PDA

View Full Version : uciekające żarty


kamillak
12-17-2011, 13:05
Czy nie wydaje się Wam, jak oglądacie popularne amerykańskie seriale w tv, że wiele żartów ginie gdzieś w polskim tłumaczeniu? Mówię np. o serialach takich jak "Teoria wielkiego podrywu" czy "Jak poznałem waszą matkę". To co jest mówione w oryginale czasami odbiega od tego co daje nam tłumacz, nie jest tak zabawne jak mogło by być. Zwróciliście kiedyś na to uwagę? Myślicie, że to lenistwo tłumacza do tego doprowadza?

x_Jiro_x
12-17-2011, 14:44
Nie sądzę żeby to było lenistwo. Dużo jest żartów, których po prostu nie da się przetłumaczyć. Można próbować stosować jakieś zamienniki, ale mimo wszystko zawsze zostaje to tylko namiastka tego co było w oryginale. Chyba jedynym sposobem, by je zachować, byłoby zastąpienie lektora napisami, żeby słychać było lepiej oryginalną ścieżkę dźwiękową. Połowicznym rozwiązaniem mogłoby też być dodawanie napisów z informacją, że w tym miejscu znajdował się żart polegający na grze takich i takich słów, ale wtedy stracilibyśmy baaardzo dużo na naturalności. Osobiście wydawałoby mi się to sztuczne. Podsumowując, najlepsze byłyby napisy zamiast lektora.

justynakr
12-17-2011, 14:59
Tłumacznie żartów jest bardzo trudne z wielu powodów. Jedym z nich może być nieznajomość kultury lub sytuacji politycznej danego kraju zarówno przez tłumacza jak i potencjalnego odbiorcy. To, co śmieszy nas Polaków nikoniecznie będzie zabawne dla Amerykanina, który nie przyżywał trudności życia w komunizmie. "Zanik żartów" może wynikać z lenistwa tłumacza albo z braku czasu na dłuższe zastanowienie się. Wiadomo - czas to pieniądz. Czasem może być jednak tak, że tłumacz jest świadomy, że dany żart nie zostanie zrozumiany przez odbiorcę, który żyje w innej kulturze i dlatego rezygnuje z przekładu.

lebaneseblonde
12-18-2011, 14:39
Zgadzam się z przedmówcą, w dużej mierze "zanik żartów" powodowany jest różnicami kulturowymi między danymi językami. Często podstawienie żartu z innego kręgu kulturowego zwyczajnie nie zdaje egzaminu, czasem lepiej więc zrezygnować z żartu niż tworzyć "potworki" na siłę.
Oczywiście zdarzają się też ewidentne błędy tłumaczy, którzy ze zwykłego lenistwa nie czynią sobie trudu, żeby chociażby wpisać problematyczną frazę w google i przejrzeć rezultaty. Takie proste, a często działa :)

anitaz
12-18-2011, 14:57
Tłumaczenie żartów w filmach jest szczególnie ciężkie, bo nie dość, że żart może być grą słowną trudną do przełożenia, albo może wynikać z konteksty danej kultury, którego nie da się odtworzyć w kulturze docelowej to na dodatek słowom towarzyszy obraz, który może dodatkowo komplikować żart. Nie należy też zapominać, że tłumacząc listy dialogowe tłumacz musi powycinać co się da, żeby zmieścić się w ograniczeniach czasowych. Nie da się przetłumaczyć wszystkiego tak, żeby zmieściło się w napisach, czy w tekście czytanym przez lektora. Może dlatego czasami niektóre żarty giną w tłumaczeniu. Ale możliwe też, że tłumacz rekompensuje brak jakiegoś żartu sprawiając, że inna scena w filmie jest śmieszniejsza, niż w oryginale, czyli daje żart tam, gdzie go nie ma.
Polecam poniższy artykuł:
http://www.jostrans.org/issue06/art_chiaro.pdf

momori
12-18-2011, 15:36
I tu mnie zastanawia fenomen popularności "Allo, Allo!". Na miejscu tłumacza tej serii chyba bym się poskręcała z rozpaczy, że praktycznie cały humor sierżanta Crabtree ucieka. A tu niespodzianka - pal sześć "I was born in Nipples" i inne perełki, serial w Polsce jest kultowy, wciąż powtarzany i lubiany. I ludzie się z Crabtree i tak śmieją.

sylwka
10-13-2012, 18:09
Nie jestem tłumaczem i nie mam takich problemów w pracy zawodowej, ale często zdarza się, że po zobaczeniu filmu czy serialu w oryginalnej wersji językowej, chce opowiedzieć komuś śmieszną sytuację i sprawia mi to trudność. Różnica jest jednak taka, że ja mogę spokojnie wytłumaczyć koleżance poszczególne słowa, elementy kultury, a w tłumaczeniu filmowym, np., trzeba się zmieścić w linijce :/

Hadrian
10-14-2012, 22:39
Wydaje mi się, że większość żartów ucieka niestety przez ograniczenia czasowe - coś niestety trzeba 'wyciąć', szczególnie w wersji z lektorem

Silvu
10-14-2012, 23:57
Wydaje mi się, że większość żartów ucieka niestety przez ograniczenia czasowe - coś niestety trzeba 'wyciąć', szczególnie w wersji z lektorem

Użycie lektora samo w sobie skazuje tłumacza na pominięcie/skrócenie kwestii z powodu ograniczeń czasowych. Lektor nie jest w stanie przekazać 100% informacji w tym samym czasie co oryginalna ścieżka dźwiękowa.

hania88
10-15-2012, 06:15
W sitcomach wiele żartów opiera się na grze słów, więc ciężko jest znaleźć polski odpowiednik.

Miłosz
10-17-2012, 19:20
Z pewnością przepadają wszystkie żarty związane z komizmem słownym - tego po prostu nie da się oddać w języku polskim, a próby przekładania tego jakkolwiek kończą się fiaskiem. Ostatnio w jednym z odcinków Family Guy padł mniej więcej coś takiego: "(...) This could be a nice way for you and Stewie to bond. Bond? James Bond!" - i wytłumacz Polakowi, skąd wziął się tam James Bond.

bo2joan
10-19-2012, 20:32
Zgadzam się. Zresztą oglądając oryginał, kiedy znamy jako tako język, ale niespecjalnie orientujemy się w danej kulturze (i w specyfice jej humoru), też można wielu żartów nie zrozumieć. Taka jest prawda. A tym trudniej przetłumaczyć dowcipy tak, aby chwyciły w języku docelowym.

Daeron
12-06-2012, 11:24
Nie sposób sie nie zgodzić. To właśnie z wymienionych wyżej względów przestałem oglądać sit-comy w polskiej wersji językowej, a do pozycji z lektorem nawet się nie zbliżam. Ucieka zbyt dużo humoru i zbyt dużo znaczeń. Są jednak przypadki, kiedy to właśnie polskie tłumaczenie zapewnia dodatkową dawkę humoru. Inna sprawa, że przypadki te ograniczają się do fansubów, których autorzy, nie będąc w żaden sposób ograniczani, mają okazję wykazania się inwencją i nawet z prostych zwrotów potrafią uczynić translatorskie perełki.

chrolka
12-06-2012, 17:54
Czy nie wydaje się Wam, jak oglądacie popularne amerykańskie seriale w tv, że wiele żartów ginie gdzieś w polskim tłumaczeniu? Mówię np. o serialach takich jak "Teoria wielkiego podrywu" czy "Jak poznałem waszą matkę". To co jest mówione w oryginale czasami odbiega od tego co daje nam tłumacz, nie jest tak zabawne jak mogło by być. Zwróciliście kiedyś na to uwagę? Myślicie, że to lenistwo tłumacza do tego doprowadza?

Nie oglądam żadnego z przytoczonych przez Ciebie serialów, ale zjawisko to jest rzeczywiście powszechne. Nie obarczałabym jednak za bardzo winą tłumacza. Jego zadaniem jest nie tylko przetłumaczyć kwestie i zmieścić się w 2 linijkach 38 znakowych, ale też wziąć pod uwagę publiczność docelową. To, co Ty bedziesz uważał/a za śmieszne (np. dlatego, że bliska Ci jest kultura amerykańska), inni nie zrozumieją. W grę wchodzą też gry słowne, o czym już moi poprzednicy mówili. Powiedz np. jak przetłumaczył/a byś ten krótki fragment z "Przystanku Alaska":

http://www.youtube.com/watch?v=Wj76xwD2EmY

UnflinchingMan
12-08-2012, 10:05
Oglądałem kilka amerykańskich sit-comów, oczywiście w wersji z napisami, i takie tytuły jak 'How I Met Your Mother', 'Scrubs' czy 'Happy Endings' doprowadzały mnie do śmiechu do łez. Potem czasem trafiałem na nie na Comedy Central, tam były one w wersji z lektorem, i niestety wtedy te seriale umierały... Oglądanie tych seriali tylko dla fabuły nie ma sensu (w końcu to sit-comy) i nie wiem, czy po prostu akurat tłumacze pracujący dla Comedy Central zrobili to słabo, czy po prostu sit-comy w tłumaczeniu nie istnieją.

madzialena
12-08-2012, 19:59
Pominięcia niektórych żartów nie da się uniknąć, a utrata gry słownej lub aluzji nie zawsze musi oznaczać, że tłumacz nie ma wprawy lub umiejętności. Problemem jest jednak to, że tłumacze sitcomów i komedii rzadko decydują się na technikę kompensacji i nieprzetłumaczalne żarty omijają, zamiast wprowadzać nowy element humorystyczny w innym fragmencie dialogu.

Agatta
12-08-2012, 21:16
Czy nie wydaje się Wam, jak oglądacie popularne amerykańskie seriale w tv, że wiele żartów ginie gdzieś w polskim tłumaczeniu? Mówię np. o serialach takich jak "Teoria wielkiego podrywu" czy "Jak poznałem waszą matkę". To co jest mówione w oryginale czasami odbiega od tego co daje nam tłumacz, nie jest tak zabawne jak mogło by być. Zwróciliście kiedyś na to uwagę? Myślicie, że to lenistwo tłumacza do tego doprowadza?

Heh, pierwszy sitcom jaki mi przyszedł do głowy, zanim jeszcze przeczytałam Twój post, to właśnie "Teoria wielkiego podrywu". Obejrzałam po angielsku dwa sezony, zanim pierwszy raz obejrzłam jeden odcinek z lektorem i uznałam, że w tej wersji film nie jest w ogóle smieszny.
Po pierwsze, lektor "zagłuszał" styl mówienia każdej z postaci. Nie było słychać charakterystycznego sposobu mówienia bohaterów, charakterystycznego doboru słownictwa. Wiele żartów przecież bazuje tam na mimice, charakterystycznych reakcjach, konkretnym stylu mówienia. Wszystko to niestety umyka, i to raczej niestety nie z winy tłumacza. Lepszym rozwiązaniem są napisy, ale czasem ciężko do nich upakować wszystko, co zostało wypowiedziane i znów mamy do czynnienia z uciekającą treścią. Jest też sporo nawiązań kulturowych, to również ciężki orzech do zgryzienia by brzmiało naturalnie.

nocek
12-08-2012, 21:49
Dlatego zdecydowanie wolę oglądać seriale czy filmy w oryginale, bez tłumaczenia.

kashmire
12-09-2012, 23:48
Zgadzam się z użytkownikiem Agatta - lektor swoim monotonnym głosem niestety zabija całą specyfikę postaci, a więc i ich żarty. Humor jest niezwykle trudnym elementem przekładu ze względu na wszystkie wyżej wymienione trudności. Technika kompensacji rzeczywiście wydaje się dość dobrym wyjściem-kompromisem, natomiast nie sprawdzi się w przypadku, gdy w sitcomie mamy podłożony śmiech. Wtedy żart (o ile jest bardziej skomplikowany niż 'postać poślizgnęła się na bananie') trzeba wpleść tam, gdzie się śmieją. Jak sobie poradzić w takiej sytuacji?

Milady
12-10-2012, 14:52
Tylko napisy. Lektor poprostu zabija klimat. Czekam aż Polacy zaczną robić porządny dubbing. Niestety na razie jest on tylko w bajkach. Co jest ironią samą w sobie.

Agatta
12-14-2012, 00:52
Tylko napisy. Lektor po prostu zabija klimat. Czekam aż Polacy zaczną robić porządny dubbing. Niestety na razie jest on tylko w bajkach. Co jest ironią samą w sobie.
Myślę, że ludzie, którzy latami byli przyzwyczajeni do lektora, a teraz powoli przechodzą na napisy (szczególnie, gdy sami sobie coś puszczają na komputerze, czy DVD), uznają zazwyczaj dubbing za zabawny. Poza tym, z tego co wiem, koszt wyprodukowania dubbingu jest dużo wyższy- trzeba dać wynagrodzenie każdemu uczestnikowi, a nie tylko lektorowi, czy samemu tłumaczowi.

Ja osobiście popierałabym po prostu zwyczajne napisy, które, jakby się mogło okazać, w pewnym momencie mogłyby być mało potrzebne w przypadku angielskiego. Jestem przekonana, że znajomość tego języka w Polsce byłaby dużo lepsza, gdyby było słychać oryginalny tekst. Wtedy napisy nie musiałyby być doskonałe, bo po dłuższym czasie nie byłoby aż tak dużej bariery pomiędzy oryginałem, a jego odbiorcą. Co za tym idzie, lektor w ogóle stałby się zbędny i można byłoby się rozkoszować każdym nieuciekającym żartem. :) Wiem, marzenia...ludzie wolą oglądać telewizję "jednym okiem". ;)

JackMal
12-14-2012, 09:16
Zgadam się, jestem fanek' How I Met Your Mother' i braki w tłumaczeniu są porażające, i potem się dziwić, że komuś się nie podoba :)

doktoroktor
12-15-2012, 13:45
Myślę, że ludzie, którzy latami byli przyzwyczajeni do lektora, a teraz powoli przechodzą na napisy (szczególnie, gdy sami sobie coś puszczają na komputerze, czy DVD), uznają zazwyczaj dubbing za zabawny. Poza tym, z tego co wiem, koszt wyprodukowania dubbingu jest dużo wyższy- trzeba dać wynagrodzenie każdemu uczestnikowi, a nie tylko lektorowi, czy samemu tłumaczowi
Bzdura. Na przykład taki Polsat czy TVN stać na dubbing. Oni zarabiają krocie na reklamach, więc kasa to żaden kłopot. Jeden blok reklamowy z całą pewnością pokryłby koszt dubbingu do filmu i to zleconemu PORZĄDNEMU studiu. Oni jednak są zbyt skąpi, więc wolą się zasłaniać brakiem pieniędzy czy przyzwyczajeniami Polaków. A w PRLu co było? Nawet TVP dubbingowała filmy i seriale zagraniczne. A były w większości zdubbingowane bardzo dobrze. Jakoś wtedy nikt nie pyszczył na tę formę opracowania. Miałem okazję zobaczyć trochę dubbingów z tamtego okresu i jestem jak najbardziej za DOBRYM dubbingiem.

pathe
12-15-2012, 15:30
Film z dubbingiem dla mnie to koszmar. Traci się ton głosu, trzeba za wszelką cenę dopasować długość wypowiedzi do poruszania ustami, co w przypadku żartów jest na tyle trudne, że ciężko się tego spodziewać we wszystkim co oglądamy. Filmy z napisami lub nawet bez są najlepszym wyjściem, szczególnie jeśli ogląda się w warunkach, kiedy można go zatrzymać w każdym momencie jeśli ktoś potrzebuje chwili na pojęcie żartu.

Patrycja_c90
12-23-2012, 21:37
tłumaczenie humoru jest niezwykle trudne, wymaga kreatywności i doświadczane, humor jest też jednym z przypadków nieprzetłumaczalności, wydaje mi się że po prost nie wszystko da sie przełożyć i nie wynika to z lenistwa tłumacza

marta.waszka
01-20-2013, 15:39
tłumaczenie humoru jest niezwykle trudne, wymaga kreatywności i doświadczane, humor jest też jednym z przypadków nieprzetłumaczalności, wydaje mi się że po prost nie wszystko da sie przełożyć i nie wynika to z lenistwa tłumacza

Zgadzam się z Tobą, ale niestety pseudoznawcy zawsze obarczą winą tłumacza, bo leniwy, bo niedouczony...
A tu przecież jest pewna specyfika tłumaczenia i warsztatu, której trzeba się trzymać, by film można było odebrać bez znajomości języka oryginału.

UnflinchingMan
01-20-2013, 16:43
Postać dr. Kinga Schultza grana przez Christopha Waltza w nowym filmie Quentina Tarantino, 'Django Unchained', jest niezwykle interesująca z uwagi na to, iż jest to Niemiec, który nauczył się języka angielskiego z wysokiej literatury. W związku z tym zamiast "May I talk to you?" Schultz powie "May I have a pleasure of conversing with you?" Jęgo język to jeden z elementów komediowych tego filmu, jednak w żaden sposób nie jest on odzwierciedlony w polskich napisach. A przecież przełożenie literackiego angielskiego na jakiś XIX-wieczny literacki polski nie jest trudne. Nie wiem, czym się kierował tłumacz, ale w tym przypadku po prostu spieprzył sprawę.

Kasia_R
01-22-2013, 18:54
Pominięcia niektórych żartów nie da się uniknąć, a utrata gry słownej lub aluzji nie zawsze musi oznaczać, że tłumacz nie ma wprawy lub umiejętności. Problemem jest jednak to, że tłumacze sitcomów i komedii rzadko decydują się na technikę kompensacji i nieprzetłumaczalne żarty omijają, zamiast wprowadzać nowy element humorystyczny w innym fragmencie dialogu.

A co zrobić z faktem, że żartom towarzyszy śmiech publiczności w studio?
Kompensacja żartu w innym miejscu byłaby pewnie tak samo żenująca bez śmiechu publiczności jak brak żartu gdy publiczność się śmieje.

Mimo wszystkich mankamentów tłumaczenia niektóre sitcomy amerykańskie były przecież bardzo popularne. Patrz "Przyjaciele" na przykład.

Kasia_R
01-22-2013, 18:57
Postać dr. Kinga Schultza grana przez Christopha Waltza w nowym filmie Quentina Tarantino, 'Django Unchained', jest niezwykle interesująca z uwagi na to, iż jest to Niemiec, który nauczył się języka angielskiego z wysokiej literatury. W związku z tym zamiast "May I talk to you?" Schultz powie "May I have a pleasure of conversing with you?" Jęgo język to jeden z elementów komediowych tego filmu, jednak w żaden sposób nie jest on odzwierciedlony w polskich napisach. A przecież przełożenie literackiego angielskiego na jakiś XIX-wieczny literacki polski nie jest trudne. Nie wiem, czym się kierował tłumacz, ale w tym przypadku po prostu spieprzył sprawę.

Chodzi o napisy kinowe czy amatorskie z internetu?
W przypadku tych drugich bym się nie dziwiła, wiele unikatowych kwiatków można spotkać ;)

Kasia_R
01-22-2013, 19:14
Zgadzam się z Tobą, ale niestety pseudoznawcy zawsze obarczą winą tłumacza, bo leniwy, bo niedouczony...
A tu przecież jest pewna specyfika tłumaczenia i warsztatu, której trzeba się trzymać, by film można było odebrać bez znajomości języka oryginału.

Zdecydowanie się zgadzam!
Chociaż czasami czuję niedosyt, kiedy o przetłumaczenie żartu nie było trudno..
Ale cóż, nie każdy tłumacz MA poczucie humoru.

Pamiętam z dzieciństwa film "Ja cię kocham a ty śpisz". Wiele w nim małych żarcików.
Bardzo mi się to wtedy podobało i wszystkie właściwie znałam na pamięć.
Film był ostatnio w tv na święta więc oczywiście z sentymentu się obejrzało.. niestety tłumaczenie było inne i niewiele z żartów z poprzedniej wersji się ostało. Wszystkie zniknęły.

Np. W szpitalu, gdy babcia źle się poczuła na wieść o wypadku wnuczka. Saul prosi lekarza o jakieś leki dla niej bo miała już kilka zawałów, cichym głosem żeby tamta nie słyszała. Ale ona słyszy i mówi, że to nie zawały, tylko zwykłe zasłabnięcia. Na co Saul komentuje (dawna wersja) "Za to słuch ma znakomity" :) w nowej wersji: "Zawsze się wypiera".

Drobna rzecz a jest różnica.
Takich momentów mi szkoda.

UnflinchingMan
01-28-2013, 12:29
Chodzi o napisy kinowe czy amatorskie z internetu?
W przypadku tych drugich bym się nie dziwiła, wiele unikatowych kwiatków można spotkać ;)

Chodzi niestety o napisy kinowe.

Violetta
08-09-2013, 10:31
Zgadzam się z poprzednikami, tłumaczenie żartów w filmach nie jest tak łatwe jak to się wydaje. Żarty mogą brzmieć świetnie w języku źródłowym, jednak po przetłumaczeniu tracą coś co jest w nich najważniejsze - humor. Wynika to z tego, że np. dwa języki różnią się pod względem idiomów, zwrotów i zazwyczaj trzeba szukać ekwiwalentu, który w języku docelowym nie do końca spełnia swoją rolę tzn, w tłumaczeniu czegoś brakuje.

koharu
08-20-2013, 14:21
Oczywiście przetłumaczenie żartów jest trudne, czasem niewykonalne, natomiast dość często spotykałam się, zwłaszcza w fanowskich napisach, ze zjawiskiem zupełnego "położenia" żartu, który moim zdaniem można by przełożyć, jeśli nie idealnie, to chociaż trochę lepiej. Raziło mnie np. dosłowne tłumaczenie idiomów w napisach do "The Big Bang Theory". Czyżby "tłumacze" nie znali tych idiomów? ("Tłumacze" w cudzysłowie, gdyż mówię tu amatorach, twórcach napisów fanowskich). Zdecydowanie wolę oglądać anglojęzyczne sitcomy w oryginalnej wersji.

JoannaZ
08-25-2013, 18:18
Uważam, że to umykanie żartów wynika głównie z różnic kulturowych, nie każdy tłumacz decyduje się na zastąpienie oryginalnego żartu jakimś mniej lub bardziej adekwatnym polskim odpowiednikiem.

margolada
08-25-2013, 21:00
No niestety wiele wspaniałych ripost i żartów umyka w tłumaczeniu... często jest to lenistwo tłumacza, ale zgadzam się z kimś kto napisał, że również pewne rzeczy jest ciężko przetłumaczyć w zgrabny sposób.

Dorothy86
08-26-2013, 11:11
Moim zdaniem jest to kwestia ograniczenia czasowego. Niestety, ale trzeba się zmieścić w linijce, bądź w kilku słowach, stąd też niektóre rzeczy z tekstu oryginalnego są po prostu pomijane.

elkemp
09-06-2013, 13:20
Myślę, że osoba tłumacząca humor musi być dobrym tłumaczem bo tego typu tłumaczenia z zasady są bardzo trudne. Oprócz dobrej znajomości języka trzeba znać realia danego kraju, historie itp. No i trzeba mieć poczucie humoru. Przypuszczam, że zanikanie humoru w tego typu serialach wynika bardziej z braku możliwości technicznych i braku czasu niż z lenistwa czy słabej wiedzy tłumacza.

Charo
09-08-2013, 14:24
Dla mnie humor i gra słów w tłumaczeniu to jest sztuka sama w sobie. Jeśli ktoś wie, że nie da rady oddać oryginału, nie powinien się za to brać. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że nie ideologią opłaca się rachunki;) Jednakże gdy skacząc po kanałach trafiałem na "South Park" z tak zwanym dubbingiem czy "Scrubs" (Hoży Doktorzy) w wersji z lektorem... No pożal się Boże.

Z drugiej strony jednak ograniczenia jakie są nakładane na tłumaczy faktycznie nie pozostawiają zbyt dużego pola manewru. Jeśli są to napisy, to można się jeszcze jakoś zmieścić z przekładem żartu, ale lektor już tylko przeszkadza w warsztacie tłumacza. Oglądając serial "Psych" chociażby z fanowskimi napisami ciężko było o odcinek, żeby osoba tłumacząca nie musiała na koniec dodawać adnotacji z wyjaśnieniami kontekstu i intertekstualności. Było tego zbyt wiele, ale i tak tłumaczenie było naprawdę fantastycznie zrobione. W polskiej telewizji nie wyobrażam sobie niestety, by film/serial z napisami miał dodatkowy tekst poboczny z objaśnieniem. Nie ma na to miejsca ani czasu na ekranie. Tłumaczyć żart kulturowy tak, by był śmieszny dla szerszej publiczności innego kraju to jest zawsze ryzyko. Przede wszystkim ma być śmiesznie, ale z drugiej strony: dlaczego w kinowej wersji "Simpsonowie" pojawia się żart o Kaczyńskim? Polskie realia nie bardzo pasują już do filmu i w takich wypadkach pojawia się dylemat. Jak przetłumaczyć, żeby zmieścić się w narzuconych ramach czasowych, żeby było śmiesznie i żeby się jeszcze było dumnym z wykonanej pracy? Ciężko naprawdę upiec te wszystkie pieczenie na jednym ogniu:( Jestem pełen podziwu dla tych, którzy próbują i udaje im się jak najwierniej oddać istotę żartu.