PDA

View Full Version : Ciekawostki z łaciny medycznej


dolinka79
01-14-2012, 18:20
Witam :)


Lubuję się w ciekawostkach medycznych po łacinie.
Są to nazwy leków po łacinie, związków w medykamentach, nazwy bakterii itp.

Podzielcie się ze mną ciekawostkami z łaciny medycznej :) ?

Magda_Świder
01-16-2012, 13:35
Trzeba wiedzieć, że współczesne nazewnictwo łacińskie w medycynie jest nieco odmienne od tego, które możemy znaleźć w dziele Celsusa (rzymski medyk z I w. n.e) "De medicina" czy w łacińskich przekładach traktatów Hippokratesa pochodzących z okresu XVIII lub XIX wieku.
Nazwy leków, nawet te używane potocznie, mają w sobie zwykle jakąś cząstkę albo łacińską, albo starogrecką. Dla przykładu wiele leków stosowanych w chorobach górnych dróg oddechowych ma w swej nazwie "voce" (od łacińskiego vox, vocis - głos), "ora" (od os, oris - usta) etc. Często też spotykamy się w nazewnictwie medycznym ze zlatynizowanymi nazwami greckimi. To dosyć ciekawe zagadnienie i, jeśli będzie taka potrzeba, to mogę spróbować rozwikłać niektóre z nazw zaproponowanych przez autora wątku. :)

Wunschpunsch
01-23-2012, 12:59
Zajrzałam na forum medyczne. Znalazłam to:

"Erosio glandularis partim epidermisata in statu inflammationis et epidermisationis.
Dysplasia planoepithelii focalis gradus mediocris.
mucosa endocervii et endometrii proliferativi.
Endometrium proliferativum."

Przerażające takie zmagania są, a mówią, że medycyna to tylko przedmioty ścisłe. :P

Magda_Świder
01-30-2012, 01:32
Zajrzałam na forum medyczne. Znalazłam to:

"Erosio glandularis partim epidermisata in statu inflammationis et epidermisationis.
Dysplasia planoepithelii focalis gradus mediocris.
mucosa endocervii et endometrii proliferativi.
Endometrium proliferativum."

Przerażające takie zmagania są,a mówią,że medycyna to tylko przedmioty ścisłe. :P

Są przerażające, ale na pierwszy rzut oka. Jeśli zna się łacinę, to można wykoncypować, co mniej więcej znaczą te sformułowania. Dla przykładu:
"Erosio glandularis partim epidermisata in statu inflammationis et epidermisationis":
1. "erosio" - mianownik, w łacinie klasycznej to "miejsce wyżarte, przeżarte";
2. "glandularis" - zawiera w sobie człon "gland-" oraz końcówkę genetivu łacińskiego III deklinacji -aris, a więc forma podstawowa będzie brzmiała "glandula"; jeśli zajrzymy do łaciny klasycznej, zauważymy, że istnieje w niej kilka słów zawierających w sobie człon "gland-" i wszystkie one wyprowadzane są od słowa "glans, -ndis", czyli "żołądź lub każdy owoc jądrowy", co pozwala nam przypuszczać, że chodzi tu o jakąś część anatomiczną ciała przypominającą mały owoc dębu;
3. epidermista - końcówka -a tego przymiotnika każe nam przypuszczać, że mamy tu do czynienia z nominatiwem (mianownikem) rodzaju żeńskiego; jeśli spojrzymy na dwa pierwsze słowa, to wiemy już, że ten przymiotnik odnosi się do słowa "erosio"; łacina klasyczna nie posiada żadnego słowa, nawet zbliżonego do słowa "epidermista", zatem należy poszukać jego korzeni w grece antycznej: tam znajdujemy słowo "epidermis" oznaczające "naskórek" ("dermos" - skóra [stąd: dermatologia - nauka zajmująca się chorobami skóry], "epi" - na, nad);
4. "in statu" - to po prostu "w stanie", "w momencie", "w chwili", od łacińskiego "status, us";
5. "inflammationis et epidermisationis" - te dwa przymiotniki w genetiwie odnoszą się do "statu"; pierwszy z nich, czyli "inflammationis" jest czysto klasycznym sformułowaniem oznaczającym "zapalenie" (od "flamma, -ae", czyli ogień); drugi - "epidermisationis" na pewno odnosi się do naskórka, ale brakuje tego słowa zarówno w łacinie klasycznej, jak i w języku starogreckim; jeśli interesujemy się łaciną medyczną, będziemy wiedzieć, że zapalenie zapisuje się najczęściej poprzez dodanie do łacińskiej nazwy końcówki "-itis" (np. meningitis - zapalenie opon mózgowych, "pleuritis" - zapalenie opłucnej itd.; istnieją odstępstwa od tej reguły, jeśli nazwa łacińska jest zlatynizowaną wersją nominanty greckiej, np. "pneumonia" - zapalenie płuc), wykluczymy w ten sposób, że "epidermisationis" jest stanem zapalnym naskórka; możemy jedynie domniemywać, że jest to jakieś stadium choroby lub rozwoju naskórka.
Jest przy tym trochę pracy, ale uwierzcie mi, jest też wiele zabawy. :) Wiem, że studenci medycyny mają przerażenie w oczach, kiedy widzą te zawiłe nazwy medyczne, ale naprawdę nie ma się czego bać - wystarczy posiedzieć chwilę, pomyśleć logicznie i wszystko się ułoży w całość. :)

BWJD
02-11-2012, 16:26
Z doświadczenia wiem, że wielu ma przerażenie w oczach, ale przecież, tym bardziej dzisiaj, kiedy coraz więcej ludzi podróżuje, znajomość łacińskich nazw chorób i leków powinno być podstawą komunikacji z lekarzami z innych krajów.

Magda_Świder
02-13-2012, 01:32
Z doświadczenia wiem, że wielu ma przerażenie w oczach, ale przecież, tym bardziej dzisiaj, kiedy coraz więcej ludzi podróżuje, znajomość łacińskich nazw chorób i leków powinno być podstawą komunikacji z lekarzami z innych krajów.

Zgadzam się, choć istnieją ich angielskie odpowiedniki, niejednokrotnie do złudzenia przypominające łacińskie czy greckie nazwy. U nas łacińską nazwę schorzenia można usłyszeć jedynie w szpitalach klinicznych w trakcie obchodu profesora otoczonego wianuszkiem studentów. :)

prw
02-13-2012, 10:57
No, no - miło było poczytać rozważania łacińskie Magdy. Ja przez lata nie miałem nic wspólnego z łaciną - mimo, że skończyłem filologię klasyczna. Od pewnego czasu - dzięki cudownemu "internetum" wróciłem do czytania po łacinie. Najczęściej zaglądam na "Nuntii Latini" i "Linqua Latina Omnibus". Jednak nazwy medyczne wymagają sporo czasu i samozaparcia.

azelastyna
02-13-2012, 12:10
Ciekawe czy wśród lekarzy znajomość medycznej łaciny jest równie szeroka i głęboka, co wśród forumowiczów??

(Bo jak się tak czasem przyglądam, to niekoniecznie. :P)

elzyn
02-19-2012, 13:06
Biorąc pod uwagę, że na medycynie trzeba wkuć nazwę każdej kosteczki po łacinie nie wiem, czy nawet zdolny człowiek jest w stanie zapamiętać to całe słownictwo. ;)

Magda_Świder
02-27-2012, 15:19
No, no - miło było poczytać rozważania łacińskie Magdy. Ja przez lata nie miałem nic wspólnego z łaciną - mimo, że skończyłem filologię klasyczna. Od pewnego czasu - dzięki cudownemu "internetum" wróciłem do czytania po łacinie. Najczęściej zaglądam na "Nuntii Latini" i "Linqua Latina Omnibus". Jednak nazwy medyczne wymagają sporo czasu i samozaparcia.

Ale Filolog Klasyczny nie porzuca ani na chwilę swych ukochanych języków. Ja się w nauce języków łacińskiego i greckiego uczyłam na zasadzie logiki, tj. coś jest tak i tak, jak w tym i tym języku. Od czasów magisterium pracuję z tekstami medycznymi: na magisterium wybrałam sobie traktat Hippokratesa i mniej więcej poznałam zasady nazewnictwa stosowane przez starożytnych lekarzy. Tym łatwiej więc przychodzi mi rozszyfrowanie łacińskich nazw schorzeń. To naprawdę nic trudnego. I nie zajmuję to dużo czasu - pół godziny na jedną nazwę maksymalnie. Spróbujcie sami, ale tylko ze słownikiem M. Plezi lub ze słownikiem Oxfordzkim do języka łacińskiego. :)

Magda_Świder
02-27-2012, 15:24
Ciekawe czy wśród lekarzy znajomość medycznej łaciny jest równie szeroka i głęboka, co wśród forumowiczów??

(Bo jak się tak czasem przyglądam, to niekoniecznie :P)

Studenci medycyny często przychodzą do nas, do Filologów Klasycznych, i proszą nas o korepetycje. Tych nazw można się nauczyć na pamięć. 80 lat temu lekarze byli wyuczeni nie tylko w kwestiach medycznych, ale znali też literaturę antyczną w stopniu doskonałym, nie gardzili historią, geografią etc. Byli prawdziwymi humanistami... Dziś uważa się, że nie należy zaprzątać sobie głowy innymi rzeczami, tylko tymi, które należą do naszej dziedziny, tj. do naszego planu studiów. Przez to studenci medycyny nie chcą uczyć się łaciny, bo im najzwyczajniej świecie przeszkadza. Kadra profesorska ma na szczęście nieco inne podejście, z tego, co mi wiadomo. :)

kokoniczek
02-27-2012, 15:51
Kiedyś robiłam tłumaczenie składu produktów do malowania dla dzieci - pomijając jakie cuda chemiczne tam wsadzili, chciałabym znać Waszą opinię - czy uważacie, że konieczne jest tłumaczenie nazw takich produktów, skoro pisane są po łacinie?
To samo z tłumaczeniem nazw lekarstw: czy np. acidum folicum powinien pozostać w takiej postaci czy lepiej zamienić go na "kwas foliowy"?

Magda_Świder
02-28-2012, 18:23
Kiedyś robiłam tłumaczenie składu produktów do malowania dla dzieci - pomijając jakie cuda chemiczne tam wsadzili, chciałabym znać Waszą opinię - czy uważacie, że konieczne jest tłumaczenie nazw takich produktów, skoro pisane są po łacinie?
To samo z tłumaczeniem nazw lekarstw: czy np. acidum folicum powinien pozostać w takiej postaci czy lepiej zamienić go na "kwas foliowy"?

Wydaje mi się, że na opakowaniach czy ulotkach leków powinny widnieć nazwy łacińskie i ich polskie odpowiedniki. Dlaczego? Z prostej przyczyny. Ludzie, którzy wybierają się na studia z zakresu medycyny, biologii, chemii etc. muszą znać łacińskie nazwy, gdyż na świecie są one powszechnie używane. Taka forma ułatwiłaby im znacznie naukę i przysposobienie sobie wiedzy. Przecież tablica Mendelejewa zawiera nazwy pierwiastków w języku łacińskim i właśnie od łacińskiej formy są utworzone ich skróty, którymi operuje cały świat. Poza tym, jeśli zachowamy łacińskie odpowiedniki nazw, nie będzie problemu z nauką angielskich nazw, które, jak wspomniałam wcześniej, są bardzo podobne do ich łacińskich odpowiedników.

a897295
11-09-2016, 22:45
Podobno od jakiegoś czasu wycofano łacinę ze studiów medycznych i zastąpiono angielskim... (Liczę na to, że ktoś sprostuje tę informację, jeżeli nie jest prawdziwa). Czy orientuje się ktoś, czy za granicą też był obowiązek nauki łaciny na studiach medycznych bądź na innych ścisłych kierunkach?