PDA

View Full Version : Co wolno tłumaczowi?


agola
12-29-2009, 22:13
Powszechnie wiadomo na czym polega praca tłumacza tekstów literackich (a właściwie każdego tłumacza pisemnego). Ma on dokonać przekładu tekstu z języka wyjściowego na docelowy w taki sposób, aby czytelnik translatu nie tylko rozumiał słowa, ale także potrafił odnaleźć się w obcej przestrzeni kulturowej. Aby mu to umożliwić tłumacz może stosować m.in. tzw. przypisy tłumacza, w których zazwyczaj opisuje tło historyczne lub wyjaśnia jakiś element kulturowy, którego znajomość jest niezbędna dla zrozumienia tekstu jako całości.

Czytając książkę Pana W. Cejrowskiego „Gringo wśród dzikich plemion” doświadczyłam czegoś zupełnie mi do tej pory nieznanego. We wspomnianym tytule tłumacz przyjął mianowicie jeszcze jedną rolę - wnikliwego obserwatora i KOMENTATORA działań oraz wypowiedzi autora. Jego przypisy nie mają zaś zdecydowanie charakteru laudacji (jak niektórzy mogliby w tym miejscu pomyśleć)...

Czy takie zachowanie tłumacza jest Waszym zdaniem stosowne? Czy jego zadanie nie powinno ograniczyć się raczej do udzielania niezbędnych wyjaśnień? A może uważacie, że taka nietypowa rola, w którą wszedł tłumacz może tylko podnieść wartość tekstu?

To może zacytuję tutaj fragment wyżej wspomnianej książki, żeby ułatwić zrozumienie problemu tym, którzy (podobnie jak do niedawna ja) nie zetknęli się nigdy z tłumaczem – komentatorem... ;)


„Natomiast kiedy się tam jest – no cóż... – na miejscu wszelki romantyzm sytuacji przesłaniają sprawy o charakterze raczej pospolitym niż wzniosłym. Różne takie nie cierpiące zwłoki.”
(Cejrowski, W.: Gringo wśród dzikich plemion, str. 96)


Po słowie „cierpiące” tłumacz postawił przypis o następującej treści:


„No i po co ten imiesłów? Zwłoki właśnie na tym polegają, że nie cierpią. Jeżeli już, to robią to ZANIM staną się zwłokiami. [przyp. Tłumacza]*
*Bardzo Państwa przepraszam – tłumacz czasami wymyka nam się spod kontroli. To dlatego, że jest tylko tłumaczem, a nie Autorem, i to go trochę szczypie w ego. [przyp. Autora]”

empasik
01-04-2010, 23:55
Przykład, który przedstawiłaś jest dosyć specyficzny. Cejrowski pisze dosyć lekkim językiem, z dużą dawką humoru, dlatego taka sytuacja jest tutaj do przyjęcia. Możliwe, ze tłumacz i autor są przyjaciółmi, tak więc taka żartobliwa wymiana zdań dodaje kolorytu książce. Nie wyobrażam sobie jednak takiego komentarza w publikacji naukowej czy jakiejkolwiek innej publikacji, gdzie tłumacz wstawiłby taki komentarz bez porozumienia z autorem.

Tom z Sopotu
01-05-2010, 00:43
Nie bardzo rozumiem jednak całą sytuację. Czy tłumacz przekłada tekst Cejrowskiego na polski z, dajmy na to, hiszpańskiego, w którym być może oryginalnie napisana jest książka? A jeśli tak, to żart musi być mocno "piętrowy", bo - jak podejrzewam - w hiszpańskim zapewne nie istnieje aż tak dokładny odpowiednik wyrażenia "nie cierpiący zwłoki", by cała ta wymiana zdań miała sens. Co oznaczałoby, że tłumacz sam przełożył jakiś hiszpański zwrot na zwrot "nie cierpiący zwłoki" po to tylko, by następnie skrytykować własne tłumaczenie. Być może nawet tłumaczem jest sam autor, co czyni sytuację jeszcze bardziej absurdalnie schizofreniczną. :) Czy może jest jakieś prostsze wyjaśnienie, którego nie dostrzegam?

Jacek_L
01-05-2010, 10:31
O ile pamiętam, to tłumacz(ka?) jest w tej książce postacią fikcyjną - taki żart Cejrowskiego, który tę książkę sam napisał w obu językach.

Tom z Sopotu
01-05-2010, 14:53
O ile pamiętam, to tłumacz(ka?) jest w tej książce postacią fikcyjną - taki żart Cejrowskiego, który tę książkę sam napisał w obu językach.

Tak właśnie przypuszczałem. :) No w takiej sytuacji to tłumaczowi wolno praktycznie wszystko (tak wracając do tematu).

tomaszmalecki
12-11-2011, 15:26
Na pewno często spotykacie się z faktem, że tłumaczenia z pozoru oczywiste i niby łatwe, tzn. nie wymagające szczególnych zabiegów tłumaczeniowych, przybierają formę całkiem inną od oczekiwanej i w jakiś sposób budzącą kontrowersje, np. tytuły filmów, które są udziwnione z niewiadomych przyczyn. Godzić się na to w imię ambicji czy powiedzieć wyraźnie, że nie wszystko poszło w dobrym kierunku? A może wszystko ma swoje uzasadnienie? Co sądzicie?

mosia
12-12-2011, 12:30
W kontekście przekładu tytułów, temat powinien raczej brzmieć "Co wolno dystrybutorowi / wydawcy?" ;)
Nie od dziś wiadomo, że tytuł to nie tylko nazwa utworu - to przede wszystkim produkt marketingowy, który ma przyciągnąć jak największą liczbę odbiorców do kin czy księgarń. Stety-niestety to właśnie od dystrybutora/wydawcy zależy ostateczny charakter tytułu.

aganema
12-13-2011, 15:27
Czasami można ingerować w tytuł, nawet, jeżeli jest on z pozoru banalny do przetłumaczenia. Uzasadnieniem jest wówczas tematyka, treść dzieła. Idealnym tego przykładem może być film "The Young Ones", który został przetłumaczony na język polski jako "Chcemy się bawić". Tłumaczenie zupełnie odbiega od oryginału, a jednak idealnie oddaje klimat filmu. W takim wypadku, jest to do zaakceptowania :)

tomaszmalecki
12-21-2011, 19:24
Podbijam - co zatem z tytułami nie tłumaczonymi? Czemu to nie nadano im nowego tytułu, np. Pulp Fiction? Albo I Heart Huckabees? Wszak zdecydowanie nie przystają do treści... Raz tak, a raz inaczej się dzieje... Zatem, czemu wolno i co wolno decydentom form ostatecznych w tym kontekście?

martakow00
12-26-2011, 15:08
Podobno Polska jest znana właśnie z tłumaczenia (błędnego) tytułów filmów.... :) Jak myślicie, jest w tym chyba sporo prawdy? Kto o tych tłumaczeniach decyduje? Dystrybutorzy?

tomaszmalecki
12-27-2011, 13:45
Przykładem jest tytuł Dumb Dudes na jednym z polskich kanałów satelitarnych... Tytuł angielski kojarzy się jeszcze jakoś z treścią programu, ale polskie tłumaczenie w ogóle z niczym się nie kojarzy, do tego stopnia, że wyleciało mi z głowy! Żadnym sumptem nie można usprawiedliwić tak krzywego tłumaczenia tym, by przyciągnąć widza do ekranu.

Tak poza tym, o 'jakości' tłumaczeń tytułów filmowych traktują skecze polskich kabarecistów, a to chyba samo mówi za siebie.

tomaszmalecki
12-27-2011, 14:22
Po prostu nie było mu dość napisać jedną książkę, on napisał dwie w jednej. W dodatku fakt - jego zabiegi są o tyle nietypowe, co pociągające, świetnie się czyta jego twórczość.