PDA

View Full Version : Czy tłumaczyć dosłownie?


aguska06
01-30-2012, 00:32
Ostatni zmagałam się z tłumaczeniem skeczu rosyjskiego kabaretu ;). Bohater scenki powiedział, iż czytał bajkę o "Чиполлино" (Cipollino). Jest to opowieść o chłopcu - cebulce nie znana polskiemu widzowi. Czy zatem przetłumaczyć tytuł dosłownie, czy może lepiej pokusić się o tłumaczenie typu, iż bohater czytał książkę o "Bolku i Lolku"?

delma
01-30-2012, 01:13
Hmmm... moim zdaniem to zależy czy sama treść bajki ma znaczenie. Bo jeśli chodzi o to, że bohater czytał jakiś utwór, w tym wypadku bajkę, którego treść jest nieistotna dla zrozumienia skeczu, lecz sam fakt czynności czytania "szlagieru kulturowego" to wg mnie możesz swobodnie zamienić na "Bolka i Lolka" :)

cujo
01-30-2012, 09:28
Sama często mam z tym problemy, ale zgadzam się, że jeżeli nie jest to istotne dla zrozumienia całości, można się odnieść do odpowiednika, który będzie znany odbiorcy, a zwłaszcza w skeczach, gdy może to być pomocne przy zrozumieniu żartu. Ewentualnie, można zamieścić krótki komentarz w nawiasie. :)

kamillak
01-30-2012, 10:33
Ja bym nie zmieniała tego na Bolka i Lolka. Ogólnie stosowanie polskich odpowiedników w różnych tłumaczeniach według mnie jest złą taktyką. A jak pominiesz fakt, że jest to postać z bajki, to cały skecz będzie niezrozumiały/mniej śmieszny dla widza?

aggie
01-30-2012, 10:43
Jak to już zostało wyżej wspomniane wszystko zależy od kontekstu. Jeżeli wspomnienie bajki nie ma żadnych innych konotacji z innymi elementami skeczu to można śmiało zmienić to na Bolka i Lolka, Reksia czy inną Sierotkę Marysię. Jeżeli natomiast nazwa bajki ma jakieś znaczenie no to niestety koniecznie trzeba zostawić. Problem z tłumaczeniem skeczów kabaretowych jest niestety taki, że są pisane dla odbiorców krajowych i bardzo często odwołują się do kwestii niezrozumiałych dla zagranicznych odbiorców.

Wunschpunsch
01-30-2012, 11:47
Tak jak powyżej użycie "Bolka i Lolka" było tu zasadne.

madulenka
01-30-2012, 15:54
Jak to już zostało wyżej wspomniane wszystko zależy od kontekstu. Jeżeli wspomnienie bajki nie ma żadnych innych konotacji z innymi elementami skeczu to można śmiało zmienić to na Bolka i Lolka, Reksia czy inną Sierotkę Marysię. Jeżeli natomiast nazwa bajki ma jakieś znaczenie no to niestety koniecznie trzeba zostawić. Problem z tłumaczeniem skeczów kabaretowych jest niestety taki, że są pisane dla odbiorców krajowych i bardzo często odwołują się do kwestii niezrozumiałych dla zagranicznych odbiorców.

Dokładnie. W przypadku skeczy, przedstawień teatralnych bardzo ważna jest znajomość kontekstu. Niektóre teksty obronią się i bez niego, nadal będą śmieszne/ zrozumiałe, a czasami tłumacz musi się poważnie zastanowić. Skecz zakłada szybką reakcję, więc myślę, że lepiej dokonać adaptacji, by tekst był zrozumiały dla polskiego odbiorcy.

lucjangwarda
02-01-2012, 23:15
Czy się to komuś podoba, czy nie, większość (jeśli nie 100%) tłumaczeń jest "udomawiane", tzn. przybliżane kulturze docelowej, aby były one zrozumiałe przez odbiorców tej kultury. Skutkiem tego są częste "adaptacje" tych elementów kultury oryginału, które są specyficzne tylko dla tej kultury. Szuka się więc ekwiwalentów , czy to w kulturze źródłowej, czy też w docelowej, które są bardziej znane odbiorcom tej ostatniej. Dlatego też, np. w Shreku pojawiają się w przekładzie imiona Żwirka i Muchomorka, nieobecne w oryginale, w innym filmie Mr.Rogers zamieniany jest na bardziej znanego Królika Bugsa, a amerykański piosenkarz włoskiego pochodzenia Frank Vialli na popularniejszego Franka Sinatrę.

aguska06
02-05-2012, 14:23
Jak to już zostało wyżej wspomniane wszystko zależy od kontekstu. Jeżeli wspomnienie bajki nie ma żadnych innych konotacji z innymi elementami skeczu to można śmiało zmienić to na Bolka i Lolka, Reksia czy inną Sierotkę Marysię.
DZIĘKUJĘ BARDZO ZA WSZYSTKIE PODPOWIEDZI :).
Muszę przyznać, że propozycja z Sierotką Marysią spodobała mi się najbardziej :D

azelastyna
02-05-2012, 21:31
Czy się to komuś podoba, czy nie, większość (jeśli nie 100%) tłumaczeń jest "udomawiane", tzn. przybliżane kulturze docelowej, aby były one zrozumiałe przez odbiorców tej kultury. Skutkiem tego są częste "adaptacje" tych elementów kultury oryginału, które są specyficzne tylko dla tej kultury. Szuka się więc ekwiwalentów , czy to w kulturze źródłowej, czy też w docelowej, które są bardziej znane odbiorcom tej ostatniej. Dlatego też, np. w Shreku pojawiają się w przekładzie imiona Żwirka i Muchomorka, nieobecne w oryginale, w innym filmie Mr.Rogers zamieniany jest na bardziej znanego Królika Bugsa, a amerykański piosenkarz włoskiego pochodzenia Frank Vialli na popularniejszego Franka Sinatrę.

A mnie się podoba takie "udomawianie". Czuję się wtedy bardziej dopieszczona przez tłumacza. Oczywiście wszystko pod warunkiem, że Pan Kontekst też jest zadowolony, a wszystko stanowi spójną całość. Jak np. Żwirek i Muchomorek w Shreku. (Choć muszę przyznać, że intryguje mnie fakt, co było w oryginale.)

hasan_talib
02-14-2012, 02:48
Jestem zdania, że jeżeli to nie narusza spójności tego, co tłumaczymy, to należy przekładać nawiązania do kultury, które są w oryginale na takie, które łatwiej zrozumie posługujący się językiem docelowym. Nie każdy w końcu siedzi głęboko w kulturach innych narodów, zwykle to nie jest coś, co można łatwo wyłapać :-)

goldwhisper
02-15-2012, 17:48
Gdy się spotykam z tłumaczeniami dosłownymi... najczęściej uważam je za dość, hm, kulawe. Zresztą dlaczego tekst mielibyśmy tłumaczyć zgodnie z normami kulturowymi, a film już nie? Nie wszystko tak ładnie gra jak w jęz obcym i czasem trzeba to przekształcić - np w komedii.

anitaz
02-17-2012, 20:51
Ja jestem przeciwko udomawianiu, mimo że wiem, że ma to swoje zalety. W tym przypadku, gdyby z kontekstu było wiadomo, że to tego typu książka, kanon literatury dziecięcej, to bym zostawiła tak, jak w oryginale, a widz dowiedziałby się czegoś nowego, może zachęciłoby go to do dalszych poszukiwań.

gabart
02-18-2012, 16:40
Myślę, że odbiorca naszego tłumaczenia musi wiedzieć o czym ono jest. Jeśli obawiamy się, ze jakiś termin, nazwa własna zachowana w naszym tłumaczeniu będzie dla czytelnika niezrozumiała, to chyba warto pokusić się o delikatny opis, dodatkowe wyjaśnienie. Odbiorca musi wiedzieć o co chodzi.

marthe0207
03-17-2012, 02:12
Hmmm... moim zdaniem to zależy czy sama treść bajki ma znaczenie. Bo jeśli chodzi o to, że bohater czytał jakiś utwór, w tym wypadku bajkę, którego treść jest nieistotna dla zrozumienia skeczu, lecz sam fakt czynności czytania "szlagieru kulturowego" to wg mnie możesz swobodnie zamienić na "Bolka i Lolka" :)

Dokładnie tak, zgadzam się, takie porównanie do "Bolka i Lolka" świadczy o tym, że po prostu bohater czytał jakąś słynną, znaną wszystkim bajkę. Natomiast, kiedy chodzi właśnie o tą bajkę "cipolino" to raczej opisałabym o czym ona jest, by przybliżyć ją z lekka czytelnikowi, a użycie "Bolka i Lolka" w tym momencie byłoby zmianą treści oryginału.

mzywiecka
03-17-2012, 11:11
Także uważam, że rzadko kiedy można zrobić wierne tłumaczenie, i nie chodzi tylko o samą treść i uwarunkowania kulturowe - w przypadku filmów, bardzo często musimy skrócić dialogi i kwestie, aby zmieściły się na ekranie i pojawiały się na tyle długi, aby widz je mógł swobodnie przeczytać.

Mangus
03-31-2012, 18:17
Wg mnie nie powinno się tłumaczyć dosłownie, możemy wtedy zgubić dużo elementów kulturowych i metafor.

Sesselja
04-06-2012, 16:36
Udomawianie, przybliżanie do kultury języka docelowego - tak, to zdecydowanie działa bez zarzutu. Wg. teoretyków tłumaczeniowych, ważne jest jednak to, by zachować równowagę. Jak pewnie wiecie, w Sherku zostało to zrobione po mistrzowsku. Zawsze też można zrobić przypis z komentarzem, ale to też w granicach rozsądku.

doktoroktor
04-07-2012, 11:54
Udomowienia zawsze trącą fałszem. Na przykład w którymś odcinku "Przyjacioł" był tekst "Uwielbiam te jego zaangażowanie. Jest prawie jak Alan Alda albo Bogusław Kaczyński". W oryginale był tylko Alan Alda, a tłumacz według własnego widzimisię wepchał jeszcze Bogusława Kaczyńskiego. Było też o "Czterech pancernych i psie". Czy normalny Amerykanin zna "Czterech pancernych" słyszał o Bogusławie Kaczyńskim? Widz od razu czuje fałsz. Był nawet temat na Filmwiebie o Bogusławie Kaczyńskim w "Przyjaciołach" i wypowiedzi były negatywne. To tylko przykład, ale w większości tak jest. Po co więc się wysilać, jeśli mało kto to doceni? Wyjątek stanowią chyba animacje.

Adriano
04-07-2012, 14:06
Wydaję mi się, że lepsza będzie adaptacja. Co nas będzie obchodzić jakaś rosyjska bajka, skoro to skecz to lepiej jak będzie odnosił sie do naszej kultury, aby był nam bliższy

Krzysztof
04-09-2012, 14:07
W większości przypadków tłumaczenie dosłowne nie będzie możliwe, gdyż potencjalny odbiorca może nie wiedzieć, "co jest grane". Nie każdy musi znać uwarunkowania kulturowe danego kraju, a np. woli skupić się wyłącznie na rozrywce. W przypadku napisów często także tekst tłumaczenia musi być skracany, aby widz mógł go chociażby przeczytać, dlatego tutaj też trudno byłoby zachować wierne tłumaczenie.

Sesselja
04-09-2012, 14:26
Dokładnie o to chodzi. Mamy przecież ograniczenia typu: czas, ilość linijek i znaków (jeśli chodzi o subtytuły), a zrobić dobry skrypt do dialogów po polsku na potrzeby dubbingu, to dla mnie jest mistrzostwo świata. Dlatego trzeba chyba też do tego wszystkiego być inteligentną bestią, by samemu stworzyć "wersję" tłumaczeniową, tak by ludzie zrozumieli o co chodzi w filmie :)

skalkaus
04-09-2012, 16:34
Hmmm... moim zdaniem to zależy czy sama treść bajki ma znaczenie. Bo jeśli chodzi o to, że bohater czytał jakiś utwór, w tym wypadku bajkę, którego treść jest nieistotna dla zrozumienia skeczu, lecz sam fakt czynności czytania "szlagieru kulturowego" to wg mnie możesz swobodnie zamienić na "Bolka i Lolka" :)

Zupełnie zgadzam się z tym. Kiedy tłumaczyłam polski serial Teraz albo Nigdy, było trudno znaleźć ekwiwalent nazwy Fizia-Mizia. Dlatego zmieniłam to, bo dla mnie jest ważny, by tekst był zrozumiały dla łotewskiego odbiorcy i łatwiejsze do czytania. Myślę, że nie ma znaczenia, jak nazywa się zabawka dla dzieci.

sylwka
08-14-2012, 01:46
Ja również jestem za adaptacją. W filmie, serialu, kabarecie, liczy się szybkość przekazu i zrozumienia, nie ma czasu na przypisy czy komentarze. Jednak przy tłumaczeniu literatury, jak najbardziej.

paweltutka
08-14-2012, 10:24
Tłumaczycie dosłownie? Jak ma podłoże kulturowe to lepiej przetłumaczyć kulturowy wątek też, tak żeby widz wiedział mniej więcej o co chodzi.

misialina44
08-16-2012, 17:26
Jeśli kabaret to cel jest jeden - ma być śmiesznie! Ja bym odniosła się więc w tłumaczeniu na j. polski do polskiej kultury.

Elle Lissitzka
08-17-2012, 20:41
Myślę, że w skeczach trzeba zastosować złoty środek, tzn. nie adaptować na siłę, ale jeśli miałoby to pomóc w przekazaniu sensu, lub było konieczne dla jego zachowania - czemu nie.

To jest bardzo specyficzny gatunek, trudno ustalić jedną zasadę. Wydaje mi się jednak, że jeśli mamy do czynienia z żartem, który zawiera np. odniesienie do kultury masowej, wspólnej dla świata - trzeba zostawić jak w oryginale. Natomiast jeśli mówi o czymś ściśle związanym z daną kulturą - to trzeba się zastanowić, czy dosłowne przetłumaczenie nie zniszczy żartu, sensu, który zawarł w nim autor. W takim przypadku lepiej chyba zastosować domestykację, chociaż sama niezbyt lubię ten zabieg, albo raczej - podchodzę do niego trochę nieufnie.

W każdym razie uważam, że powinno się zachować jak najwięcej z oryginału, a zmieniać tylko to, co naprawdę zaburzyłoby właściwy odbiór i szybką reakcję widza.

jason1987
08-20-2012, 10:37
Problem z tlumaczeniami skeczow jest taki ze prawie zawsze odnosza sie do kultury danego kraju. Dlatego jesli widz nie jest obeznany z kultura zrodla to moze byc ciezko. Proponuje tlumaczyc doslownie, czyli dla waskiej widowni obeznanej w danej kulturze.

Przetestowalem to na wlasnej rodzinie: paru czlonkom rodziny wlaczylem skecze Jeffa Dunhama [Achmed The Dead Terrorist itd.]. Oczywiscie skecz byl z polskimi napisami, przetlumaczone doslownie. Zrozumieli moze 10% tego o czym to bylo. Wszystko tylko dla tego ze skecze Jeffa skupiaja sie na amerykanskiej polityce i kulturze.

Jesli chodzi o skecze polskie ktore sa uniwersalne to przychodzi mi jeden na mysl: Supermarket kabaretu Ani Mru Mru. Mysle ze w wiekszosci krajow przeklad doslowny moglby funkcjonowac. Moze bylby problem ze zrozumieniem "emeryci i rencisci", ale wiekszosc by przeszla.

stereofoam
08-23-2012, 04:32
a ja mam problem z wyborem...

Znam (jak pewnie każdy filolog) ból oglądania filmów w telewizji z napisami/lektorem skierowanymi do widzów, którzy nie znają języka ani kultury tak dobrze jak my, czy tez zawod towarzyszacy puszczaniu komus naszego ulubionego skeczu z napisami i obserwowaniu braku podobnej reakcji.

Przezylam tez katusze ogladania Family Guya w polskiej wersji jezykowej.

Ale o ile wiem, ze w niektorych przypadkach lepiej nie psuc widzom rozrywki (bylam pare razy swiadkiem, kiedy maksymalna domestykacja typu, dajmy na to, jakis slawny w Stanach sportowiec -> Zbigniew Boniek, wywolywala salwy smiechu i nikt nie wyczuwal w tlumaczeniu nic dziwnego) to nie jestem w stanie wyobrazic sobie podejscia domestykacyjnego do Family Guya czy nawet Friendsow. Ale moze tylko filologowie krzywia sie na 'czterech pancernych i psa' w 'Przyjaciolach' i powinnismy przestac zakladac, ze wszyscy chca znac kazdy cytat z innej kultury. ..

Dalej nie wiem jak 'powinno sie' postepowac w takich sytuacjach, ale macie moje trzy grosze, moze ktos odnajdzie jakas zlota zasade ;)

LukTko
08-23-2012, 15:22
Tłumaczy się, tak aby odbiorca mógł zrozumieć kontekst w swoim języku :)

bo2joan
08-25-2012, 00:33
Najważniejsze jest z całą pewnością, żeby przekład wywoływał u odbiorcy określone skojarzenia - podobne, jak w przypadku widzów/czytelników oryginału. Dlatego jeśli jakiś element kulturowy nie gra kluczowej roli sam przez się, tłumacz będzie szukał trafnego odpowiednika.

doktoroktor
08-29-2012, 22:31
Ale o ile wiem, ze w niektorych przypadkach lepiej nie psuc widzom rozrywki (bylam pare razy swiadkiem, kiedy maksymalna domestykacja typu, dajmy na to, jakis slawny w Stanach sportowiec -> Zbigniew Boniek, wywolywala salwy smiechu i nikt nie wyczuwal w tlumaczeniu nic dziwnego) to nie jestem w stanie wyobrazic sobie podejscia domestykacyjnego do Family Guya czy nawet Friendsow. Ale moze tylko filologowie krzywia sie na 'czterech pancernych i psa' w 'Przyjaciolach' i powinnismy przestac zakladac, ze wszyscy chca znac kazdy cytat z innej kultury...
Ja mam dopiero zamiar iść na filologię, ale i tak krzywię się, na taką domestyfikację. To przecież kuje w uszy jak cholera. Szczególnie, jeśli film jest osadzony w konkretnym miejscu i czasie. Skąd niby taki Amerykanin z Nowego Jorku ma znać Dodę czy "Jeździć luks maluchem" (autentyczny przykład z sitcomu)? Widz od razu skapuje, że coś nie halo, zwłaszcza z napisami czy lektorem, kiedy przebija się spod spodu oryginalny dialog. Oglądałem raz któreś CSI w AXN. Tam Facebook został zmieniony na "Naszą klasę"! Niech mi ktoś odpowie, dlaczego nie mógł zostać Facebook? No dlaczego? No i po co uszczęśliwiać widzów na siłę, skoro większość z nich i tak to opluje i nie doceni? W przykładach widać, że tłumacze poszli sobie na łatwiznę. Czy nie można było zrobić tego mniej brutalnie? Weźmy przykład z Friendsów. W oryginale było chyba "Happy Days". To stary serial, który był emitowany w Polsce w latach 90. W owej scenie z "Przyjaciół" chodziło o to, że wspominali, kim z tego serialu chcieli być jak byli mali. Można by pomyśleć i dać na przykład właśnie "Modę na sukces". To tak przykładowo, na szybko. Przepraszam, że trochę chaotycznie napisane.