PDA

View Full Version : Ocena nauczyciela j.angielskiego w Polsce


Bentley
09-26-2011, 01:46
Chciałbym poznać wasze zdanie na temat waszych nauczycieli j.angielskiego ? jak ich oceniacie z perspektywy czasu i zdobytej wiedzy ? Czy trafiliście na dobrze przygotowanych i kompetentnych nauczycieli ? czy też nie ?

witann
09-26-2011, 02:08
Nauczycieli podzielić można na tych nauczających w szkołach publicznych i prywatnie. Wcale nie ma to wiele wspólnego z tzw. powołaniem, talentem czy umiejętnościami, a przynajmniej nie tylko. W szkole ręce nauczycielowi krępuje system. Nauczanie dzieci w grupach 15/20-os to pomyłka, podstawa programowa też nie jest zbyt ambitna. Gdyby wprowadzić rozwiązania dotyczące przede wszystkim zmniejszenia grup, nauczyciel miałby szansę naprawdę pracować z dzieciakami, a nie tylko sprawdzić pracę domową, odpytać i zapisać temat.

angli.magda89
09-26-2011, 04:48
Nauczycieli podzielić można na tych nauczających w szkołach publicznych i prywatnie. Wcale nie ma to wiele wspólnego z tzw. powołaniem, talentem czy umiejętnościami, a przynajmniej nie tylko. W szkole ręce nauczycielowi krępuje system. Nauczanie dzieci w grupach 15/20-os to pomyłka, podstawa programowa też nie jest zbyt ambitna. Gdyby wprowadzić rozwiązania dotyczące przede wszystkim zmniejszenia grup, nauczyciel miałby szansę naprawdę pracować z dzieciakami, a nie tylko sprawdzić pracę domową, odpytać i zapisać temat.


niestety muszę tu przyznać rację mojemu przedmówcy, taka jest nasza szara rzeczywistość jeśli chodzi o nauczanie w szkołach, gdzie klasy są tak obsadzone, że sam nauczyciel któremu przypadło uczyć 20 albo i więcej dzieci nie da rady każdemu poświęcić uwagi. Nauczyciel ma skrępowane ręce, dlatego trzeba go zrozumieć. Czego nie możemy tolerować u nauczycieli- to na pewno ZŁEJ WYMOWY!!!!! Dzieci już od pierwszych lat w szkole osłuchują się języka, i jeżeli nauczyciel robi błędy w wymowie, to błędy te po nim przejmie klasa dzieci albo i więcej. Chodzi mi po prostu o to, że jak już ktoś podejmuje się pracy w nauczaniu, nie może popełniać takich błędów, gdzie wymowa jest bardzo ważna. Piszę o tym, gdyż sama miałam styczność z nauczycielką, która robiła wiele błędów w wymowie.

MartaB
09-26-2011, 08:57
Wiadomo, że każdy trafił na osoby,które nie powinny być nauczycielami oraz na fajnych, zaangażowanych nauczycieli. A jeśli chodzi o wymowę, to np.: aż tak bardzo nie przeszkadzała mi wymowa mojej nauczycielki z liceum, z którą miałam fakultety. Była zza wschodniej granicy i wymowę miała okropną, ale naprawdę potrafiła nauczyć jeśli chodzi o gramatykę. Zgodzę się jednak, że wymowa to bardzo ważny element nauczania, zwłaszcza od początku nauki języka.

kosatek
09-26-2011, 08:58
Problemem w szkole Panstwowej jest takze zroznicowanie poziomu znajomosci jezyka.
Jak to mozliwe, ze osoby na poziomie A2 chodzą do tej samej grupy co osoby na poziomie B2....
W szkolnictwie liczy się tylko klasa, nikogo nie interesuje poziom znajomosci jezyka...
Grupy są duże, bo cięte są koszty, jestem w stanie to zrozumiec...

Marzena_
09-26-2011, 10:47
Podczas, nauki w podstawówce, jak i w gimnazjum, nauczyłam się bardzo wiele, to w liceum miałam nauczycielkę która nie przywiązywała zbytniej uwagi do rozwoju, raczej tylko do nieustannych powtórek materiałów z lat poprzednich. A co za tym idzie musiałam uczyć się na własną rękę. :/

kasia*
09-26-2011, 11:00
Ja trafiłam idealnie. Tak się złożyło, że chodziłam na prywatne lekcje do nauczyciela, który potem był moim wychowawcą w liceum (8h angielskiego w tygodniu) i mogę z czystym sumieniem powiedzieć, że lepiej trafić nie mogłam. Używał najróżniejszych metod, ale nacisk zawsze stawiał na gramatykę i uważam, że źle się dzieje, że obecnie się od tego odchodzi. Wychodząc z liceum miałam Martineta w małym paluszku i nie będę ukrywać, że właśnie dzięki temu nie miałam najmniejszych problemów z gramą na studiach (w przeciwieństwie do 90% mojego roku) :)

chinagirl
09-26-2011, 11:13
Ja bardzo miło wspominam moich nauczycieli języka angielskiego. Już od samej podstawówki trafiali mi się energiczni, pomysłowi nauczyciele. Lekcje były interesujące i każdego z nich dobrze pamiętam chociaż już sporo czasu minęło. Teraz jest jakoś inaczej, nie wiem czy na praktykach obserwacyjnych trafiłam na taka nauczycielkę, ale inne moje koleżanki ze studiów miały podobne spostrzeżenia. Nauczycielka trzymała się schematu, pół godziny sprawdzała zadanie domowe, po prostu tragedia, myślałam, że zasnę, żal mi było tych dzieci bo z tych lekcji wiele nie wynosiły.

mhubner
09-26-2011, 11:19
W miom życiu trafiłam na bardzo wielu nauczycieli języka angielskiego. Najlepiej jednak wspominam zajęcia z native speakerami, chyb aw sumie najwięcej wyniosłam z takich lekcji. Jeżeli chodzi o polskich nauczycieli, cóż trafiali się bardzo różni, od całkiem niepoukładanych wiedzą i mega chaotycznie ją przekazujących, do tak surowych i nastawionych na pamięciowe klepanie, którzy potrafili nawet na studiach ekonomicznych, oblać z angielskiego i zmusić studentów do zaliczania w drugim terminie. Brrr.

agnieszka.michalak
09-26-2011, 11:45
Zawsze wychodziłam z założenia, że w szkole języka się nie nauczę.
Swoją przygodę z angielskim zaczęłam już w przedszkolu na własną rękę. W moim mieście obowiązkowym językiem był język angielski. Dopiero w liceum mogłam uczyć się z innymi tego języka. Tyle że, oni zaczynali się uczyć go od zera wtedy, a ja już miałam 8 lat nauki za sobą. Więc nie miałam wyboru i uczyłam się dalej uczęszczając na korepetycje. Mój nauczyciel w liceum nie zaoferował mi żadnych "dodatkowych zadań" z wyższego poziomu.

Jednak na nauczycieli z języka niemieckiego nie narzekam.

gingerr
09-26-2011, 12:15
Ja miałam w szkołach kilka nauczycielek angielskiego i były i świetne i beznadziejne. Myślę, że kluczową rolę ma pierwszy nauczyciel, bo to często od niego zależy czy uczeń będzie chciał się uczyć czy nie. Ja miałam szczęście-moja pierwsza "Pani" była fantastyczna, ale były to zajęcia w szkole, ale opłacane przez rodziców.Już wtedy wiedziałam, że będę anglistką. Potem w Piątej klasie wszedł ustawowy język i ... no cóż, Pani była do bani:/ Realizowała beznadziejny podręcznik English is fun i miała straszna wymowę. Wtedy zaczęłam mieć prywatne lekcje ze studentką i znowu było super. W liceum miałam babeczkę, która była Kubanką, więc uchodziła za takiego jakby nativa :) i to bylo fajne, choć jej metody nie były zbyt nowoczesne, to była bardzo charyzmatyczna i lekcje były ok. Na studiach w NKJO natomiast spotkałam się z prawdziwym profesjonalizmem.

marcin_k
09-26-2011, 13:11
W moim wypadku było bardzo różnie. Byli nauczyciele dobrze przygotowani, potrafiący zachęcić do nauki i zaszczepić tzw. bakcyla do języków. Byli tacy którzy potrafili się przyznać, że na dane pytanie odpowiedzi nie znają ale mogą jej poszukać i odpowiedzieć na przyszłych zajęciach (bardzo to sobie ceniłem bo nikt nie jest omnibusem i nie musi znać odpowiedzi na każde szczegółowe pytanie dotyczące języka). Niestety byli też nauczyciele z przypadku których sam mógłbym zastąpić z korzyścią dla całej klasy (a w tamtych czasach moja znajomość angielskiego opierała się głównie na grach komputerowych i osłuchaniu). Miałem np. nauczyciela który robiąc z klasą ćwiczenie typu ABC z pytaniami do tekstu, nie zauważył 4 błędów (na 10 pytań) które zrobiliśmy. Dopiero na następnych zajęciach powiedział nam, że trzeba poprawić to co robiliśmy ostatnio bo mamy tam 3 błędy.
Tak więc ogólnie częściej miałem dobrych nauczycieli ale czasem zdarzali się tragiczni. Jednak największym problemem u mnie był brak kontynuacji. Zarówno w szkole podstawowej jak i w średniej nauczyciele języka zmieniali się prawie co roku, czasem nawet między semestrami.

magdalena_cieslak
09-26-2011, 13:23
Tak naprawdę to czy lubiliśmy danego nauczyciela/ czy podobały nam się jego metody, to kwestia indywidualna i wszyscy oceniamy to subiektywnie. Jedni lubią nauczycieli bo mało wymagają, inni bo prowadzą urozmaicone zajęcia, a jeszcze inni bo dużo się nauczyli. Ja niestety trafiałam na nauczycieli trzymających się schematu, ale może było to również spowodowane poziomem grupy (a właściwie pomieszaniem tych poziomów). Dlatego zapisałam się na zajęcia prywatne i wtedy byłam już zadowolona.

agzppu
09-26-2011, 13:34
Angielskiego zaczęłam się uczyć na poważnie w wieku 8 lat, tak się złożyło, że moja sąsiadka była nauczycielką, więc cóż, "geographical convenience":). Zawdzięczam jej naprawdę solidne podstawy, które potem rozbudowywałam w nieistniejącej już szkole językowej - mimo że wg. wielu opinii była ona najlepsza w mieście, nie utrzymała się na rynku z powodu zbyt dużej konkurencji ze strony szkół sieciowych. Co do nauki w szkole, w samym liceum miałam 5 nauczycieli w ciągu 3 lat, z czego pierwsza "pani profesor" (w cudzysłowie bo niegodna tego miana) była skupioną na sobie i na swojej niezmierzonej mądrości osobą, ignorującą jakiekolwiek talenty językowe. Co wspominam szczególnie to fakt, że nauczycielom nie chciało się przygotowywać uczniów do olimpiad - wtedy myślałam, że z lenistwa, a teraz po prostu dochodzę do wniosku, że podobnie jak ja, uczyli popołudniami w szkołach językowych:). Teraz, gdy sama mam znajomych uczących w szkołach, wiem, jak wygląda konieczność realizowania podstawy programowej i wynikające z niej niewystarczające powtórki materiału, i na pewno nie mam już do niektórych nauczycieli tyle pretensji, ile miałam za młodu:).

Monicza
09-26-2011, 13:42
Wydaje mi się że tak wiele jest nauczycieli angielskiego, że w tej chwili wielu z nich naprawde ma małe kompetencje. No i poza tym jest problem programów i przepełnionych grup, więc tak naprawdę ciężko się rozwijać jako nauczyciel w polskiej szkole. Zresztą uczniowie często stawiają lekcje angielskiego na drugim planie, ważniejsze przedmioty to matematyka polski itp. No ale nie brakuje też zdolnych nauczycieli potrafiących zachęcić uczniów do nauki języka

skarolinka
09-26-2011, 14:06
Ja miałam szczęście - wszyscy moi nauczyciele ze szkół państwowych ( a było ich aż 2) byli super kompetentni i profesjonalni. Dzięki nim zdecydowałam się pójść na studia filologiczne. Na studiach to już różnie bywało, ale większość kadry była również świetnie przygotowana. Miałam natomiast zawsze pecha do native speaker'ów - moje osobiste wrażenie było takie, że to byli zupełnie przypadkowi ludzie, nie wiem nawet czy z przygotowaniem pedagogicznym, którym wydawało się, że jak już są z kraju, którego języka uczą, to będziemy wpadać w super ekscytację i poziom ich zajęć zazwyczaj był beznadziejny. Jestem skrzywdzona pod tym kontem i mam naprawdę sporo rezerwy co do native speakers.

Agusek
09-26-2011, 14:09
Wychodząc z liceum miałam Martineta w małym paluszku i nie będę ukrywać, że właśnie dzięki temu nie miałam najmniejszych problemów z gramą na studiach (w przeciwieństwie do 90% mojego roku) :)

Martinet w liceum?? To faktycznie miałaś wysoki poziom gramatyki...

Co do podstawówki, to nie najlepiej wspominam naukę angielskiego przez Snapshoty i wałkowanie danej reguły gramatycznej w milionie podobnych przykładów. W sumie to wychodziło na to, że przepisywał się regułę, a dalej stawiało się znak powtórzenia...Ale najgorsze było to, że komunikacja anglojęzyczna stała na bardzo niskim poziomie - nauczycielka w ogóle nie używała angielskiego na zajęciach i również nie wymagała tego od nas...

Jak poszłam do liceum sytuacja się zmieniła i przeżyłam szok...Zobaczyłam jak można inaczej uczyć języka. Miałam wspaniałego nauczyciela, który potrafił tak nam zorganizować czas, że była i gramatyka, i wymowa, i stylistyka, i przede wszystkim KOMUNIKACJA. To chyba dzięki niemu wylądowałam na anglistyce:)

agaja
09-26-2011, 14:12
Ja również bardzo dobrze wspomina swojego nauczyciela angielskiego. Nie tylko potrafił przedstawić zagadnienia gramatyczne w sposób jasny i zwięzły, ale atmosfera lekcji była przyjemna a przykładowe zdania wywoływały salwy śmiechu i niektóre z nich do dziś mam w pamięci. Mile wspominam też swoją nauczycielkę drugiego języka obcego w liceum, która niesamowicie imponowała mi swoją znajomością sześciu języków obcych, co zachęcało mnie do wysiłku i nauki.

aniak
09-26-2011, 14:25
Jak patrzę wstecz, to też stwierdzam, że na swoich nauczycieli na prawdę nie mogłam narzekać. Zwłaszcza, jeżeli chodzi o liceum. Wysoki poziom, entuzjazm, formy pracy, umiejętność motywowania uczniów do nauki, przygotowywanie do olimpiad, zdania dodatkowe dla przyszłych anglistów, pełen profesjonalizm.:) Teraz, mam wrażenie, tych anglistów tyle wyszło, że trochę trudniej już o wysoki poziom... Zwłaszcza, że często widzę, że nauczycielami są osoby, którym inne plany nie wyszły, a coraz mniej tych z powołania...

kacha
09-26-2011, 16:27
Ja niestety nie trafiłam na najlepszych nauczycieli języka angielskiego - mam na myśli gimnazjum i liceum. Na studiach to już byli sami profesjonaliści, no i studiowanie to przede wszystkim samodzielna nauka. Wydaje mi się, że w polskim szkolnictwie oprócz nauczycieli istnieją jeszcze jedna poważna wada. Otóż każdy etap nauczania zaczyna się od tego samego, wciąż wałkuje się te same treści aż do znudzenia.

maghia
09-26-2011, 19:31
Niestety, po pierwsze nie jest wcale ciężko uzyskać uprawnienia pedagogiczne i po 3 latach kolegium nauczycielskiego trafić do szkoły, czy to prywatnej czy państwowej. Oczywiście, jest dużo osób, które są stworzone do tej pracy - młode, zdolne, pełne zapału i cierpliwości. Ale szkołę kończyli też ludzie z fatalnym akcentem, słabej wiedzy o metodologii nauczania i jeszcze słabszym charakterem - a aby zapanować nad grupą dzieci należy posiadać pewną siłę przebicia i pewność siebie. Każdy objaw słabości może być wykorzystany przez uczniów.
Kolejnym rodzajem nauczycieli, oprócz nieśmiałych i dukających absolwentów, są nauczyciele z wieloletnim stażem, absolutnie wypalonych pracą. Każda ich lekcja wygląda tak samo od -dziestu lat, bo nie chce im się wprowadzać zmian. Łatwiej prowadzić lekcję, którą znają na pamięć. Tacy nauczyciele nie mają już cierpliwości do uczniów bądź są po prostu obojętni wobec nich - byleby odwalić robotę, nie ingerują w problemy uczniów, nie rozmawiają z nimi od serca.

paula7732
09-26-2011, 20:38
Zgadzam się odnośnie liczby dzieci w klasie. Ktoś z poprzedników napisał, że 15-20 to już za dużo. Niestety mi swego czasu na 9 klas pozwolono podzielić na dwie grupy jedną, a reszta uczyła się w klasach po 30 osób. Pan burmistrz, który nie zgadzał się na podział na grupy jako argument podawał, że takie grupy to segregacja :)
Jeśli zaś chodzi o moich nauczycieli... No cóż. Pierwsza nauczycielka była fatalna, pod każdym względem, a zwłaszcza wymowy. Uczy do tej pory, ale dzieci dalej jej nie cierpią :) Nauczyciel z liceum za to był tak przesiąknięty kulturą angielską, że byliśmy przekonani, że on nawet śmieje się po angielsku. Poświęcił pierwsze lekcje na uczenie nas prawidłowej wymowy różnych dźwięków. Miałam jeszcze korki z nauczycielem, który był dobry jako nauczyciel, ale zupełnie zakręcony w rzeczywistości :)

Arioch
09-27-2011, 01:37
Ja, tak jak pewnie większość, miałem całą mieszankę przeróżnych nauczycieli. W podstawówce Rosjanina, który najlepszy był w chodzeniu po schodach ze stosem książek na głowie i faceta, który nie umiał nawet obsługiwać magnetofonu, w liceum na szczęście byłem w klasie "angielskiej" i w parze z dużą ilością godzin poszły większe kompetencje nauczycielki, choć i w klasie maturalnej przydarzyła się absolwentka świeżo po studiach, która może i chciała, ale została rzucona na zbyt głęboką wodę. Na studiach do poziomu lektorów przyczepić się nie można, wiadomo, że są lepsi i gorsi, ale nigdy nie zeszło to poniżej bardzo przyzwoitego poziomu. Chyba największą i najszybciej zauważalną różnicą między nauczycielami z liceum a lektorami na studiach była nieporównywalnie lepsza wymowa i akcent tych drugich.

Asia S.
09-27-2011, 13:51
Jeśli chodzi o nauczycieli ze szkoły podstawowej i średniej, to niestety nie miałam do nich szczęścia. Pracując w szkole sama przekonałam się, że w obecnych czasach zawód nauczyciela nie polega na przekazywaniu uczniom wiedzy, ale na ich uspokajaniu i zaprowadzaniu tzw. "porządku" w klasie. Nauczanie 20- kilku osobowej grupy, z której więcej niż połowa buntuje się przeciwko obowiązkowi uczęszczania do szkoły (nie mówiąc już o uczeniu się), jest katorgą. Zajęcia prywatne wydają się w tej sytuacji ogromnym komfortem. Pozdrawiam wszystkim belfrów :)

Michal
10-19-2011, 16:21
Z tego co widzę, nauczyciele bywają różni, ale czy nie powinno być tak, że wszyscy są przynajmniej dobrzy? Trudno jednak mówić o dobrym nauczycielu przy takich pensjach. To jest tragedia, ale nie tylko polska. To samo dzieje się w innych krajach w naszym regionie, i w Europie (jak jest na świecie nie wiem). Wyjątkiem w naszym regionie jest Słowenja, gdzie nauczyciel dostaje na starcie jakieś 1000-1200 EUR.

sunflower
10-22-2011, 16:39
Bardzo mile wspominam lekcje języka angielskiego w moim liceum. Trafiłam na sympatycznych i skutecznych nauczycieli, którzy prowadzili lekcje w ciekawy sposób.
Miałam zajęcia z Panią, która kilka lat mieszkała w USA. Była bardzo energiczna i zawsze uśmiechnięta. Potrafiła zarazić swoich uczniów entuzjazmem, nie mogłam doczekać się zajęć z nią.
W 3 klasie zmienił mi się wychowawca. Spokojny, uśmiechnięty Pan był anglistą. Pracował także na uczelni, już wtedy miał doktorat. Lekcje z nim były przyjemne. Zawsze chętnie służył radą i pomocą. Gdy brałam udział w programie wymiany międzynarodowej, zaproponował, że przegra mi na płytę dobry słownik.
W podstawówce i nieco wcześniej chodziłam na prywatne lekcje angielskiego. Pamiętam, że dużo śpiewałam i uczyłam się wierszyków. Zawsze jednak lubiłam angielski.
Na studiach prawniczych przez rok brałam udział w zajęciach z języka angielskiego. Prowadzący był bardzo wymagający. Jego również mile wspominam.

badis
10-22-2011, 17:35
Ja nauczycieli angielskiego miałam bardzo kiepskich, patrząc z perspektywy czasu - po prostu im się nie chciało nas uczyć. Ale tak naprawdę nie dotyczyło to tylko nauczycieli angielskiego: do 3 klasy szkoły podstawowej nauczyciele są szkoleni gruntownie w tym, jak uczyć. Nauczyciele po 3 kl. podstawówki - uczą się gruntowanie danej dziedziny (mat., ang., pol.), a do tego robią najczęściej tylko kursy pedagogiczne (to nawet nie są kolegia nauczycielskie). W związku z tym nie są dobrze przygotowani - jeśli ktoś ma talent i zacięcie, to w porządku, da sobie radę. A reszta: szybko wypala się zawodowo, bo nie potrafi sobie poradzić z np. dyscypliną w klasie.

Rydzu
10-23-2011, 12:32
Ogólnie rzecz biorąc, dziwię się, skąd ja się wzięłam na filologii angielskiej, mając tak flegmatyczną nauczycielkę języka angielskiego w liceum. Na zajęciach było nudno, kobieta nawet się nie uśmiechała, wszystko było przewidywalne aż do bólu. Spokojnie mogłam spać i nic nie traciłam. Język zafascynował mnie dopiero wtedy, gdy nie mogłam znaleźć interesujących mnie materiałów, filmów, książek, komiksów etc. w języku polskim. Po pewnym czasie przestawiłam się w ogóle na przeszukiwanie internetu w języku angielskim, co rozwinęło moją znajomość języka jakoś "naturalnie" ; D.

Fairy_Queen
10-23-2011, 14:29
A jeśli chodzi o wymowę, to np.: aż tak bardzo nie przeszkadzała mi wymowa mojej nauczycielki z liceum, z którą miałam fakultety. Była zza wschodniej granicy i wymowę miała okropną, ale naprawdę potrafiła nauczyć jeśli chodzi o gramatykę. Zgodzę się jednak, że wymowa to bardzo ważny element nauczania, zwłaszcza od początku nauki języka.

Wiem coś o nauczycielach języka angielskiego zza wschodniej granicy. :) Nigdy nie zapomnę pani Świetłany, która była rewelacyjna, umiała odpowiednio podejść do uczniów, a jej poczucie humoru powalało na kolana. O wymowie i gramatyce miała znikomą wiedzę, ale chociaż nadrabiała swoją osobowością. :D Z innymi już było gorzej. Kolejna pani - pochodząca z Ukrainy - próbowała nas nauczyć transkrypcji fonetycznej, jednak jej próby skończyły się niechęcią ze strony uczniów, który nie przywiązywali większej wagi do "hieroglifów". Gdy jednak przyszłam na pierwsze zajęcia z fonetyki na studiach, żałowałam, że moja nauczycielka z gimnazjum udaremniła swoje fonetyczne próby, gdyż ta wiedza na studiach jest na wagę złota. Faktem jest jednak to, że moi ciągle zmieniający się nauczyciele angielskiego - począwszy od 4 klasy podstawówki do 3 klasy liceum - stanowczo utrudniali mi narzucenie sobie stałej metody nauki i przyzwyczajenie się do określonego planu działania i strategii nauczania. Z drugiej strony mogło to wpłynąć na wykształcenie w sobie elastyczności i szybszego przystosowywania się do nowych warunków. Jako że jestem osobą, która nie lubi zmian, mnie ta cała sytuacja na pewien czas zniechęciła do angielskiego. Do momentu, gdy na własną rękę zaczęłam szukać możliwości zrozumienia tego języka. W momencie, gdy zafascynowałam się muzyką, chęć zrozumienia tekstów stała się machiną napędzającą naukę. Potrzeba matką wynalazków, dlatego sama zaczęłam tłumaczyć, wertować słownik, by szukać odpowiednich ekwiwalentów. Myślę, że to bardziej pomogło mi w ponownym wdrążeniu się w angielski niż nauczyciele, którzy kaleczyli wymowę i powielali błędy wśród swoich uczniów. Moim zdaniem wymowa powinna być nauczana od najmłodszych lat, bo wtedy umysł najbardziej chłonny i najszybciej można wpoić odpowiednie brzmienie - tak samo jak je na wiele lat skrzywić. Co o tym myślicie? :)

magda2507
10-23-2011, 17:29
Ja wspominam bardzo dobrze swoich nauczycieli języka angielskiego. Wykazywali się dużą wiedzą i znajomością języka angielskiego. Byli także bardzo fajnymi nauczycielami jeśli chodzi o osobowość. Najlepiej wspominam mojego nauczyciela z liceum. Wspaniałe 3 lata nauki.

Fridiucza
10-23-2011, 17:42
Chyba czasem jest tez tak, a przynajmniej bylo kiedys, zwlaszcza w szkolach publicznych, ze nauczyciele przywiazywali mala wage do rozmow, do dyskusji, idac raczej utartym torem : gramatyka, mala czytanka, cwiczenie. Nie wiem czy to wynikalo z malej pewnosci siebie jesli chodzi o spontaniczne uzywanie jezyka i tzw. 'spoken English' , czy z rygorystycznie przestrzeganego planu.... Rozmowki mozna bylo za to cwiczyc na lekcjach prywatnych, z native speakerem.

shama1985
11-05-2011, 15:34
Rożnie to bywało... Niestety najgorszy był start. Swoja przygodę z angielskim zaczęłam dopiero w liceum i, pomimo niezbyt kompetentnej nauczycielki, zapałałam do tego języka miłością. Jako jedyna z klasy zdawałam pisemna maturę z angielskiego. W kolegium zdarzali się wykładowcy, którzy dużo wymagali choć sami mogli by być lepsi, ale byli też tacy, którzy mieli ogromna wiedzę, ale nie potrafili jej przekazać. Teraz kończę studia magisterskie uzupełniające i jest podobnie. Ale oczywiście byli też tacy, którzy mieli nie tylko wiedzę, ale i potrafili ją przekazać w ciekawy sposób i zarazić nas swoja pasją.

monikoza
11-05-2011, 18:54
Niestety ja miałam pecha do nauczycieli angielskiego, ale nie chodzi o ich kompetencje, a raczej o to, że tak szybko jak się pojawiali, tak szybko znikali. Tak to jest z anglistami, najpierw nie mogą znaleźć pracy więc lądują w szkole, ale w międzyczasie coś znajdują i uciekają do lepiej płatnych zawodów.

Aga12
11-05-2011, 22:01
Chyba czasem jest tez tak, a przynajmniej bylo kiedys, zwlaszcza w szkolach publicznych, ze nauczyciele przywiazywali mala wage do rozmow, do dyskusji, idac raczej utartym torem : gramatyka, mala czytanka, cwiczenie. Nie wiem czy to wynikalo z malej pewnosci siebie jesli chodzi o spontaniczne uzywanie jezyka i tzw. 'spoken English' , czy z rygorystycznie przestrzeganego planu.... Rozmowki mozna bylo za to cwiczyc na lekcjach prywatnych, z native speakerem.

A jak sobie to wyobrażasz???
Rozmowy w parach? No tak, dwie pary prowadzą dialog, reszta gada na tematy nie związane z lekcją, dwóch się zaczyna kłucić itd... masakara ogólne rozprężenie. Dyskusja, jeden mówi reszta nie słucha, jeden bo dla niego jest za trudne, drugi bo za proste, trzeci bo odrabia akurat matematykę, a czwarty ma to w nosie i tak można doliczyć do 24 osób w klasie ( bo takiej klasy nie można jeszcze dzielić na grupy). Robiąc ćwiczenia do czytanki jest większa pewność, że dzieci uważają bo coś tam trzeba w ćwiczeniach zapisać ( bo a nuż pani sprawdzi)

annnabellla
11-05-2011, 22:18
Ja też muszę przyznać, że nie trafiłam na najlepszych nauczycieli angielskiego i, jak ktoś już wcześniej wspomniał, bardzo często się oni zmieniali. Zwłaszcza na początku nauki, w szkole podstawowej jakość nauczania była bardzo słaba. Dużo nauczycielek, które spotkałam w swojej 'karierze' pochodziło z Ukrainy i doskonale znały język angielski, gorzej było z polskim, więc nie miały możliwości przekazania swojej wiedzy. Swoją znajomość angielskiego zawdzięczam tylko kursom językowym i zajęciom pozalekcyjnym.

Strix
11-05-2011, 22:44
Ja w sumie nie najlepiej pamiętam program i kompetencje moich pierwszych nauczycieli języka angielskiego, ale np w liceum miałam bardzo fajna i kompetentną nauczycielkę, która zawsze mi pomagała nawet w zajęciach dodatkowych, mimo tego, iż pracowała w szkole publicznej (jakby nie było)...Moim zdaniem dużo zależy od samego nauczyciela i mocno od jego kontaktu z uczniem. Jeżeli widzi indywidualności i wyciąga z nich jak najwięcej to ma już duży "+", poza tym jeżeli sam uczeń chce to zawsze weźmie na tyle dużo, że będzie zadowolony. Jeśli chodzi o nauczycieli w wyższych szkołach, to wydaje mi się, że większość z nich dawała rade na tyle na ile mogła. Czegoż to wymagać od ludzi, którzy pracują głównie w publicznych szkołach albo na uczelniach. Nawet jeśli są to prywatne szkoły to widać różne niedociągnięcia..albo po prostu" pozbywanie się",ale jak wiadomo zawsze wszystko może być lepiej, domyślam się, że nie jedno z nas, też miałoby swoje słabe strony jeśli chodzi o nauczanie, w oczach innych(oczywiście)...

martyna
11-06-2011, 16:11
Miałam szczeście trafic w liceum na niesamowita nauczycielke angielskiego. Byla niesamowicie wymagajaca, na kazdej lekcji byla szybka kartkowka (na plusy i minusy), zadawala mase zadan domowych i slowek. Nie uczyla utartym schematem pt. idziemy po kolei z podrecznikiem, byla elastyczna i pomyslowa. Nie bez znaczenia jednak wydaje mi sie fakt, ze nie miala meza ani dzieci wiec miala czas, aby sprawdzac w domu te wszystkie zadania domowe i kartkowki, szkola to bylo cale jej zycie.

Aga12
11-06-2011, 17:13
Nie bez znaczenia jednak wydaje mi sie fakt, ze nie miala meza ani dzieci wiec miala czas, aby sprawdzac w domu te wszystkie zadania domowe i kartkowki, szkola to bylo cale jej zycie.

A szkoła to nie zakon i nauczyciele rodziny mają.:D. Nie jest możliwe aby nauczyciel ( czy przedstawiciel każdego innego zawodu) całe swoje życie bez reszty poświęcił innym. Niestety takie są najczęściej oczekiwania, zwłaszcza rodziców uczniów.

kathe1987
11-06-2011, 17:29
Jeśli chodzi o moich nauczycieli ze szkoły podstawowej, gimnazjum i LO, nie wspominam ich najlepiej. W podstawówce i gimnazjum miałam razem 3 nauczycielki, z których tylko jedna, zresztą Ukrainka, umiała nas zainteresować językiem, zajęcia prowadzić ciekawie, w dodatku miała dobry akcent. Pozostałe były tam chyba przypadkiem, nuda, akcent-porażka, nie mówiąc o innych błędach (jedna z nich namiętnie używała formy peoples).
Moja nauczycielka w LO była zupełnie przeciętna, pomiając fakt, że jako człowiek była bardzo nieprzyjemna i miałam z nią problemy, moja klasa była klasą z rozszerzonym angielskim a poziom był mocno pre-intermediate...
Prywatnie miałam zajęcia z kilkoma native speakerami i najlepiej wspominam zajęcia z... Hindusem :) Przygotowywał nas do FCE i naprawdę sporo się od niego nauczyłam. Anglik może nie miał jakiegoś świetnego podejścia do nas (to raczej nie wina narodowości tylko charakteru) ale za to oszałamiający akcent. No i była jeszcze Amerykanka, która nie nauczyła nas NIC bo sama niewiele umiała, poza oczywiście językiem, tylko że uważam, że samo bycie native speakerem nie wystarczy, trzeba mieć wiedzę o języku. Mam nadzieję, że moja wypowiedź okaże się pomocna ;)

monix
11-12-2011, 16:12
Nauczyciele języka angielskiego są przeróżni - tak jak nauczyciele ogólnie. Ja na swoich raczej nie mam co narzekać. Chociaż nauczyciel w gimnazjum nauczył nas niepoprawnej wymowy słów: comofortable (coś w rodzaju: komfortejbl)l i bought (wymawiane jak łódź) , czego bardzo trudno było się później oduczyć. Jednak takich błędów nauczyciel robić nie powinien :]. Ale najgorsze są przypadki, w którym nauczyciel pokazuje po sobie, że nie wiem co robi w szkole, tak jakby był tam za karę...

Franky
11-12-2011, 17:51
Również wśród moich nauczycieli języka angielskiego można wyróżnić osoby, które były doskonale wykształcone i potrafiły przekazać wiedzę oraz takie, które popełniały mnóstwo podstawowych błędów, głównie w wymowie słów. Osobiście najbardziej odpowiadali mi nauczyciele, którzy potrafili swobodnie formułować dłuższe wypowiedzi i dzielić się swoimi różnymi przemyśleniami, nie tylko tymi związanymi ściśle z tematem zajęć. Przy dłuższych wypowiedziach łatwiej jest zauważyć intonacje całych zdań. Niektórzy nauczyciele z kolei ograniczali się tylko do wypowiadania jednozdaniowych poleceń i sztywnego sprawdzania ćwiczeń z gramatyki.

Gati
11-13-2011, 19:15
Pamiętam, że w gimnazjum (to była chyba druga klasa) mieliśmy dwóch nauczycieli na zmianę jednocześnie - zależnie od dnia tygodnia. A potem w kolejnym semestrze tych dwóch zastąpiła jeszcze inna pani. To był dopiero kosmos. :D Na szczęście na każdym kroku nam powtarzano, że to najlepsza szkoła w Olsztynie, i myślę, że dlatego ci nauczyciele byli dobrzy w swoim fachu i nieźle też sobie radzili z zaistniałą sytuacją.

A w liceum miałam nauczycielkę ze świetną wymową, która, jak się później okazało, jest przyjaciółką jednej z "lektorek" u mnie na studiach. I porównując te dwie ostatnie osoby mogę szczerze powiedzieć, że powinny się zamienić miejscami pracy. Zarówno poziomem wiedzy jak i umiejętności nauczania moja wychowawczyni i nauczycielka z LO przewyższa panią lektor z uniwersytetu. :)

Yuuhi
11-13-2011, 19:37
Z perspektywy czasu mogę śmiało stwierdzić, że nauczyciele powinni używać tylko języka angielskiego. Wtedy łatwiej idzie nauczanie. Na innych zajęciach uczniowie mają wystarczająco dużo czasu na władanie ojczystym językiem. Wymowa oczywiście też jest bardzo ważna, a jeśli chodzi o moich nauczycieli to niestety nie grzeszyli umiejętnościami fonetycznymi.

Rydzu
11-13-2011, 19:40
Ale najgorsze są przypadki, w którym nauczyciel pokazuje po sobie, że nie wiem co robi w szkole, tak jakby był tam za karę...

Och, wśród anglistów to jest dość chyba typowe. Nie mówię o wszystkich, ale większość z nas spotkała chyba takich "nauczycieli za karę", co jest krzywdzące dla obu stron. Bardzo niewielu teraz spotkać można nauczycieli z powołania (pojęcie nieco abstrakcyjne, ale tacy też są!).

Yuuhi
11-13-2011, 19:41
Problem stanowi również zbyt duża grupa osób na lekcji oraz brak praktycznych ćwiczeń, np. konwersacji. Oczywistym jest, że gramatyka i słówka są ważne, ale bez praktycznego użycia nie mają najmniejszego sensu. Po ukończeniu szkoły można zabłysnąć znajomością gramatyki oraz słownictwem lecz ciągle mamy barierę przed mówieniem w danym języku.

baggins
11-13-2011, 19:43
Zgadzam się z powyższym w 100% Myślę, że wymowa jest bardzo ważna, a niestety żaden z moich nauczycieli nie miał chyba wystarczająco dużej ilości godzin poświęconych na zajęcia z fonetyki i fonologii. Rzadko też mówili do nas na lekcjach po angielsku. Dlatego też na pierwszym roku anglistyki miałam co robić szczególnie jeśli chodzi o fonetykę :/

Yuuhi
11-13-2011, 19:54
Dla mnie problem tkwił także w pokonaniu bariery po rozpoczęciu studiów. Po prostu w szkole nie uczą nas takich rzeczy jak: płynne władanie językiem. Myślę, że jest to po prostu "sucha, teoretyczna nauka". Teoria jest ważna, ale trzeba ją też wykorzystać. Jeśli chodzi o używanie na lekcjach tylko języka angielskiego, to być może nauczyciele są dość leniwi by mówić po angielsku przez 45 min. W sumie... wygodniej używać swojego ojczystego języka. My w gimnazjum sami prosiliśmy naszą nauczycielkę by mówiła do nas tylko po angielsku. Wytrzymywała niestety tylko ok 20 min.

viper_pred
11-14-2011, 14:44
No niestety, z powodu ograniczeń budżetowo-systemowych nauka języków w szkołach publicznych, za przeproszeniem, leży i kwiczy. Nauczanie młodzieży, często niechętnej, w grupach 15-20 osobowych nie może skończyć się dobrze. Oczywiście, daje to jakieś tam podstawy, ale bez samodzielnej pracy na ddrugim językiem człowiek po szkole publicznej zazwyczaj jest na poziomie "Kali jeść, Kali pić". Nauczanie języków w szkole powinno byc obowiązkowe tylko w podstawówce, żeby dać dzieciakom same podstawy, a na dalszych poziomach edukacji powinno być to cakowicie nieobowiązkowe. Nie chcesz, nie chodzisz, a nie tylko człowiek się użera z jakimiś chuliganami którzy mają głęboko gdzieś to co chcesz przekazać.

Co do samych nauczycieli, to niestety większość z nich jest słabo przygotowana merytorycznie (wiecie, ilu nauczycieli w podstawówkach czy gimnazjach ma problemy ze zdaniem FCE?!). Jest to wina głównie słabego systemu szkolnictwa wyższego, który dopuszcza słabe osoby na filologię angielską i w dodatku zapewnia marnej jakości przygotowanie pedagogiczne. Nie ma co się dziwić, że później pojawiają się tacy a nie inni nauczyciele.

Aga12
11-14-2011, 15:05
w dodatku zapewnia marnej jakości przygotowanie pedagogiczne. Nie ma co się dziwić, że później pojawiają się tacy a nie inni nauczyciele.

I najlepsze przygotowanie pedagogiczne nic ci nie da, jeśli będziesz mieć do czynienia z przyszłym psychopatą. ( samo nauczanie języka to zaledwie mała część pracy w szkole, reszta to papierki i sprawy wychowawcze). Taki np Hanibal Lecter też kiedyś był ucznie i chodził do szkoły;)/

katarzynka
12-19-2011, 15:53
Muszę przyznać,że jeśli chodzi o nauczanie języka angielskiego w szkołach, to nasza edukacja nadal kuleje.W trakcie swojej edukacji trafiłam tylko na jedną naprawdę dobrą nauczycielkę, mogę śmiało powiedzieć że dzięki niej dostałam się na studia filologiczne.Generalnie myślę,że warto inwestować w dodatkowe zajęcia w prywatnych szkołach.

smerfetka_31
12-20-2011, 09:28
Bardzo mile wspominam swoich nauczycieli języka angielskiego. Zdecydowanie zgadzam się z twierdzeniem, że wszystko zależy od tego jakie zdobędziemy podstawy. Ja miałam to szczęście, że w szkole podstawowej przez 2 lata j.angielskiego uczyła mnie Brytyjka. Dzięki solidnym podstawom było mi zdecydowanie łatwiej i angielska wymowa tak jak i gramatyka były na wysokim poziomie.

agatson
12-20-2011, 12:32
Uważam, że nasz system edukacji powinien zostać zreformowany. U nas kładziony jest nacisk na samą teorię, która w praktyce nikomu nie służy. Ja niestety przez całą szkołę podstawą i liceum trafiałam na fatalnych nauczycieli i gdyby nie prywatne zajęcia z j.angielskiego może umiałabym dziś odmianę czasownika 'to be'...studia na szczęście udało mi się ukończyć za granicą i to bardziej utwierdziło mnie w przekonaniu, że w Polsce nauki języków są na bardzo niskim poziomie...

monija
12-20-2011, 12:52
Ja miałam to szczęście, że trafiali mi się kompetentni nauczyciele od języków, angielskiego szczególnie. Tak więc nie mogę na nich narzekać a tylko wyrażać się pochlebnie ;-) W szkole podstawowej jak i gimnazjum nauczyciele byli wymagający i jednocześnie wyrozumiali, w liceum jeszcze bardziej wymagający. Ale zawsze można było się do nich zwrócić z pytaniem jeśli miało się jakieś wątpliowości. Poza tym byliśmy traktowalni w miarę indywidulanie co też jest ważne przy różnicoawniu nauczania gdyż wpływa to na jej efektywność. Wiadomo, że zawsze mogło być lepiej, że mogło by być więcej praktycznych ćwiczeń, dialogów, prac w grupach, projektów ale nauczyciele muszą realizować przyjęty odgórnie program i nieznacznie go modyfikować. Tak więc chylę przed nimi czoła, bo być dobrym nauczycielem to nie lada wyzwanie. Ja na takich - na szczęście - trafiłam i myślę że dobrze na tym wyszłam :-)

zoe150
12-20-2011, 13:48
Jeżeli chodzi o moją nauczycielkę z angielskiego z liceum, to była porażka. Podręcznik był beznadziejny, w kółko tylko sucha teoria i przepisywanie zdań z tablicy. Kiedy jej powiedziałam, że chcę zdawać maturę z angielskiego (wtedy była jeszcze stara matura), to mnie wyśmiała. A ja wiedziałam doskonale czego chcę, cały rok chodziłam na korepetycje i zdałam maturę bardzo dobrze. Teraz jako nauczyciel widzę, jakie popełniała błędy. Również jak byłam na praktykach na studiach spotkałam nauczycielkę "starej daty":eek:, która przekwalifikowała się z jakiegoś innego przedmiotu i ja jako praktykantka niewiele się mogłam u niej nauczyć. Natomiast jeśli chodzi o nauczycieli na studiach, to już jest zupełnie inna historia.

ellelinka
12-26-2011, 14:16
Ja miałam bardzo dobre doświadczenia, z nauczycielami języka angielskiego. Byli bardzo kompetentni i posiadali naprawdę dużą wiedzę. Aczkolwiek uważam, iż nic tak dobrze, nie wpływa na naukę języka angielskiego jak pobyt w kraju, w którym się go codziennie używa. Bardzo dobrym rozwiązaniem na pewnym poziomie jest też nauka z native speakerem ponieważ pozwala to pozbyć się bariery językowej i oswoić z poprawnym akcentem:)

soussan
12-26-2011, 14:52
W języku angielskim istnieje takie powiedzenie: "Those who can't do, teach". Niestety nie bez powodu, bo wydaje mi się, że jest spora grupa nauczycieli, w każdym języku, którzy zostają nauczycielami gdyż nie mają innej opcji. Ja sama wiem, że zajęłabym się nauczaniem tylko w sytuacji, gdy nie pozostałoby mi już nic innego "w branży". Nauczyciel to zawód ciężki, wymagający wiele pracy (a na pewno dużo więcej niż krzyczą ludzie, którzy uważają, że etat nauczyciela składa się z 18-20 godzin lekcyjnych), słabo opłacany i często niedoceniany przez odbiorców.

Ponieważ angielskiego uczyłam się od 4 roku życia, trafiałam na bardzo różnych nauczycieli. Uważam, że błędem jest powierzać naukę języka obcego osobie, która nie jest native speakerem ani angielskiego ani języka docelowego. W szkole podstawowej moją nauczycielką była Bułgarka, która często miała problemy z bardzo prostymi słowami po polsku - a jeśli nie posiada się płynnej znajomości ani języka nauczanego ani wykładowego, to jak można rzetelnie przekazać posiadaną wiedzę?

Miałam jednakowoż szczęście natknąć się na nauczyciela z powołania, którzy uczył mnie w gimnazjum i liceum przez lat 5 i to była prawdziwa szkoła. Różnorodne metody, a jednocześnie rzetelne "wkuwanie" gramatyki, powtarzanie do znudzenia. Napisałam setki ćwiczeń, transformacji zdań, obudzona w nocy o północy byłam w stanie napisać rozprawkę i dostać za nią maksimum punktów.

Myślę, że podział na grupy zaawansowania rzeczywiście jest zaniedbywany, a to bardzo, bardzo utrudnia naukę. Kiedy uczyłam się francuskiego, byłam w grupie w której były osoby takie jak ja, które nigdy wcześniej nie uczyły się tego języka, a były również takie, które podchodziły spokojnie do Delf-a. Nauczycielski ten fakt nie obchodził i dopasowywała zajęcia do tych najbardziej zaawansowanych uczniów, w związku z czym nie nauczyłam się za wiele, ponieważ nikt nie zechciał wytłumaczyć mi podstaw.


A druga część tego powiedzenia brzmi: "And those who can't teach, teach gym", ale to już inna historia :)

2569
12-27-2011, 12:03
Róznie bywało, jezyka angielskiego w szkole podstawowej i liceum uczył mnie ten sam nauczyciel i nie mam najmilszych wspomnień tego okresu ponieważ teraz z perspektywy czasu i tego, że sama nauczam to stwierdzam iz pani nas za wiele nie nauczyła i mało od nas wymagała, dlatego dokształcałam sie prywatnie, natomiast pani od niemieckiego w szkole sredniej była b.wymagajaca i duzo musielismy uczyc się, aby mieć pożadane przez nas oceny:)

karasuhebi
03-27-2012, 01:52
Nauczycielki angielskiego w mojej podstawówce i później w gimnazjum, to była kompletna porażka. Chociaż w przypadku tej drugiej wina leży nie tylko po jej stronie, ale również bardzo zróżnicowanego poziomu znajomości języka w mojej grupie - do jednego worka wrzucono osoby dość swobodnie posługujące się angielskim i takie, które ledwie potrafiły sklecić jedno pełne zdanie. Na moje szczęście liceum mi wynagrodziło te stracone 6 lat. Trafiłam na świetną nauczycielkę, która potrafiła nie dość, że przekazać wiedzę, to jeszcze zrobić to w taki sposób, że człowiek z uśmiechem na gębie szedł na angielski. Wymagała naprawdę sporo i zwracała jednakowo uwagę na każdy aspekt - mówienie, czytanie itp. - a jednocześnie udało jej się uniknąć etykietki "drill sargeant" ;)

evika23
07-16-2012, 21:53
w podstawówce i gimnazjum miałam bardzo miłych nauczycieli angielskiego,ale mimo 6 na świadectwie uważam,że wiedza jaką wyniosłam z tych zajęć była bardzo mała.dopiero w liceum nauczycielka dała nam trochę popalić,ale jednocześnie zmusiła nas do solidnej nauki.Mimo wszystko uważam, że gdyby nie prywatny kurs w szkole językowej, kontakt z native speakerami a potem prywatne lekcje nie miałabym szans studiować filologii angielskiej.nasz szkolny system nauczania nie zapewni nam sukcesu.

ahsatan
07-17-2012, 00:00
Niestety nie mam dobrych doświadczeń z nauczycielami języka angielskiego. Dopiero w liceum spotkałam się z anglistką z powołaniem, osobą która miała dużą wiedzę, a do tego doświadczenie pedagogiczne. Była wymagająca i nauczyła nas regularnej, sumiennej pracy. Bardzo ją za to cenię. Zgadzam się z przedmówcami, że osoba myśląca o studiach filologicznych ma małe szanse na dostanie się na nie, jeśli nie będzie uczęszczała na dodatkowe zajęcia. Przykre, ale prawdziwe.

AnkaW
07-18-2012, 23:30
Ja mialam takie szczescie ze trafilam na nauczycieli dobrze przygotowanych do zawodu ktorz potrafili przekazac swoja wiedze. Ale wiadomo ze zawsze trafi sie jakis profesor ktory zamiast nauczyc i zmotywowac zniecheci czlowieka do przedmiotu. Takze moim zdaniem to przede wszystkim od nauczyciela zalezy jaki bedzie stosunek ucznia do przedmiotu i czy bedzie mial chec sie jeog uczyc.

master13
07-25-2012, 22:01
Ciężko jednoznacznie odpowiedzieć na zadanie pytanie. Z pewnością dzięki mojej pierwszej nauczycielce angielskiego zafascynowałam się językiem. Z perspektywy czasu uważam, że było nauczona na dośc wysokim poziomie i nie mogę mieć zastrzeżeń do moich nauczycieli. Wiadomo, że nie każdy jest sobie równy ale podsumowując reprezentowali całkiem wysoki poziom. W zawodzie nauczyciela nie wystarczy sama wiedza, należy mieć także ogromną pasję i umiejętnośc motywacji. Dopiero takie połączenie daje oczekiwane efekty.

MonikaEm
07-26-2012, 12:05
Nauczanie w szkołach państwowych nie jest za dobre...za duże klasy..nauczyciele bez motywacji itp. Ale powstaje coraz więcej szkół prywatnych gdzie jednak trzeba tego klienta przyciągnąć i utrzymać. Tam nauczanie jest ok, bo nauczyciel musi dać z siebie maximum możliwości.

yola270
07-29-2012, 16:03
Jeśli chodzi o podstawówkę to nie jestem w stanie ocenić, bo to były same początki i jedna lekcja w tygodniu. W gimnazjum poziom w mojej klasie był krytycznie niski (ja się oczywiście wyróżniałam wsród nich swą wiedzą i inteligencją;) ), więc nauczycielka musiała się dostosować do poziomu większości i przez 3 lata poznałam 4 czasy angielskie. Szok nastąpił w liceum, gdzie poziom angielskiego był diametralnie inny, wyższy. To właśnie w liceum bardzo dużo się nauczyłam i odkryłam talent do języków obcych. Nauczycielka też zauważyła, że dobrze sobie radzę i ode mnie wymagała znacznie więcej. Tacy powinni być nauczyciele

AgataCh
08-01-2012, 13:04
Ja miałam w szkole różnych nauczycieli, i dobrych, i beznadziejnych. Ale nawet ci dobrzy niewiele mogli zrobić, bo grupy są zdecydowanie za duże w większości szkół. Nauka języka w 20/30-osobowej grupie to pomyłka! Zwłaszcza, że uczniom na poziomie szkoły podstawowej czy gimnazjum a czasem nawet liceum zwykle nie bardzo zależy na tym, żeby się czegoś nauczyć, więc lekcje idą bardzo opornie.

alicja1989
08-06-2012, 10:42
Będąc w gimnazjum przygotowywałam się na kursie do certyfikatu CAE, z nieoficjalnych zaś źródeł wiedziałam, że moja anglistka była na etapie niezdanego FCE... Różnicę było widac... W ramach "zadania na szóstkę" co drugą lekcję prowadziłam ja... Miec nadzieję, że ta kobieta już nie pracuje w zawodzie...

captive
10-13-2012, 13:00
w szkole średniej trafiłam na bardzo wymagającego nauczyciela
właściwie przez niego zainteresowałam się angielskim i tak dobrze go poznałam

miałam szczęście, że mnie uczył
prywatnie to na korkach ponoć bierze z 70 zł za lekcję

natomiast przed szkołą średnią miałam 3 lata angielskiego w podstawówce i to było jakby go nie było
nauczycielki młode, zmieniały się i nie potrafiły w ogóle zapanować nad klasą i przeprowadzić lekcji
często były zabawy po polsku

aramgadable
11-07-2012, 21:33
Nauczyciele języka angielskiego w szkołach publicznych są czasami mierni. Zajmują etaty tym, którzy naprawdę się do tego nadają. Jak nieraz słyszę opowieści uczniów o ich nauczycielach, to - o zgrozo!
Pewna ciepła posadka w szkolnictwie bardzo zachęca nauczycieli, najgorsze są praktyki załatwiania roboty po znajomości. Myślę, że praca w szkole publicznej to w chwili obecnej marzenie nierealne. Jak się uda, to można dostać jedynie zastępstwo.

CarmenMaria
04-03-2013, 23:38
Ciężko jednoznacznie odpowiedzieć na zadanie pytanie. Z pewnością dzięki mojej pierwszej nauczycielce angielskiego zafascynowałam się językiem.

Ja miałam podobnie, moja pierwsza nauczycielka była genialna i chyba dzięki niej uczę dzisiaj angielskiego...tylko, że teraz już też rozumiem i jestem bardziej wyrozumiała dla tych zestresowanych i mniej przykładających się nauczycieli...bo naprawdę ciężko jest być po tej drugiej stronie.

-Oleńka-
04-18-2013, 22:50
Nauczyciele w szkołach publicznych zaniżają poziom do słabszych uczniów. Ci, którzy są na wyższym poziomie zaawansowania zawsze są pokrzywdzeni. W sumie z drugiej strony nie możemy spodziewać się niesamowitych wyników przy tej marnej ilości godzin jaka jest oferowana w szkołach. Przygotowanie niektórych nauczycieli też pozostawia wiele do życzenia.

irina555
04-21-2013, 20:15
Miałam nauczycieli, którzy przekazywali wiedzę z pełnym zaangażowaniem, ale również takich, od których się nauczyłam, czego nauczyciel robić nie powinien. Nie toleruję tych, którzy bez przerwy patrzą na zegarek, mam wrażenie, że nie mogą się doczekać, kiedy koniec; albo przychodzą na lekcje nieprzygotowani, a od uczniów wymagają wszystkiego na czas.

kchodurska
08-06-2013, 23:15
Ludzie są różni. Nauczyciele mogą być lepsi i gorsi niezależnie od tego czy uczą języka obcego czy nnego przedmiotu. Jeśli chodzi o mnie to myślę, że trafiłam na dwie dobre nauczycelki i jedną wybitną :) Dobra była moja wychowawczyni w podstawówce. Uczyła dobrze, ale materiały były prwie wyłącznie z podręcznika. Od czasu do czasu jakiś konkurs języka angielskiego, ale nigdy coś większego niż gminny. W liceum też dobra nauczycielka, też głównie podręcznik, ale czasem też był serial "Przyjaciele" puszczany zawsze z angielskimi napisami. Tu niestety na żadne konkursy czy aktywność pozalekcyjną nie było szans. Wybitna była dla mnie nauczycielka z gimnazjum. Potrafiła ne tylko przekazać wiedzę i utrzymać dyscyplinę, ale też robić to w taki sposób, że każdy przychodził na jej lekcje z entuzjazmem i zawsze coś z nich wyniósł. Kiedy zdarzyło mi się na trochę osiąść "na laurach", bo byłam zawsze do przodu z materiałem, na złość możnaby rzec po paśmie celujących nagle dostałam dobrą... Pomogło. Spięłam się i "przeskoczyłam" dwie oceny w górę w drugim semestrze. Zachęcała do brania udziału w dodatkowych zajęciach z języka angielskiego, konkursach róznego typu, np. gramatycznych, Wiedzy o WB, itp. Do tej pory jest dla mnie wzorem nauczyciela :)

aga004
08-07-2013, 00:33
Nie ma reguły, z tego co widzę wszystko zależy indywidualnie od nauczyciela a nie od tego, gdzie uczy. Ja niestety w szkole nie miałam szczęścia - w gimnazjum nauczycielka podporządkowywała się do tej części klasy, której nie zależało na nauce i cały czas powracaliśmy do banałów natomiast w liceum lekcje przebiegały według schematu: nauczycielka wskazywała nam, co mamy zrobić; my wykonywaliśmy dane ćwiczenia w podręczniku, po czym czytała nam odpowiedzi z klucza. Zero inwencji. Byliśmy w liceum bardzo dobrą grupą, dlatego uważała, że nie ma potrzeby tłumaczyć żadnej gramatyki na nowo. Jednym słowem, jej praca polegała tylko na sprawdzaniu czy zrobiliśmy dane ćwiczenia...
Całe szczęście pod koniec podstawówki trafiłam do wspaniałej korepetytorki, która uczyła mnie wiele lat i dzięki niej wiem, że istnieją prawdziwi nauczyciele z pasją ;)

Blackout
08-07-2013, 13:09
Niestety, na tylu nauczycieli, których człowiek spotyka w życiu, tylko paru ma powołanie i chce się pracować. Takie mam wrażenie, że niektórzy to znaleźli się na swoim miejscu przez przypadek i robią wielką łaskę, że przychodzą do pracy. W końcu łatwiej jest zadać na lekcji robienie ćwiczeniówki niż ćwiczyć praktyczne rzeczy...

aqu
08-07-2013, 14:35
W moim przypadku większość nauczycieli nie przejmowała się klasą i tym jak kto sobie radzi.
Aczkolwiek były dwa wyjątki. Najlepszego nauczyciela miałam jednak na studiach. Potrafił nie tylko dobrze nauczyć, ale też zainteresować grupę lekcją. Rozbawić. Potrafił dostrzec w ludziach potencjał. I tak podbudować człowieka, że naprawdę chciało się uczyć, chciało się starać, poświęcać czas na naukę. Tylko on jeden był taki, teraz większość nauczycieli raczej dołuje uczniów zamiast starać się pokazać im że nauka może być bardzo ciekawa, łatwa i zachęcić ich w taki sposób... przekazać praktyczną wiedzę zamiast skupiać się przesadnie na gramatyce. Potem taka osoba wyjeżdża do Anglii po 10 latach nauki angielskiego i nie potrafi porozumieć się z ludźmi.

monikabee
08-07-2013, 15:02
Jestem lektorką języka angielskiego i wiem jak trudno to zadanie sprostać oczekiwaniom słuchaczy. Zgodnie z przysłowiem: "Jeszcze się taki nie narodził, co by wszystkim dogodził". W szkołach językowych nie ma miejsca dla nauczycieli czytaczy podręcznika. Oczekuje się od lektorów niezwykłej pomysłowości, przebojowości i otwartości na wszystkie problemy słuchaczy. Pamiętam swoich nauczycieli językowców z liceum chociażby, którzy nie musieli się tak bardzo starać, a i tak doceniam ich pracę. Nie było litowania się nad ludźmi, którzy po raz kolejny nie nauczyli się czegoś. Ciężka praca ucznia = postęp ucznia. Teraz się zmieniło na ciężka praca lektora = postępy uczniów i zadowolenie słuchaczy.

carmenblack
09-19-2013, 12:29
Jestem lektorką języka angielskiego i wiem jak trudno to zadanie sprostać oczekiwaniom słuchaczy. Zgodnie z przysłowiem: "Jeszcze się taki nie narodził, co by wszystkim dogodził". W szkołach językowych nie ma miejsca dla nauczycieli czytaczy podręcznika. Oczekuje się od lektorów niezwykłej pomysłowości, przebojowości i otwartości na wszystkie problemy słuchaczy. Pamiętam swoich nauczycieli językowców z liceum chociażby, którzy nie musieli się tak bardzo starać, a i tak doceniam ich pracę. Nie było litowania się nad ludźmi, którzy po raz kolejny nie nauczyli się czegoś. Ciężka praca ucznia = postęp ucznia. Teraz się zmieniło na ciężka praca lektora = postępy uczniów i zadowolenie słuchaczy.

Ja też uczę w szkole językowej i zgadzam się z Twoją wypowiedzią. Niestety w takich warunkach pracy uczeń przybiera rolę klienta, a lektor, usługodawcy i to my musimy dostosować się do ucznia, dogodzić mu, "wykonać usługę". Właśnie takie wymagania co do lektorów i oczekiwania, że będą wymyślać gry, zabawy, rozmaite metody nauczania, aby zaciekawić ucznia, sprawić żeby chciał chodzić na zajęcia, trochę dewaluują naszą pozycję.
Ja to widzę tak: nauczyciel wie co robi, jest osobą wykształconą, dlatego należy mu się zaufanie, a nie jest jakąś marionetką, co lata za uczniem jak jakiś pies, żeby tylko uczeń chciał przychodzić na zajęcia. Uczeń to ma wiedzieć gdzie jest jego miejsce, ma przychodzić na te zajęcia bo rodzice jego zapłacili, ma mieć zeszyt, książkę i uczyć się, koniec tematu. Niestety. W praktyce wychodzi inaczej...
To samo się zaczyna robić w szkołach państwowych, wiadomo, uczeń ma prawa, jest jakiś statut szkoły, nauczyciel musi się dostosować, a jak coś jest nie tak to rodzic od razu dzwoni najlepiej do kuratora(znam takie przypadki):):)
Uważam, że trzeba mieć otwarty umysł na wszystkie nowoczesne metody itd. ale jest wiele nauczycieli, którzy ślepo idą za każdym trendem, chcą być "luzaczkami" i przechodzą na "ty" z uczniem, na zajęciach biorą udział w grach i zabawach razem z uczniami i przyjmują rolę przebojowego kumpla, co sprawia, że uczeń czuje się zbyt swobodnie i pozwala sobie na więcej.
Ja się staram odnaleźć jakiś balans ale czasem okazuje się że albo jestem zbyt surowa albo za miła no i tu, powtórzę za koleżanką: "Jeszcze się taki nie narodził, co by wszystkim dogodził".

Arya_92
09-19-2013, 12:57
Jeżeli chodzi o edukację na poziomie gimnazjum i liceum, niestety nie miałam zbyt dobrych doświadczeń. Zwykle trafiałam na nauczycieli, którzy nie wymagali zbyt wiele, dlatego poziom nauczania języka do najwyższych nie należał. Chcąc naprawdę się go nauczyć, trzeba było zwyczajnie samemu brać się do roboty lub chodzić na dodatkowe kursy. Bez dwóch zdań, takie prowadzenie zajęć raczej zniechęcało do nauki języków obcych i do tego etapu edukacji podchodzę raczej krytycznie.

MonikaMF
09-19-2013, 17:34
W szkole nie trafiałam na jakiś wybitnych nauczycieli, ale za to prywatne zajęcia miałam z taką nauczycielką, która zdecydowanie zaraziła mnie miłością do tego języka. Nauczycielka z liceum biła wszystkich na głowę – oryginalnie nauczała rosyjskiego, angielski był tak raczej z doskoku, wiedzą nie grzeszyła a przygotowywała do matury rozszerzonej ;)

Judyta Łepkowska
09-19-2013, 17:37
Chyba jestem szczęściarą, bo zawsze trafiałam na świetnych nauczycieli/ lektorów. :D

ellla
09-21-2013, 18:58
Ja na moich nauczycieli na szczęście nie mogę narzekać. W szkole podstawowej i gimnazjum miałam tą samą nauczycielkę. Była wymagająca, zawsze perfekcyjnie przygotowana i chętna do współpracy. Niestety, zbyt wiele czasu nie poświęcała na praktyczne zastosowanie języka, a więc dialogi bądź krótkie rozmowy. W liceum było odwrotnie. Nauczycielka z góry założyła, że moja grupa podstawy ma już dawno za sobą i skoncentrowała się na rozwoju naszych umiejętnościach mówienia i twórczego pisania, dzięki czemu o wiele łatwiej było mi odnaleźć się na studiach filologicznych;).

Atka
09-21-2013, 22:38
niestety muszę tu przyznać rację mojemu przedmówcy, taka jest nasza szara rzeczywistość jeśli chodzi o nauczanie w szkołach, gdzie klasy są tak obsadzone, że sam nauczyciel któremu przypadło uczyć 20 albo i więcej dzieci nie da rady każdemu poświęcić uwagi. Nauczyciel ma skrępowane ręce, dlatego trzeba go zrozumieć. Czego nie możemy tolerować u nauczycieli- to na pewno ZŁEJ WYMOWY!!!!! Dzieci już od pierwszych lat w szkole osłuchują się języka, i jeżeli nauczyciel robi błędy w wymowie, to błędy te po nim przejmie klasa dzieci albo i więcej. Chodzi mi po prostu o to, że jak już ktoś podejmuje się pracy w nauczaniu, nie może popełniać takich błędów, gdzie wymowa jest bardzo ważna. Piszę o tym, gdyż sama miałam styczność z nauczycielką, która robiła wiele błędów w wymowie.

Zgadzam się z wypowiedzią, że jednym z najważniejszych aspektów jest wymowa. Szczególnie w początkowym etapie nauczania angielskiego. Uczenie w grupach 20-30 osobowych to rzeczywiście pomyłka. Sama jestem nauczycielką i wystarczy jedna lekcja z 25 osobową grupą pierwszaków (wyjątkowo ruchliwych i nie reagujących na swoje imię ;)) żeby się przekonać jak trudna jest to praca. Oczywiście trzeba BARDZO DOKŁADNIE planować swoje lekcje, ale i tak większość z nich będzie wyglądać nieco inaczej :)

Jeśli chodzi o moich nauczycieli - jestem zadowolona, szczególnie w szkole średniej. Miałam świetną nauczycielkę.

Ewez
09-22-2013, 18:52
Nauczyciel nauczycielowi nierówny. Już w szkole średniej to zauważyłam, a obserwacje podczas praktyk studenckich to potwierdziły, że nauczyciele angielskiego baaardzo różnią się od siebie. Uważam, że istnieją nauczyciele bardzo kompetentni, ze wspaniałym warsztatem metodycznym, oraz nauczyciele "z przypadku". Szkoda, że nie ma w Polsce możliwości ewaluacji nauczycieli w celu wyeliminowania tych drugich.

Everest
09-22-2013, 22:04
Nauczycieli podzielić można na tych nauczających w szkołach publicznych i prywatnie. Wcale nie ma to wiele wspólnego z tzw. powołaniem, talentem czy umiejętnościami, a przynajmniej nie tylko. W szkole ręce nauczycielowi krępuje system. Nauczanie dzieci w grupach 15/20-os to pomyłka, podstawa programowa też nie jest zbyt ambitna. Gdyby wprowadzić rozwiązania dotyczące przede wszystkim zmniejszenia grup, nauczyciel miałby szansę naprawdę pracować z dzieciakami, a nie tylko sprawdzić pracę domową, odpytać i zapisać temat.

Ja w szkole państwowej uczyłem grupy liczące nawet 28-32 uczniów... Powiem szczerze, że w okresie przed feriami, gdy niektórzy już bawili na stokach, gdy liczba uczniów spadała do około 20 - było jak w niebie. Oczywiście mówię tu o młodszej klasie szkoły podstawowej, gdzie ze względów na koszty - klasy nadal nie są dzielone... Pamiętam to jako istną orkę.
Oczywiście praca w gimnazjum, gdzie osób było 15-20, też nie była łatwa... Pomijam już fakt, że nie wszystkie szkoły są w stanie podzielić dzieciaki na grupy względem zaawansowania.. Nie - grupy były dzielone na grupę dziewczyn i chłopaków... No cóż, pozostaje mi tylko cieszyć się, że ten etap jest już za mną :)

AlicjaK
09-30-2013, 09:56
Niestety, z doświadczenia wiem, że z równym prawdopodobieństwem można trafić na profesjonalistę i na niekompetentnego nauczyciela. Zdarzają się nauczyciele popełniający podstawowe (dosłownie) błędy, ale są też tacy, którzy naprawdę potrafią nauczyć i zachęcić do nauki ;)

wojciechm
09-30-2013, 10:24
Ja natrafiłem na w miarę dobrego nauczyciela angielskiego dopiero w liceum. Z perspektywy dzisiaj mogę stwierdzić, że poprzedni to była tragedia.Nawet ten z liceum nie był zbyt dobry, ale w porównaniu do reszty to niebo, a ziemia. Dla mnie znamienne było to, że po pierwszych w życiu dwóch godzinach korepetycji bardziej złapałem gramatykę niż po latach nauki w szkole. Zresztą, mija te powiedzmy 8 lat nauki a na lekcjach możemy spotkać sytuację, że nauczyciel mówi np. 'open the book on page 57' a w klasie słychać: 'cooo? ejj! która strona?!' ;)

katarzyna91b
09-30-2013, 12:22
Ja niestety przez całą moją edukację miałam kiepskich nauczycieli.. W gimnazjum "wyprosiłam" żeby poznać więcej niż 3 czasy. W liceum lekcje opierały się na zasadzie "Zadanie 1, zadanie 2, zadanie 3"..
Jak już poszłam na praktyki do szkół to tam spotkałam kilkoro nauczycieli z pasją, których szczerze zazdroszczę tym dzieciakom, ponieważ mają pomysły, chęci i genialną wymowę!
Problem jest już na etapie przygotowania nauczycieli, ponieważ na moich studiach (UKKNJA) przepuszczano ludzi, którym brakowało zapału do tej pracy i pasji. Kilka osób zostało też przepuszczonych bez odpowiedniej znajomości angielskiego (notoryczne błędy gramatyczne typu: He work, he have been).

piotrek444
09-30-2013, 20:42
Jeśli chodzi o moją nauczycielkę w liceum nie mam do niej zastrzeżeń, uważam, że swoją pracę wykonywała dobrze

ka_ska
09-30-2013, 21:20
Na nauczyciela angielskiego z prawdziwą pasją trafiłam dopiero w Szkole Językowej. W szkołach państwowych nie miałam niestety takiego szczęścia i uczyłam się anielskiego po polsku...