czasie wolnym, tak aby jakos urozmaicic sobie czas. A jak mu sie nie chce, to odwola zajecia i po sprawie:rolleyes:
To przykre, ze ludzie sie nie licza z innymi, bo na jego miejsce o ktore ktos tak sie ubiegal i walczyl o dana godzine, moglabym spokojnie wpisac kogos innego, ktory bardzo chetnie uczylby sie..

paula91
03-15-2012, 17:22
Dokładnie to zależy od danej osoby i jej podejścia, jeśli komuś tak naprawdę nie zależy, żeby uczyć się angielskiego, czy jakiegokolwiek innego przedmiotu to wiadomo, ze bedzie olewał zajęcia nie przygotowywał się.. Naprawdę ciężko jest trafić do takich osób, ale nie można też podchodzić do tego nerwowo. Zajęcia prowadź z uśmiechem, na luzie, żeby dana osoba sama chciała do Ciebie wrócić :)

megan1
03-15-2012, 19:11
Też mnie to drażni i dzisiaj miałam podobny przypadek - na dwie godziny dziewczyna napisała, że jej nie będzie. I szlag człowieka trafia, bo przygotowałam tę lekcję, dzień zaplanowałam tak że dostosowałam się do niej. Jeżeli wiedziałabym wcześniej to zaaranżowałabym sobie inną lekcję, ale na dwie godziny przed nie ma takiej możliwości.
Z firmami normalnie podpisuję umowę, w której jest napisane, że można odwołać, ale na 24 h przed, a jak nie to muszą za tę godzinę zapłacić, ale z lekcjami indywidualnymi jest różnie. Jedna mam sama zaproponowała mi takie rozwiązanie i byłam zdumiona, ale to tylko jedna osoba na 10.
Pomysł z tym żeby wcześniej pobierać pieniądze jest ok, ale wydaje mi się, że mógłby być z tym problem - ludzie są po prostu nieufni. Spisanie umowy z taką osobą też niewiele daje, bo przecież nie będziemy się z kimś sądzić o 50 zł.
Jeżeli ktoś ma jakiś pomysł jak to załatwić to będę mu dozgonnie wdzięczna.

patrycja87
03-15-2012, 22:00
Niestety jest to chyba najczęstszy problem i nie ma na niego rady. U mnie tez tak było, zajęcia odwoływane na godzina a nawet 20min przed zajęciami - aż się w człowieku gotuje! Też dziwi mnie, że pomimo że ludzie płacą pieniądze nie za bardzo przykładają się do tej nauki i często są nieprzygotowani, a tym samym rozwalają mi plan zajęć.

7ala7
03-15-2012, 22:40
Uważam, że najlepszym rozwiązaniem jest mimo wszystko zawarcie umowy z uczniem tak jak robi się w większości szkół językowych. Opłata miesięczna zawiera dajmy na to 4 godziny lekcyjne jeśli któraś przepadnie musi być odrobiona w przeciągu tego samego miesiąca np na zasadzie przedłużania zajęć bądź do końca następnego inaczej przepada. Dozwolonym czasem na odwołanie zajęć powinny być 24 godz po tym terminie zajęcia przepadają. i tyle... nie sądzę by cokolwiek innego mogło zmotywować uczniów jak i ich rodziców do pilnej nauki ;)

dominica85
03-16-2012, 07:39
Zgadzam sie, ale tutaj mowimy o umowie wtedy kiedy ma sie dzialanosc gospodarcza, bo srednio to widze, ze ustalamy sobie jakies zasady z uczniami , sztywno sie ich trzymamy, no ale tej umowy to jednak nie mamy...W sensie..jak nie mamy umowy to nie ma sensu co podskakiwac.

wretchedweather
03-16-2012, 12:41
Oprócz odwoływania zajęć w ostatniej chwili dużym problemem jest też często nieprzygotowanie uczniów. Kiedyś udzielałam korepetycji dwóm chłopcom. To byli bracia, starszy miał już w szkole angielski, a młodszy miał się dodatkowo douczyć. Efekt był taki, że młodszy w ogóle nic nie powtarzał w domu i nic się nie uczył, bo nie miał motywacji.

Brittany
03-18-2012, 11:45
dominica85, może daj do podpisania umowę, w której znajdują się zapisy dot. częstotliwości odwoływania zajęć lub ewentualnie płatności w wysokości 50% za kolejną odwołaną lekcję. Rozliczajcie się na koniec miesiąca na podstawie umowy, bo tak to faktycznie niektórym się wydaje, że nie mają żadnych zobowiązań i nie potrafią uszanować czasu nauczyciela.

Ja zarówno nauczałam angielskiego, jak i uczęszczałam na korepetycje z tego języka. Ale moim głównym problemem byli korepetytorzy, którzy nie tyle odwoływali pojedyncze zajęcia, co rezygnowali jak odechciało im się uczyć. Pamiętam jak któregoś razu poszłam na zajęcia i pocałowałam klamkę. Wracając do domu dostałam SMSa o tym, że zajęcia są odwołane.

Keliah
03-18-2012, 15:58
Zakladam, ze to zalezy w duzej mierze od jezyka. Pewnie angielski cieszy sie duzym powodzeniem i na angielski ludzie chodza bo matura, bo egzaminy, bo cos tam..bo angielski to w dzisiejszych czasach przeciez MUS;)

Właśnie dlatego, mam wrażenie, z angielskim jest najgorzej. Większość moich uczniów to gimnazjaliści lub maturzyści, którzy na zajęcia przychodzą tylko dlatego, że "rodzice każą". Przy takim podejściu nie dość, że niespecjalnie chce im się uczyć, to ciągle odwołują zajęcia. Z tego co zauważyłem, często nawet nie z lenistwa czy niechęci do nauki tylko z powodu tego, że mają korepetycje ze WSZYSTKIEGO i ciągle coś tam im się zmienia. Obecnie wśród rodziców ciągle rozsiewana jest panika, że bez dobrych wyników z tego czy tamtego egzaminu ich dziecko ma zamkniętą dalszą drogę do edukacji.

skooli
03-18-2012, 18:19
Może należy w takiej sytuacji wyjaśnić warunki współpracy na początku. Bo chociażby korepetytor na uszach zatańczył, a uczeń nie będzie chciał się nauczyć, to i tak tego nie zrobi. A jedyne co pozostanie to niesmak i może się zdarzyć że również i utrata potencjalnych uczniów. Trzeba również porozmawiać z rodzicami, którzy zazwyczaj finansują takie zajęcia (nawet pełnoletnim maturzystom) i poznać ich oczekiwania. A w najgorszej sytuacji może lepiej zrezygnować z takiego niepewnego ucznia na rzecz takiego, który będzie rzetelnie uczęszczał na zajęcia. Bo jeśli ktoś przychodzi od czasu do czasu, a potem jeszcze będzie miał pretensje za złe przygotowanie, to lepiej nie brać na siebie takiej odpowiedzialności.

merrik
03-18-2012, 20:59
Odwoływanie zajęć to poważny problem - ale na to jest prosta rada - umowa. Niemniej mnie zawsze irytowali najbardziej rodzice, ewidentnie zmuszający dzieci do pracy ponad mozliwości i potrzeby. Rozumiem, takie czasy, że wiele rzeczy trzeba umieć, ale moim zdaniem zajmowanie 10-12 latkowi każdego popołudnia mija się z celem. Znacznie gorzej pracuje się z dzieckiem, które jest przepracowane.

thequeenofcheese
03-19-2012, 09:53
do pewnego wieku okreslenie 'dobry uczeń' odnosi się do dziecka/osoby która wykonuje z nalezyta uwagą i wysiłkiem polecenia (pokusze sie o stwierdzenie że pewnie do wieku 67 lat, gdy to przechodzimy w końcu na emeryturę ;) )
dzieci jak i dorosłych trzeba zainteresować i chociaż nie jestem akurat fanką stwierdzenia że uczeń nas musi koniecznie lubić to jeśli urozmaica sie zajęcia i w szkole widać efekty to dziecko sie naturalnie motywuje.


Mi się wydaje że to dorośli są problemem, którzy albo są zbyt pobłażliwi albo nie mają zbytniego szacunku do naszego czasu i zawodu, bo jeśli uczeń chce to przyjdzie i wyjdzie z tego basenu o odpowiedniej godzinie.

?Umowy działają i nie, ostatnio widziałam reklamę firmy zajmującej sie korepetycjami która w ogóle nie obciąża karami za odwoływane zajęcia i to mnie troche boli :P

dominikaL
03-19-2012, 14:30
jesli chcesz przygotowac kogos do matury polecam repetytoria, np longmana

dominica85
03-20-2012, 14:05
Ok, zgadzam sie z tymi umowami jak najbardziej, ale w gre wchodza one tylko jesli ktos ma zarejestrowana dzialanosc gospodarcza. Bo jesli ktos cos sobie dorabia ot tak zwyczajnie, to nie bedzie dawal umow do podpisywania itp. Czy moze sie myle? Nawet umowy takie "prowizoryczne" miedzy uczniem a nauczycielem nie zdaja egzaminu. Zgadzam sie, ze atrakcyjnosc zajec wplywa na uczeszczanie uczniow, ale z drugiej strony to nauczyciel moze sie dwoic, troic, skakac lub stanac na glowie a uczniowie i tak bede odwolywac zajecia. To chodzi generalnie o postawe uczniow, ich rodzicow. Czy sa ludzmi powaznymi czy tez nie, a wiekszosc raczej do powaznych nie nalezy.
Jako przyklad sytuacja z wczoraj: byla to NOWA osoba na PIERWSZE zajecia (15lat). Miala byc o godzinie 19, po czym dzwoni jego matka i mowi: " syn do domu nie przyszedl, zostawil komorke, nie mam jak go scigac, MOZE przyjedziemy z 20 minutowym opoznieniem, albo z 30 minutowym, a w zasadzie to najlepiej byloby na godzine 20.30 bo syn zjadlby jeszcze kolacje." SYN -15 lat!. Jakas totalna kpina i nieporozumienie. Oczywiscie sprowadzilam matke zaraz na ziemie, mowiac ze w moim terminarzu korki z synem sa zapisane od 19 do 20 i ze na zajecia potem nie ma co liczyc, bo mam juz swoj czas zaplanowany. Skonczylo sie tak, ze nie przyjechali. Mowi sie trudno, zyje sie dalej.
Dla mnie jest to karygodne i niezrozumiale jak mozna byc umowionym do kogos na 1sze zajecia i scigac syna 15letniego, ktory nie jest juz dzieckiem, a potem dzwonic do osoby, ktorej sie nie zna i mowic z takim luzem, ze moze za 30 minut przyjada, a najlepiej to na 20.30:rolleyes: W glowie sie nie miesci taki luzik i bezstresowosc rodzica oraz dziecka. Od razu widac, ze im nie zalezalo, a najlepiej to caly kalendarz pod nich ukladac..

Lynx85
03-20-2012, 14:33
Odwoływanie zajęć to poważny problem - ale na to jest prosta rada - umowa. Niemniej mnie zawsze irytowali najbardziej rodzice, ewidentnie zmuszający dzieci do pracy ponad mozliwości i potrzeby. Rozumiem, takie czasy, że wiele rzeczy trzeba umieć, ale moim zdaniem zajmowanie 10-12 latkowi każdego popołudnia mija się z celem. Znacznie gorzej pracuje się z dzieckiem, które jest przepracowane.

Popieram Cię w całej rozciągłości. Sama kiedyś dawałam korepetycje rodzeństwu (12 lat), które miało ściśle ustalony "harmonogram" wypełniony od rana do wieczora. Ostatecznie wyglądało to tak, że od rana do popołudnia byli w szkole, po powrocie od razu zaczynali zajęcia dodatkowe: od angielskiego, pływania, nauki gry na skrzypcach/fortepianie, po korki z problematycznego w danej chwili przedmiotu. I uwierzcie mi, że "problematyczny przedmiot" nie oznaczał, że dziecko przynosiło do domu pały zamiast piątek - dla tych rodziców "problematyczny" stawał się każdy przedmiot, w przypadku którego dziecko zamiast piątek przynosiło do domu czwórki (!!). Ich "dzień" dobiegał ku końcowi dopiero wieczorem, kiedy mogli zasiąść do prac domowych zadanych w szkole lub/i zajęciach dodatkowych. Zdaje się, że szły spać niekiedy grubo po 22-giej, co na taki wiek uważam za dość późną porę... Wydaje mi się, że problemem jest tu ambicja rodziców i paniczny lęk, żeby dziecko nie zeszło poniżej określonej średniej, bo może się wtedy zawalić cały świat. Niestety takim rodzicom brakuje świadomości, że może to okazać się szkodliwe dla pociech, pomimo tego, że chcą dobrze :(

dominica85 => Pomimo tego, że straciłaś klienta, to uważam, że dobrze zrobiłaś, bo nie jesteś przecież od tego, żeby być na każde ich zawołanie. Bądźmy poważni, 15 lat to nie dziecko, chyba można się normalnie dogadać? Najwidoczniej niedaleko pada jabłko od jabłoni, skoro mama miała takie samo podejście co syn ;/ Trzeba się cenić i szanować, a nie być na usługi "płacącego". Pewnie i tak zaoszczędziłaś sobie nerwów, bo skoro "ćwiczyli" takie numery już przy pierwszym spotkaniu, to najprawdopodobniej taka sytuacja powtarzałaby się w przyszłości...

lipcik
03-21-2012, 09:58
Ja miałam taki problem ze znajomym. Czekał go egzamin z języka, więc półtora miesiąca przed nim poprosił mnie o korepetycje: 4 razy w tygodniu po godzinie. Ok. Potem okazało się, że nie wyrabia się z nauką i pracą, nie ma czasu nic powtórzyć, więc ograniczyliśmy zajęcia do 3 razy w tygodniu. I tak to trwało przez powiedzmy miesiąc kiedy nadeszły święta (w czasie których przygotowałam mu listy słówek i różne ćwiczenia). Po świętach zadzwoniłam czy się widzimy. Nie, dopiero pojutrze, ale zadzwoni, a w ogóle to egzamin jednak dopiero za 3 miesiące, więc jednak ma czas. Zamiast wykorzystać ten czas, nie zadzwonił do tej pory, nawet nie miał na tyle odpowiedzialności, żeby wprost powiedzieć, że rezygnuje.
Zdecydowanie lepiej współpracuje mi się z rodzicami 7letniej dziewczynki, zdarza im się odwoływać, ale robią to dzień wcześniej i zawsze są gotowi jakoś to odrobić.

carmik25
03-21-2012, 18:26
Tak odnośnie odwoływania zajęć to niestety moja uczennica dziś świętuje dzień wagarowicza :) Myślę że jak się uczy wiele osób naraz to odwołaną lekcję można wyliczyć w koszty, ale cóż.. Niestety taki urok korków. Na pewno nie należy dzielić skóry na niedźwiedziu, a czas 'wolny' wykorzystać w jak najlepszy sposób :) pozdrawiam wszystkich z podobną sytuacją :)

sunrise
03-21-2012, 21:53
Lipcik, ja miałam podobny problem. Też przygotowywałam znajomego do egzaminu. Tyle, że my umówiliśmy się na jedną godzinę w tygodniu i nawet to chyba było dla niego za dużo! Najpierw, owszem, przychodził i wszystko było ok. Jednak później nie pojawił się na spotkaniu. Bez uprzedzenia.... Gdy zadzwoniłam, zdziwienie i przepraszanie (zapomniałem, itp.). W kolejnym tygodniu... znów go nie było i tak aż do tej pory bez żadnego uprzedzenia zrezygnował z korepetycji.....

A jeśli chodzi o rodziców dzieci, akurat ja nie miałam żadnego problemu z korepetycjami. Zawsze jeśli coś stało na przeszkodzie odbycia się lekcji, dostatecznie wcześnie zostałam powiadamiana. Nie zdarzyła mi się taka sytuacja jak wielu z Was.

kalina89
03-22-2012, 07:17
Ja uczę angielskiego i mam ten sam problem. Uczę na razie tylko w podstawówce - tacy uczniowie mi się trafili - i spośród szóstki moich uczniów, jedynie z jednym mam duży problem. Odwoływanie. A to jakieś zawody pływackie, a to dużo nauki, a to chory jest, a to się przewrócił, a to jeszcze coś innego. Mam z tym dzieckiem zajęcia trzy razy w tygodniu, ale na te trzy lekcje średnio jedna się odbywa. Też mnie to denerwuje, bo ani nie mogę sobie innych korepetycji wziąć w to miejsce, ani pieniędzy nie ma. Niestety, nie sądzę, żebym mogła coś z tym zrobić. Teraz już nikogo nowego sobie nie znajdę, więc lepszy ten dochód z jednej lekcji, niż żaden.
Innych problemów raczej nie mam. Miałam jeden z uczeniem "some" i "any", dziecko nie mogło od razu zrozumieć, a było bardzo ambitne, więc się nie mnie obraziło :P. Oczywiście później nam się udało dojść do porozumienia z tym materiałem :).

dominica85
03-22-2012, 11:41
Wlasnie mi dziewczyna odwolala korki- smsowo, ktore miala miec dzis na godz. 17.
Tak sie zastanawiam, poniewaz byla u mnie tydzien temu, 2 tyg. temu byla znowu chora, 3 tyg. temu byl jakis wyjazd itp. Suma summarum wychodzi na to, ze miala zajecia 1 na 3 tyg, albo na 4 bo ciagle cos odwoluje. Lekcje ma raz w tyg, akurat na te godziny popoludniowe nie mam dzis nikogo, ale ona o tym przeciez nie musi wiedziec. Zastanawiam sie tylko, ze moze jak zadzwoni aby umowic sie na przyszly tydzien (albo i nie zadzwoni) czy nie powiedziec jej grzecznie ale stanowczo, zeby sie dobrze zastanowila nad tymi lekcjami, bo zwyczajnie jej one nic nie daja- majac przeciez 1 lekcje na 3 tyg. to nic nie daje. Moze niech lepiej odpusci te lekcje..oczywiscie mowie to dla jej dobra;) .. swoja droga, ze na pieniadzach mi rowniez zalezy;)

megan1
03-22-2012, 13:55
Wlasnie mi dziewczyna odwolala korki- smsowo, ktore miala miec dzis na godz. 17.
Tak sie zastanawiam, poniewaz byla u mnie tydzien temu, 2 tyg. temu byla znowu chora, 3 tyg. temu byl jakis wyjazd itp. Suma summarum wychodzi na to, ze miala zajecia 1 na 3 tyg, albo na 4 bo ciagle cos odwoluje. Lekcje ma raz w tyg, akurat na te godziny popoludniowe nie mam dzis nikogo, ale ona o tym przeciez nie musi wiedziec. Zastanawiam sie tylko, ze moze jak zadzwoni aby umowic sie na przyszly tydzien (albo i nie zadzwoni) czy nie powiedziec jej grzecznie ale stanowczo, zeby sie dobrze zastanowila nad tymi lekcjami, bo zwyczajnie jej one nic nie daja- majac przeciez 1 lekcje na 3 tyg. to nic nie daje. Moze niech lepiej odpusci te lekcje..oczywiscie mowie to dla jej dobra;) .. swoja droga, ze na pieniadzach mi rowniez zalezy;)

Mam podobny problem i zrobię dokładnie tak samo. Dzisiaj się okaże czy moja uczennica raczy się zjawić czy nie, jeżeli nie przyjdzie to następnym razem jej powiem, że albo będzie przychodziła regularnie albo wcale. Szkoda czasu na takie wyczekiwania i łudzenie się w kółko. Musimy byc bardziej stanowczy!

Lad
03-22-2012, 14:28
Z dorosłymi osobami takiego problemu nie mam. To raczej mnie się zdarzyło raz zaspać (korepetycje mam z rana). Z dziećmi - owszem, często tego samego dnia dostaję sms od rodziców uczniów, że Pawełek, Ania czy Irenka mają katar albo chęć pójść na łyżwy. To frustrujące finansowo, ale z drugiej strony - to oni będą się potem musieli liczyć z brakiem zadowalających wyników.

ewelinawaw
03-23-2012, 23:28
Tak poczytałam trochę o tych umowach i zdecydowanie pomagają one nauczycielowi, szczególnie jak się prowadzi działalność. Tylko że prawda jest taka, że w korkach chodzi o flexibility.Czasami mam z kimś godzinę, czasami 3 w tygodniu. Czasami to ja odwołuję zajęcia bo mi coś wypada. Zawsze wszystko jest na telefon. Nigdy nie biorę niczego z góry, ani też za odwołane lekcje. Z niektórymi ludźmi umawiam się na kolejny termin z zajęć na zajęcia. Nie wiem czy mam szczęście, czy tak jest, ale moi uczniowie traktują mnie poważnie, są dorośli, nie wykręcają mi żadnych numerów. Ale np. taki luty - przepadły mi prawie wszystkie zajęcia. Powinnam wymagać, żebyśmy je odrobili, bo ludzie powyjeżdżali w góry, były ferie, itp.?

dominica85
03-26-2012, 09:43
Nie, skoro byly ferie to ludzie mieli prawo do odpoczynku. Jest to normalne, bo w szkolach jezykowych rowniez zajecia sa zawieszone. Ja nie uwazam zeby w korkach chodzilo tak calkiem o flexibility, bo inaczej wychodziloby na to ze masz siedziec w domu i byc taka flexi ze az boli, a ludzie skacza Ci po glowach przychodzac sobie kiedy chca. Jakies poszanowanie, terminarz musi byc, bo to nie jest samowolka. Przeciez zawsze jest tak, ze z dana osoba dopasowujemy termin. W przypadku korepetycji jest tak, ze termin nauczyciel stara sie dopasowac tak aby osobie uczacej sie bylo wygodnie. W szkolach jezykowych takich opcji nie ma.. czasem moze sie to zdarzyc, ale jak wiekszosci grupie pasuje wt i pt to nie beda zmieniac grafiku pod jedna osobe, ktorej akurat wtedy nie pasuje.I albo ta osoba sie dostosuje, albo pojdzie szukac sobie innego kursu. Na korkach jest inaczej. Kolejna sprawa to to, czy udzielamy korkow tak z danej chwili - dajmy na to dzwoni ktos kto potrzebuje 2 zajec aby przygotowac sie do sprawdzianu i tyle; czy moze jest to osoba, ktora deklaruje chec nauki ciaglej tzn takiej jak na kursie. W tym drugim przypadku jesli ktos na takie cos sie deklaruje to nie upowaznia go do tego aby nie szanowac godzin nauczyciela, poniewaz deklarowal sie na stale zajecia, a tym samym nauczyciel odmowil komus kto spokojnie moglby przyjsc na jego miejsce.I juz nie mowie tutaj o umowach tylko o zwyklym poszanowaniu czasu drugiego czlowieka.
Wg mnie korki to nie taki system nauki, ze siedzimy sobie w domu nie robiac nic i czekajac na telefon od ucznia. On dzwoni o mowi, ze za pol h bedzie u nas i ze mamy byc zwartym i gotowym, a jak odwola zajecia ktos kto uczeszczal czesto i deklarowal nauke non stop,( mowie tu o powaznej nauce) to mamy to przemilczec, siedziec cicho i byc zadowolonym ze dana osoba miala chec do nas przyjsc/zadzwonic. To nie jest flexibility..z cala pewnoscia;)

jackie88
03-26-2012, 10:11
Zgadzam się, że język cieszy się największym powodzeniem, ale mnie też się podobne rzeczy zdarzały - np. odwoływanie zajęć i przekładnie..zazwyczaj dotyczyło do dorosłych, którzy też pracowali. Co do młodszych - czasami mają gorszy dzień albo brakuje im motywacji - a rodzice płacą. Urozmaicenie zajęć pomaga, szczególnie kiedy się "wciągną" w temat, dostaną lepszą ocenę - naprawdę działało. Co do odwołujących zajęcia - np. przed egzaminami językowymi - zawsze można coś powiedzieć, zrezygnować z uczenia, a te osoby same sobie i swojej wiedzy szkodzą..

marcelina_p
03-26-2012, 10:20
Polskie podejście do odpowiedzialności. Niestety taki problem jest wszędzie. Pracując w branży szkoleniowej wiem że nawet poważne postacie świata biznesu nie myślą o tym, że jeśli nie pojawią się na szkoleniu bez jakiejkolwiek informacji to ktoś będzie miał problem organizacyjny, finansowy i wiele innych.

dominica85
03-26-2012, 10:22
No tak, ale albo ktos jest nastawiony na powazna nauke i powaznie do tego podchodzi albo szkoda czasu na takiego niepowaznego klienta, skoro mozemy sobie dac kogos na jego miejsce kto bedzie chodzil bez laski na zajecia i nie bedzie odwolywal. A mozna nie odwolywac zajec... sama jestem tego przykladem, ze uczeszczam na korepetycje z hiszpanskiego i moze raz zdarzylo mi sie go odwolac z powodu grypy, wiec jest to wszystko do zrobienia. Tylko wiekszosc klientow podchodzi do tematu korepetycji jak pies do jeza.. chcialaby, a nie ma czasu..zaczyna i sie potem szybko wycofuje jesli pojawiaja sie jakies problemy. Ludzie nie zdaja sobie sprawy z tego, ze nauka jezyka to wkuwanie slowek itp, a nie tylko kupienie ksiazki czy sluchanie pieknych piosenek w danym jezyku ;) nikt za nich sie nie nauczy koniugacji a klienci czesto jak pojawia sie pierwsze problemy z garamtyka, wymaga sie ze trzeba sie czegos nauczyc to zawijaja ogon i tyle sie ich widzialo.... ;)

dominica85
03-26-2012, 10:26
Polskie podejście do odpowiedzialności. Niestety taki problem jest wszędzie. Pracując w branży szkoleniowej wiem że nawet poważne postacie świata biznesu nie myślą o tym, że jeśli nie pojawią się na szkoleniu bez jakiejkolwiek informacji to ktoś będzie miał problem organizacyjny, finansowy i wiele innych.

Podpisuje sie pod tym ;) POLSKIE PODEJSCIE DO ODPOWIEDZIALNOSCI. w 4 literach

kseniasze
03-26-2012, 11:26
dziecko więc się nie mnie obraziło :P.

jak jeszcze uczylam dzieci, uwielbialam ich podejscie do tematu angielskiego - nie rozumiem=obrazic sie :)

JOLORKO
03-26-2012, 12:52
Ja już nie daje korepetycji ale jeszcze podczas studiów uczyłam młodzież ze szkoły średniej i osoby dorosłe.
Ogólnie sprawiało mi to przyjemność. Zawsze miałam problem z tym jak kogoś zmotywować bo jednak młodzież szkolna robi to niejako z musu. Ale jak już zrozumieją że to coś więcej niż podciągnięcie się z lekcji to lepiej nam to wszystko idzie. Dzieci są słodkie i lubia się bawić językiem. A dorośli mają silne motywacje ale większe trudności.;)

kasia.jula
03-26-2012, 14:16
Jako, ze udzielamy korepetycji, niektorzy z nas wiecej, niektorzy mniej jestem ciekawa z jakimi problemami dotyczacymi swoich uczniow stykacie sie na codzien. Osobiscie u mnie najczestszym zjawiskiem jakie moge zaobserwowac jest odwolywanie korepetycji. Mimo, ze na poczatku kazdej wspolpracy z dana osoba mowie, ze mozna odwolac korki dzien przed, albo ewentualnie rano, kiedy zajecia powiedzmy ma sie wieczorem, nigdy natomiast 2 h przed zajeciami (chyba ze jest mega sytuacja awaryjna- wypadek, szpital itp) Odwoluja lekcje zarowno dorosli jak i mlodziez/ dzieci (ich rodzice) bo... ktos dluzej na basenie bedzie plywal, bo kogos dzis glowka boli itp itd.
Pokusilabym sie o stwierdzenie, ze ciagle trafiaja mi sie uczniowie malo chetni do nauki i moge ze 100% pewnoscia powiedziec, ze jezyka wloskiego ucza sie bo lubia (ale bez emocji!), a konkretnego celu zyciowego zwiazanego z intensywna nauka wloskiego (matura,egzamin) nie maja, stad wynika ten problem. Malo tego! Moje kolezanki maja bardzo podobnie. Kiedy uczniowi sie zechce, to przychodzi, a jak nie..to odwoluje. Nawet dorosle osoby!
Taki slomiany zapal... przyjdzie raz, drugi, trzeci na zajecia a potem zadzwoni, ze go nie bedzie..
Takich uczniow mam mnostwo no i juz mi rece opadaja...bo na poczatku wspolpracy kombinuja z terminami, z godzinami, wszystko chcieliby ustawic "pod siebie" a potem niestety nie chodza i zazwyczaj nasza wspolpraca sie konczy bo szkoda nerwow na takie osoby malo powazne.
Zapisuja sie, robia misz masz, a potem olewaja zajecia.. Jak Wy sobie z takim czyms radzicie?jesli oczywiscie zdarzaja sie Wam takie "przeboje". Zakladam, ze to zalezy w duzej mierze od jezyka. Pewnie angielski cieszy sie duzym powodzeniem i na angielski ludzie chodza bo matura, bo egzaminy, bo cos tam..bo angielski to w dzisiejszych czasach przeciez MUS;)


Tak jest niestety, że czasy są szalone. Większość osób już nie ma czasu na hobby a nawet jeśli rzeczywiście potrzebuje nauczyć się języka to i tak odkłada się to " na później" , bo dom, bo praca, bo rodzina, bo ... W tej chwili mam na myśli dorosłych, ale rzeczywiście wiele znam przypadków o których piszesz. Cóż pozostaje nam chyba tylko przekazywanie swojej pasji dalej, na tyle na ile to możliwe, by jak najlepiej zachęcić wszystkich do czynnego uczestnictwa i aktywnej postawy, nawet w kwestii uczęszczania na zajęcia. :)

accina
04-02-2012, 20:31
ja mam jeden główny problem - brak motywacji u rodziców, aby przypilnować lekcji, ażeby odrobiło lekcje z dodatkowych zajęć:/

jush1
04-02-2012, 21:09
Dzieci są najlepsze jeśli chodzi o nauke języka, ponieważ mają tą ciekawośc świata i nowości. Dziewczynki, które uczę nie obrażają się tylko chłoną wiedzę.
Dorośli sami chcą się nauczyc i mają bardzo dużo pytań zawsze, skąd coś się wzięło, dlaczego tak jest, a jak to się wymawia. Niektóre pytania są tak trafne, że naprawdę trzeba się dokładnie zastanowic co odpowiedziec. Ale dorośli jeśli chcą się nauczyc języka tak sami z siebie to mają dośc dużą motywację.

AnkaW
09-03-2012, 01:09
Mi na szczescie nie trafiaja sie uczniowie ktorzy by notorycznie opuszczali zajecia. Chyba musza byc mocno zdyscyplinowani przez rodzicow:P A jesli chodzi o problemu no to wiadomo brak checi do nauki bo ucza sie dlatego ze rodzice chca zeby mieli dobre oceny w szkole.

revelation
09-03-2012, 05:41
@accina - u mnie podobnie - ciezko wyegzekwowac prace domowe od rodzicow, bo to ze uczniom sie nie chce to nie dziwi specjalnie ale to rodzice powinni motywowac dziecko do tego
generalnie rodzice maja teraz takie podejscie ze korepetytor(ka) zastapi ich w obowiazku pomagania dziecku i nadzorowania jego postepow w nauce...

maggda
09-04-2012, 09:53
(...)Z firmami normalnie podpisuję umowę, w której jest napisane, że można odwołać, ale na 24 h przed, a jak nie to muszą za tę godzinę zapłacić, ale z lekcjami indywidualnymi jest różnie(...)

Ja taką samą metodę stosuję do lekcji indywidualych - przed pierwszymi zajęciami rozmawiam z rodzicami i ustalam, że o nieobecności dziecka należy powiadomić mnie dzień wcześniej (oczywiście jeśli dostaję telefon lub sms powiedzmy kilka dobrych godzin przed zajęciami, to nie robię problemu ;) ), ale jeśli dowiaduję się godziny przed lekcją, albo jak dziecko w ogóle nie przychodzi, to normalnie pobieram za to pieniądze - ponieważ to jest nasz czas, niejednokrotnie dostosowujemy swój plan do innych, żeby 'wszystko pasowało', dlatego nie możemy być za każdym razem lekceważeni. Na szczęście NIGDY nie zdarzyło mi się, żeby rodzić, który musiał zapłacić za taką lekcję, stwarzał jakiekolwiek problemy - po prostu mieliśmy ustną umowę, z której należało się wywiązać. Niestety wiem, że to nie działa we wszystkich przypadkach...

mal123
09-04-2012, 10:01
hmm u mnie największy problem to, poza odwoływaniem i dojazdami, relacje między mną a uczniem, uczyłam raczej dzieciaczki, a mam w sobie coś takiego, że takowe zawsze mnie onieśmielały, pewnie dlatego, że nie miałam z nimi styczności i nie wiedziałam jak mam się zachować by je zainteresować, zyskać sympatię jakoś tak naturalnie, zawsze wydawało mi się, że to baaaardzo widać.. traciłam przez to pewność siebie i rzadko byłam usatysfakcjonowana ze swoich lekcji.

eliza90
09-04-2012, 10:34
Niestety czasami zdarzało mi się przyjmować uczniów, którzy niepoważnie podchodzili do nauki języka angielskiego, lubili odwoływać zajęcia, w jednym przypadku był to nawet maturzysta, co szczególnie mnie dziwiło, tym bardziej, że miał podobno ambitne plany odnośnie studiów.

scarlitee
09-04-2012, 10:40
Mi trafiła się taka jedna, która po półgodzinnych zajęciach stwierdziła, że ona już jest zbyt zmęczona. Najpierw pomyślałam, że to tylko taki żart, ale ona naprawdę poprosiła mnie, żebym skończyła. No to sobie poszłam :P

justala
09-04-2012, 11:11
Niestety u mnie też tak bywało. Zajęcia odwoływali na godzinę przed co strasznie mnie denerwowało, bo mogłam zaplanować ten czas zupełnie inaczej. W zeszły roku już we wrześniu na wstępnie powiedziałam, że zajęcia odwołujemy dzień przed, chyba, że zdarzy się jakaś naprawdę poważna sprawa. Miałam takiego ucznia, który zapisał się we wrześniu, a już w październiku odwoływał co drugie zajęcia. Po prostu podziękowałam mu za współpracę, bo co niektórzy zapominają, że nasz czas też jest cenny i ważny.

katecurpiak
09-04-2012, 13:35
Dobrym sposobem jest zapłata z góry- taka tam zewnętrzna mobilizacja hihi ;D

milenab
09-04-2012, 14:28
Największym problemem związanym z korepetycjami jest właśnie brak chęci do nauki, z mojego punktu widzenia naprawdę trudno znaleźć jest zmotywowanego do nauki ucznia. Odwoływanie zajęć to kolejny problem, nie raz zdarzyło mi się być na miejscu i dostać telefon, że "niestety dzisiaj chciałabym odwołać zajęcia", co jest ewidentnym brakiem szacunku dla cudzego czasu.

remz
09-04-2012, 15:09
U mnie było tak, że jedna dziewczyna, która teraz poszła do 1. gimnazjum czasem aż mi się kładła na biurko ze zmęczenia i mówiła, że już nie chce, nie ma siły i żebyśmy już skończyli. Problem leżał w tym, że chodziła do szkoły muzycznej plus rodzice pozapisywali ją na różne dodatkowe zajęcia, przez co jej plan w 6. klasie wyglądał tak jak mój w 1. liceum. Nie dość, że musiała się uczyć na przedmioty muzyczne, ćwiczyć na pianinie i flecie, to chodziła jeszcze na taniec, konie, matematykę i gdzieś w całym tym tygodniu byłem wciśnięty ja, także się nie dziwię, że nie miała siły. Czasem to rodzice powinni się zastanowić czy przypadkiem nie wyrządzają szkody swojemu dziecku zapisując je na wszystko, co popadnie.

katewa
09-04-2012, 15:46
Na takich "sumiennych" uczniów chyba nie ma dobrego sposobu, jeżeli rodzice to popierają to tym bardziej. Miałam kiedyś uczyć dziewczynkę, ale pierwsze zajęcia były ciągle przekładane i w końcu nigdy się nie odbyły.

j.g.praktykantka
09-04-2012, 20:12
Strasznie mnie to wkurza, jak się tak odwołuje zajęcia co chwila. Rozumiem, że można być chorym albo miec pogrzeb babci czy cośtam innego sle ile razy?! Kiedyś powiedziałam babce wprost, że ja w ten sposób nie będę pracować, bo jak nam się z 6h w miesiącu 3 uda przepracować to jest święto, a jak się dowiaduję w ostatniej chwili że coś jej wypadło to nawet nie mam jak znaleźć na ten czas jakiejś innej osoby i tracę przez to pieniądze, a że korepetycje są w tej chwili jedynym źródłem mojego skromnego dochodu to ja dziękuję za współpracę i poszukam sobie kogoś, kto będzie ze mną pracował tak jak się umawiamy a nie jak mu pasuje. I nagle babeczka przestała mieć problemy z chodzeniem na zajęcia :)

aldona.jagiełło
09-04-2012, 21:18
dominica85, może daj do podpisania umowę, w której znajdują się zapisy dot. częstotliwości odwoływania zajęć lub ewentualnie płatności w wysokości 50% za kolejną odwołaną lekcję. Rozliczajcie się na koniec miesiąca na podstawie umowy, bo tak to faktycznie niektórym się wydaje, że nie mają żadnych zobowiązań i nie potrafią uszanować czasu nauczyciela.

Ja zarówno nauczałam angielskiego, jak i uczęszczałam na korepetycje z tego języka. Ale moim głównym problemem byli korepetytorzy, którzy nie tyle odwoływali pojedyncze zajęcia, co rezygnowali jak odechciało im się uczyć. Pamiętam jak któregoś razu poszłam na zajęcia i pocałowałam klamkę. Wracając do domu dostałam SMSa o tym, że zajęcia są odwołane.

To, co piszesz jest wręcz nieprawdopodobne! oczywiście również naganne... Ja, udzielająca korepetycji, raz miałam taką sytuację, ze dostałam wiadomość o odwołaniu lekcji jak już byłam po domem mojego ucznia ( a szłam pieszo ponad 2 km). Oczywiście więcej już tam nie zawitałam...
Gdy mój jakiś uczeń czesto odwołuje lekcje, po prostu z niego rezygnuję... nie ma sensu się użerać. Ja daję z siebie wszystko, żeby każdemu dopasować godz, itp... Nie doceniają tego, to bye bye!!!

menri
09-04-2012, 22:09
Najgorszy uczeń jakiego miałam był w 3 klasie podstawówki. Rodzice wręcz go zmusili do tych lekcji. Chłopiec był bardzo inteligentny, ale krótko mówiąc miał mnie gdzieś. Chociaż starałam się jak mogłam, wymyślałam rózne zabawy, przygotowywałam gry itp. żadną siłą nie byłam w stanie zainteresować go nauką. Jak przychodziłam to zawsze było: O nie! Znowu pani! Już prawie byłem na następnym levelu! (namiętnie grywał w gry komputerowe) i przez całą lekcję pytał się mnie kiedy w końcu pójdę, bo on chce już grać! Masakra istna.

zagmar
09-04-2012, 23:08
Częste odwoływanie zajęć przez uczniów to niestety u mnie norma:/ zdarzało się nawet kilka godzin przed, co było strasznie frustrujące, bo przez cały dzień targałam ze sobą materiały i już nie zdążyłam sobie przełożyć kolejnych zajeć na wcześniejszą godzinę.Niestety nie wpadłam jeszcze na to, jak temu zaradzić, bo głupio mi brać pieniądze z góry za coś, czego jeszcze nie zrobiłam. Nie prowadzę też działalności gospodarczej, więc nie mogę spisać umowy, nic by to nie dało. W tym roku właśnie rezygnuję z osoby, która notorycznie odwoływała lekcje. Najgorsze jest to, że ludzie nie zdają sobie sprawy z tego, że my tym sposobem zarabiamy na życie,w mniejszym czy większym stopniu, ale jednak jest to jakieś źródło dochodu. Niektórzy zupełnie tego nie szanują:/

przecinekikropka
09-05-2012, 15:58
Proponuję umówić się na przelew z góry za miesiąc. Na przykład każdego 2 miesiąca masz mieć przelew na koncie. Jak ktoś zapłaci z góry, to będzie chodził i będzie mu zależało,bo wydał już kasę. Jak odwoła lekcję,to będzie musiał ją odrobić, więc zanim odwoła to się 5 razy zastanowi.
Polecam. Pozdrawiam.

Too_young_to_die
09-05-2012, 16:35
Mam ten sam problem, bo jakiś trening, bo coś w szkole, bo nie ma nikogo w domu, bo coś tam coś tam, ale wtedy zawsze staram się powiedzieć, że może odrobimy to w innym dniu czy coś, bo trochę słabo, że dzieciaki tyle lekcji opuszczają.
Wiadomo, że nie zawsze ja mam czas w danym tygodniu, by plany zmieniać a im się powiedzmy o 18 nie chce już nic, ale trudno, czasami muszą się poświęcić skoro nie ma szansy innej.
Drugi problem to ich osobista niechęć i czasami trudno ogarnąć dziecko w ich domu, bo pójdzie do kuchni, łazienki i gdzieś tam a czas leci... mi nie zależy, by brać od ich rodziców pieniądze za to, że oni wychodzą do łazienki, albo pokazują mi swojego królika. Mimo iż tatuś siedzi w drugim pokoju to zazwyczaj ma słuchawki na uszach i wszystko gdzieś.
Jest to trudne, ale od tego roku nie mam zamiaru się tym przejmować. Będą chcieli się uczyć to ok, nie do widzenia, na Twoje miejsce znajdę sobie 3 inne chętne do nauki osoby.

pati-hal
09-05-2012, 16:48
Niestety największym problemem jest podobnie, jak moich przedmówców, odwoływanie lekcji - najlepiej tego samego dnia, bądź zaraz przed nią. Zdarzało mi się, że w ogóle nie zostałam poinformowana o jej odwołaniu. Jednak tego typu sytuacje dotyczyły głownie osób, które były totalnie nieodpowiedzialne i raczej niezbyt zainteresowane pogłębianiem nauki języka. Wydaje mi się, że dobrym sposobem jest wprowadzenie różnego systemu cen, np. jeśli lekcje są systematyczne (1 w tygodniu, 2 razy, itd.) uczeń płaci z góry i dostaje rabat, jeśli lekcje będą jednorazowe, bądź nieregularne ustalić inną, odrobinę wyższą cenę.

DariaK
09-05-2012, 17:29
mi się akurat trafiają tacy co nie odwołują ale za to odrabianie pracy domowej bywa w kratkę lub nauka na kolejną lekcję konkretnej rzeczy o której mówiłam, to słyszę, że w szkole dużo zadane itd.zwracam uwagę na to rodzicom, i to chyba jedyne co mogę zrobić, czasem pomaga, czasem nie różnie bywa...

agatkaganczarek
09-06-2012, 12:10
Zgadzam się.Zmorą każdego nauczyciela,który udziela korepetycji, jest odwoływanie zajęć. Każdy zawód,który wymaga kontaktu z ludźmi jest trudny. Oprócz odwoływania zajęć inną kwestią jest ingerencja rodziców w proces nauczania. Najgorsi są rodzice,którzy nigdy nie uczyli się języka,a zawsze jakoś mają dużo do powiedzenia.

AnnaMrz
09-06-2012, 14:13
Ja miałam niestety do czynienia z jedną iście piekielną rodzinką i ich córeczką.

Np. kiedyś córeczka miała do zrobienia na '6' ulotkę, bodajże o Walii. Tknięta przeczuciem wychodząc z domu, zgarnęłam jakieśtam materiały papiernicze. Jakże słuszne okazało się moje przeczucie, gdy zobaczyłam dziecko, któremu rodzice nie zapewnili nawet zwykłej kartki z bloku do rzeczonej ulotki.

Ta sama rodzinka, córcia dostała 1 z pracy domowej. Mamusia półtorej godziny (!) wisiała mi na telefonie, roztrąsając sprawę. Wytłumaczyłam, co było źle w pracy domowej. Jakieś 150 razy. A rodzice i tak poszli do szkoły i poklócili się z anglistką.

Sama córcia, starannie chowana przez piekielnych klóciła się ze mną na każdych zajęciach, próbując mi wmówić, że się mylę etc. A miała 10 lat!

kajka
09-07-2012, 01:19
Ja bym nie ryzykowała z umowami itp. Bądźcie bardziej na luzie, to rzadziej będą odwoływać korki i wrócą do was za rok :) trzeba od nich wymagać, owszem, ale czasem też odpuścić. każdy czasem ma taki dzień, kiedy po prostu nic mu się nie chce, jest przemęczony i potrzebuje odpoczynku. Zwłaszcza dzieci i młodzież w wieku szkolnym. Ja jako dziecko i potem nastolatka wracałam ze szkoły wykończona, po tych długich godzinach siedzenia w jednej pozycji, dlatego rozumiem, że moim uczniowie czasem chcą odwołać lekcję w ostatniej chwili. Na szczęście rzadko się to zdarza :)
A z problemów to na pewno mogę wymienić wielkie zdziwienie mojego najmłodszego ucznia, kiedy mu przypominam, że zadawałam mu pracę domową. Po kilku razach się wycwaniłam i kazałam mu założyć zeszyt, w którym będę mu zapisywała słówka do nauczenia się i pracę domową i który będą kontrolować jego rodzice. Podziałało, choć raz próbował mi wmówić, że zgubił jakąś kserówkę, którą miał odrobić, i nie ma zielonego pojęcia gdzie ona jest... ale na każdego cwaniaka znajdzie się większy cwaniak - na kolejnej lekcji wydrukowałam to jeszcze raz i kazałam przy mnie odrobić :)
inny uczeń z kolei notorycznie "zapomina" o tym, że będzie mu potrzebny na lekcji ze mną długopis, i zawsze musi zejść po niego po schodach na dół, tak żeby chociaż 2 minuty "zleciały". Ach, jak te dzieci nie umieją kłamać :)

gosdab
09-07-2012, 11:01
Czytam to co piszecie i rzeczywiście dobrym pomysłem byłoby stworzenie umowy na początku współpracy, żeby nie było niejasności. :)

mt_translation
09-17-2012, 19:31
Faktycznie, z tym odwoływaniem w ostatniej chwili jest czasem problem. Z drugiej strony, zdarza się, że goni mnie jakiś termin, wtedy taki telefon jest dla mnie jak prezent pod choinką :)

Bajka
09-17-2012, 21:50
Jakże satysfakcjonujące jest dawanie korepetycji dzieciom,nastolatkom czy dorosłym,którzy chętnie się uczą i naprawdę widać,że im zależy na nauce.Niestety wielu z nich przychodzi bo muszą (rodzice wykupują im godziny) albo nie maja zapału do nauki.Jest to bardzo denerwujące kiedy nie widzi się rezultatu,bo przecież dając korepetycję zależy nam na tym żeby nauczyć a nagrodą dla nas-dających korepetycje, jest właśnie ów postęp czy zdana matura,no ale cóż...Za kogoś nie można się nauczyć.

Kalmarta
09-17-2012, 23:29
Potwierdzam, że odwoływanie lekcji w ostatniej chwili to chyba największy problem korepetytora. Ze swojej strony mogę dodać jeszcze, że uczniowie nagminnie gubią materiały, które im daję..kserówki czy też inne materiały, na których przygotowanie poświęcam sporo czasu, co do pracy domowej to mam zasadę, że sprawdzam tylko u dzieci i młodzieży, dorosłych na wstępie pytam czy będą mieli czas na wykonywanie zadań w domu czy nie bo szkoda moich nerwów i MATERIAŁÓW:)

AHFIWUGHB
09-18-2012, 23:16
Zdarza się, że czasami mam odwołane korepetycje, ale wynika to raczej ze zdarzeń losowych. Już od dłuższego czasu nie umawiam się na lekcje u siebie w domu, tylko podjeżdżam do domu ucznia. Dzięki temu, nie muszę czekać i zastanawiać się, czy się zjawi czy nie.

Alexis
09-18-2012, 23:35
Zdarza się, że czasami mam odwołane korepetycje, ale wynika to raczej ze zdarzeń losowych. Już od dłuższego czasu nie umawiam się na lekcje u siebie w domu, tylko podjeżdżam do domu ucznia. Dzięki temu, nie muszę czekać i zastanawiać się, czy się zjawi czy nie.

A jak Ci odwoła zajęcia, a jesteś w połowie drogi? Nie denerwuje Cie to? Ja bym wolała siedzieć w domu, bo przynajmniej byłoby co zrobić.

patuh
10-01-2012, 18:17
Hej. W środę będę pierwszy raz udzielała korepetycji z angielskiego siedmiolatkowi, a właściwie będzie to nauka angielskiego poprzez zabawę. W związku z tym jakie zabawy językowe głównie na poszerzenie słowenictwa polecacie? Znacie może jakies pomocne strony internetowe, z której mogłabym wydrukować pomocne materiały?

jamaica201
10-02-2012, 08:37
Dla mnie problemem jest nie tyle co odwoływane zajęcia, ale brak przygotowania ucznia i pobłażliwość rodziców dziecka. Mam wrażenie ,że w tym momencie rodzice chcą ,aby korepetytor tylko pomagał odrabiać zadanie domowe i tłumaczyć bieżące tematy ze szkoły. Dzieci też się bronią przed zadawanymi przeze mnie zadaniami domowymi, wiecznie są tłumaczenia typu: a ja mam dużo lekcji, dużo zajęć po szkole itd.

monyak77
10-03-2012, 12:04
Udzielam korepetycji trzeci rok i tylko jedna uczennica notorycznie odwoływała mi lekcje-ale teraz mam maturę i sama przyszła żeby jak najwcześniej z nią zacząć lekcje-potrzeba zmusiła do systematyczności. Natomiast w tym roku pojawił mi się inny problem-mój uczeń z 4 klasy szkoły podstawowej przynosi do domu zeszyt ze słówkami gdzie wymowa podana przez nauczyciela nijak ma się do tego czego mnie uczyli na studiach. Nie chcę za bardzo wchodzić w kompetencje nauczyciela ze szkoły ale w niektórych wypadkach po prostu muszę poprawić. A co wy byście zrobili w takiej sytuacji?? Poprawiać czy nie?

aniasn
10-08-2012, 10:38
U mnie rzadko odwołują zajęcia tuż przed korepetycjami, rozumiem, że są zdarzenia losowe, więc staram się tym nie przejmować, chyba że zdarza się to nagminnie. Dla mnie największym problemem jest brak zaangażowania niektórych uczniów. Mogę pomóc w wytłumaczeniu materiału, słówkach, ale ważne jest też, aby dziecko uczyło się poza korepetycjami i aby rodzice to przypilnowali, ale nie zawsze tak się dzieje.
monyak77 ja bym jakoś systematycznie starała uczyć poprawnej wymowy. No bo w przyszłości jak zmieni się uczniowi nauczycielka może mieć trudności przez złą wymowę a wtedy rodzice mogą zwalić winę na Ciebie bo nie nauczyłaś go

justa89
10-08-2012, 12:58
Mi też zdarzyło się kilka razy, że uczeń odmówił korepetycji w ostatniej chwili. Jest to denerwujące, ponieważ poświęcam swój czas na to, żeby się wcześniej przygotować do lekcji. Jednak nie każdy chyba zdaje sobie z tego sprawę, skoro podchodzi tak lekceważąco.

lena1666
10-08-2012, 16:49
Odwoływanie swoja drogą ale mnie do szału doprowadza ignorowanie pracy domowej-a zadaje naprawdę mało-czy tak trudno jest zrobić dwa ćwiczenia?Jakoś zero samozapracia:rolleyes:

Tezzo
10-08-2012, 17:21
Faktycznie odwoływanie zajęć to jeden z najczęstszych problemów, aczkolwiek chyba nie ma nic bardziej denerwującego od tłumaczenia dziesięć razy jednej podstawowej rzeczy osobie, która nie uważa i za nic nie pojmuje tego, co się do niej mówi......

GuzikA
01-29-2016, 22:17
U mnie też kiedyś była taka sytuacja - uczyłam córkę sąsiadki, niby odległość kilku pięter, a ciągle były problemy, młoda zdecydowanie nie chciała się uczyć angielskiego, nie odrabiała prac domowych, a potem właściwie z dnia na dzień przestała chodzić. Ale trudno, jeśli masz dużo chętnych, to po prostu wybieraj tych, z którymi dobrze Ci się współpracuje, bo mimo wszystko trzeba mieć satysfakcję z tego, co się robi, a nie się ciągle męczyć :)

elizzja
01-30-2016, 22:16
Na razie nie mam na koncie zbyt wiele złych doświadczeń, jedynie to, że młodsi uczniowie mają słomiany zapał, przez co szybko rezygnują.

jcieslak94
01-31-2016, 12:43
Potwierdzam, że odwoływanie lekcji w ostatniej chwili to chyba największy problem korepetytora. Ze swojej strony mogę dodać jeszcze, że uczniowie nagminnie gubią materiały, które im daję..kserówki czy też inne materiały, na których przygotowanie poświęcam sporo czasu, co do pracy domowej to mam zasadę, że sprawdzam tylko u dzieci i młodzieży, dorosłych na wstępie pytam czy będą mieli czas na wykonywanie zadań w domu czy nie bo szkoda moich nerwów i MATERIAŁÓW:)

O tak! Do odwoływania zajęć już się przyzwyczaiłam i po prostu już się tym nie przejmuje. Też kiedyś byłam dzieciakiem, byłam 'zmuszana' przez rodziców do chodzenia na korepetycje z matematyki i też robiłam wszystko, żeby tylko ich uniknąć. Trudno, takie życie, człowiek może się dwoić i troić, ale jeżeli uczeń odwołuje zajęcia, zamiast się wkurzać staram się po prostu jak najlepiej wykorzystać wolny czas. Natomiast gubienie czy nie przenoszenie materiałów... Tutaj jestem znacznie mniej wyrozumiała. A najbardziej irytuje mnie podejście niektórych uczniów, na zasadzie oczekiwania ode mnie, że po prostu dam im kolejną kopię materiałów, bo przecież to nie ich wina, że stare zostawili w domu. No brak słów.

mabogacka
04-02-2016, 10:53
Sama nie dawałam korkow zbyt dużo, ale praktycznie wszyscy moi znajomi ze studiów tak dorabiali, i historii było wiele. Wg mnie największym problemem są dzieci i mlodzież, którzy chodzą na lekcje, bo zmuszają ich do tego rodzice. Osobiście jest im bardzo wszystko jedno, ale skoro rodzice każą to niech im będzie. Tylko, że takie osoby w ogóle się nie uczą. Szybciej się człowiek rozdwoi, niż taka nie chcąca się uczyć osoba cokolwiek sobie przyswoi. Mój chłopak kiedyś przez miesiąc robił tą samą lekcję, bo uczeń i tak nic nie pamiętał z zeszłego tygodnia.

ank92
04-02-2016, 15:10
Udzielam korepetycji z angielskiego już od kilku lat i faktycznie czasem zdarzało mi się trafiać na osoby, które notorycznie odwoływały zajęcia, często na ostatnią chwilę. Ogólnie jestem osobą dosyć wyrozumiałą i jak komuś zdarzy się raz czy dwa odwołać spotkanie to jestem w stanie to zrozumieć - różne rzeczy mogą się zdarzyć. Ale kiedy ktoś robi to praktycznie za każdym razem, najlepiej jest chyba zrezygnować z takich zajęć. Oprócz tego denerwuje mnie to, że wielu uczniów się nie przykłada do lekcji. Na zajęciach pracują oczywiście, ale w domu nic sobie nie powtarzają i w rezultacie wyniki nie są takie wysokie jakie mogłyby być.

kingabednarska
04-10-2016, 19:20
Poza wspomnianym wyżej problemem związanym z odwoływaniem zajęć chciałabym zwrócić uwagę na jeszcze dwa inne.
Po pierwsze uczniowe traktują korepetycje jako czas na odrabianie pracy domowej ze szkoły. Oczywiście, korepetytor jest od tego, by wyjaśnić i pomóc, ale nie dyktować gotowe rozwiązania, a uczniowe bardzo często tego oczekują. ‘Mama płaci, więc rób co Ci każę’. Pewnego razu w niedzielę wieczorem uczennica wysłała mi kiepskiej jakości zdjęcia tekstu z żądaniem, abym go przetłumaczyła i rozpisała jej wymowę, podkreślając, że potrzebuje tego do godziny 10 następnego dnia. Pomijam fakt, że niedziela to dzień, w którym każdy z nas ma wiele zajęć, niekoniecznie związanych z pracą. Oczekiwanie, że korepetytor wykona za ucznia pracę, którą on sam jest w stanie zrobić, ale mu się zwyczajnie nie chce, jest nie na miejscu.
Po drugie problemem jest myślenie rodziców, że podczas korepetycji dojdzie do cudu i mimo braku jakichkolwiek chęci, zaangażowania i współpracy ze strony ucznia, korepetytor ‘wbije mu wiedzę do głowy’. Korepetycje mają sens jedynie w przypadku, gdy uczeń jest uważny podczas zajęć, stosuje się do zaleceń i regularnie się uczy. Dzieci- i niestety także rodzice- tego nie rozumieją.

malicja12
04-11-2016, 02:06
Czytając powyższe wpisy, stwierdzam, że miałam szczęście spotykając moich uczniów. Obecnie pracuję z małymi dziećmi; 5-letnią dziewczynką i 6-letnim chłopcem. Z tego co słyszę od rodziców, dzieci bardzo lubią zajęcia i na każde czekają z niecierpliwością. Wbrew pozorom nasze lekcje nie opierają się głownie na grach i zabawach chociaż oczywiście są one elementem zajęć. Wiadomo, zdarzają się dni gorsze i lepsze, bo stopień przyswajania informacji, skupienia u takich małe dzieci jest bardzo uzależniony od pogody czy nastroju. Jednak, na każdych zajęciach każde z nich daje mi powód do dumy, bo chyba nie ma nic piękniejszego jak to kiedy 6-letni chłopiec biegle wymienia liczby mnogie regularne i nieregularne, poznanych zwierzątek. Jeżeli chodzi o częstotliwość zajęć, to bardzo rzadko zdarza się żeby rodzice odwoływali, no chyba, że dziecko jest chore.

Gorsze doświadczenie jednak miałam ucząc osoby dorosłe, pracujące. Pierwsze problemy to były nieodrobione prace domowe, a ja za bardzo nie wiedziałam jak upomnieć osobę ode mnie starszą żeby nie narazić się na śmieszność. Potem przyszły odwoływania, skończyło się tak, że to ja się musiałam dopominać i pytać o termin zajęć. Jak się pewnie domyślacie, nasza współpraca skończyła się szybko.

Podstawą udanych lekcji, jest chęć dziecka/ucznia/dorosłego do nauki, inicjatywa dodatkowych lekcji powinna wyjść od nich a nie od rodziców, bo potem kończy się to na ciągłych odwoływaniach, albo traktowaniu korepetytora jako osobę do odrabiania prac domowych.

magdunia
07-16-2016, 21:25
Zdecydowanie wszystko zależy od osoby i charakteru. Ja chyba miałam wyjątkowe szczęście do uczniów. Zdarzało się oczywiście sporadyczne odwoływanie zajęć, nawet 30 min przed zajęciami czy w ogóle nie byłam powiadamiana i sama musiałam dzwonić i pytać czy zajęcia się odbędą, ale z reguły były to dość uzasadnione przypadki. To prawda, że język angielski cieszy się większym powodzeniem niż inne - jest już przecież uznawany za język międzynarodowy, ale z mojego punktu widzenia większym problemem niż samo odwoływanie zajęć i lekceważący stosunek do korepetytora czy samych zajęć jest większa chęć i motywacja do nauki ze strony rodziców niż uczniów.

annajot
07-17-2016, 22:07
Największym problemem dla mnie jest brak chęci ze strony ucznia, fakt że przychodzi bo każą mu rodzice i już od wejścia patrzy na zegarek.

aleksandrazaw
07-18-2016, 09:38
Miałam uczniów, którzy chcieli się uczyć i czekali na każde następne korepetycje, ale równieżtakich przy których "ręce mi opadały".. Oczywiście, że to zależy od sytuacji w jakiej się znajdujemy, ale ja mogłam sobie na to pozwolić, że po prostu zrezygnowałam z chodzenia do uczniów, którzy nawet nie kryli sięz tym, że nie mieli ochoty na naukę języka, stwierdziłam, że nie będę jeździć do takich uczniów bo nie ma sensu sie przejmować..

rescuecall
07-18-2016, 12:27
Uczylem angielskiego mojego rowiesnika, potrzebowal korkow zeby zdac cos w szkole. Nistety byla to nauka przez bity miesiac ciagle tego samego czyli to be i przeczeniaa a jak wprowadzilem simple i continous to sie zalamal i dal spokoj. Brak samozaparcia i pracowitosci, ot co.

monicapawlik
07-18-2016, 12:51
Zaraz po ogłoszeniu otrymywałam pierwsze telefony od osób z pytaniem o korepetycje. Na początku miałam ich wiecej poźniej jednak jedni przyszli raz inni parę razy i na tym koniec. Dałam sobie spokój, jako, że mam inne obowiazki więc nawet czasowo nie byłabym w stanie pogodzić jeszcze dodatkowych zajęć. Mam natomiast jedną osobę, która chodzi do dziś, i nie opusćiła jeszcze ani jednego dnia z wyjątkiem wyjazdów na urlop. Do tego jeszcze chodzi 2 razy w tygodniu nas zajęcia do college'u. Jest chętna do nauki, ma dużo samozaparcia i jest to niezbity dowód, że jeśli się naprawdę czegoś chce i wytrwale do tego dąży to osiagnięcie zamierzonych celów jest już tylko kwestią czasu.

mapuuh
07-19-2016, 01:59
Ja mam ten problem, że nie widzę chęci do nauki, tzn pozory są "więcej list ze słówkami" "coś dodatkowego" ale ciężko zrobić coś więcej z kimś, kto postawowych czasowników nieregularnych nie chce sobie powtórzyć i nie umie się nauczyć rodzajników..

Patrycjam
07-19-2016, 20:45
Ja jestem osobą która słabo nadaje się do tłumaczenia czegoś. Sama to rozumiem i używam, ale nie potrafię swojej wiedzy w logiczny sposób przekazać drugiej osobie. Z tym trzeba się chyba urodzić ;)

ailistrae
07-20-2016, 12:12
Problemem jest lenistwo/słomiany zapał. Na początku każdy zapewnia, że będzie się przykładał do nauki. Po kilku lekcjach wychodzi jednak, że były to słowa rzucone na wiatr. Często też zdarza się, że uczniowie odwołują korepetycje 2 godziny przed zajęciami, bo brzuszek nagle rozbolał. Rozumiem, że ktoś może zachorować, przypadki losowe są różne. Ale nagminne bóle wszystkiego tuż przed zajęciami dodatkowymi to trochę przesada.

barmad
07-22-2016, 10:44
Najczęstszy problem jest taki, że albo odwołują w ostatniej chwili (kiedyś szczytem było, jak dojeżdżałam do ucznia przez pół miasta i pocałowałam klamkę i dopiero po telefonie sobie przypomniał, że miała być lekcja - na szczęście następnym razem mi za nia zapłacił) i to, że nie chca się uczyc. Niektórzy uważają, że samo przychodzenie wystarczy, a wiedza im sama wpadnie do głowy. Nie robią notatek, a jak robią to je gubią, nie robią zadań domowych, tragedia.

an.t
08-05-2016, 16:56
Zgadzam się, że wszystko zależy od ucznia. Często są tacy, którzy po wakacjach w Italii zgłaszają się na włoski, na początku przychodzą regularnie, później się wykruszają. To bardzo męczące, bo do ostatniej chwili nie wiesz czego możesz spodziewać się w danym tygodniu. Organizujesz swój czas pod lekcję, a chwilę przed wiadomość - dziś nie dam rady...

myrsia
08-06-2016, 16:36
Z mojego doświadczenia mogę przyznać, że najlepszym sposobem na problem odwoływania zajęć jest naturalna selekcja uczniów :) Każdy z nas jest człowiekiem i wiadomo, ze zdarzają się różne życiowe sytuacje, kiedy to nauka języka nie jest najważniejsza. Jeśli wiem, że uczeń ma siedzieć prawie z zamkniętymi oczami i udawać że słucha i pracuje, to wolę żeby te zajęcia faktycznie odwołał, bo po co mamy się oboje męczyć. Jeśli jednak zajęcia odwoływane są zbyt często, to należy podziękować za współpracę - szanujmy siebie nawzajem i swój czas.

aniuta
08-07-2016, 14:05
Ja również miałam podobne doświadczenia z lekcji prywatnych j. rosyjskiego. Najczęściej przychodzą do mnie dorośli ludzie, którzy bardzo poważnie podchodzą do nauki rosyjskiego, twierdząc, że wybierają go zez względów praktycznych (bo potrzebują w pracy, bo chcą nawiązać kontakty biznesowe z Rosją). Na początku BARDZO chcą, są ciekawi lekcji, niektórzy nawet chcą, by zadawano im pracę domową :) Jednakże ich zapał szybko się wypala... z bardzo prozaicznego powodu - ludzie dorośli są "zawaleni" pracą, mają rodziny, problemy życia codziennego. I najczęściej nasze spotkanie kończy się stwierdzeniem: Pani Aniu, niestety nie dam rady... Muszę zrezygnować z zajęć. Ale bywa też i tak, że niektórzy są na tyle niekulturalni, że przestają się nagle odzywać ... i to ja muszę sama do nich dzwonić, by uzyskać najczęściej odmowną odpowiedź :(

IzaJ
08-07-2016, 21:18
Jeszcze na szczęście nie spotkałam się z taką sytuacją, ale chyba jedynym rozwiązaniem jest wcześniejsze dokładne ustalenie warunków, choć zawsze wszystko zależy, na kogo się trafi.
Ja najczęściej spotykam taki problem, że dzieci się nie uczą a rodzice ich nie pilnują. Nie mówiąc już o powtarzaniu informacji, które po 2 tyg trzeba tłumaczyć od nowa.

gtumasiewicz
08-08-2016, 00:03
Nie zdarza się to często, natomiast odwoływanie zajęć często wiąże się ze wstydem braku nauki - uczeń sam się oszukuje mówiąc, że teraz odwoła zajęcia ale na następne się już naprawdę nauczy, przez co nagromadzają się zaległości. Warto wtedy aby lekcja jednak się odbyła i poświęcić ją na powtórkę wiadomości. W przypadku częstego odwoływania zajęć warto to uświadomić uczniowi.