View Full Version : Zmęczenie przy długich projektach - jak sobie z nim radzicie?
darkliquoredeyes
11-25-2009, 17:19
Czasami zdarza nam się tłumaczyć długie projekty, spędzając w danej tematyce kilka tygodni czy nawet miesięcy. Może to być tłumaczenie książki lub 50 raportów finansowych - jak by nie było, po pierwszej euforii, przeliczeniu projektu na pieniążki (tak, tak, zastrzyk gotówki zawsze się przyda, więc czemu by nie przyjąć zlecenia, skoro akurat niewiele do roboty na horyzoncie ;)), nasz zapał nieco opada. Już tyle przetłumaczyliśmy, a jeszcze tyle przed nami. A potem trzeba przez to wszystko jeszcze raz (a może i nie raz) przebrnąć przy self-proofreadingu. Przychodzi tzw. "zmęczenie materiału", nasza wydajność spada, a czas goni. Bywa, że nie wyrabiamy się ze swoim ambitnym limitem iluś tam stron dziennie. Co wtedy? Wiadomo, że dobrze zrobić sobie przerwę, a najlepiej kilkudniowe wakacje, ale nie zawsze deadline na to pozwala. Stąd moje pytanie - jak sobie radzicie w sytuacji, gdy podjęliście się jakiegoś projektu, jesteście half-way through i kompletnie nie macie już ochoty na niego patrzeć? Znacie jakieś sprawdzone sposoby na szybką relaksację i powrót do dobrej formy psychicznej/fizycznej? :)
Dorota Sałata
11-29-2009, 22:41
Ja robię wypad za miasto np. do lasu, długi spacer podczas, którego mogę rozkoszować się przyrodąi uwolnić myśli od tłumaczenia. W lecie jeśli deadline pozwala to jadę nad jezioro chociaż na kilka godzin by się pochlapać w wodzie i odświeżyć umysł.
darkliquoredeyes
11-30-2009, 22:23
Oczywiście - to świetna sprawa, jeśli tak jak napisała Dorota, termin pozwala. Jeśli jednak nie? :confused: Osobiście zauważyłam, że gdy naprawdę nie mogę sobie pozwolić nawet na taki kilkugodzinny "wypad nad jeziorko" czy jakąkolwiek inną formę dłuższej relaksacji i wypoczynku od tłumaczenia, to dużo pomaga mi dzielenie pozostałej do wykonania pracy na mniejsze części. W aplikacji webowej oprogramowania Across na przykład, tekst źródłowy jest od razu podzielony na segmenty dzięki czemu możemy sobie odliczyć i pozaznaczać paczki na przykład po 25 segmentów i po każdej takiej "działce" zrobić sobie dosłownie chwilę oddechu, np. włączyć ulubiony kawałek i potańczyć przed lustrem, wyjść ze śmieciami itd. ;-) Jest to o tyle dobre, że wciąż praca idzie do przodu, a im bliżej do końca, tym większa staje się motywacja do wysiedzenia jeszcze jednej godziny przed kompem. Podobnie w Tradosie - możemy sprawdzić ile już % przetłumaczyliśmy i po każdych kilku % oderwać się od monitorka.
Owszem dobry pomysl, na mnie rozplanowywanie pracy zawsze działało motywująco:) I takie drobne przerwy tez sa dobre.
Ale najlepsze jest cos, co pozwoli nam, chocby chwilowo, totalnie oderwac sie myslami od tłumaczenia którego mamy dosyc, chociazby i spacer do lasu. albo spotkanie ze znajomymi zeby zjac mysli tymczasowo czyms innym
moja kumpela ma jeszcze fajny sposob. po kazdym wydzielonym "unicie" pracy robi sobie mininagrode w postaci kostki czekolady :o
Ciekawym pomysłem jest tez np. obejrzenie odcinka ulubionego serialu czy przeczytanie chociaż paru stron książki ulubionego autora. Jakimś pomysłem może być też "odmóżdżenie się", czyli czynności nie wymagające specjalnej aktywności intelektualnej np. obejrzenie paru filmików, czy wizyty w serwisach demotywatory.pl, joemonster.org itp
moja kumpela ma jeszcze fajny sposob. po kazdym wydzielonym "unicie" pracy robi sobie mininagrode w postaci kostki czekolady :o
tylko że w takim przypadku, zbyt duża ilość zleceń może być zgubna dla jej figury:)
Ja robię wypad za miasto np. do lasu, długi spacer podczas, którego mogę rozkoszować się przyrodąi uwolnić myśli od tłumaczenia. W lecie jeśli deadline pozwala to jadę nad jezioro chociaż na kilka godzin by się pochlapać w wodzie i odświeżyć umysł.
Osobiście uważam, że takie rozwiązania nie są dobre, bo rozleniwiają. Dłuższą przerwę można zrobić dopiero po skończonym projekcie, bo po takim relaksie, jeszcze bardziej się nie chce. Jest tak przynajmniej w moim przypadku, za długie przerwy w pracy mnie zniechęcają.
Dobrym pomysłem na walkę ze zmęczeniem jest wysiłek fizyczny. Krótki seans na basenie czy na siłowni może naprawdę odświeżyć. Nie mówię tu o morderczym treningu, ale takim, ktory wystarczy do tego, żeby się spocić:)
darkliquoredeyes
12-14-2009, 23:56
tylko że w takim przypadku, zbyt duża ilość zleceń może być zgubna dla jej figury:)
Tak to jest z tymi małymi przyjemnościami w nagrodę - bywają zgubne. Przykładem może być też historyjka zasłyszana na innym forum: pracując przy nużących i długich projektach, pewna tłumaczka sprawdza sobie w tradosie co jakiś czas, ile procent tekstu już zrobiła. Podobno przy każdym checku, w ramach przerwy i odprężenia, robi sobie drink o takiej zawartości %, jaka wyświetla się w statystykach tradosa... :)
hmmm ;-)
Tak to jest z tymi małymi przyjemnościami w nagrodę - bywają zgubne. Przykładem może być też historyjka zasłyszana na innym forum: pracując przy nużących i długich projektach, pewna tłumaczka sprawdza sobie w tradosie co jakiś czas, ile procent tekstu już zrobiła. Podobno przy każdym checku, w ramach przerwy i odprężenia, robi sobie drink o takiej zawartości %, jaka wyświetla się w statystykach tradosa... :)
hmmm ;-)
Do tego tematu odnosi się artykuł Doroty Kowalskiej i Julii Lachowiczpt. "Tłumacze nie płaczą", który ukazał się w Gazecie Krakowskiej 23.11.2007. Oto jego fragment.
Tłumacze piją. W każdym razie wielu. Niektórzy przed, niektórzy po tłumaczeniach. Pierwsi, żeby dodać sobie animuszu, drudzy, by odreagować stres. - Nadużywanie alkoholu to częsty problem wśród tłumaczy - przyznaje Andrzej Hildebrandt (mówi, że sam woli odstresowywać się szermierką). W środowisku krążą takie historie jak ta o etatowej tłumaczce Józefa Cyrankiewicza, premiera PRL (od początku lat 50. do 1970 roku), która zanim ruszyła do akcji, zawsze pociągała kilka łyków z noszonej w torebce piersiówki. Jeden z właścicieli firm zatrudniających tłumaczy wspomina, że kiedyś dostał od klienta alarmujący telefon: zamówieni tłumacze nie dotarli na konferencję.
Wysłał tam zastępstwo, a sam ruszył na poszukiwanie swoich ludzi. Znalazł: w pokoju hotelowym, zalanych w trupa. Inny z jego podwładnych wyruszył na obsługę sympozjum do Zakopanego. Kiedy się tam nie pojawił, a żona uparcie twierdziła, że wyjechał z domu, zgłosili zaginięcie na policji. Człowiek znalazł się po tygodniu, na ławce przed swoim domem. Twierdził, że nic nie pamięta. - Ale przysięgam, nie wszyscy pijemy - śmieje się Agnieszka Nowińska. Ona, kiedy czuje, że zżera ją stres, sprząta mieszkanie albo zajada się figami, orzechami, czekloladą. No dobrze, to też uzależnienie.
A oto całość artykulu dla zainteresowanych:
http://www.textum.pl/tlumaczenia/portal_tlumaczy/informacje/zawod_tlumacza/artykuly/tlumacze_nie_placza.html
darkliquoredeyes
12-16-2009, 12:26
Dokładnie :) Wynika z tego, że tłumacz może być narażony na wiele chorób: nie tylko na uzależnienia, ale też wszelkie choroby spowodowane stresem (a niestety czasami sam stres wystarczy, aby coś się przyplątało), choroby dłoni i nadgarstków lub stawów od ciągłego stukania w klawiaturę, przypadłości kręgosłupa od wymuszonej pozycji siedzącej, a jak się dużo ustnie tłumaczy trzeba uważać też na gardło itd. Dlatego jestem zdania, że chociaż tłumacz nie chodzi do pracy codziennie, to wcale nie pracuje mniej niż inni. Być może godzinowo mniej, ale na pewno nie pod względem wysiłku. Wydaje się, że tłumacze mają trochę więcej wolnego czasu niż ludzie pracujący w innych zawodach i myślę, że czas ten dobrze jest spożytkować na regenerację ciała i ducha, uprawiać sport itd. Do tego trzeba jednak trochę samodyscypliny, której czasami brakuje, bo tak słodko poleniuchować w domu i po prostu nie robić nic...
Dokładnie :) Wynika z tego, że tłumacz może być narażony na wiele chorób: nie tylko na uzależnienia, ale też wszelkie choroby spowodowane stresem (a niestety czasami sam stres wystarczy, aby coś się przyplątało), choroby dłoni i nadgarstków lub stawów od ciągłego stukania w klawiaturę, przypadłości kręgosłupa od wymuszonej pozycji siedzącej, a jak się dużo ustnie tłumaczy trzeba uważać też na gardło itd. Dlatego jestem zdania, że chociaż tłumacz nie chodzi do pracy codziennie, to wcale nie pracuje mniej niż inni. Być może godzinowo mniej, ale na pewno nie pod względem wysiłku. Wydaje się, że tłumacze mają trochę więcej wolnego czasu niż ludzie pracujący w innych zawodach i myślę, że czas ten dobrze jest spożytkować na regenerację ciała i ducha, uprawiać sport itd. Do tego trzeba jednak trochę samodyscypliny, której czasami brakuje, bo tak słodko poleniuchować w domu i po prostu nie robić nic...
hm to czy mniej pracuje to raczej kwestia zleceń, bo np jeśli ma jakis deadline na ksiazke albo caly sezon serialu;) to nie ma przebacz, pracuje całymi dniami/nocami. A praca, owszem, jest bardzo meczaca i stresujaca, z artykułu który ostatnio tlumaczylam dowiedzialam sie ze tłumaczenie symltaniczne jest jednym z najbardziej obciazajacych zadan jakie moze wykonac mozg człowieka. I ze np tłumacze tłumaczący symultanicznie na odległosc (za pomoca komputera) maja powazne problemy ze zdrowiem
Oprócz tego pewnym pomyslem na skuteczne rozbudzenie, gdy zasypiamy nad naszym dlugim projektem;), moze byc zaspiewanie głośno ulubionej piosenki :)
darkliquoredeyes
12-16-2009, 22:22
hm to czy mniej pracuje to raczej kwestia zleceń, bo np jeśli ma jakis deadline na ksiazke albo caly sezon serialu;) to nie ma przebacz, pracuje całymi dniami/nocami.
Tak, ale po tych ciężkich dniach i nocach, trwających powiedzmy miesiąc, zarobi czasami tyle, że przez kolejnych 30 dni może spokojnie odpoczywać. Oczywiście jeśli nie jest pracoholikiem. Średnio dawało by to 6 miesięcy pracy w roku i 6 urlopu. Chyba nieźle? ;-) Wiem, że to raczej tylko hipotetyczna sytuacja, bo rzadko zdarza się pracować nad samymi dużymi zleceniami, nie mniej jednak właśnie w przypadku stałej współpracy z jakimś wydawnictwem czy przy tłumaczeniach filmowych teoretycznie jest to możliwe.
Dobrym pomysłem na walkę ze zmęczeniem jest wysiłek fizyczny. Krótki seans na basenie czy na siłowni może naprawdę odświeżyć. Nie mówię tu o morderczym treningu, ale takim, ktory wystarczy do tego, żeby się spocić:)
Próbowałam i rzeczywiście działa, ale tylko przez dwie godziny po takim zmęczeniu fizycznym jest się pełnym energii i sił, później pada się z nóg, więc ostatecznie traci się dużo czasu na dotarcie np. na basen i samo pływanie, a później szybciej odczuwa się zmęczenie. Chociaż gdy projekt trwa naprawdę długo, nie ma innego wyjścia, trzeba wyjść z domu i w jakikolwiek sposób odstresować i odprężyć się, a wysiłek fizyczny jest w tym wypadku jednym z najlepszych wyjść.
Hm cóż, miła perspektywa, można poharować przez pół roku jak sie wie ze drugie pół będzie się na wakacjach:o
Lecz mysle ze łatwo mozna popasc w pracoholizm w tym zawodzie, zwlaszcza ze te stawki nie sa jednak raczej az tak wysokie jakby sie wydawalo i zeby dobrze zarobic trzeba by jednak pracowac wiecej niz poł roku. No i coż, life is brutal, dobrze płatne większe zlecenia nie zdarzaja sie tak często jak byśmy chcieli. Wiekszość to po prostu drobnica
hm to czy mniej pracuje to raczej kwestia zleceń, bo np jeśli ma jakis deadline na ksiazke albo caly sezon serialu;) to nie ma przebacz, pracuje całymi dniami/nocami. A praca, owszem, jest bardzo meczaca i stresujaca, z artykułu który ostatnio tlumaczylam dowiedzialam sie ze tłumaczenie symltaniczne jest jednym z najbardziej obciazajacych zadan jakie moze wykonac mozg człowieka. I ze np tłumacze tłumaczący symultanicznie na odległosc (za pomoca komputera) maja powazne problemy ze zdrowiem
Wszyscy czynni zawodowo tłumacze narzekają na to, że śpią po 4 godziny na dobę i tak jest ciągle, tym bardziej jeśli decydują się na złożenie rodziny, o którą czasami trzeba zadbać. Co za tym idzie, po kilku latach mają poważnie problemy zdrowotne. Dlatego warto się zastanowić nad ilością przyjmowanych zleceń, żeby nie zarobić sobie po prostu na sanatorium.
Jeśli nie mamy zbyt dużo czasu, warto wyjść chociaż na 20 minut na spacer, szczególnie gdy na dworze jest chłodniej, co może nas trochę rozbudzić. Poza tym warto też pamiętać o częstym wietrzeniu pomieszczenia, w którym przebywamy tłumacząc, wtedy nasz mózg pracuje bardziej wydajnie.
Podczas gdy tłumaczymy książkę, często mamy mnóstwo pomysłów, trudno zdecydować się na jedno wyjście, a im częściej robimy self-proofreading, tym mamy większe wątpliwości. Niezbędna jest wtedy konsultacja z innym tłumaczem, bądź nawet osobą, która w ogóle nie zna języka wyjścowego, aby zorientować się czy czytane przez nią tłumaczenie jest dla niej w pełni zrozumiałe i czy czyta się je lekko.
Gdy siedzimy po kilkanaście godzin dziennie nad projektem, śpiąc po 4 godziny na dobę, odczuwamy wielkie zmęczenie fizyczne i nie jesteśmy w stanie dłużej tego wytrzymać. Wtedy zbawienne okazują się krótkie drzemki. Być może czytaliści o "power naps". One naprawdę działają. Trzeba tylko pamiętać, że taka drzemka, stosowana w przypadku nieregularnego, przerywanego i krótkiego snu, nie może trwać dłużej niż 25 minut. Ten czas liczymy już od momentu położenia się, nawet jeśli w ciągu tego czasu nie uda nam się zasnąć, liczy się sam fakt, że w tym czasie odpoczywaliśmy. Z czasem organizm powinien nauczyć się zasypiać w tak krótkim czasie.
darkliquoredeyes
12-17-2009, 10:45
Przy takich drzemkach trzeba mieć ogromną samodyscyplinę, żeby po tych 25 minutach wstać. W przypadku osób, które uwielbiają spać czasami jest to niewykonalne - ja na przykład przestawiam budzik o kolejne 15 minut i dalej śpię :p Zazwyczaj udaje mi się wstać po ok. godzinie, czasami po dwóch. Oczywiście mam na myśli te krótki drzemki w ciągu dnia, a nie ranne wstawanie, chociaż z tym też bywa różnie... Zgadzam się, że generalnie lepiej się położyć niż zasypiać przed komputerem, nawet gdybyśmy mieli spać trochę dłużej niż 25 minut.
JoannaPietrak
12-19-2009, 16:12
W zupełności się zgadzam. Ja po prostu nie wyobrażam sobie żebym mogła wstać po 25 minutach. Poza tym w ogóle nie jestem w stanie wyobrazić sobie spania w dzień. Kiedy świeci słońce i jest jasno to nie jestem w stanie zasnąć, żebym nie wiem jak była zmęczona. Takie leżenie i udawanie, że odpoczywam wyprowadza mnie jeszcze bardziej z równowagi.
Wydaje mi się, że przy bardzo dużym zmęczeniu po prostu trzeba podarować sobie jedną noc i przespać jakieś 10 godzin bez przerwy, żeby zregenerować organizm. Zawsze lepiej naprawdę odpocząć i z nowymi siłami przystąpić do pracy niż ślęczeć nad czymś kolejną noc nie do końca "kontaktując". Ja zawsze tak to sobie tłumaczę. Wolę już lepiej wykonać swoją pracę w krótszym czasie niż siedzieć te kilka godzin dłużej ale pracując mało wydajnie i wykonując tłmaczenie niskiej jakości.
No tak, oczywiście nie mogą takich drzemek stosować osoby, które ogólnie mają problemy ze wstawaniem. Samodyscyplina jest tu na pewno najważniejsza. Ja akurat wiem, że muszę wstawać natychmiast po usłyszeniu budzika bo w przeciwnym razie zasnę na kolejne dwie godziny, dlatego też stosowanie drzemek nie sprawia mi najmniejszego problemu :)
darkliquoredeyes
12-25-2009, 22:47
Super, podziwiam. Mówi się, że to jak szybko ktoś wstaje po przebudzeniu świadczy o jego witalności ;p Jednak ja się z tym nie zgadzam. Zazwyczaj mam dużo energii i sporo ruchu, a jednak spać bym mogła bez końca, nawet jak trzeba wstać "do szkoły"... Z kolei przy takiej 10-cio godzinnej nocce i tak bym chyba nie zasnęła mając psychiczny ciężar, że jeszcze tyyyle nie zrobione. Już chyba drzemki będą dla mnie lepszą opcją.
A co sądzicie o tzw. używkach? Pomaga Wam w ogóle kawa? Ja na przykład bardzo mało pijam już kawy, bo i tak mogę zaraz po niej zasnąć bez większych problemów. Lubię pić za to mocną herbatę - podobno podnosi ciśnienie nieco wolniej niż kawa, ale na dłużej, zatem dłużej jesteśmy awake. Przyznam też, że czasami wspomagam się puszką energizera.
Dokładnie :) Wynika z tego, że tłumacz może być narażony na wiele chorób: nie tylko na uzależnienia, ale też wszelkie choroby spowodowane stresem (a niestety czasami sam stres wystarczy, aby coś się przyplątało), choroby dłoni i nadgarstków lub stawów od ciągłego stukania w klawiaturę, przypadłości kręgosłupa od wymuszonej pozycji siedzącej, a jak się dużo ustnie tłumaczy trzeba uważać też na gardło itd. Dlatego jestem zdania, że chociaż tłumacz nie chodzi do pracy codziennie, to wcale nie pracuje mniej niż inni. Być może godzinowo mniej, ale na pewno nie pod względem wysiłku. Wydaje się, że tłumacze mają trochę więcej wolnego czasu niż ludzie pracujący w innych zawodach i myślę, że czas ten dobrze jest spożytkować na regenerację ciała i ducha, uprawiać sport itd. Do tego trzeba jednak trochę samodyscypliny, której czasami brakuje, bo tak słodko poleniuchować w domu i po prostu nie robić nic...
Tłumacze są narażeni na różne schorzenia szczególnie te związane ze stresem. Słyszałam kiedyś, że poziom stresu w przypadku tłumacza jest taki sam jak u pilota odrzutowca, dlatego koniecznie trzeba rozładować nerwy. U mnie sprawdza się wysiłek fizyczny: siłownia, aerobik lub bieganie. Oprócz tego, że w ten sposób można rozładować negatywne emocje, to przy wysiłku fizycznym wydzielają się hormony szczęścia. Jeśli chodzi o samodyscyplinę to uważam, że sam zawód tłumacza wymaga dużo samodyscypliny. Jej wykorzystanie w przypadku ćwiczeń fizycznych powinno nam przychodzić z łatwością.
darkliquoredeyes
12-27-2009, 14:00
Czasami jest tak, że samodyscyplinę posiadamy tam, gdzie koniecznie musimy coś zrobić. Jeśli czegoś nie musimy robić - tym trudniej się do tego zabrać, przynajmniej część osób tak ma. I nawet argumenty dotyczące zdrowia i kondycji psychicznej nie przekonują na tyle, żeby wyjść na basen (no niestety, wrodzone lenistwo prędzej czy później daje się we znaki). Myślę, że w takiej sytuacji fajnie umówić się na sport w parze lub w grupie przyjaciół - wtedy milej nam upłynie czas i przy okazji zrobimy też coś pożytecznego dla ciała. Albo zapisać się na jakieś sporty grupowe - to taki paradoks - jak za coś płacimy, mamy większą motywację, żeby wybrać się na ten aerobik niż gdy za darmo możemy zrobić sobie sesję na rowerku treningowym, który od dawna kurzy się w pokoju - to przykład z autopsji...
vBulletin v3.7.2, Copyright ©2000-2012, Jelsoft Enterprises Ltd.