PDA

View Full Version : Tłumaczenie a gatunek filmowy


agnieszkak
11-21-2009, 15:09
Natknęłam się na artykuł ABC tłumaczenia filmowego i chciałabym zapytac Was o pewne kwestie, które zostały w nim poruszone. http://mlingua.pl/articles,show,pol,213,1

Czy rzeczywiście skrypt filmowy jest wspaniałą metodą do nauki słownictwa? Przecież jak wiadomo w przypadku napisów, tekst źródłowy jest baaaardzo okrajany, niekiedy cenzurowany.

A ponadto, czy zgadzacie się, że np. w westernie wyrażenie typu „to flog a dead horse" powinno zostać przetłumaczone z użyciem słowa koń, nawet jeżeli w kulturze docelowej funkcjonuje inny odpowiednik? Stawiając ogólniejsze pytanie: do jakiego stopnia gatunek filmu determinuje jego tłumaczenie?

darkliquoredeyes
11-21-2009, 16:14
Skrypt filmowy jako metoda nauki słownictwa - to zależy dla kogo. Nie każdemu widzowi odpowiadają napisy jako sama forma tłumaczenia filmu, w związku z czym pewnie trudno będzie jeszcze czegoś się przy tym nauczyć. Jeśli jednak oglądanie filmu z napisami preferujemy wobec innych form tłumaczenia typu dubbing czy voiceover, to w takim wypadku jak najbardziej możliwa jest nauka słownictwa w języku obcym. Z pewnym zastrzeżeniem - jest to według mnie metoda nauki słownictwa użyteczna dla osób z dość zaawansowaną już znajomością języka obcego, które i tak bardziej oglądają film w oryginale niż czytają napisy pod wyświetlającymi się klatkami. Wtedy napisy stanowią taki ogólny feedback na temat znaczenia danego słowa czy wyrażenia, które jest nowe dla użytkownika, chociaż często może być to dość ogólna informacja, a nie skonkretyzowane znaczenie tego słowa. Można się w ten sposób dokształcić czy poszerzyć znajomość kontekstu w jakim słowo/wyrażenie występuje, jednak nie liczmy na podawanie słownikowych definicji w tłumaczeniu skryptu! Substitles już ze względu na samą swoją formę muszą często stanowić takie résumé wypowiedzi aktorów (podobnie jak na przykład tłumaczenie konsekutywne podczas konferencji itd.), a nie ich dokładny przekład - time constraints niezaprzeczalnie robią swoje, a czasu wyświetlania napisów niestety nie da się "nagiąć".

agnieszkak
11-22-2009, 20:46
Z pewnym zastrzeżeniem - jest to według mnie metoda nauki słownictwa użyteczna dla osób z dość zaawansowaną już znajomością języka obcego, które i tak bardziej oglądają film w oryginale niż czytają napisy pod wyświetlającymi się klatkami.

Po części zgadzam się, aczkolwiek poznałam jakis czas temu chłopaka z Austrii, który genialnie mówił po angielsku. Gdy spytałam go, jak długo się uczy, stwierdził, że to nie jest kwestia nauki w szkole czy na kursach. Powiedział natomiast, że ogólnie w Autrii jest bardzo wysoki poziom angielskiego, bo... wszystkie filmy w telewizji puszczane są z napisami, a to wg niego bardzo pomaga poszerzyć zasób słownictwa (już od małego). Dzieci przyzwyczajone są do ogladania filmów w języku obcym i jednoczesnego czytania tłumaczenia, co być może przyspiesza/wspomaga naukę jęz. obcego. A nie to co lektor w Polsce, czy dubbing w Niemczech...

darkliquoredeyes
11-22-2009, 21:36
Rzeczywiście, nie pomyślałam o takiej sytuacji, ale masz rację. Kwestia tylko tego czy z filmów poznaje się samo słownictwo, pojedyncze słówka, zwroty i wyrażenia czy może filmy bardziej pomagają osłuchać się z językiem, a przez to płynnie komunikować się mówiąc w danym języku. Pewnie jedno i drugie po trochu :) Podobnym przykładem może być cała Skandynawia, gdzie społeczeństwa są w zasadzie dwujęzyczne i każdy zna angielski bardzo dobrze, w dużej części właśnie dzięki filmom z napisami (chociaż tam również edukacja jest na wyjątkowo wysokim poziomie).

agnieszkak
11-22-2009, 23:03
Zgadzam się.
Nawiążę jeszcze do ww. artykułu:
"Preferencje: Rożne kraje z rożnych względów: kulturowych, politycznych, ekonomicznych bądź ideologicznych, przyjmują odmienne podejście do tłumaczenia filmów.

Dubbing

FWNH (Francja, Włochy, Niemcy, Hiszpania)

Chiny

Iran

Quebec

Bułgaria

Węgry

Słowacja (aktorzy krajowi)

Tajlandia (+jednoczesna emisja w radio)

RPA (+jednoczesna emisja w radio)

Wietnam (jeden głos)

Polska (ten sam głos dla postaci męskich i kobiecych)

Rosja & Estonia (LEKTOR / podkładanie głosu)

Napisy:

Państwa anglojęzyczne: USA, Wielka Brytania

Izrael

Grecja

Rumunia

Słowenia

Skandynawia (dubbing jest stosowany w filmach dla dzieci)

Holandia (dubbing jest stosowany w filmach dla dzieci)

Państwa dwujęzyczne:

Finlandia (podwójne napisy)

Belgia (podwójne napisy)

Jordania (podwójne napisy)"

Jak myślicie, skąd wynikają preferencje danych krajów co do używania napisów, dubbingu czy lektora?

I drugie pytanie - co sądzicie o rozwiązaniu jakim są podwójne napisy? :)

darkliquoredeyes
11-23-2009, 00:50
Według mnie istotną rolę przy wyborze sposobu tłumaczenia filmu gra: po pierwsze czynnik finansowy, po drugie czynnik edukacyjny. Najdroższy jest dubbing - zatrudnianie kilku-kilkunastu aktorów, płacenie za godziny w studiu nagraniowym - nie w każdym kraju można sobie pozwolić na takie rozwiązanie we wszystkich filmach. Zatrudnienie lektora wychodzi znacznie taniej. Napisy natomiast, pomimo że stosowane w większości w krajach bogatych, które spokojnie mogłyby pozwolić sobie na zrobienie dubbingu, wybierane są moim zdaniem ze względu na wspomnianą już wartość edukacyjną. Ponadto - narody te są otwarte na inne kultury i mam wrażenie, że chętniej uczą się języków obcych niż inne (być może zmuszają je do tego różne czynniki). Czołówka FWNH zdaje się być natomiast państwami, w których najbardziej pielęgnuje się język ojczysty i trzymając się na przykład stereotypu Francuza - żadne inne języki potrzebne mu nie są, bo jak ktoś przyjeżdża do jego kraju to powinien z nim rozmawiać w jego języku i kropka. Stereotypy stereotypami, ale być może jest w nich ziarnko prawdy i odzwierciedla się między innymi w preferowanym sposobie tłumaczenia filmów w danym kraju.

agnieszkak
11-23-2009, 13:24
hehe pewnie jest w tym jakieś ziarenko prawdy :) Chociaż trochę nie pasują mi tu Niemcy... Franzuzi, Włosi, Hiszpanie owszem, preferują tylko swój język, ale Niemcy wydają mi się otwarci na naukę jęz obcych, szczególnie gdy patrzymy na ludzi młodych

darkliquoredeyes
11-23-2009, 14:06
Hmm, być może Niemcy mi tu pasowały ze względu na doświadczenia osobiste :P Byłam kiedyś na trójstronnej wymianie młodzieży Polska-Francja-Niemcy (co prawda było to kilka lat temu, bo w 2001 roku bodajże), jednak z młodymi Niemcami (13-16 lat) nie mogliśmy się dogadać po angielsku ni w ząb. Za to Francuzi świetnie się z nimi dogadywali w swoim rodowitym narzeczu, bo francuski jest ponoć powszechnie nauczanym językiem obcym w szkołach niemieckich ze względu na sąsiedztwo Francji... Co ciekawe, z młodymi Franzuzami można było porozmawiać płynnie po angielsku... czyżby łamali stereotypy? :)

agnieszkak
11-23-2009, 14:43
hahahahaha ja mam wręcz przeciwne doświadczenia, też z wymian. Wymiana pierwsza - Francja, mieszkaliśmy u rodzin francuskich i ja z moją porozumiewałam się językiem migowym :D Nie rozumiałam ani słowa po francusku, a oni nie mówili w ogóle po angielsku. Zabawne doświadczenie :) Jedyną osobą, z którą mogłam odrobinę porozmawiać, był ojciec rodziny - dyrektor banku. Ale on bywał w domu niezwykle rzadko.
Druga wymiana była co prawda we Włoszech, ale brali w niej udział Niemcy i mówili świetnie po angielsku (lepiej od Polaków). Ale i tak najlepiej po ang. mówili Szwedzi :)
Ale zgadzam się co do Niemców mówiących po francusku.

Jak widać, każdy ma inne doświadczenia i wszystko zależy od kokretnego przypadku :)

agnieszkak
11-24-2009, 10:16
A co myślicie o napisach dwujęzycznych? :)

JoannaPietrak
11-24-2009, 14:22
Nie do końca rozumiem o co chodzi z napisami dwujęzycznymi. Czy jedne napisy są w języku urzędowym danego państwa a drugie w języku obcym (czyli języku oryginalnym filmu)? Czy napisy sa w obu językach urzędowych? I czy są jednocześnie wyświetlane na ekranie, czy w jednych filmach jest używany jeden język a w innych drugi? Czy może w telewizorach są takie opcje wyboru języka, że widz może wybrać ten jeden, który mu odpowiada i wyświetlać napisy w tym języku na ekranie?

Krzysiek
11-27-2009, 20:29
Czy zgadzacie się, że np. w westernie wyrażenie typu „to flog a dead horse" powinno zostać przetłumaczone z użyciem słowa koń, nawet jeżeli w kulturze docelowej funkcjonuje inny odpowiednik?
Myślę, że warto byłoby zachować tego konia;) Jest to akurat w tym wypadku zadaniem bardzo trudnym, bo w naszym języku nie funkcjonuje (a przynajmniej mnie do głowy nie przychodzi żaden) idiom z koniem, który byłby związany z niepotrzebnym traceniem energii czy też czasu na coś co jest już stracone. Ale co myślicie o tym, ażeby taki idiom stworzyć i w/w wyrażenie przetłumaczyć jako coś w stylu: "strzelać do martwego konia". "Koń" w wyrażeniu pozostaje, a do tego jeszcze mamy tutaj "strzelać", co również tematycznie pasuje do westernu:) Wprawdzie wyrażenie takie w naszym języku nie funkcjonuje, ale widz zrozumiałby zapewne jego użycie.

anamarija
11-28-2009, 20:49
Nie do końca rozumiem o co chodzi z napisami dwujęzycznymi. Czy jedne napisy są w języku urzędowym danego państwa a drugie w języku obcym (czyli języku oryginalnym filmu)? Czy napisy sa w obu językach urzędowych? I czy są jednocześnie wyświetlane na ekranie, czy w jednych filmach jest używany jeden język a w innych drugi? Czy może w telewizorach są takie opcje wyboru języka, że widz może wybrać ten jeden, który mu odpowiada i wyświetlać napisy w tym języku na ekranie?

Nie jestem pewna, ale pewnie chodzi o wszystkie rodzaje napisów dwujęzycznych, wyświetlane jednocześnie? A tak poza tym, to fajny pomysł z tym wybieraniem opcji w tv, mam nadzieję że kiedyś będzie to powszechnie dostępne :)

anamarija
11-28-2009, 20:58
Myślę, że warto byłoby zachować tego konia;) Jest to akurat w tym wypadku zadaniem bardzo trudnym, bo w naszym języku nie funkcjonuje (a przynajmniej mnie do głowy nie przychodzi żaden) idiom z koniem, który byłby związany z niepotrzebnym traceniem energii czy też czasu na coś co jest już stracone. Ale co myślicie o tym, ażeby taki idiom stworzyć i w/w wyrażenie przetłumaczyć jako coś w stylu: "strzelać do martwego konia". "Koń" w wyrażeniu pozostaje, a do tego jeszcze mamy tutaj "strzelać", co również tematycznie pasuje do westernu:) Wprawdzie wyrażenie takie w naszym języku nie funkcjonuje, ale widz zrozumiałby zapewne jego użycie.

Bardzo dobry pomysł moim zdaniem :D nieznający angielskiego pomyśli pewnie, że to takie kowbojskie wyrażenie, a znający - doceni kreatywność tłumacza :) Na pewno lepsze rozwiąznie niż znajdowanie ekwiwalentu, którym w polskim było by "rozdrapywanie ran"

anamarija
11-28-2009, 21:19
Stawiając ogólniejsze pytanie: do jakiego stopnia gatunek filmu determinuje jego tłumaczenie?

Na pewno w jakiś sposób tak, ale nie tylko; np. w tłumaczeniu filmu "Juno" pelno jest wyrażeń pochodzących z gwary młodzieżowej, nawet jeśli nie ma ich w oryginale - głównie dlatego, że docelową widownią tego filmu są młodzi ludzie; poza tym jest to komediodramat, więc jeśli w oryginale jest coś zabawnego, to powinno też być takie w oryginale, nawet kosztem nie dosłownego tłumaczenia.

Krzysiek
11-28-2009, 23:09
Zgadzam się z przedmówczynią (tym bardziej, ze pochwaliła mojego posta:p). Tłumaczenie w dużym stopniu determinowane jest przez gatunek filmowy, czy nawet przez konkretny film, czego wspomniany "Juno" jest znakomitym przykładem. Można tu również nawiązać do mojego wcześniejszego posta odnośnie wyrażenia "to flog a dead horse". Gdyby to nie był western zachowywanie "konia" w tłumaczeniu nie byłoby tak istotne.

magda_tatara
11-29-2009, 21:55
Nie do końca rozumiem o co chodzi z napisami dwujęzycznymi. Czy jedne napisy są w języku urzędowym danego państwa a drugie w języku obcym (czyli języku oryginalnym filmu)? Czy napisy sa w obu językach urzędowych? I czy są jednocześnie wyświetlane na ekranie, czy w jednych filmach jest używany jeden język a w innych drugi? Czy może w telewizorach są takie opcje wyboru języka, że widz może wybrać ten jeden, który mu odpowiada i wyświetlać napisy w tym języku na ekranie?

Wydaje mi się, że podwójne napisy powinny znaleźć zastosowanie na tych terenach, gdzie mieszka znaczna ilość mniejszości narodowej. I tak w kanadyjskiej prowincji Quebec napisy powinny być wyświetlane są w języku angielskim i francuskim. W Polsce podwójne napisy - niemieckie i polskie mogłyby wyświetlać się na terenach gmin dwujęzycznych - w województwach opolskim i śląskim. Pomysł ten doskonale sprawdziłby się w przypadku telewizji regionalnej. Ale już filmy emitowane przez telewizję ogólnokrajową nie mogłyby mieć takiej opcji. Niemieckie napisy mogłyby przeszkadzać mieszkańcom obszarów niezamieszkanych przez tę mniejszość.

magda_tatara
11-29-2009, 22:42
Do jakiego stopnia gatunek filmu determinuje jego tłumaczenie?

Gatunek filmu niewątpliwie determinuje sposób jego tłumaczenia. Oczywiście jeśli nie będziemy odbiegać zbytnio od oryginału, najistotniejsze wyznaczniki gatunku filmu zostaną zachowane. Tłumacząc, należy stosować zasadę "So treu wie möglich, so frei wie nötig.", tj. tłumaczyć tak "blisko" oryginału, jak jest to tylko możliwe i odbiegać od niego tylko wtedy, kiedy jest to potrzebne.

Tworząc napisy do horroru należy zachować jego cel, którym jest wywoływanie wśród publiczności lęku. Nie można „łagodzić“ dialogów. Jeżeli dokonujemy przekładu komedii, za cel należy przyjąć rozbawienie widza. Wówczas staramy się zachować żarty, zabawne wypowiedzi aktorów. Czasem należy je przekształcić tak, aby dotrzeć do poczucia humoru odbiorców.

magda_tatara
11-29-2009, 22:52
Przykładem genialnie dokonanego przekładu może być tłumaczenie Bartosza Wierzbięty wykorzystane w dubbingu do „Shreka”. Tłumacz zachował dowcip filmu, zastosował nawiązania do naszej kultury, obyczajów. Za sprawą tego dubbingu wiele zdań i powiedzonek weszło na stałe do naszego języka. Podobno nasze rodzime tłumaczenie jest lepsze od oryginału. A przynajmniej lepiej trafia do nas ze względu na to, że idealnie wpisuje się w naszą kulturę i polskie poczucie humoru.

Przed pojawieniem się „Shreka” w Polsce niechętnie odnoszono się do dubbingu, jednakże dzięki pracy rewelacyjnego Bartosza Wierzbięty doceniono jego zalety.

magda_tatara
11-29-2009, 22:57
Gatunek filmu determinuje również pewne techniczne aspekty tłumaczenia, jak np. kolor napisów. W filmach dokumentalnych, naukowych i przyrodniczych kolor napisów jest jednolity. Z kolei np. w komediach, wywiadach (w filmach z dużą ilością dialogów) napisy mogą pojawiać się w dwóch kolorach, aby odróżnić wypowiedzi bohaterów, aczkolwiek jest to praktyka stosowana dość rzadko.

W horrorach za to napisy nie mogą być czarne, ponieważ obraz jest często ciemny.

magda_tatara
11-30-2009, 00:49
Wydaje mi się również, że są gatunki filmów, do których bardziej pasuje dubbing, a są i takie, do których powinno przygotowywać się napisy. Dubbing pasuje do kreskówek, komedii. Z kolei w filmach opisujących kulturę, geografię, język danego państwa lepiej zastosować napisy.

Uważam, że ma to związek z odbiorcą filmu. Widzowie kreskówek – dzieci mogłyby mieć trudności z czytaniem. Bez sensu byłoby emitowanie bajki z napisami, bo część oglądających ją maluchów nie potrafi jeszcze czytać. Z kolei w bardziej ambitnych filmach wskazane są napisy. Ich odbiorcy mogą uważać, że dubbing szpeci film i uniemożliwia jego odbiór w autentycznym języku.

Sama nieraz złoszczę się ze względu na obecność dubbingu albo lektora. Mam w domu sporo kanałów telewizyjnych typu BBC, których programy teoretycznie powinny być emitowane po angielsku. Tymczasem ze względu na polskiego odbiorcę w większości z nich pojawia się lektor, uniemożliwiający mi naukę tego języka:)

Krzysiek
11-30-2009, 01:51
Wydaje mi się również, że są gatunki filmów, do których bardziej pasuje dubbing, a są i takie, do których powinno przygotowywać się napisy. Dubbing pasuje do kreskówek, komedii.

Według mnie dubbing najlepiej sprawdza się w kreskówkach ponieważ głosy bohaterów są przecież zawsze podkładane (mam na myśli oryginał). Co więcej, w filmach z żywymi:) aktorami zwracamy uwagę na ruch ich ust. Jeśli (a często tak bywa) nie pokrywa się on z dubbingiem to wygląda to bardzo sztucznie. W kreskówkach sprawa wygląda przecież zupełnie inaczej, a więc i dubbing jest w pełni wskazany. Oczywiście możnaby tu polemizować ponieważ niekiedy bywa i tak, iż widz przyzwyczaił się do oryginalnych głosów bohaterów i dubbing, jakkolwiek wspaniale wykonany, nie odpowiada widzowi ze względu na brzmienie głosów. Jako przykład mogą posłużyć tutaj Simpsonowie. Ja na przykład - fan tej kreskówki - przyzwyczaiłem się do głosów Homera i spółki na tyle, że dubbing filmu kinowego brzmiał dla mnie dość zniechęcająco. Z tym, że oczywiście zawsze oglądałem Simpsonów z napisami polskimi, bądź lektorem, co zapewne wpłynęło na moją reakcję.

anamarija
11-30-2009, 13:11
Sama nieraz złoszczę się ze względu na obecność dubbingu albo lektora. Mam w domu sporo kanałów telewizyjnych typu BBC, których programy teoretycznie powinny być emitowane po angielsku. Tymczasem ze względu na polskiego odbiorcę w większości z nich pojawia się lektor, uniemożliwiający mi naukę tego języka:)

Mimo wszystko, lektor jest dla mnie lepszym rozwiązaniem niż dubbing; daje nam czasem możlwość usłyszenia oryginału, podczas gdy dubbing pozwala nam się tylko domyślać.
Mój tato niedawno zaczął uczyć się angielskiego i teraz, gdy ogląda filmy w telewizji (czyli w wersji z lektorem), wyłapuje czasem angielskie słówka i pyta się mnie co oznaczają, albo czy dobrze zrozumiał :) Oczywiście, do takiej nauki lepsze by były napisy, ale jak widać lektor też nie jest złym rozwiązaniem :)

anamarija
11-30-2009, 13:23
Według mnie dubbing najlepiej sprawdza się w kreskówkach ponieważ głosy bohaterów są przecież zawsze podkładane (mam na myśli oryginał). Co więcej, w filmach z żywymi:) aktorami zwracamy uwagę na ruch ich ust. Jeśli (a często tak bywa) nie pokrywa się on z dubbingiem to wygląda to bardzo sztucznie. W kreskówkach sprawa wygląda przecież zupełnie inaczej, a więc i dubbing jest w pełni wskazany. Oczywiście możnaby tu polemizować ponieważ niekiedy bywa i tak, iż widz przyzwyczaił się do oryginalnych głosów bohaterów i dubbing, jakkolwiek wspaniale wykonany, nie odpowiada widzowi ze względu na brzmienie głosów. Jako przykład mogą posłużyć tutaj Simpsonowie. Ja na przykład - fan tej kreskówki - przyzwyczaiłem się do głosów Homera i spółki na tyle, że dubbing filmu kinowego brzmiał dla mnie dość zniechęcająco. Z tym, że oczywiście zawsze oglądałem Simpsonów z napisami polskimi, bądź lektorem, co zapewne wpłynęło na moją reakcję.

Pamiętam kiedy pierwszy raz usłyszałam polską zdubbingowaną wersję Harry'ego Pottera - coś strasznego. Przede wszystkim dlatego, że wcześniej obejrzałam film w oryginale: irytowały mnie nie tylko zmiany w dialogach, ale też zupełnie niepasujące mi do aktorów głosy; to tak jakby ktoś już nam znany nagle zaczął się dziwnie zachowywać :p Btw, takie filmy przeznaczone są nie tylko dla dzieci, dlatego dobrym rozwiązaniem było by stworzenie dwóch polskich wersji językowych - dubbing i napisy; ale na pewno zbyt wiele by to kosztowało :(

Krzysiek
11-30-2009, 17:17
... takie filmy przeznaczone są nie tylko dla dzieci, dlatego dobrym rozwiązaniem było by stworzenie dwóch polskich wersji językowych - dubbing i napisy; ale na pewno zbyt wiele by to kosztowało :(

Zawsze istniej alternatywa ściągnięcia filmu z oryginalną ścieżką z sieci i znalezienie polskich napisów:p

darkliquoredeyes
11-30-2009, 21:56
Zgadza się - dla osób chcących się uczyć języka poprzez filmy to chyba najlepsze rozwiązanie. A do tego jakże tanie i powszechnie dostępne :D Trzeba korzystać z dobrodziejstw internetu ;-)

agnieszkak
12-01-2009, 09:34
Zawsze istniej alternatywa ściągnięcia filmu z oryginalną ścieżką z sieci i znalezienie polskich napisów:p

albo dorobienia swoich własnych ;)

Krzysiek
12-01-2009, 14:09
albo dorobienia swoich własnych ;)
Hehe, właśnie. Szczególnie w przypadku filmów mniej popularnych lub nieamerykańskich. I tak np. chcąc obejrzeć jakiś film produkcji rosyjskiej osoba nieznająca tego języka może mieć niekiedy problem ze znalezieniem napisów. Na szczęście są tak dobrzy ludzie, którzy pomimo tego, że takich napisów nie potrzebują, gdyż oglądają film znając język, tworzą je dla dobra społeczeństwa. I za to im chwała!:D

estudiante
12-01-2009, 18:35
Chwała, ale czasem niektórym to średnio wychodzi i wtedy siada taki lingwista i nie może spokojnie obejrzeć filmu ze znajomymi, bo mu się tylko te wpadki tłumacza w oczy rzucają:)

estudiante
12-01-2009, 18:41
Mimo wszystko, lektor jest dla mnie lepszym rozwiązaniem niż dubbing; daje nam czasem możlwość usłyszenia oryginału, podczas gdy dubbing pozwala nam się tylko domyślać.
Mój tato niedawno zaczął uczyć się angielskiego i teraz, gdy ogląda filmy w telewizji (czyli w wersji z lektorem), wyłapuje czasem angielskie słówka i pyta się mnie co oznaczają, albo czy dobrze zrozumiał :) Oczywiście, do takiej nauki lepsze by były napisy, ale jak widać lektor też nie jest złym rozwiązaniem :)

W wakacje rozmawiałam na obozie z ludźmi z różnych krajów, głównie europejskich, właśnie o tym, jak u nich w kinach lub w telewizji lecą filmy. I np. Serbowie (i Serbki:)) strasznie dziwili się, że w polskiej telewizji są filmy z lektorem. U nich głównie do filmów stosuje się napisy i nie mogli sobie wyobrazić, że tu mówi kobieta, a po polskiu słychać mężczyznę:) Ale poziom znajomości angielskiego mieli naprawdę wysoki, więc pewnie można to powiązać.

estudiante
12-01-2009, 18:53
Jeszcze co do lektora, czy nie zauważyliście, że oglądając filmy z lektorem, przestaje się w pewnej chwili dostrzegać, że on tam jest? Może to też zależy od brzmienia podkładanego głosu, ale często mi się zdarza, że dociera do mnie treść przekładu, którą przenoszę na osoby bohaterów i mam wrażenie spójności. Kwestia indywidualna, czy może dobrze wykorzystana znajomość procesowania ludzkiego mózgu?:)

Krzysiek
12-01-2009, 23:43
Jeszcze co do lektora, czy nie zauważyliście, że oglądając filmy z lektorem, przestaje się w pewnej chwili dostrzegać, że on tam jest? Może to też zależy od brzmienia podkładanego głosu, ale często mi się zdarza, że dociera do mnie treść przekładu, którą przenoszę na osoby bohaterów i mam wrażenie spójności. Kwestia indywidualna, czy może dobrze wykorzystana znajomość procesowania ludzkiego mózgu?:)

Chyba "dobrze wykorzystana znajomość procesowania ludzkiego mózgu":) bo ja też jakoś nie skupiam się na głosie lektora, a na treści i słysząc w tle głosy aktorów, jest to tak, jakby oni sami mówili w moim języku;) Więc nawet nie przeszkadza mi, że facet (lektor) wypowiada kwestie kobiece, co jak wspomniała wcześniej estudiante może dziwić obcokrajowców. Myślę, że jest to również powodowane dobrym doborem lektora, jego odpowiednią barwą głosu oraz artykulacją.

Krzysiek
12-01-2009, 23:48
Chwała, ale czasem niektórym to średnio wychodzi i wtedy siada taki lingwista i nie może spokojnie obejrzeć filmu ze znajomymi, bo mu się tylko te wpadki tłumacza w oczy rzucają:)

No różnie bywa. Szczególnie jeśli w akcie desperacji sięgamy po napisy wykonane przez translatora. Ostatnio kumpel, który non-stop katuje House'a ściągnął najnowszy odcinek, ale był on bez napisów. Zaczął więc przeszukiwać neta i w końcu znalazł napisy, ale wykonane właśnie przez translatora. Były tam oczywiście różne "perełki", ale najbardziej rozwaliła mnie jedna, kluczowa: "Dr Dom":D

estudiante
12-02-2009, 17:39
No różnie bywa. Szczególnie jeśli w akcie desperacji sięgamy po napisy wykonane przez translatora. Ostatnio kumpel, który non-stop katuje House'a ściągnął najnowszy odcinek, ale był on bez napisów. Zaczął więc przeszukiwać neta i w końcu znalazł napisy, ale wykonane właśnie przez translatora. Były tam oczywiście różne "perełki", ale najbardziej rozwaliła mnie jedna, kluczowa: "Dr Dom":D

O matko, uśmiałam się, nie no świetne:) Ale np. błędy ortograficzne w polskich napisach tu już raczej nie sprawka translatora, a zgodnie z zasadą, że słowo pisane bardziej dociera do odbiorcy, czasem trudno się skupic:) Osobiście jestem zwolenniczką filmów z napisami, ale czasem nawet te kinowe nie są zbyt zadowalające. No ale- podobno problemy z tłumaczeniem mają tylko tłumacze:).

estudiante
12-02-2009, 17:45
Pamiętam kiedy pierwszy raz usłyszałam polską zdubbingowaną wersję Harry'ego Pottera - coś strasznego. Przede wszystkim dlatego, że wcześniej obejrzałam film w oryginale: irytowały mnie nie tylko zmiany w dialogach, ale też zupełnie niepasujące mi do aktorów głosy; to tak jakby ktoś już nam znany nagle zaczął się dziwnie zachowywać :p Btw, takie filmy przeznaczone są nie tylko dla dzieci, dlatego dobrym rozwiązaniem było by stworzenie dwóch polskich wersji językowych - dubbing i napisy; ale na pewno zbyt wiele by to kosztowało :(

Też miałam to odczucie, zwłaszcza przy początkowych częściach HP, później, np. w ostatniej części już tak to nie raziło. Może to zależy od wieku podkładającego głos- dzieciom trudniej opanowac naturalną grę aktorską, a taki dubbing to przecież jak granie, tyle że bez wizji.

joanna8606
12-05-2009, 22:35
[QUOTE=agnieszkak;13332]Czy rzeczywiście skrypt filmowy jest wspaniałą metodą do nauki słownictwa? Przecież jak wiadomo w przypadku napisów, tekst źródłowy jest baaaardzo okrajany, niekiedy cenzurowany.
QUOTE]

Sądze, że skrypt filmowy może byc dobrą pomocą w nauce języka-jak już ktoś wczesniej wspomniał- ale dla osób,których znajomość języka obcego jest dość zaawansowana. Takie osoby mają większą świadomość językową,przy tym potrafią wyłapać znaczenie słów z kontekstu, jakiegoś dialogu sytuacyjnego itd, co w przypadku osób na poziomie podstawowym często jest nie do osiągnięcia.

joanna8606
12-05-2009, 22:58
A ponadto, czy zgadzacie się, że np. w westernie wyrażenie typu „to flog a dead horse" powinno zostać przetłumaczone z użyciem słowa koń, nawet jeżeli w kulturze docelowej funkcjonuje inny odpowiednik? Stawiając ogólniejsze pytanie: do jakiego stopnia gatunek filmu determinuje jego tłumaczenie?

Zdecydowanie trzeba zostawić "konia":D. Myślę,że akurat ten gatunek filmu tak mocno kojarzony jest z tym zwierzęciem,że grzechem byłoby uzycie tutaj innego odpowiednika:)

joanna8606
12-05-2009, 23:05
Stawiając ogólniejsze pytanie: do jakiego stopnia gatunek filmu determinuje jego tłumaczenie?

Myślę, że gatunek filmu w duzym stopniu determinuje tłumaczenie. Przecież inaczej tłumaczy się komedie, a jeszcze inaczej dramaty, czy filmy kryminalne. Każdy z filmowych gatunków ma wywrzeć inne wrażenie na widzu, poruszyć inne uczucie, dlatego też tłumaczenia filmów będą się mocno różnić jeśli chodzi o styl języka, dobór ekwiwalentów.

joanna8606
12-05-2009, 23:21
Jak myślicie, skąd wynikają preferencje danych krajów co do używania napisów, dubbingu czy lektora?


Myślę,że wybór napisów,dubbingu czy lektora wiąże się napewno z kwestiami finansowymi, ale bardziej uzależnia się to od stopnia znajomości języków obcych obywateli-wiele osób już wcześniej wspomniało,że tutaj królują kraje skandynawskie i sama mogę potwierdzić,że ich znajomość angielskiego jest doprawdy imponująca:) Z drugiej strony stosowanie takiej , a nie innej metody tłumaczenia filmów jest też kwestią jakiegoś przyzwyczajenia. Chyba każdy z nas niesamowicie zdziwiłby się oglądając najbliższy odcinek np. Dr. House, bez lektora, ale z polskimi napisami:)

joanna8606
12-05-2009, 23:24
Jeśli chodzi o napisy dwujęzyczne to wydaje mi się,że sprawdziłby sie one tylko w krajach, gdzie są dwa języki urzędowe lub w krajach, które są zamieszkiwane przez jakąś jedną "zdecydowaną" mniejszość narodową.