PDA

View Full Version : Ilość czy jakość, drastycznie niskie stawki za tłumaczenia


adziazk
03-07-2012, 18:57
Czy Waszym zdaniem tłumacz powinien podejmować pracę za wszelką cenę? Czy istnieją jakieś granice odpłatnosci za tłumaczenia. Co tak naprawdę jest ważniejsze, szybko i dużo, czy może wolniej, ale w dobrej jakości.

Angela_Krk
03-07-2012, 19:31
Dzisiaj dostałam takiego linka od koleżanki i myślę, że odpowiedzi na forum są również odpowiedziami na Twoje pytanie:

http://forumtlumaczy.pl/index.php/topic,29483.25.html

"Moje imię to Justyna oraz jestem studentką filologi angielskiej i mieszkam w Estonii. Od paru lat zajmuje się tłumaczeniem tekstów, instrukcji, stron internetowych itp. Poniżej możecie zobaczyć moją ofertę oraz ceny.
Język angielski na język polski - 1 STR A4 - 15zł | 50 STR - 150zł | 100 STR A4 - 180zł
Język polski na język angielski - 1 STR A4 - 20zł | 50 STR - 160zł | 100 STR A4 - 260zł
Język estoński na język polski - 1 STR A4 - 17zł | 50 STR - 170zł | 100 STR A4 - 290zł
Język polski na język estoński - 1 STR A4 - 21zł | 50 STR - 190zł | 100 STR A4 - 330zł"

skara
03-07-2012, 20:18
Ten cennik to jakieś kpiny czy co? Jeśli ma się stawkę x za jedną stronę to nie wiem w którym równoległym wymiarze stawka za stron 100 jest równa wynagrodzeniu za stron 12?! :confused: Rozumiem, że jeśli się trzaska tekst 100 stronowy o stałej tematyce to można zaproponować jakiś minimalny upust, ale jeśli upust sięga ponad 90% to, że się brzydko wypowiem, "cycki opadają".

Wg mnie tłumacz wykonujący swoją pracę dobrze i z chociaż minimalnym doświadczeniem nie powinien brać mniej niż 25 zł + VAT.

karolina2976
03-08-2012, 17:32
Ja uważam, że cena powinna jednak pokrywać koszt wykonanej usługi (np. zużycie prądu, papieru, tuszu...)

prayforpower
03-09-2012, 11:46
Niestety coraz częściej studenci przyjmują zlecenia za grosze, dlatego stawki za tłumaczenie są coraz niższe. Zawsze jednak cena tłumaczenia ma swoje odzwierciedlenie w jego jakości. Ostatnio zaproponowano mi stawkę za tłumaczenie pol-niem 20gr za 100 znaków, czyli 3,6 za stronę. Zdecydowanie odmówiłem.

mzywiecka
03-10-2012, 18:01
To rzeczywiście duży problem, który coraz częściej pojawia się na rynku tłumaczeń. Z doświadczenia wiem, że więcej jest klientów gotowych zapłacić mniej za byle jakie tłumaczenie, niż normalną stawkę za wysoką jakość. A potem można się zdziwić, jak to mówił jeden z moich wykładowców, kiedy w menu zobaczył Denmark from duck - dania z kaczki...To nie żart!

Aga12
03-10-2012, 20:16
Może dla tych co mieszkają w Estonii jest to bardzo opłacalna stawka ( może bo nie mam zupełnie pojęcia jak się ma przelicznik waluty estońskiej do polskiej). Tak jak kiedyś było kiedyś w Polsce ludowej (kiedy na rynku obok siebie istniał dolary i "bomy". Kiedy za równowartość wody kupionej na zachodzie z dolary można było kupić w Polsce dużo, dużo więcej rzeczy niż za wartość takiej samej wody kupionej w kraju.

Ale to by znaczyło, że tłumacze, rodowici Polacy nie będą przyjaźnie nastawieni do tłumaczy z Estonii, czy innych podobnych krajów.( I trudno się dziwić)

amd
03-11-2012, 12:08
Ten cennik to chyba jest jakiś żart albo cytowana Justyna jest po prostu bardzo zdesperowana, aby tłumaczyć cokolwiek. Wydaje mi się, że Estonia to nie jest kraj trzeciego świata i nawet na tamtejszym rynku podane ceny są naprawdę niskie. Jako potencjalny klient nie byłabym zainteresowana jej ofertą, ponieważ jest podejrzanie zbyt niska - jak tłumacz bierze tak mało za stronę to aż samo nasuwa się, że skoro ktoś nie ceni swojej pracy, to odwala ją byle jak. Byłabym pełna podejrzeń czy tekst nie jest wyłacznie puszczany przez translator. Jako tłumacz uważam, że takie ceny psują rynek. Pokazują firmom, że skoro są ludzie, którzy tłumaczą stronę za paczkę gum do żucia, to znaczy że wykonywany przez nas zawód wcale nie jest trudny i każdy może to robić. Potem pojawiają się absurdalne oferty 5 zł za stronę.

Aga12
03-11-2012, 14:00
Byłabym pełna podejrzeń czy tekst nie jest wyłacznie puszczany przez translator. Jako tłumacz uważam, że takie ceny psują rynek. Pokazują firmom, że skoro są ludzie, którzy tłumaczą stronę za paczkę gum do żucia, to znaczy że wykonywany przez nas zawód wcale nie jest trudny i każdy może to robić. Potem pojawiają się absurdalne oferty 5 zł za stronę.

A może by tak z ciekawości zamówić jedną stronkę;).

eltordo
03-11-2012, 19:11
Ech...czy ktokolwiek wie jaka powinna być ODPOWIEDNIA stawka tłumaczeniowa? Szukam i szukam i nie mogę znaleźć. Chodzi mi o tłumaczenie ang-pol i hiszp-pol (albo podobny język o średniej popularności w Polsce) w obie strony.

baczko
03-11-2012, 23:34
Co znaczy odpowiednia? Sam też się zastanawiam na ile np. wycenia się tłumaczenie literackie a na ile specjalistyczne (prawnicze, techniczne).

amd
03-12-2012, 00:55
A może by tak z ciekawości zamówić jedną stronkę;).

A widzisz właśnie szkopuł w tym, że jedną stronkę to ona może się przyłożyć żeby zrobić. Bardziej upatrywałabym się translatora w tych dużych zleceniach za śmiesznie małe stawki za stronę.

muzarubensa
03-12-2012, 12:27
tłumacz nie pracuje tylko dla przyjemnosci, ten fragment ogłoszenia to kpina z wymagajacej pracy tłumacza, jestem zgodna, ze cena powinna pokrywac wkład w tłumaczenie, trzeba tez brac po uwage doswiadczzenie z danym rodzajem tekstu czy branza,na allegro chodza tłumaczenia po 10 zl za str, mysle, ze warto naklaniac ludzi, zeby omijali takie oferty, gdyz jest to swego rodzaju dumping uslugowy i polecac im profesjonalne biura czy strony internetowe

eltordo
03-12-2012, 13:55
Co znaczy odpowiednia? Sam też się zastanawiam na ile np. wycenia się tłumaczenie literackie a na ile specjalistyczne (prawnicze, techniczne).

"Odpowiednia" w sensie nie drastycznie i prześmiewczo niska jak w poprzednich postach ani tez nie zawyżona. Chcę powysyłać CV do kilku biur tłumaczeniowych i niemal wszyscy pytają się o stawki.

Lad
03-12-2012, 14:06
Hmm... sama reklama średnio zachęcająca: "Moje imię to Justyna". W jakim to jest języku?:rolleyes:

Aga12
03-12-2012, 17:18
Hmm... sama reklama średnio zachęcająca: "Moje imię to Justyna". W jakim to jest języku?:rolleyes:

Może to estoński szyk zdania;)

Lynx85
03-12-2012, 17:36
A może by tak z ciekawości zamówić jedną stronkę;).

Zróbmy zrzutę i zobaczmy jak dziewczyna radzi sobie ze 100 str. A4 pisane czcionką 5,5 w dwa tygodnie ;-))
Wrażenia: bezcenne ;-)

iza_bella83
03-13-2012, 14:50
Również zauważyłam, że jest wiele chętnych do tłumaczenia, nawet za bezcen, co nie sprzyja jakości. Myślę, że jest to wina przede wszystkim osób zlecających tłumaczenia - po najmniejszej linii oporu, szybciej i byle jak, ważne, żeby było. Jednak to się później odbija na... samych zlecających, przedsiębiorstwach etc., ponieważ są to osoby, którym zależy na zapłaceniu przede wszystkim mniejszej stawki, a potem "często gęsto" występują błędy w kartach dań w restauracjach, przewodnikach (tam to jest dopiero "ubaw po pachy"; kiedyś czytałam tłumaczenie z języka czeskiego na język polski - myślę, że jeżeli chce się promować jakiś region, to należy się skonsultować z native speaker'em) :D

Kati
03-14-2012, 01:45
To, co się zaczyna dziać na rynku tłumaczeń, to tragedia. Ręce opadają! Popatrzcie na to:

"PILNE!! POSZUKUJEMY TŁUMACZY

Z języka: Czeskiego, Słowackiego, Węgierskiego, Norweskiego, Szwedzkiego, Słoweńskiego Holenderskiego, Fińskiego, Rumuńskiego, Japońskiego, Chińskiego, Greckiego Tylko osoby podejmujące się tłumaczeń poniżej 10zł za stronę, posiadające doświadczenie w tłumaczeniu tekstów. Zainteresowane osoby proszę o podanie ceny za 1stronę, języka z którego mogliby Państwo podjąć się tłumaczenia oraz nr telefonu. 2 najatrakcyjniejsze oferty z danego języka zostaną wybrane. Praca zdalna. Możliwość długofalowej współpracy."

Link do ogłoszenia TUTAJ (http://krakow.gumtree.pl/c-Praca-praca-inne-PILNE-POSZUKUJEMY-TLUMACZY-W0QQAdIdZ358851675)

Ciekawe, jaka stawka w takich "zawodach" wygrywa? Tłumaczenie poniżej 10 złotych za stronę... Dokąd ten świat zmierza ? ? ? Pracodawcy zaniżają stawki we wszystkich dziedzinach; tłumacz do tej pory był zawodem elitarnym, jednak widać, że i tu wciska się ta zaraza... Smutne :(

skara
03-14-2012, 13:46
Pewnie tłumaczenie polega na wrzuceniu tekstu w translator i ewentualnym poprawieniu najbardziej rzucających się w oczy błędów. Wtedy rzeczywiście można pracować za 10 zł za stronę bo robi się ją 5 minut.

Lynx85
03-14-2012, 14:06
Oczywiście, że można - pytanie tylko, czy jest to w ogóle zgodne z etyką tłumacza, bo moim zdaniem dalece to odbiega od wszelkich zasad rządzących tym zawodem... No ale to tylko tacy pasjonaci języków obcych jak my zwracają uwagę na takie "drobiazgi" ;)

skara
03-14-2012, 14:58
czy jest to w ogóle zgodne z etyką tłumacza, bo moim zdaniem dalece to odbiega od wszelkich zasad rządzących tym zawodem...

Pokuszę się o stwierdzenie, że w naszym zawodzie nie ma żadnych zasad i żadnej etyki. Brakuje gildii tłumaczy, która by ujednolicała stawki, brakuje jasnych zasad i organu, który by nas reprezentował jako grupę społeczną. Dopóki to się nie zmieni będziemy mieć dumpingowe stawki i śmieciowe traktowanie.

adziazk
03-18-2012, 07:20
Pokuszę się o stwierdzenie, że w naszym zawodzie nie ma żadnych zasad i żadnej etyki. Brakuje gildii tłumaczy, która by ujednolicała stawki, brakuje jasnych zasad i organu, który by nas reprezentował jako grupę społeczną. Dopóki to się nie zmieni będziemy mieć dumpingowe stawki i śmieciowe traktowanie.

Calkowicie się zgadzam. Brak jest nam jakiejś organizacji, organu, który by nas reprezentował. Ja odnoszę wrażenie, że coraz częściej chodzi tylko o cenę. Podobnie, jak wiele osób tutaj, myślę że nie powinniśmy zgadzać się na tłumaczenie za wszelką cenę, bo w ten sposób sami sobie szkodzimy i prz okazji innym.

dragunov37
04-10-2012, 14:43
Tak ale z drugiej strony czy jest jakieś wyjście? Jakieś państwowe instytucje nie chronią tłumaczy? Nie ma jakichś przepisów które regulują takie rzeczy?

Mam namyśli określanie stawek i jakaś kontrole w sektorze tłumaczeń

Pietrann
04-10-2012, 17:22
Ktoś powyżej powiedział że "w naszym zawodzie nie ma żadnych zasad i żadnej etyki". Myślę, że to nie do końca prawda, a sprawa jest nieco bardziej złożona. My - mam tu na myśli prawdziwych profesjonalnych tłumaczy - nigdy nie zgodzilibyśmy się na śmieciowe stawki, bo mamy świadomość, że to najlepszy sposób na zepsucie rynku i podcinanie gałęzi na której wszyscy siedzimy. Szkopuł w tym, że zleceniodawcom rzadko zależy na jakości i jeśli mają do wyboru profesjonalistę, który żąda odpowiedniego wynagrodzenia za ciężką i rzetelną pracę oraz amatora, który pracuje głównie z translatorem, w dodatku za pół darmo, to wybiorą niestety tego drugiego. Zwróciliście uwagę, że zanim pada pytanie o kwalifikacje i doświadczenie bardzo często pojawia się kwestia stawki? W naszym pięknym kraju panuje wyzysk i prawo dżungli, wygrywa ten kto poda niższą cenę, bo to on z reguły dostaje zlecenia. Podobnie jest w wielu innych branżach, wystarczy wspomnieć o ustawianych przetargach i wszechobecnym kumoterstwie. Nie ważne jak, ważne żeby było tanio i szybko, albo żeby robótkę dostał znajomy. Niech sobie chłopaczyna zarobi. Słyszałam wiele historii, na przykład o ledwie dukających po angielsku maturzystach, którzy tłumaczą listy dialogowe do seriali, bo tatuś ma akurat znajomego w danej telewizji, o koleżankach redaktorów w wydawnictwach, którzy oddają do redakcji teksty nadające się wyłącznie do wyrzucenia. Przykłady można by mnożyć. Tłumacz nie ma żadnych praw, nie chroni go kodeks pracy, nie istnieje związek zawodowy, który mógłby o jego czy jej prawa walczyć. Tłumaczeniami zajmują się często dyletanci, ludzie, których w ogóle nie wypada nazywać tłumaczami, a którzy swoją postawą i jakością pracy psują opinię tłumaczom z prawdziwego zdarzenia. W bankach i innych dużych firmach dokumenty tłumaczą pracownicy, bo po co zatrudniać biuro tłumaczeń, skoro ktoś może zrobić tę samą robotę w ramach etatu? Ponadto panuje dość powszechne przekonanie, że tłumaczyć potrafi właściwie każdy, kto jako tako zna język obcy. Można i trzeba próbować z tym walczyć, żądać większych stawek, tyle tylko że rozmowa wygląda zazwyczaj tak: Nie podoba się pani/panu wynagrodzenie? Trudno. Take it or leave it. Znajdę sobie innego jelenia. Przepraszam za ten ponury ton, ale jestem świeżo po lekturze Raportu o sytuacji tłumaczy literackich w Polsce. Włos się na głowie jeży. Po blisko dekadzie tłumaczenia tekstów literackich zostałam bezpowrotnie pozbawiona złudzeń. Żal... jak mówią moi uczniowie z gimnazjum ;) Swoją drogą polecam przeczytanie owego raportu i życzę nam wszystkim, aby nasza żmudna praca była nieco bardziej doceniana:)


Raport o sytuacji tłumaczy literackich w Polsce Sławomira Paszkieta można znaleźć na stronie STL (Stowarzyszenie Tłumaczy Literatury)

http://www.stl.org.pl/lektury/

idontlikemondays
04-11-2012, 02:11
A mnie zastanawia to, jak bardzo zleceniodawcom brakuje zwykłego instynktu samozachowawczego. NIGDY W ŻYCIU nie poszłabym do dentysty, który robi plomby za 5 zł. W życiu nie kupiłabym kiełbasy po 2 zł kg. Nigdy nie wybrałabym się do biura podróży, oferującego 2 tygodniowe wczasy za 250 zł. Co więc, u licha, ciągnie zleceniodawców do "tłumaczy", tłumaczących za 4 zł od strony??? To, co się dzieje na rynku, to jakiś absurd. Zresztą dotyczy to nie tylko tłumaczeń. Mój ojciec jest architektem. Opowiadał, że kilka lat temu brał udział w przetargu na jakiś tam projekt. No i jedno biuro oferowało 300 tyś. za projekt, inne 320, jeszcze inne 290. Normalka. A jeden człowiek wychylił się z UŁAMKIEM tej kwoty. Oczywiście wygrał, co jeden z projektantów skwitował słowami: Panowie, spotkamy się tu za rok. I się spotkali, bo się okazało, że zwycięzca nie wywiązał się ze zobowiązania. Podobnie jest z tłumaczeniami. Będąc w Kijowie kupiłam kiedyś naprawdę ładnie wydaną książkę o mieście. Dość gruba, fajny papier, dużo zdjęć. Zrobiłam błąd, bo nie przeczytałam, co też siedzi w środku. A w środku... ANI JEDNEGO zdania, które byłoby poprawne. Konstrukcje w stylu: "wieża jest w 200 metrów wysoka", kupa błędów gramatycznych, leksykalnych itd. Cóż, ktoś sobie widocznie oszczędził na tłumaczu. Nie wiem, kiedy zleceniodawcy w końcu zaskoczą, że absurdalnie zaniżona cena = gwarancja kiepskiej jakości. Póki co jest tak, jak napisała przedmówczyni - nikt się nie pyta o umiejętności, doświadczenie itd. Pierwsze pytanie, jakie się słyszy, brzmi: ILE. Po nim ewentualnie następuje drugie: a czemu tak dużo. No ludzie...

Aga12
04-11-2012, 09:04
A mnie zastanawia to, jak bardzo zleceniodawcom brakuje zwykłego instynktu samozachowawczego. NIGDY W ŻYCIU nie poszłabym do dentysty, który robi plomby za 5 zł. W życiu nie kupiłabym kiełbasy po 2 zł kg. Nigdy nie wybrałabym się do biura podróży, oferującego 2 tygodniowe wczasy za 250 zł. Co więc, u licha, ciągnie zleceniodawców do "tłumaczy", tłumaczących za 4 zł od strony??? To, co się dzieje na rynku, to jakiś absurd.

Bo ludzie nie zdają sobie sprawy, że to nie jest takie łatwe. Ot po prostu siedzisz sobie i przepisujesz po polsku to co jest napisany po angielsku. Tak samo jak z pracą nauczyciela, siedzi sobie w klasie, coś tam pogada do dzieci, ma wycieczki za darmo. Wiedza nie jest dla ludzi towarem, to czego nie można dotknąć, włożyć do torebki lub worka się nie liczy.

idontlikemondays
04-11-2012, 14:21
Bo ludzie nie zdają sobie sprawy, że to nie jest takie łatwe. Ot po prostu siedzisz sobie i przepisujesz po polsku to co jest napisany po angielsku. Tak samo jak z pracą nauczyciela, siedzi sobie w klasie, coś tam pogada do dzieci, ma wycieczki za darmo. Wiedza nie jest dla ludzi towarem, to czego nie można dotknąć, włożyć do torebki lub worka się nie liczy.

No właśnie, i to jest bardzo przykre. Niektórzy zleceniodawcy są skrajnie krótkowzroczni i nie widzą tego, że np. tłumaczenie strony www ich firmy jest ich wizytówką. I MUSI być zrobione doskonale, by ktokolwiek zechciał traktować takiego klienta serio. Że mail, który wysyłasz do potencjalnego partnera biznesowego MUSI wzbudzać zaufanie. Że przewodnik po mieście, przetłumaczony z bykami, zamiast promować, będzie jedynie wzbudzać śmiech. I że byle Kasia po pół roku zmywania garów w Anglii NIE JEST W STANIE tego zrobić tak, jak to powinno być zrobione.
Ale z drugiej strony wielu "naszych" również wykonuje branży krecią robotę, udowadniając zleceniodawcom, że po co szukać dobrego tłumacza, skoro pierwszy lepszy desperat zrobi to samo za batonika. Może gdybyśmy sami nie godzili się na niewolniczą pracę, to rynek sam by się uregulował. A tymczasem zapraszam na Oferię, albo na zlecenia.przez.net. Co druga oferta pochodzi od "tłumacza" po politechnice, z 20 letnim imponującym doświadczeniem, który gotów jest tłumaczyć ekspresem tekst techniczny za 10 zł brutto od strony, chociaż z palcem w nosie mógłby zażądać 10-krotności tej kwoty. Ale nie żąda, bo widocznie lubi zasuwać 24/7 za garnek zupy.

karolineusz
05-02-2012, 22:05
Ośrodek Rozwoju Edukacji ogłosił przetarg na tłumaczenie symultaniczne seminariów w Instytucie Yad Vashem w Izraelu.
12 dni tłumaczenia, 8 godzin dziennie.
"Zamawiający nie zabezpiecza transportu."
"Wymaga" jednego tłumacza przez te wszystkie dni.

Całe ogłoszenie: http://www.bip.ore.edu.pl/index.php?app=przetargi&nid=248&y=2012&status=1

Najgorsze że tłumacze się zgłaszali....

No i jak to mówili nam na uczelni - If you are NOT a monkey, don't work for peanuts!

MWiszniewska
05-07-2012, 11:36
Jak ktoś płaci mało to znajdzie tylko tłumaczy z małym doświadczeniem i dostanie odpowiednią jakość.

Aga12
05-07-2012, 17:48
Pokuszę się o stwierdzenie, że w naszym zawodzie nie ma żadnych zasad i żadnej etyki. Brakuje gildii tłumaczy, która by ujednolicała stawki, brakuje jasnych zasad i organu, który by nas reprezentował jako grupę społeczną.

Ale jak to by mogło wyglądać w praktyce. Tłumaczenie to nie medycyna gdzie ktoś lecząc ludzi nie będąc lekarzem popełnia przestępstwo. A jak ujednolić stawki? Taki organ ujednolicający je musiałby ścigać i karać tych którzy biorą mniejsze stawki??? Wydawać jakieś licencje na tłumaczenie, a jak ktoś przetłumaczy coś bez licencji to "wlepić mandat"?:rolleyes:

carmenblack
09-18-2012, 11:57
Ostatnio właśnie szef namówił mnie na zabawę z przetargami. Zgłosiliśmy ofertę. Oczywiście wszystko opiera się na "kto da taniej" więc dla mnie to jest zupełnie bez sensu. Wygrała oferta tłumacza proponującego 15 zł za stronę rozliczeniową. Brutto.

Bartosz Jarmuż
09-19-2012, 10:54
Ciekawe tylko, czy potem się nie okazało, że strona ma 1000 znaków:)

dominikm
09-19-2012, 14:12
Ostatnio właśnie szef namówił mnie na zabawę z przetargami. Zgłosiliśmy ofertę. Oczywiście wszystko opiera się na "kto da taniej" więc dla mnie to jest zupełnie bez sensu. Wygrała oferta tłumacza proponującego 15 zł za stronę rozliczeniową. Brutto.

To standard. Teksty wrzuca się w google translatora a potem szuka się biedne naiwne osoby do 'korekty tłumaczeń', płacąc im po 10 zł od strony. 5 zł czystego zysku niemal bez wysiłku. Ceńmy przedsiębiorczość!
-----
http://tlumaczangielskiego.blogspot.com/2012/09/peja-i-tede-na-uczelni-czyli-pollak-do.html

agata.dominska
09-20-2012, 05:15
Uważam, że jeżeli już ustalamy cenę za stronę, powinno się jej trzymać tzn. przeliczać liczbę stron x cena za stronę. Oczywiście, możliwe są upusty, np. powyżej 50 stron, 10% zniżki. Ale nie powinno się przesadzać. Osobiście, gdybym spotkała się z taką ofertą, albo pomyślałabym, że to żart, albo, że tłumacz nie ma doświadczenia na rynku i pewnie jego praca nie jest najlepszej jakości. Z perspektywy tłumacza mogę powiedzieć tylko, że to praca za grosze, która urąga wszelkiej logice.

zylciaj
09-20-2012, 12:21
Problem zaniżonych stawek dotyczy nie tylko zawodu tłumacza. Nie każdemu zależy na jakości, gdyż często zlecane są tłumaczenia na potrzeby klienta indywidualnego, a przekład "nie idzie w świat". Poza tym znajomość języków obcych jest coraz powszechniejsza, stąd często zatrudnia się osoby bez formalnego wykształcenia, aby tłumaczyły "po kosztach". Studenci szukają doświadczenia itd. itp. Jest to wyzysk, wynikający z aktualnej sytuacji na rynku pracy w Polsce. Osobiście wolę robić tłumaczenia za darmo niż za jakąś śmieszną stawkę - dla zasady :)

goasia
09-20-2012, 22:53
pracując w agencji tłumaczeniowej widzę jakie stawki przysyłają tłumacze z krajów azjatyckich - gdyby nie to, że wiele agencji wyznaje zasadę, że tłumaczy się tylko na swój język rodzimy - to już ciężko byłoby znaleźć pracę w tej dziedzinie... myślę, że ztrzeba bronić naszego zawodu i nie pozwalać schodizć poniżej jakiejś określonej stawki.

Elle Lissitzka
09-21-2012, 12:30
Szczerze mówiąc jak przeglądałam czasami ogłoszenia na różnych portalach to takie stawki wydawały mi się czymś normalnym. Dopiero teraz widzę, że to nieprawda, tylko najwidoczniej przeglądałam złe portale.

Im głębiej wchodzę w rynek, na razie tylko informacyjnie, tym bardziej jestem zszokowana. Nie miałam pojęcia o tym, że stawki są aż tak zaniżane. Uważam, że rzeczywiście karygodne. Nie dość, że psuje rynek to przy okazji i samym tłumaczom wystawia niezbyt dobrą opinię, bo skoro tłumaczą za bezcen to nie cenią sami siebie zbyt wysoko. Ale jak w takim razie zdobyć zlecenia, żeby nie zaniżać zbytnio tych stawek a żeby mieć szansę wybić się z tłumu tłumaczy za dziesięć złotych?

Strona rozliczeniowa to chyba najczęściej 1800 znaków, czy tak?

A jakie stawki powinien zaproponować początkujący tłumacz? Próbuję się w tym odnaleźć, ale jak na razie tłumaczyłam tylko hobbystycznie i dla znajomych.

dominikm
09-21-2012, 14:01
Szczerze mówiąc jak przeglądałam czasami ogłoszenia na różnych portalach to takie stawki wydawały mi się czymś normalnym. Dopiero teraz widzę, że to nieprawda, tylko najwidoczniej przeglądałam złe portale.

Im głębiej wchodzę w rynek, na razie tylko informacyjnie, tym bardziej jestem zszokowana. Nie miałam pojęcia o tym, że stawki są aż tak zaniżane. Uważam, że rzeczywiście karygodne. Nie dość, że psuje rynek to przy okazji i samym tłumaczom wystawia niezbyt dobrą opinię, bo skoro tłumaczą za bezcen to nie cenią sami siebie zbyt wysoko. Ale jak w takim razie zdobyć zlecenia, żeby nie zaniżać zbytnio tych stawek a żeby mieć szansę wybić się z tłumu tłumaczy za dziesięć złotych?

Strona rozliczeniowa to chyba najczęściej 1800 znaków, czy tak?

A jakie stawki powinien zaproponować początkujący tłumacz? Próbuję się w tym odnaleźć, ale jak na razie tłumaczyłam tylko hobbystycznie i dla znajomych.

Problem, a może szczęście w tym, że tłumacze oferujący np. na allegro stawki rzędu 10 czy 12 zł wcale faktycznie takich stawek nie oferują.
Po pierwsze, z reguły za stronę tłumaczeniową przyjmują mniej niż 1800 znaków. Czasem dużo mniej.
Po drugie, nie oferują faktury, czytaj, firmy nie mogą wliczyć sobie w koszty usługi co podraża usługę o niebagatelne 19%.
Po trzecie, jeśli nie oferują ani faktury ani paragonu, robią to nielegalnie.
Po czwarte, z reguły żądają płatności z góry, co dla wielu klientów jest nieakceptowalne.
Można by jeszcze tak długo, ale wniosek jest pocieszający. Nie wszystko złoto, co się świeci....

-----
http://tlumaczangielskiego.blogspot.com/2012/09/peja-i-tede-na-uczelni-czyli-pollak-do.html

bo2joan
09-21-2012, 22:16
Ja się nie dziwię, że wielu ludzi się wzburza na taką sytuację na rynku tłumaczeń. Wnioskując z tego, co już zostało powiedziane, mam wrażenie, że takie oferty za niskie stawki są faktycznie skierowane do ludzi nie mających dużego doświadczenia, a którzy chcą zaistnieć i dla których tłumaczenia są bardzo ubocznym źródłem zarobku. Liczy się przede wszystkim, żeby w miarę możliwości nie przystawać na tak niskie stawki przez dłuższy czas no i, przede wszystim, żeby dbać o jakość. Nie da się ukryć że tłumaczenia od paru zł za stronę nie budzą raczej zaufania co do jakości właśnie.

gosdab
09-23-2012, 15:27
Ten cennik zamieszczony wyżej to rzeczywiście jakaś kpina... Nierówne proporcje, poza tym ja jestem za obliczaniem stawki za ilość znaków ze spacjami. To wg mnie jest najbardziej sprawiedliwe i najłatwiejszy sposób rozliczania się.

goasia
09-28-2012, 15:27
Szczerze mówiąc jak przeglądałam czasami ogłoszenia na różnych portalach to takie stawki wydawały mi się czymś normalnym. Dopiero teraz widzę, że to nieprawda, tylko najwidoczniej przeglądałam złe portale.

Im głębiej wchodzę w rynek, na razie tylko informacyjnie, tym bardziej jestem zszokowana. Nie miałam pojęcia o tym, że stawki są aż tak zaniżane. Uważam, że rzeczywiście karygodne. Nie dość, że psuje rynek to przy okazji i samym tłumaczom wystawia niezbyt dobrą opinię, bo skoro tłumaczą za bezcen to nie cenią sami siebie zbyt wysoko. Ale jak w takim razie zdobyć zlecenia, żeby nie zaniżać zbytnio tych stawek a żeby mieć szansę wybić się z tłumu tłumaczy za dziesięć złotych?

Strona rozliczeniowa to chyba najczęściej 1800 znaków, czy tak?

A jakie stawki powinien zaproponować początkujący tłumacz? Próbuję się w tym odnaleźć, ale jak na razie tłumaczyłam tylko hobbystycznie i dla znajomych.
wedlug mnie poczatkujacy tlumacz powinien miec takie same stawki jak wszyscy inni, stawka powinna sie roznic ewentulanie ze wzgledu na trudnosc tlumaczenia, naklad pracy w przygotwanie sie.

W Wielkiej Brytanii popularna stawka tlumaczy polskich jest £0.07 za slowo... mozna pomyslec o pracy jako freelancer dla biur z zachodu i pracowac w Polsce, gdzie koszty zycia troche tansze/

agawieczko
01-17-2013, 11:39
to się chyba nazywa psucie rynku. Bardzo smutne dla tłumaczy, że jest to zjawisko- kto da mniej, a nie kto da więcej. I to obniża estymę zawodu. Wydaje mi się, że gdyby nie takie zjawiska moznaby było przetrwać kryzys bez uszczerbku.

ta tłumaczka być może wyszła z przeliczynia ze swojej waluty?
z drugie strony mamy wolny rynek jeśli za tyl chce pracować, to co nie może tyle rządać za swoją pracę?
nikt przecież nie ustali urzędowych minimalnych stawek za tłumaczenie nieprzysięgłe.

Mnie kołacze się pytanie, dlaczego (jeśli już mowa o zjawiskach poza normą)- zdarzają sie zmowy cenowe- sztuczne zawyżanie cen, a w branży tłumaczeń ciągle mówi się o psuciu rynku?

Dlaczego przyjście hydraulika nie kosztuje mniej niż 100 zł (max. 1 h jego pracy), a specjalista w danym języku może sobie zażyczyć 35-40 zł za stronę rozl., więcej nie bo przecież i przy takiej stawce jest duża konkurencja.

Brakuje jeszcze ofert pt.: "co druga strona tłumaczenia gratis. w pakiecie z automatycznym tłumaczem abyś już nigdy nie musiał płacić żadnemu tłumaczowi."

Aga12
01-17-2013, 12:03
to się chyba nazywa psucie rynku. Bardzo smutne dla tłumaczy, że jest to zjawisko- kto da mniej, a nie kto da więcej. I to obniża estymę zawodu. Wydaje mi się, że gdyby nie takie zjawiska moznaby było przetrwać kryzys bez uszczerbku.

ta tłumaczka być może wyszła z przeliczynia ze swojej waluty?
z drugie strony mamy wolny rynek jeśli za tyl chce pracować, to co nie może tyle rządać za swoją pracę?
nikt przecież nie ustali urzędowych minimalnych stawek za tłumaczenie nieprzysięgłe.

Mnie kołacze się pytanie, dlaczego (jeśli już mowa o zjawiskach poza normą)- zdarzają sie zmowy cenowe- sztuczne zawyżanie cen, a w branży tłumaczeń ciągle mówi się o psuciu rynku?

Dlaczego przyjście hydraulika nie kosztuje mniej niż 100 zł (max. 1 h jego pracy), a specjalista w danym języku może sobie zażyczyć 35-40 zł za stronę rozl., więcej nie bo przecież i przy takiej stawce jest duża konkurencja.

Brakuje jeszcze ofert pt.: "co druga strona tłumaczenia gratis. w pakiecie z automatycznym tłumaczem abyś już nigdy nie musiał płacić żadnemu tłumaczowi."

Odpowiedź jest prosta. Jak się leje woda z rury w ścianie to nikt się nie będzie się targował, bo pan się obrazi i wcale nie przyjdzie. A po drugie widocznie jest ich za mało, dużo dużo mniej niż tłumaczy. Co może być z drugiej strony dziwne bo dużo łatwiej przyuczyć się do fachu hydraulicznego niż zostać świetnym tłumaczem.

HRG
01-20-2013, 13:20
Tak stawki psują rynek tłumaczeń. Tłumaczenie nie jest wcale taką prostą pracą. Kolejna kwestia, że tłumacze sami się na takie stawki godzą. 10 zł za stronę, na jutro, 100 stron. Nad jakością takiego tłumaczenia nie ma nawet co debatować.

jinx
01-22-2013, 17:49
No cóż... ja oczywiście zgadzam się, że stawki np.10 zł za stronę bardzo psują rynek, ale, ale czy w sumie starzy wyjadacze nie przyłożyli do tego ręki??? Bo tak tutaj niektórzy psioczą na młodych adeptów, że na pewno dobrej jakoś potencjalnym klientom zaproponować nie mogą i w ogóle są do bani. Ktoś chyba zapomina, że młodzi tłumacze to w przeważającej opinii bardzo ambitni ludzie, dla których niestety obecny rynek tłumaczeń (mam na myśli głownie biura) nie jest szczególnie łaskawy. To nie są tylko, jak tutaj kto sugerował, gimnazjaliści pracujący z google translate. Ale jakoś ci młodzi i ambitni też chcą coś mieć, w końcu nie po to tyle lat się uczyli, żeby swojej wiedzy nie wykorzystać. Biurom to i tak mało i mało skoro na swoich stronach piszą, że nie mając 7-8 lat doświadczenia nie ma nawet co wysyłać cv. Radzić sobie jakoś młodzi i ambitni muszą, szkoda tylko, że z takim stawkami. Także do przemyślenia taka druga strona medalu.

aiiiya
02-19-2013, 16:36
z tego co mi wiadomo to teraz w każdej branży stawki są bardzo niskie, nie wiem może to przez ten kryzys, ale w końcu jeśli ktoś potrzebuje takiego tłumaczenia ekspresowego (http://besttext.pl/tlumaczenia_ekspresowe,2919) to chyba będzie w stanie więcej zapłacić, sam tego przecież nie zrobi i to już nawet nie ze względu na umiejętności, ale dlatego, że dobry tłumacz będzie miał lepsze tempo pracy przez doświadczenie...jednak praktyka czyni mistrza ;)

bo2joan
02-23-2013, 19:51
Zgadzam się z niektórymi, że przydałyby się w naszym kraju jakieś związki tłumaczy i regulacje odnośnie stawek, bo rzeczywiście w kwestii cen za przekład jest teraz zbyt duża samowolka. Konkurują ze sobą utytułowani i początkujący tłumacze, przez co ceny lecą w dół.

Nie zawsze musi to oznaczać słabą jakość pracy. Myślę zresztą, że obecnie trudno już zdobyć renomę samymi dobrze wykonywanymi tłumaczeniami, także nawet co staranniejsi godzą się na niskie ceny. Do tego dochodzą różne względy, jakimi kierują się zleceniodawcy i być może też czasami brak odpowiedniej selekcji kandydatów poprzez próbne tłumaczenia (skoro, jak niektórzy wspomnieli, wystarczy pytanie o cenę).

Nasuwa się w związku z tym pytanie: jak w tym całym gąszczu znaleźć naprawdę fachowych tłumaczy?

ina708
04-03-2013, 10:50
No cóż... ja oczywiście zgadzam się, że stawki np.10 zł za stronę bardzo psują rynek, ale, ale czy w sumie starzy wyjadacze nie przyłożyli do tego ręki??? Bo tak tutaj niektórzy psioczą na młodych adeptów, że na pewno dobrej jakoś potencjalnym klientom zaproponować nie mogą i w ogóle są do bani. Ktoś chyba zapomina, że młodzi tłumacze to w przeważającej opinii bardzo ambitni ludzie, dla których niestety obecny rynek tłumaczeń (mam na myśli głownie biura) nie jest szczególnie łaskawy. To nie są tylko, jak tutaj kto sugerował, gimnazjaliści pracujący z google translate. Ale jakoś ci młodzi i ambitni też chcą coś mieć, w końcu nie po to tyle lat się uczyli, żeby swojej wiedzy nie wykorzystać. Biurom to i tak mało i mało skoro na swoich stronach piszą, że nie mając 7-8 lat doświadczenia nie ma nawet co wysyłać cv. Radzić sobie jakoś młodzi i ambitni muszą, szkoda tylko, że z takim stawkami. Także do przemyślenia taka druga strona medalu.

Zgadzam się z przedmówcą. Musimy spojrzeć na sytuację rownież z punktu widzenia początkujących, którzy nie koniecznie oferują mało profesjonalne tłumaczenia, a tylko próbują przebić się w jakiś sposób przez wymagania stawiane przez rynek pracy. W jakiś sposób ci ludzie muszą zdobyć doświadczenie, jeśli biura tłumaczeń nie daja im takiej możliwości - jedynym wyjściem jest stworzenie dla tych biur konkurencji.

coffeefreak
04-14-2013, 23:42
Ja jestem początkującym tłumaczem i ostatnio odezwało się do mnie biuro, żebym tłumaczył za 10zł za 1800zzs plus umowa dopiero po 90.000 przetłumaczonych znaków. Sorry, to nie tak, że od razu chcę zarabiać nie wiadomo ile, ale to jest stanowczno za mało. Podobnie jest z korepetycjami. Ludzie biorą po 15zł, a potem jak bardziej doświadczony nauczyciel powie 35zł to się na niego patrzą jak na wariata ;)

ninoos
04-16-2013, 16:37
Oczywiście zgadzam się ze wszystkimi - tak niskie stawki to kpina i brak szacunku do własnej pracy (której wykonanie wymaga przecież poświęcenia sporej ilości czasu). Chciałabym wierzyć, że jakość takich tłumaczeń odstrasza zleceniodawców albo chociaż, że po jednym kiepskim tłumaczeniu zwracają się jednak do doświadczonych i rzetelnych tłumaczy...

Być może (chociaż nie chcę nikogo usprawiedliwiać - cenniki ustala każdy wg własnego uznania) początkujący tłumacze chcą jakoś zachęcić klientów do podjęcia współpracy i dlatego oferują tak niskie stawki? Może nikt nie nauczył ich tego, że powinni szanować siebie i swoją pracę i nie godzić się na tak niskie stawki? Podczas studiów ciągle słyszałam, że połowa z nas i tak nie będzie tłumaczyć, bo rynek jest przesycony i nie nadajemy się do tego. Może takie osoby chcą tłumaczyć "za wszelką cenę", bo wydaje im się, że inaczej nie można?

kasiasz28
07-01-2013, 22:08
Niestety w dzisiejszych realiach gospodarczo-ekonomicznych zlecający bardziej zwracają uwagę na cenę usługi niż jej jakość. To smutne ale prawdziwe, tak dzieje się również w wielu innych zawodach.

sylkur
07-04-2013, 20:21
Masakra to jakaś kpina. To jak tak będą spadały stawki za tłumaczenia to ja na waciki nie zarobie.

mii89
07-09-2013, 23:26
jest to dzisiaj dość ciężki temat, bo faktycznie chętnych do wykonywania tłumaczeń jest cała masa, co mocno obniża ogólne stawki. Co za tym idzie, wydaje mi się, że obniża to również jakość wykonywanych tłumaczeń, jako że niewiele tłumaczy zechce wypruwać sobie flaki za nad tłumaczeniem, na którym raczej nie zarobi. A polski klient to, niestety, ale klient wyjątkowo skąpy i średnio myślący naprzód. Woli zapłacić najniższą stawkę ryzykując, że usługa będzie marnej jakości i trzeba będzie ją powtórzyć, niż zapłacić za robotę wykonaną raz, a dobrze. Myślę, że studenci faktycznie mieli niemały wpływ na taką sytuację.

umbrella
07-11-2013, 13:46
Niestety tak to jest, że tłumacze, zwłaszcza początkujący lub mało profesjonalni zgadzają się na drastycznie zaniżone stawki, a następnie klienci nie chcą już korzystać z usług profesjonalnych, doświadczonych tłumaczy pracujących za godziwą stawkę.

antalyya
08-12-2013, 14:10
Czasem to absolwenci bez doświadczenia w tłumaczeniu psują rynek zaniżając stawki, czasem są to sami tłumacze, którzy chcą pozyskać więcej klientów a później, po dłuższej współpracy, narzucić im swoje warunki. Niestety, biura tłumaczeniowe proponują takie stawki czasami, że nic tylko ręce załamac.

Dorothy86
08-12-2013, 15:21
Poruszasz bardzo ważną kwestię. Moim zdaniem nie powinno się podejmować tłumaczenia za wszelką cenę godząc się przy tym na żałosną stawkę. Należy szanować siebie i swój czas. Nieraz tłumaczenia wymagają naprawdę ogromnego wysiłku ze strony tłumacza, godzin spędzonych na buszowaniu w źródłach w celu znalezienia idealnego tłumaczenia. Klientowi może się wydawać, że tłumacz zna każde słowo i takie tłumaczenie to pikuś.

Odpowiadając na ostatnie Twoje pytanie, moim zdaniem powinno się tłumaczyć wolniej i dokładniej. Takie tłumaczenie na szybko nigdy nie będzie jakościowo dobre. Tylko wiadomo, klient zazwyczaj chce tłumaczenie na wczoraj :) , więc wtedy warto korzystać z narzędzi CAT, gdzie korzysta się z pamięci tłumaczeniowych, baz danych, które znacznie usprawniają pracę tłumacza.

aleksandratwardochleb
08-14-2013, 12:04
Nie zszokował mnie cennik z pierwszej strony, bo na pewnym portalu ogłoszeniowym widziałam już tłumaczenia za 10zł za stronę. Ba, widziałam ofertę tłumaczenia książki (250 stron) za 300zł. To wychodzi trochę ponad 1zł za stronę.

Rozmawiałam o tym jakiś czas temu ze znajomymi i usłyszałam komentarz: "trzeba zrozumieć taką osobę, może potrzebowała tych pieniędzy 'na już'"? Pytanie tylko, na jakie "już", skoro tłumaczenie książki nie trwa 3 dni. Poza tym taka osoba, która wyrabiając sobie markę oferuje tak niskie stawki może się zdziwić za parę lat, kiedy będzie już tłumaczem z doświadczeniem i nie będzie w stanie wejść na wyższe stawki, bo zawsze znajdzie się ktoś taki jak ona kilka lat temu, ktoś kto wyceni stronę swojego tłumaczenia na 50gr, bo zależy mu na zdobyciu doświadczeniu. To po prostu psucie rynku, które niestety szkodzi wszystkim.

Nie powinno się absolutnie zgadzać na takie głodowe stawki, żaden szanujący się fachowiec nie weźmie za wykonanie usługi mniej, niż ona jest warta. Spójrzcie chociażby na mechanika. Poza częściami liczona jest też tzw. "robota" i nikt się nie spiera, że musi tyle zapłacić, bo tyle jest warta ta usługa. Czy przeciętny Kowalski jest w stanie sam naprawić sobie auto? Być może. Czy jest w stanie sam sobie przetłumaczyć stronę tekstu albo całą książkę? Nie jest, więc dla mnie to niepojęte dlaczego ludzie tak nie szanują samych siebie i własnej pracy. Złotówka za stronę nie rekompensuje godzin i lat spędzonych na nauce, zniszczonego wzroku od tłumaczeń, nakładu czasowego, kosztów włożonych w sprzęt komputerowy, słowniki czy założenie działalności gospodarczej. Jeśli ktoś nie jest w stanie z tłumaczeń opłacić sobie co miesiąc ZUS-u i jeszcze utrzymywać się na godnym poziomie, to jaki w tym sens?

anna_ag
08-14-2013, 13:08
Ciekawy jest wątek hydraulika albo pana od samochodu - faktycznie płaci się, bo tyle powiedział a co zrobił to nie wiadomo ;) ale znam takich co i tak wybiorą się do mechanika, albo najmą ekipę budowlaną najtańszą, chociaż wiedzą, że ich cena jest nierealna (i nie chodzi mi tu o przetargi generalnej dyrekcji dróg krajowych, chociaż te obserwowałam z bardzo bliska i kończyły się zawsze tak samo). Potem będą się użerać, bo dach przecieka, bo samochód nie jeździ, bo drogi dziurawe, ale swojej polityki nie zmienią.

Zastanawia mnie, czy tacy oferenci złotówka/stronę dostają faktycznie zlecenia?? My tu psioczymy i planujemy związki zawodowe, a ktoś tam dzielnie google translator zapuszcza i nie ma czasu na obronę na forum... Sama przeszukiwałam trochę oferię i tam tylko takie stawki były :(

Amber
10-12-2014, 22:54
Sorry, że odkopuję wątek, ale uważam że jest to faktycznie bardzo istotna kwestia. Problem w tym, że winę za zaniżanie rynku, ponosi każdy z nas - filologów, tłumaczy - kto godzi się na przyjęcie zlecenia za śmieszne pieniądze, czy jest początkującym, czy profesjonalistą z długoletnim stażem. Jako, że rozumiem, że trzeba za coś żyć, to jednak uważam, że godzenie się na znacznie zaniżoną płacę jest brakiem szacunku do siebie, jak i do kolegów i koleżanek z branży.
Dostałam propozycję na tłumaczenia z języka polskiego na język japoński 20 zł/ stronę co jest śmieszną stawką nawet dla studenta. Jednak, gdy odmówiłam nie było dalszych negocjacji, ponieważ widocznie ktoś na takie pieniądze się zgodził. Jest to niestety smutne i daje do zrozumienia, że tłumaczenia nie mogą być zawodem na pełen etat.

KKK
10-13-2014, 21:46
Ja się właściwie zgodzę z przedmówcą. Nie wiem jak z japońskim, ale widziałam kiedyś ofertę tłumaczenia z angielskiego za 12 zł. Przyczyną może być przesyt na rynku - z tego co wiem, jest dużo tłumaczy z angielskiego i niemieckiego, więc ceny muszą iść w dół.

weronikate
10-19-2014, 19:10
Nie zaufałabym nigdy przenigdy pracy osoby, która sama nie ceni swojej pracy.

kamilaw
10-20-2014, 09:51
Niby to nie jest tak, że sprawy cennika w ogóle nie są regulowane....W kodeksie tłumacza jest zapis, że nie wolno zaniżać cen i wprowadzać niezdrowej konkurencji, jednak nikt tego nie kontroluje. Wiadomo, że tłumaczy przysięgłych łatwiej jest kontrolować, niestety w dobie internetu, nie jesteśmy w stanie nic zrobić. Wystarczy, że ktoś ogłosi się na forum, albo odpowie na śmieszną ofertę pracy na gumtree...Przykre to.

Kiedyś również odpowiedziałam na ogłoszenie dotyczące tłumaczenia strony internetowej na język francuski. To ja miałam zaproponować stawkę, ale niestety po zaproponowaniu nie dostałam już odpowiedzi... A podałam chyba 35 albo 41 zł za 1800 znaków - wiadomo, że tłumaczenia na język obcy są droższe. Tak podpowiedziała mi znajoma pani tłumacz. Sami widzicie...

mireczka
10-20-2014, 09:56
Nie no niby angielski jest najpopularniejszym językiem na rynku i najwięcej tłumaczeń wpada właśnie z tego języka,ale stawka poniżej 20 zł jest moim zdaniem nieporozumieniem. Bez względu na to jakiego języka dotyczy tłumaczenie to jednak ktoś nad nim pracuje, ktoś poświęca swój czas, korzysta ze swojego sprzętu, prądu itp, a więc powinien mieć za to zapłaconą przyzwoita stawkę...

rabbit
03-09-2015, 16:31
Ja biorę najniższą stawkę 15 zł za stronę(przy 10 stronach wzwyż) tylko wtedy kiedy jest "bieda" na rynku i mam bardzo mało zapytań. Zwykle staram się nie schodzić poniżej 20-25 zł za stronę. Wszelkie nawoływania by nie zaniżać stawek nie mają za bardzo sensu bo konkurencja jest coraz większa i jakoś trzeba się odnaleźć. Jeśli ktoś proponuje stawki poniżej 10 zł to nie jest to raczej wina zaniżania stawek przez tłumaczy tylko klienta, który tak "wycenia" naszą pracę. Na takie zapytania nawet nie odpowiadam.

nprzegalinska
04-09-2015, 15:16
Dzisiaj dostałam takiego linka od koleżanki i myślę, że odpowiedzi na forum są również odpowiedziami na Twoje pytanie:

http://forumtlumaczy.pl/index.php/topic,29483.25.html

"Moje imię to Justyna oraz jestem studentką filologi angielskiej i mieszkam w Estonii. Od paru lat zajmuje się tłumaczeniem tekstów, instrukcji, stron internetowych itp. Poniżej możecie zobaczyć moją ofertę oraz ceny.
Język angielski na język polski - 1 STR A4 - 15zł | 50 STR - 150zł | 100 STR A4 - 180zł
Język polski na język angielski - 1 STR A4 - 20zł | 50 STR - 160zł | 100 STR A4 - 260zł
Język estoński na język polski - 1 STR A4 - 17zł | 50 STR - 170zł | 100 STR A4 - 290zł
Język polski na język estoński - 1 STR A4 - 21zł | 50 STR - 190zł | 100 STR A4 - 330zł"
Zastanawia mnie, czy osobom z takim cennikiem w ogóle opłaca się tłumaczyć? W końcu tłumaczenie to zajęcie czasochłonne, wymagające ogromnej wiedzy językowej. Przy takiej stawce za stronę chyba wolałabym pracować w call center - można zarobić więcej i mniej się "narobić".

phatarno
04-09-2015, 18:03
Albo tanio, albo dobrze. Również jestem studentką, ale nie wyobrażam sobie pracy za tak niskie stawki. Jasne, że dopiero zaczynam, ale bardzo przykładam się do swojej pracy i znam jej cenę, dlatego nie wiem jak bardzo zdesperowanym trzeba być, żeby pracować praktycznie za darmo.

Anita1994
04-09-2015, 23:04
Uważam, że w pracy tłumacza nie jest ważna ilość, ale jakość. Bardzo często musimy zmagać się z tekstami, które naszpikowane są specjalistycznym słownictwem. W tłumaczeniach nie mogą pojawiać się dwuznaczności, nie możemy odbiegać od oryginału. Jest to praca bardzo czasochłonna, wymagająca dokładnego zagłębienia się w dany temat. Myślę, że dlatego lepiej wykonać mniej, a dokładnie.

AnetaW
04-10-2015, 22:37
Do dyskusji chciałam dodać tylko taką moją smutną refleksję, że ogólnie w naszym społeczeństwie istnieje przekonanie, że skoro znasz jakiś język obcy, to potrafisz tłumaczyć. Dla większości ludzi tłumaczenie wygląda jak kalkowanie, przepisuję zdania, tylko że w innym języku. Tu nie trzeba myśleć, nie trzeba szukać, nie trzeba nic wiedzieć. Wystarczy znać słówka-zamienniki polskich zdań.
To samo widziałam, gdy pracowałam w naprawdę bardzo dużej firmie, gdzie "wykorzystywano" mnie jako tłumacza. Piszę, wykorzystywano, ponieważ do mojego stanowiska było przypisanych masę różnych obowiązków, a przy okazji dostawałam drobną robótkę zwana tłumaczeniem. Nikt nie zwracał uwagi na to, ile potrzebuję czasu na rzetelne tłumaczenie, oraz ile pracy to kosztuje. Gdy dostałam pismo od partnera biznesowego, 3 stronicowe, z naprawdę ważnymi informacjami, dostałam na to ok. 2h czasu, który musiałam jeszcze dzielić na inne obowiązki zawodowe. A irytacja i brak zrozumienia ze strony szefostwa, że zbytnio się ociągam z oddaniem tłumaczenia było naprawdę dołujące. To świadczy tylko i wyłącznie o braku świadomości w społeczeństwie, co to znaczy "tłumaczenie".

Ostatnio moja ciotka "wyskoczyła" do mnie z prośbą (bez możliwości odmowy): "no to co Aneta, Ty tłumaczysz podobno, to zrób mi moja stronkę w internecie. Wiesz, jakbym znała język niemiecki, to bym usiadał i sama napisała w 5 minut". Opadły mi ręce... :eek:

AnetaW
04-10-2015, 22:52
Ja biorę najniższą stawkę 15 zł za stronę(przy 10 stronach wzwyż) tylko wtedy kiedy jest "bieda" na rynku i mam bardzo mało zapytań. Zwykle staram się nie schodzić poniżej 20-25 zł za stronę. Wszelkie nawoływania by nie zaniżać stawek nie mają za bardzo sensu bo konkurencja jest coraz większa i jakoś trzeba się odnaleźć. Jeśli ktoś proponuje stawki poniżej 10 zł to nie jest to raczej wina zaniżania stawek przez tłumaczy tylko klienta, który tak "wycenia" naszą pracę. Na takie zapytania nawet nie odpowiadam.

Idąc Twoim tokiem rozumowania, jeśli klient mi powie za 2-3 lata, że za stronę płaci mi właśnie 10zł, to ja mam się na to godzić? Toż to jakaś bzdura.
Rynek psuje się tylko i wyłącznie dlatego, że tłumacze sami zaniżają stawki. Czasy są trudne, bo jest wielu tłumaczy ale nie oznacza to, że jest wielu dobrych tłumaczy. Poza tym właśnie w społeczeństwie jest znikoma wiedza, na czym praca tłumacza polega. Wystarczy posłuchać takich wypowiedzi: "Patrz, za tą pieczątkę musiałem zapłacić 80zł".

rabbit
04-13-2015, 04:11
Idąc Twoim tokiem rozumowania, jeśli klient mi powie za 2-3 lata, że za stronę płaci mi właśnie 10zł, to ja mam się na to godzić? Toż to jakaś bzdura.
Rynek psuje się tylko i wyłącznie dlatego, że tłumacze sami zaniżają stawki. Czasy są trudne, bo jest wielu tłumaczy ale nie oznacza to, że jest wielu dobrych tłumaczy. Poza tym właśnie w społeczeństwie jest znikoma wiedza, na czym praca tłumacza polega. Wystarczy posłuchać takich wypowiedzi: "Patrz, za tą pieczątkę musiałem zapłacić 80zł".

Czasami myślę, że tłumacze są trochę jak środowisko prawnicze. Tam też słychać ciągłe narzekania, że otwarcie tego zawodu spowoduje obniżenie poziomu(czytaj- "ja" ten poziom gwarantuje). Czasami dziwie się ile niektóe firmy potrafią płacić za stronę tłumaczenia. Jednak w czasach internetu gdzie praktycznie każdy może oferować swoje usługi to trzeba bić się o klienta. Wiele ogłoszeń tłumaczy zawiera ceny i często jest to właśnie 15 zł(bez względu na liczbę stron). Ja zajmuje się tłumaczeniami i wiem komu moge zaproponować cenę 30-35 zł za stronę, a komu 15 zł. Poznałem w swoim życiu kilkunastu tłumaczy i trochę zdziwiło mnie to jak duże mają mniemanie o sobie. Bez przerwy narzekają jak to inni psują rynek, i nie doceniają ich umiejętności. Ja jestem bardzo zadowolony ze swojej pracy tłumacza-jestem szefem dla samego siebie, zarabiam sporo jak na dzisiejsze standardy a nie pracuje nawet 8 godzin dziennie. Jakość moich tłumaczeń jest raczej dobra bo mam wielu stałych klientów, którzy do mnie wracają. I w tym wszystkim mało mnie obchodzi to, że jacyś studenci tłumaczą za 5 zł od strony. Osoba, która tyle płaci i tak nie zgodziłaby się na moją cenę. Czy jest tutaj jakiś tłumacz pracujący na własny rachunek, który zarabia poniżej 2,5-3 tys.?

AnetaW
04-13-2015, 11:21
. Poznałem w swoim życiu kilkunastu tłumaczy i trochę zdziwiło mnie to jak duże mają mniemanie o sobie. Bez przerwy narzekają jak to inni psują rynek, i nie doceniają ich umiejętności.

hymm... ale odpowiednia stawka za tłumaczenie nie wynika z zarozumiałości, ale z faktu, że tłumaczenie nie jest przepisywaniem/kalką (jak wielu ludzi myśli), ale polega na myśleniu, umiejętnościach, wiedzy. To tak jakbyś poszedł do prawnika, a on za swoją usługę weźmie 15zł (a za tymi 15zł kryje się parę godzin pracy, czytania, szukania przepisów itd.) . Klient myśli, że płaci za 2-3 strony a4 tekstu, za tusz do drukarki. A ty spędzasz nad tym tekstem odpowiednią ilość Twojego czasu czyli dałeś z siebie coś więcej niż ten papier...

Wydaje mi się, że jakaś regulacja, ile kosztuje tłumaczenie, ogólny cennik, bardzo by pomogły. Zarówno klientom jak i tłumaczom. Mielibyśmy się do czego odnieść. A tak to wolna amerykanka, a klient dyktuje warunki.

rabbit
04-13-2015, 14:57
hymm... ale odpowiednia stawka za tłumaczenie nie wynika z zarozumiałości, ale z faktu, że tłumaczenie nie jest przepisywaniem/kalką (jak wielu ludzi myśli), ale polega na myśleniu, umiejętnościach, wiedzy. To tak jakbyś poszedł do prawnika, a on za swoją usługę weźmie 15zł (a za tymi 15zł kryje się parę godzin pracy, czytania, szukania przepisów itd.) . Klient myśli, że płaci za 2-3 strony a4 tekstu, za tusz do drukarki. A ty spędzasz nad tym tekstem odpowiednią ilość Twojego czasu czyli dałeś z siebie coś więcej niż ten papier...

Wydaje mi się, że jakaś regulacja, ile kosztuje tłumaczenie, ogólny cennik, bardzo by pomogły. Zarówno klientom jak i tłumaczom. Mielibyśmy się do czego odnieść. A tak to wolna amerykanka, a klient dyktuje warunki.

Rzadko się spotykam z twierdzeniami klientów, że tłumaczenie tekstu jest czymś prostym. Zwłaszcza, że większość tekstów jest specjalistycznych i nawet jak klient potrafi dobrze władać angielskim to zleca tą pracę tłumaczowi. Ceny(w moim przypadku) dużo zależą od ruchu w interesie w danym momencie. Czasami klienci proponują mi stawki 10 zł i niższe ale zawsze je odrzucam bo jest zwyczajnie nieopłacalne. Początkujący tłumacze często pracuje za "głodowe" stawki bo na początku ważne jest by miec w ogóle klientów. Z czasem stawki idą w górę. Ja chyba znalazłem złoty środek pomiędzy tłumaczeniami dla "ludu" a tłumaczeniami dla firm i jestem póki co zadowolony ze swoich zarobków.

pverum
04-13-2015, 16:13
Często krytykuje się początkujących tłumaczy za to, że godzą się pracować za głodowe stawki, ale i biura tłumaczeń nie są lepsze. Wielokrotnie widziałem ich oferty rzędu poniżej 20 zł/stronę. To ile z tego zostaje dla samego tłumacza?

Wydaje mi się, że jakaś regulacja, ile kosztuje tłumaczenie, ogólny cennik, bardzo by pomogły.

Regulacje jeszcze w niczym nigdy nikomu nie pomogły. Jak zwykle takie rozwiązanie byłoby korzystne tylko dla największych, najsilniejszych graczy, a osoby dopiero rozpoczynające karierę, których doświadczenie zwyczajnie nie wystarcza, by pracować za więcej, zostaliby całkowicie bez pracy. Tak samo w skali makro wraz ze zwiększeniem płacy minimalnej rośnie bezrobocie.

jz166
04-14-2015, 00:19
Regulacje jeszcze w niczym nigdy nikomu nie pomogły. Jak zwykle takie rozwiązanie byłoby korzystne tylko dla największych, najsilniejszych graczy, a osoby dopiero rozpoczynające karierę, których doświadczenie zwyczajnie nie wystarcza, by pracować za więcej, zostaliby całkowicie bez pracy. Tak samo w skali makro wraz ze zwiększeniem płacy minimalnej rośnie bezrobocie.

Taaa, dogmatycy wolnego rynku są zawsze nieomylni. Uważają, że to lek na wszystkie problemy. Płaca minimalna i bezrobocie? Właśnie widać na przykładzie Niemiec, którzy ją narzucają 8,5 EUR/h polskim firmom transportowym. W Polsce to bezrobocie, a w Niemczech jakoś jest brak tego bezrobocia. W Polsce takie mechanizmy jak płaca minimalna i regulacje branżowe są NIEZBĘDNE, bo przewaga korporacji i mniejszego biznesu nad zwykłym człowiekiem jest potworna. A biznes tutaj jest beznadziejny: nie współpracuje z nauką, nie szkoli ludzi, nie dba o nich, płaci gowniane pieniądze a wymaga wiedzy i mega doświadczenia, zatrudnia na śmieciówkach i ciągle jęczy, że mu ciężko (a koszty pracy należą do najniższych w Europie). Oczywiście winna jest władza, że na to wszystko pozwala, ale biznes jaki jest, to każdy widzi.

TatianaK
04-14-2015, 13:59
Odnoszę wrażenie, że problem polskiego rynku tłumaczeń może leżeć przede wszystkim w mentalności klienta, bo na analogiczne trudności narzekają reprezentanci innych zawodów. Spotkałam się wielokrotnie z dyskusjami na temat wynagradzania np. muzyków czy rękodzielników (jeden z wpisów tutaj: http://qrkoko.pl/5-bledow-przy-sprzedazy-rekodziela/). Wszędzie pojawia się wątek niedoceniania nakładu pracy, doświadczenia czy wykształconych umiejętności oraz osób, które psują rynek i gotowe są sprzedawać swoje produkty czy usługi za grosze.
Najwyraźniej powszechna jest u nas nieświadomość tego, że widoczne efekty pracy nie zawsze odzwierciedlają taki sam czas i trud włożony w to, by swoją pracę wykonać. Odnośnie podanego wcześniej w temacie przykładu: efektu pracy hydraulika trudno nie dostrzec, więc klient płaci odpowiednią sumę, tymczasem zdobycie kwalifikacji potrzebnych do tej pracy trudno porównywać z procesem kształcenia tłumacza czy profesjonalnego muzyka. Ludzie często nie rozumieją, że złe tłumaczenie = źle naprawiona, więc wciąż widoczna usterka. Myślę, że to właśnie musi się zmienić, by tłumaczom żyło i pracowało się lepiej.

AnetaW
04-15-2015, 10:55
TatianaK, mam dokładnie to samo zdanie co Ty. Niestety taką mamy rzeczywistość. Coś co jest niewidzialne dla oka, dla wielu po prostu nie istnieje. A że nie są w stanie stwierdzić i sami sprawdzić rezultatów pracy tłumacza, to wiadomo...

jmackowska
04-16-2015, 21:02
Podpisuję się pod ogólnym oburzeniem na tłumaczenie za tak bardzo zaniżone stawki. Trochę ciężko z tym walczyć. Myślę, że warto by było uświadamiać początkujących tłumaczy, ile za należy im się za ich pracę. Często nie wiedzą, jakie są stawki. Niektórzy z nich pewnie przeglądali tę dyskusję na forum, żeby się dowiedzieć, jaką kwotę powinni zaproponować zleceniodawcy i pewnie dowiedzieli się tylko tyle, że 10 czy 15 zł to za mało. Niewiele osób się wypowiedziało, jaka cena jest właściwa. Moim zdaniem pomogłoby to początkującym tłumaczom nie psuć rynku. Ja swoich stawek niestety podać nie mogę, bo nie wykonuję tłumaczeń pisemnych.

Brak świadomości w społeczeństwie, ile warta jest praca tłumacza, stanowi problem który trudno rozwiązać. Dużo osób myśli, że jeśli ktoś zna dobrze 2 języki, to automatycznie może być tłumaczem. Mnie, tłumaczy i filologów takie podejście szokuje. Ale z drugiej strony skąd ktoś, kto nie interesuje się językami obcymi, może wiedzieć, że tłumaczenia wymagają dużo więcej umiejętności niż znajomość języków? Ja też nie mam dużego pojęcia kulisach innych zawodów niż mój, skąd inni mają wiedzieć, jak wymagająca jest praca tłumacza? Ostatnio znajomy zapytał mnie, czy mogę tłumaczyć z angielskiego na niemiecki, skoro znam oba te języki. Wytłumaczyłam mu, że nie i dlaczego nie, ale też zdałam sobie sprawę, że to, co jest oczywiste dla mnie, nie musi być oczywiste dla innych. Oczywiście to, co piszę, nie w żadnym wypadku nie usprawiedliwia zaniżanych stawek dla tłumaczy. Jest tylko powodem, dla którego klienci, którzy zlecają pierwszy raz coś do tłumaczenia (nie agencje tłumaczeniowe), mogą mieć takie a nie inne podejście. I szczerze mówiąc, nie bardzo mam pomysł na to, jak świadomość w społeczeństwie zmieniać.

rabbit
04-19-2015, 17:09
Stawki za tłumaczenia były kiedyś przesadnie wysokie. Tego typu usługi były niedostępne dla "zwykłych" zjadaczy chleba. Podobnie jest z poradami prawniczymi. Bardziej doświadczeni tłumacze przwyczaili się do tych dużych stawek i teraz często "płaczą" jak im ciężko. Cały świat jest zły i tylko oni gwarantują wysoki poziom usług. Ceny za tłumaczenia się teraz unormowały dzięki Internetowi, który zapewnił większą dostępność do tego typu usług i większą konkurencję. Stawka 20-25 zł za stronę nie jest głodowa i trochę drażnią mnie te ciągłe narzekania. Pracując średnio 4-5 godzin dziennie wyciągam na rękę ok.3500 zł. Gdybym nauczył się używać np.Tradosa mógłbym pewnie zarabiać więcej.

Podsumowując

-Pracujemy w dogodnych warunkach

-Nikt nad nami nie stoi i sami jesteśmy dla siebie szefami

-Większość tłumaczy zarabia bardzo dobrze

-Praca daje nam satysfakcję i daje nam szanse rozwoju

Pomimo tych wszystkich besprzecznych plusów można odnieść wrażenie, że tłumacze mają gorzej niż pracownicy w fabryce pracujący za minimum socjalne. Ja jestem bardzo zadowolony, zarówno z pracy jak i z zarobków. A jak pomogę jakiemuś studentowi w pisaniu pracy mgr i przetłumacze mu tekst za 15 zł/stronę to nic mi się nie stanie.

AnetaW
04-20-2015, 00:15
Stawki za tłumaczenia były kiedyś przesadnie wysokie. Tego typu usługi były niedostępne dla "zwykłych" zjadaczy chleba. Podobnie jest z poradami prawniczymi. Bardziej doświadczeni tłumacze przwyczaili się do tych dużych stawek i teraz często "płaczą" jak im ciężko. Cały świat jest zły i tylko oni gwarantują wysoki poziom usług. Ceny za tłumaczenia się teraz unormowały dzięki Internetowi, który zapewnił większą dostępność do tego typu usług i większą konkurencję. Stawka 20-25 zł za stronę nie jest głodowa i trochę drażnią mnie te ciągłe narzekania. Pracując średnio 4-5 godzin dziennie wyciągam na rękę ok.3500 zł. Gdybym nauczył się używać np.Tradosa mógłbym pewnie zarabiać więcej.

Podsumowując

-Pracujemy w dogodnych warunkach

-Nikt nad nami nie stoi i sami jesteśmy dla siebie szefami

-Większość tłumaczy zarabia bardzo dobrze

-Praca daje nam satysfakcję i daje nam szanse rozwoju

Pomimo tych wszystkich besprzecznych plusów można odnieść wrażenie, że tłumacze mają gorzej niż pracownicy w fabryce pracujący za minimum socjalne. Ja jestem bardzo zadowolony, zarówno z pracy jak i z zarobków. A jak pomogę jakiemuś studentowi w pisaniu pracy mgr i przetłumacze mu tekst za 15 zł/stronę to nic mi się nie stanie.


Rabbit, przepraszam, ale mam wrażenie, że piszesz z perspektywy osoby nie posiadającej rodziny/większych zobowiązań finansowych. 3500zł miesięcznie to nie jest kwota przyprawiająca o zawrót głowy. Jedna osoba spokojnie się z tego utrzyma. Ale np. utrzymać rodzinę...? Spłacać kredyt...? Tyle zarabia bp. asystentka w dziale sprzedaży, a nawet więcej, która chce zarabiać więcej i nie ma zamiaru pozostać na takim wynagrodzeniu dłużej niż 2 lata. Z drugiej strony faktycznie 3500zł za trochę więcej niż pół etatu to faktycznie dużo, ale z drugiej strony dlaczego nie masz tych 8h? Bo nie chcesz?
Nie mam zamiaru być tutaj złośliwa, ani segregować na "z rodziną", "bez rodziny". Ale doskonale wiem ile co kosztuje i 3500 to nie jest wcale szał.
Poza tym nie zapominajmy, że zarobki danych grup zawodowych nie zależą od internetu, ale również od kunsztu pracy, trudności danego zawodu, umiejętności, wiedzy, doświadczenia. Za to się właśnie płaci.

rabbit
04-20-2015, 00:45
Mam rodzinę(3 tygodnie temu urodziła mi się córka), kredyt do spłacenia(choć zaciąganie kredytu też nie jest dzisiaj przecież obowiązkiem). 3,5 tysiąca to nie jest jakaś ogromna suma ale wystarcza na godne życie. Wiele osób żyje utrzymuje się za znacznie mniejsze pieniądze. Żona też pracuje i razem wychodzi nam 6 tys. miesięcznie i jest to kwota wystarczająca by nie narzekać. Zdarzało nam się żyć za 1/3 tej sumy(przy małym wsparciu rodziny) i też jakoś dawaliśmy sobie radę. Większość zobowiązań finansowych majacych na celu poprawienia jakości życia(np. kredyt na mieszkanie) jest naszym własnym wyborem i nie jest obowiązkowe. Apetyt rośnie w miarę jedzenia i po kupnie mieszkania ludzie mają ochotę na coraz więcej. Przynajmniej do pewnego pułapu-im więcej człowiek zarabia tym więcej pieniędzy potrzebuje(bo np. zaciąga coraz to nowe kredyty). Dlatego dochodzi do dziwnego zjawiska, że osoby dobrze zarabiające narzekają na brak pieniędzy tak samo, lub nawet bardziej jak osoby naprawdę biedne. Ktoś może mieć większe wymagania niż to co zarabiam na przykład ja, ale przesadne narzekanie na zarobki u tłumaczy jest dla mnie niezrozumiałe(a na tym forum i tak jest mniejsze niż na innych, które "zwiedziłem").

Zawód tłumacza nie jest jakimś bardzo ciężkim i skomplikowanym zawodem. Nikt nie rodzi się tłumaczem więc każdy nabywa doświadczenia i kwalifikacji z czasem. Żaden początkujący tłumacz nie będzie brał za stronę 30-40 zł bo nie jest na tyle pewnym swoich umiejętności, aby żadąć takich kwot. Ja z czasem nauczyłem się tego ile mogą żądać od danej osoby, by się zgodziła. Większośc osób uznaje przyjmowanie zleceń za bardzo niskie stawki jako psucie rynku. Ale osoby oferujące bardzo niskie stawki to margines. Większość ludzi nie ma problemu z płaceniem 25-30 zł za stronę. Dlatego dla mnie nie jest to psucie rynku tylko normalizacja. Stawki rzędu 50 zł i wyżej za stronę były przesadą i sprawiały, że tego typu usługi były niedostępne dla wielu ludzi. Teraz jest inaczej i taką sytuację nazywamy normalizacją. Osób oferujących stawki poniżej 15 zł za stronę jest bardzo mało(np. firmy rzadko proponują mniej niż 20-25 zł) więc uważam, że niektórzy przesadzają ze swoim "oburzeniem". Nasz zawód nie jest zawodem wysokiego ryzyka, nie ciąży na nas jakaś duża odpowiedzialność(jak np. w przypadku zawodu lekarza) a mimo to zarabiamy godnie.

AnetaW
04-20-2015, 12:30
Mam rodzinę(3 tygodnie temu urodziła mi się córka), kredyt do spłacenia(choć zaciąganie kredytu też nie jest dzisiaj przecież obowiązkiem). 3,5 tysiąca to nie jest jakaś ogromna suma ale wystarcza na godne życie. Wiele osób żyje utrzymuje się za znacznie mniejsze pieniądze. Żona też pracuje i razem wychodzi nam 6 tys. miesięcznie i jest to kwota wystarczająca by nie narzekać. Zdarzało nam się żyć za 1/3 tej sumy(przy małym wsparciu rodziny) i też jakoś dawaliśmy sobie radę. Większość zobowiązań finansowych majacych na celu poprawienia jakości życia(np. kredyt na mieszkanie) jest naszym własnym wyborem i nie jest obowiązkowe. Apetyt rośnie w miarę jedzenia i po kupnie mieszkania ludzie mają ochotę na coraz więcej. Przynajmniej do pewnego pułapu-im więcej człowiek zarabia tym więcej pieniędzy potrzebuje(bo np. zaciąga coraz to nowe kredyty). Dlatego dochodzi do dziwnego zjawiska, że osoby dobrze zarabiające narzekają na brak pieniędzy tak samo, lub nawet bardziej jak osoby naprawdę biedne. Ktoś może mieć większe wymagania niż to co zarabiam na przykład ja, ale przesadne narzekanie na zarobki u tłumaczy jest dla mnie niezrozumiałe(a na tym forum i tak jest mniejsze niż na innych, które "zwiedziłem").

Zawód tłumacza nie jest jakimś bardzo ciężkim i skomplikowanym zawodem. Nikt nie rodzi się tłumaczem więc każdy nabywa doświadczenia i kwalifikacji z czasem. Żaden początkujący tłumacz nie będzie brał za stronę 30-40 zł bo nie jest na tyle pewnym swoich umiejętności, aby żadąć takich kwot. Ja z czasem nauczyłem się tego ile mogą żądać od danej osoby, by się zgodziła. Większośc osób uznaje przyjmowanie zleceń za bardzo niskie stawki jako psucie rynku. Ale osoby oferujące bardzo niskie stawki to margines. Większość ludzi nie ma problemu z płaceniem 25-30 zł za stronę. Dlatego dla mnie nie jest to psucie rynku tylko normalizacja. Stawki rzędu 50 zł i wyżej za stronę były przesadą i sprawiały, że tego typu usługi były niedostępne dla wielu ludzi. Teraz jest inaczej i taką sytuację nazywamy normalizacją. Osób oferujących stawki poniżej 15 zł za stronę jest bardzo mało(np. firmy rzadko proponują mniej niż 20-25 zł) więc uważam, że niektórzy przesadzają ze swoim "oburzeniem". Nasz zawód nie jest zawodem wysokiego ryzyka, nie ciąży na nas jakaś duża odpowiedzialność(jak np. w przypadku zawodu lekarza) a mimo to zarabiamy godnie.



Mimo wszystko nie podzielam Twojego zdania. Ja nie dostrzegam w tym żadnej normalizacji, a jedynie próbę utrzymania się na rynku, nie fair wobec osób wykonujących ten sam zawód.
Myślę ze skrajnie niskie i skrajnie wysokie stawki, jakie pojawiają się w ogłoszeniach świadczą też o fakcie, że ten rynek jest bardzo trudny i coś szwankuje.

AnetaW
04-20-2015, 12:46
Taaa, dogmatycy wolnego rynku są zawsze nieomylni. Uważają, że to lek na wszystkie problemy. Płaca minimalna i bezrobocie? Właśnie widać na przykładzie Niemiec, którzy ją narzucają 8,5 EUR/h polskim firmom transportowym. W Polsce to bezrobocie, a w Niemczech jakoś jest brak tego bezrobocia. W Polsce takie mechanizmy jak płaca minimalna i regulacje branżowe są NIEZBĘDNE, bo przewaga korporacji i mniejszego biznesu nad zwykłym człowiekiem jest potworna. A biznes tutaj jest beznadziejny: nie współpracuje z nauką, nie szkoli ludzi, nie dba o nich, płaci gowniane pieniądze a wymaga wiedzy i mega doświadczenia, zatrudnia na śmieciówkach i ciągle jęczy, że mu ciężko (a koszty pracy należą do najniższych w Europie). Oczywiście winna jest władza, że na to wszystko pozwala, ale biznes jaki jest, to każdy widzi.

Zgadzam się, szczególnie co do biznesu.
Modne jest teraz kreowanie się firm na przyjazne pracownikowi. Pracowałam w dużej kropo, naopowiadali się podczas pierwszych miesięcy jak to oni inwestują w pracowników, że każdy tu jest równy, że można swobodnie awansować poziomo. (Nie chcę przesadzać, może są firmy, które się wywiązują z takich obietnic). Jednak w wielu przypadkach to wszystko to bzdura. Na przerwie, w kuchni, gdzie można pogadać choć trochę swobodnie, nagle wyłazi prawdziwa twarz warunków pracy w firmie... :D Inwestują ale w dyrektorów, senior managerów, brak jasnej ścieżki kariery, zwolnienia kobiet po powrocie z macierzyńskiego, brak zapisu obowiązków danego pracownika lub zapis jest tak lakoniczny, że można podciągnąć pod to wszystko, praca po godzinach, a wymagania do przyjęcia do pracy i sam proces kwalifikacyjny naprawdę trudne: testy z wiedzy, wymagane referencje, testy psychologiczne czy pasuje się do teamu... Często spotykam się z takimi historiami, i niestety właśnie jeden człowiek w obliczu tej machiny nie ma szans.