View Full Version : zamiast ó - u, zamiast ch - h, czyli reforma polskiej ortografii
Ostatnio czytałam o pomyśle wprowadzenia reformy polskiej ortografii. Miałaby ona oznaczać między innymi wykreślenie litery ó i zastąpienie jej przez u, wykreślenie litery ż i zastąpienie jej przez międzynarodową literę ž, zastąpienie litery w przez międzynarodową literę v.
Wyobrażacie sobie taki zapis wyrazów: može (morze oraz może), žeka, žaba, hur, gura?
Czy takie zmiany ortograficzne udałyby się w Polsce? A co z tradycją języka polskiego?
Tom z Sopotu
12-22-2009, 15:52
Już gdzieś tu kiedyś rozmawialiśmy o tym idiotycznym pomyśle. Bez przesady, nie można zawsze równać w dół, czyli dostosowywać języka do poziomu półanalfabetów, którzy nie radzą sobie z względnie prostą rzeczą, jaką jest ortografia czy gramatyka, bo ten proces nigdy się nie skończy i ostatecznie zaczniemy gadać z powrotem językiem jaskiniowców, względnie jakąś formą maksymalnie uproszczonej orwellowskiej nowomowy, w której z czasem także pojęcia odpowiednio się uproszczą. A "gdzie zatraca się pojęcie, tam i sama rzecz umiera", jak pisał Boy.
To, czy coś jest napisane przez "h" lub "ch", albo "ó" lub "u" jest pożyteczne. Nasz język nie jest zawieszony w próżni - dzięki analogiom między językami, także w obocznościach, łatwiej zrozumieć np. Rosjan, Ukraińców, Czechów czy Słowaków, nawet jeśli nie zna się ich języków. To samo odnosi się, choć w mniejszym stopniu, do języków spoza naszej grupy, także do germańskich czy romańskich - mamy tyle zapożyczeń, które jakoś zostały przekształcone na polskie słowa, że można często łatwiej zrozumieć obcokrajowca dzięki wyrazom zaadaptowanym w polskim. Ponieważ zdarza mi się jeździć do wielu obcych krajów, a żadnego języka nie znam perfect, nader często z tej metody korzystam i na niej się opieram. By jednak ona działała, konieczne jest zachowanie pewnej logiki przekształceń etymologicznych. Jeśli uprościmy ortografię, znacznie częściej będzie nas ta metoda wprowadzać w błąd, bo powstaną nowe "false friends", a w znacznej części słów w ogóle przestaną być widoczne analogie i wyrazy dotąd nie tak do końca obce, nagle staną się zwyczajnie niezrozumiałe.
Zgadzam się z powyższym stwierdzeniem. Chociaż z drugiej strony skoro ortografia polska jest oparta na zasadach, które zna jedynie niewielu Polaków, a do tego pełna niekonsekwencji, być może warto rozważyć problem jej ewentualnej reformy, która jednak nie byłaby aż tal rewolucyjna jak wspomniana na początku. Na przykład zdecydowanie się na jedną wersję pisania wyrazów z "nie", razem bądź oddzielnie bez zastanawiania się jaką częścią mowy jest dane słowo.
Tom z Sopotu
12-23-2009, 14:30
Zgadzam się z powyższym stwierdzeniem. Chociaż z drugiej strony skoro ortografia polska jest oparta na zasadach, które zna jedynie niewielu Polaków, a do tego pełna niekonsekwencji, być może warto rozważyć problem jej ewentualnej reformy, która jednak nie byłaby aż tal rewolucyjna jak wspomniana na początku. Na przykład zdecydowanie się na jedną wersję pisania wyrazów z "nie", razem bądź oddzielnie bez zastanawiania się jaką częścią mowy jest dane słowo.
A ja się jakoś nie mogę przyzwyczaić do pisania "nie" z imiesłowami łącznie i piszę po staremu. Sądzę też, że czasem nawet pisanie "nie" łącznie lub oddzielnie nieco zmienia sens całego wyrażenia, a to już niedobrze, jeśli miałoby nam się nie pozostawić w tej kwestii wyboru.
Zgadzam się z powyższym stwierdzeniem. Chociaż z drugiej strony skoro ortografia polska jest oparta na zasadach, które zna jedynie niewielu Polaków, a do tego pełna niekonsekwencji, być może warto rozważyć problem jej ewentualnej reformy, która jednak nie byłaby aż tal rewolucyjna jak wspomniana na początku. Na przykład zdecydowanie się na jedną wersję pisania wyrazów z "nie", razem bądź oddzielnie bez zastanawiania się jaką częścią mowy jest dane słowo.
Fakt, że duża grupa Polaków nie radzi sobie z własną ortografią, to, moim zdaniem, nie powód, żeby tą ortografię upraszczać... Tym sposobem moglibyśmy równie dobrze cofnąć się pewnego dnia do pisma obrazkowego, a chyba nie to powinno być naszym celem. Z tym pismem obrazkowym trochę przerysowałam oczywiście problem, ale chodzi mi o to, że lepiej jest uczyć, niż tworzyć zasady dla półanalfabetów... Przecież dzisiaj w szkołach i tak znaczna część uczniów może się „poszczycić” zaświadczeniami o dysleksji, dysgrafii oraz... najnowszym „wynalazku”, czyli DYSKALKULII.
Dorota Sałata
12-27-2009, 01:31
Takie zmiany są przerażające!
Nie wyobrażam sobie żeby wszyscy mieli na nowo uczyć się zasad ortografii. Do tej pory dajemy radę z nauką wyjątków więc po co zmieniać zasady.
kasiakieliszek
12-27-2009, 13:32
Taka reforma nawet miałaby chyba marne szanse na faktyczne podejście ludzi do ortografii. Znam wielu ludzi, i sama się do tej grupy zaliczam, którzy nie znoszą błędów ortograficznych z czysto estetycznych względów. Ktokolwiek jest autorem tego genialnego pomysłu, zapomina o tym że to jak "wygląda" nasz język to efekt długiego procesu, który trwa setki lat i taka reforma jest niewiele by zmieniła.
darkliquoredeyes
12-27-2009, 15:07
Padły już argumenty, że nie ma co upraszczać, skoro są ludzie, którzy z zasadami ortografii radzą sobie bardzo dobrze. I zupełnie się z tym zgadzam. Proponuję jeszcze spojrzeć na problem właśnie z perspektywy osób, którym polska ortografia nie sprawia problemów. W końcu nie jest ich znowu tak mało. Mam nieodparte wrażenie, że po takich zmianach mój język ojczysty stałby się dla mnie po prostu co najmniej częściowo niezrozumiały i musiałabym domyślać się sensu poszczególnych słów, bo wyglądałyby dla mnie "obco". Albo, co gorsza, uczyć się własnego języka od początku! Wydaje mi się, że proponowana reforma wprowadziłaby zdecydowanie więcej szkody niż pożytku.
Tom z Sopotu
12-27-2009, 15:59
Na szczęście, owa reforma to - na razie przynajmniej, choć z tą durną Radą Języka Polskiego nigdy nie wiadomo - tylko pobożne życzenia ludzi, którym nie wystarcza inteligencji, aby należycie opanować własny język. W razie czego zostanie nam obywatelskie nieposłuszeństwo - tak jak w Niemczech przeciw niewczesnym reformom języka zbuntowali się pisarze.
estudiante
12-27-2009, 16:41
Zgadzam się z powyższym stwierdzeniem. Chociaż z drugiej strony skoro ortografia polska jest oparta na zasadach, które zna jedynie niewielu Polaków, a do tego pełna niekonsekwencji, być może warto rozważyć problem jej ewentualnej reformy, która jednak nie byłaby aż tal rewolucyjna jak wspomniana na początku. Na przykład zdecydowanie się na jedną wersję pisania wyrazów z "nie", razem bądź oddzielnie bez zastanawiania się jaką częścią mowy jest dane słowo.
Oj może czasem przydałoby się zastanowić się z jakimi częściami mowy mamy do czynienia. Nie byłoby potem problemów z posługiwaniem się własnym językiem w sposób realnie komunikatywny i - powiedzmy sobie prawdę- bez uczucia zażenowania, gdy np. ktoś czyta nasz list (bo z "esemesami" sobie radzimy) czy pismo urzędowe. A mnóstwo jest takich ludzi, którzy naprawdę uważają, że "polonistami być nie muszą" (czyt. w kwestiach ortografii, gramatyki i interpunkcji są poza prawem). Dlatego nie uważam, aby reformy wynikające z niechlujstwa rodzimych użytkowników języka były czymś pożytecznym. Co do niekonsekwencji języka, cóż- polski nie jest jedynym, któremu w toku przemian zostało trochę wyjątków.
agnieszkak
12-28-2009, 13:56
Może nalezałoby 'updatowac' trochę naszą ortografię, ale nie wyobrażam sobie, np. całkowicie zrezygnować z "ó" czy "ch". Bez przesady!
Gdybyśmy nagle zrezygnowali z "ó" czy "ż" raczej ciężko by się nam było do tego przyzwyczaić. Ludzie, którzy nie radzą sobie z ortografią, mają słowniki i niestety muszą z nich częściej korzystać. Bez sensu byłoby zmienianie całej ortografii dla grupy dyslektyków.
joanna8606
12-29-2009, 21:52
Taka reforma to jakiś absurd. Wiele pokoleń Polaków potrafiło nauczyć się zasad naszej ortografii, choć zdarzały się i wyjątki:). Problemy z ortografią biorą się z lenistwa- ludzie coraz mniej czytają książek,a to najlepszy sposób na w/w problem. Poza tym odnoszę wrażenie,że generalnie coraz mniej uwagi przywiązuje się do poprawności językowej, bo to wymaga myślenia i czasu, a czas to pieniądz, więc po co przejmować się takimi 'bzdurami'...
Ci którzy nie znają ortogrfii polskiej,to ich problem.Język polski tak samo jak każdy inny ma swoją ortografię i wymaga jej przestrzegania,chyba że ktoś woli pisać slangiem,niech sobie pisze,ważne by go zrozumiano poprawnie.
Ciekaw jestem czy Polska jest największym zbiorowiskiem dyslektyków,jakieś dane z krajów zachodnich i południowych?
izabellaw
03-12-2010, 00:25
Na szczęście, owa reforma to - na razie przynajmniej, choć z tą durną Radą Języka Polskiego nigdy nie wiadomo - tylko pobożne życzenia ludzi, którym nie wystarcza inteligencji, aby należycie opanować własny język. W razie czego zostanie nam obywatelskie nieposłuszeństwo - tak jak w Niemczech przeciw niewczesnym reformom języka zbuntowali się pisarze.
bycie dyslektykiem nie ma nic do niewystarczającej inteligencji ktoś tu myli pojęcia. ale faktycznie pomysł związany z tak radykalną zmianą zasad ortografii języka polskiego jest trochę irracjonalny :]
Zmiana zasad ortograficznych języka polskiego wydaje się mi absurdem. Totalnym debilizmem jest zmuszanie ludzi, których jest większość (około 90% naszego społeczeństwa nie cierpi na dysleksję, dysgrafię, dysortografię, etc.) do zapoznawania się z idiotycznymi zasadami, tylko dlatego, że 10% Polaków nie potrafi poradzić sobie z opanowaniem starych. Problem dysleksji ujrzał światło dzienne stosunkowo niedawno. A kiedyś go nie było? Był! Ale taki dyslektyk dostał linijką po łapie i nauczycielka kazała mu napisać 100 razy "rzeżucha" na kartce i jakoś tam przebrnął dalej :P A i ortografii się przy okazji nauczył!
izabellaw
03-13-2010, 20:52
Zmiana zasad ortograficznych języka polskiego wydaje się mi absurdem. Totalnym debilizmem jest zmuszanie ludzi, których jest większość (około 90% naszego społeczeństwa nie cierpi na dysleksję, dysgrafię, dysortografię, etc.) do zapoznawania się z idiotycznymi zasadami, tylko dlatego, że 10% Polaków nie potrafi poradzić sobie z opanowaniem starych. Problem dysleksji ujrzał światło dzienne stosunkowo niedawno. A kiedyś go nie było? Był! Ale taki dyslektyk dostał linijką po łapie i nauczycielka kazała mu napisać 100 razy "rzeżucha" na kartce i jakoś tam przebrnął dalej :P A i ortografii się przy okazji nauczył!
Gavrill zgadzam się z Tobą że zmiana zasad polskiej ortografii jest absurdem. Ale mówienie, iż "(...)ale taki dyslektyk dostał linijką po łapie i nauczycielka kazała mu napisać 100 razy "rzeżucha" na kartce i jakoś tam przebrnął dalej :P A i ortografii się przy okazji nauczył!" Jest niewychowawcze i absolutnie nie ejst dobrym rozwiązaniem. absurdem jest mówienie o jakiś przedpotopowych metodach jako o odpowiednich.
ArienneMD
10-25-2010, 14:41
Zgadzam się z powyższym stwierdzeniem. Chociaż z drugiej strony skoro ortografia polska jest oparta na zasadach, które zna jedynie niewielu Polaków, a do tego pełna niekonsekwencji, być może warto rozważyć problem jej ewentualnej reformy, która jednak nie byłaby aż tal rewolucyjna jak wspomniana na początku. Na przykład zdecydowanie się na jedną wersję pisania wyrazów z "nie", razem bądź oddzielnie bez zastanawiania się jaką częścią mowy jest dane słowo.
Nie zgodzę się z pomysłem jakichkolwiek zmian w ortografii naszego języka. Nie żebym była jakąś wielką zwolenniczką polskiego, ale takie reformy doprowadzą tylko do tego, że będzie jeszcze gorzej. Już teraz widzimy, że ortografia nie jest mocną stroną wielu Polaków, a przyczyniając się do jej zmian, przyczynimy się tym samym do jeszcze większych problemów.
Spójrzmy na to tak: skoro przez całe życie pisaliśmy "wieża", to dlaczego nagle mamy pisać "wierza" i tak dalej? Trzeba będzie uczyć się nowych zasad, a dzieciom z tzw. małej podstawówki (klasy 1-3) narobimy tylko kłopotów.
Tom z Sopotu
11-03-2010, 22:33
bycie dyslektykiem nie ma nic do niewystarczającej inteligencji ktoś tu myli pojęcia.
A to JA napisałem, że ma, skoro mnie tu cytujesz? Nie mylę pojęć. Ja napisałem tylko, że niektórym brak inteligencji, by należycie opanować swój język. Dysleksja otóż nie uniemożliwia tego zadania - znam paru dyslektyków, którym się to udało (może dlatego, że właśnie są inteligentni) - po prostu kosztowało ich to nieco więcej wysiłku niż nie-dyslektyków. Z taką właśnie dyslektyczką mieszkam - parę lat temu robiła fatalne błędy, a dziś pracuje pisząc i poprawia takie błędy u innych. To DA SIĘ - tylko trzeba chcieć, a nie załatwiać sobie od razu zaświadczenie i odtąd olewać ortografię ze zwolnieniem w ręku.
Nieważne zresztą, czy dysleksja ma coś do inteligencji, czy nie ma - póki co, dyslektycy wciąż jeszcze stanowią mniejszość i to nie pod nich powinny być ustalane zasady.
vBulletin v3.7.2, Copyright ©2000-2012, Jelsoft Enterprises Ltd.