PDA

View Full Version : Implikatury i rola tłumacza


agola
12-13-2009, 22:14
Powszechnie wiadomo, że aby należycie przetłumaczyć tekst nie wystarczy znajomość znaczenia słów i sposobów, w jaki są one połączone. Niezbędne jest wyciąganie wniosków na podstawie informacji pozajęzykowych oraz niekonwencjonalnych i niedosłownych znaczeń wypowiedzi (tzw. implikatur).

Wszystkie te czynniki wpływają na złożoność samego procesu tłumaczenia. W pierwszej kolejności tłumacz musi być w stanie zrozumieć, co autor tekstu wyjściowego chciał przekazać swoim czytelnikom, a następnie sformułować tekst dla odbiorców tekstu docelowego, używając środków typowych dla ich języka (a nie dla języka wyjściowego).

Przekazując treści tekstu wyjściowego, tłumacz może oczywiście w dowolny sposób go przeredagować, dodać lub opuścić niektóre słówa czy zwroty, inaczej ująć pewne fragmenty tekstu. Ma też do dyspozycji tzw. przypisy tłumacza.

Jak daleko, Waszym zdaniem, może się posunąć tłumacz, jeśli chodzi o użycie wyżej wymienionych środków? Czy ma prawo dowoli się nimi posługiwać? Czy powinien może raczej się ich wystrzegać i zadbać tym samym o maksymalną wierność tekstu wyjściowego? Jakie są Wasze doświadczenia z użyciem tego typu „pomocy”? Czy stosujecie je często? Czy jesteście raczej ostrożni w tej kwestii?

Zapraszam do wyrażanie Waszych opinii, a także dzielenia się doświadczeniami... :)

darkliquoredeyes
12-14-2009, 16:09
Jak daleko, Waszym zdaniem, może się posunąć tłumacz, jeśli chodzi o użycie wyżej wymienionych środków? Czy ma prawo do woli się nimi posługiwać? Czy powinien może raczej się ich wystrzegać i zadbać tym samym o maksymalną wierność tekstu wyjściowego?
Posługiwać się? - jak najbardziej! Z doświadczenia wiem, że czasami angielskie zwroty używane np. w korespondencji oficjalnej są bardzo dokładne, opisowe, jednak po wiernym (powiedzmy prawie dosłownym) przetłumaczeniu tego na język polski wychodzi po prostu masło maślane. I moim zdaniem nie ma sensu tego tak zostawiać, bo tekst po polsku staje się po prostu niezrozumiały dla odbiorcy i niejako utrudniamy rzeczy proste. Chociaż czasami niewiarygodne jest jak tekst może się w ten sposób skrócić... Mimo to, nadrzędnym celem jest przekazanie informacji w sposób zrozumiały i jasny, stąd nawet użycie zupełnie innej konstrukcji gramatycznej i słów, najbardziej naturalnych dla odbiorcy w języku docelowym, przy zachowaniu identycznego sensu, są według mnie na porządku dziennym w pracy tłumacza pisemnego.
Oczywiście trzeba uważać z taką naturalizacją, na przykład przy tłumaczeniu nazw instytucji, które po polsku mogą się tak samo nazywać, a czym innym zajmować.

empasik
12-15-2009, 21:14
Naturalnie że nalezy je stosować. Przypomina mi się w tym momencie wiersz "Król Olch" Goethego, który został przetłumaczony przez Szymborską, ale wspólną z nim ma tylko tematykę (no i umówmy się, ze melodykę, która jest inna niż niemiecka). Tak więc tłumacz ma prawo odejść od oryginału, szczególnie gdy mowa o tłumaczeniech literackich.

agola
12-15-2009, 22:28
= Mimo to, nadrzędnym celem jest przekazanie informacji w sposób zrozumiały i jasny, stąd nawet użycie zupełnie innej konstrukcji gramatycznej i słów, najbardziej naturalnych dla odbiorcy w języku docelowym, przy zachowaniu identycznego sensu, są według mnie na porządku dziennym w pracy tłumacza pisemnego.

Wspomniałaś o tłumaczeniach pisemnych... A w jakim stopniu (jeśli w ogóle) omijanie pewnych informacji lub ich dodawanie, stosowanie parafrazy itp. znajduje zastosowanie w tłumaczeniach ustnych, gdzie odbiorca tekstu docelowego nie tylko słyszy nasze tłumaczenie, ale może także momentami zechcieć je skonfrontować z oryginałem? Nawet jeżeli taki słuchacz dość dobrze włada językiem obcym, to nie ma (najczęściej) pojęcia o stosowanych przez nas strategiach tłumaczeniowych. W konsekwencji omijanie dłuższych fragmentów tekstu może odebrać jako niekompetencję tłumacza. Czy w takiej sytuacji nadal warto przedłożyć „dobro” odbiorców nad wierność tekstowi?

agola
12-15-2009, 23:15
Naturalnie że nalezy je stosować. Przypomina mi się w tym momencie wiersz "Król Olch" Goethego, który został przetłumaczony przez Szymborską, ale wspólną z nim ma tylko tematykę (no i umówmy się, ze melodykę, która jest inna niż niemiecka). Tak więc tłumacz ma prawo odejść od oryginału, szczególnie gdy mowa o tłumaczeniech literackich.

Tak, masz w zupełności rację! Tłumaczenie Szymborskiej to rzeczywiście świetny przykład na dalekie odejście oryginału. Poniżej znajduje się właśnie wersja Szymborskiej oraz pierwsza polska wersja „Króla Olch” Władysława Syrokomli. Różnice są widoczne na pierwszy rzut oka...


Johan Wolfgang Goethe
KRÓL OLCH

Noc padła na las, las w mroku spał,
Ktoś nocą lasem na koniu gnał.
Tętniło echo wśród olch i brzóz,
Gdy ojciec syna do domu wiózł.

- Cóż tobie, synku, że w las patrzysz tak?
Tam ojcze, on, król olch, daje znak,
Ma płaszcz, koronę i biały tren.
- To mgła, mój synku, albo sen.

"Pójdź chłopcze w las, w ten głuchy las!
Wesoło będzie płynąć czas.
Przedziwne czary roztoczę w krąg,
Złotolitą chustkę dam ci do rąk".

- Czy słyszysz, mój ojcze, ten głos w gęstwinie drzew?
To król mnie wabi, to jego śpiew.
- To wiatr, mój synku, to wiatru głos,
Szeleści olcha i szumi wrzos.

"Gdy wejdziesz, chłopcze w ten głuchy las,
Ujrzysz me córki przy blasku gwiazd.
Moje córki nucąc pląsają na mchu,
A każda z mych córek piękniejsza od snu".

- Czy widzisz, mój ojcze, tam tańczą wśród drzew
Srebrne królewny, czy słyszysz ich śpiew?
- O, synku mój, to księżyc tak lśni,
To księżyc tańczy wśród czarnych pni.

"Pójdź do mnie, mój chłopcze, w głęboki las!
Ach, strzeż się, bo wołam już ostatni raz!"
- Czy widzisz, mój ojcze, król zbliża się tu,
Już w oczach mi ciemno i brak mi tchu. -

Więc ojciec syna w ramionach swych skrył
I konia ostrogą popędził co sił.
Nie wiedział, że syn skonał mu już
W tym głuchym lesie wśród olch i brzóz.

Przekład swobodny Wisławy Szymborskiej

---------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Johan Wolfgang Goethe

KRÓL OLSZYN


Kto jedzie tak późno wśród nocnej zamieci?
To ojciec z dziecięciem jak gdyby wiatr leci.
Chłopczynę na ręku piastując najczulej,
Ogrzewa oddechem, do piersi go tuli.

"Mój synu, dlaczego twarz kryjesz swe dłonie?"
"Czy widzisz, mój ojcze? król olszyn w tej stronie,
Król olszyn w koronie, z ogonem jak żmija!"
"To tylko, mój synu, mgła nocna się zwija".

"Chodź do mnie, chłopczyno, zapraszam najmilej,
Pięknymi zabawki będziem się bawili,
Chodź na brzeg, tu kwiatki kraśnieja i płoną,
A moja ci mama da suknię złoconą".

"Mój ojcze, mój ojcze! czy widzisz te dziwa?
Król olszyn do siebie zaprasza i wzywa!"
"Nie bój się, mój synu! skąd tobie te dreszcze?
To tylko wiatr cichy po liściach szeleszcze".

"Chodź do mnie, chłopczyno, poigrasz z rozkoszą,
Mam córki, co ciebie czekają i proszą,
Czekają na ciebie z biesiady nocnymi,
Zaśpiewasz, potańczysz, zabawisz się z nimi".

"Mój ojcze, mój ojcze! ach, patrzaj... gdzie ciemno...
Król olszyn ma córki, chcą bawić się ze mną".
"Nie bój się, mój synu, ja widzę to z dala.
To wierzba swe stare gałęzie rozwala".

"Chodź do mnie, mój chłopcze dopóki masz porę.
Gdy chętnie nie przyjdę, toć gwałtem zabiorę".
"Mój ojcze, mój ojcze! Ratujcie dziecinę!
Król olszyn mnie dusi... mnie słabo... ja ginę!..."

Ojcowi bolesno... on pędzi jak strzała.
Na rękach mu jęczy dziecina omdlała.
Dolata na dworzec... lecz próżna otucha!
Już w rękach ojcowskich dziecina bez ducha



Przekład Władysława Syrokomli

empasik
12-15-2009, 23:42
Wspomniałaś o tłumaczeniach pisemnych... A w jakim stopniu (jeśli w ogóle) omijanie pewnych informacji lub ich dodawanie, stosowanie parafrazy itp. znajduje zastosowanie w tłumaczeniach ustnych, gdzie odbiorca tekstu docelowego nie tylko słyszy nasze tłumaczenie, ale może także momentami zechcieć je skonfrontować z oryginałem? Nawet jeżeli taki słuchacz dość dobrze włada językiem obcym, to nie ma (najczęściej) pojęcia o stosowanych przez nas strategiach tłumaczeniowych. W konsekwencji omijanie dłuższych fragmentów tekstu może odebrać jako niekompetencję tłumacza. Czy w takiej sytuacji nadal warto przedłożyć „dobro” odbiorców nad wierność tekstowi?

Tutaj kłania nam się znajomość kultury języka docelowego. Do znudzenia powtarzać można przykład tłumacza Wałęsy, który podczas kwiecistego przemówienia byłego prezydenta zamienił nieznane Japończykom rzodkiewki na krewetki. Warto też wspomnieć historię Anny Akbike Sulimowicz, która była tłumaczem podczas spotkania z Orhanem Pamukiem (tłumaczyła też jego książki). Pamuk często i gęsto odwoływał się do wydarzeń z historii Turcji, natomiast tłumaczka cierpliwie wyjaśniała słuchaczom zagadnienia, które mogły byc niezrozumiałe dla słuchaczy. Przez to tłumaczenie było znacznie dłuzsze niż wypowiedzi pisarza.

empasik
12-15-2009, 23:49
Zastanawia mnie też stopień do jakiego może posunąć się tłumacz w przypisach i wyjaśnieniach. Czytając kiedyś tłumaczenie "Ziemi Jałowej" Eliota, aż uderzyła mnie ilość przypisów. Faktycznie ułatwiały one zrozumienie przekazu, ale jednocześnie znacznie utrudniały skupienie się na treści. Ciekawy jestem też, jak wyglądałoby tłumaczenie wiersza Allena Ginsberga "America". Jest on kompletnie niezrozumiały dla osoby nieznającej realiów historycznych i kulturalnych USA i jego przełożenie wymagałoby ogromnej ilości przypisów. A może warto byłoby zostawić poszukiwanie czytelnikowi, aby samemu odkrywał wiersz, pogłębiając jednocześnie swoją wiedzę?

agola
12-16-2009, 17:53
Zastanawia mnie też stopień do jakiego może posunąć się tłumacz w przypisach i wyjaśnieniach. Czytając kiedyś tłumaczenie "Ziemi Jałowej" Eliota, aż uderzyła mnie ilość przypisów. Faktycznie ułatwiały one zrozumienie przekazu, ale jednocześnie znacznie utrudniały skupienie się na treści. Ciekawy jestem też, jak wyglądałoby tłumaczenie wiersza Allena Ginsberga "America". Jest on kompletnie niezrozumiały dla osoby nieznającej realiów historycznych i kulturalnych USA i jego przełożenie wymagałoby ogromnej ilości przypisów. A może warto byłoby zostawić poszukiwanie czytelnikowi, aby samemu odkrywał wiersz, pogłębiając jednocześnie swoją wiedzę?

W takim przypadku skłoniłabym się raczej ku drugiej opcji, tzn. nie umieściłabym zbyt wielu przypisów, aby nie uwtorzyć konkurencyjnego tekstu :D

A tak naprawdę, to po pierwsze nie byłyby one niezbędne grupie odbiorców znających amerykańskie realia (a i tacy się przecież pojawią ;) ), po drugie, jak sam zauważasz, ciągłe zwracanie się do przypisów jest dość męczące i zdecydowanie nie sprzyja skupieniu uwagi na tekście.

Patrząc nawet z punktu widzenia czytelnika, wolałabym chyba „poszperać” w internecie i w ten sposób rozwiać swoje wątpliowści co do ram kulturowych niż męczyć się z przypisami, chociaż oczywiście jest to kwestia bardzo indywidualna, którą roztrzygnąć musi sam tłumacz, mając na uwadze potrzeby odbiorcy tekstu oczywiście.

agola
12-16-2009, 23:08
Tłumaczenie Szymborskiej to rzeczywiście świetny przykład na dalekie odejście oryginału.


A na potwierdzenie powyższej tezy oryginał do porównania...

Erlkönig

Johann Wolfgang Goethe

Wer reitet so spät durch Nacht und Wind?
Es ist der Vater mit seinem Kind;
Er hat den Knaben wohl in dem Arm,
Er faßt ihn sicher, er hält ihn warm.

Mein Sohn, was birgst du so bang dein Gesicht? -
Siehst Vater, du den Erlkönig nicht?
Den Erlenkönig mit Kron und Schweif? -
Mein Sohn, es ist ein Nebelstreif. -

»Du liebes Kind, komm, geh mit mir!
Gar schöne Spiele spiel ich mit dir;
Manch bunte Blumen sind an dem Strand,
Meine Mutter hat manch gülden Gewand.«

Mein Vater, mein Vater, und hörest du nicht,
Was Erlenkönig mir leise verspricht? -
Sei ruhig, bleibe ruhig, mein Kind;
In dürren Blättern säuselt der Wind. -

»Willst, feiner Knabe, du mit mir gehn?
Meine Töchter sollen dich warten schön;
Meine Töchter führen den nächtlichen Reihn
Und wiegen und tanzen und singen dich ein.«

Mein Vater, mein Vater, und siehst du nicht dort
Erlkönigs Töchter am düstern Ort? -
Mein Sohn, mein Sohn, ich seh es genau:
Es scheinen die alten Weiden so grau. -

»Ich liebe dich, mich reizt deine schöne Gestalt;
Und bist du nicht willig, so brauch ich Gewalt.«
Mein Vater, mein Vater, jetzt faßt er mich an!
Erlkönig hat mir ein Leids getan! -

Dem Vater grauset's, er reitet geschwind,
Er hält in den Armen das ächzende Kind,
Erreicht den Hof mit Mühe und Not;
In seinen Armen das Kind war tot.