View Full Version : "wydalanie" języka
estudiante
11-22-2009, 22:34
"Grecki odpowiednik dla słowa „tłumacz" brzmi hermêneus i jest to bezpośrednie nawiązanie do boga o imieniu Hermes."
Tym jakże budującym zdaniem rozpoczyna się artykuł pt. "Hermes - bóg tłumaczy. Geneza języka i prehistoria procesu tłumaczenia" Można obrosnąć w piórka, uświadomiwszy sobie rolę odgrywaną przez tłumacza już w starożytnych społeczeństwach. A jeszcze do tego boski poprzednik- prestiż zawodu wzrasta :) Ale autor artykułu, Alex Gross, zgrabnie przechodzi od boskiego pośrednika do swojej teorii genezy języka, wyprowadzając wzór (w przybliżeniu):
wydalanie + ewolucja= język współczesnej istoty ludzkiej
I ja już nie czuję się prestiżowo:)
Artykuł kontrowersyjny, zapraszam do dyskusji.
estudiante
11-22-2009, 22:35
A no i oczywiście link do artykułu:)
http://mlingua.pl/articles,show,pol,218,1
estudiante
11-25-2009, 13:05
„Gdy król Persji wysłał posłańców do Grecji razem z tłumaczem, aby zażądać ziemi i wody jako uznania podbojów, Temistokles za przyzwoleniem ludzi pochwycił tłumacza i uśmiercił go za próby ogłoszenia barbarzyńskich rozkazów i wyroków w języku greckim. To jedno z jego działań, za które został potępiony..."
"Motywy tłumacza mogły być łatwo niezrozumiane, nawet przez bliskich mu ludzi. Nie można się także spodziewać nadmiernej popularności wśród członków przeciwnych grup."
Może się widawac, że podejście do tego zawodu nie zmieniło się tak bardzo na przestrzeni lat. Często słyszy się o próbach zrzucenia winy na tłumacza, jeśli nie udaje się komuś wygrac w sądzie, poczuje się urażony artykułem w gazecie itp. Oczywiście, wszyscy jesteśmy omylni, ale czy nie jest tak, że to właśnie tłumacz jest osobą, na którą najłatwiej zrzucic odpowiedzialnośc?
Oczywiście "zawsze ktoś musi być winny", a jeśli w grę wchodziło tłumaczenie to całą odpowiedzialność można zrzucić na jego twórcę. Dlatego też zawód tłumacza należy do niezwykle trudnych - z jednej strony przez ogrom wiedzy, jaką tłumacz musi posiąść, z drugiej przez odpowiedzialność, jaka na nim spoczywa. Zdarzają się "wpadki", dlatego warto się ubezpieczyć od odpowiedzilności cywilnej. A jeśli ktoś, chce zwrócić nam uwagę na jakoś naszej pracy lub obwinić za niepowodzenie, należy spokojnie wysłuchać uwag, bo kłotnia w takiej sytuacji na pewno nam nie pomoże. A zawsze znajdą się tacy, którzy wiedzą lepiej. Tylko czy warto wdawać się z nimi w dyskusje?
darkliquoredeyes
11-25-2009, 18:08
Jak to się mówi "klient - nasz pan" i jeśli uważa, że coś powinniśmy w tłumaczeniu zmienić, to należałoby się raczej dostosować niż forsować swoje argumenty. Oczywiście, jeśli ewidentnie miałoby to być błędne tłumaczenie, to warto podać uzasadnienie swojej wersji, aby klient był chociaż świadomy pewnych okoliczności, które motywują wybór takiego a nie innego "odpowiednika".
Prestiż zawodu jest niewątpliwie ogromny, skoro już w starożytności był on wyróżniany:) nie oznacza to jednak, że tłumacz wie wszystko lepiej. Jeśli klient zwraca nam na coś uwagę, warto czasami posłuchać jego sugestii i przedyskutować możliwe warianty. A jeśli nie jesteśmy pewni jakiegoś specjalistycznego słowa, sami powinniśmy pytać, bo to właśnie nasz zleceniodawca jest specem w danej dziedzinie i posiada szeroką wiedzę merytoryczną.
estudiante
11-25-2009, 22:32
Zgadzam się w zupełności. Wszystko co tyczy się kompetencji tłumacza i poprawnego wykonywania zawodu nie podlega dyskusji. Jednak zdarzają się sytuacje, gdzie osoba trzecia podważa działania tłumacza, w celu uzyskania własnych korzyści, np. w sprawach sądowych, żeby opóźnić rozstrzygnięcie procesu. Niestety, świadczy to o tym, jak traktuje się zawód tłumacza w społeczeństwie.
estudiante
11-25-2009, 22:49
Kiedyś miałam taką sytuację- trochę śmieszną, trochę irytującą. Tłumaczyłam w salonie fryzjerskim w Irlandii, oczywiście nie było to zlecenie, tylko w sumie przypadek. Szefowa poprosiła, żebym przetłumaczyła polskiej fryzjerce, co klientka życzy sobie na głowie. Przetłumaczyłam, potwierdziłyśmy wspólne wersje, panie jeszcze dogadały się na migi i wszystko było w niby porządku. Do momentu, kiedy klientka zobaczyła się w lustrze i stwierdziła, że jej się nie podoba i nie zapłaci. Oczywiście kto był winny? No tłumacz. A przecież niezadowolonym z fryzury można być i u "rodzimego" fryzjera. Ale to było pierwsze, co się ludziom nasuwa w takich sytuacjach. Za parę dni przyszła i powiedziała, że jednak jej się podoba i zapłaci. Ale "mud seemed to stick":)
JoannaBielecka
11-30-2009, 08:24
Często słyszy się o próbach zrzucenia winy na tłumacza, jeśli nie udaje się komuś wygrac w sądzie, poczuje się urażony artykułem w gazecie itp.
Niestety, często tak właśnie jest:( Jednak, jeśli ktoś jest rozsądny, nie zwala winy na tłumacza. Chyba jak w każdym zawodzie "usługowym" są przeróżni klienci.
JoannaBielecka
11-30-2009, 08:34
Zgadzam się w zupełności. Wszystko co tyczy się kompetencji tłumacza i poprawnego wykonywania zawodu nie podlega dyskusji. Jednak zdarzają się sytuacje, gdzie osoba trzecia podważa działania tłumacza, w celu uzyskania własnych korzyści, np. w sprawach sądowych, żeby opóźnić rozstrzygnięcie procesu. Niestety, świadczy to o tym, jak traktuje się zawód tłumacza w społeczeństwie.
Sytuacja, którą opisujesz nie jest "osobista",nie chodzi o personalne animozje, ale o to, że tonący brzytwy się chwyta i jak ma pójść siedzieć, to będzie próbował wszystkiego, aby tego uniknąć. Nie ma co się oburzać, bo to nic personalnego, a dla tłumacza nie jest żadną ujmą na honorze, że znalazł się w takiej sytuacji (jeśli oczywiście jego tłumaczenie się broni). Choć z pewnością jest to niemiła i trudna sytuacja nie do pozazdroszczenia.http://forum.mlingua.pl/images/icons/icon13.gif
JoannaBielecka
11-30-2009, 08:35
Zgadzam się w zupełności. Wszystko co tyczy się kompetencji tłumacza i poprawnego wykonywania zawodu nie podlega dyskusji. Jednak zdarzają się sytuacje, gdzie osoba trzecia podważa działania tłumacza, w celu uzyskania własnych korzyści, np. w sprawach sądowych, żeby opóźnić rozstrzygnięcie procesu. Niestety, świadczy to o tym, jak traktuje się zawód tłumacza w społeczeństwie.
Sytuacja, którą opisujesz nie jest "osobista",nie chodzi o personalne animozje, ale o to, że tonący brzytwy się chwyta i jak ma pójść siedzieć, to będzie próbował wszystkiego, aby tego uniknąć. Nie ma co się oburzać, bo to nic personalnego, a dla tłumacza nie jest żadną ujmą na honorze, że znalazł się w takiej sytuacji (jeśli oczywiście jego tłumaczenie się broni). Choć z pewnością jest to niemiła i trudna sytuacja nie do pozazdroszczenia.
JoannaBielecka
11-30-2009, 08:50
Niestety, świadczy to o tym, jak traktuje się zawód tłumacza w społeczeństwie.
Hmmm...szczerze mówiąc osobiście uważam, że jest to jeden z najbardziej prestiżowych zawodów. Chyba każdy przeciętnie wykształcony człowiek jest w stanie wymienić nazwisko chociaż jednego tłumacza. Są i ciężkie chwile, jak w każdym innym zawodzie, ale też i wiele dobrych momentów, nie tylko związanych z naszą własnym spełnieniem zawodowym, ale też z reakcją innych np. jak podziękowania. Ogólnie, mam wrażenie, że "zawód tłumacza" traktuje się w społeczeństwie całkiem dobrze;)
JoannaBielecka
11-30-2009, 08:59
Niestety, często tak właśnie jest:( Jednak, jeśli ktoś jest rozsądny, nie zwala winy na tłumacza. Chyba jak w każdym zawodzie "usługowym" są przeróżni klienci.
Warto również pamiętać, że są też różni tłumacze, a czasami nawet "tłumacze". Na rynku zawsze jest jakiś margines niekompetentnych osób. Nie zawsze brak im wiedzy merytorycznej z języka czy technik translacji, często chodzi o brak profesjonalizmu: nie dotrzymywanie terminów, wymądrzanie się itp. W końcu dla nas to tylko kolejne zlecenie, jakieś tematy, które rzadko są nam bliskie;) dla klienta natomiast są to bardzo ważne sprawy i nie powinien czuć, że traktujemy go niepoważnie. Każde nasze nieprofesjonalne zachowanie, buduje negatywny obraz naszego zawodu, a każde pozytywne, fajne zachowanie pomaga budować szacunek dla tłumaczy. Ostatecznie, tłumacz to brzmi dumnie:D
melon_21
11-30-2009, 18:39
Hmmm...szczerze mówiąc osobiście uważam, że jest to jeden z najbardziej prestiżowych zawodów. Chyba każdy przeciętnie wykształcony człowiek jest w stanie wymienić nazwisko chociaż jednego tłumacza. Są i ciężkie chwile, jak w każdym innym zawodzie, ale też i wiele dobrych momentów, nie tylko związanych z naszą własnym spełnieniem zawodowym, ale też z reakcją innych np. jak podziękowania. Ogólnie, mam wrażenie, że "zawód tłumacza" traktuje się w społeczeństwie całkiem dobrze;)
Chyba się obracamy w różnych społeczeństwach.... Ja się jeszcze nie spotkałem z osobami szanującymi tłumaczy jakoś szczególnie. Ludzie raczej biorą tłumaczy i tłumaczenia "for granted", jak coś co im się należy (w przypadku mediów itp.) lub też jako kolejny wydatek formalny (przysięgli). Mamy o tyle szczęście, że nie jesteśmy medialnie (tłumacze SĄ raczej anonimowi, ja osobiście nigdy nie sprawdzałem, kto tłumaczy książkę, film, artykuł czy inne takie, a przy konferencyjnych to już w ogóle, mało kiedy tłumacze są przedstawiani) i politycznie chodliwym towarem (jak np lekarze), bo wtedy i na tłumaczach wieszano by psy dla osiągnięcia określonych korzyści...
melon_21
11-30-2009, 18:49
Prestiż zawodu jest niewątpliwie ogromny, skoro już w starożytności był on wyróżniany:) nie oznacza to jednak, że tłumacz wie wszystko lepiej. Jeśli klient zwraca nam na coś uwagę, warto czasami posłuchać jego sugestii i przedyskutować możliwe warianty. A jeśli nie jesteśmy pewni jakiegoś specjalistycznego słowa, sami powinniśmy pytać, bo to właśnie nasz zleceniodawca jest specem w danej dziedzinie i posiada szeroką wiedzę merytoryczną.
Akurat z tym wyróżnianiem w starożytności byłbym raczej ostrożny, jako że starożytni Grecy gloryfikowali też homoseksualizm (albo raczej biseksualizm) a widać jak to się teraz skończyło :P
Zgadzam się z Tobą, że warto współpracować z klientami w celu ulepszania jakości tłumaczenia. Warto też tworzyć własną siatkę ekspertów z różnych dziedzin, do których w razie czego można by zadzwonić z danym problemem... Taka siatka jest dodatkowo przydatna, gdy mamy do czynienia z klientem - burakiem, który sądzi, że powinniśmy wiedzieć wszystko ;)
melon_21
11-30-2009, 19:09
Może się widawac, że podejście do tego zawodu nie zmieniło się tak bardzo na przestrzeni lat. Często słyszy się o próbach zrzucenia winy na tłumacza, jeśli nie udaje się komuś wygrac w sądzie, poczuje się urażony artykułem w gazecie itp. Oczywiście, wszyscy jesteśmy omylni, ale czy nie jest tak, że to właśnie tłumacz jest osobą, na którą najłatwiej zrzucic odpowiedzialnośc?
Ja tam się ciesze, że podejście do tlumaczy zmieniło się na tyle, że teraz co najwyżej trzeba zapłacić odszkodowanie za ew. błędy (które i tak pokrywa ubezpieczyciel), a nie tak jak kiedyś głową... chociaż... kto wie co robią tłumaczom w Korei Płn, w Chinach czy na Śląsku... :D Ciekawych odsylam do filmu Team America: World Police (na youtube nie mogłem znaleźć właściwego klipu - sorki)
ewelinchen
11-30-2009, 19:57
Prestiż zawodu jest niewątpliwie ogromny, skoro już w starożytności był on wyróżniany:) nie oznacza to jednak, że tłumacz wie wszystko lepiej. Jeśli klient zwraca nam na coś uwagę, warto czasami posłuchać jego sugestii i przedyskutować możliwe warianty. A jeśli nie jesteśmy pewni jakiegoś specjalistycznego słowa, sami powinniśmy pytać, bo to właśnie nasz zleceniodawca jest specem w danej dziedzinie i posiada szeroką wiedzę merytoryczną.
Jeśli nie jesteśmy pewni jakiegoś słowa to najlepiej by było, żebyśmy spytali jakiegoś naszego "guru", czyli np byłego nauczyciela, innego tłumacza, znajomego który też wykonuje tę samą pracę. Ludzie przynoszą tłumaczenia często nie mając sami bladego pojęcia o co w danym tekście chodzi. Babcia, która dostała spadek po jakimś tam swoim wujku z Niemiec przynosi nam pismo sądowe związane z dziedziczeniem, to skąd ona może wiedzieć o co tam chodzi? Nasz zleceniodawca nie musi znać się na tym, co przynosi nam do tłuamczenia.
ewelinchen
11-30-2009, 20:06
Zgadzam się w zupełności. Wszystko co tyczy się kompetencji tłumacza i poprawnego wykonywania zawodu nie podlega dyskusji. Jednak zdarzają się sytuacje, gdzie osoba trzecia podważa działania tłumacza, w celu uzyskania własnych korzyści, np. w sprawach sądowych, żeby opóźnić rozstrzygnięcie procesu. Niestety, świadczy to o tym, jak traktuje się zawód tłumacza w społeczeństwie.
Nie tyle świadczy to o tym, że zawód tłumacza jest traktowany tak czy inaczej, ale przede wszystkim o tym, że jest to zawód bardzo trudny i odpowiedzialny. Tłumacząc, bierzemy na siebie odpowiedzialność np. tłumaczenie wyroków. Popełniając jakiś błąd możemy skazać więźnia na nie tę karę, na którą zasłużył.
ewelinchen
12-01-2009, 21:06
Prestiż zawodu jest niewątpliwie ogromny, skoro już w starożytności był on wyróżniany:) nie oznacza to jednak, że tłumacz wie wszystko lepiej. Jeśli klient zwraca nam na coś uwagę, warto czasami posłuchać jego sugestii i przedyskutować możliwe warianty. A jeśli nie jesteśmy pewni jakiegoś specjalistycznego słowa, sami powinniśmy pytać, bo to właśnie nasz zleceniodawca jest specem w danej dziedzinie i posiada szeroką wiedzę merytoryczną.
Tłumacz to profesja bodaj najbardziej prestiżowa wśród filologów i jedna z najbardziej atrakcyjnych. Co prawda, nie jest on bardzo widoczny w miejscach, gdzie pracuje (jego rolą jest tłumaczenie, a nie prezentowanie się mediom), jednak często pojawia się w ciekawych miejscach, w trakcie interesujących imprez, a jako autor tłumaczeń literackich jest znany z książek oraz czasopism. Jako tłumacz przysięgły należy do grupy zawodów wolnych stosunkowo nieźle wynagradzanych. Z tych wszystkich powodów tłumacz należy do zawodów elitarnych, szanowanych i nieźle wynagradzanych. Mniej więcej taką opinię opublikował Newsweek w którymś swoim wydaniu.
Z kolei "Przegląd" opublikował całkiem inną opinię : W odczuciu społecznym tłumacz to wyrobnik, coś w rodzaju sprzątaczki. Jeszcze literaccy są w miarę szanowani, także tłumacze negocjacji rządowych, ale tzw. użytkowi są w poważaniu. Przy tekstach prawniczych i technicznych negocjatorzy pochylają się nad każdym słowem, godzinami spierają się o terminy, a potem mówią: teraz to się przetłumaczy. A przecież Mr. się nie przetłumaczy. Tymczasem odpowiedzialność w tym zawodzie jest ogromna, źle przetłumaczona instrukcja budowy mostu może sprawić, że most się zawali.
Gdzie leży prawda?
Tłumacz to profesja bodaj najbardziej prestiżowa wśród filologów i jedna z najbardziej atrakcyjnych. Co prawda, nie jest on bardzo widoczny w miejscach, gdzie pracuje (jego rolą jest tłumaczenie, a nie prezentowanie się mediom), jednak często pojawia się w ciekawych miejscach, w trakcie interesujących imprez, a jako autor tłumaczeń literackich jest znany z książek oraz czasopism. Jako tłumacz przysięgły należy do grupy zawodów wolnych stosunkowo nieźle wynagradzanych. Z tych wszystkich powodów tłumacz należy do zawodów elitarnych, szanowanych i nieźle wynagradzanych. Mniej więcej taką opinię opublikował Newsweek w którymś swoim wydaniu.
Z kolei "Przegląd" opublikował całkiem inną opinię : W odczuciu społecznym tłumacz to wyrobnik, coś w rodzaju sprzątaczki. Jeszcze literaccy są w miarę szanowani, także tłumacze negocjacji rządowych, ale tzw. użytkowi są w poważaniu. Przy tekstach prawniczych i technicznych negocjatorzy pochylają się nad każdym słowem, godzinami spierają się o terminy, a potem mówią: teraz to się przetłumaczy. A przecież Mr. się nie przetłumaczy. Tymczasem odpowiedzialność w tym zawodzie jest ogromna, źle przetłumaczona instrukcja budowy mostu może sprawić, że most się zawali.
Gdzie leży prawda?
Hm to rzeczywiscie ciekawe ze dwa wydawnictwa wydrukowaly artykuly podające 2 tak rozne opinie na ten temat. Ale tak naprawde widze w tym po prostu odzwierciedlenie rzeczywistej opinii publicznej na temat tłumaczy. Ja zawsze uwazalam, ze tak, tłumacz to jest cos, obecny na waznych spotkaniach i wielkich galach, przekładający wspaniałe dzieła literackie, dzieki czemu wiele ludzi moze je poznac.
Ale to jest jedna strona medalu. Tzw "tlumacze dnia powszedniego" traktowani sa calkiem... powszednio. Czasami własnie mam wrazenie ze maja opinie ludzi od brudnej roboty. I w dodatku rzeczywiscie traktowani sa, jakby ich praca była "for granted", tak, tlumacz zawsze jest na miejscu, zrobi raz dwa. Nie dostrzega się jak wielka wiedza jest do tego potrzebna i ile pracy jest wlozone..
A mimo to mysle ze fajnie byc tlumaczem, bo ZAWSZE znajdzie sie ktos kto doceni, zrozumie i okaze podziw dla wlozonego wysilku:) Wtedy wszelka krytyka staje sie znosniejsza i daje sie zapomniec o szukajacych dziury w calym "wiedzacych lepiej"
hm a co do artykulu, to jest dosyc dziwny. po pierwsze czytajac go odnioslam wrazenie pewnego chaosu, niby poruszane tematy sa ciekawe, ale to jak autor skacze z tematu na temat nie ulatwia dopatrzenia sie w artykule jakiejs ogolej tezy. No ale doszlam do wniosku ze jest ich kilka, tak wiec np twierdzenie ze jezyk nie pojawil sie od tak, pstryk, z dnia na dzien. To by sie trzymało kupy, mozna by nawet zalozyc ze wywiodl sie od owego "spryskiwania", chociaz ja sadze ze po prostu w miare uplywu czasu wydawane przez ludzi dzwieki zaczely ksztaltowac sie w jakies konkretniejsze formy, wraz z tym jak ksztaltowaly sie ich narzady glosowe i tak powstal zapewne jezyk;)
Aha, dosyc ciekawe wydało mi sie twierdzenie pana Grossa, że skoro prehistoria to okres w ktorym nie bylo pisma, to ...trwa on nadal poniewaz w naszym spoleczenstwie nadal sa osoby niepismienne:D Taak, b ciekawa teoria :) Czy w takim razie prehistoria sie kiedys skonczy? Czy analfabetyzm w koncu calkiem zniknie? jak myslicie?
melon_21
12-02-2009, 21:07
Tłumacz to profesja bodaj najbardziej prestiżowa wśród filologów i jedna z najbardziej atrakcyjnych. Co prawda, nie jest on bardzo widoczny w miejscach, gdzie pracuje (jego rolą jest tłumaczenie, a nie prezentowanie się mediom), jednak często pojawia się w ciekawych miejscach, w trakcie interesujących imprez, a jako autor tłumaczeń literackich jest znany z książek oraz czasopism. Jako tłumacz przysięgły należy do grupy zawodów wolnych stosunkowo nieźle wynagradzanych. Z tych wszystkich powodów tłumacz należy do zawodów elitarnych, szanowanych i nieźle wynagradzanych. Mniej więcej taką opinię opublikował Newsweek w którymś swoim wydaniu.
Z kolei "Przegląd" opublikował całkiem inną opinię : W odczuciu społecznym tłumacz to wyrobnik, coś w rodzaju sprzątaczki. Jeszcze literaccy są w miarę szanowani, także tłumacze negocjacji rządowych, ale tzw. użytkowi są w poważaniu. Przy tekstach prawniczych i technicznych negocjatorzy pochylają się nad każdym słowem, godzinami spierają się o terminy, a potem mówią: teraz to się przetłumaczy. A przecież Mr. się nie przetłumaczy. Tymczasem odpowiedzialność w tym zawodzie jest ogromna, źle przetłumaczona instrukcja budowy mostu może sprawić, że most się zawali.
Gdzie leży prawda?
Ja bym się bardziej skłaniał, że ogólna opinia jest taka jak w opinii przeglądu. Zwłaszcza teraz, kiedy praktycznie każdy liznął już jakiegoś języka obcego :D (ładnie brzmi :) ) i wielu osobom niewtajemniczonym wydaje się, że tłumaczenie to takie hop siup...
melon_21
12-02-2009, 21:12
hm a co do artykulu, to jest dosyc dziwny. po pierwsze czytajac go odnioslam wrazenie pewnego chaosu, niby poruszane tematy sa ciekawe, ale to jak autor skacze z tematu na temat nie ulatwia dopatrzenia sie w artykule jakiejs ogolej tezy. No ale doszlam do wniosku ze jest ich kilka, tak wiec np twierdzenie ze jezyk nie pojawil sie od tak, pstryk, z dnia na dzien. To by sie trzymało kupy, mozna by nawet zalozyc ze wywiodl sie od owego "spryskiwania", chociaz ja sadze ze po prostu w miare uplywu czasu wydawane przez ludzi dzwieki zaczely ksztaltowac sie w jakies konkretniejsze formy, wraz z tym jak ksztaltowaly sie ich narzady glosowe i tak powstal zapewne jezyk;)
w sumie krztałtowanie się języka można zobaczyć na przykładzie dzieci. Też zaczynają od pisków i skrzeków, z czasem formułując coraz bardziej wyszukane elementy... Swoją drogą zapewne początki języka/języków skupiały się głównie na wyrazach dźwiękonaśladowczych, których w dalszym ciągu jest całkiem sporo... choćby "mama" i "tata", ale także n.p. "kwiczeć", "szczekać", "cyc" (ostatni przykład z wykładu prof. Miodka:) )
Hm, a wracajac do teorii jakoby jezyk rozwinal się z "opryskiwania", osmiele sie nie do konca zgodzic, gdyz sam fakt znaczenia terenu nie jest jednoznaczny z przekazywaniem informacji, gdyz przede wszystkim zwierzeta komunikuja sie za pomoca wydawanych odglosow. Sposob rozumowania nie powinien byc wiec chyba az tak prosty ("opryskiwanie" -> mowa). To samo dotyczy malp -to ze nie uzywaja metody "spryskiwania" nie oznacza ze sie nie porozumiewaja tak jak inne zwierzeta, w koncu tez nie wszystkie to robia... Darwinizm wiec jak zwykle moze zostac podwazony... ;)
ewelinchen
12-03-2009, 10:25
"Hermes był bogiem tłumaczenia, bystrości, podstępnej improwizacji, a przekład w formie pisemnej był kolejnym etapem rozwoju". Ok, z tym się zgadzam, tłumacze mogą improwizować, a nawet czasem muszą i powinni, muszą być bystrzy, żeby "załapać" o co chodzi klientowi którego tłumaczymy , ale, nie rozumiem dlaczego tłumacz z greki jest też tłumaczony jako: pośrednik, mediator, agent do spraw interesów, negocjator, a nawet swat, i tak też często jest traktowany.Tłumacze mają zająć się tłumaczeniem, a nie być np negocjatorami podczas rozmowy, to już nie nasza działka.
ewelinchen
12-03-2009, 10:28
W artykule wymienionym w pierwszym wątku autor przytacza pewną historię :
" Niektórzy z moich znajomych tłumaczy sądowych opowiedzieli mi kilka raczej nieprzyjemnych sytuacji, w których jedna ze stron procesu - prawdopodobnie częściej chodzi o pozwanego - wywierała na nich presję, aby używali języka bardziej sprzyjającego ich stronie."
Bez przesady, i tak tłumacze mają ogromną presję np w tłumaczeniu wyroków żeby np nikogo nie skrzywdzić, żeby sie nie pomylić etc, a jak jeszcze dochodzi taka sytuacja to to jest straszne.
aleksandra.antoniak
12-03-2009, 14:24
Jak to się mówi "klient - nasz pan" i jeśli uważa, że coś powinniśmy w tłumaczeniu zmienić, to należałoby się raczej dostosować niż forsować swoje argumenty. Oczywiście, jeśli ewidentnie miałoby to być błędne tłumaczenie, to warto podać uzasadnienie swojej wersji, aby klient był chociaż świadomy pewnych okoliczności, które motywują wybór takiego a nie innego "odpowiednika".
no oczywiście jeżeli byłoby to błędem to tłumacza to nalezy tlumaczenie zmienic, często jest jednak tak że klientowi wydaje sie że jest blad w tlumaczeniu bo zna troche angielskiego, jednak jest zupelnie inaczej :)
aleksandra.antoniak
12-03-2009, 14:28
Aha, dosyc ciekawe wydało mi sie twierdzenie pana Grossa, że skoro prehistoria to okres w ktorym nie bylo pisma, to ...trwa on nadal poniewaz w naszym spoleczenstwie nadal sa osoby niepismienne:D Taak, b ciekawa teoria :) Czy w takim razie prehistoria sie kiedys skonczy? Czy analfabetyzm w koncu calkiem zniknie? jak myslicie?
myśle ze niestety nie zniknie..baaa..wszystko zmierza w odwrotnym kierunku niz powinno, uwsteczniamy sie jezeli chodz o jezyk. Udowadnia to przyklad chocby dzieci ktorymi sie teraz opiekuje, nie czytaja, nie pisza tylko siedza przed komputerem, z tego wlasnie biera sie wszystkie dysfunkcje.
aleksandra.antoniak
12-03-2009, 14:30
Hmmm...szczerze mówiąc osobiście uważam, że jest to jeden z najbardziej prestiżowych zawodów. Chyba każdy przeciętnie wykształcony człowiek jest w stanie wymienić nazwisko chociaż jednego tłumacza. Są i ciężkie chwile, jak w każdym innym zawodzie, ale też i wiele dobrych momentów, nie tylko związanych z naszą własnym spełnieniem zawodowym, ale też z reakcją innych np. jak podziękowania. Ogólnie, mam wrażenie, że "zawód tłumacza" traktuje się w społeczeństwie całkiem dobrze;)
Niestety nie mogę sie zgodzic z Twoja wypowiedzia. Tlumacz uwazany jest za osobe zbedna, ktora w jakims tam stopniu zna jezyk obcy i bez wiekszego przygotowania czy stresu jest w stanie przetlumaczyc wszystko - wkoncu skonczyla filologie.
aleksandra.antoniak
12-03-2009, 14:32
Kiedyś miałam taką sytuację- trochę śmieszną, trochę irytującą. Tłumaczyłam w salonie fryzjerskim w Irlandii, oczywiście nie było to zlecenie, tylko w sumie przypadek. Szefowa poprosiła, żebym przetłumaczyła polskiej fryzjerce, co klientka życzy sobie na głowie. Przetłumaczyłam, potwierdziłyśmy wspólne wersje, panie jeszcze dogadały się na migi i wszystko było w niby porządku. Do momentu, kiedy klientka zobaczyła się w lustrze i stwierdziła, że jej się nie podoba i nie zapłaci. Oczywiście kto był winny? No tłumacz. A przecież niezadowolonym z fryzury można być i u "rodzimego" fryzjera. Ale to było pierwsze, co się ludziom nasuwa w takich sytuacjach. Za parę dni przyszła i powiedziała, że jednak jej się podoba i zapłaci. Ale "mud seemed to stick":)
Bardzo ryzykowne ;) ja nigdy nie jest zadowolna z frzjera wiec chyba musze skorzystac z takiego rozwiazania, przynajmniej nie bede musiala placic ;)
aleksandra.antoniak
12-03-2009, 14:34
Chyba się obracamy w różnych społeczeństwach.... Ja się jeszcze nie spotkałem z osobami szanującymi tłumaczy jakoś szczególnie. Ludzie raczej biorą tłumaczy i tłumaczenia "for granted", jak coś co im się należy (w przypadku mediów itp.) lub też jako kolejny wydatek formalny (przysięgli). Mamy o tyle szczęście, że nie jesteśmy medialnie (tłumacze SĄ raczej anonimowi, ja osobiście nigdy nie sprawdzałem, kto tłumaczy książkę, film, artykuł czy inne takie, a przy konferencyjnych to już w ogóle, mało kiedy tłumacze są przedstawiani) i politycznie chodliwym towarem (jak np lekarze), bo wtedy i na tłumaczach wieszano by psy dla osiągnięcia określonych korzyści...
Hheheh okreslenie "for granted"pasuje w tym przypadku idealnie. Podzielam Twoje zdanie.
aleksandra.antoniak
12-03-2009, 14:35
A mimo to mysle ze fajnie byc tlumaczem, bo ZAWSZE znajdzie sie ktos kto doceni, zrozumie i okaze podziw dla wlozonego wysilku:) Wtedy wszelka krytyka staje sie znosniejsza i daje sie zapomniec o szukajacych dziury w calym "wiedzacych lepiej"
Taaaak na takie chwile warto czekać :)
vBulletin v3.7.2, Copyright ©2000-2012, Jelsoft Enterprises Ltd.