View Full Version : tłumaczenie na j.ojczysty
joanna8606
12-29-2009, 20:16
Podobno w krajach Europy Zachodniej wśród tłumaczy ustnych panuje przekonanie,że tłumacze powinni tłumaczyć jedynie na język ojczysty. Uważa się,że tylko w tym przypadku otrzymane tłumaczenie będzie wysokiej jakości. A co wy o tym sądzicie?
joanna8606
12-29-2009, 20:19
I jeszcze jedno: Czy myślicie,że w naszej części Europy sprawdzi się takie przekonanie?
Dorota Sałata
12-29-2009, 22:24
Też tak słyszałam na spotkaniu z panią z towarzystwa tłumaczy.
Moim zdaniem na pewno łatwiej jest tłumaczyć na język ojczysty, ale jeśli się włada językiem obcym prawie jak native speaker to róznica w jakości wcale nie musi być gorsza. Dużo zależy od doświadczenia w tłumaczeniu ustnym oraz pamięci.
darkliquoredeyes
01-02-2010, 01:00
I jeszcze jedno: Czy myślicie,że w naszej części Europy sprawdzi się takie przekonanie?
Już się sprawdza. Do tłumaczeń na angielski często szuka się native'ów. Być może wynika to z faktu, że recepcja w języku obcym przychodzi zazwyczaj łatwiej niż produkcja. Zatem tłumaczenie na język ojczysty teoretycznie powinno iść tłumaczowi sprawniej i na pewno jest dla niego dużą dozą komfortu podczas pracy.
Nie ma co się oszukiwać - można opanować doskonale język obcy, ale nigdy nie opanuje się go tak jak rodzimy użytkownik. Dlatego ta tendencja jest dosyć zrozumiała i myślę, że będzie się utrzymywać.
JoannaBielecka
01-09-2010, 13:15
Ostatecznie nie ma w tym nic złego, szczególnie, że nie chodzi tylko o znajomość języka, ale również kultury, historii etc. Ponad to na prawdę trudno jest znać język jak native...nie wiem czy pamiętacie scenę z Gloriuos Bastards, gdzie Amerykanin próbuje udawać Niemca;)I co z tego, że władał językiem jak natywny?:)
Jezebath
03-27-2010, 12:00
Nie każdy native speaker zna swój język tak dobrze jak się tego oczekuje.
Tak na marginesie, czy chodzi o 'Inglourious Basterds' Tarantino? chciałam się upewnić:}
Nie ma co się oszukiwać - można opanować doskonale język obcy, ale nigdy nie opanuje się go tak jak rodzimy użytkownik.
Nie do końca się z tym zgadzam. ;) Uważam, że jest to możliwe, choć oczywiście - wymaga ogromnej pracy. Poza tym są jeszcze osoby, które od początku życia mają codzienny kontakt z 2 językami - np. gdy rodzice są różnych narodowości. Dwujęzyczność występuje powszechnie np. na Białorusi, gdzie językiem codziennie używanym w urzędach, szkołach itd. jest rosyjski i taraszkiewicza, natomiast w domu dużo rodzin posługuje się białoruskim (lub mieszają gwary z rosyjskim, białoruskim). Osobiście znam kilka Białorusinów, którzy perfekcyjnie posługują się zarówno białoruskim jak i rosyjskim.
cziqitka89
03-27-2010, 21:01
Podobno w krajach Europy Zachodniej wśród tłumaczy ustnych panuje przekonanie,że tłumacze powinni tłumaczyć jedynie na język ojczysty. Uważa się,że tylko w tym przypadku otrzymane tłumaczenie będzie wysokiej jakości. A co wy o tym sądzicie?
Myślę, że jest w tym twierdzeniu sporo prawdy. Tłumacz ustny bardzo często wykonuje swoją pracę pod dużą presją i naturalne wydaje się to, że łatwiej tłumaczy mu się na język ojczysty. Aczkolwiek nie uważam, że tłumacze powinni ograniczać się jedynie do tłumaczenia na język ojczysty; wiele zależy od ogólnych umiejętności językowych tłumacza, jego pamięci oraz odporności na stres. Myślę, że doświadczony tłumacz poradzi sobie równie dobrze z tłumaczeniem na język ojczysty, jak i na język obcy.
cziqitka89
03-27-2010, 21:10
Też tak słyszałam na spotkaniu z panią z towarzystwa tłumaczy.
Moim zdaniem na pewno łatwiej jest tłumaczyć na język ojczysty, ale jeśli się włada językiem obcym prawie jak native speaker to róznica w jakości wcale nie musi być gorsza. Dużo zależy od doświadczenia w tłumaczeniu ustnym oraz pamięci.
Całkowicie się zgadzam. Jak to mówią "praktyka czyni mistrza" ;) Tłumacz, które zajmuje się tłumaczeniem ustnym przez dłuższy czas nabiera umiejętności, które są przydatne zarówno przy tłumaczeniu na język ojczysty, jak i na język obcy; m.in. zdolność koncentracji pod presją, szybkie kojarzenie, doskonała pamięć, łatwość wypowiadania się. To wszystko wraz ze znajomością obu języków wpływa na jakość tłumaczenia w równym stopniu.
Jezebath
03-27-2010, 22:02
Tłumacz, które zajmuje się tłumaczeniem ustnym przez dłuższy czas nabiera umiejętności, które są przydatne zarówno przy tłumaczeniu na język ojczysty, jak i na język obcy; m.in. zdolność koncentracji pod presją, szybkie kojarzenie, doskonała pamięć, łatwość wypowiadania się. To wszystko wraz ze znajomością obu języków wpływa na jakość tłumaczenia w równym stopniu.
Niezaprzeczalnie. Czy uważacie, że specjalizacja, koncentrowanie się na jednej 'dziedzinie' tłumaczeń ustnych np. przekład wypowiedzi związanych tylko z polityką również wpływa na jakość tłumaczenia na język inny niż ojczysty? Moim zdaniem ten czynnik tez jest ważny i w znaczącym sopniu ułatwia tego typu tlumaczenia.
cziqitka89
03-28-2010, 08:45
Niezaprzeczalnie. Czy uważacie, że specjalizacja, koncentrowanie się na jednej 'dziedzinie' tłumaczeń ustnych np. przekład wypowiedzi związanych tylko z polityką również wpływa na jakość tłumaczenia na język inny niż ojczysty? Moim zdaniem ten czynnik tez jest ważny i w znaczącym stopniu ułatwia tego typu tlumaczenia.
Znajomość spejalistycznej terminologii z konkretnej dziedziny, czy jest to polityka, czy prawo czy też medycyna, z pewnością ułatwia pracę tłumaczowi i tym samym wpływa na wyższą jakość takiego tłumaczenia. Nie da się tłumaczyć, nie mając jakiegokolwiek pojęcia o dziedzinie, której dotyczy tłumaczenie. Dlatego tak ważne dla tłumacza jest ciągłe doskonalenie się, może to być np. czytanie artykułów i książek poświęconych odpowiedniej tematyce (polityka, prawa, medycyna etc.) zarówno w języku ojczystym jak i obcym. To wszystko wymaga dużego nakładu pracy, dlatego osobiście uważam, że najlepszym wyjściem dla tłumacza jest wybranie jednej dziedziny, w której ma zamiar się specjalizować i skoncentrowanie się na niej.
cziqitka89
03-29-2010, 21:24
Nie ma co się oszukiwać - można opanować doskonale język obcy, ale nigdy nie opanuje się go tak jak rodzimy użytkownik. Dlatego ta tendencja jest dosyć zrozumiała i myślę, że będzie się utrzymywać.
Nie do końca się z tym zgadzam. ;) Uważam, że jest to możliwe, choć oczywiście - wymaga ogromnej pracy. Poza tym są jeszcze osoby, które od początku życia mają codzienny kontakt z 2 językami - np. gdy rodzice są różnych narodowości. Dwujęzyczność występuje powszechnie np. na Białorusi, gdzie językiem codziennie używanym w urzędach, szkołach itd. jest rosyjski i taraszkiewicza, natomiast w domu dużo rodzin posługuje się białoruskim (lub mieszają gwary z rosyjskim, białoruskim). Osobiście znam kilka Białorusinów, którzy perfekcyjnie posługują się zarówno białoruskim jak i rosyjskim.
Myślę, że osoby dwujęzyczne mają o tyle łatwiej, że mają możliwość codziennego "obcowania" z obydwoma językami. Dlatego stanowią jakby odrębną kategorię, jeśli chodzi o naukę języka obcego.
Zastanawia mnie natomiast na ile język obcy może opanować osoba, która zaczęła się go uczyć dopiero w wieku szkolnym i nie ma możliwości długiego przebywania w obcym kraju. Czy taka osoba jest w stanie doskonale opanować język obcy? Jeśli tak, to w jaki sposób może tego dokonać?
Jezebath
03-29-2010, 21:34
Zastanawia mnie natomiast na ile język obcy może opanować osoba, która zaczęła się go uczyć dopiero w wieku szkolnym i nie ma możliwości długiego przebywania w obcym kraju. Czy taka osoba jest w stanie doskonale opanować język obcy? Jeśli tak, to w jaki sposób może tego dokonać?
Na myśl przyszła mi organizacja nauki języka według standardów obowiązująch w krajach skandynawskich. Na północy bowiem filmy itd po angielsku lub w innym obcym języku nie są dubbingowane( jak w Niemczech) ani nie tłumaczone przez lektora. Napisy są jedymym żródłem tłumaczenia, a dzieki temu widz ma kontakt z językiem, nie jest on zagłuszony.
Dzieki takiemu podejściu do sprawy w Skandynawii dzieci na poziomie podstawówki władają językiem swobodnie, mniej więcej tak jak w naszych liceach, moze nawet lepiej, w niektórych przypadkach.
Osoba np. z Polski ma w ten sposób mniejsze szanse na perfekcyjne opanowanie języka bo jak wiemy dużo zależy od ikości kontaktu z językiem 'aplikowanemu' możliwie jak najszybciej.
cziqitka89
03-30-2010, 08:04
I jeszcze jedno: Czy myślicie,że w naszej części Europy sprawdzi się takie przekonanie?
Już się sprawdza. Do tłumaczeń na angielski często szuka się native'ów. Być może wynika to z faktu, że recepcja w języku obcym przychodzi zazwyczaj łatwiej niż produkcja. Zatem tłumaczenie na język ojczysty teoretycznie powinno iść tłumaczowi sprawniej i na pewno jest dla niego dużą dozą komfortu podczas pracy.
Zgadzam się. Wiele firm do tłumaczeń ustnych poszukuje właśnie native speakerów, zakładając, że ryzyko popełnienia błędu przez tłumacza, który dokonuje przekładu na swój język ojczysty jest znacznie mniejsze. Należy jednak pamiętać o tym, że oprócz bardzo dobrej znajomości obydwu języków, ważne jest też teoretyczne i praktyczne przygotowanie do wykonywania zawodu tłumacza.
ewelinamerchel2
03-31-2010, 14:24
Znajomość spejalistycznej terminologii z konkretnej dziedziny, czy jest to polityka, czy prawo czy też medycyna, z pewnością ułatwia pracę tłumaczowi i tym samym wpływa na wyższą jakość takiego tłumaczenia.
Tak w rzeczy samej. Dodałabym, że również ważne, oprócz dobrego rozeznania, są też te
„artystyczne” czynniki, predyspozycje. Mam na myśli:
- talent tłumacza (indywidualne, wybitne predyspozycje danego tłumacza w wyczuwaniu materii języka i jego znaczeń),
- intuicję (łatwość trafnych i właściwych wyborów),
- kreatywność (twórcze podejście do trudności, ale i w ogóle całego procesu tłumaczenia),
- emocje,
- motywację.
Wydaje się, że przekładoznawstwo, oprócz borykania się z opozycją teoria/praktyka, powinno uwzględniać troistą naturę – naukowo-rzemieślniczo-artystyczną.
ewelinamerchel2
03-31-2010, 14:51
Należy jednak pamiętać o tym, że oprócz bardzo dobrej znajomości obydwu języków, ważne jest też teoretyczne i praktyczne przygotowanie do wykonywania zawodu tłumacza.
Zgadzam się - ważne jest przygotowanie tłumacza pod względem teoretycznym i praktycznym. W procesie edukacji tłumacza ważne jest skoncentrowanie się na następujących zagadnieniach:
- ważne jest odpowiednie kształcenie umysłu, czyli wszechstronny rozwój intelektualny,
- w procesie kształcenia ważne jest wzmacnianie osobowości tłumacza,
- ważne jest rozwijanie sprawności i umiejętności.
Podsumowując, głównym celem edukacyjnym jest kompetencja tłumacza, a celami szczegółowymi w tym procesie są sprawności i umiejętności, które budują te kompetencję.
ewelinamerchel2
03-31-2010, 15:08
Podobno w krajach Europy Zachodniej wśród tłumaczy ustnych panuje przekonanie,że tłumacze powinni tłumaczyć jedynie na język ojczysty. Uważa się,że tylko w tym przypadku otrzymane tłumaczenie będzie wysokiej jakości. A co wy o tym sądzicie?
Uważam iż jakość tłumaczenia wynika nie tylko z pozycji, jaką zajmuje u tłumaczącego język na który przekłada (czy jest to jego pierwszy czy drugi język). To, że tłumaczymy na język rodzimy pomaga, ale mamy też przypadki dwujęzyczności, wiele osób żyjąc na pograniczu kulturowym włada dwoma językami równie biegle i niemalże nie robi im różnicy na który język przekładają. Jest to wyćwiczona zdolność, nie uwarunkowanie genetyczne przydzielane wraz z urodzeniem. Język ojczysty, którym władamy najlepiej, nie jest nabyty. Uczymy się go, tak też możemy nauczyć się innych w stopniu wystarczającym do wykonania dobrego tłumaczenia.
ewelinamerchel2
03-31-2010, 15:17
Procesy, wspomniane wcześniej, wyznaczają kierunek, według którego taki tłumacz powinien być kształcony, by dobre tłumaczenie (porównywalne z takim, jakie zrobilibyśmy przekładając na język ojczysty) wykonywać również w drugim lub trzecim języku. Oczywiście, kształcenia takiego nie nabędzie się siedząc w sali na zajęciach, studiując teorię przekładu i literatury, bez żadnego zaplecza i kontaktu z „żywym” językiem. Nauka taka odbywa się na różnych płaszczyznach. Może potrwać trochę dłużej, niż akwizycja pierwszego języka (bo umysł nie jest już tak chłonny) ale sądzę, że w pełni możliwa.
ewelinamerchel2
03-31-2010, 15:19
Na arenie międzynarodowej trwa debata na temat przedmiotu kształcenia tłumacza. Ogólnie debata ta zmierza w kierunku określenia dokładnych celów i treści dydaktycznych. Biorący udział w debacie rozważają temat dotyczący przydatności studiów filologicznych w zawodzie tłumacza.
Może w takim kierunku powinno zmierzać to wszystko, by tłumaczenia z innych języków były tak dobre jak te przekładane na język ojczysty?
Mrówka_Zet
03-31-2010, 23:25
Procesy, wspomniane wcześniej, wyznaczają kierunek, według którego taki tłumacz powinien być kształcony, by dobre tłumaczenie (porównywalne z takim, jakie zrobilibyśmy przekładając na język ojczysty) wykonywać również w drugim lub trzecim języku. Oczywiście, kształcenia takiego nie nabędzie się siedząc w sali na zajęciach, studiując teorię przekładu i literatury, bez żadnego zaplecza i kontaktu z „żywym” językiem. Nauka taka odbywa się na różnych płaszczyznach. Może potrwać trochę dłużej, niż akwizycja pierwszego języka (bo umysł nie jest już tak chłonny) ale sądzę, że w pełni możliwa.
Myślę, że zdobycie tak dużych "kwalifikacji" językowych w więcej niż jednym języku obcym, w stopniu który umożliwia translację jest zajęciem niezwykle czasochłonnym, i nieosiągalnym dla większości ludzi. Mówię tu także o osobach posiadających pewne zdolności językowe. Ponadto próby tak wnikliwego "zgłębienia" większej ilości języków zajmie zbyt wiele czasu, który mógł być przeznaczony na pracę nad jednym językiem.
Nie przeczę, że poznawanie innych języków i ich kultur jest przydatne i poszerza horyzonty myślowe, ale, na dłuższą metę, stanowi zajęcie niepraktyczne.
Mrówka_Zet
03-31-2010, 23:38
Na arenie międzynarodowej trwa debata na temat przedmiotu kształcenia tłumacza. Ogólnie debata ta zmierza w kierunku określenia dokładnych celów i treści dydaktycznych. Biorący udział w debacie rozważają temat dotyczący przydatności studiów filologicznych w zawodzie tłumacza.
Szczerzę mówiąc, osobiście wątpię w przydatności większości przedmiotów na studiach filologicznych w zakresie kształcenia przyszłych tłumaczy. Mówię tu tylko z perspektywy specjalizacji translatorskiej. Czy tłumacz powinien w tak drobiazgowym stopniu znać teorie gramatyki opisowej lub rozwiązywać testy, które uczą jedynie rozwiązywania testów samych sobie i nie poszerzają horyzontów? Czy tkwienie w hermetycznych schematach badań nad literaturą pomoże nam utrzymać kontakt z żywym językiem? Nie wiem jak to wygląda w innych krajach, ale uważam, że na studiach filologicznych w Polsce zbyt mały nacisk kładziony jest na kontakt z językiem waśnie. Albo powinno się zreformować zakres i tryb nauczania albo stworzyć zupełnie nowy kierunek.
Mrówka_Zet
04-01-2010, 01:57
To wszystko wymaga dużego nakładu pracy, dlatego osobiście uważam, że najlepszym wyjściem dla tłumacza jest wybranie jednej dziedziny, w której ma zamiar się specjalizować i skoncentrowanie się na niej.
Właśnie w ten sposób "rodzą się" wyspecjalizowani w określonych dziedzinach tłumacze. Skupienie się na jednej gałęzi tłumaczeń niewątpliwie zawęża pole działania translatora ( i szerokich możliwości działania), ale z drugiej strony umożliwia wnikliwe zgłębienie określonej dziedziny.
Dlatego uważam, że ten wybór w dużym zakresie zależy od rodzaju pracy, jaką ma zamiar wykonywać tłumacz. Oczywistym jest, że wyspecjalizowani tłumacze w dziedzinie medycyny, którzy "operują" tylko i wyłącznie w przekładzie tekstów medycznych nie musza znać wyspecjalizowanego języka socjologii lub handlu. Potrzeba posłużenia się taką terminologią w stopniu większym niż minimalnym jest mało prawdopodobna, a nawet jeśli miałaby miejsce, tłumacz mógłby skonsultować swoją decyzję z kimś innym.
Z drugiej strony, musimy zdawać sobie sprawę z potrzeby istnienia translatorów o szerokim wachlarzu kompetencji. Zdarza się przecież, że operowanie terminologią z wielu dziedzin jest często niezbędne choćby w tłumaczeniach ustnych, gdzie poruszane są przecież różne wątki i nie ma sposobu na zweryfikowanie swojego tłumaczenia.
Mrówka_Zet
04-01-2010, 08:13
Zastanawia mnie natomiast na ile język obcy może opanować osoba, która zaczęła się go uczyć dopiero w wieku szkolnym i nie ma możliwości długiego przebywania w obcym kraju. Czy taka osoba jest w stanie doskonale opanować język obcy? Jeśli tak, to w jaki sposób może tego dokonać?
Ale jak zdefiniować "doskonałość"? Czy nazwiemy to perfekcyjnym opanowaniem języka, które umożliwia porozumienie się językiem obcym niemal na równi z językiem ojczystym i płynną umiejętność przekładu? Czy też posługiwanie się tymże językiem w stopniu, który umożliwia komunikację?
Odsetek osób, które rzeczywiście uczyły się języka mając dosłownie kilka lat jest znikomy. A przecież nie nazwiemy profesjonalnych tłumaczy (z których zdecydowana większość zaczęła uczyć się języka obcego w wieku szkolnym) osobami, które nie opanowały języka na poziomie powyżej przeciętnej.
Mrówka_Zet
04-01-2010, 09:05
Całkowicie się zgadzam. Jak to mówią "praktyka czyni mistrza" ;) Tłumacz, które zajmuje się tłumaczeniem ustnym przez dłuższy czas nabiera umiejętności, które są przydatne zarówno przy tłumaczeniu na język ojczysty, jak i na język obcy; m.in. zdolność koncentracji pod presją, szybkie kojarzenie, doskonała pamięć, łatwość wypowiadania się. To wszystko wraz ze znajomością obu języków wpływa na jakość tłumaczenia w równym stopniu.
Tłumaczenie na język ojczysty zawsze będzie bardziej naturalne i zdecydowanie w większym stopniu wolne od wszelkiego rodzaju błędów niż tłumaczenie na inny język. Powód jest całkiem prosty, językiem ojczystym operujemy na poziomie podświadomości, nie zastanawiamy się nad znaczeniem słów tylko ich używamy. Nawet jeżeli tłumacz perfekcyjnie opanował dany język, nigdy nie będzie to poziom języka ojczystego i myślę że tyczy się to także osób dwujęzycznych (może z wyjątkiem języków o podobnym rdzeniu lingwistycznym, jak już wspomniany rosyjski i białoruski).
Dlatego też, native speakerzy danego języka będą zawsze cenieni wyżej niż osoby operujące językiem "wyuczonym" i myślę, że jest to logiczne podejście.
Podobno w krajach Europy Zachodniej wśród tłumaczy ustnych panuje przekonanie,że tłumacze powinni tłumaczyć jedynie na język ojczysty. Uważa się,że tylko w tym przypadku otrzymane tłumaczenie będzie wysokiej jakości. A co wy o tym sądzicie?
Osoby, które tłumaczą na język ojczysty mają zdecydowaną przewagę na tymi, którzy decydują się na tłumaczenie w innym języku. Nie oszukujmy się – nawet jeśli ktoś uczyłby się jakiegoś języka przez kilkanaście lat, to i tak nie posiadałby takiej wiedzy, jaką posiada native speaker. Dlatego też zgadzam się ze stwierdzeniem tłumaczy ustnych z Zachodu.
Też tak słyszałam na spotkaniu z panią z towarzystwa tłumaczy.
Moim zdaniem na pewno łatwiej jest tłumaczyć na język ojczysty, ale jeśli się włada językiem obcym prawie jak native speaker to róznica w jakości wcale nie musi być gorsza. Dużo zależy od doświadczenia w tłumaczeniu ustnym oraz pamięci.
Ale co znaczy „prawie jak native speaker”? Można znać świetnie język obcy, ale czy jest to w jakiś sposób porównywalne z zasobem wiedzy o języku i kulturze native speakera? Moim zdaniem nie, chyba że ktoś mieszkałby przez większość swego życia za granicami ojczystego kraju i posługiwałby się tamtejszym językiem na co dzień, chociaż wtedy moglibyśmy już zaryzykować stwierdzenie, że ta osoba jest bilingwalna, a to całkowicie zmienia postać rzeczy.
Myślę, że doświadczony tłumacz poradzi sobie równie dobrze z tłumaczeniem na język ojczysty, jak i na język obcy.
A ja myślę, że nie, chyba że(tak jak to już było wyżej wspomniane) osoba ta jest dwujęzyczna.
Całkowicie się zgadzam. Jak to mówią "praktyka czyni mistrza" ;) Tłumacz, które zajmuje się tłumaczeniem ustnym przez dłuższy czas nabiera umiejętności, które są przydatne zarówno przy tłumaczeniu na język ojczysty, jak i na język obcy; m.in. zdolność koncentracji pod presją, szybkie kojarzenie, doskonała pamięć, łatwość wypowiadania się. To wszystko wraz ze znajomością obu języków wpływa na jakość tłumaczenia w równym stopniu.
Przykro mi to mówić, ale moim zdaniem w tłumaczeniu ustnym doświadczenie mało się liczy. Trafiasz po prostu na coś, czego nie potrafisz przetłumaczyć, atakuje Cię stres i legniesz. Wszystkie umiejętności, o których wspomniałeś bardzo się przydają, ale pozostanę przy swoim zdaniu, że tłumacz ustny powinien tłumaczyć wyłącznie na język ojczysty – zna go od urodzenia i zmniejsza się prawdopodobieństwo, że palnie gafę.
Niezaprzeczalnie. Czy uważacie, że specjalizacja, koncentrowanie się na jednej 'dziedzinie' tłumaczeń ustnych np. przekład wypowiedzi związanych tylko z polityką również wpływa na jakość tłumaczenia na język inny niż ojczysty? Moim zdaniem ten czynnik tez jest ważny i w znaczącym sopniu ułatwia tego typu tlumaczenia.
Całkowicie się zgadzam. Stare powiedzenie brzmi „kto zna się na wszystkim, ten nie zna się na niczym” ;) Moim zdaniem koncentrowanie się na jednej dziedzinie może nam bardzo pomóc w poprawieniu jakości tłumaczeń – uczymy się słownictwa i zwrotów wyłącznie z zakresu np. polityki i jest nam o wiele łatwiej, a co za tym idzie, nasze tłumaczenie wygląda o wiele lepiej.
Osoby, które tłumaczą na język ojczysty mają zdecydowaną przewagę na tymi, którzy decydują się na tłumaczenie w innym języku. Nie oszukujmy się – nawet jeśli ktoś uczyłby się jakiegoś języka przez kilkanaście lat, to i tak nie posiadałby takiej wiedzy, jaką posiada native speaker. Dlatego też zgadzam się ze stwierdzeniem tłumaczy ustnych z Zachodu.
Tłumaczący na język ojczysty posiada intuicję językową i mniejsze jest prawdopodobieństwo błędnych kolokacji, czy złego wysłowienia się. Zgadzam się z Tobą, to daje tłumaczącym na ich język naturalny zdecydowaną przewagę.
Przykro mi to mówić, ale moim zdaniem w tłumaczeniu ustnym doświadczenie mało się liczy. Trafiasz po prostu na coś, czego nie potrafisz przetłumaczyć, atakuje Cię stres i legniesz. Wszystkie umiejętności, o których wspomniałeś bardzo się przydają, ale pozostanę przy swoim zdaniu, że tłumacz ustny powinien tłumaczyć wyłącznie na język ojczysty – zna go od urodzenia i zmniejsza się prawdopodobieństwo, że palnie gafę.
Może i mało się liczy, ale przecież nie jest zupełnie bez znaczenia. Doświadczenie może nas nauczyć jak sobie radzić w podobnych sytuacjach, żeby nie wyjść na laika. Jednak jeśli ktoś czuje się na siłach, to zdecydowanie może tłumaczyć na język obcy. Tłumaczenie może nie będzie w 100% tak naturalne, jakie byłoby wykonane przez native speakera, ale najważniejszy jest komunikat, który tak czy inaczej będzie przekazany.
Szczerzę mówiąc, osobiście wątpię w przydatności większości przedmiotów na studiach filologicznych w zakresie kształcenia przyszłych tłumaczy. Mówię tu tylko z perspektywy specjalizacji translatorskiej. Czy tłumacz powinien w tak drobiazgowym stopniu znać teorie gramatyki opisowej lub rozwiązywać testy, które uczą jedynie rozwiązywania testów samych sobie i nie poszerzają horyzontów? Czy tkwienie w hermetycznych schematach badań nad literaturą pomoże nam utrzymać kontakt z żywym językiem? Nie wiem jak to wygląda w innych krajach, ale uważam, że na studiach filologicznych w Polsce zbyt mały nacisk kładziony jest na kontakt z językiem waśnie. Albo powinno się zreformować zakres i tryb nauczania albo stworzyć zupełnie nowy kierunek.
co rozumiesz przez "mały nacisk na kontakt z językiem"? Wydaje mi się, że wszystkie przedmioty na studiach filologicznych tworzą niezbędne tło dla tłumacza. Ogólna wiedza językowa jest potrzebna. Zresztą, język żywy żyje - ewoluuje i zmienia się każdego dnia. Niektóre procesy zachodzą według starych schematów, więc czasem można przewidzieć co się stanie z językiem za jakiś czas. A jeśli nie przewidzieć, to chociaż lepiej zrozumieć co się dzieje w chwili obecnej. Wcale nie uważam, że wszystkie przedmioty są niepotrzebne.
Całkowicie się zgadzam. Jak to mówią "praktyka czyni mistrza" ;) Tłumacz, które zajmuje się tłumaczeniem ustnym przez dłuższy czas nabiera umiejętności, które są przydatne zarówno przy tłumaczeniu na język ojczysty, jak i na język obcy; m.in. zdolność koncentracji pod presją, szybkie kojarzenie, doskonała pamięć, łatwość wypowiadania się. To wszystko wraz ze znajomością obu języków wpływa na jakość tłumaczenia w równym stopniu.
Zgadzam się - uważam, że takie umiejętności są do wyćwiczenia. Oczywiście tłumaczenie na język ojczysty jest znacznie lepsze i brzmi naturalnie, ale myślę, że i tak w tłumaczeniu najważniejszy jest komunikat, nie zaś brzmienie i oprawa językowa. A przecież człowiek wyedukowany do zawodu tłumacza może sobie świetnie radzić z tłumaczeniem na język obcy.
Niezaprzeczalnie. Czy uważacie, że specjalizacja, koncentrowanie się na jednej 'dziedzinie' tłumaczeń ustnych np. przekład wypowiedzi związanych tylko z polityką również wpływa na jakość tłumaczenia na język inny niż ojczysty? Moim zdaniem ten czynnik tez jest ważny i w znaczącym sopniu ułatwia tego typu tlumaczenia.
Wydaje mi się, że kierowanie się na jedną specjalizację ułatwia pracę tłumaczowi, bo wtedy zakres obowiązków tłumacza automatycznie ogranicza się do jednej dziedziny. Takie rozwiązanie mogłoby być świetne, ale myślę, że jeśli już się ograniczać, to lepiej do np dwóch dziedzin, żeby nie mieć zbyt monotonnej pracy.
Podobno w krajach Europy Zachodniej wśród tłumaczy ustnych panuje przekonanie,że tłumacze powinni tłumaczyć jedynie na język ojczysty. Uważa się,że tylko w tym przypadku otrzymane tłumaczenie będzie wysokiej jakości. A co wy o tym sądzicie?
Tłumaczowi na pewno łatwiej będzie przełożyć tekst na język, którym posługuje się od urodzenia i którym posługiwanie się przychodzi mu naturalnie. Znajomość i dobór słownictwa, kolokacji, poprawność gramatyczna - w przekładzie na język ojczysty tłumacz prawie nie musi się nad tym zastanawiać. Jest to bardzo ważne w przypadku tłumaczeń ustnych, gdzie często nie ma czasu na sięgnięcie po słownik. Jednak nie uważam, żeby całkowite zaniechanie tłumaczeń na język obcy było konieczne. To prawda, takie tłumaczenie nie zawsze będzie perfekcyjne, ale wcale nie znaczy, że nie może być ono dobre. Zwłaszcza, gdy tłumacz miał okazję przebywać przez dłuższy czas w kraju, w którym posługuje się danym językiem, bądź ma stały kontakt z rodowitymi użytkownikami języka obcego.
Niezaprzeczalnie. Czy uważacie, że specjalizacja, koncentrowanie się na jednej 'dziedzinie' tłumaczeń ustnych np. przekład wypowiedzi związanych tylko z polityką również wpływa na jakość tłumaczenia na język inny niż ojczysty? Moim zdaniem ten czynnik tez jest ważny i w znaczącym sopniu ułatwia tego typu tlumaczenia.
Myślę, że skupienie się na jednej konkretnej dziedzinie pomoże udoskonalić tłumaczenie. Po pewnym czasie użycie sformułowań, terminów typowych dla jakiejś dziedziny zacznie przychodzić naturalnie. Uważam, że to w dużym stopniu kwestia wyuczenia i obycia z terminologią.
izabellaw
04-08-2010, 00:03
Właśnie w ten sposób "rodzą się" wyspecjalizowani w określonych dziedzinach tłumacze. Skupienie się na jednej gałęzi tłumaczeń niewątpliwie zawęża pole działania translatora ( i szerokich możliwości działania), ale z drugiej strony umożliwia wnikliwe zgłębienie określonej dziedziny.
Dlatego uważam, że ten wybór w dużym zakresie zależy od rodzaju pracy, jaką ma zamiar wykonywać tłumacz. Oczywistym jest, że wyspecjalizowani tłumacze w dziedzinie medycyny, którzy "operują" tylko i wyłącznie w przekładzie tekstów medycznych nie musza znać wyspecjalizowanego języka socjologii lub handlu. Potrzeba posłużenia się taką terminologią w stopniu większym niż minimalnym jest mało prawdopodobna, a nawet jeśli miałaby miejsce, tłumacz mógłby skonsultować swoją decyzję z kimś innym.
Z drugiej strony, musimy zdawać sobie sprawę z potrzeby istnienia translatorów o szerokim wachlarzu kompetencji. Zdarza się przecież, że operowanie terminologią z wielu dziedzin jest często niezbędne choćby w tłumaczeniach ustnych, gdzie poruszane są przecież różne wątki i nie ma sposobu na zweryfikowanie swojego tłumaczenia.
W wypadku specjalizacji w danej dziedzinie (np. prawnej), mianowicie - znajomości terminologii i procesów oraz wiedzy ogólnej związanej z daną dziedziną (np. postępowania sądowego) ryzyko błędu w tłumaczeniu ustnym z języka natywnego na obcy wydaje się mniejsze. Oczywiście, wg mnie praktyka nie powinna być stosowana na najwyższych szczeblach Parlament Europejski itp.
izabellaw
04-08-2010, 00:12
[QUOTE=Tammar Zobacz post
Nie do końca się z tym zgadzam. Uważam, że jest to możliwe, choć oczywiście - wymaga ogromnej pracy. Poza tym są jeszcze osoby, które od początku życia mają codzienny kontakt z 2 językami - np. gdy rodzice są różnych narodowości. Dwujęzyczność występuje powszechnie np. na Białorusi, gdzie językiem codziennie używanym w urzędach, szkołach itd. jest rosyjski i taraszkiewicza, natomiast w domu dużo rodzin posługuje się białoruskim (lub mieszają gwary z rosyjskim, białoruskim). Osobiście znam kilka Białorusinów, którzy perfekcyjnie posługują się zarówno białoruskim jak i rosyjskim.
Myślę, że osoby dwujęzyczne mają o tyle łatwiej, że mają możliwość codziennego "obcowania" z obydwoma językami. Dlatego stanowią jakby odrębną kategorię, jeśli chodzi o naukę języka obcego.
Zastanawia mnie natomiast na ile język obcy może opanować osoba, która zaczęła się go uczyć dopiero w wieku szkolnym i nie ma możliwości długiego przebywania w obcym kraju. Czy taka osoba jest w stanie doskonale opanować język obcy? Jeśli tak, to w jaki sposób może tego dokonać?
Podobnie uważam, iż osoby które od początku przebywają w środowisku dwujęzycznym stanowią nieco odrębną kategorię (jednak nadal są najlepszymi kandydatami jeśli chodzi o tłumaczenie języków z 1 na 2 i z 2 na 1).
Ponadto zgadzam się z empasik'iem, że opanowanie języka obcego na równi z osobą natywną jest niemożliwe (jeśli nie przebywa się nonstop w danym kraju).
cziqitka89: Jak doskonale opanować język obcy? Zależy jaki poziom znajomości języka interesuje daną osobę. Jednak ogólnie nie ma innej metody niż ekspozycja na używanie języka, przebywanie w danym środowisku, oglądanie telewizji w danym języku obcym, czytanie książek o zróżnicowanym stopniu trudności, samokształcenie, a przede wszystkim CIĘŻKA, SYSTEMATYCZNA, PRACA.
Szczerzę mówiąc, osobiście wątpię w przydatności większości przedmiotów na studiach filologicznych w zakresie kształcenia przyszłych tłumaczy. Mówię tu tylko z perspektywy specjalizacji translatorskiej. Czy tłumacz powinien w tak drobiazgowym stopniu znać teorie gramatyki opisowej lub rozwiązywać testy, które uczą jedynie rozwiązywania testów samych sobie i nie poszerzają horyzontów? Czy tkwienie w hermetycznych schematach badań nad literaturą pomoże nam utrzymać kontakt z żywym językiem? Nie wiem jak to wygląda w innych krajach, ale uważam, że na studiach filologicznych w Polsce zbyt mały nacisk kładziony jest na kontakt z językiem waśnie. Albo powinno się zreformować zakres i tryb nauczania albo stworzyć zupełnie nowy kierunek.
Nie mogę się tu zgodzić. Te przedmioty, gramatyka opisowa w szczególności, są jak najbardziej przydatne. Polski absolwent filologii angielskiej może czasem posiadać większą wiedzę teoretyczną na temat języka niż rodowity Anglik, jednak Anglikowi użycie własnego języka przychodzi naturalnie. Te wszystkie przedmioty mają nam ułatwić zrozumienie języka, na jakiej zasadzie on działa, co się z czego wywodzi. Dla rodowitego użytkownika języka takie sprawy mogą być nieistotne, dopóki poprawnie potrafi się posługiwać językiem. Jednak osoba ucząca się języka obcego musi go poznać od strony teoretycznej, by móc go w pełni zrozumieć i poprawnie stosować.
izabellaw
04-08-2010, 00:16
Na myśl przyszła mi organizacja nauki języka według standardów obowiązująch w krajach skandynawskich. Na północy bowiem filmy itd po angielsku lub w innym obcym języku nie są dubbingowane( jak w Niemczech) ani nie tłumaczone przez lektora. Napisy są jedymym żródłem tłumaczenia, a dzieki temu widz ma kontakt z językiem, nie jest on zagłuszony.
Dzieki takiemu podejściu do sprawy w Skandynawii dzieci na poziomie podstawówki władają językiem swobodnie, mniej więcej tak jak w naszych liceach, moze nawet lepiej, w niektórych przypadkach.
Osoba np. z Polski ma w ten sposób mniejsze szanse na perfekcyjne opanowanie języka bo jak wiemy dużo zależy od ikości kontaktu z językiem 'aplikowanemu' możliwie jak najszybciej.
To jest właśnie wspomniana przeze mnie ekspozycja na język obcy. Bardzo podoba mi się taki pomysł brak syntezatora mowy, lektora w filmach. :) (raj dla uszu:))))
izabellaw
04-08-2010, 00:23
Ale jak zdefiniować "doskonałość"? Czy nazwiemy to perfekcyjnym opanowaniem języka, które umożliwia porozumienie się językiem obcym niemal na równi z językiem ojczystym i płynną umiejętność przekładu? Czy też posługiwanie się tymże językiem w stopniu, który umożliwia komunikację?
Odsetek osób, które rzeczywiście uczyły się języka mając dosłownie kilka lat jest znikomy. A przecież nie nazwiemy profesjonalnych tłumaczy (z których zdecydowana większość zaczęła uczyć się języka obcego w wieku szkolnym) osobami, które nie opanowały języka na poziomie powyżej przeciętnej.
Języka można nauczyć się w każdym wieku, fakt z czasem fonetyka języka obcego jest trudna do absorbcji dla ludzi dorosłych. Jednak, nie widzę żadnych trudności jeśli chodzi o opanowanie języka rozpoczynając naukę w wieku szkolnym.
Przykro mi to mówić, ale moim zdaniem w tłumaczeniu ustnym doświadczenie mało się liczy. Trafiasz po prostu na coś, czego nie potrafisz przetłumaczyć, atakuje Cię stres i legniesz. Wszystkie umiejętności, o których wspomniałeś bardzo się przydają, ale pozostanę przy swoim zdaniu, że tłumacz ustny powinien tłumaczyć wyłącznie na język ojczysty – zna go od urodzenia i zmniejsza się prawdopodobieństwo, że palnie gafę.
Nie zgodzę się. Doświadczenie ma ogromne znaczenie. Wspominasz o trafieniu na coś, czego nie można przetłumaczyć. Przy pierwszych kilku razach taka sytuacja rzeczywiście może spowodować stres i wpłynąć na jakość całego przekładu. Jednak gdy kilka razy "przeżyje się" taką sytuację, to później łatwiej zapanować nad stresem i łatwiej wybrnąć z trudnej sytuacji.
izabellaw
04-08-2010, 00:30
" Napisał Mrówka_Zet Zobacz post
Szczerzę mówiąc, osobiście wątpię w przydatności większości przedmiotów na studiach filologicznych w zakresie kształcenia przyszłych tłumaczy. Mówię tu tylko z perspektywy specjalizacji translatorskiej. Czy tłumacz powinien w tak drobiazgowym stopniu znać teorie gramatyki opisowej lub rozwiązywać testy, które uczą jedynie rozwiązywania testów samych sobie i nie poszerzają horyzontów? Czy tkwienie w hermetycznych schematach badań nad literaturą pomoże nam utrzymać kontakt z żywym językiem? Nie wiem jak to wygląda w innych krajach, ale uważam, że na studiach filologicznych w Polsce zbyt mały nacisk kładziony jest na kontakt z językiem waśnie. Albo powinno się zreformować zakres i tryb nauczania albo stworzyć zupełnie nowy kierunek."
Nie mogę się tu zgodzić. Te przedmioty, gramatyka opisowa w szczególności, są jak najbardziej przydatne. Polski absolwent filologii angielskiej może czasem posiadać większą wiedzę teoretyczną na temat języka niż rodowity Anglik, jednak Anglikowi użycie własnego języka przychodzi naturalnie. Te wszystkie przedmioty mają nam ułatwić zrozumienie języka, na jakiej zasadzie on działa, co się z czego wywodzi. Dla rodowitego użytkownika języka takie sprawy mogą być nieistotne, dopóki poprawnie potrafi się posługiwać językiem. Jednak osoba ucząca się języka obcego musi go poznać od strony teoretycznej, by móc go w pełni zrozumieć i poprawnie stosować.
Przedmioty teoretyczne jak gramatyka opisowa etc. są jak najbardziej przydatne tka jak powiedziała Anza i prawie całkowicie się zgadzam z powyższą wypowiedzią. Jednak treść przekazana przez MrówkaZet "Czy tkwienie w hermetycznych schematach badań nad literaturą pomoże nam utrzymać kontakt z żywym językiem? Nie wiem jak to wygląda w innych krajach, ale uważam, że na studiach filologicznych w Polsce zbyt mały nacisk kładziony jest na kontakt z językiem waśnie" jest także prawdziwa. Nieduża ilość żywego kontaktu z językiem boli niejednego studenta Filologii.
izabellaw
04-08-2010, 00:32
Zgadzam się - ważne jest przygotowanie tłumacza pod względem teoretycznym i praktycznym. W procesie edukacji tłumacza ważne jest skoncentrowanie się na następujących zagadnieniach:
- ważne jest odpowiednie kształcenie umysłu, czyli wszechstronny rozwój intelektualny,
- w procesie kształcenia ważne jest wzmacnianie osobowości tłumacza,
- ważne jest rozwijanie sprawności i umiejętności.
Podsumowując, głównym celem edukacyjnym jest kompetencja tłumacza, a celami szczegółowymi w tym procesie są sprawności i umiejętności, które budują te kompetencję.
"Najważniejszym elementem warsztatu tłumacza jest jednak doskonała i stale uzupełniana kompetencja językowa oraz zdobywana przez lata praktyka."
Myślę, że osoby dwujęzyczne mają o tyle łatwiej, że mają możliwość codziennego "obcowania" z obydwoma językami. Dlatego stanowią jakby odrębną kategorię, jeśli chodzi o naukę języka obcego.
Również uważam, że osoby dwujęzyczne stanowią odrębną kategorię. Im posługiwanie się obydwoma językami przychodzi naturalnie.
Przedmioty teoretyczne jak gramatyka opisowa etc. są jak najbardziej przydatne tka jak powiedziała Anza i prawie całkowicie się zgadzam z powyższą wypowiedzią. Jednak treść przekazana przez MrówkaZet "Czy tkwienie w hermetycznych schematach badań nad literaturą pomoże nam utrzymać kontakt z żywym językiem? Nie wiem jak to wygląda w innych krajach, ale uważam, że na studiach filologicznych w Polsce zbyt mały nacisk kładziony jest na kontakt z językiem waśnie" jest także prawdziwa. Nieduża ilość żywego kontaktu z językiem boli niejednego studenta Filologii.
Również uważam, że przedmioty teoretyczne są bardzo istotne. Przyszły tłumacz musi poznać różne szkoły tłumaczeń, jakie wykształcały się przez wieki. Musi znać teorie i podejścia do tłumaczenia, które już powstały w przeszłości. Tłumacz powinien mieć wiedzę w wielu dziedzinach, dlatego teoria tłumaczenia jest jakby podstawą, którą musi poznać. Gramatyka opisowa jest także ważna, aby poznać język. Nikt by bez powodu tych przedmiotów nie umieszczał w programie. Może z perspektywy studenta wydają się stratą czasu, ale przyszłego tłumacza powinna cechować ciekawość i wnikliwość. Zgadzam się również z tym, że na kierunkach filologicznych jest za mało kontaktu z żywym językiem. Zajęcia prowadzone przez Polaków, dla których język angielski jest językiem nabytym, to na pewno nie to samo co zajęcia z native speakerem.
Przykro mi to mówić, ale moim zdaniem w tłumaczeniu ustnym doświadczenie mało się liczy. Trafiasz po prostu na coś, czego nie potrafisz przetłumaczyć, atakuje Cię stres i legniesz. Wszystkie umiejętności, o których wspomniałeś bardzo się przydają, ale pozostanę przy swoim zdaniu, że tłumacz ustny powinien tłumaczyć wyłącznie na język ojczysty – zna go od urodzenia i zmniejsza się prawdopodobieństwo, że palnie gafę.
Uważam, że doświadczenie w tłumaczeniu ustnym jest ważne bo pomaga panować nad stresem i sprawia, że tłumacz przyzwyczaja się do sytuacji. Jednak tak jak mbasia jestem zdania, że tłumaczenie na język ojczysty jest bardziej efektywne i zmniejsza prawdopodobieństwo pomyłki i kompromitacji. Z drugiej strony, pojawia się pytanie, czy zawsze jesteśmy w stanie w 100% zrozumieć wypowiedź w języku, z którego tłumaczymy. Bo skoro to nie jest nasz język ojczysty to tłumacząc na niego możemy trafić na coś, czego nie damy rady przetłumaczyć, ale może tak się zdarzyć również w drugą stronę.
kwiatlotosu
04-08-2010, 07:41
Z drugiej strony, pojawia się pytanie, czy zawsze jesteśmy w stanie w 100% zrozumieć wypowiedź w języku, z którego tłumaczymy. Bo skoro to nie jest nasz język ojczysty to tłumacząc na niego możemy trafić na coś, czego nie damy rady przetłumaczyć, ale może tak się zdarzyć również w drugą stronę.
Jest to oczywiście odwieczny problem w tłumaczeniu, że zawsze może trafić się coś, czego nie umiemy przetłumaczyć, czy to z języka ojczystego na inny język, czy odwrotnie. Jest w tym jakaś prawda, że tłumacz lepiej da sobie radę w tłumaczeniu na język ojczysty i nie bez powodu taka tendencja zaczęła utrzymywać się w Europie. Widocznie ludzie się już przekonali, że jak powiedzmy Polak tłumaczy na angielski to wyjdzie mu i tak gorzej niż komuś, dla kogo angielski jest językiem ojczystym.
Podobnie uważam, iż osoby które od początku przebywają w środowisku dwujęzycznym stanowią nieco odrębną kategorię (jednak nadal są najlepszymi kandydatami jeśli chodzi o tłumaczenie języków z 1 na 2 i z 2 na 1).
Ponadto zgadzam się z empasik'iem, że opanowanie języka obcego na równi z osobą natywną jest niemożliwe (jeśli nie przebywa się nonstop w danym kraju).
cziqitka89: Jak doskonale opanować język obcy? Zależy jaki poziom znajomości języka interesuje daną osobę. Jednak ogólnie nie ma innej metody niż ekspozycja na używanie języka, przebywanie w danym środowisku, oglądanie telewizji w danym języku obcym, czytanie książek o zróżnicowanym stopniu trudności, samokształcenie, a przede wszystkim CIĘŻKA, SYSTEMATYCZNA, PRACA.
Tak, nauka języka to rzeczywiście ciężka i systematyczna praca. I to jest nawet trochę smutne, że i tak nie można opanować języka w sposób perfekcyjny bez ekspozycji na dany żywy język. Myślę, że jeśli od dziecka człowiek nie przyswaja dwóch język i nie obraca się w kulturze dwóch krajów to nigdy nie będzie mówił w pełni perfekcyjnie 2 językami. Wiem, że to już dwujęzyczność a nie język nabyty, ale podobnie jak niektórzy poprzednicy jestem zdania, że tylko osoby bilingwalne powinny tłumaczyć w 2 strony. Ja mogę tylko gdybać, ale na pewno na ten temat są prowadzone badania, po przekroczeniu jakiej granicy wieku człowiek nie jest już w stanie nauczyć się perfekcyjnie 2 języka.
Języka można nauczyć się w każdym wieku, fakt z czasem fonetyka języka obcego jest trudna do absorbcji dla ludzi dorosłych. Jednak, nie widzę żadnych trudności jeśli chodzi o opanowanie języka rozpoczynając naukę w wieku szkolnym.
Poznać język to nie tylko nauczyć się słówek i podstaw gramatyki; ważne są wszystkie aspekty danego języka(pod warunkiem, że chcemy mówić bardzo dobrze, a nie tylko tak aby się dogadać). Fonetyka jest bardzo ważna, więc jak ktoś ma problemy z przyswojeniem fonetyki to ma problem z językiem. I to raczej nie jest prawdą, że języka można nauczyć się w każdym wieku.
kwiatlotosu
04-08-2010, 08:15
Poznać język to nie tylko nauczyć się słówek i podstaw gramatyki; ważne są wszystkie aspekty danego języka(pod warunkiem, że chcemy mówić bardzo dobrze, a nie tylko tak aby się dogadać). Fonetyka jest bardzo ważna, więc jak ktoś ma problemy z przyswojeniem fonetyki to ma problem z językiem. I to raczej nie jest prawdą, że języka można nauczyć się w każdym wieku.
W języku najbardziej liczy się przekaz. Możemy znać słówka i nie znać gramatyki, a mimo to dogadamy się z obcokrajowcem. Fonetyka jest ważna, ale nie najważniejsza. Najważniejsze, to żeby ktoś zrozumiał co chcesz powiedzieć. Ludzie zaczynają naukę języka w różnym wieku. Czasami nawet na emeryturze i mimo to potrafią się dogadać w obcym języku.
Oczywiście, że aby tylko się dogadać to każdy może się nauczyć. Nie chodzi mi jednak o taką naukę języka. Rzucanie kilku słówek i nadrabianie gestykulacją raczej nie sprawdzi się w zawodzie tłumacza. Jeśli ktoś chce być traktowany poważnie za granicą, używając języka obcego, powinien znać go bardzo dobrze, z gramatyką słownictwem i fonetyką włącznie. Komunikat polega właśnie na tym, że ktoś ma Cię rozumieć, a nie domyślać się co chcesz przekazać. Do wyrażania swoich myśli, opinii i uczuć nie wystarczy znajomość kilku słów.
vBulletin v3.7.2, Copyright ©2000-2012, Jelsoft Enterprises Ltd.