PDA

View Full Version : Zwierzenia tłumaczy ;-)


TheBlood
02-10-2008, 22:15
Każdy od czegoś zaczynał. Z pewnością nieraz były to - patrząc z perspektywy czasu - śmieszne początki, może opowiecie o nich? Kiedy postanowiliście kształcić się w kierunku profesjonalnych tłumaczeń? Czy jesteście zadowoleni ze swojego wyboru? Zapraszam do dyskusji!

Klempicz
02-11-2008, 10:00
Hi hi... Pamiętacie TV Market w Polsacie? I ich sztandarowy produkt - AbGymnic? Zgadnijcie kto tłumaczył na polski instrukcję... :D

Pozdrawiam!

Klempicz
02-11-2008, 10:05
Kiedy postanowiliście kształcić się w kierunku profesjonalnych tłumaczeń?

No i właśnie ogromny sukces owego AbGymnica skłonił mnie do kształcenia się w kierunku profesjonalnych tłumaczeń :):):)

TheBlood
02-11-2008, 10:28
Jakiś czas temu wpakowałem się w niezłą kabałę i kupiłem właśnie w TVMarkecie AbSwing za ogromną cenę, po czym nieco pozniej b.podobny produkt można było kupić w markecie za niecałe 100zł :mad: Za instrukcję do AbSwinga też Ty jesteś odpowiedzialny? ;)

Klempicz
02-11-2008, 11:18
Nie, to już nie... :) Swoją drogą chciałbym tę instrukcję teraz przeczytać - pewnie bym się nieco załamał poziomem...

MarekS
02-11-2008, 15:51
Z łezką w oku wspominam czasy, gdy moje wypowiedzi po angielsku "wspomagałem"... Translatorem. Dawne czasy, nawet bardzo dawne :D Zawsze dziwiłem się nauczycielom od angielskiego, dlaczego robią tak kwaśne miny na widok moich "opowiadań", dopóki przetłumaczonego na angielski tekstu nie przetłumaczyłem ponownie na polski. Szok był na tyle wielki, że Translatory poszły w kąt, a ja wziąłem się ostro do nauki. Aktualnie co prawda nie mam na tyle dużej wiedzy, by równać się z wieloma osobami z tego forum, ale myślę, że potrafiłbym w miarę porządnie dogadać się z jakimś Amerykanem czy Anglikiem ;) Bynajmniej nie gestami :)

Destiny
02-11-2008, 16:15
Niedawno byłem uczestnikiem dośc krępującej sytuacji, mianowicie podczas wieczornego spaceru z psem podjechał do mnie tir (mieszkam przy ruchliwej ulicy, tak więc spacery także uskuteczniam wzdłuż ulicy...), wysiadł z niego facet w wieku koło 40 lat i zaczyna do mnie mówić. Cholera, myślę sobie, kompletnie go nie rozumiem! Pijany jest, czy co? :) Po chwili domyśliłem się, że jest to ukraiński / rosyjski / białoruski kierowca. Ja mówię do niego po polsku, po angielsku a on nic nie rozumie i jak tu się z nim dogadać? :eek: Nie było więc innego wyjścia jak dogadywanie się na gesty, a i tak nie jestem pewny, czy ów kierowca wszystko zrozumiał co mu pokazywałem (pytał o drogę, gdyż zgubił się). Tak więc, jak widzicie, znajomośc tylko dwóch języków nie zawsze wystarcza ;)

Tom z Sopotu
02-11-2008, 17:17
Ja tam profesjonalistą nadal nie jestem, i nigdy nie będę, ale świat zawdzięcza mi kilkanaście instrukcji obsługi rozmaitego sprzętu fotograficznego, głównie aparatów. :-) Calkiem niezle pieniądze z tego miałem na studiach.

Ale takie zupełnie pierwsze moje kroki, to było chyba przetłumaczenie na polski w głębokiej podstawówce kilku rosyjskich wierszy dla dzieci z "Wiesjołych Kartinek"... Na szczęście zaginęły i ngdy nie dowiem się, jaki był ich poziom. W tejże podstawówce, tylko nieco później, przetłumaczyłem - poetycko, rzecz jasna! - popularny wówczas hicior Dire Straits "Brothers in arms" - z tego niestety coś tam pamiętam i wiem, że też nie było za dobrze, jeśli chodzi o styl. Ale koledzy, takoż jak ja wówczas fani Dire Straits, byli zachwyceni. :-) No i, to chyba najgorsze z wszystkiego, próbowałem też sił w drugą stronę - tłumacząc jakieś teksty wczesnego Lady Pank na angielski. Mam tylko nadzieję, że wszystkie kopie uległy zniszczeniu!

mona
02-14-2008, 20:52
Od "małego", a właściwie małej, lubiłam tłumaczyć teksty piosenek, głównie ballad (Nie ma to jak słuchać Depeche Mode i wiedzieć o czym śpiewają). Z czasem nabrałam dość dużej wprawy i zaczęłam się zabierać za poważniejsze teksty do przetłumaczenia. W końcu przeszedł czas na zlecenia! Pierwsze otrzymałam od szwagra rozpoczynającego działalność gospodarczą, a było to tuż po skończeniu studiów. Potem sprawy jakoś same się potoczyły. :)

Pozdrawiam

natya82
03-13-2008, 00:28
A ja tlumaczylam sobie dla zabicia czasu sposoby stosowania kremow i tonikow, wszywek ze wskazowkami dot. pielegnacji ubran, jak i napisow na opakowaniach proszkow do prania:D Niezle hobby, co???
Kolorowych snow:o

Walentina
08-02-2008, 20:11
Tez tlumaczylam od podstawowki, mam nadzieje ze tego nikt nie pamieta:eek:

bartek
10-06-2008, 10:02
też kiedyś tłumaczyłem słowa piosenek dla zabicia czasu, jednak nie chciałbym żeby ktoś dziś na nie trafił:) 'najmilej' wspominam tłumaczenie instrukcji montażu i obsługi pompy paliwowej, która to instrukcja została wcześniej przetłumaczona w Chinach z chińskiego na angielski:D

martynak
05-14-2012, 23:43
ja pierwszy raz udzieliłam korepetycji w wieku 14 lat :)

labo
05-15-2012, 10:11
Pierwsze zlecenia tłumaczeniowe pojawiły się na początku studiów. Wcześniej były jakieś próby tłumaczenia rozmów prywatnych.

Ailith
05-18-2012, 19:38
Moja przygoda z tłumaczeniem zaczęła się tak naprawdę od rzucenia na głęboką wodę, tzn. tłumaczenia analizy średniowiecznych armoriałów - teraz chce mi się śmiać, ale wtedy wpadłam w czarną rozpacz widząc "coats on arms" i inne perełki specjalistycznego słownictwa:) to było kilka naprawdę ciężkich tygodni pełnych łez i nieprzespanych nocy, ale doświadczenie, które zebrałam - bezcenne:D

picadilly
05-21-2012, 08:40
Moje pierwsze zlecenie to była książka - podręcznik o rozgrywkach w tenisie ziemnym. Tak się składa, że jestem fanką tego sportu, więc nie było źle. Gorzej było z przeniesieniem licznych w tekście oryginalnym tabelek... Chyba redaktor miał sporo pracy z poprawkami układu tekstu. Teraz wiem, że poradziłabym sobie z tym znacznie lepiej.

KGurba
01-14-2017, 12:06
Wszystko zaczęło się już w gimnazjum, kiedy to z nudów, bez użycia internetu, próbowałam tłumaczyć teksty anglojęzycznych piosenek. Co prawda praca tłumacze nie ma z tym zbyt dużo wspólnego, ale u mnie od tego wszystko się zaczęło :)

kloss
01-15-2017, 03:28
A ja zaczynałam od tłumaczeń ustnych lata temu na wolontariatach festiwalowych;)
Jak się ganiało gdzieś z niezbyt trzeźwym zespołem, to jeszcze jakoś to szło bezstresowo, ale jak przypomnę sobie tłumaczenie spotkania z reżyserem przy pełnej sali kinowej w PKiNie, to ciary te wciąż mam.