PDA

View Full Version : TEAM WORK MANAGEMENT in TRANSLATION PROJECTS


darkliquoredeyes
11-29-2009, 17:48
Co sądzicie na temat pracy grupowej przy dużych projektach tłumaczeniowych typu lokalizacja oprogramowania, tłumaczenie książek, przygotowywanie napisów do filmów?

Czy lepiej jest podzielić pracę na kilkadziesiąt osób czy zaufać małej, maksymalnie kilkuosobowej grupie tłumaczy? Która strategia skutkuje według was lepszym jakościowo produktem końcowym?

Proszę o opinie i komentarze :)

Dorota Sałata
11-29-2009, 22:30
Jeśli chodzi o robienie napisów do filmów, to moim osobistym zdaniem lepiej jest robić w kilku osobowej grupce niż w więcej osób. Z doświadczenia na uczelni wiem, że jeśli robiliśmy taki projekt w 30 osób to efekt końcowy nie był rewelacyjny. Niby mówi się, że co dwie głowy to nie jedna i lepiej aby więcej osób spojrzało na dane zadanie, to można wyłapać więcej błedów. Z drugiej strony mówi się gdzie kucharek sześć tam nie ma co jeść i to przysłowie sprawdziło się w nasyzm przypadku. Im więcej osób tym więcej pomysłów i trudno dojść do porozumienia. Więc jeśli chodzi o subtitling jestem za góra 4 osobowymi zespołami.

ewela
11-29-2009, 23:42
Jeśli chodzi o robienie napisów do filmów, to moim osobistym zdaniem lepiej jest robić w kilku osobowej grupce niż w więcej osób. Z doświadczenia na uczelni wiem, że jeśli robiliśmy taki projekt w 30 osób to efekt końcowy nie był rewelacyjny. Niby mówi się, że co dwie głowy to nie jedna i lepiej aby więcej osób spojrzało na dane zadanie, to można wyłapać więcej błedów. Z drugiej strony mówi się gdzie kucharek sześć tam nie ma co jeść i to przysłowie sprawdziło się w nasyzm przypadku. Im więcej osób tym więcej pomysłów i trudno dojść do porozumienia. Więc jeśli chodzi o subtitling jestem za góra 4 osobowymi zespołami.

Absolutnie zgadzam się, dobrze jeśli w takim projekcie uczestniczy kilka osób, ale jeśli jest ich za dużo to po pierwsze: rozkład pracy wbrew pozorom nie jest prosty, po drugie: ciężko wyegzekwować od dużej ilości osób dotrzymanie terminu, po trzecie: niezbędny jest project manager, który będzie dzielił pracę pomiędzy uczestników projektu i twarda ręką kierował zespołem. Przy 30 osobach jest to nie lada wyzwanie.

ewela
11-29-2009, 23:50
Poza tym, ciężko uzyskać jednolitą "politykę" tłumaczeniową, tzn. słownictwo, styl,itp. Mówi się, że to zadanie proofreader'ów. I właśnie tu zaczynaja się schody- im więcej uczestników takiego projektu, tym cięższe zadanie spoczywa właśnie na barkachproofreader'ów , gdyż całość może okazać się niejednolita, chaotyczna, a proofreader jak wiemy ma z reguły najmniej czasu na dokonanie poprawek:/

darkliquoredeyes
11-30-2009, 00:18
Zgadzam się w 100% z waszymi wypowiedziami. Ostatnio wspólnie z koleżanką prowadziłyśmy pewien projekt właśnie w charakterze project managerek. Kierowałyśmy sześcioosobową grupą tłumaczy i już przy takiej ilości osób, mimo najszczerszych chęci i dokładnych instrukcji znaszej strony, zdarzały się nieporozumienia, opóźnienia, braki itd. Zawodzi czynnik ludzki. Myślę, że w mniejszej grupie, najlepiej tłumaczy, którzy się trochę znają istnieje większa motywacja do wykonania jak najlepszego tłumaczenia.

Co do proofreaderów: sądzę, że ich sytuacja ma właśnie związek z motywacją w zespole tłumaczy pracujących nad danym projektem. W dużej grupie tzw. początkowe ogniwo łańcucha, czyli tłumacz nie zawsze ma motywację, aby wykonać swoją pracą najlepiej jak potrafi, bo przecież jeszcze jeden lub nawet kilku proofreaderów będzie to czytać, wiec poprawią, a ja tylko "wklepię tekst". Niestety brak tu odpowiedzialności i takie myślenie nie jest wbrew pozorom rzadkością. Cóż, być może motywacja rośnie wraz z czynnikiem finansowym - projekty w ramach zajęć na studiach nie są traktowane przez niektórych tak poważnie, jak byłyby zapewne, gdyby tłumacze wykonywali to zlecenie za wynagrodzeniem.

JoannaPietrak
11-30-2009, 15:12
Ja zauważyłam, że większość osób, która nie próbowała wykonywać projektów w dużej grupie uważa, że byłoby to świetne rozwiązanie, bo praca nad takim projektem zajęłaby mniej czasu. Wydaje się, że łatwiej przetłumaczyć powiedzmy 20 minut filmu niż cały półtoragodzinny film i dać ten swój kawałek komuś do sprawdzenia. Wydaje mi się, że dzięki takiemu zakładaniu z góry, że zadanie jest "łatwe" osoby je wykonujące mniej przykładają się do końcowego efektu.
Co innego, kiedy musimy pracować w mniejszej grupie nad większą ilością materiału. Ja na przykład czuję się wtedy bardziej odpowiedzialna za efekt końcowy całości projektu, wiem, że od mojej pracy zależy ocena całej grupy. Krótko mówiąc wtedy postrzegam siebie jako wykonawcę projektu, a nie jak jakieś małe jego ogniwo zależne od proofreadera, który jest gdzieś tam daleko...:)

darkliquoredeyes
11-30-2009, 16:50
Ja zauważyłam, że większość osób, która nie próbowała wykonywać projektów w dużej grupie uważa, że byłoby to świetne rozwiązanie, bo praca nad takim projektem zajęłaby mniej czasu.

Tak, bardzo łatwo wpaść w pułapkę takiego myślenia, jest ono jednak zwodnicze. To taki paradoks - im więcej ludzi pracuje nad danym projektem, tym więcej czasu potrzeba na zarządzanie nim, a nie odwrotnie. Koordynacja wszystkich kwestii organizacyjnych i doprowadzenie takiego projektu do postaci finalnej to nie lada zadanie. Chylę czoła przed project managerami, którzy zajmują się taką tłumaczeniową logistyką na co dzień.

ewela
11-30-2009, 20:18
[QUOTE=darkliquoredeyes;13704] Koordynacja wszystkich kwestii organizacyjnych i doprowadzenie takiego projektu do postaci finalnej to nie lada zadanie. Chylę czoła przed project managerami, którzy zajmują się taką tłumaczeniową logistyką na co dzień.[/QUOTE

Nie lada zadanie i przede wszystkim wielka odpowiedzialność ponieważ za ewentualne niedociągnięcia, błędy i słabe ogniwa w całości będzie odpowiadał project manager i proofreader. dlatego pełen respekt dla ich ciężkiej pracy:)

Justina
12-04-2009, 18:33
Faktem jest, że podzielenie materiału na małe kawałki, tak aby nikt się ie przepracował jest wielkim ułatwieniem dla jednostek, ale tym trudniej to potem zebra do kupy. Bardzo trafnie zauważyła darkliquoredeyes -im mniej pracy dla jednostki tym wiecej dla proofreadera.
Niemniej, jak zauważyłam z doświadczenia, lepiej pracuje się w małych kilkuosobowych grupach niż samemu, gdyż praca w grupie znacza X więcej pomysłów, X zwielokrotnioną korektę itd. "Łatwiej" jest coś wymyśli w grupie:)

Justina
12-04-2009, 18:43
A praca w większej grupie -hm, doświadczenie takie pokazało mi że to tylko chaos, nie wiem -może się komuś podoba, ale w sytuacji grupy więcej niż kilkuosobowej nie ma możliwości żeby wszyscy mieli szansę podsunąc swój pomysł, nie da się wysłucha każdego przed podjęciem decyzji, więc wybór ostatecznej wersji jest nie lada wyzwaniem, i moze skonczyc sie po prostu wielka klotnia:mad:
To jest wersja jesli wszyscy biora udzial w tlumaczeniu oczywiscie.

Aha, no i zanzaczyłam odpowiedz 3, tak mysle ze w sumie praca w większej grupie moze trwac po prostu dluzej, jezeli podzielimy material na miale czesci, osoby odpowiedzialne za tlumaczenie go dostana jakis tam sensowny deadline, potem proofreading, 1,2, jakies poprawki + zazwyczaj nieporozumienia wynikajace z ogolnej niespojnosci otrzymanego produktu. Wzrost motywacji w przypadku małych grupek zwieksza po prostu efektywnosc.

anaszym
12-04-2009, 19:00
Poza tym, ciężko uzyskać jednolitą "politykę" tłumaczeniową, tzn. słownictwo, styl,itp. Mówi się, że to zadanie proofreader'ów. I właśnie tu zaczynaja się schody- im więcej uczestników takiego projektu, tym cięższe zadanie spoczywa właśnie na barkachproofreader'ów , gdyż całość może okazać się niejednolita, chaotyczna, a proofreader jak wiemy ma z reguły najmniej czasu na dokonanie poprawek:/

Dokładnie, każdy ma swój niepowtarzalny styl i taka "składana" praca po prostu będzie niespójna językowo.

Krzysiek
12-04-2009, 21:50
Ja jestem zwolennikiem pracy w grupie. Może nie kilkudziesięcioosobowej, ale powiedzmy tak do 10 osób:) Nie jest to też grupa mała, stąd zaznaczyłem opcję nr 1 w ankiecie. Wg mnie w takiej grupie praca może iść na prawdę sprawnie i szybko pod warunkiem, że każdy zna dokładnie swoje zadanie i jest osobą odpowiedzialną. W takim gronie każdy błąd czy też widoczne "obijanie się" jest przypisywane do konkretnej osoby, która to następnym razem nie zostanie poproszona już do współpracy.

aleksandra.antoniak
12-04-2009, 23:26
Moim zdaniem wszystko ma swoje wady i zalety i tak na prawdę wszystko zależy od osób współpracujących. Dzielenie się filmem lub jednym tekstem może być ryzykowne, ponieważ nieprzeczytanie/nieoglądnięcie całości może rzutować na jakoś tłumaczenia. Jeżeli chodzi o plusy, to jest to na pewno korekta i pomysły innych tłumaczy na które możemy liczyć będąc w grupie.

aleksandra.antoniak
12-04-2009, 23:33
Zgadzam się w 100% z waszymi wypowiedziami. Ostatnio wspólnie z koleżanką prowadziłyśmy pewien projekt właśnie w charakterze project managerek. Kierowałyśmy sześcioosobową grupą tłumaczy i już przy takiej ilości osób, mimo najszczerszych chęci i dokładnych instrukcji znaszej strony, zdarzały się nieporozumienia, opóźnienia, braki itd. Zawodzi czynnik ludzki. Myślę, że w mniejszej grupie, najlepiej tłumaczy, którzy się trochę znają istnieje większa motywacja do wykonania jak najlepszego tłumaczenia.

I tu znowu pozwolę sobie zauważyć, że wszystko zależy od "składu". Jeżeli mamy do czynienia z osobami odpowiedzialnymi z dużą wiedzą, to takie sytuacje nie będą miały miejsca.

darkliquoredeyes
12-05-2009, 13:15
w sytuacji grupy więcej niż kilkuosobowej nie ma możliwości żeby wszyscy mieli szansę podsunąć swój pomysł, nie da się wysłuchać każdego przed podjęciem decyzji

Właśnie. Może popatrzmy na to trochę z innej strony. Czy nie jest tak, że w przypadku pracy nad dużym projektem już nawet w kilkunastooosobowej grupie ostateczna wersja tłumaczenia to kompromis, który być może nie jest najlepszym możliwym wariantem, ale wariantem zaspokajającym "ego" większości tłumaczy z tej grupy? To znaczy: tu wzięliśmy pomysł tej osoby, tam drugiej, gdzie indziej trzeciej, być może brakuje tu jednolitego stylu, ale najważniejsze, że każdy "dodał coś od siebie" - jest to praca grupowa, więc aby nikt nie czuł się pokrzywdzony to trzeba wykorzystać chociaż jeden pomysł każdego tłumacza. Czy w ostatecznym rozrachunku nie jest to kompromis odbijający się na jakości takiego tłumaczenia?

JoannaPietrak
12-05-2009, 17:40
Przy pracy w dużych grupach cząsto pojawia się problem polegający na tym, że nie wszyscy angażują się w pracę w równym stopniu. Co więcej, zdarzają się osoby, które w ogóle nie wykonują powierzonych im zadań w projekcie bo zakładają, że reszcie grupy będzie tak bardzo zależało na wykonaniu projektu, że nie będą mieli większego problemu z dokończeniem czegoś, co ktos inny zepsuł lub czego nie zrobił.:(
Nie wyobrażam sobie, żeby takie sytuacje mogły mieć miejsce w grupie zawodowych profesjonalnych tłumaczy, jednak coś takiego często mozna zauważyć na przykład podczas wykonywania projektów w ramach zajęć na uczelni.

JoannaPietrak
12-05-2009, 17:46
Moim zdaniem wszystko ma swoje wady i zalety i tak na prawdę wszystko zależy od osób współpracujących. Dzielenie się filmem lub jednym tekstem może być ryzykowne, ponieważ nieprzeczytanie/nieoglądnięcie całości może rzutować na jakoś tłumaczenia. Jeżeli chodzi o plusy, to jest to na pewno korekta i pomysły innych tłumaczy na które możemy liczyć będąc w grupie.

Zgadzam się z aleksandrą. Jeśli osoby współpracujące ze sobą w ramach grupy są zgrane i znają się nawzajem to na pewno łatwiej jest im współpracować i osiągnąć jakiś kompromis. Dzięki pracy z osobami, które znamy możemy też podzielić się pracą w sposób bardziej trafny. Kiedy znamy swoje słabe i mocne strony łatwiej przydzielić sobie nawzajem określone zadania np. proofreadera, tłumacza, osoby, która posługując się odpowiednim oprogramowaniem komputerowym dostosuje tekst do podanych celów i standardów.

joanna8606
12-06-2009, 11:29
Przy pracy w dużych grupach cząsto pojawia się problem polegający na tym, że nie wszyscy angażują się w pracę w równym stopniu
Zgadzam się z powyższym stwierdzeniem w zupełności:) Praca grupowa (szczególnie w dużych grupach) ma to do siebie,że często pojawia się u niektórych osób pokusa minimalnego zaangażowania, bo zdają sobie one doskonale sprawe z tego,że jest ktoś w grupie kto jest bardzo dokładny i poprawi ich błedy/niedociagnięcia.Niestety przy ocenianiu/wynagradzaniu takiego projektu praktycznie wszyscy oceniani są jednakowo, a tak być nie powinno, ale taki już jest urok pracy grupowej...

joanna8606
12-06-2009, 11:43
(...) To znaczy: tu wzięliśmy pomysł tej osoby, tam drugiej, gdzie indziej trzeciej, być może brakuje tu jednolitego stylu, ale najważniejsze, że każdy "dodał coś od siebie" - jest to praca grupowa, więc aby nikt nie czuł się pokrzywdzony to trzeba wykorzystać chociaż jeden pomysł każdego tłumacza. Czy w ostatecznym rozrachunku nie jest to kompromis odbijający się na jakości takiego tłumaczenia?

Z pewnością wyżej opisane działanie odbije się na jakości tłumaczenia i będzie ono w najlepszym wypadku przeciętne. Osobiście uważam,że-o ile jest to możliwe- liczba zarówno tłumaczy jak i proofreaderów powinna być ograniczona, bo fakt im więcej głow tym więcej pomysłow, ale w rezultacie też więcej niespójności. Każdy ma swój styl tłumaczenia, wiele wersji może być dobrych,ale czasem trudno wybrać tą najlepszą szczególnie jeśli wyboru dokonuje większa liczba osób.

ewela
12-06-2009, 21:11
Poza tym, wydaje mi się, że pracy w grupie nigdy nie da się podzielić po równo dla każdego, zawsze ktoś będzie pokrzywdzony, bo dostał za dużo, bo jego fragment był za trudny, itp. Praca w mniejszej grupie, a co za tym idzie większa ilość pracy przypadająca na jedną osobę pozwoli sprawiedliwiej podzielić materiał, nad którym pracujemy.

anamarija
12-07-2009, 15:22
Przy pracy w dużych grupach cząsto pojawia się problem polegający na tym, że nie wszyscy angażują się w pracę w równym stopniu. Co więcej, zdarzają się osoby, które w ogóle nie wykonują powierzonych im zadań w projekcie bo zakładają, że reszcie grupy będzie tak bardzo zależało na wykonaniu projektu, że nie będą mieli większego problemu z dokończeniem czegoś, co ktos inny zepsuł lub czego nie zrobił.:(
Nie wyobrażam sobie, żeby takie sytuacje mogły mieć miejsce w grupie zawodowych profesjonalnych tłumaczy, jednak coś takiego często mozna zauważyć na przykład podczas wykonywania projektów w ramach zajęć na uczelni.

Rzeczywiście, ja też spotkałam się z tym problemem - czasem tłumacze pracujący w grupach nie przykładają się do swojej części pracy, bo wiedzą, że jest ktoś, kto sprawdzi tłumaczenie i poprawi ewentualne błędy; za bardzo polegają na proofreaderach, którzy przecież też mogą czegoś nie zauwazyć. Dlatego najlepiej zawsze myśleć o swojej części pracy jak o wersji ostatecznej :)

anamarija
12-07-2009, 15:28
I tu znowu pozwolę sobie zauważyć, że wszystko zależy od "składu". Jeżeli mamy do czynienia z osobami odpowiedzialnymi z dużą wiedzą, to takie sytuacje nie będą miały miejsca.

Zagdzam się, ale nie do końca :) Pomimo najlepszego składu doświadczonych tłumaczy, zawsze może się zdarzyć coś niespodziewanego, np. choroba albo awaria komputera/internetu (tfu tfu); takie rzeczy trudno przewidzeć, a mogą nieźle namieszać w takim grupowym projekcie, niestety.

darkliquoredeyes
12-07-2009, 16:58
Dokładnie, chociaż jak zdarzy się choroba czy awaria kompa bądź oprogramowania typu CAT to czy w grupie czy samemu to i tak wyjdzie niezłe zamieszanie.
Jak myślicie, co w takiej sytuacji powinien zrobić tłumacz? Zarówno pracujący w grupie, jak i bezpośrednio dla klienta? Powiedzmy, że taka niefortunna sytuacja zdarza się w trzech wariantach: 1. jest kilka dni do terminu oddania tłumaczenia 2. dzień przed terminem 3. godzina przed terminem. Co Wy byście zrobili?

Dorota Sałata
12-07-2009, 17:57
Dokładnie, chociaż jak zdarzy się choroba czy awaria kompa bądź oprogramowania typu CAT to czy w grupie czy samemu to i tak wyjdzie niezłe zamieszanie.
Jak myślicie, co w takiej sytuacji powinien zrobić tłumacz? Zarówno pracujący w grupie, jak i bezpośrednio dla klienta? Powiedzmy, że taka niefortunna sytuacja zdarza się w trzech wariantach: 1. jest kilka dni do terminu oddania tłumaczenia 2. dzień przed terminem 3. godzina przed terminem. Co Wy byście zrobili?

Ciężka sprawa i ciężko znaleźć rozwiązanie. Jeśli jedna z osób w teamie jest chora to zawsze może poprosić kogoś o zastępstwo, natomiast jeśli chodzi o awarię komputera to trzeba być na nią przygotowanym wcześniej i mieć gdzieś kopię zapasową i tekstu oryginalnego i tłumaczenia, czy to na emailu czy innym nośniku pamięci. Wówczas można odtworzyć chociaż część tego co straciliśmy. Jeśli chodzi o sytuację, gdy dzieje się to tuż przed deadlinem to nie mam pomysłu na rozwiązanie. Przecież gdy napiszemy do zleceniodawcy godzinę przed terminem, że nie damy rady to pomyśli, że to jakaś wymówka i więcej nie będzie chciała z nami współpracować.

darkliquoredeyes
12-07-2009, 18:04
Pewnie tak pomyśli - to fakt. Czy jednak lepiej nie dzwonić/nie pisać w ogóle i czekać aż zdenerwowany klient sam się odezwie? Myślę, że etyka zawodowa wymaga jednak jasnego przedstawienia sytuacji i jak najszybszego kontaktu z klientem, nawet jeśli stawia nas to w złym świetle. Wydaje mi się, że byłoby jeszcze gorzej gdybyśmy w godzinie deadline'u "przepadli w eterze" i nie było z nami wcale kontaktu. To tylko rozjuszyłoby klienta. A tak możemy zaproponować na przykład obniżenie stawki w ramach rekompensaty za opóźnienie - oczywiście nie każdy klient się na to zgodzi, ale zawsze istnieje chociaż cień szansy na to, że i my nie stracimy całego wynagrodzenia.

annaul
12-07-2009, 23:00
Ja zauważyłam, że większość osób, która nie próbowała wykonywać projektów w dużej grupie uważa, że byłoby to świetne rozwiązanie, bo praca nad takim projektem zajęłaby mniej czasu. Wydaje się, że łatwiej przetłumaczyć powiedzmy 20 minut filmu niż cały półtoragodzinny film i dać ten swój kawałek komuś do sprawdzenia. Wydaje mi się, że dzięki takiemu zakładaniu z góry, że zadanie jest "łatwe" osoby je wykonujące mniej przykładają się do końcowego efektu.
Co innego, kiedy musimy pracować w mniejszej grupie nad większą ilością materiału. Ja na przykład czuję się wtedy bardziej odpowiedzialna za efekt końcowy całości projektu, wiem, że od mojej pracy zależy ocena całej grupy. Krótko mówiąc wtedy postrzegam siebie jako wykonawcę projektu, a nie jak jakieś małe jego ogniwo zależne od proofreadera, który jest gdzieś tam daleko...:)

Zgadza się! dlatego łatwo jest zwalić wszystko na proofreadera bo nie doliczy się małego kawałeczka, który najoględniej mówiąc został spartaczony. Można zrobić na "odwal się"

annaul
12-07-2009, 23:04
z koordynacją większej grupy zawsze będą problemy. Poza tym jest sprawa "deadlinów," grupa ta a ta ma zrobić to a to do wtedy i wtedy, ktoś zawala grupa jakoś to nadrabia ale kosztem jakości wykonania zadania a co za tym idzie więcej pracy ma następna grupa uderzeniowa i wszystko skrupia się na ostatnim ogniwie, czyli proofreaderze...

agola
12-08-2009, 00:17
Rzeczywiście, ja też spotkałam się z tym problemem - czasem tłumacze pracujący w grupach nie przykładają się do swojej części pracy, bo wiedzą, że jest ktoś, kto sprawdzi tłumaczenie i poprawi ewentualne błędy; za bardzo polegają na proofreaderach, którzy przecież też mogą czegoś nie zauwazyć. Dlatego najlepiej zawsze myśleć o swojej części pracy jak o wersji ostatecznej :)

Co nie zmienia jednak faktu, że lepszy będzie translat przygotowany przez grupę tłumaczy, niż taki, nad którym pracował nawet najlepszy, ale jeden tylko tłumacz.

Po pierwsze, ogólnie wiadomo, że nie widzimy swoich błędów, nawet jeśli kilkakrotnie wracamy do naszego tekstu w języku docelowym. Jeżeli zaś chodzi o profesjonalistów w branży tłumaczniowej, to nie ma mowy o celowym pozostawianiu błędów. Wydaje mi się, że tłumaczowi powinno zależeć nie tylko na dobrym wykonaniu powierzonego mu zlecenia, ale także na pogłębianiu własnej wiedzy językowej i merytorycznej.

Po drugie, o wiele łatwiej jest rozwiązać dany problem tłumaczeniowy techniką tzw. „burzy mózgów”, a świeże spojrzenie kolegi po fachu jest w takim przypadku bezcenne.

agola
12-08-2009, 00:27
Ja jestem zwolennikiem pracy w grupie. Może nie kilkudziesięcioosobowej, ale powiedzmy tak do 10 osób:) Nie jest to też grupa mała, stąd zaznaczyłem opcję nr 1 w ankiecie. Wg mnie w takiej grupie praca może iść na prawdę sprawnie i szybko pod warunkiem, że każdy zna dokładnie swoje zadanie i jest osobą odpowiedzialną. W takim gronie każdy błąd czy też widoczne "obijanie się" jest przypisywane do konkretnej osoby, która to następnym razem nie zostanie poproszona już do współpracy.

Co prawda w ankiecie wybrałam wariant nr 2, ale właściwie dwie pierwsze opcje uważam za prawdziwe.

W każdym razie również jestem zdania, że praca w grupie może wpłynąć tylko z korzyścią na jakoś translatu - pod względem za równo szybkości wykonania zlecenia, jak i jakości translatu.

Dla mnie zrozumiałe jest, że taki zespół musi składać się z osób odpowiedzialnych i rzetelnych – inni tłumacze nie mają z resztą szans utrzymać się na rynku.

magda_tatara
12-08-2009, 01:13
Co do proofreaderów: sądzę, że ich sytuacja ma właśnie związek z motywacją w zespole tłumaczy pracujących nad danym projektem. W dużej grupie tzw. początkowe ogniwo łańcucha, czyli tłumacz nie zawsze ma motywację, aby wykonać swoją pracą najlepiej jak potrafi, bo przecież jeszcze jeden lub nawet kilku proofreaderów będzie to czytać, wiec poprawią, a ja tylko "wklepię tekst". Niestety brak tu odpowiedzialności i takie myślenie nie jest wbrew pozorom rzadkością. Cóż, być może motywacja rośnie wraz z czynnikiem finansowym - projekty w ramach zajęć na studiach nie są traktowane przez niektórych tak poważnie, jak byłyby zapewne, gdyby tłumacze wykonywali to zlecenie za wynagrodzeniem.

Absolutnie zgadzam się. Istnieje takie zjawisko jak rozproszenie odpowiedzialności. "Polega ono na obniżaniu się prawdopodobieństwa zareagowania świadków kryzysowego zdarzenia wraz ze zwiększaniem się ilości świadków tego zdarzenia."

Większa liczba tłumaczy powinna teoretycznie przyczyniać się do poprawy jakosci tłumaczenia. Ale ci, którzy tłumaczą często mniej przykładają się do tłumaczenia wiedząc, że ich tekst zostanie następnie poddany korekcie kolegów po fachu.

magda_tatara
12-08-2009, 01:34
W większej grupie motywacja spada. Kazdy czuje się bardziej anonimowy. Poza tym jego kreatywne pomysły mogą być negowane przez grupę. Często grupa zaczyna podświadomie stawiać sobie za cel jednomyślność, a nie doskonałą jakość tłumaczenia. Tłumacze mogą wykonywać swoją pracę "na odwal", widząc, że ich koledzy po fachu nie starają się. Jeżeli ktos inny obija się, dlaczego ja mam ciężko pracować?

Poza tym osoba dokonująca korekty ma znacznie utrudniona pracę. Nie tylko poprawia błędy, ale i ujednolica tekst. Ma też do czynienia z raczej kiepską jakością tłumaczeń, bo tłumacze zdaja sobie sprawę z tego, że ktoś i tak poprawi ich błędy.

Tłumacze mogą również rywalizować ze sobą, co wpłynie na wzrost poziomu motywacji. Ale dzieje sie to tylko wtedy, jeśli czeka na nich przysłowiowa marchewka. Załóżmy jednak, że mamy do czynienia z grupą studentów przygotowujacych jedno wspólne tłumaczenie na zajęcia. Najcięższą pracę do wykonania ma oczywiście sprawdzający.

magda87
12-08-2009, 09:10
W większej grupie motywacja spada. Kazdy czuje się bardziej anonimowy. Poza tym jego kreatywne pomysły mogą być negowane przez grupę. Często grupa zaczyna podświadomie stawiać sobie za cel jednomyślność, a nie doskonałą jakość tłumaczenia. Tłumacze mogą wykonywać swoją pracę "na odwal", widząc, że ich koledzy po fachu nie starają się. Jeżeli ktos inny obija się, dlaczego ja mam ciężko pracować?

Poza tym osoba dokonująca korekty ma znacznie utrudniona pracę. Nie tylko poprawia błędy, ale i ujednolica tekst. Ma też do czynienia z raczej kiepską jakością tłumaczeń, bo tłumacze zdaja sobie sprawę z tego, że ktoś i tak poprawi ich błędy.

Tłumacze mogą również rywalizować ze sobą, co wpłynie na wzrost poziomu motywacji. Ale dzieje sie to tylko wtedy, jeśli czeka na nich przysłowiowa marchewka. Załóżmy jednak, że mamy do czynienia z grupą studentów przygotowujacych jedno wspólne tłumaczenie na zajęcia. Najcięższą pracę do wykonania ma oczywiście sprawdzający.

Zgadzam się, że najtrudniejszą część zadania ma do wykonania sprawdzający. Im więcej osób w grupie, tym trudniej stworzyć jednolity tekst i dojść do kompromisu dotyczącego niektórych rozwiązań. Jakiekolwiek opóźnienie w dostarczeniu jednej partii pracy powoduje opóźnienie w ukończeniu całego projektu lub skraca czas, jaki na dokończenie swojego zadania mają inne osoby np sprawdzający. Mimo rzetelnie wykonanej pracy opowiadamy jako team, a więc ponosmiy odpowiedzialność za niedociągnięcia naszych kolegów z grupy.

darkliquoredeyes
12-08-2009, 10:26
Widzę, że jak by nie było, to wszyscy zdają się twierdzić, że najtrudniejszą pracę do wykonania ma przy projektach grupowych proofreader/proofreaderzy, pomijając już to czy otrzyma/ją tłumaczenie na czas czy nie. Rzeczywiście ich pracę należy szczególnie docenić, bo z doświadczenia wiem, że czasami proofreading zajmuje więcej czasu niż samo tłumaczenie i potrafi gorzej "zmęczyć".

magda87
12-08-2009, 11:59
Widzę, że jak by nie było, to wszyscy zdają się twierdzić, że najtrudniejszą pracę do wykonania ma przy projektach grupowych proofreader/proofreaderzy, pomijając już to czy otrzyma/ją tłumaczenie na czas czy nie. Rzeczywiście ich pracę należy szczególnie docenić, bo z doświadczenia wiem, że czasami proofreading zajmuje więcej czasu niż samo tłumaczenie i potrafi gorzej "zmęczyć".

Myślę, że wynika to często z tego, w jaki sposób grupa podzieliła tekst do tłumaczenia. Jeśli np każda osoba dostaje po 2 akapity to potem wkleja swoją część do reszty i mamy do czynienia z istną mozaiką:) powinno się wcześniej ustalić tłumaczenie głównych pojęć, by każda osoba zachowała spójność swojego fragmentu z innymi. W ten sposób częściowo ułatwi się pracę sprawdzającemu.

Karia
12-08-2009, 14:18
Ostatnio tłumaczyliśmy całą grupą film z polskiego na angielski. Cala praca poszla dosc sprawnie, jednak nie obylo się niestety bez pewnej niekonsekwencji w terminologii. Widze więc plusy i minusy.

Karia
12-08-2009, 14:24
Zgadzam się, że najtrudniejszą część zadania ma do wykonania sprawdzający. Im więcej osób w grupie, tym trudniej stworzyć jednolity tekst i dojść do kompromisu dotyczącego niektórych rozwiązań. Jakiekolwiek opóźnienie w dostarczeniu jednej partii pracy powoduje opóźnienie w ukończeniu całego projektu lub skraca czas, jaki na dokończenie swojego zadania mają inne osoby np sprawdzający. Mimo rzetelnie wykonanej pracy opowiadamy jako team, a więc ponosmiy odpowiedzialność za niedociągnięcia naszych kolegów z grupy.

To niestety prawda. Osoba składająca wszystkie częsci w jedna spojna calość ma najwięcej pracy i na niej ciąży najwięcej odpowiedzialnosci. Warto wyznaczyc jasne zasady takiej wspolpracy. Np. nieprzekraczalny termin dostarczenia tumaczenia, wytyczne dotyczące wyboru ekwiwalentow , zapisu itp.

Dorota Sałata
12-08-2009, 19:04
To niestety prawda. Osoba składająca wszystkie częsci w jedna spojna calość ma najwięcej pracy i na niej ciąży najwięcej odpowiedzialnosci. Warto wyznaczyc jasne zasady takiej wspolpracy. Np. nieprzekraczalny termin dostarczenia tumaczenia, wytyczne dotyczące wyboru ekwiwalentow , zapisu itp.

Zgadzam się, że ten kto ma wsyzstko skleić w jedną całość ma najwięcej pracy, sama doświadczyłam tego na własnej skórze. Podczas robienia subtitles dostałam 7 kawałków do sklejenia niby wydaje się proste a jednak jak wkleiłam wszystko w Subedit player to okazało się, że każda cząstka miała ustawione inne FPT czyli frames per second i czasy każdego kawałka bardzo się różniły, zeszło mi na tym kilka ładnych godzin y dopasować idealnie czas, a to wszystko przez brak dogrania przed przystąpieniem do pracy grupowej.:mad:

ewelinchen
12-08-2009, 20:26
Co sądzicie na temat pracy grupowej przy dużych projektach tłumaczeniowych typu lokalizacja oprogramowania, tłumaczenie książek, przygotowywanie napisów do filmów?

Czy lepiej jest podzielić pracę na kilkadziesiąt osób czy zaufać małej, maksymalnie kilkuosobowej grupie tłumaczy? Która strategia skutkuje według was lepszym jakościowo produktem końcowym?

Proszę o opinie i komentarze :)

Kilkadziesiąt osób to jest stanowczo za dużo, panuje chaos i jest generalnie rozbicie, więc nie zgadzam się z tą strategią. Jeśli zaś chodzi o zlecenie tlumaczenia kilkuosobowej grupie tłumaczy, to jak najbardziej. Wtedy wystarczy tylko rozsądnie podzielić się pracą, zgrać się i działać.

ewelinchen
12-08-2009, 20:35
Moim zdaniem wszystko ma swoje wady i zalety i tak na prawdę wszystko zależy od osób współpracujących. Dzielenie się filmem lub jednym tekstem może być ryzykowne, ponieważ nieprzeczytanie/nieoglądnięcie całości może rzutować na jakoś tłumaczenia. Jeżeli chodzi o plusy, to jest to na pewno korekta i pomysły innych tłumaczy na które możemy liczyć będąc w grupie.

DOkładnie, wszystko zależy od osób współpracujących, od ich chęci, motywacji i chęci dogadania się między sobą. Raz taka współpraca może wyjść bardzo fajnie i może być bardzo wydajna, a drugim razem może okazać się katastrofą.

k_buczynski
12-09-2009, 12:50
Zgadzam się, że ten kto ma wsyzstko skleić w jedną całość ma najwięcej pracy, sama doświadczyłam tego na własnej skórze. Podczas robienia subtitles dostałam 7 kawałków do sklejenia niby wydaje się proste a jednak jak wkleiłam wszystko w Subedit player to okazało się, że każda cząstka miała ustawione inne FPT czyli frames per second i czasy każdego kawałka bardzo się różniły, zeszło mi na tym kilka ładnych godzin y dopasować idealnie czas, a to wszystko przez brak dogrania przed przystąpieniem do pracy grupowej.:mad:

Dlatego też ważne jest doświadczenie pracy takiej grupy, wyciąganie wniosków na przyszłość oraz uprzednie ustalenia co do spójności pewnych kwestii, tłumaczeń itp. Człowiek uczy się na błędach, tak więc myślę że przy kolejnych projektach tego typu jego uczestnicy nie zostawiliby Ci jako proofreaderowi takiego ogromu pracy. Niemniej jednak zdecydowanie łatwiej uzgodnić takie kwestie w mniejszych grupach, których członkowie będą czuli większą odpowiedzialność za własne tłumaczenia.

k_buczynski
12-09-2009, 12:57
Dokładnie, chociaż jak zdarzy się choroba czy awaria kompa bądź oprogramowania typu CAT to czy w grupie czy samemu to i tak wyjdzie niezłe zamieszanie.
Jak myślicie, co w takiej sytuacji powinien zrobić tłumacz? Zarówno pracujący w grupie, jak i bezpośrednio dla klienta? Powiedzmy, że taka niefortunna sytuacja zdarza się w trzech wariantach: 1. jest kilka dni do terminu oddania tłumaczenia 2. dzień przed terminem 3. godzina przed terminem. Co Wy byście zrobili?

W momencie gdy software lub hardware zawodzi podczas pracy grupowej, sytuacja wydaje się do opanowania o ile znajdzie się osoba chętna do wykonania naszej części pracy. Jeśli pozostaje kilka dni do deadline'u, powinno być ok, natomiast gdy do terminu oddania tłumaczenia pozostaje niewiele czasu ważna jest kwestia odpowiedzialności zbiorowej uczestników projektu. Wszyscy tworzą grupę więc wszyscy w równym stopniu odpowiadają za efekt końcowy projektu. Faktem jest, iż każdy z członków grupy może mieć kiedyś problem z oprogramowaniem i może potrzebować pomocy innych.

Chrith
12-09-2009, 16:28
Ja zauważyłam, że większość osób, która nie próbowała wykonywać projektów w dużej grupie uważa, że byłoby to świetne rozwiązanie, bo praca nad takim projektem zajęłaby mniej czasu. Wydaje się, że łatwiej przetłumaczyć powiedzmy 20 minut filmu niż cały półtoragodzinny film i dać ten swój kawałek komuś do sprawdzenia. Wydaje mi się, że dzięki takiemu zakładaniu z góry, że zadanie jest "łatwe" osoby je wykonujące mniej przykładają się do końcowego efektu.
Co innego, kiedy musimy pracować w mniejszej grupie nad większą ilością materiału. Ja na przykład czuję się wtedy bardziej odpowiedzialna za efekt końcowy całości projektu, wiem, że od mojej pracy zależy ocena całej grupy. Krótko mówiąc wtedy postrzegam siebie jako wykonawcę projektu, a nie jak jakieś małe jego ogniwo zależne od proofreadera, który jest gdzieś tam daleko...:)
Otóż to, poczucie odpowiedzialności za jakość tłumaczenia ulega rozrzedzeniu, nie każdy może się odpowiednio zmobilizowany, bo i po co? Czy ktoś zauważy mój wysiłek w kontekście grupy? Po co mam się starać, jeśli inni odwalą fuszerkę i efekt końcowy będzie mierny?

darkliquoredeyes
12-09-2009, 16:38
To chyba niestety prawda. Być może niektórzy zakładają niejako "z góry", że lepiej zrobiliby wszystko sami niż w grupie i od razu skazują produkt końcowy na porażkę. Nie mniej jednak w grupie też warto nauczyć się pracować, gorzej tylko gdy każdy ma swój pomysł na strategię co do pracy w większym gronie. Jakby nie było, w każdej grupie przyda się na pewno project manager, który będzie wszystkim zarządzał i miał ostatnie słowo w kwestii deadline'ów na poszczególne etapy pracy, formy produktu końcowego itd.

Chrith
12-09-2009, 16:40
Dokładnie, chociaż jak zdarzy się choroba czy awaria kompa bądź oprogramowania typu CAT to czy w grupie czy samemu to i tak wyjdzie niezłe zamieszanie.
Jak myślicie, co w takiej sytuacji powinien zrobić tłumacz? Zarówno pracujący w grupie, jak i bezpośrednio dla klienta? Powiedzmy, że taka niefortunna sytuacja zdarza się w trzech wariantach: 1. jest kilka dni do terminu oddania tłumaczenia 2. dzień przed terminem 3. godzina przed terminem. Co Wy byście zrobili?

1,2 Bezzwłocznie skontaktować się z klientem i poinformować o możliwym opóźnieniu.

3. Godzinę przed terminem tłumaczenie powinno być już raczej gotowe.Wcześniej na wszelki wypadek zgrałbym je na coś albo wysłał kopię na maila.W razie gdyby padł komputer albo internet, skoczyłbym do kogoś na chwilę i dopełnił formalności.

agnieszkak
12-09-2009, 17:20
Uważam że w przypadku filmów bardzo istotnym aspektem jest spójność tłumaczenia. Nie tylko mam tutaj na myśli styl w jakim zostało ono wykonane ale też zgodność pojęć używanych przez tłumaczy. Jeżeli chodzi o liczebność grupy to uważam że im mniej osób tym lepiej. Unika się w tym momencie zbyt dużej rozbieżności jeśli chodzi o stosowane zamienniki. W kontekście końcowego efektu sądzę że bardzo istotnym elementem jest praca działu lub osoby odpowiedzialnej za korektę której zadaniem jest nie tylko zaznaczać błędy i odrzucać ale przede wszystkim sprawić by tekst byl poprawny i sporządzony zgodnie z regułami sztuki. Podział ról jest bardzo istotny i uważam że powinna następować swego rodzaju rotacja pozwalająca wszystki sprawdzić się w roli zarówno tłumacza jak i korektora.

agnieszkak
12-09-2009, 17:22
Uważam, że bardzo istotnym aspektem jest uzgodnienie wersji i ustawień używanego oprogramowania przed przystąpieniem do tłumaczenia. Bez tego okazuje się że korektor lub ostatnia osoba sklejająca tekst dostaj szału ponieważ ktoś miał źle ustawione klatki no i wtedy cała praca grupowa staje się jednoosobową tragedią.

melon_21
12-09-2009, 19:34
Faktem jest, że podzielenie materiału na małe kawałki, tak aby nikt się ie przepracował jest wielkim ułatwieniem dla jednostek, ale tym trudniej to potem zebra do kupy. Bardzo trafnie zauważyła darkliquoredeyes -im mniej pracy dla jednostki tym wiecej dla proofreadera.
Niemniej, jak zauważyłam z doświadczenia, lepiej pracuje się w małych kilkuosobowych grupach niż samemu, gdyż praca w grupie znacza X więcej pomysłów, X zwielokrotnioną korektę itd. "Łatwiej" jest coś wymyśli w grupie:)

W projekcie grupowym niezwykle trudno jest uzyskać pewien poziom spójności, czy tez consistency jak kto woli. Każdy z nas ma swój własny styl, czy to wypowiedzi, pisania, stosuje (świadomie czy nie) różne techniki. Nie można przez to uzyskać spójnego stylu danego dzieła. Czasem nie ma to większego znaczenia, ale często takie różnice widać, i są one co najmniej rozpraszające, o ile nie irytujące. Można to zaobserwować w przypadku np. niektórych serii wydawczniczych, gdzie dzieła jednego autora są tłumaczone przez różnych tłumaczy. Różne nazewnictwo, różne nazwy własne, różne podejście do elementów "nieprzetłumaczalnych" czy też elementów środowiskowych, że już nie wspomnę o stylistyce. Kilka razy miałem wrażenie, że to nie jest kontynuacja przygód danego bohatera, tylko w ogóle zupełnie inna historia, w zupełnie innym miejscu osadzona. A skoro taka "praca zbiorowa" potrafi przeszkadzać w przypadku odrębnych "całości", to w przypadku tego typu niespójności w obrębie jednego tekstu może być tylko gorzej.

melon_21
12-09-2009, 19:40
Ogólnie jestem przeciwny pracy grupowej w tłumaczeniach. Zwłaszcza w sytuacji gdy mamy do czynienia z tekstem podzielonym na liczne fragmenty, gdzie każdy pracuje oddzielnie (tak naprawdę to nie jest to już team work). Jednakże, gdy grupa tłumaczy zbiera się fizycznie w jednym pomieszczeniu i na zasadzie burzy mózgów tworzy tekst w TL może to przynieść korzyści. Niestety taka forma (współ)pracy jest co najmniej mało prawdopodobna, o ile nie niemożliwa.

anaszym
12-09-2009, 19:48
W przypadku profesjonalnych tłumaczeń raczej mało kto pozwala sobie na przerzucanie pracy na innych tłumaczy i proofreadera. Jednak nawet w przypadku pracy grupy świetnych tłumaczy pozostaje problem indywidualnego stylu każdego z nich oraz indywidualnych technik tłumaczeniowych. Wyobraźmy sobie np. film z dużą liczbą przekleństw. Dziwnie brzmiałoby tłumaczenie, gdyby niektóre osoby tłumaczyły je tak jak jest w oryginale a pozostałe starały się "łagodzić" słownictwo.

empasik
12-09-2009, 21:03
Wielkość grupy zależy od wielkości projektu. Pewien tłumacz prowadzący zajęcia z translacji na UMCS stwierdził, ze zespół tlumaczący pełnometrażowy film nie powinien składać się z więcej niż 2 tłumaczy i 2 proofreaderów. Spójność ponad wszystko.

empasik
12-09-2009, 21:06
W przypadku profesjonalnych tłumaczeń raczej mało kto pozwala sobie na przerzucanie pracy na innych tłumaczy i proofreadera. Jednak nawet w przypadku pracy grupy świetnych tłumaczy pozostaje problem indywidualnego stylu każdego z nich oraz indywidualnych technik tłumaczeniowych. Wyobraźmy sobie np. film z dużą liczbą przekleństw. Dziwnie brzmiałoby tłumaczenie, gdyby niektóre osoby tłumaczyły je tak jak jest w oryginale a pozostałe starały się "łagodzić" słownictwo.

Dlatego największe stowarzyszenia tłumaczy, takie jak AIIC, kładą ogromny nacisk na komunikację wśród tłumaczy. Przed wykonaniem tłumaczenia, osoby za to odpowiedzialne powinny spotykać się w celu opracowania glossariusza obejmujacego slownictwo, które może stać się zarzewiem rozbieŻności.

darkliquoredeyes
12-09-2009, 23:16
Hej, wybaczcie, ale ostatnio jestem jakoś strasznie wyczulona na polską ortografię i rażą mnie błędy na forum :p Zresztą każdego tłumacza powinny chyba razić ;-) Zatem "rozbieżności", a nie tak jak powyżej (nie cytuję, żeby nie utrwalać błędów).

kasiakieliszek
12-09-2009, 23:18
Ogólnie rzecz biorąc, wydaje mi się że dużo zależy od zgrania grupy na poziomie organizacyjnym i również osobowościowym. W takiej grupie tłumaczy nie każdy może być liderem, dlatego dużo zależy od relacji panujących w grupie.
Jeżeli chodzi o tekst, który przygotowuje grupa tłumaczy wspólnie w jednym pomieszczeniu, ich praca będzie bardziej owocna, tak jak ktoś już wspomniał, na zasadzie burzy mózgów łatwiej o więcej dobrych pomysłów. Natomiast jeżeli chodzi o dzielenie tekstu pomiędzy poszczególne osoby, które przygotowują go oddzielnie, w takim wypadku faktycznie bardzo trudno o spójność, nawet jeżeli grupa dysponuje wspólnym glosariuszem. Każdy tłumacz ma swój styl i tekst będzie się w tym przypadku różnił nie tyle ekwiwalentami, co użytymi środkami stylistycznymi.

kasiakieliszek
12-09-2009, 23:19
Hej, wybaczcie, ale ostatnio jestem jakoś strasznie wyczulona na polską ortografię i rażą mnie błędy na forum :p Zresztą każdego tłumacza powinny chyba ;-) Zatem "rozbieżności", a nie tak jak powyżej (nie cytuję, żeby nie utrwalać błędów).

rozumiem to :)

kasiakieliszek
12-09-2009, 23:22
Jeszcze nawiazując do pracy w grupie nad napisami w filmach, to z doświadczenia faktycznie im mniej tym lepszy owoc pracy. Napisy to w dużym stopniu aspekt techniczny, dlatego spójność jest tutaj niezbędna.

anusia8785
12-09-2009, 23:22
Absolutnie zgadzam się, dobrze jeśli w takim projekcie uczestniczy kilka osób, ale jeśli jest ich za dużo to po pierwsze: rozkład pracy wbrew pozorom nie jest prosty, po drugie: ciężko wyegzekwować od dużej ilości osób dotrzymanie terminu, po trzecie: niezbędny jest project manager, który będzie dzielił pracę pomiędzy uczestników projektu i twarda ręką kierował zespołem. Przy 30 osobach jest to nie lada wyzwanie.
Oprócz projekt managera,który rozdzieli zadania, potrzebna jest jeszcze osoba, która ujednolici całą pracę. Wg mnie lepiej wychodzi praca w mniejszych zespołach. Łatwiej wszystko zgrać. W projekcie kilkudziesięcioosobowym trudno dojść do porozumienia i wszystko kontrolować.

anusia8785
12-09-2009, 23:27
Jeszcze nawiazując do pracy w grupie nad napisami w filmach, to z doświadczenia faktycznie im mniej tym lepszy owoc pracy. Napisy to w dużym stopniu aspekt techniczny, dlatego spójność jest tutaj niezbędna.
Też tak myślę, bo mam doświadczenie w tym zakresie. Praca w dużej grupie sprawia, że każdy robi swoją działkę i w sumie nie za bardzo się orientuje o co chodzi w całym projekcie

darkliquoredeyes
12-10-2009, 00:08
Oprócz projekt managera, który rozdzieli zadania, potrzebna jest jeszcze osoba, która ujednolici całą pracę. Wg mnie lepiej wychodzi praca w mniejszych zespołach. Łatwiej wszystko zgrać. W projekcie kilkudziesięcioosobowym trudno dojść do porozumienia i wszystko kontrolować.

Właśnie. Taka osoba, czyli zazwyczaj proofreader musi w zasadzie poprawić wszystko, aby tworzyło to jednolitą całość. Czy zatem jest sens dzielenia długaśnego tekstu po akapicie czy dwóch/filmu po kilka minut, żeby szybciej otrzymać tłumaczenie, skoro i tak zejdzie nam później masa czasu na poprawianie? Według mnie mija się to z celem. Lepiej, żeby tekst tłumaczył jeden tłumacz, a potem proofreader poprawiał rzeczywiście tylko to, co do niego należeć powinno - ortografię, interpunkcję, kwestie merytoryczne, ogólny styl i oczywiście spójność też, jednak na pewno będzie miał o wiele mniej pracy w tym zakresie.

estudiante
12-10-2009, 00:09
Zgadzam się z aleksandrą. Jeśli osoby współpracujące ze sobą w ramach grupy są zgrane i znają się nawzajem to na pewno łatwiej jest im współpracować i osiągnąć jakiś kompromis. Dzięki pracy z osobami, które znamy możemy też podzielić się pracą w sposób bardziej trafny. Kiedy znamy swoje słabe i mocne strony łatwiej przydzielić sobie nawzajem określone zadania np. proofreadera, tłumacza, osoby, która posługując się odpowiednim oprogramowaniem komputerowym dostosuje tekst do podanych celów i standardów.

Ostatnio przy projekcie tłumaczenia filmu właśnie w kilkunastoosobowej grupie mieliśmy dość duże problemy techniczne ze zmontowaniem poszczególnych części w całość. Nawet taka drobnostka jak współczynnik FPS mogła sprawić, że timing w całym filmie będzie wymagał poprawy. Odniosłam wrażenie, że czasem "co za dużo, to niezdrowo", ale na pewno zależy to od stażu współpracy takiego teamu i po prostu osobistych preferencji co do stylu pracy.

estudiante
12-10-2009, 00:13
Właśnie. Taka osoba, czyli zazwyczaj proofreader musi w zasadzie poprawić wszystko, aby tworzyło to jednolitą całość. Czy zatem jest sens dzielenia długaśnego tekstu po akapicie czy dwóch/filmu po kilka minut, żeby szybciej otrzymać tłumaczenie, skoro i tak zejdzie nam później masa czasu na poprawianie? Według mnie mija się to z celem. Lepiej, żeby tekst tłumaczył jeden tłumacz, a potem proofreader poprawiał rzeczywiście tylko to, co do niego należeć powinno - ortografię, interpunkcję, kwestie merytoryczne, ogólny styl i oczywiście spójność też, jednak na pewno będzie miał o wiele mniej pracy w tym zakresie.

Też jestem tego zdania. Ujednolicanie terminologii i praca nad ogólnym stylem tekstu złożonego z kawałków to czasem podwójna praca, która wcale nie pozwala skrócić proces tłumaczenia. No chyba, że korzystamy z bazy słownictwa, wtedy może pójść łatwiej.

empasik
12-10-2009, 00:29
Hej, wybaczcie, ale ostatnio jestem jakoś strasznie wyczulona na polską ortografię i rażą mnie błędy na forum :p Zresztą każdego tłumacza powinny chyba razić ;-) Zatem "rozbieżności", a nie tak jak powyżej (nie cytuję, żeby nie utrwalać błędów).

mój błąd przyznaję się bez bicia;) ale po 14 godzinach pracy niemal bez przerwy nawet Miodkowi ortografia siada :p

bisão
12-10-2009, 02:24
Też jestem tego zdania. Ujednolicanie terminologii i praca nad ogólnym stylem tekstu złożonego z kawałków to czasem podwójna praca, która wcale nie pozwala skrócić proces tłumaczenia. No chyba, że korzystamy z bazy słownictwa, wtedy może pójść łatwiej.

Moim zdaniem w przypadku gdy współpracuje ze sobą grupa składająca się z powyżej 4-5 tłumaczy bardzo ważne jest ich wcześniejsze przygotowanie i zapoznanie się z materiałem jeszcze PRZED pierwszym spotkaniem i „burzą mózgów”. Pozwala to już na wstępnym etapie pracy będą kłopotliwe, jaka terminologia będzie się przewijała, jakiego stylu powinniśmy się trzymać itp. Jeżeli do tego dołączymy kolejne elementy: sprawnego leader’a, proofreader’a, wyznaczenie deadline’ów z marginesem bezpieczeństwa… to powinno się udać 