ewelinchen
12-15-2009, 10:57
Chciałabym poruszyć wątek dotyczący zasług tłumaczy. Czy nie wydaje wam się, ze tłumacze zbyt często pomniejszają swoje zasługi dotyczące przekładu? Przekład uważa się za coś odtwórczego, a tłumaczenie to przecież nie „tworzenie”. Przekład może być tylko wierną kopią tekstu pierwszorzędnego. Czasami przyznaje się, że tłumaczenie wymaga dużej kreatywności, zaś wielu uważa, ze jeśli chodzi o teksty fachowe, naukowe to że jest to zajęcie nie wymagające wysiłków twórczych. Poza tym, zawsze znajdzie się ktoś, kto powie że dane tłumaczenie jest niedokładne albo nazwie tłumacza zdrajcą. Poza tym tłumaczenie jest definiowane często w następujący sposób: „tłumaczenie wydaje się być próbą zrealizowania niewykonalnego zadania”, albo „tłumaczenie zawsze przypomina wyczerpującą chińską układankę: można być pewnym, że każde rozwiązanie pozostawi coś do dodania".
Nawet George Steiner, jeden ze zwolenników tłumaczeń powiedział: „Ten odwieczny problem, czy tłumaczenie jest rzeczywiście możliwe, ma swoje początki w religiach starożytnych i wątpliwościach psychologicznych, czy w ogóle powinna istnieć jakaś możliwość przejścia z jednego języka na drugi".
Roger Bacon zapoczątkował inny, pesymistyczny pogląd na temat tłumaczeń: „Przecież to niemożliwe, żeby specyficzne cechy jednego języka pojawiły się w innym języku..., dlatego wspaniałe dzieło w jednym języku nie może być przetłumaczone na inny język, ponieważ wymaga ono tych szczególnych właściwości, które posiada w języku źródłowym"
Transfer między dwoma językami jest trudny, czasem mówi się że niemożliwy, a jednak konieczny.
Bardzo dawno temu tłumacze ustni i pisemni odgrywali ważną rolę w tworzeniu warunków umów ustnych, potem pisemnych.
Przekład można winić za wiele, ale nasze wątpliwości biorą się z naszych obaw dotyczących języka. Można stwierdzić, ze nie ma nic złego w tłumaczeniu, które samo w sobie nie jest szkodliwe dla języka.
Pomimo że jesteśmy przyzwyczajeni do wyrażania jednej rzeczy na kilka sposobów, nie wszystkie synonimy z tezaurusa Rogeta pozwolą nam przekazać tę samą informację bez modyfikacji znaczenia, nie mówiąc już o przekazaniu tego samego wyrazu i emocji. Nasze synonimy nie zawsze są tak bliskoznaczne jak w to wierzymy. Jakie jest wasze zdanie na ten temat?
Nawet George Steiner, jeden ze zwolenników tłumaczeń powiedział: „Ten odwieczny problem, czy tłumaczenie jest rzeczywiście możliwe, ma swoje początki w religiach starożytnych i wątpliwościach psychologicznych, czy w ogóle powinna istnieć jakaś możliwość przejścia z jednego języka na drugi".
Roger Bacon zapoczątkował inny, pesymistyczny pogląd na temat tłumaczeń: „Przecież to niemożliwe, żeby specyficzne cechy jednego języka pojawiły się w innym języku..., dlatego wspaniałe dzieło w jednym języku nie może być przetłumaczone na inny język, ponieważ wymaga ono tych szczególnych właściwości, które posiada w języku źródłowym"
Transfer między dwoma językami jest trudny, czasem mówi się że niemożliwy, a jednak konieczny.
Bardzo dawno temu tłumacze ustni i pisemni odgrywali ważną rolę w tworzeniu warunków umów ustnych, potem pisemnych.
Przekład można winić za wiele, ale nasze wątpliwości biorą się z naszych obaw dotyczących języka. Można stwierdzić, ze nie ma nic złego w tłumaczeniu, które samo w sobie nie jest szkodliwe dla języka.
Pomimo że jesteśmy przyzwyczajeni do wyrażania jednej rzeczy na kilka sposobów, nie wszystkie synonimy z tezaurusa Rogeta pozwolą nam przekazać tę samą informację bez modyfikacji znaczenia, nie mówiąc już o przekazaniu tego samego wyrazu i emocji. Nasze synonimy nie zawsze są tak bliskoznaczne jak w to wierzymy. Jakie jest wasze zdanie na ten temat?